niedziela, 4 czerwca 2017

Rozdział 20

Solt

W jednej chwili poczuł się, jak krnąbrny uczniak, który za bardzo nabroił i został wysłany na dywanik do dyrektora w celu złożenia stosownych wyjaśnień. Nie protestował, uznając to za zbyteczny wysiłek. I tak nikt nie poparłby jego strony. Posłusznie podążył za Theorem do biura nowego pana, wewnętrznie gotując się na przyjęcie wszelkich konsekwencji swojego zachowania. Doskonale wiedział, że Mistrz nie jest ani łaskawy, ani wyrozumiały i nie wykaże się łagodnością. Solt nie czuł się w pełni odpowiedzialny za zajście. Został sprowokowany, ale był przekonany, że w związku z całą sytuacją, ukarana zostanie jedynie jedna osoba. Nie, nie Marauder. Chłopak jako pełnoprawny członek organizacji prawdopodobnie z miejsca został uniewinniony. Nie to, co on. Przybłęda. Szpieg. Tak wszyscy go postrzegali. Widział to w ich pogardliwych spojrzeniach i wyczuwał w emocjach, których nie potrafili powściągnąć. Nawet starzec, który go eskortował, nie starał się ukryć niechęci. A przecież wystarczyło pozostać niewidzialnym, tak jak zostało mu to nakazane na samym początku... 
 Co to miało znaczyć?  spytał mężczyzna, nie odwracając się w jego stronę.  Powiesz mi łaskawie, czemu ośmieliłeś się podnieść rękę na naszych ludzi? Kto dał ci takie uprawnienia?
Byli już tak blisko, kiedy nagle staruszek zdecydował się zatrzymać i nawiązać z chłopakiem kontakt. Solt widział odpowiednie drzwi za plecami swojego towarzysza. Wystarczyło zrobić te kilka kroków i uwolniłby się od obecności irytującego starucha. Chłopak przez chwilę spoglądał na nie tęsknym wzrokiem, a potem przeniósł zniecierpliwione spojrzenie na rozmówcę. Tak, on tylko czekał na taką ewentualność. Solt wiedział, że postępując zgodnie z oczekiwaniami mężczyzny, popełniłby olbrzymi błąd i wpakowałby się w jeszcze większe kłopoty. Theor na to liczył. Solter nie chciał dać mu tej satysfakcji, dlatego tylko zagryzł zęby, aby nie powiedzieć czegoś niepożądanego. Nie miał zamiaru nic mówić, ale starzec też nie wyglądał, jakby miał odpuścić. 
 Ja...
 Poczekaj, jednak zmieniłem zdanie. Wcale nie chcę słuchać tego bełkotu.  Przerwał mu ze złośliwym śmiechem.  Lepiej zbieraj siły, chłopcze, bo to nie przede mną musisz się wybronić.
I wepchnął go do gabinetu, zamykając za nim drzwi. Zostawił go samego sobie, a Solt na to pozwolił. Niczym pozbawiona woli kukiełeczka, pokornie pochylił głowę, po czym wszedł głębiej do pomieszczenia i stanął pośrodku, tuż naprzeciwko masywnego biurka, za którym zasiadał Mistrz. Solter czuł na sobie jego uważne spojrzenie, ale wcale go nie odwzajemnił. Utkwił wzrok w cholernym dywanie obsypanym dziwnymi, absurdalnymi wzorami. Nawet na chwilę nie popatrzył na Mistrza, co samo w sobie stanowiło przyznanie się do win. Nie chciał jednak podejmować bezsensownej walki. Po prostu słuchał, gdy mężczyzna rozpoczął swój monolog, i starał się zachować spokój. Większość z tego, co docierało do jego uszu, nie miało dla niego znaczenia, ale niektóre ze słów mimowolnie wdzierały się głębiej i zapadały mu w pamięć, powodując, że krzywił się pod ich naporem.
Niesubordynacja. 
Bezmyślność.
Brak wdzięczności. 
Mistrz przechadzał się przed biurkiem. W jedną stronę i drugą. Niespiesznie. Wygłaszał swoje kwestie, których Solt nie chciał słuchać, a które i tak do niego trafiały. Tak jak przypuszczał, został obwiniony za spowodowanie bójki. Do pewnego momentu wcale mu to nie wadziło. Zdążył się już pogodzić z niesłusznym osądem. Nie domyślił się tylko, jakie konsekwencje te oskarżenia miały pociągnąć. 
 Dlatego też zmuszony jestem zmienić postanowienia naszej umowy...
