czwartek, 14 stycznia 2016

Rozdział 1

Yelloy, obecnie


Madeleine

Wykonała obrót. Szybki, dynamiczny, wpisany idealnie w kolejne takty rozbrzmiewającej muzyki. Co więcej, wcale na nim nie poprzestała. Kolejny zakończyła przelotnym zerknięciem na taflę lustra pokrywającego całą powierzchnię jednej ze ścian malutkiej salki treningowej. Krótkie spojrzenie przed siebie, w stronę wyimaginowanej publiczności, było czymś wyuczonym, choć wcale nie niezbędnym. Dziewczyna nie analizowała dzięki niemu przyjmowanej postawy, zwyczajnie nie miała na to czasu. Następne piruety oraz drobne przejścia między nimi pochłaniały całą jej uwagę. Były męczące, ale jednocześnie pozostawały czymś naturalnym i sprawiały, że Maddie czuła się doskonale. Wykonywała zaplanowane sekwencje z lekkością, a także z ogromną świadomością własnego ciała, jakby urodziła się tylko po to, by tańczyć. Żadna z figur nie sprawiała jej najmniejszych trudności. Znała je na pamięć i nigdy się nie myliła. Nigdy, a jednak tym razem popełniła błąd. Usłyszała, że ktoś otwiera drzwi i dała się tym rozproszyć - zaliczając końcowy etap układu, jej wzrok ponownie przemknął po lustrze, odszukując intruza. To było niepotrzebne. Zwłaszcza, że nowo przybyłbym okazał się ktoś, kogo dziewczyna nie chciała widzieć już nigdy w życiu.
Młody mężczyzna, dość przystojny, aby podbić wiele niewieścich serc i zawrócić w głowie nawet niezależnej Madeleine, stał niechlujnie oparty o framugę drzwi wyjściowych. Blond włosy, odrobinę już nieco przydługie, opadały na jego czoło, zasłaniając przy tym częściowo oczy o intensywnie błękitnych tęczówkach. Przybysz uśmiechał się łobuzersko, a jego wzrok zdawał się drwić z poczynań dziewczyny. Ona sama zapatrzyła się na mężczyznę zbyt długo. Straciła równowagę i niechybnie runęłaby na ziemię, gdyby nie wrodzony refleks, dzięki któremu udało jej się zamortyzować w porę upadek. Madeleine w ostatniej chwili przekształciła potencjalną porażkę w spektakularny sukces. Podparła się dłonią i całą swoją mocą wyrzuciła ciało do góry, wykonując coś na kształt zmodyfikowanego salta. Dziewczyna czuła, że taki zabieg nie pozwoli jej odzyskać równowagi, dlatego nawet się nie starała. Zamiast bezskutecznie walczyć o pozostanie na nogach, przetoczyła się po posadzce i dopiero wtedy poderwała się do góry, kończąc ewolucję swoim popisowym wyskokiem. Nogi zadrżały pod nią, gdy zderzyły się z drewnianym parkietem, ale nie odmówiły jej posłuszeństwa. Dziewczyna zatrzymała się plecami do swojego widza i przymknęła powieki. Próbowała złapać normalny oddech, który uciekł gdzieś podczas tego nieplanowanego pokazu. Maddie trwała w bezruchu także z innego powodu. Rudowłosa starała się skoncentrować na tyle, aby mężczyzna nie mógł jej sprowokować. Niestety, on nie dał jej szansy na zregenerowanie sił. Natychmiast ruszył ku niej, o czym świadczył odgłos kroków, który wypełnił ciszę panującą w sali.
- Mads, pomyłki są dla ludzi. Dlaczego robisz z nich coś niewybaczalnego? - zapytał niby poważnie, ale pojedyncze nutki w jego głosie, zdradzały Maddie, że jej rozmówca zwyczajnie z niej kpi. Nie zareagowała na zaczepkę, a przynajmniej nie w taki sposób, na jaki liczył mężczyzna. Wzruszyła delikatnie ramionami i zebrała się w sobie na tyle, aby znaleźć odwagę na spojrzenie mu prosto w oczy.
- Mylisz się, taki był plan - wyartykułowała powoli. Doskonale wiedziała, że mężczyźnie wcale nie chodzi o ten pojedynczy upadek, a o coś zupełnie innego. Jednak postanowiła udawać, bo to wydawało jej się znacznie bezpieczniejsze.
- Plan? - On natychmiast wyłapał, co próbowała zrobić. Spojrzał na nią uważnie, ale ten badawczy wzrok nie zrobił żadnego wrażenia na Maddie. Dziewczyna uniosła wyżej podbródek i dalej patrzyła na niego w wyzywający sposób.
- Układ, choreografia - rzuciła bez zastanowienia i machnęła lekceważąco dłonią. - Dopasuj sobie odpowiednie słowo.
- Myślę, że plan mi całkowicie odpowiada - wyznał mężczyzna. Madeleine przewróciła oczami i już chciała się odwrócić, ale rozmówca jej to uniemożliwił. Zanim dziewczyna zdołała pokazać, jak bardzo nudzi ją ta rozmowa, on złapał ją za ramię i przytrzymał w miejscu. - Czekaj. Przejrzałem cię, Mads. Twoja gra już się skończyła, nie ciągnij nic na siłę. Ja nie jestem Markiem. Nie dam się oszukać, tak jak on.
Madeleine zastanowiła się nad jego słowami, choć wiedziała, że Benjamin ma rację. Poprzednia osoba, która starała się do niej zbliżyć, bardzo na tym ucierpiała. Jednak Maddie nie winiła samej siebie. To Mark od początku zasłużył sobie na takie traktowanie. Był dobry i łagodny. Może zbyt łagodny, bo jego wykorzystanie nie sprawiło dziewczynie najmniejszej frajdy. Naiwność chłopaka wywoływała raczej żal, ale Madeleine nie miała skrupułów. Oczarowała go, rozkochała w sobie, ale dla niej nic to nie znaczyło. Było po prostu środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Potrzebowała pieniędzy, a on nie narzekał na ich brak i chętnie sponsorował każdą jej zachciankę. Widocznie koszty nie grały dla niego żadnej roli, skoro nawet po rozstaniu, nie domagał się zwrotu zaciągniętego długu. Takie zachowanie tylko utwierdziło dziewczynę w bezkarności swojego poczynania.
- Masz rację - zgodziła się w końcu, po czym wyswobodziła ramię z uścisku, obrzucając mężczyznę niechętnym spojrzeniem. - Nie jesteś Markiem, co nie oznacza, że nie podzielasz jego ślepoty.
- W tej chwili starasz się mnie obrazić - odparł, mrużąc gniewnie oczy. Miał dosyć tak poniżającego traktowania. Sam dokładnie nie wiedział, dlaczego do tej pory godził się na coś podobnego. Czuł jednak, że to już koniec i postanowił to ukrócić za wszelką cenę.
- Niesamowite, jak do tego doszedłeś?
- Maddie... - mruknął ostrzegająco. Nie chciał kolejnej kłótni, ale dziewczyna dążyła do niej za wszelką cenę.
- Czego chcesz, Ben? - Madeleine straciła cierpliwość. Stanęła w lekkim rozkroku i podparła się pod boki, pragnąc raz na zawsze skończyć ten durny teatrzyk. - Nie mam czasu. Muszę ćwiczyć.
- Jesteś pewna, że nadal masz po co?
Groźba zawarta w tym jednym, pozornie błahym pytaniu, wprowadziła dziewczynę w osłupienie. Nie dało się zaprzeczyć, że to Ben pomógł jej zdobyć etat w prestiżowym teatrze i to dzięki niemu zagrała kilka znaczących ról. Nie było to wcale takie trudne. Jego ojciec był głównym sponsorem większości przedstawień, a przy okazji liczył się ze zdaniem własnego syna. Ten szepnął parę słów, które zostały przekazane dalej i Maddie została zaangażowana. Wkrótce po tym wydarzeniu, para pokłóciła się. Padło wtedy mnóstwo paskudnych słów, wypowiedzianych głównie przez dziewczynę oraz słabo odpieranych przez chłopaka. W końcu to jemu bardziej zależało. Dla Maddie ten związek od początku nie miał sensu. Planowała go ciągnąć tylko do momentu, aż Ben spełni swoje zadanie, a kiedy to zrobił, porzuciła maskę zakochanej idiotki i stała się nieprzyjemna. To był cios dla młodego mężczyzny, który naiwnie starał się walczyć o ten związek i zaproponował, aby dali sobie trochę czasu. Madeleine na to przystała, ale głównie z obawy przed utratą pracy. Nie wiedziała, że Ben i tak nie byłby w stanie odebrać jej marzeń. Nie był takim człowiekiem, choć może powinien. W końcu to ona nie miała najmniejszych skrupułów. 
- Chyba nie chcesz powiedzieć...
- Do tej pory nie chciałem - przyznał. - Przecież uzgodniliśmy, że nie odbiorę ci tego, na czym tak bardzo ci zależy. Nie jestem taki. Jednak od jakiegoś czasu przesadzasz i bardzo mi się to nie podoba. Zastanawiam się, czy nie powinienem zmienić zdania...
Nie dała mu szansy na dalsze tłumaczenie. Zbyt przerażona możliwością utraty stanowiska, zareagowała intuicyjnie. Wspięła się na palce i pocałowała zaskoczonego mężczyznę prosto w usta, a on nie oponował. Z radością przyjął pieszczotę, nie zastanawiając się nad tym, co kieruje dziewczyną. Naiwnie myślał, że wszystko będzie po staremu. Liczył na to, że rudowłosa istotka znowu da się pokochać - że ta drobna groźba poskutkowała i wróciła jego dawna miłość. A potem nie myślał już o niczym, gdy Maddie pogłębiła pocałunek, po czym zaczęła odpinać guziki jego koszuli i popchnęła go w stronę drzwi prowadzących do szatni.



