środa, 10 lutego 2016

Rozdział 2

Madeleine

Był późny wieczór, kiedy opuściła salę treningową należącą do teatru i postanowiła wrócić do domu. Ben zaproponował, że może ją odprowadzić, ale ona szybko wybiła mu ten pomysł z głowy, zapewniając, że nie potrzebuje żadnego ochroniarza. Wyśmiała go, ośmieszyła, a on nadal patrzył na nią z tak wielką nadzieją... Idiota. Dziewczyna nie chciała jego towarzystwa. Pragnęła, aby mężczyzna zwyczajnie o niej zapomniał raz na zawsze. Jednak nie było to wcale takie łatwe. Wszystko, co między nimi się wydarzyło w jednej z szatni, sprawiło, że w Benjaminie na nowo odżyły uczucia, które dziewczyna do tej pory tak usilnie starała się w nim zagasić. Wysiłki, jakie czyniła, poszły na marne.
Maddie szła powoli dobrze znanymi sobie uliczkami, dźwigając na ramieniu sportową torbę i wystukując obcasami stały rytm na brukowanej dróżce. Dziewczyna zastanawiała się, czy po powrocie do domu zastanie ojca, z którym wciąż dzieliła mieszkanie. Tak, dumna i niezależna Madeleine nadal żyła na garnuszku rodzica. Jednak takie zachowanie wcale nie wynikało z braku funduszy na zakup własnego kąta, ale raczej z lenistwa. Mads cieszyła się, że sama nie musi sprzątać, opłacać rachunków ani wykonywać innych czynności związanych z prowadzeniem gospodarstwa domowego. To wszystko robił za nią ojciec, a gdyby tego było mało, jego samego w mieszkaniu praktycznie nie było. Pojawiał się tylko po to, aby wykonać swoje obowiązki i znikał. Żył jak duch. Mężczyzna od chwili śmierci swojej żony, poświęcił się całkowicie pracy. Często brał na siebie nocki, które odsypiał w ciągu dnia, nie widując się zbyt często z córką. Maddie początkowo, jako pięcioletnie dziecko, buntowała się przeciw takim praktykom. Pomimo opieki, jaką przez jakiś czas sprawowała nad nią babcia, dziewczynka czuła się samotna, zapomniana, pozostawiona sama sobie. Przerażało ją to, że jednego dnia straciła matkę, a kolejnego ojciec całkiem się od niej odsunął, jakby karząc za jakieś przewinienie. Nie rozumiała tego.
Zrozumienie przyszło z czasem. Mijały lata i w końcu dziewczynka pojęła, że rodzic właśnie w ten sposób radził sobie z poczuciem straty. Dlatego też dłużej nie protestowała, nie prosiła go, aby został z nią w domu, choć ona sama też ciężko znosiła żałobę. Często zamykała się w pokoju i tam w odosobnieniu wylewała swoje żale. Płakała żałośnie i krzyczała, lecz nikt jej nie słyszał. Nikt nie przyszedł z pocieszeniem. Ojca nie było, a babcia nie potrafiła do niej dotrzeć. Dziewczynka nikogo do siebie nie dopuszczała. W końcu upływ czasu zatarł w jej pamięci obraz matki. Pozbawił smutku, zastępując go gniewem. Maddie nie pielęgnowała wspomnień o rodzicielce, wszystkie bez wyjątku pochłonęła lodowata furia. Przykre doświadczenia spowodowały, że zmieniła się w całkiem inną osobę. Przestała się starać o cokolwiek i stała się taka... Bezwzględna. Tak, dokładnie tego słowa użył Benjamin podczas którejś z ich licznych kłótni, a ona zaakceptowała je bez mrugnięcia okiem.
Ben. Maddie uznała, że chłopak jest jeszcze głupszy, niż oceniła go za pierwszym razem. Bez trudu owinęła go ponownie wokół palca. Było to ryzykowne, bo, owszem, Benjamin mógł jej poważnie zaszkodzić. W końcu to dzięki niemu, dziewczyna mogła realizować swoje marzenia. Młody mężczyzna miał też możliwości, aby bez trudu pozbawić ją złudzeń. Jednak Madeleine posiadała swoje metody, dzięki którym tymczasowo zażegnała niebezpieczeństwo. Idiota był w nią ślepo wpatrzony i zrobiłby wszystko, byle ona dała im chociaż jeszcze jedną szansę. Aby go uspokoić, wystarczył tylko jeden pocałunek oraz kilka namiętnych pieszczot. Typowy facet! Choć był dużo bardziej cwany od Marka, któremu domyślenie się prawdy zajęło znacznie więcej czasu. Madeleine zmrużyła oczy, próbując domyślić się, kto mógł powiedzieć Benjaminowi prawdę o jej byłym partnerze. Bez dwóch zdań obstawiała którąś z dziewczyn, którym nie udało się otrzymać angażu w kolejnym przedstawieniu. Każda z nich była zazdrosna o względy, jakie posiadała Maddie. Tak, to był zdecydowanie dobry pretekst. Postanowiła, że będzie musiała to z nimi wyjaśnić.
- Jeszcze mnie popamiętają. Podłe zdziry - mruknęła sama do siebie i dokładniej otuliła się szalem, pragnąc uchronić się przed lodowatymi podmuchami wiatru, które jakby nagle zwiększyły swoją intensywność.
Maddie nienawidziła zimy, na szczęście znajdowała się już całkiem niedaleko mieszkania. Musiała jeszcze przejść przez główną ulicę, a potem już tylko przez zaułek dostać się na obszar blokowiska.  Robiła to każdego dnia, gdy wracała z teatru. Jednak tym razem coś napawało ją niepokojem. Irracjonalny lęk wypełnił jej serce chłodem znacznie dotkliwszym, niż temperatura powietrza. Dziewczyna przyspieszyła kroku, rozglądając się uważnie dookoła. Nie zauważyła nic niepokojącego. Może tylko jedna z nielicznych, ulicznych latarni zamigotała złowrogo i zgasła, okrywając świat ciemnością. Maddie nie przejmowała się takimi rzeczami. Od dziecka doskonale radziła sobie również bez światła. 
- Madeleine...
Dziewczyna zamarła w bezruchu, słysząc przeciągły świst wiatru, który uformował dźwięk, do złudzenia podobny do brzmienia jej imienia. Nie uwierzyła. W pierwszej chwili myślała, że zwyczajnie się przesłyszała albo że zmęczony umysł płatał jej figla. Przecież to było niemożliwe! A jednak szum się powtórzył. Zabrzmiał znacznie donośniej i bardziej dokładniej, jakby źródło, z którego pochodził, zmieniało swoją lokalizację i nieubłaganie się do niej zbliżało. Madeleine postanowiła nie dać się zwariować. Zawsze postępowała w sposób racjonalny, do wszystkiego podchodziła na chłodno, więc również teraz nie zamierzała dopuścić do głosu emocji. Pokręciła głową z niedowierzaniem, odetchnęła nieco głębiej, po czym zmrużyła oczy, wpatrując się z uwagą w wąskie przejście między dwoma leciwymi budynkami.
- Ktoś tam jest? - zawołała. Nabrała tyle odwagi, że udało jej się wykonać kilka, niepewnych kroków w stronę potencjalnego niebezpieczeństwa. I nic. Nikt nie wyskoczył zza zaułka z zamiarem ataku. Nikt się nie ujawnił. Dziewczyna pokonała jeszcze kilka metrów, aby upewnić się, że tak naprawdę nic jej nie grozi, ale wtedy jakby nagle coś się zmieniło. Wiatr, który do tej pory był prawie niewyczuwalny, nasilił swoje podmuchy. Maddie musiała pochylić głowę, ale nawet to niewiele pomogło. Nie potrafiła przezwyciężyć niewidzialnej siły, która zdawała się z niej zwyczajnie kpić. Potężna wichura brutalnie szarpała na miedziane włosy dziewczyny, posyłała w jej oczy garści piachu oraz odbierała oddech. Sprawiła, że Madeleine przymknęła powieki i po omacku musiała wycofać się pod ścianę. Kiedy tylko oparła się plecami o mur, wszystko jakby ucichło. Cisza ta jednak wcale nie przyniosła ulgi. Była zapowiedzią czegoś znacznie gorszego.