To podziałało na niego, jak kubeł lodowatej wody, w jednej chwili go otrzeźwiło, wyrwało z otępienia i gwałtownie sprowadziło na ziemię. Chłopak porzucił pozorną pokorę i przeniósł na mężczyznę wzrok pełen niedowierzania. Badawczym spojrzeniem przesunął po poranionej, nieco zniekształconej twarzy starca. Czuł, że igra z losem, bardziej go prowokując, ale musiał upewnić się, że mężczyzna po raz kolejny go nie testuje i sprowadza wszystkiego do idiotycznej prowokacji.
 Co?  wykrztusił, nie dopatrując się w postaci mężczyzny grama fałszu.  Dlaczego?
 Chłopcze, złamałeś zbyt wiele warunków, nie myśl więc, że ja dotrzymam swoich.  Skarcił go, ale uśmiechnął się przy tym dobrotliwie, tłumiąc negatywne wrażenie. Był zbyt pewny siebie i czuł się w swojej roli, aż nazbyt bezpiecznie. Ignorując obecność chłopaka, odwrócił się do niego plecami, zbliżając do okna. Tak jakby nie wierzył, że Solt może mu wyrządzić krzywdę w chęci odwetu.  Nie uleczę twojego przyjaciela. Nie pomogę mu w żaden sposób. Więcej! Ja dopilnuję, aby umierał w straszliwych męczarniach.
Czuł, że ziemia osuwa się spod jego stóp. Spadał. Zbyt szybko, aby mógł pochwycić się krawędzi i zapobiec ostatecznemu upadkowi. Gdyby próbował, tylko poraniłby dłonie  nic więcej. Jednak nie potrafił się powstrzymać przed wyciągnięciem rąk w desperackiej próbie ostatnich szans.
 Nie możesz!  warknął, wykonując kilka szybkich kroków w stronę Mistrza.
Nie był pewny, co chciał w ten sposób osiągnąć. Nie miał pojęcia, do czego zmierzał. Zadziałał wbrew sobie, wbrew głosowi zdrowego rozsądku. Postąpił zbyt impulsywnie, a to nie zostało przyjęte z pochwałą. Starszy mężczyzna skwitował to pełnym pożałowania spojrzeniem i za sprawą jednego gestu sprawił, że chłopak upadł na ziemię tuż u jego nóg, jęcząc i zwijając się z bólu.
 Mogę i zrobię to, jeżeli nie zmienisz swojego zachowania  wyszeptał Mistrz, nie wycofując swojego wpływu, a raczej pogłębiając go jeszcze bardziej i powodując, że z ust chłopaka wyrwał się pojedynczy, mocno zduszony okrzyk przepełniony cierpieniem.  Musisz nauczyć się pokory.
 Przyrzekłem ci swoje poddaństwo - wykrztusił przez zaciśnięte zęby, próbując zwalczyć przejmującą go niemoc. Ta jednak była zbyt silna, zdominowała go całkowicie, choć starał się wyrwać spod tego fatalnego czaru.  Czego więcej oczekujesz? Obiecuję, zrobię wszystko.
 Twoje słowa już nic nie znaczą. — Mistrz był bezwzględny, ale odpuścił. Pozwolił, aby chłopak odetchnął głębiej. Obserwował ze znużeniem, jak dzieciak powoli podnosi się do siadu i z trudem normuje oddech. Mistrza przestało już bawić ustawianie do pionu krnąbrnej młodzieży. Czuł, że jest na to zbyt stary.  To ostatnie ostrzeżenie, Solt. Kolejne nie będzie nawet w połowie równie przyjemne. Wiedz, że tym jednym, głupim wyskokiem straciłeś ostatecznie moje zaufanie. Od tego momentu chcę mieć cię cały czas pod kontrolą.
Solt dawno nie czuł już równie potężnej nienawiści. Obdarzył starca spojrzeniem przepełnionym chęcią mordu, ale nie mógł jednak zerwać umowy  chodziło przecież o Reeda, a i jego samego wiązała przysięga, której złamanie kosztowałoby go życie.
 Co to niby ma znaczyć?
 Nie masz już powrotu do Daskalla. Chcę, żebyś rozgościł się w naszych skromnych progach na dłużej.
 Ale... Co z przekazywaniem informacji? Nie potrzebujecie już tego?
 Mamy już innego informatora. Bardziej skutecznego, a ty przydasz się tutaj na miejscu.
 A Reed?
 Jest umierający. Według najnowszych wiadomości jego stan jest tragiczny, więc jeżeli chcesz, abym zdążył mu pomóc, musisz zrobić dokładnie to, co ci rozkażę.


