poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział 3


Madeleine

Obudziła się. Wyrwała się z lepkich macek niespokojnego snu, w którym trwała stanowczo zbyt długo. Wciąż leżąc na zimnej, betonowej posadce, otworzyła oczy i powoli zamrugała. Wbrew pozorom nie było to wcale takie łatwe. Powieki ciążyły jej niesłychanie, jakby na końcówkach rzęs osadziły się drobinki ołowiu i ciągnęły je w dół. Dziewczyna spróbowała pozbyć się tego fatalnego uczucia, przecierając twarz zmęczonym gestem, lecz nie osiągnęła wiele. Sen nie chciał jej opuścić, a jednocześnie nie dopuszczał, aby ponownie zagłębiła się w jego krainy. Maddie trwałaby dalej w tym dziwnym stanie zawieszenia, gdyby nie strach. Chwilowy przypływ paniki, pozwolił jej zebrać się w sobie na tyle, że dziewczyna zerwała się do pozycji siedzącej. Zrobiła to jednak zbyt gwałtownie, w skutek czego obraz przed jej oczami na nowo pociemniał, a okolice skroni przeszył potworny ból. Madeleine syknęła cicho i machinalnie dotknęła głowy, natychmiast wyczuwając pod palcami sporych rozmiarów guza. Wyglądało na to, że musiała oberwać czymś wyjątkowo ciężkim, lecz wcale nie mogła sobie tego przypomnieć. Niczego nie pamiętała. Może tylko tyle, że wracała do domu po południowym treningu. Jednak najwyraźniej do mieszkania wcale nie dotarła. W głowie dziewczyny zapanował prawdziwy mętlik. Nie wiedziała, gdzie znajdowała się obecnie ani właściwie dlaczego. Nie miała pojęcia, czemu w jej pamięci panuje takie spustoszenie. Czuła się tak potwornie skołowana! 
Dziewczyna rozejrzała się dookoła, pragnąc zorientować się w nowej sytuacji, ale i to na niewiele się zdało. Nie rozpoznała tego pomieszczenia. Miała ograniczone pole widzenia, bo w pokoju brakowało okien, a jedynym źródłem światła była pojedyncza żarówka, wisząca smętnie na wystającym kabelku. To nie pozwalało dostrzec zbyt wiele. Pomimo to, Maddie była przekonana, że nigdy wcześniej nie miała okazji przebywać w podobnym miejscu. Ciemne, zimne, w surowym stanie - nie sprawiało dobrego wrażenia. Stary, popękany miejscami, beton tworzył ściany i posadzkę, a to od razu przywodziło na myśl wystrój piwnicy, choć równie dobrze pomieszczenie mogło spełniać rolę magazynu lub pokoju, w dopiero co wybudowanym domu. Madeleine nie odnalazła wskazówek, które przybliżyłby ją do rozwiązania tej zagadki, choć przyglądała się uważnie. W końcu jednak porzuciła te starania. Uznała, że nie jest to istotne. Dużo ważniejsze mogły okazać się ewentualne drogi ucieczki i to ich zaczęła poszukiwać.
Początkowo nic szczególnego nie rzuciło się jej w oczy, ale po chwili spostrzegła niewyraźny zarys drzwi po drugiej stronie pomieszczenia. To spowodowało, że na nowo odżyła w niej nadzieja, która powoli zaczęła już gasnąć. Dziewczyna dźwignęła się ostrożnie na nogi. Zrobiła to powoli, na wszelki wypadek asekurując się dłońmi. Nie była pewna, jak zachowa się jej zmysł równowagi przy zmianie pozycji ciała, ale jednak on jeden nie odmówił pomocy. To tylko wzmocniło jej motywację. Dziewczyna wiedziała, że musi się wydostać, choć podświadomie czuła, że wcale nie będzie to takie łatwe. Ktoś, kto zadał sobie tyle trudu, aby ją ulokować w tym miejscu, zapewne zadbał, aby nie mogła go łatwo opuścić.
Chwilę później jej obawy stały się prawdziwe. Chociaż szarpała i ciągnęła za klamkę, drzwi ani drgnęły. Maddie zwykle panowała nad własnym strachem, ale te okoliczności spowodowały, że emocje stały się od niej silniejsze. Dziewczyna poczuła się osaczona, zamknięta w klatce niczym dzikie zwierzę, a fala paniki uderzyła w nią z taką siłą, że z trudem utrzymała się na nogach. Jej serce zaczęło wygrywać szaleńczy rytm, a na kark wystąpiły pierwsze kropelki potu. Maddie nie wiedziała, jak się zachować. Coraz gwałtowniej naciskała na klamkę, a po chwili zaczęła krzyczeń i uderzać pięściami w drzwi, za wszelką cenę starając się zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Nie pomyślała, że w ten sposób, zamiast pomocy, może przyciągnąć jeszcze większe kłopoty. Jednak ona nie działała racjonalnie. Po prostu chciała się wydostać. Musiała tego dokonać! Same chęci jednak nie wystarczyły. W końcu zaczęło brakować jej sił.
Dziewczyna zaszlochała i powoli osunęła się po ścianie na ziemię. Podkuliła nogi i objęła je ciasno ramionami, drżąc ze strachu. Płakała nad sobą, nad swoim losem, a jej wyobraźnia kreowała same czarne scenariusze i podsuwała coraz śmielsze powody, dla których mogła znaleźć się w tym pomieszczeniu. Porwanie. Ktoś ją porwał i zapewne miał w tym swój cel. Pieniądze? Być może. Jej rodzina nie należała przecież do najbiedniejszych, ale Maddie jakoś ciężko było zaakceptować, że ktoś wysilał się tak bardzo jedynie dla bogactwa. Podświadomość podsuwała jej jasne stwierdzenie, że w tym wszystkim musiało chodzić o coś znacznie więcej.
- Nie ssmuć się. Nic ci się nie ssstanie.
Maddie szybko poderwała głowę do góry, słysząc niepokojący odgłos dochodzący z ciemności. Już kiedyś miała z nim do czynienia. Niedawno. Całkiem niedawno. Ale także dawno, dawno temu. Dziewczyna zerwała się na równe nogi i wycofała się jeszcze bardziej, przyciskając się plecami do ściany, gdy tylko to sobie uświadomiła. Doskonale wiedziała, z kim ma do czynienia i to wcale nie działało na nią uspokajająco. Świadomość ta spowodowała, że panika ponownie ścisnęła ją za gardło, a widok ciemnego węża o wąskich, czarnych źrenicach, który powoli wypełzł z cienia i skierował się w jej stronę, wyrwał z jej ust okrzyk przerażenia. 
Znała go. Znała go tak doskonale! Był jej przyjacielem, który zdradził. Był wrogiem, którego niegdyś kochała całym swoim dziecięcym sercem. Obecnie stanowił jedynie żywy obraz nękających ją nocnych koszmarów. 
- Odejdź! Czego ode mnie chcesz? - krzyknęła, pragnąc wycofać się jeszcze bardziej, ale nie miała już gdzie uciekać. Wąż zapędził ją w róg i zbliżał się nieubłaganie. Maddie była przekonana, że lada chwila bestia ją zaatakuje i uśmierci, tak jak zrobiła to z jej matką. Dziewczyna na to czekała z niecierpliwością, a jej głowę wypełniły myśli o ojcu. Biedny mężczyzna znowu będzie musiał pogodzić się ze stratą. Zostanie całkiem sam, ale już nikt więcej go nie zawiedzie. Ona, Maddie, zrobi to po raz ostatni. 
- Madeleine... 
Dziewczyna zamknęła oczy, starając się przygotować na ostateczny cios, ale on długo nie nadchodził. To ją irytowało! Nie była przygotowana na to, że zwierzak zacznie się nią bawić i w ten sposób przedłuży jej cierpienie. To nie było ludzkie, ale przecież on nie był człowiekiem. Był bestią zaprogramowaną na zabijanie oraz zadawanie bólu. Nic innego nie kryło się pod łuskowatą skórą. Zwierzę nie posiadało sumienia. Czemu, więc się wahało? Dziewczyna uchyliła powieki, aby sprawdzić, co wciąż powstrzymuje tego potwora i spostrzegła, że wąż zatrzymał się parę kroków przed nią. Gad spoglądał na nią czujnie, co jakiś czas wysuwając jęzor z przerażającej paszczy.
- Proszę, zostaw mnie - spróbowała jeszcze raz, choć wiedziała, że te starania nic nie dadzą. Wąż nie był jej posłuszny, tak jak wcześniej. Zabiłby ją bez mrugnięcia okiem, gdyby ktoś nie sprawował nad nim władzy. 
- Jesssteś potrzebna - wysyczał, jakby odpowiadając na jedno z jej pytań, którego przecież nie zadała. - Pan cię oczekuje.