Solter

Zabił.
Gorąca, lepka substancja znaczyła jego dłonie, brudziła ciemną szatę, otaczała go zewsząd. Wywoływała uśmiech, a widok zesztywniałego ciała ofiary sprawiał mu ogromną satysfakcję.  
Zabił i czuł się z tym znakomicie. Jednak ktoś zepsuł jego cudowny nastrój. 
- Synku? - Widział, jak starsza kobieta przekracza furtę szkoły i zmierza prosto w jego stronę. Jednak to nie do niego skierowała swoje słowa. Jej wzrok utkwiony był w martwym chłopcu, który leżał na ziemi. Kobieta błyskawicznie zrozumiała, co się stało. Zbliżyła się i przyklękła przy zamordowanym, po czym zaczęła potrząsać go za ramiona, jakby to mogło przywrócić mu życie. - Synu, proszę cię, obudź się! Wstań, błagam!  
Przez chwilę obserwował tę scenkę w zupełnej obojętności, a potem poczuł wyrzuty sumienia. Tak silne, że aż wgniotły go w ziemię. Uderzyły w niego żal i strata, jakich doświadczyła tamta kobieta. Dały o sobie znać z taką intensywnością, jakby to on sam nagle pogrążył się w żałobie. Nie mógł oddychać. Każdy wdech kosztował go zbyt wiele, zaciskał płonącą obręcz na jego płucach. Nie chciał tego czuć. Nie chciał! 
Kobieta zwróciła ku niemu zapłakane oczy. Patrzyła na niego z wyrzutem, a to tylko pogłębiało to fatalne uczucie bezsilności. 
- Jak mogłeś! - krzyknęła. 
- Ja... - Starał się bronić. Chciał powiedzieć, że zrobił to przypadkiem. Pragnął wytłumaczyć, że nie zamierzał nikogo skrzywdzić, ale kobieta nie dała mu szansy. 
- Jesteś potworem! Już zawsze nim będziesz! - wrzeszczała rozhisteryzowanym tonem, a on cofnął się parę kroków, gdy dotarła do niego wściekłość, którą odczuwała matka zamordowanego chłopca. Czerwona, paląca furia osaczyła go i sparaliżowała.
- Przepraszam, ja nie wiedziałem... - Spróbował raz jeszcze, choć czuł, że to nic nie da. Niczym uczniak skarcony przez nauczyciela, opuścił oczy i zgarbił ramionka. Jego wyobraźnia, zupełnie nieproszona, przywołała obraz znękanego i zastraszonego chłopczyka ściskającego w dłoniach szkolny tornister. Tak właśnie się czuł. Znowu powróciły te same uczucia. 
- Nie wiedziałeś? Odebrałeś mi moje szczęście, sens mojego życia! Nie ma w tobie krzty dobra! Życzę ci, żebyś doświadczył kiedyś takiej straty! 
- Przepraszam...

- Przepraszam - wymamrotał przez sen, po czym niespokojnie obrócił się na drugi bok. To nie przyniosło ulgi, bo po chwili znowu powrócił do poprzedniej pozycji. Miotał się tak jeszcze przez chwilę, a pościel, którą był przykryty, zsunęła się z jego nagiej piersi i została skopana, gdy zaczął nerwowo wymachiwać nogami. Pot wystąpił mu na czoło, a usta co chwilę wypowiadały gorączkowe przeprosiny. Nie umiał się jednak ocknąć z nocnego koszmaru. Wspomnienia były żywe, wymagały wiele uwagi. Zbyt wiele. Solter podjął ostatnią próbę wydostania się z potwornej mary. Potrząsnął nerwowo głową i w końcu otworzył oczy. Nie wiedział, gdzie się znajduje, jego świadomość została zaburzona. Zerwał się do pozycji siedzącej i ciężko oddychając, rozejrzał dookoła. Dopiero, kiedy uświadomił sobie, że jest bezpieczny, powoli się uspokoił. Opadł na poduszki i utkwił wzrok w suficie. Wokoło panował mrok, ale młodzieniec wiedział, że sen ponownie nie zawita zbyt szybko. Wyzbył się tych nadziei, a żeby zająć czas dzielący go od świtu, zaczął rozmyślać.
Ten sen nie był żadną nowością. Śnił mu się często, nie pozwalając chłopakowi zapomnieć, do czego się przyczynił. Upływ lat jednak nieco zmodyfikował fakty, nadał im bardziej dramatyczne brzmienie. Bowiem w tej upiornej rekonstrukcji, to nie wąż zabił, a właśnie on, Solter, dopuścił się tego czynu i bawił się przy tym wyśmienicie. W rzeczywistości wcale tak nie było. Faktycznie, zaraz po tym, jak ujrzał martwe ciało swojego prześladowcy, doświadczył uczucia ulgi, ale zaraz potem ono znikło i zostawiło go samego na pastwę losu. Wyrzuty sumienia okazały się naprawdę potężne, a na dodatek wcale nie słabły wraz z biegiem lat, wręcz przybierały na sile. Mimo to chyba powinien się przyzwyczaić, popaść w pewną monotonię. Jednak wcale tak nie było. Solter z nocy na noc przeżywał powtarzający się koszmar coraz gorzej - kiedy tylko przed jego oczami formowała się znajoma sceneria, serce zaczynało tłuc się w piersi chłopaka z taką intensywnością, jakby miało zamiar zaraz z niej wyskoczyć, a kiedy zatapiał ostrze w ciele bezbronnej ofiary, on sam zostawał zaatakowany przez gwałtowny napływ emocji.
Solter przetarł zmęczonym gestem twarz i westchnął ciężko. Zrobił źle, ale zdawało mu się, że już odpokutował swoje winy. Przecież pracował nad tym ciężko, bilans dobrych oraz złych uczynków zdecydowanie przechylał się w stronę tych pierwszych... Jednak umysł chłopaka był innego zdania i dręczył go przy każdej okazji. Nawet w chwilach, gdy Solt zdawał się nad nim panować. Nic z tego. Bezczynność sprzyjała kształtowaniu się potwornych myśli. Jedynie ciężka praca pozwalała trzymać je w ryzach.
Miał dość. Wstał z łóżka, ubrał się prędko w strój ćwiczeniowy i opuścił pokój. Chwilę podążał długim, ciemnym korytarzem, zanim dotarł do celu swojej podróży, jakim była sala, w której Solter szkolił się i rozwijał swoje umiejętności. Pomieszczenie to nie było zbyt duże, ale mieściło w sobie wszystko, czego szkolący się wojownicy potrzebowali do swoich treningów. Ściany pokrywały ogromne tafle luster, dobrze oświetlone, żeby ćwiczący sami mogli wyłapywać i korygować popełniane błędy. Sala była pusta, gdyż większość urządzeń pozostawała w magazynie, aby nie zajmować cennej przestrzeni, gdy nie były potrzebne. Jedynie równoważnia, ulokowana pod jedną ze ścian, posiadała swoje stałe miejsce, do czego przyczyniły się jej nieporęczne wymiary. To właśnie w jej stronę skierował się Solter. 
Chłopak wdrapał się na szczyt i stanął pewnie na wąskiej belce. Zamknął oczy, po czym rozpoczął zestaw stałych ćwiczeń rozgrzewających. Nie potrzebował wzroku, aby wykonywać poszczególne ruchy i utrzymywać równowagę. Kiedy obserwował własne odbicie, w jego umyśle pojawiało się zbyt wiele myśli. Dopiero pozbawiając się tego zmysłu, mógł odciąć się od własnej rozszalałej wyobraźni i skupić wyłącznie na odczuciach. Emocje nie stanowiły dla niego absolutnie nic zagadkowego. Chłopak posiadał bowiem rzadki dar.
Solter miał zdolność wyczuwania i wpływania na uczucia innych. Wychwytywał je całym sobą, nawet się na tym nie skupiając. Czuł ich zapachy, widział barwy, jakimi cechowały się poszczególne emocje. Nie miał z tym problemu. Dużo więcej energii kosztowało go zablokowanie tego napływu. To go dręczyło i powodowało, że chłopak chętniej przebywał w samotności. Kiedy zostawał zmuszany do przebywania w otoczeniu innych ludzi, stawał się zmęczony i rozdrażniony. Wciąż był niedoświadczony, a jego Mistrz niczego mu nie ułatwiał. Przy każdej okoliczności wrzucał go na głęboką wodę, choć sam Solter często wyrażał swoje zwątpienie na głos. Daskall nie ustępował. Jedynie wymagał, nie stosując taryfy ulgowej. Solter musiał się z tym pogodzić, choć przychodziło mu to z trudem. 
Chłopak zacisnął pięści i nie otwierając oczu, kontynuował swój trening. Przeszedł spokojnie trasę wyznaczaną przez belkę, jakby starając się ją poznać, choć wcześniej ćwiczył na niej miliony razy. Dopiero potem wykonał gwałtowne uderzenie. Jego dłoń trafiła w pustą przestrzeń, ale Solt wyobrażał sobie, że właśnie w tym miejscu znajduje się jego przeciwnik. Wyprowadził kolejny cios, a potem następny, nawet nie dając sobie chwili na odpoczynek. Z ogromną agresją atakował otaczające go powietrze i właśnie wtedy poczuł, że ktoś mu się przygląda. Nawet się nad tym nie zastanawiał. Nie otworzył też oczu, aby sprawdzić, kto postanowił do niego dołączyć. Brak napływu obcych emocji był aż nazbyt czytelny. Tylko jedna osoba potrafiła stać się odporna na dar chłopaka. Solter szybko przybrał odpowiednią pozycję, dzięki czemu w porę zablokował cios, który ktoś mu zadał. Chłopak to przewidział. Był niesłychanie dobry w sztuce walki. Swoimi umiejętnościami znacząco przewyższał pozostałych uczniów, których pod swoimi skrzydłami szkolił Daskall. Jedyną jego wadą pozostawała rażąca ignorancja, jaką wykazywał się podczas pojedynków. Solt mnóstwo razy otrzymywał upomnienia, aby pracował nad arogancją, ale było to podobne do rzucania grochem o ścianę. Chłopak się starał, ale pewne cechy charakteru stały się zbyt silne lub ukształtowały się zbyt wcześnie, aby móc je tak po prostu wyeliminować. Ich zgromadzenie powodowało, że Solter zbyt łatwo tracił skupienie. Tak też było tym razem. Chłopak dał się ponieść swoim rozważaniom i nie zareagował w porę na kolejny atak. Cios zadany przez przeciwnika trafił go w brzuch. Spowodował, że Solter zgiął się w pół i stracił równowagę. Zachwiał się, po czym spadł na miękki materac. 
- Błąd - obwieścił mu dobrze znany głos. Solt otworzył oczy i spojrzał na swojego Mistrza, który stał na równoważni. Daskall odwzajemnił spojrzenie swojego ucznia, choć w oczach starszego mężczyzny zamigotała troska. - Co cię trapi, chłopcze? 
- Zupełnie nic - odpowiedział niepewnie i wstał z ziemi. Nie chciał okłamywać kogoś, kogo uważał za autorytet, ale zupełnie nie wiedział, jak ubrać w słowa wszystko, co czuje. Daskall zdawał się to rozumieć, bo pokiwał głową, jakby przyznając mu rację, choć jego kolejne słowa całkiem temu wrażeniu przeczyły. 
- A jednak tracisz czujność - zauważył, przyglądając się, jak uczeń peszy się i niespokojnie przestępuje z nogi na nogę. - Gonisz za swoimi myślami, a one nie prowadzą cię do zwycięstwa. Stają się przyczyną twojej zguby. To niebezpieczne, Solt.  
- Wiem. - Solter opuścił nieco głowę, będąc zawstydzony tak jawną reprymendą. Nie chciał sprawiać zawodu, a do tej pory wydawało mu się, że czyni to nieustannie. To go zasmucało. 
- Chciałbym wiedzieć, co dzieje się w twojej głowie, młodzieńcze - westchnął mężczyzna i zeskoczył z belki, aby móc znaleźć się bliżej swojego ucznia. Wykonał to z taką gracją oraz lekkością, której nikt nie spodziewałby się spotkać u osoby w jego wieku. Daskall był bowiem w podeszłym wieku. Długie, siwe włosy, które nosił związane w luźny kucyk oraz liczne zmarszczki zdobiące jego twarz, zdradzały, iż najlepsze lata młodości mężczyzna miał dawno za sobą. Jednak wszystko to przekładało się na zdobyte doświadczenie oraz ogromną mądrość, którymi Daskall wspierał swoich podopiecznych. W przypadku Soltera było to trudniejsze, bo chłopak nie dzielił się swoimi problemami z nikim. Zwykle sam starał się je rozwiązywać. 
- Oddałbym wiele, aby samemu się tego dowiedzieć. Jednak to nic złego, Mistrzu. Jestem pewien, że sobie z tym poradzę - zapewnił chłopak, a w jego oczach pojawiła się determinacja, która jeszcze bardziej zaniepokoiła starca.
- Wczoraj po południu opuściłeś trening, natomiast dzisiaj zerwałeś się w środku nocy - wytknął. -  Powinno to wyglądać inaczej.
- W dzień sobie radzę, to w nocy nie potrafię... - zaczął się tłumaczyć, ale niemal natychmiast zamilkł, nie umiejąc wyjaśnić, czego tak naprawdę się obawiał. Potrząsnął głową, jakby starając się wyrzucić z niej wszelkie wątpliwości.  - Po prostu potrzebowałem wysiłku. Walki. Czegokolwiek. 
- Koszmary powróciły?
- One nigdy nie znikły - wyznał cicho chłopak, a jego wzrok został przyciągnięty przez węża, potężnego pytona, który niespiesznie wpełzał do sali i kierował się do swojego pana. 