Solter

Noc w końcu przestała niepodzielnie królować nad miastem. Odeszła z dumą, choć nieco naburmuszona, zabierając swoich towarzyszy - senne koszmary, którymi gnębiła mieszkańców Yelloy. W jej miejsce natychmiast nastał świt, niosąc za sobą zapowiedź dnia. Spowodował, że kolejne osoby, przebywające do tej pory w objęciach Morfeusza, nieśmiało przeciągały się w swoich łóżkach, powoli pozbywając się z powiek resztek snu i przygotowując się do podjęcia swoich codziennych obowiązków. Wszystko działo się według stałego rytmu, któremu każdy ulegał... Nie, nie każdy. Dwie postaci, skryte w jednej z sal treningowych, zdawały się być niewzruszone wobec tego cyklu. Pewien uczeń i jego mentor zakpili z nocy, przypisując jej atuty dnia.
Światło padające z kilku, nieco zakurzonych i brzęczących cicho jarzeniówek, stopniowo zmniejszyło swoją intensywność. Zostało skutecznie przyćmione przez promienie wschodzącego słońca, jakie przedostawały się do wewnątrz pomieszczenia przez jedno z okien sali. Jedno, bo reszta nadal pozostawała zasłonięta ciemnymi żaluzjami, przez które płomyki nie miały szansy się przedostać. Te, które skorzystały z dostępnej sposobności, padły bezwładnie na plecy mężczyzny siedzącego na parapecie, po czym pomknęły dalej, oświetlając postać młodego chłopaka, stojącego w centralnej części pomieszczenia.
Młodzieniec przez chwilę tkwił bez ruchu, ciężko oddychając. Patrzył na własne odbicie w ogromnym, ściennym lustrze. Robił to z pewną rezerwą i ogromną niechęcią. Wcale nie podobało mu się to, co dostrzegał przed sobą, a widział znacznie więcej niż postronny obserwator. Dostrzegał słabość oraz to cholerne poczucie winy, które towarzyszyło mu dzień w dzień i prześladowało nawet w nocy. Tak bardzo chciałby się go pozbyć!
Solter wahał się tylko przed kilka sekund, a potem mocniej ścisnął rękojeść ostrza, które trzymał w dłoni i wykonał szybkie, agresywne pchnięcie, markując cios w stronę własnego odbicia. Wcale na tym nie poprzestał. Atakował raz za razem, a strużki potu zaczęły spływać po jego czole i znaczyły wilgotnymi strużkami ładnie umięśnione ciało.
Chłopak zawsze trenował ciężko, niekiedy faktycznie odnajdując pocieszenie w wysiłku fizycznym. Jednak nigdy nie przesadzał z ćwiczeniami. Znał umiar, a raczej miał to szczęście, że otaczali go ludzie, którzy potrafili go kontrolować.
Tym razem poczynaniom ucznia przyglądał się stary Mistrz. Daskall towarzyszył chłopakowi, choć nie do końca popierał postawę, jaką przybierał młodzieniec. Znał go jednak na tyle, aby wiedzieć, że ten nie odpuści i nie wróci do własnego pokoju, a raczej spełni polecenie bez szemrania, lecz ponownie wymknie się z sypialni przy najbliższej okazji. Próba sprowadzenia chłopaka do parteru w takich okolicznościach mijała się z celem. Solt wykazywał się posłuszeństwem. Na ogół. Niekiedy. Wtedy, kiedy wydawało mu się to słuszne. Chłopak otwarcie nie sprzeciwiał się panującym regułom, ale czasami wierzył bardziej we własne prawdy, niż ścisłe procedury. Kierował się intuicją, co często pakowało go w niewyobrażalne kłopoty. Tak, chłopak był impulsywny. Był emocjonalny, gwałtowny, lekkomyślny, porywczy. Czasami ciężko przychodziło mu podporządkowanie się poleceniom, ale przez lata uczył się pokory. Ćwiczył cierpliwość, szlifował umiejętność słuchania innych i uznania ich wyższości. Nie było to łatwe, ale dawało zauważalne efekty. 
Daskall widział, jak uczeń napina mięśnie, zaciska szczękę, uważnie stawia wyuczone kroki, pewnie wykonuje kolejne wypady. I czuł dumę. Starzec był dumny z postępów swojego podopiecznego. Zwłaszcza, że pamiętał, ile trudu sam włożył w to, aby pozyskać zaufanie wycofanego i przerażonego chłopca, jakim był Solter podczas ich pierwszego spotkania. To stanowiło przeszłość. Solt zmienił się, choć mężczyzna wiedział, że chłopak jeszcze nie wszystko sobie wybaczył. Wyrzuty sumienia pojawiały się w oczach blondyna, aż nazbyt często i być może nigdy nie miały zniknąć. Jednak z tym uczeń musiał radzić sobie sam. Daskall nie mógł mu pomóc, choćby bardzo tego pragnął. Pozostała mu tylko czujna obserwacja i pilnowanie, aby chłopak zbytnio nie pobłądził. To właśnie stary Mistrz nieprzerwanie czynił.
Obok starca, na marmurowej płycie, spoczywał wąż. Zwierzę wygrzewało się w promykach wschodzącego słońca i kompletnie nie przejmowało się otaczającą go rzeczywistością. No, niezupełnie. Gad spał spokojnie, ale w pewnym momencie coś wyrwało go ze snu. Nagły brzdęk, jaki towarzyszył zderzeniu ostrza z posadzką, sprawił, że stworzenie uniosło nieco łeb, z zaciekawieniem spoglądając na wyczyny swojego pana. Było zaintrygowane, nieco zaniepokojone, ale pomimo swoich starań, nie mogło dostrzec zbyt wiele. Widziało tylko broń leżącą na ziemi i plecy chłopaka, gdyż ten stał do niego tyłem. Dopiero kiedy wychylił się mocniej, mógł spojrzeć na lustro, które znajdowało się tuż przed Solterem, a tam, w szklanej powierzchni, wyraźnie odbijało się zmęczenie, jakie doskwierało młodzieńcowi. Zmęczenie i nie tylko ono. Na twarzy młodego człowieka rysowało się coś jeszcze, czego zwierzę nie potrafiło określić. Przekraczało to jego zdolności rozpoznawcze. 
Wąż, widząc i analizując to wszystko, uniósł łeb jeszcze wyżej i zasyczał cichutko, jakby zadając pytanie, którego nikt poza Soltem nie miał prawa zrozumieć.
- Nie, nic mi nie jest, Finder - odpowiedział spokojnie, nadal nie patrząc w stronę swojego ulubieńca. Wiedział, że zwierzak, na swój dziwny sposób, tak okazuje zaniepokojenie. Zupełnie niepotrzebnie.
Wąż nie dał się nabrać. Jego syk ponownie zabrzmiał w sali, bardziej nagląco i karcąco, ale tym razem został zignorowany przez chłopca. Solter zamknął oczy, wczytując się we własne odczucia. Bezskutecznie. Zastał tam tylko potworną plątaninę, której nie potrafił ułożyć w coś bardziej logicznego. Potrafił wysupłać z niej jedynie pojedyncze emocje. Gniew. Tak, wściekłość dominowała nad wszystkim. Solt był zły sam na siebie za to, że odczuwał tak wielką słabość. Powinien być silniejszy... A tymczasem nie potrafił nawet powstrzymać złych snów i pozwolił się im spętać. Młody uczeń czuł się zniewolony od wielu lat.
Dosyć, pomyślał, po czym z trudem otrząsnął się z dziwnego stanu, bliskiego letargu. Schylił się i podniósł upuszczone ostrze, a potem powoli zbliżył się do starca. Miał mnóstwo pytań. Sam nie wiedział, które z nich powinien zadać najpierw, dlatego stał, dając się pokonać niezręcznej ciszy. Daskall wcale mu nie pomógł. W ogóle nie zareagował - utkwił wzrok w krajobrazie zza oknem, jakby w pomieszczeniu nie znajdował się nikt poza nim. Testował cierpliwość ucznia, który w końcu postanowił przerwać pakt milczenia. 
- Mistrzu, widzę, że jesteś zaniepokojony. - Chłopak przez chwilę spoglądał na starszego mężczyznę, ale szybko odwrócił wzrok, zbyt speszony własną zuchwałością. Nie miał przecież prawa wypominać własnemu mentorowi braku skupienia. Daskall zwrócił się w stronę Solta, ale jego mina nadal pozostawała nieprzenikniona. 
- Równowaga przechyla się w stronę ciemności, chłopcze - wytłumaczył, ważąc każde słowo. - Mrok rośnie w siłę z dnia na dzień i staje się dominujący. W takich okolicznościach nawet najtwardsze serca drżą z niepokoju.
Solter zamyślił się nad słowami starszego mężczyzny. Czy rzeczywiście to było przyczyną zmartwień Mistrza? A może Daskall coś przed nim ukrywał? Coś w tym wszystkim nie pasowało. To ta odpowiedź - to ona była wieloznaczna. Mogła dotyczyć czegokolwiek albo niczego. Solt potrzebował konkretów. Chłopak spróbował znowu pokonać niewidzialną ścianę, jaka oddzielała go od emocji mentora, ale nieudolnie. Daskall był odporny na wszelkie działania związanymi z mentalnymi umiejętnościami swoich uczniów, potrafił je blokować i nie sprawiało mu to najmniejszego problemu. Soltowi ciężko było się z tym pogodzić. Wyczuwanie emocji innych, choć często bardzo uciążliwe, stanowiło też ogromną przewagę nad przeciwnikiem podczas walki... lub dyskusji.
- Niepokój, Mistrzu? - pragnął, aby mężczyzna pociągnął ten temat. Aby wyjaśnił mu wszystko.
- To takie uczucie, Solt - zaczął tłumaczyć Daskall, choć doskonale wiedział, że chłopak nie to chce usłyszeć. - Należy je pokonywać raz za razem, aby nie przejęło całkowicie kontroli nad nami samymi.
Solter pokręcił głową, nie akceptując takiej odpowiedzi. Nie mógł tego pojąć. Przecież przez wiele lat był przyzwyczajany do działania w stresogennych sytuacjach, a teraz sam Mistrz przyznaje się do własnego lęku? Tak nie powinno być!
- Wiem, co to strach, Mistrzu, lecz wcale go nie odczuwam - odparł odważnie, po czym wyciągnął dłoń i niespiesznie pogładził aksamitną skórę węża. Gad zmrużył ślepia, z przyjemnością poddając się pieszczocie. Cieszył się, bo przecież chłopak tak rzadko okazywał mu cieplejsze uczucia. Owszem, nadal traktował go jako przyjaciela, ale od czasu wypadku ich relacje uległy dramatycznej zmianie. Solter coraz częściej traktował obecność zwierzęcia w swoim życiu jako swoistą karę. 
- Niedostrzeganie własnego lęku jest niebezpieczne, chłopcze - pouczył Daskall, z uwagą śledząc poczynania swojego ucznia. Nie od dziś nurtowała go ta tajemnicza więź, która łączyła młodego mężczyznę z tym konkretnym wężem. Solt potrafił porozumiewać się z każdym przedstawicielem tej rasy, ale z żadnym nie nawiązał tak nietypowych relacji. Było to dziwne i z całą pewnością zastanawiające. Daskall do tej pory nie zdołał rozwiązać tej zagadki.
- Nie mogę się bać - zaprzeczył młodzieniec i odsunął się na kilka kroków, ignorując żałosne syknięcie, które wydał z siebie wąż, kiedy zniknęła głaszcząca go ręka. - Jestem wojownikiem, żołnierzem. Jestem...
- Jesteś człowiekiem, Solt.
Chłopak zmrużył oczy, walcząc z odczuwaną złością. Nie zgadzał się ze słowami Mistrza. Czy nie wystarczająco wiele razy udowodnił, że nie jest tylko człowiekiem? Że powłoka cielesna wcale go nie ogranicza? Że stać go na znacznie więcej?
- Widzę, że cię zezłościłem - zauważył Daskall. - Nie kryj swoich uczuć, Solt. To niszczące i nieodpowiednie.
- To nie tak...
- A właśnie, że tak! Właśnie, że tak! - zawołał starzec i uśmiechnął dobrotliwie, natomiast w jego oczach błysnęło rozbawienie. - Jesteś wściekły, mój chłopcze. Boli cię to, że cię nie doceniam. Chciałbyś wykrzyczeć mi to prosto w twarz, ale wiesz dobrze, że różnice statusu ci na to nie pozwalają, więc jedynie zagryzasz język i w milczeniu przeżuwasz wszystkie słowa, jakimi chciałbyś mnie uraczyć. Spójrz na swoje dłonie. Czemuż są tak mocno zaciśnięte, czemuż mięśnie napinasz tak bardzo, skoro twierdzisz, żeś spokojny?
- Ja...
- Gniew nie jest dobrą drogą, chłopcze. Ty, który czytasz emocje innych, powinieneś być tego najbardziej świadom.
Chłopak natychmiast rozprostował palce, ale był to raczej gest nieświadomy, niezamierzony, a w każdym razie zdecydowanie spóźniony. Mistrz i tak zdążył już wychwycić wszystko, co chciał. Solt spojrzał na nauczyciela z pewną pokorą, którą szybko zastąpiła rezygnacja. Udawanie nie miało znaczenia, jeżeli chodziło o kontakty z Daskallem. Starzec żył już tak długo, tak wiele widział, że odczytanie poszczególnych osób nie sprawiało mu problemu. Nie potrzebował do tego niezwykłego talentu. Nawet bez tego potrafił przejrzeć każdego, jakby czytał z otwartej księgi. 
- Staram się nad nim panować, lecz to nie zawsze działa - wyznał Solt, starając się ukryć własne zażenowanie. Przyznanie się do własnych słabości zawsze sprawiało mu mnóstwo trudności. - Nie wiem, co mógłbym robić więcej poza próbowaniem. To wszystko mnie przerasta.
- Pytasz, co robić? - Daskall uśmiechnął się łagodnie, widząc pełną rezygnacji postawę Soltera. - Nie złość się na mnie, chłopcze. To na początek powinno wystarczyć. Wiesz dobrze, że pragnę jedynie twojego dobra. Nie zawsze okazuję to właściwie, ale duma rozpiera moje serce za każdym razem, gdy obserwuję twoje próby i cieszę się z twoich sukcesów.
- Wiem, wiem. Ja jestem tego wszystkiego świadom, Mistrzu. Tylko że czasami jest mi po prostu ciężko.
Daskall obdarzył go uważnym spojrzeniem. Przez chwilę zastanawiał się, czy może złożyć na barki tak młodego człowieka niewyobrażalny ciężar i obdarzyć podobną presją. W końcu uznał, że Solt nie jest na to jeszcze gotowy. Chłopak wciąż był niestabilny. Mógł wyrządzić mnóstwo szkód... Tak, bilans zysków i strat w tym przypadku nie pozostawiał złudzeń. W drugiej strony nie mieli tyle czasu, aby czekać w nieskończoność. Część prawdy musiała zostać wyjawiona.
- To trudne czasy i skłamałbym, mówiąc, że kiedyś będzie łatwiej - rozpoczął Mistrz, wciąż targany wątpliwościami, co do słuszności dokonanego wyboru. Jednak nie mieli wyjścia. Solt był ich nadzieją. Nadzieją, która miała uratować wszystko lub pogrążyć świat w mroku. - Posłuchaj mnie uważnie, chłopcze. Musisz być silny, bo przed tobą roztacza się zadanie, od którego zależy przyszłość nas wszystkich.