Solter

Dom Daskalla był dziwacznym miejscem. Dla postronnego obserwatora widniał jako ogromny budynek skryty w głębi lasu na obrzeżach miasta. Budynek z mnóstwem funkcjonalnych pomieszczeń i siatką prowadzących do nich korytarzy. Budynek posiadający renomę prywatnego ośrodka dla trudnej młodzieży. Jednak prawda była inna i dostępna jedynie dla zainteresowanych. Stary Mistrz w tym przedziwnym i odizolowanym od cywilizacji miejscu, stworzył azyl, bezpieczną przystań dla swoich uczniów - osób obdarzonych niezwykłymi zdolnościami.
Solt trafił do ośrodka, kiedy prawda o incydencie na szkolnym boisku, w którym brał udział, wyszła na światło dzienne. Pociągnęło to za sobą mnóstwo konsekwencji, o jakich ośmioletnie dziecko nie mogło mieć pojęcia, kiedy decydowało o tym, że weźmie odwet za swoje cierpienia. Gdyby ktoś by go o tym wcześniej poinformował, zapewne wcale by do tego nie doszło, a przynajmniej tak tłumaczył to sobie Solt. Jako dzieciak często zapewniał samego siebie, że gdyby wiedział, że zostanie wykreślony z listy uczniów w trybie natychmiastowym, a jego dalsze losy będą tak bardzo niepewne, znalazłby w sobie dostatecznie dużo siły, aby powstrzymać węża albo w ogóle by go nie angażował w to zadanie. Solter wciąż pamiętał liczne wizyty u prawników i wszystkie potępiające spojrzenia, jakimi obdarzali go nieznajomi dorośli. Solt wiedział, że oni wszyscy pragną go ukarać. Był jednak za młody, aby sądzić go jak dorosłego, mimo że jego wina była bezsprzeczna. Solter to rozumiał, jednak nie to go smuciło. Najbardziej bolały go zawiedzione miny rodziców i te niekończące się awantury, których był częstym świadkiem. Chłopak myślał, że one nigdy nie przeminą, a jednak w końcu wszystko ucichło. Solt miał nadzieję, że od tego momentu wreszcie coś się zmieni. Wydawało mu się, że rodzice zaakceptowali tę sytuację i zdecydowali się mu pomóc za wszelką cenę. Nie pomogli. Oni po prostu pozbyli się problemu. Z wielkim, odgrywanym żalem i równi sztucznymi łzami oddali go pod opiekę Daskalla, obiecując, że w obcym miejscu wreszcie wyjdzie na ludzi. Zapewniali, że siwowłosy mężczyzna nauczy go życia, bo widocznie oni nie potrafili odpowiednio go wychować. Cierpliwie tłumaczyli, że to była wyłącznie ich wina, a nie jego. Chłopak nawet przez chwilę w to nie uwierzył. Już wtedy zdążył poznać swój dar, a raczej zrozumieć zasadę jego działania, i szybko odczytał, ile fałszu niosą słowa rodziców. Pożegnał się z nimi bez cienia żalu. Oni początkowo starali się utrzymywać z nim kontakt, lecz powoli zaczęli go ograniczać. Wymazali ze swojego życia tak nieudaną inwestycję, wpisali syna do rachunków strat i ruszyli na przód, pozbawieni zbędnego bagażu.
Solt był wściekły. Początkowo. Kiedy tylko trafił pod opiekę Daskalla, zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Wytrwale milczał i odrzucał wszelkie próby nawiązania kontaktu, na jakie silił się jego mentor oraz pozostali uczniowie. Wszystkich, bez wyjątku, obdarzał nieufnymi, pełnymi wrogości spojrzeniami. To nie zachęcało nikogo do dokonywania starań przełamania muru, za którym chował się Solter.  Nikt nie wiedział, jak mu pomóc. Pomocny okazał się czas, którego upływ miał znamienne znaczenie na zachowanie chłopaka. Solt w końcu zaczął nad sobą pracować, odkrywając, że wysiłek fizyczny pozwala mu się wyciszyć, a Daskall dostrzegając, jak olbrzymie postępy czyni uczeń, zdradził mu prawdę. Opowiedział o wszystkim - talentach, misji, przeznaczeniu i wszelkich przeciwnościach, z jakimi muszą się mierzyć mieszkańcy tego domu, aby zapewnić równowagę sił odwiecznie rządzących światem. W ten sposób naprowadził życie młodzieńca na właściwe tory.
Solter szybko przemierzał korytarz, będąc pogrążonym w rozmyślaniach na temat własnej przeszłości oraz tego, co dopiero go czekało. Słowa wypowiedziane przez Mistrza, wzbudziły w nim niepokój. Zadanie, które zostało mu przydzielone zdecydowanie go przerastało, nakładało na niego ogromną presję. Solt zupełnie nie wiedział, jak powinien do niego podejść. Zbyt wiele od niego zależało, aby mógł pozwolić sobie na jakiekolwiek błędy.
Stracił czujność. Skupił się na planowaniu tak bardzo, iż nie spostrzegł postaci zbliżającej się do niego z naprzeciwka. Z całą pewnością doszłoby do zderzenia, gdyby dotyczyło to dwójki zwykłych ludzi. W tym przypadku jednak zadziałały niezwykłe zdolności. Solter wychwycił napływ obcych emocji, odczytał radosną aurę zmierzającą prosto na niego z energią równą małemu tornadu i natychmiast zrobił unik. Również zbliżająca się postać zareagowała, zapobiegając wypadkowi. Wysoki, ciemnowłosy osobnik o przenikliwych, szarych tęczówkach, korzystając ze swojego daru, dostrzegł moment zderzenia, zanim on w ogóle nastąpił i odskoczył na bok, po czym obdarzył Solta rozbawionym spojrzeniem.
- Sol, Słoneczko, bohaterze nasz - zawołał, uśmiechając się radośnie - uważałbyś trochę, bo inaczej kogoś kiedyś stratujesz!
- Reed, widzę, że jesteś w wyśmienitym nastroju.
- Jak zawsze, mój przyjacielu - zaśmiał się chłopak. Solt nie potrafił nie odwzajemnić tego gestu i po chwili sam wykrzywił usta w coś na kształt uśmiechu. W towarzystwie Reeda wszelkie zmartwienia natychmiast odchodziły w niepamięć, jakby pełnił on rolę kuli pozytywnej energii, która pochłania cały smutek z otoczenia. Solt, który był podatny na nastroje i emocje innych, lubił przebywać w jego towarzystwie, choć czasami rażąca, jaskrawa aura przyjaciela dawała mu się we znaki.