A więc mamy pierwszy rozdział. Miał się ukazać dopiero po mojej sesji, ale wczoraj cierpiałam na nadmiar weny. Nieważne. Wracając do opublikowanej części... Co myślicie? Przyznam, że sama jestem dość zadowolona. Ten początek jest całkowicie inny od tego, który widniał w pierwotnej wersji opowiadania. Jest spokojniejszy, ale chyba tego brakowało mi poprzednim razem. Cóż, czekam na wasze opinie!
  

56 komentarzy:

  1. Ale się cieszę, że pojawił się pierwszy rozdział nowej wersji. Madelaine jest zupełnie inna, tak mi sie wydaje, bardzo merkantylna. ale z drugiej strony wydaje mi się, że taniec to naprawdę jej pasja, choć nie wiem, czy dążąc do perfekcjonizmu nie zatraci tej radości... może nie powinnam jej oceniać po pierwszyjm spotkaniu, ale nie podobają mi się jej zagrywki. Ciekawe swoją drogą, skąd ten Benjamin dowiedział się o Marku. no i aż dziwne,że naprawdę mógł uwierzyć, ze dziewczyna całuje go dlatego,że nagle poczuła przypływ milości (której pewnie nigdy nie było), to chyba znaczy, że nadal jest w niej beznadziejnie zakochan, bo głupi się nie wydawał.
    S... na poczatku wydawał się gorszy niż MAdelaine, i pamiętam, że w poprzedniej wersji na takiego go kreowałaś, ale tak naprawdę bardziej przypadł mi do gustu niż dziewczyna. W końcu nie zabił tego chłopca sam, wąż to zrobił,a i tak czuje wyrzuty sumienia do dziś dzień... Ciekawe, czy kiedyś też umiał wyczytać ludzkie emocje? pewnie tak, choć słabo musiało być z interpretacją, jak się jest dzieckiem, choć i pewnie póxniej też. Ciekawi mnie postać jego mistrza, czemu emocje staszego mężczyzny są niedostepne dla S.? Z niecierpiwością czekam na cd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, że wreszcie stworzyłam coś, co spodobało mi się na tyle, iż zdecydowałam, aby ujrzało światło dzienne ;)
      Maddie miała być inna i dobrze, że jest to odczuwalne. W poprzedniej wersji wydawała mi się zbyt dziecinna. Teraz jest chyba bardziej charakterna, a przy okazji okrutna. Z niewinnej dziewczynki wyrosła potworna manipulatorka. Co do kwestii Benjamina, Marka i innych zawirowań miłosnych - mam zamiar wytłumaczyć to w kolejnych rozdziałach, choć co do jednego masz całkowitą rację - Ben jest w niej beznadziejnie zakochany. On nie wierzy, że dziewczyna się zmieni, ale wciąż mu na niej zależy.
      Solt w poprzedniej wersji był małym potworem, a teraz postanowiłam zmienić go w nieco pokorniejszą istotkę. W sumie długo się zastanawiałam, czy to dobre posunięcie, ale mam nadzieję, że ostatecznie wyjdzie na plus :)
      Jeszcze odpowiadając na twoje pytania - tak, Solt od początku mógł odczytywać ludzkie emocje, choć nie był tego aż tak świadomy, a raczej wydawało mu się to normalne. Zaczął się nad tym głębiej zastanawiać w chwili, gdy wąż zamordował tamtego chłopca.
      A czemu emocje Daskalla są dla chłopaka niedostępne? To też zostanie wyjaśnione w następnych częściach :)
      Bardzo dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Rozumiem ;) myśle, ze taka wersja maggie moze byc ciekawsza od poprzedniej. A i Solter mi taki chyba bardziej odpowiada, bo od początku widac, ze jest złożona postacią. Z niecierpliwoscia czekam na odpowiedzi na moje pytania w kolejnych rozdziałach ;) zapraszam Cie na nowosc na zapiski-Condawiramurs ;)

      Usuń
    3. Też tak myślę, choć wszystko okaże się wraz z rozwojem zdarzeń :)
      U ciebie już byłamwczoraj, ale lektura Kotlerowskich bzdur do jutrzejszego egzaminu pochłonęła mnie trochę za bardzo. W każdym razie zaraz postaram się napisać, co myślę na temat rozdziału!

      Usuń
  2. "Koszmary powróciły"
    "One nigdy nie znikają"- na wstępie powiem,że musisz się do tego przyzwyczaić,że prawie zawsze wybieram moment lub cytat,który przykuł moją uwagę najbardziej. I na wstępie mówię że zamierzam zostać na dłużej u ciebie. Jak tylko wcisnęłam twój link wyskoczył mi właśnie ten cytat,co wzbudziło moją ciekawość. Przepraszam,że dzisiaj tak krótko-następnym razem będzie lepiej!-ale sprzątanie i matma wzywają na pomoc :D Dziękuję za to,że skusiłaś się na Sometimes Darr Sometimes Hapiness i powiem ci że twój komentarz dodał mi sił i weny. Miejmy nadzieję,że niedługo pojawi się 1 rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że postanowiłaś tutaj zajrzeć, a jeszcze bardziej, iż planujesz zostać na dłużej!
      Fajnie, że zwróciłaś uwagę na ten moment. To akurat dość duża szczerość w wykonaniu Soltera. On raczej nie zdradza się z tym, co go niepokoi ani z tym, co czuje.
      Co do długości komentarza - nie ma sprawy, nauka jest rzeczą ważną, tak samo jak domowe obowiązki. Wszak liczy się gest i cieszę się, że znalazłaś chwilkę, aby go uczynić ;)
      Również mam nadzieję, że już niedługo będę miała okazję przeczytać pierwszy rozdział u ciebie na blogu.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Zwróciłam uwagę na ten fragment szczególnie,bo sama czasami miewam sny jak z horroru które powracają zupełnie nie proszone,a co kompletnie przypomina mi nieprzespane noce....

      Usuń
  3. Przeczytałam prolog i rozdział pierwszy, co okazało się być dla mnie dużą przyjemnością. Lubię czytać coś, co jest dobrze napisane. A u Ciebie jest wszystko perfekcyjne nie tylko pod względem stylistycznym ale również masz bardzo ciekawą fabułę w którą wkręciłam się już od samego początku.