Nevi

Siedziała skulona na łóżku, opierając się plecami o ścianę i mocno przyciskała do piersi złamaną rękę. Starała się zminimalizować ból, który promieniował ze zranionego miejsca. Nie było to zbyt skuteczne działanie. Cierpienie wciąż się plątało koło niej, nie dając o sobie zapomnieć. Nawet zagryzanie zębów nie pomagało, a mimowolne napinanie mięśni przynosiło odwrotny efekt od oczekiwanej ulgi. Mogłaby się uzdrowić, lecz wszystko burzyło się w niej na samą myśl o tym przykrym doświadczeniu. To byłoby zbyt wiele.
 A co jeżeli się nie zgodzę?  spytała, tym samym zwracając na siebie uwagę młodego mężczyzny, który stał przy komodzie i bezwiednie obracał w dłoniach skradzione dziewczynie ostrze.
 Będę musiał go wyeliminować  odparł bez wahania. Zbliżył się do łóżka i przykucnął zaraz przed nim, aby móc lepiej widzieć siostrę. — Zrozum. Ja wcale tego nie chcę, Nevi. Chłopak jest dobrym wojownikiem, mocno nieokreślonym i łatwo będzie go w późniejszym czasie zmanipulować. Problem jest taki, że przepowiednia traktuje go dwojako. Może mi pomóc albo mocno zaszkodzić. To zbyt wielka niewiadoma, która jest niebezpieczna, aby pozwolić, żeby mogła w ogóle zaistnieć. Chłopak musi zostać unieszkodliwiony, w ten lub inny sposób.
 Powiem mu  zagroziła drżącym głosem. To była głupota, ale nie potrafiła się powstrzymać. Za wszelką cenę chciała udowodnić, że ma w rękawie kilka własnych asów. Mogło to być skuteczne, gdyby sytuacja nie stawiała jej na przegranej pozycji.  Ostrzegę go przed tobą.
 Nie ma takiej opcji.
Poderwał się szybciej, niż zdołała to przewidzieć i odpowiednio zareagować. Zaatakował sprawnie niczym przebiegły wąż, którego postać tak długo przybierał. Silnym chwytem złapał ją za złamaną rękę i mocno przekręcił. Nie zawahał się nawet na moment. Działał pewnie, co wzmacniało jego skuteczność.
Nevi nie potrafiła się sprzeciwić. W chwili, gdy chłopak tylko dotknął jej skóry, przed oczami dziewczyny rozbłysło piekielne, białe światło, paraliżując na krótką chwilę i odcinając od jakichkolwiek uczuć. Nie na długo. Po chwili wszystko wróciło do niej ze zdwojoną siłą, a wrzask dziewczyny wypełnił pomieszczenie.
Marauder uśmiechnął się z satysfakcją. Nie puszczał, choć Nevi błagała go o łaskę.
 Nadal jesteś taka chętna do rozmów?
Pokręciła głową, walcząc z potokiem łez, które nie chciały przestać płynąć.
 To dobrze. Idź do niego i go unieszkodliw. Nie interesuje mnie w jaki sposób to zrobisz, ale masz go skutecznie odsunąć od tej misji. Możesz go nawet uwieść i zaciągnąć do łóżka, aby go zająć, gdy będzie to konieczne. Przecież tego chciałaś, a będzie ci o tyle łatwiej, że on przecież, aż pali się do tego, żeby ci pomóc i cię chronić! Jednak pamiętaj, że jeżeli spróbujesz jakichś sztuczek, dowiem się o tym pierwszy. - Zwolnił uścisk z ręki dziewczyny, ale się nie odsunął. W zamian natychmiast pochwycił ją za włosy. Wplótł palce między pojedyncze kosmyki i pociągnął do tyłu, odsłaniając szyję i przyciskając głowę dziewczyny do ściany.  Zareaguję, nim wprowadzisz w życie jakikolwiek z idiotycznych pomysłów, które zrodzą się w tej blond główce.