Przedstawiam rozdział drugi. Co o nim myślę? Chyba wolę powstrzymać się na ten moment od komentarza. Przyznam tylko, że po raz pierwszy od bardzo dawna rozpisałam się aż na taką skalę. Może spowodowane jest to tym, że rozdział tworzyłam w jednej z takich chwil, podczas których wena łaskawie zechciała ze mną współpracować. Chyba nawet ona cieszy się, że wszelkie egzaminy są już za mną i nic jej nie ogranicza ;) No dobrze. Kończę swój wywód i z niecierpliwością czekam na wasze opinie. 
PS. Mała prywata. Jakby ktoś kiedyś się nudził, to zapraszam też na bloga z moimi zdjęciami zwierzaków. Jest to dziedzina foto, którą zainteresowałam się całkiem niedawno, więc można uznać, że stawiam na tym gruncie pierwsze kroki ;) PhotoDoggie 

44 komentarze:

  1. Twój drugi rozdział zachwycił mnie opisami. Nie wiem czy w poprzednim rozdziale i prologu, te opisy nie były aż tak rozbudowane, czy po prostu nie zwróciłam na nie uwagi. Tutaj mnie urzekły. Zwłaszcza ten opis wieczornego powrotu Maddie do domu i tego niesamowitego wiatru, który swoją drogą nie mam pojęcia skąd się wziął. W perspektywie kobiety przedstawiłaś szalejące zjawisko atmosferyczne a w perspektywie Solta „ciszę po burzy” i wschodzące słońce. Tak mi się to pięknie zgrało i tak mi się to spodobało, że musiałam o tym napisać.
    Perspektywa Maddie była dla mnie za krótka. I to do tego jeszcze przerwana w takim momencie. Zastanawiam się, czego zwiastunem była ta cała sytuacja, w której miała możliwość uczestniczyć dziewczyna. Wierzę, że to ma głębsze dno i ubolewam, że na wyjaśnienie tego, muszę czekać aż do kolejnego rozdziału.
    Daskall zaufał Solterowi i powierzył mu ważne zadanie. Nawet bardzo ważne zadanie. Zastanawiam się, jaka będzie w tym jego rola i jak w to wszystko zostanie wplątana Maddie, bo w to, że wplątana zostanie nie mam złudzeń. Chyba jeszcze nie pisałam, że bardzo podoba mi się zdolność mężczyzny. Czytanie emocji innych jest równie ekscytujące jak widzenie w ciemności. Z drugiej strony ta pierwsza zdolność, może być po pewnym czasie męcząca, druga zaś bardziej uniwersalna.
    Z niecierpliwością czekam na dalsze losy Twoich bohaterów.
    Życzę mnóstwo weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję!
      Osobiście zawsze zwracam uwagę na opisy u innych, a i u siebie staram się ciągle nad nimi pracować, co czasem wychodzi lepiej, a czasami gorzej. W przypadku tego rozdziału jestem z nich raczej zadowolona - jeżeli chodzi o poprzednie, faktycznie mogło ich być trochę za mało.
      Za krótka? Może rzeczywiście, ale pisałam ją jako drugą i prawdopodobnie źle wyważyłam jej objętość w stosunku do perspektywy Soltera. Jednak zakończyłam to zgodnie ze swoimi planami, bowiem nie chcę zdradzać od razu wszystkiego.
      Solt będzie musiał powalczyć trochę sam ze sobą i swoimi słabościami, ale o co konkretnie chodzi - nie zdradzam. W każdym razie kilka istotnych spraw będzie od niego zależeć.
      Co do wyczuwania zdolności innych - zapewniam, że i to może być bardzo męczące, a nawet bardziej niż umiejętność Maddie. Zresztą sami przekonacie się o tym całkiem niedługo :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Skopiowałam twój rozdział na worda by zwyczajnie nie tracić internetu w telefonie i tak szczerze? Przyjemniej mi się go czytało w pokojowym zaciszu bez zmartwień,że skończę swoją karierę w połowie czytania. Dodam jeszcze tak szybko: dzięki części z udziałem Maddie wiem mniej więcej jak mam zacząć 3 rozdział. Wracając do tematyki rozdziału... Maddie zachowuje się jak suka,dosłownie. Bawi się Benem i pewnie będzie tak robić z innymi o ile jacyś będą. Ale to już zostawiam tobie. Jednak nie obwiniam jej za jej zachowanie,bo przecież dużo przeżyła w dzieciństwie-strata matki,a potem ojciec się od niej odwrócił-to może małe usprawiedliwienie,ale jest. Też nie lubię Zimy. Co do głosu,który słyszała idąc do domu...to aż sama się wzdrygnęłam. Maddie jest strasznie odważna,co u mnie plusuje,bo ja albo bym zwiewała gdzie pieprz rośnie albo bym postąpiła tak jak bohterk tyle że jakby co do czego przyszło to bym miała nogi jak z waty. Ale to takie moje przemyślenia. Z początku jak głos się odezwał myślałam że to wąż.