    Chwilowo wrócę do prologu. Bardzo spodobał mi sposób przedstawienia dwójki głównych bohaterów. Dwoje dzieciaków posiadających jeden wspólny dar, dwie ofiary a mimo to okoliczności tak bardzo od siebie odrębne. Bardziej poszkodowaną była tu dziewczynka, która straciła mamę. Chłopiec wydawał się tym złym. Aż do pierwszego rozdziału w którym mam wrażenie wszystko się odwróciło. To Maddie wydaje się być tą „gorszą”, która jest pozbawiona skrupułów. Solter natomiast wydaje się bardzo żałować tego co zrobił. W każdym bądź razie ta dwójka jest bardzo intrygująca i na swój sposób polubiłam zarówno i postać kobiety jak i mężczyzny. Mam wiele pytań w głowie, ale nie będę ich zadawać, wolę przeczytać kolejne rozdziały i sama doszukać się na nie odpowiedzi :)

    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, bo na pewno będę Twoją stałą czytelniczką :)

    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za komentarz! Kiedy go czytałam, zrobiło mi się cieplutko na sercu!
      Jednak chyba muszę wprowadzić drobne sprostowanie - perfekcyjności z całą pewnością tutaj nie ma. Ja cały czas się uczę i popełniam mnóstwo błędów, które nie zawsze udaje mi się wyłapać przed publikacją. Jednakowoż bardzo mi miło, że tak uważasz :)
      Maddie i Solter są do siebie podobni, a w ich przeszłości kryje się parę punktów wspólnych, lecz później to wszystko się zmieniło. Można by rzec, że odwróciło się do góry nogami. W tej chwili nie zdradzę czy ten stan się utrzyma :)
      W każdym razie cieszę się, że zyskałam stałą czytelniczkę, a jeszcze bardziej, że tworzona przeze mnie historia przypadła ci do gustu.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Dziękuję za twój komentarz. Piszę by wyjaśnić kilka rzeczy:
    1. Strój Meery ma na celu zdziwić ludzi,że po mimo lekkiego chłodu ona nosi cienki strój. A nie po to by zadziwić ich skąd ona pochodzi. :)
    2. Wygląd bohaterów-tak wiem nic nie wiadomo na ich temat. Mogę powiedzieć,że Meera wyglądem podobna jest do bollywoodzkiej aktorki Kajol. Co do reszty sama nie wiem,bo sama nie prowadzę tego bloga. Ale obiecuję się skontaktować z Fallen Angel która też ma swój wkład w SDSH.
    3. Opisy- wiem strasznie mało ich,a to tylko dlatego,że postanowiłam się bardziej skupić na relacjach NIK-CATHRINA-MEERA-RIAAN. Stwierdziłam,że przez dialog będzie łatwiej to wszystko pokazać. No,ale jeśli teraz jest dużo dialogów to w przyszłości będzie więcej opisów. :)

    To tyle jeśli chodzi o moje wyjaśnienia. Oh,i oczywiście wiem że NY city to skupisko różnych kultur. Czytając twój komentarz wzięłam sobie go do serca. Jest taki...sama nie wiem. Pokrzepiający? I cieszę się że interesują cię postacie. Niestety u mnie jest taki minus,że ja praktycznie wszyatko wiem co i jak i nie mam tej przyjemności się zaskoczyć. Ale bardzo się cieszę że Tobie się podoba. Teraz to ja czekam aż TY coś dodasz nowego. Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, teraz rozumiem! Z początku myślałam, że kobieta przyciąga wzrok tylko ze względu na specyficzny strój, co byłoby dość dziwne, właśnie patrząc na wielokulturowość panującą w NY i w sumie nie tylko tam.
      Co do wyglądu - wydaje mi się, że nie wystarczy napisać, kogo ci dany bohater przypomina. Skoro wzorujesz go na kimś, to masz o tyle łatwiej, że możesz spojrzeć na zdjęcie tego kogoś i napisać, jakie ma oczy, włosy, kształt twarzy, sylwetkę, wzrost. Bo dopiero takie szczególiki budują kompletną postać :) Wiem, że nie jest to łatwe. Ja sama często o tym zapominam, ale trzeba ćwiczyć ;)
      W każdym razie miło mi, że komentarz wydał ci się pokrzepiający i być może pomocny.
      Ja nowy rozdział postaram się dodać za dwa tygodnie, kiedy już będę po sesji :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
    2. W takim razie powodzenia na sesji życzę :) wiem że powinnam opisywać ich wygląd tak jak to napisałaś ale wszystko w swoim czasie. Zawsze lubię trzymać czytelnika w niepewności? Tak to chyba nazwę. Przyznaję że sama też zapominam o pisaniu poszczególnych cech zewnętrznych moich bohaterów nie tylko tutaj ale i w moim prywatnym. Więc nie tylko ty tak masz :). Jeszcze raz powodzenia na sesji

      Usuń
    3. Dziękuję! A może raczej (nie)dziękuję, co by nie zapeszyć ;)
      Rozumiem, rozumiem - nie chciałam ci tego jakoś szczególnie wypominać, po prostu rzuciło mi się w oczy i postanowiłam dać znać. Jasne, że czasami trzeba czytelnika w niepewności potrzymać :)

      Usuń
  5. Niesamowity tekst, świetnie ukazane emocje, tajemnicze postacie, bardzo wciągająca historia. Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę przyznać, że z dwójki głównych bohaterów na razie dużo bardziej podoba mi się Solter, ale to może dlatego, że więcej w tym rozdziale poświęciłas mu uwagi i w lepszym świetle go przedstawiłas. Czuje on wyrzuty sumienia za coś, co stało się tak dawno i jest w nim pewna wrażliwość, której Maddie brakuje. Pokazałas ją jako bezwzględna, silną kobietę, co w sumie jest dość zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, w jak okrutnych okolicznościach straciła matkę... Oboje postacie mają więc potencjał i jestem ciekawa jak je dalej rozwiniesz. Czekam na kolejny rozdział, by móc bardziej poznać ich oraz historię, którą masz do zaprezentowania :)
    Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję za komentarze na moim blogu! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście większą sympatią darzę Soltera i dużo lepiej pisze mi się właśnie o nim. Bliżej mi do sposobu, w jaki myśli, niż do postawy, którą prezentuje Maddie ;)
      Madeleine może wydawać się silna, ale tak naprawdę to tchórzliwa z niej istota, która bardzo dużo gra i udaje, o czym sami będziecie mogli się przekonać całkiem niedługo.
      To ja dziękuję za poświęcenie chwilki czasu na moje opowiadanie! Komentarze na twoim blogu były absolutnie zasłużone, bo kreujesz wspaniałą opowieść ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Po przeczytaniu prologu nie pomyślałam o takim rozwoju akcji i tego w jakich barwach przedstawiłaś bohaterów. Powiem, że historia Madeleine bardzo mi się spodobała jednak Solter to nie wiem co powiedzieć, był po prostu świetny :) Bardzo zaintrygowała mnie specjalna zdolność bohaterów a mianowicie rozmowa z wężami. Oszołomił mnie też sen Soltera i myślałam, że rzeczywiście zabija kogoś własnoręcznie i nie pomyślałam o tym, że to przeszłość daje o sobie znać. Umieram z ciekawości o dalszych losach bohaterów. A i na pewno polecę twojego bloga innym.

    A gdyby Ci się nudziło, w wolnym czasie zapraszam na: http://dziewczyna--z--blizna.blogspot.com/

    Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział pierwszy cię zaskoczył, a jeszcze bardziej, że polubiłaś moich bohaterów :)
      Co do Solta... No z nim to jest tak, że jego przeszłość nie ogranicza się do tego jednego incydentu. Chłopak ma trochę na sumieniu, ale od tej jednej śmierci wszystko się zaczęło. No, lecz nie będę zdradzać wszystkiego! Wszystko w swoim czasie.
      Wpadnę do ciebie w okolicach weekendu!
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  8. Miałam u Ciebie skomentować już dawno temu, gdyż widziałam cię na kilku blogach, które czytam, a na których również pozostawiłaś komentarze. Zajrzałam na profil i znalazłam blog, którego zapowiedź bardzo mi się spodobała, więc czym prędzej dopisałam sobie do linków i zaznaczyłam gwiazdeczką, która oznacza, że powoli nadrabiam. I nadrabiałam, ale dopiero dziś mogę w pełni skomentować.
    Zacznę zatem od prologu, który mi się strasznie spodobał. Czegoś takiego jeszcze nie czytałam i nie wiem, czego mogę się spodziewać. Dzieci rozmawiające z wężami, w dodatku dziewczynka posiadająca umiejętność widzenia w ciemnościach – no no, zaciekawiło mnie to cholernie. Przyjemnie mi się ten prolog czytało. Jedyne, co mi trochę zgrzytało to:
    „Dziewczynka nie dyskutowała, zamiast tego pogodziła się ze swoimi umiejętnościami, zaczęła je w tajemnicy poznawać lepiej i czerpać z nich korzyści. Raz przychodziło jej to z łatwością, innym musiała uzbroić się w cierpliwość.” – nie jestem przekonana do tego, pięcioletnie dziecko nie powinno zdawać sobie sprawy, co się z nim dzieje, dlatego nie mogła się pogodzić ze swoimi umiejętnościami. To dziecko, które nie zna świata, więc jak mogła w tajemnicy poznawać te umiejętności lepiej i z nich korzystać? No nie wiem, jakoś nie mogę tego przełknąć. Może jakby była trochę starsza, to byłoby ok, ale pięciolatek… nie, nie. Co prawda można tutaj naciągnąć trochę i powiedzieć, że zdawała sobie sprawę, bo była wyjątkowa – bo była, nie ma co się spierać. Ale to już takie wiesz, w ostateczności. Fantastyka rządzi się jednak swoimi prawami, ale nie wszystko musi być nierealne. Zdziwiło mnie też zachowanie matki, która, z tego fragmentu wynika, że bardzo długo w tym pokoju stała. I zachowała się tak, jakby nie zdawała sobie sprawy, że ruch, zwłaszcza gwałtowny (a dziewczynkę z ziemi poderwała), może tylko rozwścieczyć węża. Ja się tam nie znam w sumie, ale z tego, co się tam zasłyszało kiedyś w tych wszystkich programach telewizyjnych, to nie ma nic gorszego niż gwałtowne ruchy. Kłamali? A może to ja źle słuchałam. Ale zachowała się dziwnie, myślałam, że kogoś zawoła, tego męża swojego chociażby. Ale dobra, już mniejsza z tym. Co do chłopaka jednak – tutaj też mam jedno zastrzeżenie, maleńkie. Ale czy ośmiolatek może mówić o honorze? Czy takie dziecko wie w ogóle, co to znaczy być honorowym i dbać o własne dobre imię? Akurat tak się składa, że mam rodzeństwo w wieku dziewczynki i trochę starszą od chłopca siostrę, ale powątpiewam, aby moja siostra wiedziała, co znaczy być kimś honorowym. Dla takich dzieci to jeszcze pojęcia dosyć trudne. Choć nie twierdzę, że nie zdarzają się geniusze. Tutaj również można powiedzieć, że chłopak był po prostu wyjątkowy i bardziej dojrzały od rówieśników, ale… czy już nie za dużo tej wyjątkowości?
    Czytając rozdział pierwszy, myślałam tylko: czy rude naprawdę musi być zawsze takie wredne? :D U mnie w opowiadaniu również występuje rudowłosa dziewczyna i do najprzyjemniejszych nie należy. Ale podoba mi się taka Maddie. Jest bohaterką, która daje popalić, ale przynajmniej nie jest papierowa. Główni bohaterowie zwykle to przesłodzone nudziarze, bo autorzy boją się, aby mieli trochę charakteru. A Madeleine go ma, bez wątpienia. I chociaż jest złośliwa i myśli tylko o własnych korzyściach, to nie da się jej nie lubić.
    Co się tyczy jednak Soltera – po zapoznaniu się z drugim fragmentem, to chyba on bardziej mi się spodobał. Czuje wyrzuty sumienia, koszmar go nawiedza i zapewne nawiedzać będzie aż do końca życia. Mimo początkowej fascynacji tym, że kogoś zabił, to potem dociera do niego powaga sytuacji. I wydaje się, że zrozumiał, że było to coś złego i żałuje tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kupuję jednak zachowania tej matki, spodziewałam się więcej tragizmu. A ją jakby to nie obeszło. Brakuje mi jakichś niekontrolowanych wstrząsów, lamentów, czegokolwiek. Podoba mi się również postać Mistrza. Zanim cokolwiek powiedział, tak sobie go wyobraziłam właśnie, że będzie takim autorytetem, mądrym itd., który jest w dodatku bardzo spostrzegawczy. Nie wiem jeszcze, gdzie to wszystko się dzieje, ale na pewno dowiem się niebawem, wraz z kolejnymi rozdziałami. Bo oczywiście zostaję na dłużej. Spodobało mi się to opowiadanie i oczywiście bohaterowie. Są nietuzinkowi.
      Czekam na rozdział następny, choć 14 lutego – rany, ileż czasu trzeba czekać. Masakra. Ale rozumiem, każdy ma przecież też życie prywatne, którym się powinien zająć w pierwszej kolejności. Niemniej jednak będę czekała z niecierpliwością.
      Pozdrawiam serdecznie. :)
      PS Ech, musiałam podzielić, bo się nie zmieściło.