- Nie rozumiem, jak ty to robisz - mruknął Solter i ruszył przed siebie, nie czekając nawet chwili na przyjaciela. Chłopak doskonale wiedział, że Reed natychmiast do niego dołączy. Wcale się nie pomylił. Oboje znali się tak dobrze i przewidywali swoje zachowania z taką łatwością, jakby potrafili czytać sobie nawzajem w myślach. Lata wspólnych treningów oraz wiele wspólnych misji spowodowały, że stali się wyczuleni na najdrobniejsze gesty.
- Z tym czymś trzeba się urodzić - odparł beztrosko Reed, zrównując się z nim krokiem. Mówił lekkim tonem, jakby potwierdzał sprawy oczywiste. Solt jednak tego nie rozumiał. Nie mógł pojąć, jak ktoś obdarzony takim darem, może być tak pozytywny i cieszyć się każdą, najdrobniejszą chwilą. Reed potrafił przewidywać przyszłość. Co prawda tylko króciutkie urywki i to w chwilę przed tym, gdy się wydarzały. Jednak nawet mimo to, takie niekontrolowane proroctwa powinny odebrać mu choć część życiowej radości. Bo czy można się radować, kiedy znamy wszystko, co wydarzy się niebawem? Kiedy nic nie jest w stanie nas zaskoczyć? Solt wiedział, że jest to niewykonalne. Tylko ktoś, kto tak dobrze znał się na ludziach, mógł dostrzec, że Reed nie jest szczęśliwą osobą, że pod grubą warstwą szalonego entuzjazmu, kryje się wiele smutku i cierpienia, do którego sam zainteresowany nigdy w życiu by się nie przyznał. 
- Słyszałem wiele ciekawych rzeczy na twój temat - zagaił Reed, jakby przewidując, w jakim kierunku pomknęły myśli przyjaciela i chcąc za wszelką cenę odwrócić jego uwagę, zanim ten zacznie drążyć. - Co to za misja, którą Daskall zlecił akurat tobie?
- Wiesz dobrze, że nie mogę o tym rozmawiać - upomniał go Solt.
- A ty wiesz dobrze, że ja wiem znacznie więcej, niż gdybyś sobie tego życzył, a moje pytanie miało tylko charakter grzecznościowy - zaśmiał się Reed i beztrosko wzruszył ramionami. - To jak? Powiesz mi, co to za dziewczyna?
- Myślałem, że ty mi powiesz. 
- O nie, nie ma tak łatwo, przyjacielu. - Reed pokręcił głową, po czym uśmiechnął się przepraszająco, a Solt natychmiast wyczuł nutkę szczerego żalu, która zabarwiła jaskrawą aurę przyjaciela szarością. - Nie jestem wróżbitą, to tak nie działa. Te moje genialne wizje żyją swoim życiem. Teraz też tak było. Widziałem tylko jej obraz, a potem usłyszałem, że Daskall  zlecił ci jakieś zadanie. Dodałem jedno do drugiego. 
Reed wzruszył ramionami, uznając to za nic godnego uwagi, ale na Solterze zrobiło to zdecydowanie większe wrażenie. Chłopak zatrzymał się i spojrzał na przyjaciela z zaskoczeniem. Reed również się zatrzymał.
- Widziałeś ją?
- A ty nie?
- Nie. Daskall sam nie wiedział, jak ona wygląda. Powiedział, że niebawem spotkam ją na swojej drodze, a kiedy do tego dojdzie to będę wiedział, że to ona. - Pokręcił głową, jakby nie dowierzając w absurd tej sytuacji. Jak miał odnaleźć kogoś, o kim nie wiedział nawet podstawowych danych? Niewykonalne. 
- W sumie nie jest to takie złe - pocieszył go przyjaciel, jak zawsze odnajdując pozytywy. - Wychodzi na to, że nie musisz nic robić, a ona i tak do ciebie przyjdzie. Dobra, przyznam, brzmi to trochę nierealnie, ale skoro tak powiedział Daskall...
- Bo to jest nierealne! - warknął Solt. Nie lubił bezczynności, a Mistrz po raz kolejny kazał mu ćwiczyć cierpliwość i ją wypróbowywać. - Całość opiera się na wierze w jakąś idiotyczną przepowiednię, w której to ona ratuje świat, niczym pieprzona super bohaterka, a ja się wszystkiemu przyglądam gdzieś z boku! 
- A więc o to chodzi? Jesteś po prostu zazdrosny, że tym razem nie chodzi jedynie o ciebie? - Reed zaśmiał się z niedowierzaniem. Doskonale wiedział, jak wrażliwy bywa Solter, ale tym razem przeszedł samego siebie.
- Nie! - warknął chłopak, ale zrobił to trochę zbyt gwałtownie, aby Reed mu uwierzył. - Po prostu nie wierzę w to wszystko. Nie ufam żadnym przepowiedniom ani innym zabobonom. Nie wierzę w bliźniactwo dusz! 
- Chyba nie chcesz powiedzieć...
- Właśnie, że chcę! Myślę, że Daskall się myli i powiem mu to przy najbliżej okazji. Nie zamierzam dłużej bawić się w jego gierki ani postępować, tak jak on sobie tego życzy. 
Solter odszedł, nie zawracając sobie głowy tajemniczą dziewczyną, choć początkowo chciał zapytać kumpla o jego wizję i poznać szczegóły. Jednak gniew sprawił, że stało się to nieistotne. Liczyło się tylko to, że wreszcie powiedział, co leżało mu na sercu już od dłuższego czasu. Reszta pozostawała bez znaczenia.
Reed nie podążył jego śladem ani nie próbował go zatrzymywać. Po prostu patrzył, zastanawiając się, co takiego dzieje się z przyjacielem i jak potworne będzie miało to konsekwencje. Odprowadził go wzrokiem do wyjścia, a odwrócił się dopiero, kiedy za chłopakiem zatrzasnęły się drzwi. Reed westchnął, czując się potwornie bezradnym. Nie mógł jednak nic zrobić. Nie w tej chwili. Zamiast niepotrzebnie kombinować, po prostu postanowił odejść do własnego pokoju. Odwrócił się w stronę korytarza prowadzącego do jego sypialni, ale nie zdołał wykonać choćby kroku. Nie zdążył, bo właśnie wtedy jego skronie przeszył potworny ból. Jeszcze gorszy niż ostatnio...


Znowu perspektywa Mads wyszła mi króciutka, ale muszę pilnować, aby wydarzenia działy się odpowiednio w swoim czasie, bo inaczej straszne zamieszanie tutaj powstanie. Następnym razem będziecie mieli okazję więcej poczytać o Maddie, obiecuję! 
A tak jeszcze odnośnie tego rozdziału... Wiele osób pytało o relacje Madeleine z wężem, więc nieco zostało napomniane, choć zdaję sobie sprawę z tego, że póki co, to wszystko wciąż jest bardzo tajemnicze i niezrozumiałe. 
Poza tym wprowadziłam nowego bohatera. Jakie emocje wzbudził w was Reed? 

Edit. 27.02.16
Zmieniłam nieco zakończenie tego rozdziału. Dosłownie ostatni akapit. Niby niewiele, ale będzie to miało wpływ na dalsze wydarzenia.