    Solt to inna bajka. Tak mi się przynajmniej zdaje. Skrywanie swoich uczuć emocji i całej reszty jest bardzo niebezpieczne. Nawet dla kogoś takiego jak Soltier. Rozumiem go. Ma ważne zadanie na barkach przed sobą i jesr zagubiony. Pewnie chciałby choć na chwilę zniknąć ze świata by odpocząć. Nie dziwię się,bo kto normalny by nie chciał? Moim zdaniem nie potrzebnie wytkali mu że jest (jak ja to lubię nazywać) 'only human'.
    No cóż warto było tyle czekać na twoją twórczość. Życzę dużo weny na kolejne rozdziały i zaprasam do siebie (link z nowością zostawiłam w spamowniku jeśli jeszcze nie zajrzałaś) 💖

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że cię natchnęłam, nawet jeżeli całkiem nieświadomie :D
      Co do Maddie... Fakt, miała ciężkie dzieciństwo, ale czy to uprawnia ją do traktowania ludzi w taki sposób? Ja bym jej usilnie nie broniła, choć rozumiem też, że w pewnych sytuacjach może budzić współczucie ;) I tak, ona jest odważna, co nie do końca jest zaletą, ale o tym już niedługo...
      Solt jest trudny. Tak trudny, że sam ze sobą nie potrafi sobie poradzić. Ma natłok myśli, niezwykły dar niczego nie ułatwia, a przyszłe zadanie również do najłatwiejszych należeć nie będzie.
      Jednak co do tego "only human"... Nie uważam, żeby byłoby to niepotrzebne. Bo jednak Solt potrzebuje kogoś kto go utemperuje. On sam ma ogromne ambicje i zbyt wiele wymaga od samego siebie. Czasami dobrze, aby ktoś sprowadził go na ziemię ;)
      Bardzo dziękuję za komentarz i już biegnę do ciebie. Dobrze, że dałaś mi znać, bo przyznam szczerze, że miałam wpaść do ciebie już wczoraj, ale zwyczajnie wyleciało mi to z głowy.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. A no widzisz? Wiem że nie powinnam jej tak bronić ale taki odruch serca ;)

      Usuń
    3. Wiem, rozumiem ;) Mi samej niekiedy jest jej żal, ale nie zmienia to faktu, że Maddie sama jest sobie winna.

      Usuń
  3. Rozdział bardzo mi się podobał. Ok, maddie miała ciężkie dzieciństwo i z pewnością taki, a nie inny sposob postępowania nie wziął sie ot tak, ale powinna sobie uzmysłowić, ze nieco przesadza i nie zwalać winy na koleżanki ;). Solter chyba nie do końca sobie radzi ze swoimi mocami i uczuciami, ciesze sie, ze jego nauczyciel powiedział to, czego obawiał sie wypowiedzieć chłopak. Zwycięstwo nie polega jedynie na wygraniu pojedynczego pojedynku... Zastanawia mnie takze zażyłość miedzy S a jego wężem, myslalam, ze to norma, a tutaj się okazuje, ze niekoniecznie. Nie moge sie doczekać, kiedy po raz pierwszy głowni bohaterowie sie spotkają i w jakich to bedzie okolicznościach. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maddie jest potworną egocentryczką i w życiu nie przeszłoby jej przez myśl, że może to jednak ona zachowała się niewłaściwie i doświadczyła Benowi pewnych dowodów. Zwalanie winy na innych jest dużo łatwiejsze. Nie ma co za bardzo usprawiedliwiać, bo może i miała trudną przeszłość, ale to nie daje jej prawa do zachowywania się w taki sposób.
      Co do Solta, to masz rację, ale o tym będzie jeszcze w kolejnych rozdziałach, więc tutaj nic więcej nie zdradzam ;)
      Bardzo dziękuję!
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Cześć! Nawet nie wiesz, jak szybko czyta mi się Twoje rozdziały. Miałam wrażenie, że to jakieś 1000 słów, więc sprawdzam i oczom nie wierzę, bo prawie trzy razy więcej. Sama nie wiem, kiedy pochłonęłam to, co napisałaś. Zaskoczona jestem, ponieważ większość tego rozdziału to opisy. Wiem, wiem — opisy są cholernie ważne, ale też cholernie trudne i łatwo na nich zanudzić czytelnika. Ty mnie nie zanudziłaś ani na chwilę, wiec biję pokłony, bo sama dość często z tymi opisami walczę!
    Madeleine naprawdę jest bezwzględna, skoro znów, po raz enty, owinęła sobie faceta wokół paluszka. I to drugi raz tego samego. Gość musi naprawdę ją kochać, a ona naprawdę musi nie mieć współczucia, aby tak go wykorzystywać. Poznałam też nieco jej kontakty z rodziną po śmierci matki, ale nadal nie ma nic o wężu, co mnie tak bardzo trapi. I ta tajemnicza końcówka. Nie mam pojęcia, co tam się stało i z niecierpliwością czekam na wyjaśnienie.
    Solter za to coraz bardziej zdobywa moją sympatię. Jest takim bohaterem, który chce dać z siebie więcej niż może. I to mi się w nim podoba. Oddaje całego siebie w tym, co robi i chce poczuć się doceniony. Dobrze, że ma mentora, który jakoś pomaga mu to wszystko okiełznać i nauczyć oraz czasami postawić do pionu, gdy straci nad sobą panowanie. I sytuacja z wężem. Nie dziwię się, że ich stosunki się zmieniły. W końcu tamta sytuacja bardzo namieszała w życiu Solta.
    Czekam na kolejny i życzę mnóstwa weny. Na bloga z pieskami weszłam, zdjęcia są urocze, ale #brakczasunakomentarzagain. Pozdrawiam!
    CM Pattzy