 Mar, błagam, wiem, że tam jesteś.  Desperacko wpatrywała się w oczy brata, próbując doszukać się czegokolwiek, co mogłoby wydać jej się znajome. Nic nie widziała. Niegdyś błękitne tęczówki zostały pożarte przez straszną, dominującą czerń. Przez tę ciemność nie przebijał się nawet wątły odcień dawnej barwy. Nevi wierzyła jednak, że jej brat nadal żyje, walczy o odzyskanie kontroli i może wszystko naprawić w odpowiedniej chwili.  Nie wiem, czemu się na to zgodziłeś, ale wciąż możesz zrezygnować. Nie pozwól mu, żeby...
Silny policzek, który został wymierzony dziewczynie, skutecznie ją uciszył. Sprawił, że opadła na łóżko, a ledwo zasklepione rozcięcie na jej wardze na nowo się otworzyło i strużka krwi zaczęła skapywać po skórze, ostatecznie znacząc biały materiał pościeli czerwonymi śladami.
 Powiedziałem, że przeżyjesz, jeżeli nie będziesz pałętać się między nogami i utrudniać wszystkiego. Przyznałem ci proste zadanie i wymagam posłuszeństwa. Spróbuj wystąpić przeciwko mnie, a zmuszę twojego brata, aby patrzył, jak giniesz z jego rąk jedną z najokropniejszych śmierci.
Nie miała siły się podnieść. Przez chwilę leżała prawie nieruchomo, nie licząc spazmów szlochu, które wstrząsały jej ciałem, a on czekał. Obserwował ją bez żadnych emocji, cierpliwie czekając aż weźmie się w garść, a kiedy to nastąpiło, po prostu powtórzył swój rozkaz suchym tonem. Bez grama współczucia czy zbędnych uczuć. A ona go posłuchała. Nie chciała tego, ale nie miała wyboru i nie mogła postąpić inaczej. W tamtym momencie bała się za bardzo, aby silić się na udawaną odwagę i dzielnie protestować. Dlatego też posłusznie opuściła ich wspólną sypialnię, po czym skierowała się do pokoju, gdzie według jednego z napotkanych mężczyzn, wtajemniczonego w całą sytuację, miał przebywać Solter. Z drżącym sercem stanęła przy drzwiach pomieszczenia i nieśmiało zapukała. Przez jedną, głupią chwilę wydawało jej się, że szczęście tym razem się do niej uśmiechnie i nie zastanie chłopaka w środku, ale ten moment szybko się ulotnił.
 Nevi?  Solter wychylił się zza uchylonych drzwi, a kiedy spostrzegł, z kim ma do czynienia, wyraz zdziwienia przebiegł przez jego twarz. Chłopak uważnie otaksował niespodziewanego gościa, a uważny wzrok natychmiast wychwycił zapłakane oczy i świeżą krew cieknącą z rozciętego miejsca.  Czy coś się stało? Czy...
Nie pozwoliła mu dokończyć. Zdesperowanym ruchem rzuciła mu się w ramiona, pozwalając na nowo płynąć łzom, co wcale nie było takie trudne, i zmusiła, aby Solt wycofał się z powrotem do pokoju, a drzwi za ich plecami zatrzasnęły się za sprawą lekkiego przeciągu.


****
Dzisiaj niesamowicie króciutko, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie. Ostatnio czas mnie nie rozpieszcza, a denerwowała mnie już ta pustka na blogu. Kolejny ukaże się już w lipcu i będzie zdecydowanie dłuższy, bo to przecież wakacje ^^ Póki co czekam na wasze opinie - jak oceniacie postępowanie Nevi? A Solciak? Czy zachowanie Mistrza kogoś zaskoczyło? Wiem, że brakuje Maddie, ale jej poświęcę sporo uwagi w kolejnym rozdziale :)

Archiwum bloga