31 komentarzy:

  1. Cześć
    Czytam twojego bloga już od dawna. Bardzo się cieszę, że postanowiłaś zacząć z nim od nowa, bo już w pierwotnej wersji bardzo mi się podobał. Już prawie spisałam go na straty. A jednak.
    Rozdział ciekawy, a Maddie wcale mi nie brakuję. Co do Reed'a (tak się to odmienia?), to można go polubić. Jeszcze nie wyrobiłam sobie opinii.
    Powodzenia w pisaniu.
    XYZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! Strasznie mi miło, że postanowiłaś dać znać, że czytasz. To niesamowicie mnie cieszy :)
      Ja staram się żadnego opowiadania nie porzucać, ot tak. Prędzej czy później do nich wracam i doprowadzam do finiszu ;)
      Czyli Maddie nie zyskała twojej sympatii, jak rozumiem? W sumie wcale się nie dziwię, bo sama jej nie lubię.
      Wydaje mi się, że jednak Reeda. Według mądrego wujka Google: "Apostrof jest natomiast zupełnie niepotrzebny, gdy nazwisko/imię angielskie kończy się spółgłoską." Aczkolwiek mogę się mylić i wtedy proszę o zwrócenie uwagi, bo przyznam, że dałaś mi do myślenia :)
      Bardzo dziękuję.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Jakim cudem Madd się tam dostała? I co ma wspólnego z tym jej wąż? Oo... Ciekawe, kim jest ten Pan. Teraz się zastanawiam, czy ten wąż jest po tej dobrej czy złej stronie ;d
    Polubiłam Reeda, choć na razie nie dużo o nim było. Takie wizje przyszłości naprawdę muszą być uciążliwe. I tak się zastanawiam, czy one zawsze się spełniają, czy wiedząc, co się zaraz stanie, on jest w stanie w jakiś sposób to zmienić, chociaż trochę. ;d
    Nie mogę się już doczekać spotkania Madd i Solta. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten moment niewiele mogę zdradzić odnośnie Maddie, aby nikomu nie odebrać przyjemności czytania ;) Jedyne co mogę podpowiedzieć, to to, że wąż nigdy nie należał do Maddie, na własność zwierzę posiadał tylko Solter.
      Co do zdolności Reeda - tak, są uciążliwe, ale czasami jakże przydatne! Na inne pytania nie odpowiadam - niebawem wszystko wyjdzie na jaw.
      Bardzo dziękuję za komentarz.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Dlaczego perspektywę Madeleine zawsze przerywasz w tym najciekawszym momencie? Nie do końca rozumiem w co wplątała się kobieta. Czy to wówczas, gdy w poprzednim rozdziale usłyszała głos, została obezwładniona i uprowadzona? Zastanawiam się kto mógłby tego dokonać. Nie spodziewałam się też, że pojawi się jej przyjaciel z dzieciństwa. Miałam cichą nadzieję, że może będzie chciał jej pomóc, ale widać, że trzyma teraz inną stronę. Zastanawiam się kim jest osoba, która oczekuje na dziewczynę i czego od niej chce. I w jaki sposób porozumiewa się z wężem? Ma podobny dar do tego kobiety? Powiedziałabym, że to robota Solta i jego zwierzęcia, jednak mężczyzna na razie zdawał się nic nie wiedzieć o kobiecie. Po prostu na nią czeka. Cały ten wątek wydaje mi się być nieco zagadkowy.
    Nie spodziewałam się, że rodzice Solta mogli być zdolni do czegoś takiego, jak pozbycie się dziecka. Bez cienia skrupułów po prostu oddali chłopca jakiemuś obcemu człowiekowi. Okropne.
    Postać Reeda bardzo mi się spodobała. Brakowało mi nieco w Twoim opowiadaniu jakiegoś powiewu optymizmu i radości. Do tej pory wszystko było utrzymane w poważnym nastroju. Ten mężczyzna wniósł nieco radości. Rozumiem złość i irytację Solta. Ważne zadanie jakie mu powierzono tak naprawdę ma odegrać Maddie, a on ma ją tylko odnaleźć, dobrze zrozumiałam?
    W takim układzie nie zostaje mi nic innego jak tylko poczekać na kolejny rozdział. Już nie mogę doczekać się spotkania Maddie i Solta i mam szczerą nadzieję, że długo na to nie będę musiała czekać.
    Pozdrawiam,
    Sky.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko wyważyć, w którym momencie najlepiej przerwać dany fragment, aby był on ciekawy, a zarazem nie irytował za bardzo ;) Następnym razem w przypadku Maddie zwrócę na to większą uwagę!
      A właśnie co do Madeleine... Kurczę, aż chciałabym się wygadać, ale jednocześnie nie będę psuła ci radości czytania i samodzielnego poszukiwania odpowiedzi na te pytania. Podpowiem tylko tyle, że większość wątpliwości rozwieje się w kolejnym rozdziale, choć na rozwiązanie niektórych trzeba będzie jeszcze poczekać.
      Rodzice Solta nie są wzorem do naśladowania - to na pewno. Oni niby tłumaczyli, że to dla jego dobra, bo w takim "ośrodku" szybciej zrozumie swój błąd, ale Solter nie wierzył w czystość ich intencji. Zresztą słusznie.
      Mi również brakowało takiego powiewu świeżości i optymizmu. Myślę, że Reed skutecznie zapełnił to uzupełnił i miło mi, że zdołał się wkupić w twoje łaski :)
      Dobrze zrozumiałaś, a przynajmniej tak zrozumiał to Solt i stąd ta jego złość. Jak będzie naprawdę - tego również nie mogę na chwilę obecną zdradzić.
      Co do spotkania tej mojej dwójeczki... tak, niebawem do niego dojdzie. Ale kiedy? Sami się przekonacie!
      Bardzo dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. Początek bardzo mi sie podobał. Chyba wyjdę na nieczulą osobę, ale w jakkś sposb cieszę się, ze Mads została zmuszona pokazac swoje inne ja, a to dlatego, ze przekonała, sie, iż takie istnieje. Oczywiscie wolałabym, zeby nikt jej w tym celu nie porywał... Ale miło widzieć, ze nie jest aż tak zimna i niedostępna, jak się wydaje(wzmianka o ojcu, chociazby) kurde, z drugiej strony chyba kazdy byłby przerażony. Nie sądze, aby waż ją porwał, bo niby jak. Ciekawe więc, któż to uczynił, czyzby Mistrz? Ale wtedy dlaczego miałby wysyłać węża na rozmowę? Hm...moze dlatego, zeby dziewczyna znow sie do niego przekonała? Ale jak miałaby to zrobic, skoro ten zabił jej matkę??? Chyba tez waż nie jest dobry. Chyba żaden nie jest... Dlaczego maddie wczesniej nie trafiła do mistrza (o ile teraz się tak stało)? I co ten wlasciwie robi? W jaki sposob dobiera uczniów i jaki jest cel kształcenia? Niby powiedziałaś cos na ten temat w perspektywie Solta, ale tak naprawdę to mam teraz jeszcze więcej pytan. Wiem jednak,że o to Ci chodziło, i mnie to nie dziwi xD. Reed...faktycznie pozytywny,ale przez tę wzmiankę, ze cos ukrywa, troche mniej, lecz za to bardziej tajemniczy. Podoba mi się przyjazn miedzy chłopakami. Zastanawiam sie rowniez, czy Solt faktycznie powie Mistrzowi, co mysli o misji związanej z Mads, jakoś nie sadze. Moze nawet nie zdążyć. Nie moge się doczekać ich pierwszego spotkania. Jesli chodzi o błędy, zauważyłam kilka interpunkcyjnych, jeden gramatyczny (było "nadeszły", a pownno byc "nadeszło", zdaje się, nie pamietam dokładnie; w kazdym razie na pewno nie w liczbie mnogiej), no i ortograficzny: pisze się "z naprzeciwka", a nie "z nad przeciwka". Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maddie dużo gra i dopiero takie okoliczności zmusiły ją, żeby jednak odrzucić na chwilę przybieraną maskę. Może stan ten nie będzie trwał wybitnie długo, ale myślę, że pokazał, iż dla Maddie jakaś tam nadzieja jeszcze istnieje.
      Nie zdradzam, kto był zamieszany w to porwanie. Mam nadzieję, że niedługo znajdziesz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania :)
      No zobacz, sprawdzałam ten rozdział kilkakrotnie, a takich byków nie wyłapałam! Wstyd :( Dziękuję, że mi je wypisałaś, zaraz poprawię!
      Dziękuję również za komentarz.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Może i króciutko ale za to poruszająco.
    Biedna Maddie.
    Widzę, że znalazła się w poważnych kłopotach. Wspaniale pokazałaś jej uczucia i emocje. Widać, że jest przerażona a zarazem stara sie zachować resztki dumy. Nie każda dziewczyna na jej miejscu by tak się zachowała. I kim jest porywacz?
    Zadajesz bardzo dużo pytań i tak mało odpowiedzi.
    Osobiście czekam na więcej.
    W dodatku podoba mi się postać Solta.
    Coraz bardzije mnie intryguje i jestem ciekawa jaką jeszcze rolę pokaże w tej historii.
    Rozdział jak zawsze intrygujący i będę czekać na kolejny ;0
    Już dawno żadne opowiadanie nie wciągnęło mnie jak Twoje i zapewniam, że masz we mnie swoją wierną fanką.
    Pozdrawiam i tradycyjnie weny, weny bo czegoś innego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, Maddie jest biedna. Boi się, choć nadal stara się tego nie okazywać. A kto stoi za tym porwaniem? O tym już niedługo.
      Solt odegra tutaj bardzo ważną rolę, ale o tym też cicho sza, co by zbyt wiele nie zdradzić.
      Bardzo dziękuję za milutkie słowa!
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Więc tak...cieszę się że mogłam w końcu dotrzeć do ciebie jednocześnie zdradzę ci sekret że poprawiłaś mi humor. :) Dzisiaj napiszę tylko o Maddie (nie miej mi tego za złe ale użekła mnie jej historia w tym fragmencie). 'Pan czeka'-nie wiem czemu ale mi to się skojarzyło z Harrym Potterem. Tak jakoś. Maddie-Draco a wąż to wąż Voldemorta. Nie wiem skąd to skojarzenie,może za dużo oglądania HP. Ale wracając do. Tematyki: opis tego pomieszczenia był super,aż sobie wyobraziłam samą siebie w takiej pułapce,bo inaczej tego nie nazwe. To straszne co przeżyła. W jednej chwili była obok domu a w drugiej puf! Budzi się obolała z guzem nie wie co jest w jakiejś ciemnej kuźni. Strasznie mnie ciekawi kim jest ten cały Pan i czego chce od naszej maddie. No cóż mi pozostaje czekać.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, to powiem ci, że teraz to ty poprawiłaś mi humor! Nie spodziewałam się, że ktoś odszuka tutaj głębsze nawiązanie do HP, oczywiście poza wężami.
      Nie zdradzę, w co wpakowała się Maddie. Mogę tylko obiecać, że w kolejnym rozdziale pojawi się nieco więcej wiadomych ;)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  7. W końcu dotarłam. No i znowu przybywam z opóźnieniem. Co prawda rozdział już przeczytałam dawno, ale na telefonie, a przyznam Ci się szczerze, że nienawidzę na nim pisać komentarzy. Później ciągle mi było nie po drodze, ale w końcu jest weekend i mogę nadrobić zaległości :)