    http://niewinne-grzechy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że tak pozytywnie odbierasz te moje twory :) I masz rację, opisy to rzecz ważna, ale też bardzo trudna. Ja cały czas nad nimi pracuję i cieszę się, że daje to widoczne efekty!
      Tak, Ben bardzo kocha Maddie, choć ona absolutnie na to nie zasługuje. Jest zimna i bezwzględna. Potworna egocentryczka. A co do węża... pojawi się on całkiem niedługo. Cierpliwości ;)
      Solt ma ogromne ambicje, dlatego potrzebuje kogoś, kto będzie nad nim panować i czasami szepnie mu do ucha, że już wystarczy i należy odpuścić. Od tego właśnie jest Daskall, który zawsze mu pomoże ;)
      A wąż... Cóż, on nie jest tu nic winny, ale nieświadomie skomplikował życie swojego pana i nie tak łatwo przejść z tym do codzienności.
      A brakiem komentarza na blogu ze zdjęciami się nie przejmuj :) Bardziej chodziło mi o to, żeby ludzie mogli sobie tam wejść, obejrzeć, skomentować, gdy wybitnie im się coś spodoba lub też będą mieli jakieś techniczne uwagi. Także i tak miło mi, że tam zajrzałaś :)
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  5. Rozdział naprawdę świetny, dzięki opisom uczuć można dobrze poznać bohaterów.
    Maddie, może i dużo przeszła w dzieciństwie, ale to nie usprawiedliwia jej postępowania, bycia złośliwą. Osobiście bardzo denerwuje mnie taki typ osób. Jestem bardzo ciekawe co tez się stało z jej wężem. I co się kryło w tej uliczce? Kogo głos słyszała? Mam nadzieję szybko się dowiedzieć.
    Solter wydaje się być zagubiony, walczy ze słabościami, bólem, strachem, do których sam przed sobą się nie przyznaje. Od razu polubiłam jego mistrza - Daskalla. Widać, że jest inteligentny i świadomy uczuć innych. Bez wątpienia zasługuje na miano Mistrza.
    Pozostaje mi teraz tylko czekać na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję!
      Masz rację, nic nie usprawiedliwia obecnego zachowania Maddie. A odnośnie węża... niebawem ta kwestia zostanie wytłumaczona.
      Co do Solta - też się nie mylisz. Jest zagubiony, a jego ambicja też niczego nie ułatwia. Na szczęście ma przy sobie Daskalla, który czuwa nad wszystkim ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Rozdział wręcz mnie zaszokował, zarówno Madeline jak i Solter są niezwykłymi postaciami. Cieszę się, że to wszystko tak dokładnie opisałaś. Najbardziej w tym rozdziale spodobała mi się wypowiedź mistrza „równowaga przechyliła się w stronę ciemności, chłopcze”. Jak wspominał w moim wcześniejszym komentarzu, przy rozdziale pierwszym, bardziej stoję po stronie Soltera, jak dla mnie wzbudza on większą sympatię, co nie oznacza, że postać Madeline jest zła, gdyż ją też lubię. Chyba nigdy się nie dowiem jak wpadłaś na tak świetny pomysł z fabułą, sam pomysł mnie urzeka, a wykonanie też perfekcyjne. Czekam na dalszą część :) Życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za opinię!
      Pomysł? Toż to dzieło mojej wybujałej wyobraźni - podziękowania lub zażalenia należy kierować w jej stronę :D
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  7. Perspektywa Maddie jest zdecydowanie zbyt krótka w stosunku do Soltera, przez co ciężko jest mi się zapoznać z tą postacią... ale póki co nie podoba mi się to, jak traktuje Bena i jak się zachowuje. Natomiast bardzo dobrze udało ci się pokazać taki ponury, tajemniczy nastrój i jeszcze ten głos, który ją wzywał... no, robi wrażenie :)
    Solter bardzo mi się podoba. Myślę, że bardzo dobrze kreujesz tę postać, ale nie tylko tę. Spodobał mi się mistrz i sposób, w jaki się wypowiada. Da się czuć od niego takie doświadczenie życiowe i inteligencję. Zdecydowanie wyróżnia się na tle innych ;)
    A i chciałam ci jeszcze pogratulować tego, że mimo iż rozdział składa się z dużej ilości opisów, to w żadnym momencie nie nudziłam się podczas czytania. Często tak bywa, że opisy potrafią nudzić, ale tobie wychodzą naprawdę dobrze ;)
    Pozdrawiam i czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W poprzednim rozdziale to perspektywa Maddie była obszerniejsza, więc można uznać, że wszystko się wyrównało. W kolejnych postach, będę starała się zachować równowagę.
      Bardzo mi miło, że kreowane przeze mnie postaci przypadły ci do gustu, a obszerne opisy nie zanudziły na śmierć :)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  8. Rozdział przeczytałam już tego samego dnia, kiedy go opublikowałaś, ale niestety nie miałam wówczas czasu na komentarz. Dlatego przybywam z nim teraz i mam szczerą nadzieję, że nie zapomniałam wiele z tego, co wówczas chciałam Ci napisać.

    Maddie zaczyna mi się podobać. Wcale nie uważam, że zachowuje się nie w porządku wobec Bena. Skoro chłopak nie zauważa tego jak go traktuje i jest ślepo w nią zapatrzony to dobrze mu tak. Uczucia, uczuciami ale zdrowy rozsądek trzeba zawsze zachować. W sumie podejrzewałam, że wydarzenia z dzieciństwa mogły mieć wpływ na rozwinięcie się osobowości kobiety. Na pewno dotkliwy był dla niej brak matki, jednak ostateczny cios temu na pewno zadała izolacja ojca. Mimo, że Maddie formalnie miała jednego rodzica to mogła poczuć się niemalże jak całkowita sierota.

    Perspektywa ze strony kobiety wyszła Ci genialnie i bardzo mnie zaintrygowała sama końcówka. Ubolewam nad tym, że urwałaś w takim momencie. Cały czas miałam wrażenie, że Maddie z kimś się spotka, a tu nic…

    Widziałam w komentarzach opinie, że perspektywa kobiety jest krótsza od tej Soltera. Nawet jeśli tak, to źle? Ja nie uważam, że zawsze te dwie perspektywy muszą być idealnie równe. Dobrze byłoby gdybyś nawet napisała jedną z perspektyw na dwie linijki. Czasem opowiadanie wymaga i takiego zabiegu, więc ja nie jestem za tym, byś sztywno trzymała się długości poszczególnych części.

    Solter również wydaje mi się ciekawym bohaterem. Zastanawiam się nad mocną więzią łączącą mężczyznę ze swoim „pupilkiem”. Ten wąż jest naprawdę inteligentny, bardzo spodobał mi się ten fragment w którym zwierzę uniosło głowę i zadało pytanie, którego, poza Soltem, nikt inny nie mógł zrozumieć. Jestem także mocno zaintrygowana tym, jak mężczyzna poradzi sobie z postawionym przed nim zadaniem.

    Bardzo lubię w Twoim opowiadaniu to, że fantastyka bardzo delikatnie przeplata się z rzeczywistością. Czasem odnoszę wrażenie, że chyba już wyrosłam z fantastyki. Kiedyś dużo pisałam takich rzeczy i z przyjemnością czytałam wiele takich książek. Teraz zdecydowanie ciągnie mnie w kierunku realizmu. U Ciebie, jak na razie są elementy fantastyczne, ale delikatne i drobne i to właśnie tak bardzo mi się podoba.

    Byłam też na Twoim drugim blogu. Prześliczne fotografie psiaków. Ogólnie zrobienie dobrego zdjęcia zwierzęciu wcale nie jest takie proste, Tobie to jednak świetnie wychodzi. Musisz mieć dużą wprawę. Od wielu lat fotografujesz? Wybacz, że nie zostawiłam tam po sobie żadnego śladu. Jakoś ostatnio mam tak mało wolnego czasu.

