sobota, 2 stycznia 2016

Prolog


Yelloy, 12 lat wcześniej

Drobna sześciolatka, ubrana w błękitną piżamkę, siedziała na puszystym dywanie pośrodku własnego pokoju. Intensywny zielony kolor ścian sypialni zwykle mocno kontrastował z długimi, kasztanowymi lokami dziecka, jednak w tamtej chwili różnica ta pozostawała prawie niezauważalna. Nie była dostrzegalna z powodu panującej wokoło ciemności. Mrok mógł utrudniać życie wszystkim żywym istotom, lecz nie przeszkadzał wcale dziewczynce, która już od chwili narodzin nie obawiała się czerni nocy. Brak światła nigdy nie stanowił dla niej większej przeszkody. Niezwykłe oczy Madeleine o barwie jadeitu z łatwością go przeszywały. Potrzebna była tylko koncentracja, której dziewczynce nie brakowało.
W każdym razie zjawisko to stanowiło coś dziwnego, w żadnym razie nie naturalnego. Nie zniszczył go upływ czasu, a wręcz przeciwnie - niesamowity dar umacniał się z każdym mijającym rokiem. Rodzice nie wierzyli w nadprzyrodzone zdolności córki, nawet, gdy ta, w przypływie lęku, przyznała się przed nimi do swoich predyspozycji. Dorośli uznali to za wymysł dziecięcej wyobraźni i temat uznali za zamknięty. Maddie nie starała się ich przekonać za wszelką cenę. Była wszak ich ukochanym szkrabem, największą dumą, ślicznym aniołkiem. Tak tytułowanej nie przystawały kłótnie, nawet w ważnej dla niej sprawie. Dziewczynka nie dyskutowała, zamiast tego pogodziła się ze swoimi umiejętnościami, w tajemnicy przed rodzicami zaczęła poznawać je lepiej i czerpała z nich korzyści. Raz przychodziło jej to z łatwością, innym musiała uzbroić się w cierpliwość. 
W tym przypadku Maddie nie musiała się nawet starać, aby przezwyciężyć ciemność. Miała ogromną motywację. Wystarczyło, iż zechciała dostrzec swojego przyjaciela znajdującego się po drugiej stronie pomieszczenia, a noc przestawała być barierą. Widziała go dokładnie, jakby wokół panował najjaśniejszy dzień, a on widział ją. Widział, a właściwie wyczuwał, gdyż to właśnie węch stanowił jego najmocniejszą stronę. Minęła chwila i już był przy niej. 
— Cii, musisz być naprawdę cichutko, jeżeli nie chcesz, żeby mamusia cię znalazła — wysepleniła, głaskając po łuskowatej skórze gada, który powoli wspinał się na jej kolanka. 
Wąż zachowywał się, jak domowy pieszczoch, a nie jak maszyna do zabijania, za którą uważali go niektórzy ludzie. Dziewczynka nie rozumiała strachu, jaki budził w otoczeniu. Dla niej był po prostu najlepszym przyjacielem od wielu miesięcy. Ilekroć miała z nim do czynienia, różane usteczka układały się w radosny uśmiech, a okrągła twarzyczka zdawała się wyrażać tylko jedną emocję - ogromną fascynację. I tak było naprawdę. Interesowało ją dokładnie wszystko, co dotyczyło tego niewielkiego stworzonka. Każdy ruch, który wykonywał, zapierał dech w piersiach i znaczył dla niej znacznie więcej, niż dla postronnego widza. Jego język nie stanowił żadnej tajemnicy. Pojedyncze syknięcia węża układały się w słowa bardziej zrozumiałe, aniżeli te ludzkie. Madeleine uwielbiała z nim rozmawiać, ale wiedziała też, że rodzice nie zrozumieliby tej zażyłości, tak samo jak nie zrozumieli zdolności widzenia w ciemności. Natychmiast staraliby się ukrócić te spotkania, a na to mała nie mogła pozwolić. Nie chciała stracić jedynego przyjaciela, dlatego przywoływała go tylko nocą, gdy rodzice już spali. Wąż zjawiał się na każde wezwanie, czasami przyprowadzając znajomych. Nie budzili oni w Maddie żadnego strachu. Bardziej obawiała się rozszczekanych psów sąsiadów czy też kotów o ostrych pazurach.
— Gdzie dzisiaj byłeś? — spytała cicho, natomiast on opowiadał. 