    Zastanawiam się w co wpakowała się Maddie. To troszkę tak, jakby los chciał jej utrzeć nosa, za swoje złe postępowanie wobec Bena. Może dziewczyna nauczy się czegoś przez to porwanie, a może będzie jeszcze bardziej wrogo nastawiona do ludzi? Obojętnie jak rozwiniesz postać kobiety to i tak z każdym rozdziałem przywiązuję się do niej i coraz bardziej ją lubię. Zresztą nie tylko Maddie – Solta też. Masz naprawdę ciekawych bohaterów, z których każdy ma inną osobowość. To mi się podoba, bo nie ma nic gorszego jak identyczne charaktery u głównych postaci.

    Maddie miała okazję spotkać się ze swoim dawnym „pupilkiem”. A już myślałam, że ten wąż gdzieś przepadł, tyle tylko, że zwierzę ma nowego właściciela i naprawdę intryguje mnie to, kim ów mężczyzna jest i czego chce od kobiety. Podejrzewam, że będzie to może jakaś druga strona konfliktu, ta przeciwna do tej, w której jest Solt.

    W sumie nie dziwię się, że nasz główny bohater jest wściekły. Miał dostać jakieś ważne i istotne zadanie a tu okazuje się, że ma jedynie odnaleźć dziewczynę, która, w słowa przepowiedni, sprzątnie dla siebie wszelkie zasługi. To musi bardzo przytłaczać Solta, tym bardziej, że on jest mężczyzną a wszystko ma zależeć od kobiety. Na pewno cierpi tu jego męska duma.

    Polubiłam Reeda, myślę, że tak jak wszyscy. To jest taki typ bohatera, którego nie da się nie lubić. Do tego wnosi trochę optymizmu. Mam nadzieję, że będzie u Ciebie gościł dość często :)

    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Mam cichą nadzieję, że będzie już niedługo. To 50 % tam w ramce obok napawa mnie optymizmem :)

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również nie lubię komentować z komórki, więc doskonale to rozumiem. Zresztą wcale nie liczy się szybkość komentowania, a sam fakt, że człowiek w ogóle znajdzie chwilkę, aby skomentować, a przez to ocenić, czasami doradzić. To jest ważne i za to serdecznie dziękuję :)
      Cieszę się, że polubiłaś moich bohaterów i dostrzegasz, że staram się kreować ich na dwie, całkowicie odmienne osobowości. To nie jest łatwe, ale próbuję stworzyć takie postaci, które jednak będą ciekawiły czytelnika. Jeżeli udało mi się to spełnić choć w malutkim stopniu, to jestem szczęśliwa!
      Solt jest dumny, czasami nad ambitny. Daskall po raz kolejny go zranił - najpierw sprowadzając na ziemię, poprzez uświadomienie, że jest tylko człowiekiem, a potem jeszcze zlecając tak niewdzięczna zadanie. To cios poniżej pasa, ale stary Mistrz dobrze wie, co robi ;)
      Cóż, u mnie jeszcze żaden pozytywny bohater nie dał się zbyt szybko zlikwidować. Czy tym razem też tak będzie? Nie wiem. Przekonamy się wraz z rozwojem akcji.
      Co do nowego rozdziału - właśnie jestem w połowie perspektywy Solta. Także można się go spodziewać w przyszłą sobotę lub parę dni po :)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  8. Perspektywa Maddie faktycznie krótka, ale i tak bardzo ciekawa, rozwijasz tę bohaterkę :) Wcześniej dała się jedynie poznać jako bezwzględna, skupiona na sobie młoda kobieta, która owszem, została już zraniona, jednak postanowiła tego nie pokazywać i, dla odmiany, ranić innych. Tymczasem w zaistniałej sytuacji skorupa zimnej, zdystansowanej pękła, a Madeleine okazała się przerażoną, niepewną niczego istotką, która w pewnej mierze nadal jest tą małą dziewczyną, której przyjaźń z wężem skończyła się w tak tragiczny sposób. Domyślam się, jaką panikę wzbudziło u niej pojawienie się tego samego węża, nawet pozostanie w zamknięciu nie było tak przerażające. Bardzo jestem ciekawa, kto ją tam zabrał i jaka przyszłość ją czeka.
    Żal mi Soltera, naprawdę. W gruncie rzeczy on i Mads są do siebie podobni; Solt również próbuje udawać twardego i obojętnego, a nie zawsze mu to wychodzi. Nie wierzę, że przestał zupełnie dbać o rodziców, że fakt, iż go porzucili, już ich nie obchodzi. Z jednej strony wzbraniam się przed winieniem ich za takie postępowanie, a z drugiej nie mogę zrozumieć, jak rodzic może się całkowicie odwrócić od dziecka... Cóż, Solter musiał naprawdę ich przerazić. Cieszę się za to, że ma w swoim otoczeniu Reeda, którego pokochałam od pierwszego wejrzenia (przeczytania)! Sama wspomniałaś, że ten jego entuzjazm nie jest do końca szczery ze względu na specyfikę jego daru, ale i tak zaraża on dobrą energią, mając przy tym niezły wpływ na Solta. Ciekawa jestem misji, którą powierzył podopiecznemu Daskall, bo chyba nie ulega wątpliwości, że wszystko tutaj toczy się wokół Mads? :) W każdym razie, jest coraz bardziej intrygująco i... mrocznie, tak, to chyba dobre słowo.
    Świetny rozdział, stopniowo budujesz napięcie :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za komentarz!
      Maddie ma wiele twarzy i stara się pokazywać tę, która daje jej najwięcej siły oraz odwagi. Pozę takiej zlęknionej istotki najchętniej zakopałaby dwa metry pod ziemią, ale nie jest to możliwe. Różne sytuacje czasami przerastają nawet Maddie.
      Tak, Solt i Maddie są bardzo do siebie podobni. Oboje są wybuchowi, ambitni, starają się udawać niezniszczalnych, ale tak naprawdę cholernie łatwo ich zranić. Solter też poczuł się potwornie, gdy rodzice tak po prostu go od siebie odsunęli. Fakt, dla nich to nie było łatwe tak po prostu zaakceptować, co zrobił ich syn, ale też nie walczyli za bardzo o niego. Od początku nie obdarzali go zbyt ciepłymi uczuciami. Opiekę nad Soltem zlecili opiekunce, a sami bawili się w wolne duchy.
      Reed jest przeciwieństwem Solta. Również ubolewa nad swoim darem, ale stara się cieszyć każdą chwilą. Solter natomiast nie kryje swoich emocji. On po prostu tego nie potrafi.
      Jednak cieszę się, że polubiłaś Reeda. Czuję, że pomysł wprowadzenia tej postaci był całkiem trafnym posunięciem :)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  9. Pierwsze co przyszło mi do głowy, po przeczytaniu tego rozdziału, to, że oboje: Maddie i Solt stracili przez te węże i swoje moce kogoś ważnego dla siebie. Maddie wąż zabił mamę, a przez to, co zrobił zwierzak Solta odwrócili się od niego jego rodzice. Nawet tutaj, w Twoim opowiadaniu, zdają się one być zwiastunem zła.
    Maddie w tym rozdziale zdaje się być bardziej człowiecza niż zwykle, gubi maskę pewności siebie i zdecydowania, a odkrywa strach. Podoba mi się w niej to, że nawet w tej sytuacji myśli logicznie i szuka rozwiązania problemu, wyjścia z sytuacji. Zaskakujące jest pojawienie się węża. Dlaczego pojawił się właśnie w tej chwili? Gdzie znalazła się Maddie? Kim jest Pan?
    Solt jak zwykle, zdaje się wszystko przeżywać, reaguje bardzo emocjonalnie i na swoje nowe zadanie, i na rozmowę z Reedem. Wzmianka o jego rodzicach sama z siebie jest taką wskazówką, że chłopaka wciąż boli, iż go zostawili. Jestem bardzo ciekawa jego misji. Kim jest owa tajemnicza dziewczyna? Reed to sympatyczny facet, taki, którego lubi się od pierwszej wypowiedzi. Co prawda jest bardzo tajemniczy, ale w sumie trudno nie być, mając taki dar.
    Rozdział spowodował napływ niezliczonej ilości nowych pytań. Mam nadzieje szybko poznać na nie odpowiedzi. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację. Węże i niezwykłe zdolności spowodowały, że zarówno Maddie, jak i Solt całkiem sporo stracili.
      Maddie zawsze stara się myśleć racjonalnie, choć sytuacja, w jakiej się znalazła, strąciła z jej twarzy maskę takiej wyrachowanej i nieczułej osoby.
      Solt jest emocjonalną postacią - tego ukryć się nie da. Ma bardzo wybuchowy charakter, nad którym ciężko mu panować.
      Bardzo chętnie udzieliłabym ci wszelkich odpowiedzi już teraz, ale nie chcę pozbawiać cię przyjemności czytania. Dlatego mogę jedynie obiecać, że niedługo wszelkie wątpliwości się rozwieją.
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  10. Bry!
    Wybacz opóźnienie. Już wszystko ładnie nadrobiłam i komentuję. Faktycznie perspektywa Mads jest króciutka, ale jakże interesująca. Poza tym lubię postać Soltera, więc miło czyta mi się z jego perspektywy. Reed wydaje się całkiem miły, ale o tym więcej zaraz. Ogółem rozdział mi się podoba. Tylko za szybko się skończył!

    Madeleine została porwana, to widać na pierwszy rzut oka. Budzi się w zamkniętym, pustym pokoju bez okien. Nie zazdroszczę, cholernie bym się bała i ona też się bała, o czym świadczy jej zachowanie. Szarpanie drzwi i krzyk… Tak by nie wyszła, a wątpię, że znajdowała się w miejscu, gdzie ktoś mógłby ją usłyszeć i jej pomóc. Jak ktoś miał ją słyszeć, to raczej osoby, które ją porwały. Rozumiem jednak, że działała pod strachem i nie myślała o tym, co może spowodować jej krzyk. W sumie pomyślałam „a, należało jej się za to jaka wredna była”, ale potem pojawił się ten wyczekiwany wąż i szkoda mi się Mads zrobiło. Kontakty z wężem ma raczej oziębłe i czy on faktycznie już jej nie słuchał? Znalazł sobie kogoś innego po tym, jak Madeleine go odrzuciła? Wąż chciał ją chronić, nie zabił matki celowo, ale ona o tym nie mogła wiedzieć, była małą dziewczynką. Ciekawi mnie, jaki cel miał ktoś, kto ją porwał. W czym okaże się pomocna? Tyle pytań, tyle pytań!
    A teraz Solter… Tak mi go szkoda. Dobrze, że trafił pod skrzydła Daskalla, ale nie rozumiem postępowania jego rodziców. Solt był małym chłopcem, gdy to się stało. Pewnie nie był do końca świadomy tego, co zrobił. Poza tym to wąż, jakby nie było. Fakt, on wytargał węża do szkoły, ale nie zabił… No, może i mógł powstrzymać gada, ale dorośli o tym nie wiedzieli. Nie mieli pojęcia o więzi tej dwójki, a i tak za wszystko winili Soltera. Nawet rodzice! Kurczę, pozbyli się go i zapomnieli, tak po prostu. Okropni ludzie, na nich też nasłałabym węża. A co! Reed za to wydał mi się sympatyczną postacią. Pomyślałam, że w końcu ktoś radosny pośród tej smutnej Mads i Soltera, o Daskallu za wiele nie wiemy. A tu bum. Okazało się, że chłopak tłumi w sobie ten smutek i też cierpi. Jego dar fajny, ale faktycznie życie bez niespodzianek…

    Czekam na nowy rozdział i życzę mnóstwa weny.
    Pozdrawiam, CM Pattzy
    http://niewinne-grzechy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, witam i bardzo dziękuję za komentarz :*
      Opóźnienie nie jest ważne. Liczy się sam fakt wyrażenia własnego zdania, a nie czas, w jakim ono powstało.
      Maddie nie często zdradza swoje emocje, ale tutaj jednak strach zatriumfował nad dumą. Co do węża... Może nie powinnam tego zdradzać, ale co mi tam! On nigdy tak naprawdę do Mads nie należał tak naprawdę. Węża na własność posiadał jedynie Solt. Ten, który odwiedzał dziewczynę nie traktował jej jako swoją pani, bardziej przyjaciółkę, a może jako łatwe źródło zdobycia pożywienia? Nie zdradzam, co tak naprawdę kierowało tym zwierzęciem - to wszystko wyjdzie na jaw niedługo.
      Postępowanie rodziców Solta miało być niezrozumiałe. Bo kto normalny postępowałby tak w stosunku do swojego dziecka? Oni od początku nie traktowali go, jak syna. Opiekę nad chłopcem sprawowała niania, a rodzice tylko czasami pojawiali się w jego życiu, żeby dać znać, że są, choć tak naprawdę on nie mógł na nich liczyć. Kiedy nadarzyła się okazja, aby pozbyć się "ciężaru" i to pod dobrym pretekstem, oni to chętnie wykorzystali.
      Prawda jest taka, że te niezwykłe dary, których każdy pożąda, tak naprawdę nie przynoszą szczęścia. Bardzo często okazują się ciężarem, sprawiają wiele cierpienia.
      Reed też nie jest do końca szczęśliwy. Ale kto by był? Nie da się w pełni radować z życia, kiedy pozbawione jest ono niespodzianek. A chłopak ma jeszcze inny powód do zmartwień, ale ten wyjdzie na jaw dopiero w którymś z kolejnych rozdziałów.
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. Rzeczywiście perspektywa Maddie była naprawdę krótka. Nawet nie wiem, jak ją skomentować. Wiem tylko, że nie podoba mi się jej relacja z wężem. Wiem, wiem, że to on doprowadził do śmierci jej matki, ale to nie zmienia faktu, że działał w jej obronie. Przynajmniej według niego. Zresztą cały czas mam żal, że w ogóle doszło do tamtej sytuacji. Nie wiem po co o tym teraz wspominam, skoro miało to miejsce na początku, a nie w tym rozdziale, ale tak jakoś wyszło... Wąż przywołuje przykre wspomnienia. Niemniej jednak mam nadzieję, że Maddie z czasem się z nim "dogada". Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że to może jej coś ułatwić w przyszłości...
    Ach ten Solter. Mam on całkiem ciekawego kolegę. Przyznaję, że Reed mnie zaintrygował. Tym bardziej, że jest on jedną z nielicznych osób, które znają Solta. W końcu nie każdy może znaleźć się tak blisko chłopaka. Poza tym to przewidywanie przyszłości. Z taką zdolnością człowiek nie ma łatwo. No dobra może czasem jednak ma, ale ciągłe życie z przewidywaniem następnej chwili - nie pisałabym się na to. Poza tym zaintrygowałaś mnie tym zakończeniem. Co powoduje u chłopaka taki ból? Te wizje są gorsze niżby się wydawały? Poza tym jest jeszcze ta przepowiednie - ciekawi mnie ona. Proszę zatem o następny rozdział! A tymczasem życzę weny! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że w przypadku Maddie, ta perspektywa mogłaby być dłuższa, ale jednak staram się to tak wyważyć, aby późniejsze wydarzenia dobrze się ze sobą zgrały.
      Nie wiem, czy to dobre, ale zaczęłam myśleć przyszłościowo. Koniec z kompletną improwizacją! Zobaczymy, jaki wpływ będzie miało to na opowiadanie...
      Tak, wąż działał wtedy w obronie dziewczyny, ale jednak ja tak usilnie nie starałabym się go bronić. To nie jest do końca dobre stworzenie, ale o tym cicho sza!
      Reed ma siłę przebicia ;) Jest on taką postacią, która osiąga wszystko, co sobie postanowi, a że zechciał zaprzyjaźnić się z Soltem, to już tak zostało. Ja chyba też nie pisałabym się na taki dar. Jednak pozbawia on pewnej radości. A co do zakończenia... Ten ból u Reeda nie jest bez znaczenia, ale w tej chwili muszę ugryźć się w język, bo zaraz chlapnę zbyt wiele, jak to ja mam w zwyczaju.
      Następny rozdział całkiem niedługo!
      Bardzo dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  12. Powiem ci, że podczas czytania tej części o Maddie, puściłam sobie "prelude" Punisher Music i po prostu idealnie wkomponowało mi się w akcję. Takie dygotanie, bezsilność, napięcie i pojawienie się węża bach.

    Zastanawiam się, co to za oczekiwany pan i skąd się ten gad w ogóle wziął w takim miejscu. Maddie uznaje go za zdrajcę, stąd też wnioskuję, że mimo wszystko dalej tkwi w niej dziewczynka. Bo nie zaprzecza jak taka dorosła jego istnieniu, tylko własnie uznaje za przyjaciela, który zdradził.

    Zastanawia mnie ta sytuacja z Soltem. Bo on był jeszcze chłopcem, jak nasłał tego swojego węża. Jak oni mogli mówić o jego winie? Bardziej bym tutaj mówiła o bezmyślności, bo przecież chyba mu nie uwierzyli, że kazał gadowi atakować? To nienormalne.
    Współczuję mu też rodziców, którzy własnie pozbywają się problemu. Nic dziwnego, że teraz Solt jest taki rozchwiany emocjonalnie. Ja też bym pewnie była. To smutne, kiedy zostajesz totalnie odrzucony przez osoby, które kochasz. Chociaż to samo dotyczy Maddie, nie?
    Skoro Solt ma być świadkiem, jak dziewczyna ratuje świat... to chodzi właśnie o nią? Mam nadzieję, że całość się tak nie skończy ;p Chociaż może... co ja tam wiem.

    Ciekawi mnie postać Reeda. Nie tyle jego dar, ale bardziej osobowość. Bardzo często osoby pełne entuzjazmu niosą niezły bagaż, ciekawi mnie ten, z którym on się zmaga. Czy ma za sobą jakąś dramatyczną przeszłość?

    No nic ; ) Chyba tyle ode mnie
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż będę musiała później przesłuchać, bo nie miałam wcześniej tej przyjemności ;)
      Tajemnica pana i węża niebawem się wyjaśnią. Hmm... Maddie za bardzo nie mogłaby zaprzeczyć istnieniu węża, bo jednak pamięta, że miała z nim kontakt w dzieciństwie. Jest świadoma, co zrobił i nie potrafi mu ufać.
      Rodzice Solta to dziwne istoty - jeszcze o nich tutaj kilka informacji się pojawi, aczkolwiek masz całkowitą rację i to właśnie oni ponoszą ogromną odpowiedzialność za to, jaki obecnie jest Solter.
      Co do zakończenia - do tego jeszcze długa droga, ale myślę, że jeszcze nie raz uda mi się was zaskoczyć :D
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  13. Jakaś masakra z tą moją punktualnością :D. Wybacz ogromną zwłokę, postanawiam poprawę. Przyjmij córkę marnotrawną.

    Hm... to ciekawe, gdzie ona się teraz znajduje. To dziwne, aby wąż ją zamknął i trzymał właśnie tylko po to, aby z nim poszła. Brzmi nielogicznie. Jeżeli ktoś nam każe coś zrobić, to zwykle nas tam zabiera, a nie zamyka. Chyba, że ktoś dostał polecenie:"przynieś tę dziewczynę, ja wąż wbiję do ciebie za jakiś czas i z nią pogadam"... wtedy tak ;d. Bez wątpienia myślę, że połączą się jej losy z losami Solta. Tylko ciekawe w jakim stosunku.
    Co do Solta to jakoś na pewien sposób go lubię. Strasznie lubię poznawać ludzi i ich rozgryzać(nie dosłownie oczywiście :D). No i pomagać, a Solt widać, że jest skrzywdzony przez rodziców. To było takie okropne z ich strony. Jak można pozbyć się własnego dziecka? To jak pozbyć się problemu, zamiast dowiedzieć się przyczyny i go naprawić. Biedny chłopak. Mam nadzieję, że nigdy nie popełniłabym ich błędu. Czy strach może ich sparaliżował przed walką? Strach, że to i im się coś stanie? Może jednak ciężko oceniać ich zachowanie. Mówi się, że ludzie, którzy najbardziej cierpią, najwięcej się uśmiechają. W sumie to mają tyle samozaparcia, aby żyć z tym, a nie tym. Co jest dość godne podziwu. Też lubię takich ludzi, którzy zarażają pozytywnymi emocjami.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Były emocje :0
    Ten Solt coraz bardziej mi się podoba ;3
    Cieszę się, że mogłam poznać jego przeszłość. Z tego co pamiętam z Prologu jego rodzice byli zajęci dodawaniem zer do banknotów, więc nie dziwię się, że oddali go do ośrodka, po tym co się stało. Intryguje mnie jednak jedna rzecz. Skąd oni wiedzieli o ośrodku? Czyżby wszyscy wszem i wobec wiedzieli o ludziach z jakimiś zdolnościami, a ośrodek Daskalla jest jak szkoła Xaviera z X-menów? Ciekawe...
    Tą dziewczyną jest Maddie? No jasne, że tak :P wątek miłosny? Oj, możliwe, czyż nie? Mój instynkt coś zwęszył xD
    Fajnie kreujesz postacie, mają one swoją naturalność przez co i opowiadanie wychodzi całkiem realistycznie, czego Ci zazdroszczę. Ja muszę nad tym popracować :\
    Bardzo podoba mi się charakter Solta, cały mi się podoba xD Jestem pewna, że będzie miał on ciężko z Mad.
    I intryguje mnie ta owa przepowiednia. Mad ratuje świat, a Solt przygląda się z boku? czy tylko mi się to lekko kojarzy z Miraculum Biedronką i Czarnym Kotem? :0
    Nie wierzę. Solt na pewno będzie miał w tym wszystkim swój udział, i coś go połączy z Mad. Czuję to.
    Powiedziałabym, że Cię zabiję, za to, że skończyłaś w takim momencie, ale przecież za chwilę dorwę się do kolejnego rozdziału :")
    Reed też jest ciekawą postacią z darem przekleństwa. Znać przyszłość... To tak jak otworzyć prezenty świąteczne przed wcześnie! Jest dość radosną postacią, ale boryka się z ciężarem, widać to po nim. Zakrywa twarz uśmiechem i jest mega wesoły. Coś się za tym kryć musi, coś go boli.
    Idę daaaleeej ;P

    Pozdrawiam i weny!
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emocji ci u nas dostatek :D
      Hmm... bardziej Daskall ich namierzył i zaproponował pomoc w "wychowaniu" Solta. Rodzice chłopaka nie mieli pojęcia o jego zdolnościach, a co dopiero reszta świata :D Do tego jeszcze potem wrócę ;)
      Ej, przestań. Twoje postaci też mnie urzekają naturalnością! A przede wszystkim piszesz naturalne dialogi, co mi niekiedy z trudem przychodzi i ciągle się z tym męczę, aby nie brzmiały tak bezpłciowo.
      Wątek miłosny się pojawi, ale gdzie, kiedy i między kim? Nie zdradzam!
      Z czym ci się kojarzy? :o Jaką Biedronką? :o Aż musiałam wygooglować :D To oznacza, że starość mnie dopadła niestety!
      Oj, pięknie to napisałaś z tym otwieraniem prezentu zbyt wcześniej. Idealnie!
      Wielkie dzięki za kolejny wspaniały komentarz! Ja lecę czytać dalej u ciebie :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Teraz to wiele wyjaśnia haha :P
      To ciekawe jak Miszczu mój ich namierzył? :0
      Tyle pytań i teorii...

      Usuń
    3. Do tego jeszcze pewnie wrócę, kiedy zaczną się takie typowe "wspominki", a ich trochę tutaj będzie :D No co ja zrobię? Lubię powroty do przeszłości!

      Usuń
  15. Dobry wieczór.
    Och, daj spokój, czytam z przyjemnością, lubię pisać słowotoki, w których wyrażam swoje uczucia, no i wiem, ile treściwe komentarze znaczą dla pisarza.
    Maddie przydałyby się może soczyste koszmary dla orzeźwienia, Solter na pewno by chyba pożyczył (motyw węża się częściowo zgadza.XD).
    Cieszę się, że planujesz posiatkowanie tekstu. Im mniej akapitów, tym wydaje się jakoś ciężej. Ten drugi od perspektywy Soltera może przerażać, gdy ktoś nie lubi opisów (ja wielbię).
    Klaustrofob pozdrawia. :) No ale Maddie nie współczuje, bardziej już kibicowałabym upartym drzwiom. Mimo to, ciekawi mnie, co się stało, czy to te gorsze rzeczy i czy mają jakiś związek ze słowami Mistrza spod końca poprzedniego rozdziału.
    Ciekawe, kim jest pan naszej gadziny...
    Uwielbiam miejsca pokroju gniazdka Daskalla... takie z duszą, historią, nie tylko cztery ściany, w których jest ciepło, łóżko, wanna i kuchnia.
    Czekam na proroctwa Reeda. Chłopak ma coś z Ty'a, to maskowanie smutku żartami i pozytywnym (może i w cudzysłów powinnam to wciąż...) nastawieniem. Dziewczyna z króciutkiej wizji...? Czyżby Madd? Czyżby właśnie chodziło o ich duet i ważną misję?
    Ból skroni Reeda? To przed przepowiedzeniem czegoś? Albo wlaśnie przez brak wizji? Albo niepotrzebnie łączę to z darem...
    Pozdrawiam,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zdecydowanie znaczą naprawdę wiele <3
      Maddie pewnie by wtedy nieco spokorniała i dobrze by jej to zrobiło xD
      Ja lubuję się opisach, ale wiem też, że potrafią przerażać, więc większa liczba akapitów głupim pomysłem nie jest chyba :D
      To i ja dołączam do grona klaustrofobów! Mojej szkole to zawdzięczam, podstawówce kochanej i wychowawczyni, co to sobie zwiedzanie ciasnych i ciemnych tunelów na wycieczce wymarzyła...
      Chciałabym wiele zdradzić, a jednocześnie walczę ze sobą i dam ci poczytać sobie samej :D Chciałabym też przybyć do ciebie z komentarzem, ale jutro ostatni egzamin, więc... Co ja tu w ogóle robię? Do książek marsz!
      Dzięki wielkie :*

      Usuń

Archiwum bloga