    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz!
      Masz rację - Ben zachowuje się strasznie naiwnie, ale ja i tak dalej będę się upierała, że to nie uprawnia Maddie do zachowywania się w taki sposób.
      Co do długości konkretnych perspektyw również muszę się z tobą zgodzić. Nie zawsze muszą być one równe, choć ja i tak najczęściej staram się, aby zawrzeć po tyle samo informacji o każdej postaci przy okazji dodawania nowego rozdziału. Tym razem tak nie była, ale wcale nie uważam, żeby był to jakiś błąd :)
      Cieszę się także, że Solt zdołał cię zaciekawić.
      Jeżeli chodzi o fantastykę - ja sama namiętnie ją czytywałam, potem na jakiś czas całkiem zrezygnowałam, a teraz na nowo odkrywam jej uroki :)
      Fotografuję już od 2012 roku, więc parę lat doświadczenia mam, choć wcześniej pracowałam wyłącznie z ludźmi. W tym roku postanowiłam mocniej skupić się także na zwierzętach i bardzo mi miło, że postanowiłaś zapoznać się z moimi pracami :)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  9. Nareszcie jestem. No i muszę Ci powiedzieć, że ogromnie się cieszę, że powróciłaś do tej historii. Zdążyłam się za nią stęsknić :)
    Po przeczytaniu prologu miałam wrażenie, że czeka mnie dalej więcej podobieństw do pierwowzoru, niż wydawało mi się na początku. Pomyliłam się. Tylko prolog niewiele różni się od tego, co przeczytałam kiedyś. Z tego, co pamiętam, historia zaczynała się od przeprowadzki Maddie. Tym razem jednak dowiaduję się, że jej zajęciem jest teatr i wciąż mieszka z ojcem. Zdecydowanie mnie tym zaskoczyłaś. No i w sumie nie mam nic przeciwko. Przynajmniej teraz wiem, że nie mogę niczego spodziewać się zawczasu. Przyznaję, że jestem z tego powodu zadowolona. Lubię, jak coś mnie ciągle zaskakuje. No może tylko nie podpadło mi to zachowanie Maddie. Nie ma innego sposobu na dążenie do celu? Cóż... Nie mam prawa wypowiadać się zbytnio na ten temat, ja nie znajduje się w jej sytuacji. Nie zostałam osamotniona w dzieciństwie. Nie mam traumatycznych wspomnień. W końcu wszystko kształtuje człowieka. Tak, aby zakończyć mój wywód o Maddie, odniosę się już całkowicie do tego rozdziału. Zastanawia mnie, co się wydarzy dalej, o co chodzi z tą "wichurą", co teraz? Mam wrażenie, że właśnie szykuje się spory przełom w życiu dziewczyny.
    Przechodząc do Soltera. Uwielbiam chłopaka. Musiałam to napisać, bo jakżeby inaczej? Co do jego życia, to mam wrażenie, że zaszły w nim niewielkie różnice. Nawet ciężko mi przytoczyć jakie. Jedynie wydaje mi się nieco inny. Te pochłaniające go poczucie winy... Cóż oby z czasem przeminęło. No i to, co mówił mu Daskall... Chciałabym już dowiedzieć się wszystkiego, ale to nie takie łatwe, prawda? Trzeba czekać... Oby tylko nie za długo :)
    Nie będę już wydłużać mojej wypowiedzi. Jestem zachwycona twoim powrotem do tej historii. Piszesz genialnie, no i ja z chęcią będę śledzić ciąg dalszy tego opowiadania. Jestem ciekawa, jak tym razem się ono potoczy, no i kiedy Maddie spotka się z Solterem. Znów będę tego wyczekiwać z niecierpliwością. Eh... do napisania! Pozdrawiam serdecznie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, że postanowiłam tutaj wrócić.
      To opowiadanie zdecydowanie potrzebowało odświeżenia i wydaje mi się, że taka wersja jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej.
      Masz rację, nie wszystko stanie się jasne od razu. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, dlatego mogę tylko obiecać, że kolejne rozdziały przyniosą więcej wiadomych.
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  10. Komentuję z telefonu, więc będzie krótko. Niestety ładowarka od laptopa mi się popsuła, więc muszę posłużyć się komórką, ale nawet nie wiem, czy wszystko się ładnie doda.
    Rzeczywiście w tym rozdziale przeważają opisy. Piękne opisy, bo obrazujące krok po kroku to, co dzieje się z bohaterami. Bardzo to lubię w opowiadaniach, kiedy mogę się w pełni wczuć w sytuacje postaci.
    Maddie jest okropna, ale dzięki temu nie powielasz utartych schematów, jakoby główna bohaterka miała być dobrą, miłą dziewczynką, pozbawioną wad - a łatwo taką postać stworzyć, nieświadomie w dodatku. Każdy chciałby, aby czytelnicy lubili daną osobę. Maddie w rzeczywistości nie jest osobą, którą można darzyć sympatią. Ale w opowiadaniu jak najbardziej - a to wszystko przez jej specyficzność.
    Niewiele jeszcze wiem o świecie, mam nadzieję, że również jemu poświęcisz troche czasu. Stworzysz fajne tło tej opowieści. Na razie skupiasz się głównie na uczuciach bohaterów, które wychodzą ci wspaniale, ale nie tylko to składa się na opowiadanie - o świecie, o ludziach, którzy tam żyją również bym poczytała. A tak to w sumie nawet nie wiem, co to za miejsce, w którym Solter przebywa, kto tam żyje - raczej nie tylko on z Mistrzem. A co mistrza - świetna narracja. Mówi tak, jak powinien mówić mistrz.
    Kończę, bo w telefonie mam ograniczone miejsce na komentarz. Wybacz, że tak krótko, jakbym miała komputer, to byłoby dłużej.
    Czekam na kolejne rozdziały, które mam nadzieję pojawią się szybciej. :) Zapraszam również do siebie, gdyż pojawił się rozdział trzeci.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długość komentarza nie jest najważniejsza, liczy się sama obecność, za którą jestem ci niesamowicie wdzięczna!
      Cieszę się, że spodobały ci się opisy, bo przyznam, że ciągle nad nimi pracuję. Podobnie z kreacją świata przedstawionego - w przyszłym rozdziałach postaram się skupić większą uwagę na otoczeniu, w którym funkcjonują bohaterowie, a nie tylko na nich samych :)
      Co do postaci - cieszę się, że odebrałaś je w taki sposób. Bo przecież nikt nie jest idealny - Maddie oraz Solter również mają mnóstwo wad. Idealizm jest przereklamowany ;)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję! U ciebie rozdział widziałam i postaram się skomentować go, jak tylko znajdę dłuższą, wolną chwilkę :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Witaj!
    Oj, wyczekiwałam na ten rozdział.
    Chwała Ci za dodanie lolejnego wpisu.
    To jak wykreowałaś bohaterów, p4zedstawiłaś świat -naprawdę do mnie przemawia.
    Maddie jest jedną z tych postaci, co zostawiają za sobą cień trudnej przeszłości. Naprawdę ją rozumiem, choć jej złośliwość troszkę denerwuje.
    Nic tylko czekać na następną notkę i rozwój akcji.
    Pozdrawiam ciepło!

    W wolnej chwili zapraszam do siebie:
    http://zapomniana-partytura.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, zapomniałam dodać.
      Przepiękny szablon!

      Usuń
    2. Ślicznie dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zarówno moi bohaterowie, jak i świat przedstawiony, którego zbyt wiele tutaj jeszcze nie było, przypadli ci do gustu.
      Zaraz wpadnę do ciebie ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Twój styl pięknie się rozwinął. Naprawdę, zauważyłam to szczególnie w tym rozdziale. Już wcześniej pisałaś bardzo dobrze, ale teraz jest jeszcze lepiej. Przeczytanie tego rozdziału to była czysta przyjemność :)
    Cóż, w dalszym ciągu, paradoksalnie lubię Maddie, choć w dużej mierze jest uosobieniem tego, czego nienawidzę w ludziach, mianowicie fałszu, wyrachowania, obojętności na krzywdę innych, egoizmu. Na szczęście to nie moja koleżanka z ławki, tylko bohaterka Twojej historii, mogę sobie spokojnie ją lubić :D Bardzo mi się podoba, że obie części rozdziału łączy jedna rzecz (zamierzona bądź nie): atmosfera zbliżającego się zagrożenia. Coś wisi w powietrzu, to po prostu czuć. Te dziwne warunki atmosferyczne, które dopadły Madeleine w drodze z teatru z pewnością nie są jedynie wybrykiem natury. W końcu wiatr nie ma w zwyczaju szeptać niczego imienia. A rosnący niepokój Daskalla w pewien sposób łączy się ze złością Soltera, bo nie ulega wątpliwości, że gniewu jest w nim bardzo dużo. To również ciekawa postać: z jednej strony zamknięty w sobie i zdystansowany, a z drugiej aż kipiący od różnych emocji, przeważnie negatywnych. Bardzo jestem ciekawa, co wydarzy się dalej, bo napięcie widoczne już w tym rozdziale wyraźnie zasugerowało, z jak ogromną huśtawką uczuć możemy mieć do czynienia w najbliższym czasie :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak miło mi jest czytać takie słowa! To strasznie podbudowuje na duchu :)
      Maddie nie jest najmilszą z moich postaci i ja osobiście strasznie jej nie lubię, ale cieszę się, że ty dostrzegłaś w niej coś pozytywnego.
      I tak, masz rację - coś się czai za rogiem, ale co takiego wydarzy się niebawem, nie zdradzam.
      Solt to tykająca bomba. On nie do końca radzi sobie sam ze sobą. Nie rozumie własnych uczuć, a dodatkowo jest atakowany emocjami innych. To nie jest dla niego łatwe i może wywołać wiele problemów ;)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  13. Nic dziwnego, że Madd jest taka... nieuczuciowa. Straciła matkę i tak jakby ojca. Może jej zachowanie to taka strategia obronna, by nie cierpieć. Na razie całkiem dobrze jej to idzie.
    A co to się stało, jak Madd wracała do domu? Oj, czuję, że planujesz coś niedobrego i bardzo mi się to uczucie zaczyna podobać. :D Czekam, aż coś się wydarzy. Dodatkowo słowa Daskalla skierowane do Solta... Czyżby sugerował jakieś niebezpieczeństwo? Tylko pytanie, czy Solt sobie poradzi, skoro jego emocje najwyraźniej bardzo szleją i ciężko mu nad nimi zapanować. Ja tam wierzę w niego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, co do Maddie. Ona nie chce zostać zraniona, więc rani innych. Jest to jakaś metoda, ale z całą pewnością nie wybitnie dobra. A Solt? On też nie ma łatwego życia, ale tak już jest z tymi moimi biednymi postaciami.
      Tak, planuję zrobić coś niedobrego ^^ Ale nie zdradzam teraz, co też mi chodzi po głowie.
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  14. Na początek wybacz kochana że dopiero teraz komentuje.
    Oczywiście nie zapomniałam tylko brak czasu nastąpił. Rozdział mocno mnie zaskoczył. Coraz lepije poznaje główną bohaterkę. Widać wyraźnie że przeszłość wciąż ma dla niej znaczenie.Nic dziwnego. O pewnych rzeczach ciężko jest zapomnieć. Czyżbym czuła u Ciebie nutkę fantasty? Jestem ciekawa co się kryje za tajemniczymi warunkami jakie towarzyszyły Maddie? Zaintrygowałaś mnie również Soltem. Lubię takie postacie.
    Osobiście czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam.
    I zapraszam na II rozdział jeśli nie byłaś u mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepraszaj - każdemu może zdarzyć się brak czasu albo inne zobowiązanie ważniejsze od blogowania. Z tego samego powodu mi samej nie udało się wciąż dotrzeć do ciebie, ale obiecuję, że na dniach postaram się nadrobić zaległości.
      Co do fantastyki - to nawet nie nutkę, a całą gamę ;) To opowiadanie od początku miało podpadać pod tę kategorię i to nie tylko z powodu węży oraz niezwykłego daru komunikowania się z nimi, jaki posiadają Solt i Mads. Będzie znacznie więcej nawiązań, a niezwykłe zjawisko atmosferyczne jest tylko takim przedsmakiem ;)
      Co do Mads - dla niej przeszłość nie ma znaczenia, stara się za wszelką cenę od niej odciąć, choć podłoże jej zachowań niewątpliwie wiąże się z jej dzieciństwem. To Solt przywiązuje większą uwagę do minionych zdarzeń ;)
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  15. Dotarłam i ja.
    Tak jak wspominałam wcześniej (chyba wspominałam, nie pamiętam), bardzo polubiłam Soltera, za to Maddie nie szczególnie mnie przekonuje. Charakter dziewczyny naprawdę mi się nie podoba. Rozumiem, że ma za sobą ciężką przeszłość, ale nie usprawiedliwia to jej traktowania swoich bliskich w taki sposób. Ciężko to usprawiedliwić, przez co nie mogę jej na razie przełknąć. Ktoś wcześniej określił jej zachowania jako "strategię obronną" - może coś w tym jednak jest. Natrafiałam nie raz na gorsze postacie, ale Maddie na razie i tak nie kwalifikuje się na moją ulubienicę. Co do Soltera, to podoba mi się jego zdolność odczytywania uczuć, ale także sam fakt, że trochę się w życiu gubi i męczy - to takie ludzkie i nawet trochę poruszające, dla mnie w każdym razie. Lubię też postać Mistrza i to jak traktuje chłopaka. Najwidoczniej jest jedyną osobą, która go rozumie i, w gruncie rzeczy, jedyną, której Solter ufa i ją ceni. Ja to tak odebrałam, mam nadzieję, że się nie mylę, bo naprawdę urzekła mnie ich relacja. Jestem też ciekawa, jakie zadanie ma Mistrz dla Soltera.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Tak, Maddie jest potworna i naprawdę ja nie oczekuję, że ktoś ją polubi, bo to ciężkie zadanie. Może i dziewczyna ma ciężką przeszłość, ale według mnie to jej nie usprawiedliwia.
      Solt jest bardzo ludzki, ale jemu samemu baardzo to określenie się nie podoba ;) On chce lepiej, więcej niż może i chyba przez to jest taki nieszczęśliwy.
      I masz rację, co do Mistrza. On jedyny rozumie chłopaka i potrafi opanować jego zapędy. Bez Daskalla Solt zdecydowanie by pobłądził.
      Pozdrawiam