Barwnie opisywał wszystko, co przeżył, a dziewczynka słuchała z szeroko otwartymi oczyma, nie przerywając mu ani razu. Nadopiekuńczy rodzice bardzo rzadko pozwalali jej opuszczać bezpieczny teren podwórka, a jej przyjaciel mówił o rzeczach daleko go przekraczających. Opisywał dzikie ptaki pod błękitnym niebem, zwierzęta harcujące na polu oraz w lesie, liczne niebezpieczeństwa i błogie lenistwo na nagrzanym kamieniu. Rzeczy zwyczajne, lecz niewyobrażalne dla małego dziecka, odciętego od zewnętrznego świata.
— Mam coś dla ciebie — stwierdziła Maddie, gdy tylko napomniał o tym, że jego dzisiejsze polowanie skończyło się fiaskiem. 
Dziewczynka ostrożnie zsunęła go z kolan i podbiegła do łóżka. Kucnęła przy nim, po czym spod spodu wyjęła niewielkie kartonowe pudełko. Potrząsnęła nim leciutko, a uśmiech zagościł na jej ustach, gdy spostrzegła żwawą reakcję swojego towarzysza. Wiedziała, że wyczuł zapach pożywienia. Kiedy wróciła na swoje miejsce, wąż natychmiast począł węszyć w powietrzu. Dziewczynka odchyliła wieko i wyjęła ze środka za ogon martwą, nadjedzoną przez robaki mysz, którą znalazła poprzedniego dnia w ogródku.
— Wiem, że je lubisz.
Wąż wodził wzrokiem za swoją potencjalną zdobyczą. Chociaż mógł zaatakować i bez trudu wyrwać z rączki dziewczyny pożywienie, nie zrobił tego. Był jej posłuszny i grzecznie czekał na przyzwolenie. Tym razem się go nie doczekał. Zanim Maddie zdążyła nakarmić swojego podopiecznego, drzwi do pokoju otworzyły się powoli, a pomieszczenie natychmiast zalało światło wpadające z korytarza.
— Maddie? Maddie, czemu jeszcze nie śpisz? Co ty... 
W przejściu pojawiła się głowa matki. Kobieta chciała się upewnić, że córka pogrążona jest już w snach. Gdy tylko zrozumiała, co się dzieje, natychmiast wbiegła do środka i pochwyciła dziecko w ramiona, aby tylko uchronić je przed ukąszeniem. Cała drżała na myśl, co by się mogło stać, gdyby jednak nie zajrzała do sypialni. Przecież już dawno tego nie robiła.
— Mamo, nie! Proszę! On mi nic nie zrobi! Chciał się tylko pobawić! — krzyczała dziewczynka. 
Nigdy wcześniej nie podnosiła głosu na nikogo, ale teraz musiała obronić swojego przyjaciela. Ze wszystkich sił próbowała wyswobodzić się z mocnego uścisku rodzicielki, lecz niewiele mogła zdziałać. Kobieta nie wierzyła w ani jedno jej słowo. Widziała zagrożenie i starała się je, jak najszybciej zlikwidować. Nic nie rozumiała.
— Maddie, wyjdź stąd! Bez dyskusji! — wrzasnęła kobieta, starając się wyprowadzić dziewczynkę na korytarz. Ona jednak zaparła się i kręciła główką, aż rude włosy zaczęły fruwać wokół niej.
— Mamo, nie rób mu krzywdy! On się boi!
Kobieta jeszcze raz spróbowała wyprowadzić córkę poza zasięg zabójczych kłów jadowych węża, głucha na jej argumentację. Dziewczyna wcale się nie poddała. Szarpnęła się jeszcze raz, tym razem mocniej i skuteczniej. Jej matka zachwiała się, ale wypuściła z uścisku wątłe ramię rudowłosej. A ta zaskoczona nagłym uwolnieniem, zatoczyła się do tyłu i stanęła przypadkiem na, upuszczonej wcześniej, zdechłej myszy. Poślizgnęła się na niej i przewracając się, uderzyła głową o kant biurka stojącego tuż obok. Poczuła potworny ból, który uwolnił potok łez spływających po zaróżowionych policzkach i mieszający się ze strużką krwi płynącą z rozciętego miejsca. 
Wąż nie musiał dłużej czekać. Wyczuł cierpienie swojej małej przyjaciółki, więc chciał ją uchronić, aby nic więcej jej już nie groziło. Zaatakował. Ostrymi kłami przebił skórę osoby, która śmiała skrzywdzić dziewczynkę i wtoczył do jej organizmu śmiertelną dawkę trucizny. Kobieta wrzasnęła z bólu, ale było już za późno. Jej czas był policzony. Nawet szybka pomoc medyczna nie mogła opóźnić śmierci. Gad oderwał się od słabnącego ciała i powoli oddalił się tylko w sobie znanym kierunku, będąc przekonanym, że uczynił dobrze. Nie wiedział, że sprowadził na Maddie jeszcze większe cierpienie, niż to fizyczne. Odebrał jej matkę, o czym dziewczynka nie zamierzała już nigdy zapomnieć.


Jasnowłosy chłopiec spoglądał bez strachu w szare ślepia węża o czarnych, wąskich źrenicach. Blondyn miał dopiero osiem lat, ale był pewny siebie. Dobrze wiedział, że zwierzę zrobi dokładnie wszystko, czego on zapragnie i to nieważne, w jakich okolicznościach. Tym razem chciał tylko dać nauczkę swoim oprawcom, ukarać ich za haniebny czyn. Dwóch kolegów ze starszej klasy poprzedniego dnia, na długiej przerwie w szkole zabrało mu plecak, rozsypali zeszyty i książki na mokrym od deszczu podwórzu, upokarzając na oczach znajomych. Potraktowali go paskudnie, a on pragnął się teraz odegrać. Wąż, jego najwierniejszy przyjaciel i posłuszny podwładny, miał mu w tym pomóc. Chłopiec widział, jak zwierzak niespokojnie kręci się tuż obok jego stóp, wyczuwając emocje swojego pana, gotowy przyjąć każde polecenie. Był niecierpliwy, tak samo jak chłopiec. Obaj woleli działać, niż bezczynnie czekać na rozwój wypadków.
— To ma być dowcip, rozumiesz? Nie możesz zrobić im krzywdy, bo rodzice wezmą cię, zabiorą i oddadzą — uprzedził, po czym klęknął, aby móc pogłaskać węża po aksamitnej skórze na podłużnym łbie.
Gad przymknął ślepia, poddając się pieszczocie. Nie był świadomy, ile prawdy skrywają słowa chłopca. Prawdę mówiąc, wątpił, czy osoby nazywające się jego rodzicami w ogóle zauważyliby jakąkolwiek zmianę w życiu własnego dziecka. Byli ważnymi osobistościami w dużym przedsiębiorstwie. Świat biznesu pochłonął ich całkowicie. Tych ludzi bardziej interesowały cyferki na zgromadzonych banknotach, aniżeli własny syn. Nie dawali mu miłości, za to próbowali zastąpić ją dobrami materialnymi. Na ich brak chłopiec nigdy nie mógł narzekać. Nawet wąż był usprawiedliwieniem długiego pobytu służbowego w Australii. Miał mu go wynagrodzić.
— Solter, pospiesz się, bo spóźnisz się do szkoły! 
Niania stanęła przy schodach, wołając swojego podopiecznego. Nie mogła dopuścić, aby opuścił lekcje. To jedyne, na czym tak naprawdę zależało jego rodzicom. Kobieta dobrze o tym wiedziała i choć tego nie popierała, nie miała innego wyjścia, jak wykonywać polecenia swoich pracodawców. 
— Już idę, Ann! — odpowiedział, w pośpiechu wpuszczając do plecaka węża. — Wybacz, mój malutki. Wiem, że tego nie lubisz, ale teraz musisz być naprawdę cicho. — Dodał, gdy usłyszał gniewne syknięcie, które wydał z siebie gad, gdy zasunął za nim suwak.
Piętnaście minut później chłopiec dzielnie wkroczył na szkolne podwórze. Byłby szybciej, ale dla pewności zaczekał przed bramą, aż Ann odjedzie z powrotem do domu, żeby przypadkiem nie była świadkiem sceny, która miała za chwilę się rozegrać. To byłoby całkowicie zbędne. Nie potrzebował pomocy, a już na pewno nie opiekunki. Ona tylko by przeszkadzała. Solt stwierdził, że takie sprawy należy załatwiać między sobą, nie mieszając w to dorosłych. Oni nic by tu nie zmienili. Kazaliby tylko się pogodzić i uznali incydent za zakończony. A takie rozwiązanie wcale go nie satysfakcjonowało. Solter uważał się za człowieka honorowego i zamierzał walczyć o własne dobre imię. 
Przystanął, po czym zaczął rozglądać się po opustoszałym boisku. Większość dzieciaków pobiegła już do klas. Jemu się jednak nie spieszyło. Wreszcie dostrzegł to, czego szukał. Dwójka wyrośniętych chłopaków kręciła się przy tylnym wejściu do szkoły i wypatrywała przypadkowych ofiar. Zadzwonił ostatni dzwonek wzywający uczniów na lekcje, a oni dalej tam tkwili. Jakby tylko czekali, aż ktoś da im zasłużoną nauczkę. Chłopiec zamaskował uśmiech, który próbował zakwitnąć na jego ustach i ruszył w ich stronę swym zwyczajnym krokiem.
— Oho, patrz Arron! Kogo my tu mamy? — zawołał jeden z nich, wychodząc Solterowi na przeciwko. — Nasz mały kolega na podwórzu i to po drugim dzwonku! Prosisz się o kłopoty, szkrabie.
— Masz dla nas coś dobrego? — Dołączył drugi. — Mamusia pewnie zrobiła ci pysznusie kanapeczki. Może się z nami nimi podzielisz?
Chłopiec cofnął się o krok, grając przestraszonego. Wcale tak się nie czuł. Jeszcze nigdy wcześniej nie miał w sobie tyle odwagi. Oni pochwycili przynętę i wybuchnęli radosnym śmiechem.
— Pokażesz nam co masz w plecaku, Solt? 
Wysoki blondyn o piegowatej twarzy i rozczochranych włosach, złapał go w pasie, a jego niższy kolega zerwał mu z ramion tornister. Gdy już mieli w swoich łapach łup, wypuścili chłopca, a ten zatoczył się w tył i upadł na beton, zdzierając skórę z dłoni, którymi starał się podeprzeć. Nieskutecznie. Wąż, skryty w jednej z przegródek, natychmiast wyczuł zmianę nastroju swojego małego pana, ale posłuszny jego rozkazom, milczał.
— Ale z ciebie niezdara, Solt! — zakpił niższy z chłopaków i podszedł do niego. — Widzisz? Właśnie dlatego... Ej, Stev! Patrz na jego oczy!
Chłopiec nie wiedział, co takiego stało się z jego oczami, ale wyczuł strach w głosie swego prześladowcy i to, o dziwo, bardzo mu się spodobało. Nie rozumiał, co mogłoby przerazić kogokolwiek w niebieskich tęczówkach, ale postanowił tego nie rozpamiętywać. Cieszył się chwilą, podczas której to on był górą.
— Zgubiłeś soczewki, mały? — zapytał Arron, porzucając swój arogancki ton i patrząc na niego podejrzliwie. Jednak szybko się opamiętał i zaśmiał się okrutnie. — Masz ślepia, jak diabeł! Nic dziwnego, że starasz się je ukryć przed światem. Twoi starzy się ciebie pewnie bardzo wstydzą, co?
Tego było za dużo. Wcześniejsze założenia natychmiast odeszły w niepamięć. Teraz już nie chodziło o zwykły psikus, należało ich naprawdę ukarać. Solter zerwał się na równe nogi i doskoczył do blondyna, mocno kopiąc go w kolano. Ten zawył z bólu i spojrzał na niego ze wściekłością.
— Tak chcesz się bawić? — Chwycił upuszczony wcześniej plecak i podniósł go wysoko nad głowę. — Skacz, maluszku! Skacz! Chyba, że nie chcesz odzyskać swoich książek.
Chłopak nie zauważył, że podczas tej szamotaniny odsunęła się jedna z kieszeni. Wymachiwał tornistrem, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które na siebie nieświadomie sprowadził. Wąż wysunął się z przegródki i wypadł ze swojej kryjówki, prosto na twarz blondyna. Ten wrzasnął z przestrachem, próbując się go pozbyć, ale wąż był silniejszy i dużo szybszy. Błyskawicznie owinął się wokół szyi swojej potencjalnej ofiary, mocno się na niej zaciskając. Wyduszał życiodajny tlen, miażdżył tchawicę. Drugi z chłopaków natychmiast doskoczył do przyjaciela, próbując mu pomóc, ale nie miał szans. Mógł tylko obserwować, jak życie uchodzi z kumpla.
— Co się tak gapisz?! Odwołaj go! — wrzasnął, gdy spostrzegł, że Solter wciąż stoi w tym samym miejscu i patrzy się na nich, jak urzeczony.
Chłopiec potrząsnął główką i uśmiechnął się niewinnie, wdychając do płuc dziwny, duszący aromat, którego jeszcze nigdy wcześniej nie czuł. Był okropny, ale w tamtym momencie bardzo się mu spodobało uczucie, jakie w nim ten zapach budził. 
— On musi ponieść karę. Każdy ją poniesie. Ty również — oznajmił spokojnie chłopiec, a jego czarne, jak smoła oczy zalśniły radością.
Stev pobladł, obserwując zmianę, jaka zaszła w tym dziecku i powoli zaczął się wycofywać, a potem puścił się przed siebie biegiem, na co Solter wybuchnął śmiechem. 
Wąż dopiął swego i powoli zwolnił uścisk, niespiesznie zmierzając do swojego pana. Oczekiwał nagrody za dobrze wykonane zadanie. Nie wiedział, że wprowadził w życie niewinnego dziecka zmiany, które mogłyby z łatwością przerazić na śmierć niejednego dorosłego.


*******

Tak więc prezentuję Wam stary-nowy prolog. Niewiele rzeczy uległo w nim zmianie. Właściwie perspektywa Solta jest taka sama, to w części z Madeleine nastąpiły drobne poprawki kosmetyczne, a samej Maddie dostał się w prezencie nowy talent. A co, niech ma dziewczyna na Nowy Rok!
Pozdrawiam serdecznie!

32 komentarze:

  1. Nie spodziewałam sie, ze zaczniesz Tango od nowa, ale moze to dobrze i dla Ciebie, i dla czytelników :). Sobie troche przypomnimy ;). Węże sa przerażajace, ale maja w sobie rownież cos intrygującego.. S.juz jako chłopiec dość przerażający, choc z Drugiej strony trudno sie dziwić, ze nie chciał byc ofiara. M współczuje bardzo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to najrozsądniejsze rozwiązanie, biorąc pod uwagę, że od publikacji pierwotnej wersji minęły już 3 lata :) Pewne fakty mogły umknąć, a i moja wizja na to opowiadanie uległa niewielkiej modyfikacji.
      Solt był przerażający i myślę, że to wcale z wiekiem mu nie minęło, ale sami będziecie mieli okazję się o tym przekonać ;) Więcej nie zdradzam.
      Dziękuję, że jesteś.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. No ciekawie się zaczyna. Już lubię tego Soltera, wydaje się ciekawą postacią. I to, jak porozumiewa się z wężem - cudowne! Boję się tylko, co jeszcze wymyśli. Cóż, przynajmniej nie pozwala robić z siebie ofiary.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się spodobało!
      Solt jest zdecydowanie ciekawą postacią i w sumie wiele złego można o nim powiedzieć, ale honor zawsze był i jest dla niego najważniejsze, więc zdecydowanie nie pozwoli sobie na takie traktowanie ;)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Witaj! :)
    Trafiłam tutaj przypadkowo - przeglądałam inne opowiadania i znalazłam link do Twojego u kogoś w zakładce z polecanymi blogami. Jestem urzeczona pomysłem - węże to niezwykle przebiegłe, intrygujące zwierzęta, jestem ciekawa, w jaki sposób połączysz historię Madeleine z historią Soltera - przypuszczam, że się spotkają. Mam nadzieję, że węże będą obecne cały czas w Twoim opowiadaniu - myślę, że to niezły znak rozpoznawczy. Dołączam do grona obserwatorów.
    Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny!
    Eklezja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam i cieszę się ogromnie, że pozyskałam nową czytelniczkę! Miło mi podwójnie, że mój pomysł trafił w twoje gusta. Super!
      Mads i Solt kiedyś się spotkają, w innym wypadku raczej nie zestawiłabym tego w taki sposób, ale kiedy i gdzie to nastąpi - tego nie zdradzam.
      Węże odgrywają tu znaczącą rolę, więc i pojawiać będą się bardzo często :)
      Dziękuję i pozdrawiam!
      PS.
      Chciałam wpaść do ciebie, ale z tego, co widzę, nie prowadzisz aktualnie żadnego opowiadania? Czy coś mi umknęło?

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę w takim razie :)
      Mam założonego bloga, na którym niebawem coś się pojawi, na razie jest jedynie post próbny. Dopieszczę stronę pod kilkoma względami i na pewno jeszcze w tym miesiącu rozpocznę moją przygodę z nowym opowiadaniem ;) Bardzo mi miło, że się tym zainteresowałaś :)

      Usuń
    3. Super, daj znać, gdy zaczniesz publikować. Chętnie zaglądam do osób, które i na moje twory znajdują choć chwileczkę czasu :)

      Usuń
  4. Najpierw wpadłam zostawić tylko Spam do nowej historii, ale mi zaimponowałaś. Szczególnie gdy uderzyłaś w moją ulubioną czułą nutę. Magia, fantastyka. Uwielbiam te klimaty a ty wprowadzasz mnie w świat jakiego nie znałam do tej pory. Tworzysz coś całkiem innego. I już od prologu akcja jest niezwykle wartka i barwna. Już dawno żadne opowiadanie nie zwróciło mojej uwagi w tak szczególny sposób jak Twoje. Mogę Cię zapewnić, że będę Twoim stałym gościem i dodaje do Obserwowanych. Czekam na jeszcze więcej akcji bym mogła walnąć jakiś porządniejszy komentarz.

    www.autorska-strefa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło!
      Ja również postaram się do ciebie wpaść i to w najbliższym czasie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Dawno nie czytałam na blogu tak dobrego prologu. Jest mroczny, klimatyczny i niezwykle intrygujący! A sam pomysł z wężami wydaje się być bardzo ciekawy...a ukazanie dzieci, które nad nimi panują odrobinę mnie przeraziło. Ale ja tak mam z dziećmi. Jak któreś zachowuje się w opowiadaniach inaczej niż normalnie, to od razu panikuję xD W każdym razie naprawdę pobudzilas moją ciekawość i lecę czytać dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zdołałam cię zaciekawić ;)
      Oj tak, dzieci, które wykazują niezwykłe zdolności bywają przerażające. Zdecydowanie!

      Usuń
  6. I znów mnie zaskoczyłaś. Nie będę ukrywać, że po zapowiedzi spodziewałam się czegoś mocnego, ale tym prologiem zostałam zmiażdżona. Najpierw pomyślałam sobie, aha, dziewczynka, która ma jakąś tam nadludzką zdolność i oczywiście nikt jej nie wierzy, bo jest malutka i ma bujną wyobraźnię. Ten przyjaciel nieco zbił mnie z tropu, ale czytając, obstawiałam na to, że skoro jest mała, a rodzice jej nie wierzą, to, kierowana samotnością, wymyśliła sobie jakiegoś kumpla i tyle. Tym przyjacielem okazał się jednak wąż, który zabił jej matkę. I tu moje teorie poszły się… bawić. Ciekawi mnie, co dziewczynka miała w sobie, że mogła w jakiś sposób porozumiewać się z wężem! I czy nadal będzie utrzymywać z nim kontakty, gdy ten zabił jej matkę?
    Solter, swoją drogą ciekawe imię, wydaje mi się niesamowicie dobrą postacią. Tutaj znów zaczynało się niewinnie. Chłopiec, któremu rodzice nie poświęcają czasu, uwagi i raczej płacą mu za to, że jest ich synem jakąś wypłatę — bla, bla, bla — ale oczywiście znów pojawia się wąż i robi się o wiele ciekawiej! Bardzo ciekawie. Chciał lekko zażartować ze starszych kolegów, ale coś w nim przeskoczyło i jego żarty się przeistoczyły w coś znacznie gorszego.
    Jestem ciekawa tego, jak dalej potoczy się życie bohaterów.
    Lecę dalej czytać,
    CM Pattzy

    http://niewinne-grzechy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię zaskakiwać :) I faktycznie ten początek miał być niepozorny. Planowałam ukazać niby zwykłe postaci, których pełno w rozmaitych opowiadaniach, ale jednocześnie chciałam wyjść poza ten schemat i stworzyć coś innego, takiego właśnie zupełnie niespodziewanego :) Czy mi się to udało, to już wy musicie ocenić.
      W każdym razie bardzo dziękuję za komentarz i cieszę się, że moja historia zdołała cię zaintrygować. Możesz być pewna, że odwdzięczę się tym samym i z wielka przyjemnością wpadnę do ciebie w wolnej chwili, gdy tylko wydostanę się spod stosu notatek.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  7. Powtórzę stwierdzenie z komentarza wyżej - mnie też tym prologiem zmiażdżyłaś. Dosłownie! Niby zaczyna się spokojnie, bo dziewczynka, bo niebieska piżamka, łóżko, pokój - wszystko takie niby zwyczajne, a jednak już od początku czuć jakiś taki mrok i tajemniczość. I niedługo już wyjaśnia się, dlaczego. Mega pomysł z tym wężem! Moim zdaniem, również i bardzo symboliczny, bo przecież - mimo że jednak zabił - to nie zrobił tego, by czerpać przyjemność z zabijania, ale dlatego, że wyczuł, że jego przyjacielowi coś zagraża. Takie trochę ślepe i bezwarunkowe oddanie się komuś i walka od tego kogoś bez żadnych skrupułów. Po trupach, dosłownie rzecz ujmując. Strasznie zastanawia mnie, CO to za wąż, dlaczego broni akurat tych konkretnych osób i co będzie z ich życiem i kontaktami z wężem po tym, co się stało. Okaże się dla Maddie ważniejszy niż jej matka? A jeśli nie, to co się z nim stanie? Matko, naprawdę się wkręciłam! :D Zapowiada się naprawdę mega. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło!
      Co do twoich pytań i wątpliwości, to jedno mogę chyba zdradzić już teraz. A mianowicie nie był to jeden i ten sam wąż, a raczej dwa odmienne osobniki. Jednak masz całkowitą rację z tym ślepym oddaniem. Te stworzenia nie działały z premedytacją, raczej z nagłą potrzebą obrony bliskich im osób. Reszty nie zdradzam, wszystko stanie się jasne z czasem :)
      Bardzo dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Hejka! :D
    Dotarłam w końcu i tutaj. Przepraszam, że tak długo mi to zajęło, ale ostatnio nie potrafię się ogarnąć z tym wszystkim. Cóż, mam nadzieję, że się na mnie nie pogniewałaś za moją długą nieobecność na Twoich blogach.
    Co do tego opowiadania, to nie czytałam jego pierwotnej wersji, więc mam przed słodką tajemnicę. :D Prolog przeczytałam w mgnieniu oka, sama nawet nie wiem, kiedy. :O Nie powiem, zszokował mnie okropnie. Nie rozumiem, dlaczego Maddie i Solter mają takie zdolności. To okropne, co wąż zrobił z matką dziewczynki... Dziwi mnie tylko, dlaczego wobec dziecka jest taki potulny...
    Co do Soltera... To dziecko autentycznie mnie przeraża... Ja rozumiem, że koledzy mu dokuczali i czuł się przez nich upokorzony, ale przecież były na to chyba inne sposoby niż ich śmierć.
    Cóż, pozostaje mi tylko jak najszybciej przeczytać resztę rozdziałów. c; Postaram się to zrobić jeszcze w tym tygodniu! :D
    Pozdrawiam serdecznie! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Melodio - miło mi, że znowu mogę cię ujrzeć!
      Przepraszać nie masz za co. Wiadomo, że życie osobiste jest ważniejsze niż bloggowanie. Ja się absolutnie nie gniewam!
      Co do Solta i Maddie... W sumie nie wiem, co powinnam ci zdradzić. Może tylko tyle, że Solt wcale nie miał w pierwotnym zamiarze zabójstwa. Po prostu wymknęło mu się to spod kontroli. Co do reszty - wszystko wyjdzie w dalszej części opowiadania, więc może po prostu zapraszam do dalszej lektury :)
      Ja do ciebie wpadnę do ciebie. Jeżeli uda mi się, to zrobię to już jutro!
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  9. Hejo! Jako, że chyba zamknęłaś tamtego bloga, to tym samym skłoniłaś mnie do przeczytania tego. Powiem Ci, że tytuł i jeszcze bardziej opis, zdziwił mnie do tego stopnia, że poczułam się skołowana. Najpierw coś o tańcu, ale zaraz... czy Monia napisałaby coś o tańcu? A potem fantastyka, która jednak przywołała odstraszające myśli, bo raczej rzadko mi się coś z tego podoba. Jednak w końcu zaczęłam czytać prolog. No i jestem mile zaskoczona, bo naprawdę mi się spodobało. Z drugiej strony kompletnie nie wiem, co będzie dalej, ale o tym dowiem się za jakiś czas, bo zaraz idę do pracy. Wąż kojarzy mi się z Harrym Potterem, więc też takie miłe wspomnienia :D. Z kolei przyjaźń ze zwierzęciem z "Małym księciem". Jednak okoliczności, jakie się zdarzyły, w końcu kojarzą mi się z anime, które pokazał mi kolega:"Death note". Chyba lubię, jak coś mi się z czymś kojarzy, bo to zawsze jakieś wspomnienia, choćby samo imię :). Niby niewinne dziecko, a jednak wydaje się, jakby rozsiadła się w nim żądza zabijania. Cóż czasem tak jest, że przyjaciel myśli, że zrobił dobrze, a zrobił gorzej niż było. Z drugiej strony bronił też siebie, bo jemu mogłoby się coś stać, ale teraz poniesie jeszcze większą karę. Hmm rodzice w wiele nie wierzą dziecku, ale czasem trudno im się nie dziwić. Dzieci zazwyczaj są ufne, a to stwarza wiele niebezpieczeństw wokół siebie. Co do drugiej sytuacji, to niewiarygodne, ale jednak mamy coś ze zwierzęcia... nawet zachowania, które nie do końca się zatarły. Tak po mojemu, to dziewczynka spotka się z chłopakiem i może powstanie z tego przyjaźń... a Ty to spieprzysz xD. Wybacz za szczerość, ale tak coś czuję po Twoich opowiadaniach ;D.

    "- To ma być dowcip, rozumiesz? Nie możesz zrobić im krzywdy, bo rodzice wezmą cię zabiorą i oddadzą" --> albo zbędne słowo "zabiorą", albo brak przecinka

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Olu! Nieobecne jutro zamknęłam, ale tylko na jakiś czas. Za bardzo zaczęłam się miotać w tamtej fabule i muszę ją porządnie zanalizować, a przede wszystkim odpocząć. Jednak wrócę tam. Na bank.
      Cieszę się, że to opowiadanie przypadło ci do gustu i przywołało tyle miłych skojarzeń! Ja też lubię czasami przywołać sobie inne historie, bo zazwyczaj są to miłe wspomnienia :)
      Ej, jestem, aż tak przewidywalna? :D Niemożliwe! Muszę nad tym popracować. Może uda mi się cię zaskoczyć? Zobaczymy.
      A co do błędu to faktycznie uciekł mi przecinek, zaraz to poprawię.
      Jeszcze raz bardzo dziękuję. Obiecuję też, że niedługo zajrzę do ciebie, bo narobiłam sobie niewielkie zaległości.
      Miłego dnia :)

      Usuń
  10. Super prolog! Zapowiedź również bardzo mi się podobała. Wprowadziła w taki tajemniczy, może trochę niebezpieczny nastrój. Mam bardzo pozytywne przeczucia związane z tą historią. Życzę ci mnóstwa inspiracji i chęci do dalszego pisania. W wolnym czasie na pewno nadrobię resztę, bo zaciekawiłaś mnie. Jeśli miałabyś tylko ochotę, zajrzyj do mnie, napisz co myślisz,
    http://ladymarikazzamkukriegler.blogspot.com/

    Wszystkiego dobrego i korzystając z okazji, wesołych świąt wielkanocnych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję i oczywiście zapraszam do dalszej lektury!
      Do ciebie również wpadnę z olbrzymią przyjemnością i zrobię to już za chwilkę.
      Wesołych Świąt! :*

      Usuń
  11. Dobra, nie wytrzymałam. Miałam zająć się nauką, ale gdy polak głodny, to polak zły, a ja jak jestem głodna to wściekła i tym bardziej za naukę nie miałam zamiaru się brać. Tak więc postanowiłam, że chociaż prolog przeczytam nim będzie obiad.
    Nie wiem dlaczego, przeczytałam szesnastolatka zamiast sześciolatka. I na początku coś mi nie grało, ale jak wróciłam, to poprawiłam swój błąd. Osobiście nie lubię zielonego, a zielone ściany w pokoju bym musiała jak najszybciej zamalować xD
    Węże. Zawsze kojarzą mi się z czymś złym, jakby symbol zła, czegoś mrocznego, czegoś, co nie wróży niczego dobrego. I wiele tych złych postaci ma jakieś ciągi do węży. Moje nastawienie się nie zmieniło i ciężko mi będzie je zmienić, bo na razie czuję, że chcesz pokazać te zwierzęta w innym świetle. A przynajmniej tak mi się na tą chwilę wydaje.
    Ciekawy wątek o tej przyjaźni Maddie i Soltera z wężem, trochę... niepokojący. Zaskoczył mnie nieco atak węża na matkę Maddie, ale to na plus! Uwielbiam takie dramaty i jatki. I choć wąż chciał tylko bronić swojej przyjaciółki, to jednak fakt, zranił ją bardziej niż to, co zrobiła matka. No ale czego można spodziewać się po zwierzęciu? Stanęło w obronie, nie do końca rozumie, że to ktoś ważny dla Maddie. No tak bywa.
    Solt. Nawet fajny dzieciak, choć mam pewne obawy, na kogo wyrośnie, jeśli już w wieku ośmiu lat robi takie "psikusy". Rozumiem, że chciał się zemścić i jestem jak najbardziej za! Ale jednak uważam, że śmierć to zbyt okrutne. Po ataku węża na tego chuligana, na pewno by już przestał dokuczać Soltowi, a nawet innym uczniom. Posikałby się w gacie ze strachu i to by było skuteczne.
    Podoba mi się też zmiana oczu chłopca. Może jest jakimś władcą węży? Albo będzie miał jakieś moce dzięki temu? Jestem ciekawa, choć osobiście bym się chyba bała spotkać Solta w rzeczywistości. Niby dobry, ale jak straci panowanie to może nawet kazać zabić. Jakby tracił kontrolę nad sobą, a tacy ludzie są nieobliczalni i jedni z najgorszych. Nie można nad nimi zapanować ani uspokoić. Robią rzeczy pod wpływem impulsu. A to nie wróży niczego dobrego.
    Do rozdziałów wrócę innym razem. Pewnie nie prędko, jak napisałam w spamowniku.
    Życzę weny i pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, doskonale cię rozumiem! Ja również, jak jestem głodna, to nie potrafię się skupić na czymś innym ;) Cieszę się jednak, że mimo to postanowiłaś tutaj do mnie zajrzeć, a tak odpowiadając na twój komentarz:
      Tak, mi też węże kojarzą się z czymś złym, ale w tym opowiadaniu zyskają też swoje drugie oblicze, a przynajmniej taki jest plan.
      Masz rację, zwierzęta nie myślą racjonalnie. Działają intuicyjnie. W tym wypadku wąż chciał obronić swoją małą przyjaciółkę, ale droga, którą wybrał do najlepszych nie należała.
      Solt na samym początku chciał zrobić tak, jak mówisz - planował jedynie nastraszyć tych swoich prześladowców, ale sprawy wyrwały mu się spod kontroli. On sam stracił panowanie nad sobą.
      Co do zmiany oczu i Solta - wrócę do tego jeszcze kiedyś. Póki co nie zaprzeczam ani nie potwierdzam twoich teorii ;)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  12. Wpadłam w ramach mojej kontynuacji podróży po blogach, od razu więc skomentuję

    Masz ładny szablon, to na pewno. Lubię prostotę, brak pierdyliona dodatków i odpowiednią kolorystykę.
    Wspomnę też, że dzięki tobie dowiedziałam się, co to jadeit i jaki ma kolor ;p Ogólnie nie jestem fanką takich opisów na zasadzie "siena palona muśnięta śledziem", ale akurat w tym wypadu wpasowało mi się w całość. Zwykła dziewczynka i niezwykłe oczy... jadeit, a to ci dopiero ;p

    Akcja z atakiem węża mi się podobała, bo pokazała, że to jednak nie pluszak. Rozumiem matkę i szkoda, że to skończyło się dla niej śmiercią. Z drugiej strony mamy małego psychopatę. Tak czy inaczej demoniczna ta ich moc i strach pomyśleć, co się dalej stanie.

    Styl masz ładny, lekko się czyta, bez zgrzytów. Kilka razy coś mi nie pasowało, ale nie zwróciłam aż takiej uwagi, żeby to zapamiętać.
    Tak czy inaczej zapowiada się ciekawie, więc na pewno jeszcze wpadnę
    Pozdrawiam
    Karolina
    http://szept-ostrza.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)
      Szablon też niezwykle przypadł mi do gustu i nie wyobrażam sobie, aby miał zostać zastąpiony przez jakikolwiek inny.
      Oj, nie czepiajmy się jadeitu! Toż to piękny kolor :)
      Wężom daleko do przysłowiowych przytulanek, co będę starała się tutaj jeszcze nie raz udowodnić. Do tej pory myślę, że całkiem mi to wychodzi :)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i obiecuję, że odwzajemnię się tym samym, jak tylko wygrzebię się spod stosu esejów i prezentacji, którymi zarzucili nas na studiach :(
      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Witaj!
    Początek bardzo fajny, z perspektywy dziecka. lekko się przeraziłam. Matka nie żyje. Lekko psychiczna opowieść. Mam nadzieję, że daje będzie już lepiej, być może weselej :) No i ten wąż, mam nadzieję, że to nie wróży nic złego.

    Pozdrawiam i zapraszam również do siebie: http://vampireandmillionaire.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam!
      Dziękuję ślicznie za komentarz. Czy dalej będzie weselej to nie wiem, ale mam nadzieję, że zdecydowanie lepiej :)
      Pozdrawiam i obiecuję, że wpadnę do ciebie w wolnej chwilce.

      Usuń
  14. Witam :)
    Przybywam w rewanżu, albowiem wchodzę na blog każdego, kto zagląda na mój, ot taka uprzejmość heheh. Co nie oznacza, że wszystko czytam; tylko to co mi się spodoba ;) "Czytania za czytanie" nie wyznaję :P
    Ale od razu wiedziałam, że tu zostanę, gdy tylko zobaczyłam obrazek Upadłej Anielicy :D
    Kocham Anioły <3

    Powiem Ci droga Mocca (nie wiem czy to się odmienia), że... anielsko. Prolog był zdumiewający i nie mówię tutaj o samej fabule, lecz o stylu i dopracowaniu tekstu. Nie wychwyciłam żadnego zakłócenia, ani błędu. Czytało się płynnie i przyjemnie.
    Cały czas towarzyszył mi taki dziwny niepokój, kiedy zagłębiałam się w tekst. Lekki mrok, tajemnica... Bardzo ciekawie :3
    Same węże wydały mi się intrygujące, albowiem zawsze kojarzę węże z Biblią, a co za tym idzie Aniołami, a konkretnie z Lucyferem. I pojawiła mi się taka teoria, nie wiem czy słuszna, że Solter jak i Maddie są dziećmi Pierwszego Upadłego lub jakoś z nim związani (zobaczyłam obrazek z Upadłym Aniołem i już się ekscytuję, że wszystko będzie z tym związane xD).
    Jestem pewna, że dzieci później się ze sobą spotkają. I będzie akcja. Emocje. Krew, pot i łzy. Nakręciłam się *.*
    Co bym tu jeszcze mogła powiedzieć oprócz tego, że mi się spodobało...? Z pewnością przeczytam kolejne rozdziały :3
    A styl masz naprawdę super, taki mój, że tak powiem, bo bardzo mi się tego typu styl podoba i cały czas do niego dążę :P

    Pozdrawiam cieplusio, weny i inspiracji :3
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie :D
      Nie chcę na samym początku rozczarowywać, ale tym razem aniołki się tutaj nie pojawią. Szablon jest, że tak powiem, przejściowy, bo stary był super dopasowany, ale jednak wygasł nagłówek, a potem pojawiły mi się jakieś problemy ogólne z ułożeniem strony i tak to wygląda, heh.
      Odmieniać śmiało można, jak pyszną kawusię :D
      A za resztę komentarza bardzo dziękuję <3 Niektóre swoje teorie niebawem będziesz mogła sprawdzić, inne wyjdą nieco później :D
      Jeszcze raz wielkie dzięki i pozdrawiam!

      Usuń
  15. Dzień dobry. Powoli wracam do życia, i blogowego, i normalnego, więc, jak zapowiedziałam, zabieram się za Ostatnie tango. W ogóle nie wiem, czy Ci mówiłam, ale to opowiadanie kojarzy mi się... ze szczurami. Po prostu czytałam kiedyś opowiadanie z tangiem w tle i było w dużej mierze o szczurach, które chyba też znalazły się w tytule... Więc, wchodząc na Ostatnie tango, mam przed oczami tańczące szczurki. :)
    Lubię prologi, które są prologami, a nie po prostu krótszymi rozdziałami, bo to chyba traci wtedy sens. Taaak, mam fetysz prologów i epilogów, totalnie. Jeszcze zabieg z przeskokiem czasowym... na pewno ma jakiś sens.
    Dziecko, które nie boi się nocy... rzadki przypadek. Więc może jakaś moc, przeznaczenie? Coś z rodzicami? Czuję się jak facet, bo musiałam wygooglować jadeit, zupełnie nie wiedząc, o co się rozchodzi. Jeszcze jakiś gad w pokoju... no, no, nie taki aniołek z Maddie.
    Jestem totalnym miłośnikiem zwierząt, ale jak słyszę o wężach, od razu przypominam sobie historię węża śpiącego z dziewczyną w łóżku, który przestał jeść, a gdy zmartwiona właścicielka poszła do weterynarza, okazało się, że gadzinka szykowała sobie na dziewczynę miejsce w żołądku, by ją którejś nocy połknąć. Także ten, zostaję przy psiakach i chomikach.
    Hah, no wężousta jak Tom Riddle. Aż słyszę w głowie: przychodzą tu, szepczą coś... czy to wszystko jest normalne? Ooo, nie ma szczurów, ale są myszy. Zawsze coś. :)
    Miałam dziwne przeczucie od tego momentu, że prolog skończy się tym, że wąż coś zrobi dziewczynce, ale potem wydawało mi się to coraz mniej prawdopodobne, a szkoda w sumie.
    Łał, tego nie przewidziałam... ach, biedna matka, chciała tylko chronić swoje dziecko, naturalne... Maddie nigdy nie zapomni... motyw zemsty? A czy jej coś się stało przez uderzenie głową?
    Solter, ciekawe imię... Ciekawe, kiedy spotkają się z Maddie. Pewnie za te dwanaście (lat) w którymś z rozdziałów.
    No zaskakująco mrocznie... Zobaczymy, co będzie dalej.
    Do następnego.
    Miłego dnia,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak mi miło! :)
      Ej, też słyszałam o tej historii! Nie powiem, zmroziło mnie trochę, ale z drugiej strony, jak można spać w łóżku z wężem? Moja ciocia miała jednego, ale trzymała go w olbrzymim terrarium!
      Lubię oryginalne imiona, a Solter powstał na zasadzie skojarzeń :) Tak jest jeszcze z kilkoma innymi postaciami, które pojawią się później :)
      Nie chcę zbyt wiele zdradzać, bo mam wrażenie, że odpowiedzi na większość swoich pytań znajdziesz w kolejnych rozdziałach, więc chyba po prostu zamilknę i dam ci w spokoju czytać :D
      Baardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń

Archiwum bloga