      Usuń
    2. Ojej, jaki obszerny komentarz! Bardzo ci dziękuję za poświęcenie tak wiele czasu na moje opowiadanie!
      Jestem wdzięczna, ale kilka rzeczy muszę wytłumaczyć :)
      Jeżeli chodzi o Maddie. Fakt, nie powinna zdawać sobie sprawy, że coś jest nie tak. Zgodzę się całkowicie, ale jednak wydaje mi się, że jej rodzice mogli ją ukierunkowywać poprzez np. drobne uwagi dotyczące tego, aby zaświeciła światło, gdy wchodzi po schodach. Ona tego nie robiła, bo nie potrzebowała. Właśnie takie zachowania mogły podsunąć jej myśl, że jednak nie wszystko jest takie jak powinno, skoro rodzice światła potrzebują. Dzieci wbrew pozorom szybko wyłapują, że coś jest nie tak.
      Co do zgłębiania tajemnic tego daru... To było raczej nieświadome. Używała go, więc zdolności się nasilały. Może źle ubrałam to w słowa - muszę do tego wrócić ;)
      Dlaczego uważasz, że matka stała długo w pokoju? Otworzyła drzwi, światło wpadające z korytarza oświetliło postać jej córki, więc kobieta zareagowała intuicyjnie. Podbiegła i odsunęła dziecko od bezpośredniego zagrożenia. Masz rację, to było potwornie nierozsądne, ale nie każdy jednak wie, jak zachowa się dane zwierzę, kiedy wykonamy gwałtowny ruch. W przeciwnym razie nie byłoby aż tylko wypadków chociażby z udziałem psów ;) Poza tym nie każdy też przemyśli, zanim coś zrobi. Niektórzy dają się ponieść impulsowi i działają pod wpłyną chwili. Tak było w tym przypadku.
      Honor Soltera równie dobrze mogłabym zapisać kursywą lub w cudzysłowie. To nie jest uczucie, jakie towarzyszy dorosłym osobom, gdy ktoś je znieważa, a raczej taki dziecięcy upór. Coś w stylu "Mamo, ja sam" kiedy rodzic chce mu pomóc ;) Pełne zrozumienie tego słowa stało się dostępne dla chłopca nieco później, o czym planuję wspomnieć w kolejnych rozdziałach.
      Zarówno Solt, jak i Maddie byli inni od rówieśników. Różnili się pod pewnymi względami, ale dalej pozostawali tylko dziećmi.
      Hah, co do koloru włosów - staram się nie powielać schematu, ale rudość wybitnie pasowała mi do Maddie, gdy staram sobie ją wyobrazić :D
      Ja też wolę Solta. Jego sposób myślenia jest mi dużo bliższy, niż postawa, jaką przyjmuje Madeleine.
      Fragment napisany kursywą to jedynie sen, który owszem, dotyczy wydarzeń z przeszłości chłopaka, ale nie jest ich dokładnym odzwierciedleniem. Jak to było naprawdę też planuję kiedyś wytłumaczyć. W tym przypadku faktycznie było za mało histerii, ale i nie o to chodziło. Solt podświadomie skupił się bardziej na własnych uczuciach, które na co dzień są spychane w cień, poprzez natłok emocji pochodzących od innych ludzi. Widział siebie, a matka zamordowanego chłopca odzwierciedlała jedynie część wyrzutów sumienia, jakie dręczą Soltera.
      Mistrz rzeczywiście dysponuje ogromną wiedzą i widzi znacznie więcej, niż sam Solter by tego chciał ;)
      Wiem, że jeszcze sporo czasu do kolejnego rozdziału, ale właśnie 8 lutego kończę (teoretycznie) swój maraton sesyjny i wtedy będę mogła poświęcić się blogom niemalże całkowicie ;)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję za szczerą opinię. Mam nadzieję, że moje wytłumaczenia rzuciły trochę światła na niektóre kwestie, lecz nie chcę też zdradzać wszystkiego. Niektóre sytuacje staną się jasne dopiero po upływie pewnego czasu.
      Pozdrawiam cieplutko i obiecuję, że również do ciebie wpadnę, ale w okolicach weekendu, kiedy to będę miała nieco więcej czasu!

      Usuń
    3. W takim razie zmienia to wszystko i może nawet kupuję takie wytłumaczenie co do chociażby umiejętności Maddie. Wiem, że dzieciaki szybko coś wyłapują, zwłaszcza coś, co jest nie tak - sama zresztą mam braciszka w wieku czterech lat (noo, teraz już prawie pięciu;)), więc widzę, w jak zastraszającym tempie dziecko uczy się nowych rzeczy, słów, zachowań. To niesamowite i może masz rację. Jednak zostało to tak napisane, że wydawałoby się, że dziewczynka rozumie wszystko, a przecież nie powinna. Umiała coś i z tego korzystała, ale o takim pełnym rozwinięciu swych umiejętności raczej bym tutaj nie mówiła, mimo wszystko.
      Wydaje się, że kobieta tam długo stała, bo nie wychodziła z tego pokoju. Dziecko, z tego co pamiętam, się wierzgało, ale przecież to dorosła kobieta, więc ma od dziecka dużo więcej siły.
      Rozumiem. W takim razie może i dobrze, że nie jest ten sen za długi, bo bardziej obrazuje te uczucia. Zresztą, widać je zwłaszcza w końcówce, ale początkowo, zanim mi to powiedziałaś, uznałam, że to cały sen, dlatego brakowało mi w nim jakiegoś tragizmu, większej histerii.
      W takim razie powodzenia na tych nieszczęsnych sesjach i wracaj do nas szybciutko. ;) Bo niecierpliwie będę oczekiwać kolejnego rozdziału.
      Również pozdrawiam i nie musisz się śpieszyć. Lepiej poświęcić ten czas życiu prywatnemu, moje opowiadanie nie ucieknie, może poczekać. ;D

      Usuń
    4. Wiem, twoje słowa dały mi sporo do myślenia. Muszę jeszcze popracować nad tym fragmentem i lekko go zmodyfikować, bo jednak może być on mylący.
      Matka Maddie spostrzegła, co wyrabia jej córka, wpadła do pokoju, odsunęła córkę i wdała się z nią w szamotaninę. Faktycznie dorosła kobieta może i ma więcej siły niż dziecko, ale opanowanie rozhisteryzowanej istotki, która rzuca się, kopie, gryzie, płacze nie jest łatwe. Sama byłam światkiem sceny, gdzie w galerii handlowej mały chłopiec wpadł w istny szał, a matka chociaż początkowo chciała go opanować, to nie dała rady i po prostu pozwoliła, aby dzieciak położył się na ziemi i sam uspokoił, choć przyciągało to wzrok innych ludzi. Ojciec tego malucha na podobne zachowanie pewnie zareagowałby inaczej.
      Jeszcze raz bardzo dziękuje, a raczej (nie)dziękuję, co by nie zapeszyć z wynikiem egzaminów :D

      Usuń
  9. Dawno mnie tu nie było... Pamiętasz jeszcze Gatito? :D Pewnie nie, ale mniejsza o to. ;d Przyznam szczerze, że nie pamiętam, jak wyglądał rozdział w pierwszej wersji, bo to było tak dawno temu, ech... Ale ta wersja bardzo mi się podoba. :) Polubiłam taką Madd. Też bym chciała posiadać umiejętność manipulowania facetami, żeby móc ich wykorzystać do własnych celów, hyhy. :D Myślałam, że Ben będzie ostrożniejszy, skoro już wcześniej go wykorzystała, a ten tak po prostu uległ i dał się pocałować. Niektórzy faceci to serio głupi są, haha. Szkoda mi Solta. Nie dość, że śni mu się wydarzenie z przeszłości, to jeszcze w nieco zmienionej i chyba gorszej formie, skoro w nim to on zabija, a nie wąż. Może gdyby jakoś pogodził się z tym, co zaszło, to sen by zniknął. Ale nic na to nie wskazuje, żeby był zdolny zaakceptować to, co się wtedy stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gatito! Jasne, że pamiętam! Jakbym mogła zapomnieć?
      Wiem, wiem - pierwotna wersja tego rozdziału ukazała się prawie trzy lata temu i jest to wręcz niewybaczalne z mojej strony, ale obecnie naszła mnie wena na dokończenie tego opowiadania, choć może z nieco inna fabułą :)
      Ben głupi nie jest, po prostu zaślepiony :D A Maddie to wykorzystuje i manipuluje nim jak chce. Ale bądź, co bądź zdolności to ona ma nie byle jakie :D
      A Solt to faktycznie jest biedny i nie tak łatwo będzie mu przebaczyć samemu sobie...
      Jeszcze raz - bardzo się cieszę, że znowu cię spotykam i dziękuję za odwiedziny oraz komentarz.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Wybacz kochana że tak późno.
    Oczywiście rozdział dosłownie wciągnęłam. Wiedziałam że to opowiadanie mi się spodoba.I muszę przyznać, że Mad przypadła mi do gustu. Jest taką nietypową bohaterką. Dzisiaj rzadko można spotkać kogoś takiego. Są ludzie i ludziska, ale Mad ma w sobie coś wyjątkowego. I nieprzewidywalnego. I jeszcze opis tego snu. Mrożący krew... w ogóle zawarłaś dużo emocji. I nie wiem czemu nie polubiłam Soltera. Zdecydowanie nie! Ale może w przyszłości zmienię do niego zdanie? Kto wie. Pozostaje mi pozdrowić i czekać na ciąg dalszy.

    www.autorska-strefa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie przepraszaj! Cieszę się, że w ogóle się zjawiłaś, a czas w jakim to zrobiłaś nie gra żadnej roli :)
      Miło mi, że rozdział ci się spodobał, choć zaskakuje mnie, że Maddie jednak zyskuje sympatię. Myślałam, że czeka ją większa nagonka za to, co zrobiła i jaka jest.
      Ale z tym, że nie lubisz Soltera zaskoczyłaś mnie podwójnie! Oczywiście masz prawo do swojego zdania, ale aż ciekawość mnie zżera, czemu tak negatywnie go odebrałaś :)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  11. Już dawno przeczytałam ten rozdział, ale jakoś ciągle nie mogłam wziąć się za skomentowanie, co u mnie często się zdarza, choć nie mam pojęcia dlaczego. Ale nieważne...
    Maddie nie do końca przypadła mi do gustu, ale może to kwestia tego, że na razie nie było jej tutaj zbyt wiele. Solter wydaje mi się o wiele ciekawszy i na swój sposób intrygujący. Potrafi zabijać, mścić się, ale też żałować i ma sumienie. Spodobała mi się też postać Mistrza jako autorytetu dla naszego głównego bohatera. Mam nadzieję, że trochę go tu jeszcze będzie.
    Trochę mnie gryzie ten sen, gdzie pojawia się matka zabitego chłopaka. Miałam wrażenie, jakby jej w ogóle nie obeszła śmierć syna i była zajęta tylko wrzeszczeniem na Soltera. Wyglądało to dla mnie trochę nienaturalnie, spodziewałabym się ze strony tej kobiety większej rozpaczy i szoku.
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że Maddie nie zdobyła twojej sympatii, bo ją to ogólnie ciężko jest polubić. Taki typ. Solt jest zdecydowanie ciekawszy i cieszę się, że jest to zauważalne :)
      Co do snu - tłumaczyłam tu już wyżej. To nie jest autentyczne wydarzenie, bo to zostanie kiedyś dokładnie przedstawione. Solter po prostu wraca do tamtego momentu, skupiając się jedynie na własnych emocjach, które wtedy odczuwał. Krzyczącą kobietę można utożsamić jedynie do wyrzutów sumienia, jakie dręczą chłopaka. Prawdziwa matka z całą pewnością skupiłaby się bardziej na śmierci własnego dziecka niż na osobie, która się do tego przyczyniła. No, ale to wszystko zostanie wytłumaczone później :) W każdym razie jestem ci wdzięczna, że czuwasz nad logiką tego opowiadania. Bardzo ci dziękuję za odwiedziny i komentarz.
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  12. Cieszę się, że piszesz to opowiadanie od nowa, taki pomysł na historię zdecydowanie nie mógł się zmarnować :) Podoba mi się też, że jak na razie nie wprowadziłaś jakichś wstrząsających zmian, które wywróciłyby to opowiadanie do góry nogami, ale jednak modyfikacje są dobrze widoczne i jak na razie odbieram je na plus. Zaczęło się rzeczywiście spokojniej, a przy okazji nadal ciekawie.
    Chociaż zdaję sobie sprawę, że w prawdziwym życiu zapewne nie znosiłabym Madeleine, nie przeszkadza mi to w sympatii do niej w świecie fikcyjnym :) Jest chłodna, wyrachowana, perfekcyjna do bólu, a przy tym raczej nie czuła, ale jednocześnie bardzo, ale to bardzo charyzmatyczna. Widać od razu, że to nie będzie nudna bohaterka. Umie dążyć do celu, chociaż, niestety, po trupach. W sumie to bardziej zniesmacza mnie zachowanie Bena: żeby facet się tak płaszczył przed kobietą, skoro nie ma nic na sumieniu? Wcale nie chciał jej niczego odebrać, po prostu zdawał sobie sprawę, że taki fortel sprawi, że Maddie ponownie rzuci się w jego ramiona. Nie wiem tylko, czy powinien się z tego cieszyć. Po co komu druga osoba, która jest w pobliżu tylko dla własnych korzyści? No ale skoro jemu takie coś odpowiada, to trudno. Albo jest ślepy, albo po prostu woli żyć w ułudzie szczęścia.
    Solter wydaje się kompletnie inny. Jest jakby złamany przez przeszłość, nie potrafi pozbyć się swoich demonów, a nadnaturalne zdolności jakoś nie sprawiają, by było mu łatwiej w życiu. Mimo wszystko cieszę się, że ma przy sobie kogoś takiego jak Daskall, doświadczonego, obytego, a przede wszystkim spostrzegawczego, na pewno służy uczniowi dobrą radą i dba o niego. Mimo wszystko w Solterze tkwi ogromny pierwiastek zła, który ujawnił się w nim tamtego pamiętnego dnia w szkole. Chociaż chłopak nie potrafi o tym zapomnieć, a wyrzuty sumienia targają nim nawet we śnie, raczej nie jest w stanie pozbyć się swojej drugiej natury. Ciekawa jestem, co z tego wyniknie.
    Na razie jest jeszcze wiele niewiadomych, co nie zmienia faktu, że mi się podoba :) Fajnie, że wróciłaś na tego bloga.
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aivalar, cieszę się, że cię tu widzę :)
      Powiem ci, że strasznie stęskniłam się za tym opowiadaniem i bardzo często wracałam do niego myślami.
      Maddie jest osobą, którą ciężko polubić, ma wiele wad, ale gdzieś głęboko w sobie ma parę zalet. Miło mi, że ty odkryłaś w niej coś intrygującego. Natomiast co do Bena... on ją po prostu kocha i choć dostrzega, jaka jest ta jego ukochana, to jednak wypiera to, bo ma nadzieję, że może ona jeszcze się zmieni.
      Na metamorfozie Soltera chyba zależało mi najbardziej. W poprzedniej wersji zdecydowanie za mało skupiłam się na nim samym i w efekcie wyszło tak, jakby śmierć tamtego chłopaka nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia, a to raczej niemożliwe... Poprzednim razem było w tej postaci zbyt wiele złego i chyba to mnie raziło. Teraz postawa Solta chyba nie jest taka oczywista, a przynajmniej do tego dążę. W każdym razie nieco zmieniła mi się koncepcja na fabułę tego opowiadania, ale także co do charakterów poszczególnych bohaterów ;)
      Bardzo dziękuję za komentarz.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  13. Właśnie przeczytałam prolog i rozdział pierwszy. Muszę powiedzieć, że zapowiada się tutaj naprawdę bardzo ciekawe i oryginalne opowiadanie. Na początku, kiedy w prologu pojawiła się zdolność rozmawiania z wężami, nieco się przestraszyłam, że będą tutaj jakieś nawiązania do Pottera. Na szczęście widzę, że myliłam się i to całkowicie.
    Maddie w prologu wydawała mi się taką, małą biedną dziewczynką. W końcu jej przyjaciel zabił jej matkę. W pierwszym rozdziale poznałam natomiast zupełnie inne oblicze dziewczyny. Maddie pięknie potrafi wykorzystać innych ludzi, by dopiąć swego. Zapewne sama w rzeczywistości nie chciałabym mieć styczności z taką osobą, ale jako bohaterka podoba mi się bardzo. Jest niebanalna i to mi się w niej podoba.
    Solter natomiast na początku, w prologu wydał mi się brutalnym chłopcem. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału, znowu mam o nim odmienne wrażenie niż po prologu. Nękają go koszmary z dzieciństwa. Musi mieć naprawdę duże wyrzuty sumienia. Choć może się mylę?
    Jestem ciekawa czy nasi główni bohaterowie kiedyś się spotkają. Przypuszczam, że tak. Gdyby miało być inaczej, to za pewne nie pisałabyś w dwóch perspektywach. W każdym bądź razie jestem niesamowicie ciekawa Twojej historii i z przyjemnością zajrzę tu 14 lutego, kiedy ma pojawić się kolejna część.
    Życzę mnóstwo weny a w wolnym czasie zapraszam do siebie: http://igrajac-z-przeznaczeniem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz!
      Jedynym nawiązaniem do Pottera są węże, o ile oczywiście można to nazwać nawiązaniem :)
      Maddie i Solter zmienili się bardzo, można by rzec, że właściwie to zamienili się charakterami. Jednak czy to nie tylko pozory? To pokażą kolejne rozdziały.
      Do spotkania tej dwójki prędzej czy później dojdzie, lecz nie zdradzę kiedy i gdzie. O tym będzie okazja przekonać się samemu :)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i obiecuję, że również zajrzę do ciebie z wielką przyjemnością, ale zrobię to dopiero w okolicach czwartku, kiedy będę już po egzaminach.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  14. Postanowiłam sprawdzić jak wygląda Twoje opowiadanie i muszę przyznać, że wcale nie czuję się z tym źle. Ba, powiem więcej - jest sto razy lepsze od mojego. Bardzo dobrze piszesz. Maddie...hmm, jest skomplikowaną postacią, chociaż nie podoba mi się to, iż wykorzystała znajomości Bena, aby grać w teatrze -jak dobrze pamiętam. z tego co widzę to korzyści mają obie strony, lecz mnie osobiście nie podoba się to. Napewno będę śledziła dalsze losy dziewczyny oraz reszty bohaterów.
    Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do siebie,
    http://wzburzone-fale.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, że jednak postanowiłaś zajrzeć i nie miej mi za złe tej uwagi. Po prostu czuję się trochę zmęczona tym, że dostaję mnóstwo reklam, ale nikt nie wysila się na tyle, aby chociaż zerknąć na to, co ja tworzę. Mam nadzieję, że to rozumiesz :)
      Do ciebie wpadnę w piątek, bo w czwartek piszę ostatni egzamin sesyjny. Jeżeli zapomnę, to proszę, przypomnij mi się koniecznie, bo choć dodałam twój blog do obserwowanych, to może zwyczajnie wylecieć mi to z głowy.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Oczywiście, że jestem w stanie to zrozumieć :) Dziękuję za pozostawiony u siebie komentarz!

      Usuń
  15. Króciutko, bo przez 3 tygodnie nieobecności mam takie zaległości, że nie wiem do kogo wejść najpierw. :(
    Pierwsza część przemówiła do mnie znacznie bardziej. Może mi się tylko wydawać, ale chyba było tam więcej opisów niż w tej części drugiej. Wcale to nie znaczy, że druga część była gorsza! Mnie zachęciłaś do czytania, jak najbardziej. Jestem skłonna poświęcić Ci te kilkanascie minut przy okazji kolejnych rozdziałów. No lubię sposób, w jaki piszesz i co ja na to poradzę? Nie wiem czy nadprzyrodzone rzeczy to teraz coś, co może mi przypaść do gustu, ale będę śledziła Twojego bloga :)
    Dziewczyna mi się nie spodobała. Ten typ człowieka zdecydowanie nie jest moim ulubieńcem. Kombinowanie kombinowaniem, ale ona to już przegina. Nie polubimy się, tak myślę. A on? Naiwniak...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale to rozumiem, ja sama na chwilę musiałam porzucić blogowanie na rzecz studiów i egzaminów ;)
      Wydaje mi się, że opisów była porównywalna ilość zarówno w pierwszej, jak i drugiej części, ale oczywiście to może być tylko moje wrażenie :)
      W każdym razie serdecznie dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  16. Nadrobiłam wszystko za jednym razem! Zostawiłam ślad po sobie również pod poprzednimi postami — tak informuję, bo wiem, że nie każdy jednak zerka na rozdziały, które już dodał. Jakoś nie lubię gnieździć wszystkich przemyśleń w jednym komentarzu, bo to takie chaotyczne wychodzi. Wolę oddzielnie. Zaznaczę też, że poprzedniej wersji opowiadanka nie czytałam i jestem tu nowa, więc porównań czy wyłapanych różnic z mojej strony nie będzie.
    Madeleine mnie zaskoczyła. Nigdy nie pomyślałabym, że tamta mała i słodka dziewczynka zamieni się w taką zołzę, która wykorzystuje innych, manipuluje nimi i tak traktuje. To nie to, że jej nie lubię, bo jednak, co dziwne, darzę jej postać pewną sympatią, a nawet współczuciem. Straciła matkę, mogła siebie nawet za to winić, bo przecież wąż był jej przyjacielem i nie wiedział, że kobieta, która w jego mniemaniu, małą Maddie krzywdziła, w rzeczywistości chciała ją uratować przed wężem. No, nie każde dziecko ma takiego gada za przyjaciela. Nie pochwalam jej zachowania, aczkolwiek staram się zrozumieć. Nadal mnie zastanawia, gdzie w jej życiu jest wąż. Odszedł, po prostu nie było o nim wzmianki w tym rozdziale czy jeszcze coś innego?
    Solter za to budzi we mnie ogromną sympatię. Jak widać, ona także ma jakiś dar i w jego przypadku wiem, jak to jest z wężem, bo w końcówce była wzmianka o nim. Nie wiem tylko, jakie mają stosunki. Nadal się przyjaźnią? Wracając do samego chłopaka, to bardzo mu współczuję, że za to wszystko się wini. Bo tak, to po części była jego wina, ale był skrzywdzonym dzieckiem. Widzę tu taką zależność… Madeleine brałam za taką grzeczną dziewczynkę i incydent z wężem sprawił, że stała się taką manipulantką i skrzywdzoną paskudą, perfekcjonistką. Sotler za to chciał wywinąć żart, trochę wredny był, a ten incydent go zmienił na lepsze, bo przecież liczy nawet dobre uczynki, które przewyższają nad tymi złymi.
    Nie wiem, co dalej, ale ciekawi mnie, co będzie, jeśli ta dwójka się spotka.
    Czekam na ciąg dalszy, pozdrawiam i życzę mnóstwa weny, a także grzecznie zaproszę do siebie!
    CM Pattzy

    http://niewinne-grzechy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam poprzednie komentarze, odpisałam na nie i jeszcze raz bardzo dziękuję :)
      Odnośnie tego rozdziału... Na obecny charakter Maddie złożyło się wiele czynników - o czym jeszcze będę wspominała w kolejnych rozdziałach, ale śmierć matki i taka "zdrada" w wykonaniu przyjaciela miały kluczowe znaczenie. Co do samego węża, to również zostanie to kiedyś wytłumaczone.
      Natomiast jeżeli chodzi o Soltera, to te relacje z wężem są bardzo różne w zależności od sytuacji, ale na ten moment nie będę zbyt wiele zdradzała ;)
      Cieszy mnie, że postanowiłaś zapoznać się z moim opowiadaniem. Jest mi niesamowicie miło!
      Do ciebie oczywiście wpadnę niedługo!
      Pozdrawiam

      Usuń
  17. Noo, poznajemy zupełnie inne oblicze Madeleine. Widać, że jest dość wyrachowana i bezbłędnie manipuluje ludźmi, byleby dopiąć swego. Wierzę natomiast, że faktycznie, że tak powiem, nauczyło ją tego życie. W sensie, że rzeczywiście to, co się wydarzyło, wpłynęło na nią w ten sposób. W sumie to trudno się dziwić. Straciła matkę przez swojego przyjaciela. Na pewno musiało być jej bardzo trudno. Zastanawiam się jednak, co się stało z tym wężem? Odszedł? Ona go zerwała z nim kontakty? Może nadal gdzieś jest?
    Ona i Sotler to takie trochę przeciwieństwa. W sensie: ona "wyrosła" na dosyć bezwzględną, trochę egoistyczną manipulantkę i nie wygląda, by specjalnie przejmowała się tym, co się stało - a już na pewno nie tak jak on. Bo widać, że Solter żałuje, że nie może się z tym pogodzić, że to wszystko ciągle wraca. Widać, że piętno jest naprawdę ogromne. Da radę się tego pozbyć? I znowu: co z wężem? Jak teraz wygląda ich przyjaźń? Jejku, strasznie jestem ciekawa, co będzie dalej! :D Czekam na następny z niecierpliwością. ;>
    Pozdrawiam, życzę weny i przy okazji zapraszam do siebie na nową część. :)
    www.lek-na-samotnosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarówno Maddie, jak i Solter się zmienili. Ukształtowały ich różne wydarzenia z przeszłości oraz warunki, w jakich przyszło im dorastać już po tamtych incydentach, ale o tym kiedy indziej ;) Na ten moment nie zdradzam też, co się stało z wężami ani jak wygląda relacja tego stworzenia z Soltem. Wszystko się wyjaśni niebawem :)
      Ponownie bardzo dziękuję! U ciebie już byłam, lecz nie miałam zbyt wiele czasu, aby naskrobać jakiś sensowny komentarz - niebawem to nadrobię!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  18. Do czasu napisania matury rozszerzonej będę sobie tak czasem zaglądać i może w końcu dojdę do bycia na bieżąco ;D. Jednak nie chce robić sobie kolejnego roku przerwy, więc staram się ogarnąć fizykę z matmą. Muszę przyznać, że nawet całkiem mi idzie.
    Zwykle mam tak, że lubię męskie postacie w opowiadaniach i tu jest nie inaczej. Solter mimo swojej arogancji wygrywa z Maddie, która ma cechę, której nie znoszę. Nienawidzę wykorzystywania innych ludzi, a ona to bezwzględnie robi. Dziwi mnie, że Ben po raz kolejny dał się złapać. Jak mogą powrócić uczucia, kiedy on zaczyna jej grozić? Powrócą raczej nieszczere, udawane, aby tylko coś mieć w zamian. Wydawał się mądrzejszy od poprzedniego, ale jednak niekoniecznie. Na razie nie ma tu nic o tym, że Maddie pamięta węża, więc nie wiem czy nadal mają kontakt itd. Jeszcze, co do pomyłek: dając sobie prawo do nich, żyje nam się lepiej, bo nie obwiniamy się o każdą błąd i nie stresujemy się tym. Łatwiej przyjmujemy porażkę i łatwiej jest nam się podnieść po niej. Jeszcze, co do Soltera, to ciekawi mnie, jak tu trafił, ale pewnie opowiesz nam o tym w następnym rozdziale, a może po prostu w jakimś bliskim czasie lub dalszym. Czyżby ten wąż, to był ten, który kiedyś zabił tego chłopca? On go tu sprowadził? Może musiał uciekać, bo przecież matka tego chłopaka, obwiniła go o śmierć syna. Nie puściłaby tego płazem.

    "Ich zgromadzenie powodowało, że Solter zbyt łatwo się tracił skupienie." - niepotrzebne "się"

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matura najważniejsza :) Skup się na niej, a ja mocno trzymam za ciebie kciuki!
      To jest kolejna cecha, która nas łączy, bo ja też uwielbiam męskich bohaterów, a Solt należy do moich ulubieńców. Przez niego popadnę w samouwielbienie :D Co do Maddie masz całkowitą rację. Ona zdecydowanie wykorzystuje innych i w sumie wraz z biegiem czasu nie do końca ta cecha zostanie wyeliminowana.
      Ben trochę się pogubił. To bardziej desperacja w jego wykonaniu. Chciałby za wszelką cenę utrzymać przy sobie dziewczynę, a szantaż jest tylko drogą do realizacji tego celu. Jak widać - póki co skuteczny.
      Masz rację - błędy w życiu są ważne. Uczą nas, jak radzić sobie z porażką i przez nie stajemy się silniejsi. Maddie jednak tego tak nie postrzega. Wydaje jej się, że pomyłki są oznaką jedynie słabości i stara się ich unikać. Pytanie - jak długo będzie się to jej udawało?
      Co do Solta - kolejne rozdziały rozwieją wszelkie wątpliwości. Dlatego zapraszam do ich lektury i jednocześnie bardzo dziękuję ci, że znalazłaś chwilę i postanowiłaś poczytać :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  19. Hej!

    Już na wstępie pragnę zaznaczyć, że zazdroszczę Ci lekkości pisania! Po prostu wow. Uwiodło mnie "niechlujne" opieranie się o ścianę Benjamina. Nie pamiętam czy kiedyś słyszałam to słowo użyte w tym kontekście, ale bardzo mi się spodobało. Co również mi się spodobało to to, że widzimy od razu, iż Mads nie jest idealna. Gdzie jest mój Mark... aj, aj. Wracając do tematu. Jeszcze bardziej niż sama Mads zainteresował mnie Solter. Pewnie moja mama nie pochwaliłaby tego, że ostatnio pochłaniam kryminały i thrillery, ale lubię taki klimat i już, o.

    Overall, gratuluję wspaniałego talentu. Zapowiada się niesamowicie i już wiem, że gdyby to była książka to kupiłabym - byle dowiedzieć się jak to się rozwinie.

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)
      Tak, Maddie zdecydowanie idealna nie jest o czym jeszcze kiedyś będziecie mogli się przekonać.
      Pozdrawiam

      Usuń
  20. O mato, ta Maddie jest straszna. Nie wiem, czy mnie to cieszy czy nie, ale hm... to dobrze, że kiedy używasz słowa "bez skrupułów" to ona potem faktycznie taka jest, a nie tylko udaje. Chociaż mam nadzieję, że z okazji jej cwaniactwa i bezwzględnego zepsucia nie uczynisz z jej otoczenia bandy skretyniałych błaznów.
    Trochę tylko zastanawia mnie, dlaczego oni wszyscy mają tak wyjątkowe oczy - pojawił się kolejny o intensywnie niebieskich, nie ma już nikogo o hm... szaronijakich? ;p

    Chłopak od sztuk walki jest okej, da się go lubić. Rozumiem jego motywy i przekonania.

    Zauważyłam, że w przypadku tych dwóch postaci mamy podobny schemat zdarzenia - znajdują się w sali z lustrami, wykonują jakiejś szczególne zajęcie, potem ktoś im przerywa, pozbawiając równowagi. Tylko że od razu widać, że dziewczyna i chłopak znacząco się od siebie różnią, zastanawiam się, w którym kierunku to pójdzie.

    Przeszkadzały mi tylko powtórzenia, gdzieś tam po drodze możesz zwrócić na nie uwagę
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Maddie jest potworna, ale mam nadzieję, że z czasem uda się ją polubić ;)
      Spokojnie, właściciel szaronijakich tęczówek też się pojawi :D Ja sama po prostu najwięcej uwagi zwracam na oczy, więc mimowolnie przenoszę to też na opowiadanie. Nie spodziewałam się, że będzie to aż tak zauważalne, ale dziękuję, że o tym wspomniałaś :)
      Tak, w przypadku Maddie i Solta występuje dużo różnic, ale podobieństwa też jest łatwo wychwycić. Scena z dzieciństwa, motyw węża, teraz jeszcze te zdarzenia na sali ćwiczeń :) Jesteś spostrzegawcza i widać, że czytasz z uwagą. Bardzo ci za to dziękuję!
      Jestem szalenie wdzięczna za komentarz.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  21. W końcu jestem!
    W opisie Mistrza masz małe powtórzenie "wieku" i używasz dywizu zamiast pauzy/półpauz. A tak więcej nie dostrzegłam błędów. Piszesz bardzo ciekawie i lekko. Też bym tak chciała... Co wy robicie, że tak ładnie składacie zdania, że to wychodzi tak naturalnie? T.T
    Na razie lubie obu bohaterów, choć widzę, że Maddie jest bardziej bez skrupułów i patrzy tylko na siebie, wykorzystując ludzi oraz uczucia do własnych celów. Nie popieram tego, ale przynajmniej postać ma charakter, jest wyrazista. Nie skreślam jej od razu, chce poznać bliżej Maddie i wtedy ocenić ją. Za każdym charakterem stoi jakaś historia i to przez nią ukształtowały się pewne cechy.
    Solter... wydaje mi się być dobrym chłopakiem, który ciężko trenuje (choć jeszcze nie wiem dlaczego). Ma wyrzuty sumienia przez morderstwo, którego dokonał wąż w jego imieniu. Poniekąd współczuję chłopakowi, ale nie powinien aż tak bardzo się zadręczać. Niech sobie przypomni wszystkie chwile, gdzie Solter był gnębiony. Tutaj też nie popieram morderstwa, ale gówniarz zasłużył na kare. Karma to wredna żmija i do każdego przychodzi. No, ja w to przynajmniej wierze.
    Życzę weny i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do dywizów - wiem, ale piszę w blogerze, a tam, o ile wiem, nie da się ich od razu wstawiać. Przekopiowywanie z worda mija się z celem. Jeżeli zaś chodzi o powtórzenie tego wieku, to muszę sprawdzić, bo możliwe, ze mi to umknęło. Dziękuję za czujność!
      Tak, Maddie jest potworną egoistką i egocentryczką. Widzi tylko siebie, a innych wykorzystuje do spełnienia swoich celów. Wredna małpa z niej, ot co.
      O Solterze jeszcze będziesz miała okazję wyrobić sobie opinię, a raczej zmienić lub utwierdzić się w swoim przekonaniu odnośnie jego postaci.
      Bardzo dziękuję za komentarz! Był niezwykle budujący, a to mi się niezwykle przyda, bo cierpię na niedobór weny i czasu na pisanie :(
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  22. Anielsko :D
    Rozdział pierwszy bardzo mnie zadowolił, a zazwyczaj pierwsze dwa ciągną mi się, gdy coś czytam. Tutaj mogę śmiało powiedzieć: co tak krótko?
    Spodobało mi się to, że Maddie i Solt zostali ukazani, że nieco opisałaś ich ważniejsze fakty z życiorysu. Spodziewałam się po Prologu, że Mad wyrośnie na twardą dziewczynę, ale nie przypuszczałam, że na kobietkę, która łamie serca chłopaków, aby dojść do swojego celu :0 tym mnie zaskoczyłaś. Jeszcze za mało ją znam, aby powiedzieć, że jej nie lubię, i że jest okrutną suczą bez uczuć, która chodzi po trupach do celu. W zasadzie dzięki temu, że opisałaś to z Markiem, że nawet jej go żal było itd. to poczułam zrozumienie, ale zaskoczyła mnie tym, że rzuciła się na Benjamina. Aż mnie emocje noszą, co będzie się działo w następnych rozdziałach skoro teraz ma takie zachowanie, nie mówię, że. Ciekawie ją wykreowałaś, tak całkiem naturalnie ;)
    A co do Solta. Już wiem, że dodam go do listu książkowych mężów (mam na niej więcej mężów niż arabski Shake żon xD). Urzekł mnie wszystkim, co zrobił i czego doświadczył w tym rozdziale :3 już sobie mniej więcej nakreśliłam jego sylwetkę, charakter... i w dodatku wojownik (ach... i znów przypomina mi się mój Jace z Darów Anioła, przy okazji polecam tę książkę <3).
    Widać po Solcie, że wiele przeszedł i jakoś znalazł się w jakiejś Akademii(?) wojowników z prowadzącym go Mistrzem. Tego mistrza również polubiłam, choć niewiele o nim było.
    Ja się tu nakręcam i ich chwalę, a w kolejnych rozdziałach mogą mnie zaskoczyć :0 Mam nadzieję, że mój Solt (tak, już nie Twój xD) się nie zmieni. I będzie takim udręczonym życiem i koszmarami przystojniakiem jakim go dziś ujrzałam xD
    Humor mi się poprawił jak przeczytałam :D
    Lecę czytać dalej :3 Jestem niezmiernie ciekawa co to za Akademia!
    PS: Wychwyciłam jedno powtórzenie, kiedy pisałaś o Mistrzu, wyraz "wieku" się powtórzył. Choć może było to powtórzenie "bezsilne", jak je nazywam, bo czasami ciężko znaleźć synonim, lub po prostu go nie ma, heh.

    Pozdrawiam, weny i inspiracji ;*
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Chyba nikt się nie spodziewał, że takie niedobre stworzenie z tej Maddie wyrośnie, ale cieszę się, że jej kreacja cię nie odstraszyła, bo o to chyba nietrudno.
      Ej, ale poczekaj na Maraudera :D Przez niego wzięłam rozwód z Soltem i chyba przeboleję, że go przywłaszczyłaś :D Ale dobra, zamilknę i nie zdradzam zbyt wiele - sama do tego dojdziesz ;) Dary Anioła czytałam, oglądałam film i serial :D A w sekrecie powiem ci, że pierwotna wersja tego opowiadania miała do tej serii mocne nawiązanie. W tym wydaniu znacznie od tego odbiegłam :D
      Błędziora zaraz zlokalizuję i go zlikwiduję ;)
      Wielkie dzięki za wszystko!
      Pozdrawiam

      Usuń
  23. Dzień dobry, to znowu ja. :)
    Jak ja tęskniłam za Twoimi opisami... Naprawdę, uwielbiam je czytać. Może przy tamtym opowiadaniu już Ci kiedyś to mówiłam, ale proponowałabym częstsze robienie akapitów, bo takie ściany tekstu nie prezentują się dobrze, przynajmniej w moim odczuciu. Tak byłoby przejrzyściej i tak dalej, no ale to tylko taka sugestia z mojej strony.
    (- Mads, pomyłki są dla ludzi. Dlaczego robisz z nich coś niewybaczalnego?). Bardzo podoba mi się ta wypowiedź. Pasuje do zaistniałej sytuacji.
    Och, lubię postacie pokroju Marka, więc mi aniołka szkoda... A Maddie... ech, Maddie... Ciekawe, jak potoczy się sprawa z Benjaminem.
    Po prologu bardziej byłam zainteresowana wątkiem Soltera. Zobaczymy, czy rozdział mnie przy tym utrzyma, czy może zmienię zdanie.
    Uwielbiam retrospekcje... Zwłaszcza gdy związane są z czyimiś wyrzutami sumienia. Nie są one wtedy takie suche, tylko powiedziane, ale namacalne. Niezależnie od tego, jaki był ten chłopiec zabity przez węża... w ogóle wszelcy złoczyńcy, nie sposób nie współczuć matce.
    Uwielbiam takie mądrości Mistrzów... i to jak są potem mordowani (można na to liczyć?XD), a potem następuje historyczna chwila, gdy uczeń pzerasta Mistrza, mści go, takie tam...
    Może to dobrze, że właśnie spokojniejszy. Mamy wstęp, przedstawienie dorosłych (?), ale chyba nie do końca jeszcze dojrzałych, bohaterów.
    Do następnego,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam się ślicznie :D
      Nawet nie wiem, jak mi miło! Tak, masz rację, częstsze akapity to chyba coś nad czym muszę popracować. W wolnej chwili sobie wrócę do tych wcześniejszych rozdziałów i sobie przeanalizuję.
      Haha, nie zdradzam, co spotka Daskalla, choć przyznam, że początkowo miałam względem niego inne plany, a teraz one nieco się zmieniły, niekoniecznie w dobrą stronę :D
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń

Archiwum bloga