      Usuń
  16. Powoli nadrabiam rozdziały. Na dzisiaj kończę, bo jutro trzeba wcześnie wstać i znów zabrać się do roboty po przerwie. Do rzeczy. Uwielbiam to, że w tym opowiadaniu nic nie jest czarne lub białe. Każdy człowiek, każdy czyn ma swoje drugie dno, przez co ocenianie bohaterów czy też ich zachowań nie należy do moich obowiązków. Jestem w stanie zrozumieć ich obydwu. Jak na razie do chłopaka nie czuję jakichś konkretnych emocji, co, jestem pewna, że zmieni się z czasem. Co do Maddie, cóż, nie wolno mi powiedzieć, że zachowuje się w porządku, ale z drugiej strony, nie jest całkowicie złą osobą i nie należy winić ją za to, że tak diametralnie się zmieniła. Jak na razie, twoja historia jest dokładnie taka, jak oczekiwałam, z czego jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona :)
    Korzystając z okazji, dziękuję ci bardzo za przemiły komentarz na moim blogu! Bardzo ciepło mi się zrobiło na serduchu po jego przeczytaniu. Cieszę się niezmiernie, że ci się spodobało i mam nadzieję, że zostaniesz ze mną choć trochę dłużej :)
    Jeszcze raz dziękuję i do później!

    OdpowiedzUsuń
  17. Dotarłam tutaj. Wybacz, że dopiero teraz, ale jestem teraz zakopana w magisterce i nie mam na nic czasu.

    Maddie z każdym zdaniem wychodzi na coraz większą mendę ;p Chociaż z drugiej strony skoro nikt jej nie wychował, o jaka miała być? Matka umarła, ojciec się odsunął, babcia też chyba nie podołała zadaniu... otoczenie podejrzewam również. Oczywiście znamy przypadki silnych osobowości, które same potrafię nauczyć się życia. Widać Maddie do nich nie należy i może... nie każdy potrafi cały czas iść pod wiatr. Właśnie... wiatr. Ciekawe, co tak się wokół niej dzieje i jaki to ma związek z mocami.

    Co do Soltera, to podoba mi się tutaj postać mistrza... przypomina mi Dumbledore'a haha. Chociaż akurat jego nie lubiłam. Tak czy inaczej ciężko do fabuły wprowadzić taką mądrą postać, bo zazwyczaj autor nie jest dość mądry, żeby nią operować i wychodzi takie powtarzanie pustych frazesów. Nie chodzi o to, że jest głupi, ale... sama rozumiesz. Operowanie postacią szczególnie mądrą i doświadczoną to ciężki kawałek chleba. Wyzwanie. Wydaje mi się, że ci to wychodzi ; )

    Solter też mi się podoba, taki trochę przytkany zlew... jakkolwiek by to głupio nie brzmiało haha. Wiesz, wszystkie emocje zlane w jedną papkę, blokującą swobodny przepływ uczuć... a kiedy ktoś spróbuje to odetkać, to poleci dużo szlamu. Czekam na ten szlam ;p
    (w takim układzie sanitarnym, mistrz to trochę taka przepychaczka, ciekawe, jak skuteczna ;p)
    Wybacz, mój komentarz jest jakiś niepoważny, ale głowa boli, może to choroba :D

    Pozdrawiam serdecznie!
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się niczym! Magisterka - ważna rzecz, a brak czasu doskonale rozumiem, bo sama obecnie go nie mam. Jestem po uszy zakopana w pracach pisemnych i prezentacjach... Wykładowcy się chyba wściekli w tym semestrze - jakby sama sesja letnia im nie wystarczała.
      Tak, Maddie jest potworna, ale nie miała dobrych wzorców. Bliscy ją odtrącili, a to też pozostawia ślady w psychice...
      Cieszę się, że moje postacie przypadły ci do gustu :) A względem Solta masz całkowitą rację - on sam się gubi w tych swoich emocjach i to może sprawiać wrażenie takiej papki, której nadmiar zaleje wszystko szlamem :D Trafne określenie. Podoba mi się!
      Bardzo dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  18. Wojna maturalna zakończona, więc przybywam ;D. Aczkolwiek będę sobie wpadać nadal ze skokami, bo trochę ma zaległości u innych, a i jeszcze pewne rzeczy w szkole, no i praca ;p.
    Ukazałaś same negatywne cechy Maddie, a może ona jednak ma coś w sobie pozytywnego, hm? Nie powiesz nam? To egoistyczne tak wykorzystywać ludzi, nie dając nic od siebie. Oni mają uczucia, zwierzaki też je mają i ona chyba też tylko skamieniałe. O śmierć mamy tak naprawdę też jest trochę winna, ale w sumie to wypadek. Ona rzuciła się na zwierzak, a zwierzak się bronił, cóż poradzić. Uważam, że do przeżycia cierpienia z powodu straty bliskiej osoby jest potrzebna druga osoba, taki nasz przyjaciel i oczywiście chwile samotności, gdzie wszystko sobie wyjaśnimy. Ucieczka nie jest rozwiązaniem, ale nie wszystkich stać na to, aby przyznać się, że ma się problem. Cóż może Maddie właśnie wpadnie w jakieś sidła zła czy coś? A może dołączy do Soltera? No nie wiem, nie wiem. Za to widzę, że Mistrz Soltera jest tym sędziwym człowiekiem, który wszystko wie ;P. Ale to takie denerwujące, jak ktoś ci robi takie psychoanalizy. A ja uważam, że nie sztuką jest nie czuć strach, a walczyć pomimo strachu :).

    Pozdrawiam i przybędę niebawem ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu masz taki dziwny fragment, w sensie chyba nie wyjustowany, a taki jakby od środka czy coś xD. Ale w sumie nie wiem. Tak mi się wydaję.
      "Chłopak zawsze trenował ciężko, niekiedy faktycznie odnajdując pocieszenie w wysiłku fizycznym. Jednak nigdy nie przesadzał z ćwiczeniami. Znał umiar, a raczej miał to szczęście, że otaczali go ludzie, którzy potrafili go kontrolować. "

      Usuń
  19. Tum du dum, jestem i ja!
    Ciągle zastanawia mnie, dlaczego Solter ćwiczy i kim jest ten cały Mistrz. O co chodzi, czy są w jakimś ośrodku? Bo na współczesnego żołnierza Solter mi nie pasuje, bo raczej by ćwiczył strzelanie itp., a nie z mieczem. No i ta końcówka, czy oznacza to, że coś zagraża światu? A może są ludzie, którzy będą chcieli rozpętać piekło? Mam tylko nadzieję, że nie zrobisz takiego wybrańca z Soltera, że tylko on jest w stanie uratować świat i wszystko zależy od niego. Mam trochę mieszane uczucia względem niego. Tutaj czułam bardzo dużo niepewnych emocji faceta. Dalej się zadręcza tym wypadkiem sprzed lat. Chłopie, zrób coś z tym, idź do psychologa czy do kogo. Jak będzie tak cały czas się zadręczał, to w końcu potrząsnę nim porządnie, by wziął się w garść. Nie przepadam za postaciami, które wiecznie czują poczucie winy i męczą się emocjami. Ja wszystko rozumiem. Tragedia, uszczerbek na psychice, ale bez przesady. Tak trochę brakuje mi w nim tych męskich jaj. xD Tzn. postać jest dobra, świetnie ukazujesz go, to po prostu moje upodobania względem ludzi.
    I choć Maddie nie jest lepsza, bo wykorzystuje Bena, to wolę na razie ją. Nie popieram jej poczynań, ale przynajmniej jest w moim guście. Twarda baba, bez skrupułów. Poza tym, jeśli ktoś daje się wykorzystać, a zwłaszcza facet, to wina nie leży tylko po jednej stronie, prawda? Jak ktoś jest miękki i się daje, to poniekąd jest też sam sobie winien. Ben może jest typowym facetem, ale jest też głupi, skoro pocałunki i jakieś pieszczotki sprawiają, że leci do Maddie jak piesek. Sam sobie winien. Jest dorosły. Jeśli jest ślepy, to sam gotuje sobie takie męczeńskie życie. Nie ma jaj, to niech dalej siedzi i łudzi się, że Maddie go kocha. No i czuje, że ona jest postrzegana jako bogini. Piękna Afrodyta, której nikt się nie oprze. A ja bym chciała na to jakieś dowody, bo pod tym względem widzę jedynie uwielbienie bez powodu. No i myślę, że nie wszyscy ulegają jej urokowi. Chyba, że rzuca jakiś czar, to wtedy co innego.
    Życzę weny i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kim jest Solter niebawem się wyjaśni, ale już teraz mogę obiecać, że typowym wybrańcem, od którego zależą losy świata być nie będzie :) Solt nie zadręcza się tylko tamtym zdarzeniem, ale o tym też nieco później.
      Co do Maddie - ona jest zdecydowanie twardsza od Solta, a przynajmniej powierzchownie sprawia właśnie takie wrażenie - to co ma w środku jest kruchutkie. Ona może nie rzuca czarów, ale ma mnóstwo innych metod, przez które tak wiele osób jej ulega ;)
      Pozdrawiam i dziękuję!

      Usuń
  20. Czuję, że szykuje się jakaś akcja :D będę miała radochę haha.
    Wyobraziłam sobie Solta dokładniej. Bez koszuli. Ładnie umięśnionego. Z lśniącym na ciele potem. Potarganymi włosami... <3 mrrrr ;3
    Chłopak naprawdę dużo musiał przejść, chyba znacznie więcej niż Maddie. I widocznie coś ukrywasz odnośnie Solta, skoro o Mad też się dużo pojawiło w tym rozdziale ~.o ciesze się, że jest już 14 gotowych rozdziałów, bo nie będę musiała czekać na kolejne :D
    Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że Solt ma walczyć z Maddie. Jakoś tak... nieco ich kontrastujesz. Maddie ukazujesz jako dziewczynę z rzeczywistości, borykającą się z problemami i dość zimną, choć nie całkowicie negatywną postać. Za to Solta pokazujesz jakby był z innego świata, takiego fantasty, który tak jak dziewczyn ma swoje problemy i przeżycia i to jakby ich łączy, choć ma to, że tak powiem lustrzane odbicie, to podobieństwo.
    Rozdział bardzo fajnie napisany :D A ten Mistrz... no mistrz po prostu hahaha. Śmiało mogłabym pożyczyć jakąś jego wypowiedź i namalować sobie na ścianie nad łóżkiem (tak runy z Darów Anioła xD) jako sentencję :D BRAVO!!! Świetnie Ci wyszła jego postać :3
    Lecę do następnego

    Pozdrawiam, weny i inspiracji c:
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :D
      Czy Solt przeżył więcej niż Maddie? Hmm... ja bym powiedziała, że proporcjonalnie, ale każde w inny sposób. On zabił i został osamotniony, ona straciła matkę, ale i samotność jej nie zostawiła w spokoju, więc pod tym względem są podobni. Reszta pojawi się później, dlatego też nic więcej nie zdradzam :)
      Oj, tak :D Mistrz jest mistrzowski :D Jeden z jego tekstów na ścianie? Ej, na maksa to czuję :D
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  21. Dobry wieczór.
    Och, ten Benjamin... Tak się składa, że lubię to imię, więc mi chłopak jeszcze bardziej szkoda. Czekam na moment, gdy przejrzy na oczy.
    (Pragnęła, aby mężczyzna zwyczajnie o niej zapomniał raz na zawsze). Taaa, żeby zapomniał, ale mogła występować u kogoś tam, mieć względy... no tak się chyba nie da, za dobrze by było...
    Ojciec źle robi. Nie chodzi mi, o dziwo, przede wszystkim o zostawienie Maddie, zaniedywanie obowiązków rodzica, ale właśnie wykonywanie za nią wszystkiego. Już widać, jak to się odbiło... byle facet to zobaczył i wziął sprawy w swoje ręce, bo jego żona z pewnością nie dopuściłaby do podobnej sytuacji.
    Wolałabym, żeby było mniej takich suchych opisów, miejscami wręcz ekspoycji, a więcej bawienia się z czytelnikiem, by sam wysuwał wnioski, argumentował, zastanawiając się, dlaczego dziewczyna zachowuje się tak jak i inaczej i co to ma wspólnego ze stratą matki, zachowaniem ojca, słabym kontaktem z babcią... A tak wszystko na tacy i trochę... nijakie.
    Czegoś znacznie gorszego... No nie pogniewałabym się, gdyby to utarcie Maddie nosa rozpoczęła wichura.XD Skoro nikt inny się nie kwapi...
    (Noc w końcu przestała niepodzielnie królować nad miastem. Odeszła z dumą, choć nieco naburmuszona, zabierając swoich towarzyszy - senne koszmary, którymi gnębiła mieszkańców Yelloy. W jej miejsce natychmiast nastał świt, niosąc za sobą zapowiedź dnia. Spowodował, że kolejne osoby, przebywające do tej pory w objęciach Morfeusza, nieśmiało przeciągały się w swoich łóżkach, powoli pozbywając się z powiek resztek snu i przygotowując się do podjęcia swoich codziennych obowiązków. Wszystko działo się według stałego rytmu, któremu każdy ulegał... Nie, nie każdy. Dwie postaci, skryte w jednej z sal treningowych, zdawały się być niewzruszone wobec tego cyklu. Pewien uczeń i jego mentor zakpili z nocy, przypisując jej atuty dnia). Bardzo lubię ten fragment. Twoje trafne opisy wciąż mnie zaskakują.
    (Chłopak zawsze trenował ciężko...). Zjadło Ci tu wcięcie akapitowe.
    A więc wąż to Finder. Uroczo. Ciekawe, co nam jeszcze to równie urocze zwierzątko zmajstruje. Solter nie może narzekać, że nikt się nim nie interesuje i się nie martwi. Nie dość, że ma Mistrza, to jeszcze gadzinka wykazuje zainteresowanie. Ach, ten Daskall i jego złote myśli. Ciekawe, co złego spotka tego Waszego Mistrza...
    (askall obdarzył go uważnym spojrzeniem. Przez chwilę zastanawiał się, czy może złożyć na barki tak młodego człowieka niewyobrażalny ciężar i obdarzyć podobną presją. W końcu uznał, że Solt nie jest na to jeszcze gotowy. Chłopak wciąż był niestabilny. Mógł wyrządzić mnóstwo szkód... Tak, bilans zysków i strat w tym przypadku nie pozostawiał złudzeń. W drugiej strony nie mieli tyle czasu, aby czekać w nieskończoność. Część prawdy musiała zostać wyjawiona.
    - To trudne czasy i skłamałbym, mówiąc, że kiedyś będzie łatwiej - rozpoczął Mistrz, wciąż targany wątpliwościami, co do słuszności dokonanego wyboru. Jednak nie mieli wyjścia. Solt był ich nadzieją. Nadzieją, która miała uratować wszystko lub pogrążyć świat w mroku. - Posłuchaj mnie uważnie, chłopcze. Musisz być silny, bo przed tobą roztacza się zadanie, od którego zależy przyszłość nas wszystkich). Mhm... słusznie łączę to z Maddie? Jakieś ich starcie? Bitwa wężoustych?XD A może właśnie zjednoczą się i razem będą walczyć ze złem?
    Miłego wieczoru,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
  22. Matko, i jak ja ci się odwdzięczę za takie długaśne i treściwe komentarze? :D Zwykłe dziękuję to chyba już nie wystarczy!
    Maddie to skończona egoistka. Ona nie myśli o innych, kombinuje tak, żeby jej było dobrze, a skoro Ben zaczął ją nudzić, to po prostu zachciało się, aby o niej zapomniał, ale jednocześnie nie odebrał korzyści. Tak się oczywiście nie da, ale czy ona zdaje sobie z tego sprawę? Duża w tym wina ojca, to fakt.
    Tak, wiem - jeszcze w tych początkowych rozdziałach miałam taki nawyk zdradzania zbyt wielu szczegółów, nie dając przy tym czytelnikowi pola do popisu. Obecnie z tym usilnie walczę, więc mam nadzieję, że nie będzie to już tak dostrzegalne w późniejszych rozdziałach.
    Co do ostatniego - może tak, a może inaczej :D Nie zdradzam, z czasem się wyjaśni :D
    Baardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga