środa, 2 marca 2016

Rozdział 4

Madeleine

Spoglądała w oczy potwora, starając się nie ulec panice. Nie było to łatwe. Dziewczyna do końca nie wiedziała, jak się zachować. Bała się choćby drgnąć, aby go nie sprowokować. A wąż zdawał się odczytywać jej nastrój i go podzielać. Początkowo spokojny, stopniowo stawał się coraz bardziej nerwowy. Maddie widziała, ile samokontroli kosztuje go powstrzymanie się przed atakiem. Czuła, że tak naprawdę w ryzach trzymało go tylko twarde polecenie, które otrzymał wcześniej, a może raczej surowa tresura. W każdym razie wcale nie zaniechał zabicia ofiary z własnej woli. Maddie była tego świadoma, a to wcale nie polepszało jej nastroju ani nie pozwalało się uspokoić. Tkwiła w bezruchu, próbując wyrównać oddech i marząc o tym, aby stać się niewidzialną albo przenieść w całkowicie inne miejsce. Nadaremnie. Jej serce zgubiło swój zwyczajny rytm i nie potrafiło go odnaleźć. Kiedy wydawało się, że spokój znajduje się w zasięgu ręki, wąż wykonywał jeden, niepozorny ruch, natychmiast płosząc to wątłe poczucie bezpieczeństwa. Gad poruszał się nieustannie i tym samym zmuszał, aby Madeleine skupiała na nim całą swoją uwagę. Działał całkiem skutecznie. Spowodował, że dziewczyna patrzyła tylko na niego, a przez to straciła czujność i przestała obserwować, co dzieje się dookoła. Nie spostrzegła, że w międzyczasie ktoś cicho wślizgnął się do pomieszczenia i zbliżył się, czujnie przypatrując się ich poczynaniom.
- Widzę, że wasza wielka przyjaźń wyparowała bez śladu - odezwał się przybyły mężczyzna, powodując, że Maddie drgnęła niespokojnie i przelotnie na niego zerknęła. Zrobiła to szybko, nie chcąc tracić z oczu jadowitych kłów węża, po czym ciaśniej wtuliła się w mur, który widniał za jej plecami. Nie miała, gdzie uciec. Nieznajomy zaśmiał się, kręcąc w rozbawieniu głową. - Szkoda. Nie co dzień ma się okazję obserwować podobną zażyłość, a raczej tak wielką naiwność. Jednak chyba to do ciebie dotarło, Maddie, prawda? Wiem, że tak. Widzę to po twoim przerażeniu. Wreszcie dostrzegłaś, że te zwierzęta w niczym nie przypominają domowych pupili, co? Cóż, trochę to trwało, ale dobrze, że w końcu zrozumiałaś. Te stwory w najmniejszym stopniu nie są sentymentalne i potrafią zwrócić się przeciwko właścicielowi, gdy ten tylko straci nad nimi kontrolę. Byłoby mi żal, gdybyś zginęła z tak błahego powodu, jak brak ostrożności. Pest, do mnie!
Wąż zasyczał przeciągle i niechętnie spełnił polecenie swojego pana. Oddalił się, a Maddie z ulgą wypuściła przetrzymywane w płucach powietrze, po czym dokładnie, choć z nieufnością, przyjrzała się mężczyźnie ubranemu w ciemny, dopasowany garnitur. Nieznajomy był wysokim człowiekiem o poważnej posturze, którą z łatwością onieśmielał innych. Postrach budziło również jego surowe spojrzenie. Szare, lodowate tęczówki, miejscami ozdobione malutkimi, błękitnymi plamkami, zdawały się kryć zdolność zamrażania ludzkich serc. Mężczyzna najlepsze lata młodości miał już dawno za sobą, o czym jasno świadczyły siwe pasemka przecinające miejscami jego ciemnobrązowe włosy oraz pojedyncze bruzdy szpecące, niegdyś przystojną, pociągłą twarz. Madeleine przez chwilę spoglądała na niego z konsternacją, próbując przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek wcześniej miała okazję spotkać go w swoim życiu. Nie. Wcale go nie znała, a przynajmniej tego nie pamiętała. On jednak sprawiał wrażenie, jakby ich znajomość stanowiła coś oczywistego. W przeciwieństwie do dziewczyny, zachowywał się spokojnie, nie okazując speszenia tą niecodzienną sytuacją. Dla Maddie to było zbyt wiele.
- Kim jesteś? Czego ode mnie chcesz? Czemu się tu znalazłam? - Zalała go mnóstwem pytań, na które mężczyzna nie miał najmniejszej ochoty odpowiadać. Postanowił, że udzieli odpowiedzi, kiedy sam uzna to za stosowne. W jego zwyczaju nie leżało postępowanie pod dyktando kogoś innego. To pozostali tańczyli tak, jak on im zagrał. Dziewczyna jeszcze tego nie wiedziała. Była krnąbrna, wyrywna, gwałtowna, niesamowicie uparta. Mogła sprawić mnóstwo problemów, ale on zdążył się na to przygotować. Przecież właśnie takich cech po niej oczekiwał. Madeleine była doskonała na swój sposób. Mężczyzna potarł podbródek, przyglądając się jej w zamyśleniu. Obserwował, jak rośnie wzburzenie dziewczyny, jak ona sama daje się ponieść wściekłości. Nie była już przerażona, raczej zła. Rozzłoszczona i oszołomiona. To była niebezpieczna kombinacja, którą należało zacząć kontrolować lub szybko ukrócić. Nieznajomy westchnął teatralnie i pokręcił głową. 
- Spokojnie, powoli - poprosił, unosząc dłonie w górę w poddańczym geście. Uśmiechnął się przy tym dobrotliwie, jakby już wcześniej przewidział, że dziewczyna może zachować w podobny sposób. Nie zamierzał jej za to karać. Nie tym razem. - To wszystko źle się zaczęło. Jednak musisz wiedzieć, że moi ludzie nie są finezyjni, wiele rzeczy traktują zbyt dosłownie. Ja wcale delikatności od nich nie wymagam. Po prostu musisz im to wybaczyć, moja droga. Nie do końca prawidłowo odczytali otrzymane instrukcje. Pozwolisz, że ci to wynagrodzę? Może zaczniemy jeszcze raz? Dasz mi szansę, Maddie?
Zbliżył się do niej, delikatnie pochwycił jej dłoń i złożył na wierzchu szarmancki pocałunek. Maddie zamrugała zdziwiona. Nikt do tej pory nie traktował jej w taki sposób. Przywykła do krzyków, do oskarżeń i krzywych spojrzeń. Nieznajomy w kilka sekund oczarował ją swoją elokwencją i urokiem osobistym. Sprawił, że cały gniew, który odczuwała, ulotnił się w jednej chwili. Pozostał jedynie szok.
- Skąd pan wie, jak mam na imię? - spytała, mrużąc podejrzliwie oczy. Była pod wrażeniem, ale wciąż zachowywała czujność.
- Och, to całkiem proste! - Klasnął w dłonie z uciechą, odgrywając naprawdę uradowanego tak łatwym pytaniem. - Obserwowałem cię od bardzo dawna, moja droga. Twój talent należało monitorować, aby przypadkiem się nie zmarnował. Jednak myślę, że nie jest to najlepsze miejsce na takie rozmowy. Może przeniesiemy się gdzieś, gdzie panują bardziej hmm... dogodne warunki? Wtedy postaram się rozwiać twoje wszelkie wątpliwości.
Maddie nie wiedziała, dlaczego go posłuchała. Nie miała zielonego pojęcia, czemu pozwoliła wyprowadzić się z tego pomieszczenia i poprowadzić ciemnym, wąskim korytarzem, aż do przestronnego i bogato ozdobionego salonu. Czuła się, jakby ktoś ją zahipnotyzował, a jednocześnie pozbawił wszelkich sił oraz zdolności do buntu. Ze zrezygnowaniem opadła na kanapę, a jej wzrok ponownie został przyciągnięty przez węża, który wytrwale podążał za swoim właścicielem.
- On pana słucha? - spytała, obserwując, jak gad syczy i pręży się dumnie tuż przy nodze mężczyzny, ale bez zamiaru ataku. Ona nigdy nie dopuściłaby, aby stwór znalazł się tak blisko niej. To byłoby nierozsądne.
- Tak, ale z całkiem innego powodu, niż ciebie. Bo widzisz, wcale go nie rozumiem. Nie mówię jego językiem. Mogę za to sprawić mu dotkliwy ból, a on jest tego świadomy i robi to, czego od niego oczekuję. Dokładnie tak, jak pozostali. Ty jednak nie musisz się obawiać, Mads. Wykonasz wszystko, co będzie konieczne, nie zmuszając mnie do użycia siły, prawda?
Groźba. Subtelna, dokładnie ukryta pod grubym woalem charyzmy starszego, dobrze wychowanego, pana. Szantaż prawie nie do rozpoznania. Jednak dziewczyna natychmiast go wychwyciła i wcale jej się to nie spodobało. Zmarszczyła brwi, a na jej ustach odmalował się grymas niezadowolenia.
- Kim ty jesteś, żeby odzywać się do mnie takim tonem? - mruknęła, wstając i zakładając ręce na piersi w buntowniczym geście. Porzuciła wszelkie pozory grzeczności, czując nową motywację do walki. - Chcę się stąd wydostać! Masz mnie w tej chwili wypuścić! Wracam do domu!
- Obawiam się, że jest to niemożliwe - odparł. Udawał zasmuconego, ale w jego lodowatym spojrzeniu nadal czaiło się coś niepokojącego. Chciał zastraszyć dziewczynę, a jednocześnie silił się na uprzejmość. Postanowił nie krzywdzić jej w najbliższym czasie. Pragnął wytrwać w tym postanowieniu. -  Nie, dopóki mi nie pomożesz. Bo widzisz, oboje jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Musisz wyświadczyć mi przysługę, wtedy zwrócę ci wolność. Pozwolę ci odejść i zapomnieć o wszystkim. Chyba, że sama zdecydujesz inaczej, a uwierz mi, taka możliwość może zaistnieć, kiedy dowiesz się, kim jesteś i jak wiele znaczysz.
- O czym ty, do cholery, mówisz? - warknęła, spoglądając na niego ze złością. Miała dość tajemnic. Potrzebowała prawdy. Łaknęła jej, jak jeszcze nigdy wcześniej.
- Jesteś brakującym elementem, Maddie - rzekł, a w jego oczach pojawił się szaleńczy błysk podekscytowania. - Tylko ty możesz przemówić do Pradawnego. Tylko ty posiadasz zdolność zbudzenia go ze snu i przywrócenia właściwej równowagi sił. Możesz zdecydować o tak wielu rzeczach, tak wiele może zależeć tylko od ciebie!
- Ja... ja chyba nie rozumiem. Jaki Pradawny? Jakich sił? Bzdury! To nie może chodzić o mnie. Ja jestem normalna. Całkiem przeciętna!
- Nie udawaj. - Teraz to mężczyzna się zdenerwował. Irytowała go niewiara tej dziewczyny. Sam zaczął wątpić, czy to rzeczywiście chodzi o kogoś o tak ograniczonej wyobraźni. Jednak pomyłka nie wchodziła w grę. Przecież sam był naocznym świadkiem tych wszystkich zdarzeń. - Obserwowałem cię od bardzo dawna i wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, że znasz ich język i potrafisz je kontrolować. Pest miał mnóstwo okazji, aby cię uśmiercić, gdy byłaś dzieckiem. Nigdy tego nie zrobił i to nie dlatego, że ja mu rozkazywałem. Zanim natrafił na ciebie, zabił kilkoro innych dzieci wbrew moim poleceniom. Ciebie nie ruszył. To nie mógł być przypadek. Musi istnieć konkretny powód. Ja go znam i jestem przekonany, że ty również jesteś tego świadoma, choć coś powstrzymuje cię, aby w to uwierzyć.
- Niemożliwe. To po prostu mi się śni. - Maddie pokręciła głową z niedowierzaniem. Wróciła na swoje miejsce, czując, że nogi się pod nią załamują. Opadła na kanapę, zamknęła oczy, po czym zaplotła włosy między palce i pociągnęła za kosmyki, pragnąc przywrócić sobie zdolność racjonalnego myślenia. - Zaraz się obudzę. Na pewno.
- To nie sen, Madeleine. Jednak, jeżeli potrzebujesz czasu, rozumiem. Wiele rzeczy zwaliło ci się na głowę w jednej chwili. Dam ci trochę czasu, żebyś mogła to wszystko przemyśleć i poukładać. Marauder zaprowadzi cię zaraz do jednego z pokojów gościnnych. Rozgość się  tam, a za dwa dni chciałbym, aby twoje szkolenie się rozpoczęło. Wtedy też wyjaśnię ci nieco więcej. Mam nadzieję, że nie będziesz tego utrudniać. - Dziewczyna nie zareagowała. Trwała w tej samej pozycji, ignorując słowa starszego pana. Miała nadzieję, że da jej spokój. Mężczyzna spoglądał na nią, ale nie doczekując się odpowiedzi, wzruszył ramionami i rzucił na odchodne: - Maddie, nasza współpraca nie musi być udręką. Nie chciałbym krzywdzić ciebie ani bliskich tobie osób, ale to zależy tylko od ciebie. Jeżeli mnie do tego zmusisz, zrobię wszystko, aby wymusić na tobie posłuszeństwo. Zapamiętaj.
Maddie się nie poruszyła, choć starszy pan wyszedł z pokoju. Słyszała, jak zamykają się za nim drzwi. Jakaś jej część podpowiadała naglącym szeptem, że to jest okazja, którą mogłaby wykorzystać do ucieczki. Jednak nie potrafiła się do tego zmobilizować. Podświadomie czuła, że nie została tak do końca sama i próby wydostania się na zewnątrz spełzłyby na niczym. I miała rację. Bowiem po chwili ktoś się do niej zbliżył.
Madeleine wyprostowała się z ociąganiem, po czym spojrzała niechętnie na intruza, który odkąd miał pełnić rolę jego strażnika. Nie chciała go poznawać, nie miała ochoty mieć z nim cokolwiek wspólnego, ale udawanie, że wcale go nie widzi, było tylko grą na czas. Dlatego wcale się na to nie siliła. Uniosła nieco podbródek, posyłając swojemu towarzyszowi wyzywające spojrzenie. Postanowiła nie ułatwiać mu życia.
Sama nie wiedziała, czego się spodziewać. Intuicyjnie nastawiła się na widok starszego mężczyzny, pewnie nieco podobnego do porywacza, z którym już miała do czynienia. Tymczasem spostrzegła przed sobą chłopaka niewiele starszego od siebie - młodego mężczyznę o niechlujnej czuprynie ciemnych włosów i tęczówkach w kolorze intensywnej zieleni. Stał on tuż przy niej i patrzył na nią wyczekująco. Ich spojrzenia mimowolnie się skrzyżowały. Na chwilę. Chłopak szybko przerwał ten kontakt.
- Chodź - mruknął nieuprzejmie, a ona po chwili wahania spełniła jego polecenie. Bo co innego mogła robić? Wszelkie próby przebudzenia się z tego dziwnego snu nic nie dawały. Koszmar trwał nadal, a jego epicentrum skoncentrowane było w niedalekiej przyszłości, czego ona nie była jeszcze do końca świadoma.


Solter


Las był cichy. Spokojny. Wiatr delikatnie poruszał koronami drzew, wywołując ledwo słyszalny szum. Podobna subtelność stanowiła nagrodę, a może raczej przeprosiny po gwałtownej nawałnicy, jaka przetoczyła się nad miastem w godzinach późno popołudniowych. Przyroda prosiła o wybaczenie, choć nie wszyscy jej na nowo zaufali. Przerażone zwierzęta wciąż nie nabrały śmiałości, aby opuścić swoje bezpieczne schronienia, w których skryły się przed ulewą. Powoli wyglądały z norek, lecz powstrzymywały się od wesołych harców, przedłużając panującą ciszę, choć była to kwestia kilku chwil. Leśna fauna nie umiała zbyt długo usiedzieć w miejscu. 
Solt to doskonale rozumiał. Sam wykorzystał pierwszą nadarzającą się okazję, aby móc uciec z ciasnego i dusznego budynku. Musiał. Inaczej by zwariował. Jego organizm domagał się milczenia. Umysł potrzebował ciszy, aby móc przemyśleć kilka istotnych spraw. Umęczona psychika chciała się uspokoić. Jednak nie mogła osiągnąć tego w ograniczonej przestrzeni - w domu o tak cienkich ścianach, że rozszalałe emocje innych uczniów przenikały przez nie z łatwością i spływały po nich wartkim strumieniem. Wciągały chłopaka w swoje głębiny. Zatapiały go. Solt miał wrażenie, że lada moment się udusi, jeżeli nie uda mu się stamtąd wydostać. Już i tak dostatecznie zachłysnął się wściekłością. Nie wiedział, czy swoją własną, czy kogoś zupełnie innego. Gubił się w tym.
Osamotniona puszcza pozwoliła mu odzyskać samego siebie. Przemierzając ją, Solter powoli wciągał świeże, leśne powietrze do płuc, rozkoszując się jego czystością. Nic nie wyczuł, nic go nie zaatakowało. Mógł oddychać spokojnie, a brak napływu obcych emocji działał na niego kojąco. Nie tumanił, nie wywoływał wściekłości. Może właśnie, dlatego chłopak tak bardzo lubił samotne podróże. W otoczeniu przyrody czuł się sobą. W jego głowie nie powstawały gotowe obrazy ludzi, którymi nie był i z którymi nie chciał mieć absolutnie nic wspólnego. Nic mu się nie mieszało. Nie czuł się kimś, kim wcale nie był. Samotność stanowiła ocalenie własnej osobowości. 
Solt niespiesznie przemierzał kolejne ścieżki, pragnąc zwyczajnie uciec, choć sam nie wiedział przed czym. Wdrapał się na drzewo, które zostało złamane przez porywisty wiatr i przewrócone tak niefortunnie, że zagradzało jedną z nielicznych dróżek wydeptanych przez ludzi. Chłopak pokonał przeszkodę bez trudu, po czym przeszedł jeszcze kilka kroków, zanim się zatrzymał, wsłuchując w odgłosy puszczy. Coś mu się nie podobało. Czuł, że ktoś uważnie mu się przygląda, choć zapach niczego nie zdradzał. Dla pewności kilkakrotnie pociągnął nosem, aby zapoznać się z wonią powietrza. I nic. Nie wyczuł absolutnie nic niepokojącego. Jednak dziwne wrażenie wcale go nie opuszczało. Na wszelki wypadek pozostał czujny, napinając wszelkie mięśnie i przygotowując się do obrony. Solter chwilę się przysłuchiwał, zanim wychwycił jeden, charakterystyczny dźwięk, który początkowo go zaniepokoił, ale po chwili wydał się znajomy. Chłopak pokręcił głową w rozdrażnieniu.
- Finder, zostań. Nie możesz wszędzie za mną łazić - warknął, dostrzegając węża, próbującego skryć się pod jednym z rozłożystych krzaków paproci. - Zrozum, potrzebuję przestrzeni!
Zwierzak zasyczał cichutko, jakby przepraszając za swoje zachowanie, choć chłopak wątpił, aby cokolwiek do niego dotarło. Węże nie myślały w ludzki sposób ani nie odczuwały tak, jak ludzie. Solt jednak lubił przebywać w ich otoczeniu. Podobało mu się to, że nie czuł pochodzących od nich emocji, a co za tym idzie, mógł chociaż udawać, że jest normalny, nie obdarzony tym przekleństwem. Tak właśnie myślał o swoim talencie. Nie traktował go jako przywilej, a raczej jak karę. Większość zwykłych ludzi, którzy zostali w jakimś stopniu wtajemniczeni w ten inny świat lub po prostu o nim fantazjowali, tego nie rozumiała. Uważała, że niezwykłe talenty dawały władzę. Ludzkość otwarcie zazdrościła ich posiadania, a jednocześnie wcale nie zdawała sobie sprawy, jak wiele wyrzeczeń za sobą niosą. Wszyscy widzieli jedynie korzyści, a przymykali oczy na wszelkie niedogodności. Tak naprawdę umiejętność rozpoznawania obcych emocji była w przydatna. W walce. Była niezastąpiona, wtedy kiedy liczyło się zdobycie przewagi. Jednak, kiedy w grę wchodziły sprawy osobiste, dar stawał się przekleństwem. Solt przekonywał się o tym wielokrotnie i nawet nie wiedział, że najbliższa przyszłość szykuje dla niego jeszcze kilka, bolesnych prób. Nie był na to przygotowany.
- Nie odpuścisz, co? Ty podły draniu - mruknął z rezygnacją, choć w jego głosie zabrzmiały pojedyncze, czułe nutki. Chłopak przykucnął i pozwolił, aby wąż zbliżył się do niego, a kiedy zwierzak znalazł się dostatecznie blisko, wyciągnął dłoń i pogładził aksamitną skórę swojego pupila. Nie potrafił go znienawidzić. Próbował. Jednak nie potrafił. Wąż był jego częścią. - No dobrze, w takim razie pójdziesz ze mną. Chodź, zrobimy mały rekonesans i wracamy do domu.
Solt wyprostował się i ruszył przed siebie. Wąż jednak nie drgnął. Naprężył się i zasyczał gniewnie, węsząc zawzięcie swoim specyficznym językiem. Chłopak spojrzał na niego ze zdziwieniem przez ramię. Takie zachowanie podopiecznego stanowiło coś zdecydowanie nietypowego. Wzbudzało czujność. Solter rozejrzał się dookoła z uwagą, ale nie dostrzegając nic niezwykłego, z powrotem skupił się na zwierzęciu.
- O co chodzi, Finder? Przecież nic... - Nie zdążył sformułować swojego pytania, bo coś ogromnego i futrzastego wyskoczyło zza pobliskiego zarośla, po czym rzuciło się na chłopaka. Wpadło na niego z impetem i zwaliło go z nóg, zanim ten zdążył zareagować.
Solter dał się zaskoczyć. Poczuł, jak wielkie cielsko przygniata go do podłoża, a potężna szczęka zaciska się na jego przedramieniu. Potwór potrząsnął łbem, przeciągając swoją ofiarę po miękkiej, pokrytej mchem powierzchni. Chłopak krzyknął z bólu, gdy kły bestii zatopiły się głębiej w jego skórze, przegryzając mięśnie i dążąc do zmiażdżenia kości. Solt wiedział, że jeżeli zaraz czegoś nie wymyśli, niechybnie zginie. Pragnął wyswobodzić rękę, ale jego przeciwnik miał silny ścisk. Siłowanie się z nim nie mogło okazać się trafnym posunięciem. Dlatego też chłopak szybko z tego zrezygnował, w zamian zamachnął się, po czym wymierzył silny oraz celny cios lewym łokciem prosto w jego nos. Było to skuteczne zagranie. Bestia prychnęła, kichnęła, jednocześnie luzując nieco chwyt. Tyle wystarczyło, aby Solt się uwolnił. Wykorzystując okazję, przetoczył się po ziemi i, nie zważając na dotkliwy ból promieniujący ze zranionego miejsca, poderwał się do ucieczki. Nie udało mu się jednak odbiec zbyt daleko. Ogromny zwierz szybko otrząsnął się z szoku, po czym rzucił w pogoń za swoją ofiarą. Solter zdążył tylko zerknąć przez ramię, aby zorientować się, jaki gatunek tak bardzo go znienawidził. Odwrócił się na sekundę i spostrzegł szarżującego niedźwiedzia. A przynajmniej coś, co w dużej mierze go przypominało pod względem fizycznym, bo jednak wcale nie zachowywało się, jak przystało na przedstawiciela swojej rasy.
Solt nie miał przy sobie broni. Nierozważnie zapomniał jej ze sobą wziąć, gdy opuszczał dom w tak wielkim gniewie. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się podobne gapiostwo, ale nigdy wcześniej nie spotkał też tak agresywnego zwierzęcia. To nie było naturalne. Zawziętość i zew krwi, które błyszczały w oczach niedźwiedzia nie były podobne leśnym stworzeniom, stanowiły raczej domenę ludzi. Solter wielokrotnie widywał te emocje wymalowane wyraźnie na twarzach wrogów, gdy się z nimi pojedynkował. Nigdy jednak nie spotkał tak rozwścieczonego zwierzęcia... Nie, to nie było istotne. Chłopak oczyścił umysł ze zbędnych myśli i skupił się jedynie na ucieczce.
Nie planował. Po prostu biegł. Przyciskał zranione przedramię do brzucha, ignorując pulsujący ból oraz niepokojącą ilość krwi wypływającą z rany, i biegł, ile sił w nogach, zagłębiając się w coraz gęstszy las. Miał nadzieję, że takie zagranie nieco spowolni wielkie oraz niezgrabne zwierzę. Nie przewidział jednak, że zagęszczenie może być tylko chwilowe, a za wzniesieniem kryje się otwarta polana. Solt przeklął własną głupotę, gdy dotarło do niego, jak wielki błąd popełnił. Chłopak miał doskonałą kondycję i mógł uciekać jeszcze przez długi czas, ale dobrze wiedział, że nie ma szans w zestawieniu z takim przeciwnikiem, jeżeli podejmie sprawiedliwą walkę. Musiał kombinować. Trybiki w jego głowie pracowały na najwyższym poziomie, lecz niedźwiedź był szybszy i nie dał mu potrzebnego na zastanowienie czasu. Paroma długimi susami zmniejszył dzielącą ich odległość, a wykonując jeszcze kilka, zdołał wyprzedzić chłopaka i zagrodzić mu dalszą drogę. To też nie było naturalne zachowanie. Podpadało bardziej pod strategiczne myślenie, którego pozbawione były zwykłe zwierzęta.
Solter nie był na to przygotowany. Starał się wyhamować, ale nie do końca mu się to udało. Miękkie, ale wciąż mokre po popołudniowym deszczu, podłoże nie dawało żadnej stabilizacji dla stóp. Chłopak poślizgnął się i chwilę walczył o utrzymanie równowagi, lecz nadaremnie. Nie miał czego się złapać, nie miał o co się podeprzeć. Upadł, gwałtownie wymachując ramionami. Ten niepożądany ruch spowodował, że obraz przed jego oczami na chwilę stracił na wyrazistości, gdy zranioną dłoń przeszyła kolejna iskierka bólu. To go oszołomiło, a jednocześnie dało bestii idealną okazję do ataku. Niedźwiedź nie czekał ani sekundy. Zaatakował. Rzucił się na chłopaka, aby dokończyć to, w czym mu wcześniej przeszkodzono. Solt zaczął się z nim szamotać, ale nawet zdrowy i w pełni sprawny, nie miałby tyle sił, aby się od niego uwolnić. Słabł. Z minuty na minutę robił się coraz słabszy, a jego opór malał. W pewnej chwili potężna, niedźwiedzia łapa nastąpiła na jego gardło. Mogła bez trudu od razu zmiażdżyć tchawicę, ale zwierzę zdawało się działać z rozmysłem i koordynować siłę nacisku, jakby za wszelką chcąc cenę przedłużyć cierpienie swojej ofiary. Solt przeklął go w myślach i poczuł, że zaczyna brakować mu tchu. Brak tlenu spowodował, że przed oczami chłopaka pociemniało, a jemu samemu wydawało mu się, że to już koniec. Chociaż wciąż walczył, nie miało to większego znaczenia. Powoli zaczął dopuszczać do siebie myśl, że zginie - umrze w tak idiotyczny sposób, zupełnie niegodny prawdziwego wojownika. Wtedy jednak niespodziewanie cały ciężar zniknął, jakby niedźwiedź odpuścił.
Solter zaczerpnął głębiej powietrza, zerwał się do pozycji siedzącej, po czym spojrzał przed siebie, poszukując powodu tej nagłej rezygnacji. Chwilę zajęło mu zrozumienie, tego, co się dzieje. To, co zobaczył mocno go zaskoczyło i spowodowało, że stare wspomnienia odżyły z nową siłą. Ujrzał bowiem dogorywające zwierzę i węża, który luzował chwyt na jego gardle.


No to hop, wrzucam czwarty rozdział i czekam na wasze opinie. Osobiście myślę, że nie wypadł najgorzej, choć nie jest on zdecydowanie jednym z najlepszych, które pojawiły się/pojawią na tym blogu. Ciągle ćwiczę prowadzenie takiej iście bitewnej akcji i cóż... trochę to wciąż kalekie jest, ale mam nadzieję, że w kolejnych częściach będzie coraz lepiej. W końcu praktyka czyni mistrza... Tak mówią. 
Solt nie zaprezentował się najlepiej jako wojownik, ale jeżeli mam coś napisać na jego obronę, to chyba tylko tyle, że został zaskoczony. Kiedy nie traci rozwagi i czujności, to jednak walka wychodzi mu znacznie lepiej ;) 
A Maddie? Wpakowała się nieświadomie w potworne bagno. Co myślicie o tej sytuacji?
Wprowadziłam też nowego bohatera. Marauder... Nie było go tutaj zbyt wiele, ale jeżeli chodzi o mnie, to przyznam się bez bicia, że ma szanse uplasować się dość wysoko na liście moich ulubionych bohaterów. O ile, tylko nie zepsuję jego kreacji... Oby nie! 
Aha! W poprzednim rozdziale zmieniłam ostatni akapit. Jeżeli ktoś czytał zaraz po publikacji, to poleciłabym jednak zerknąć. Może nie są to wielkie zmiany, ale dla wydarzeń, które będą zawarte w rozdziale piątym i potem kolejnych, mogą okazać się znaczące. 
Kończąc tę przydługą mowę, pragnę jeszcze dać znać, że Ostatnie Tango zostało nominowane do bloga miesiąca na jednym ze spisów, więc jeżeli komuś przypadło ono do gustu to może oddać swój głos w ankiecie - [KLIK]

41 komentarzy:

  1. Maddi w tym rozdziale wydaje się zmienić z pewnej siebie, wiedzącej czego chce dziewczyny w rozkapryszoną nastolatkę. Bardzo szybko zaufała obcemu. Chociaż może "zaufała" to złe słowo. Chodzi mi o to, że po jednym pocałunku w dłoń nagle większość wątpliwości co do niego przeszło. Zdumiało mnie też, że nie boi się go, tylko jest na niego bardzo zła. Maddi jest naprawdę nieprzewidywalną osóbką. Troszkę wkurzającą.
    Bardzo ciekawie ujęłaś wątek węża, a dokładnie historię o tym, że zabił wiele dzieci, lecz dziewczyny nie. Dlaczego? Umieram wręcz z ciekawości co do tego. I kim jest Pradawny? Po co go budzić?
    Co do Soltera, to dużo powiedzieć nie mogę. Jedynie o akcji, którą ukazałaś, a była ona naprawdę dobra. Z początku razem z bohaterem przeżywałam szok, nie do końca wiedząc co się dzieje, później, zwłaszcza pod koniec, już zaczynałam się martwić, że jednak nam go znokautujesz. Na szczęście na ratunek przybywa wąż! Zastanawia mnie ta dziwna bestia. Niby niedźwiedź, ale coś strasznie inteligentny. Co to jest, tak naprawdę?
    Akcja opowiadania przesuwa się dalej, ale jednak coraz bardziej zakopujemy się w tajemnicach. Denerwuje mnie to, ale oczywiście pozytywnie, bo strasznie nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów. Co się będzie działo dalej? Kim jest Maddie i jej porywacz? Jaka jest tajemnica węży, dlaczego słuchają ludzi? I gdzie ta dziewczyna, którą miał się zająć Solt?
    Czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maddie bardzo często zmienia się w zależności od sytuacji. Zwykle dobrze wie czego chce i czuje się pewna siebie, ale okoliczności, w jakich się znalazła, spowodowały, że troszeczkę zgłupiała.
      Co do tego szybkiego zaufania... To nie do końca było tak. Mads nie całkiem świadomie podjęła taką, a nie inną decyzję. Ona sama była w szoku, że jednak przystanęła na propozycję nieznajomego i z nim poszła. Czemu tak się stało? Tego nie zdradzam, ale wszystko wyjdzie na jaw w swoim czasie.
      Wątek węża, jak i Pradawnego zostanie rozbudowany, bez obaw. Wiem, że teraz dostarcza jedynie mnóstwa pytań, ale niedługo postaram się rozwiać wszelkie wątpliwości.
      Co do Solta, to cieszę się, że jednak akcja nie wydała ci się kaleka. Zdecydowanie wolę rozpisywać się na temat przeżywanych emocji czy choćby opisów otoczenia, a jednak akcja... Cóż, to zawsze sprawiało mi problemy.
      Niedźwiedź normalny nie był, ale czym był w rzeczywistości... Cóż, chyba cię to nie zdziwi, że i tego wyjawić nie mogę na razie.
      Na wszystkie pytania niebawem odpowiedzi pojawią się w tekście, więc jedyne, co mogę na ten moment zrobić, to ładnie podziękować za komentarz.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Rozdział bardzo mi się podobał. Mysle, ze z każdym rozdziałem się rozkręcasz. Maddie jest trudna do rozgryzienia, teraz w ogole nke przypomina pewnej siebie, nieliczącej sie z uczuciami innych osob, ale mysle, ze kazdy mógłby byc przerażony w takich okolicznościach. Zastanawiam sie, czy mężczyzna który rozmawiał z Maddie to mistrz. Jesli tak, to troche dziwne, ale wlasciwie często tacy ludzie zachowują sie niezrozumiałe...:D nie wiem, dlaczego tak długo ja obserwował, zamiast ka juz wczesniej zwerbować. Przecież najwyraźniejchodzi mu o te zdolności dziewczyny, ktore ta wykazała juz jako małe dziecko, wiec czemu rak długo czekał? No i czemu nastraszył ją tym wężem? Marauder nie wyglada na miłego. W ogole, mam tez pdzeciwstawna teorie, moze Maddie wpadła do jakiegoś przeciwnego obozu w stosunku to Soltera?
    Jesli chodzi o druga czesc, nie fo końca wiem, co Solter robił w lesie z wężem, ale całe szczęście, Ze akurat w tym przypadku jego towarzysz o nieco zadbał. Ten nkedzwiedz byłby przerażający nawet jakby nke posiadał magicznych zdolności... A chyba posiadał. Zaintrygowałas mnie tym fragementem. I podobała mi się myśl dotycząca posiadania nadnaturalnych zdolności, słuszne rozumowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Ja sama przyznam, że całkiem nieźle czuję się z tym opowiadaniem. Poprzednim razem popełniłam ten błąd, że nie bardzo przemyślałam kolejne wydarzenia. Tym razem starałam się wszystko zaplanować i mam nadzieję, że wyjdzie to pozytywnie.
      Hmm... Maddie znalazła się w niefajnej sytuacji i po części zdaje sobie z tego sprawę, dlatego ta jej odwaga gdzieś się ulotniła. Mężczyzna, z którym rozmawiała nie był tym samym Mistrzem, z którym do czynienia miał Solt, ale zajmuje równie wysoką pozycję. Powody, dla których tak długo zwlekał ze zwerbowaniem dziewczyny niebawem wyjdą na jaw - tak samo, jak to, czemu wąż nie chce już dłużej słuchać Maddie :)
      Marauder nie jest obecnie zbyt miły, ale według mnie to dość ciekawa postać. Sami się zresztą przekonacie.
      Solt chciał odetchnąć, a wąż za nim poszedł i to wbrew woli chłopaka. Finder często tak postępuje, co chłopakowi niezbyt się podoba, choć w tym przypadku uratowało mu skórę ;) A o niedźwiedziu wzmianka jeszcze się pojawi.
      Znowu za bardzo się rozgadałam... Cóż, w każdym razie serdecznie dziękuję za komentarz. To wiele dla mnie znaczy :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Czy to znaczy, ze Finder chodzi za nim na przykład do miasta? To co ludzie robią? Chyba ze dla nich jest niewidzialny?ciekawe :D
      Co się stało z Nieobecnym Jutrem?;)

      Usuń
    3. Nie, Finder nie chodzi za nim wszędzie, a miasto, gdy tylko może, omija szerokim łukiem - zresztą podobnie jak Solt, który zazwyczaj unika tłumów. Choć w sumie dałaś mi do myślenia - reakcja ludzi musiałaby być komiczna na taki widok :D
      Nieobecne Jutro ukryłam przed czytelnikami, ale jest to stan przejściowy. Idąc za dobrą radą, postanowiłam chwilowo sobie odpocząć od tamtego opowiadania i dokładnie przemyśleć dalszą akcję, bo zaczęłam się trochę miotać w tej fabule... W każdym razie niedługo tam wrócę :)

      Usuń
    4. no właśnie, o ile wcześniej by ni umarli ze strachu xD
      okej, przemyśl, ale wróc xD
      Zapraszam na nowy rozdział do mnie, ze specjalną niespodzianką dla Ciebie xD

      Usuń
    5. Hah, no właśnie :D
      Wrócę, wrócę :) Nie zamierzam porzucać tamtego opowiadania, bo sam zamysł był dobry, to ja z fabułą za bardzo przekombinowałam.
      O proszę, to zaraz wpadnę :D

      Usuń
  3. Muszę powiedzieć, że bardzo spodobał mi się - jako bohater, nie jako osoba - ten mężczyzna, który przyszedł do Maddie i próbował dość kulawo jej wyjaśnić, co się dzieje, bo tak naprawdę nie dał odpowiedzi, a jedynie dodatkowe pytania. Faktycznie charyzmatyczny, wyrachowany i niesamowicie inteligentny, chociaż kolejne słowa wypowiadał z łatwością i, wydawałoby się, bez namysłu, każdy wyraz był doskonale przygotowany. A co do Maddie, to po raz pierwszy zaczęła mnie autentycznie wkurzać. Cieszę się, że ten jej bunt i gniew w dużej mierze zostały zablokowane wewnątrz, bo tak czy siak poddała się temu, czego oczekiwali od niej obcy ludzie, ale i tak nieco mnie denerwuje, a nawet przeraża fakt, że była dziwnie pogodzona ze swoim losem. To naprawdę mocny charakter, nie ma co. Ognistego temperamentu też nie brakuje. No i Marauder - rzeczywiście nie było go za dużo, ale zwróciłam na niego uwagę. Wydaje się intrygujący, więc cieszę się, że będzie go więcej.
    Myślę, że niejeden wojownik zachowywałby się w podobny sposób, gdyby został zaatakowany w taki sposób, jak Solter :) Nie dość, że nie spodziewał się samego ataku, to jeszcze to zwierzę zachowywało się zupełnie nienaturalnie, nie było nawet prawdziwym niedźwiedziem, przynajmniej tak mi się wydaje. No i byłam pewna, że bestia sama się nie wycofała... Tak swoją drogą, niewiele brakowało! Nie wierzyłam co prawda, że Solt zginie, ale obawiałam się, że może zostać nieźle pokiereszowany, no, bardziej niż teraz. Ale Finder stanął w jego obronie, co z jednej strony mnie zszokowało, a z drugiej było jakby czymś, na co tylko czekałam. Właściwie ta relacja Soltera z wężem jest na swój sposób urocza, to jak Finder uparcie za nim podążał i nie chciał opuścić... Jest wyraźnie przywiązany do chłopaka, ale ciekawe na ile. Czy jest mu wierny i nigdy nie zwróci się przeciwko niemu? W końcu wąż, z którym w dzieciństwie przyjaźniła się Maddie, był okrutny i pozbawiony skrupułów, a ona sama nie zginęła tylko dlatego, że najwyraźniej posiada jakieś zdumiewające zdolności. Bardzo to wszystko ciekawe :)
    Rozdział dobry, trzymający w napięciu. Czekam na ciąg dalszy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że kreacja tego mężczyzny przypadła ci do gustu. On miał intrygować i skoro poczułaś się zainteresowana jego postępowaniem, to chyba osiągnęłam swój sukces.
      Maddie nie do końca pogodziła się z własnym losem, ale do tego jeszcze wrócę. Zobaczycie, skąd wzięła się ta dziwna uległość w jej przypadku.
      Dobrze, że zwróciłaś uwagę na Maraudera, bo on może tutaj jeszcze sporo namieszać. Jestem w fazie kreowania jego postaci, więc nie zdradzę zbyt wiele, ale osobiście strasznie go polubiłam.
      Finder jest całkowicie inny niż Pest. Jednak czy relacja łącząca go z Soltem jest trwała? Czas pokaże. Póki co jest naprawdę silna, ale okaże się czy pozostanie taka już na zawsze...
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  4. Dziwnie się zachowała Maddie. Czemu pogodziła się ze swoim losem? Co jest tego powodem? Podświadomość? Nie rozumiem też tego,że godząc się w duszy ze swoim losem to i tak wyraziła wręcz zgodę na to czego chcą od niej obcy.
    Pierwsze dwa zdania z historii Maddie przypomniały mi poprzedni rozdział,co mnie zmotywowało by przeczytać dzisiaj całość nowości która mnie zaskoczyła.
    Co do Solta... Nie wiem sama co bym zrobiła gdyby mnie coś zaatakowało a tym bardziej coś co zachowywało się tak mocno nienaturalnie. Z początku myślałam że Solt zginie chociaż serce mi mówiło że nie może bo przecież nie poznaliśmy jeszcze całej jego historii tak? Bardzo mnie ciekawi ten wąż Solta. Jest taki jak stary wąż Maddie czy może całkiem inny? Mam nadzieję że jest to ta druga opcja.
    Ps. Zaskoczyłaś mnie tym rozdziałem bo gdybym przypadkiem nie weszła tutaj to bym nie wiedziała że jest 4 rozdział. Dlatego proszę byś mnie powiadamiała abym nie miała żadnych zaległości :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachowanie Maddie ma swoje wyjaśnienie, które wy poznacie już całkiem niedługo.
      Wiesz, w którymś z moich poprzednich opowiadań główna bohaterka była martwa już od początku, więc ja bym nie zakładała tak na bank, że Solt przeżyje tak długo, dopóki jego historia do końca nie stanie się jasna :D Nie no, śmieję się tylko. Za bardzo go lubię, aby pozbywać się go w tej fazie opowiadania.
      Finder jest całkiem inny niż Pest, ale myślę, że jest to już w tej chwili zauważalne. Różnice te tylko się pogłębią z czasem.
      Wiem, że nie poinformowałam. Chciałam, ale nie widziałam u ciebie odpowiedniej zakładki, a nie chciałam śmiecić ci bezpośrednio pod rozdziałem. Jednak jeżeli chcesz, to oczywiście na przyszłość będę o tym pamiętałam!
      Dziękuję i pozdrawiam :*

      Usuń
  5. Jestem. Jak zwykle z kilkudniowym poślizgiem. To chyba już moja taka mała tradycja. Przynajmniej na Twoim blogu :) W każdym bądź razie, szybciej lub później, ale zawsze docieram :)

    Maddie wpakowała się w kłopoty. Chociaż to może źle powiedziane. To kłopoty znalazły ją. Bardzo zaintrygował mnie wątek byłego pupilka dziewczyny. Nie rozumiem dlaczego wąż zabijał dzieci a jej nie chciał. Teraz zdecydowanie wydawał się być wrogo do niej nastawiony. Ciekawe, czy gdyby nie mężczyzna, który uwięził Maddie, to ten wąż również oszczędziłby i teraz dziewczynę? Ciekawe jest to, że ten porywacz, nie umie się porozumiewać z Pestem (dobrze odmieniłam?) a jednak wąż go słucha i wie doskonale, czego oczekuje od niego jego pan. Rozumiem, że chodzi tu o kwestię bólu, tylko zastanawiam się jak to wygląda w rzeczywistości. Czy ten zagadkowy mężczyzna ma również jakiś specyficzny dar? Bo średnio wyobrażam sobie węża w elektrycznej obroży, jaką można by użyć do wytresowania zwierzęcia :)

    Finder zyskał moją sympatię. Jest bardzo inteligentny, jak na węża, a swoim zachowaniem przypomina mi dobrze wyszkolonego psa, który wprost ubóstwia swojego właściciela – nie wiem czy to trafne porównanie, jednak żadne inne nie przychodzi mi do głowy :) Atak niedźwiedzia od razu mi się skojarzył z tym, który przedstawiony był w Zjawie. Była to chyba jednak z brutalniejszych scen jaką miałam okazję oglądać w kinie, dlatego martwiłam się o Solta. Tym bardziej, że chłopak nie był uzbrojony. Opisy walki wyszedł Ci dobrze i co najważniejsze był bardzo obrazowy. No i końcówka z Finderem. Mówiłam, że lubię tego zwierzaka, nie? :)

    Chyba nawet nie wiesz, jak ja uwielbiam Twoją narrację i Twoje opisy. Nie pamiętam już, czy pisałam Ci, że strasznie mi się dobrze czyta Twój tekst. Właśnie dzięki takim a nie innym opisom ma swój własny i niepowtarzalny klimat i Twoje opowiadanie nie jest takie szare jak większość na blogspocie.

    Z niecierpliwością znowu czekam na kolejny rozdział, bo naprawdę mocno wkręciłam się w Twoje tango. Swoją drogą zastanawiam się, skąd ten tytuł? Będzie o tym mowa w dalszej części opowiadania?

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki poślizg, to nie poślizg ;)
      W tej chwili nie mogę zdradzić, czemu Pest zachowuje się w ten sposób ani też w jaki sposób porywacz kontroluje zachowanie węża. To wszystko stanie się jasne i to już całkiem niedługo. Choć pomysł z elektryczną obrożą chyba już teraz możemy wykluczyć :D To zdecydowanie nie tędy droga!
      Masz rację - mi również Finder przypomina takiego wytresowanego psiaka, który jednak nie do końca słucha swojego pana, choć doskonale rozumie wydawane przez niego komendy.
      Zjawy nie oglądałam, ale jak o tym wspomniałaś to faktycznie ta moja scena skojarzyła mi się z tym, co widziałam w zwiastunie tego filmu :D Teraz ta wizja będzie mnie prześladować!
      Cieszę się, że lubisz Findera :D Też darzę go dużą sympatią.
      Po prostu sprawiasz, że urosłam kilka centymetrów z dumy podczas lektury tego komentarza. Naprawdę nie wiem, jak powinnam ci za niego dziękować. Strasznie miło mi się zrobiło, że tak pozytywnie odbierasz to moje opowiadanie. Dziękuję!
      A co do tytułu... Motyw tańca będzie się tutaj przewijał dość często, choć do tej pory jedynym nawiązaniem był zawód, jaki wykonywała Maddie i jej pasja. W dalszej części ten taniec będzie bardziej widoczny i to zarówno w znaczeniu dosłownym, jak i metaforycznym. Chwilka cierpliwości i myślę, że szybko wychwycisz o co tak naprawdę mi chodziło :)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję za wszystko.
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  6. Witaj kochana.
    Przepraszam że tak późno czytam ale już jestem.
    Jakoś Cię pominęłam.
    Czy Solt i Maddie się spotkają?
    Nie wiem czemu ale od poczatku opowiadania mam ochotę zadać to pytanie.
    Mimo że mam mieszane uczucia co do Madds współczuje jej. Ma naprawdę poważne kłopoty.
    Kim jest człowiek który ją porwał?
    Wszystko wydaje się takie zagmatwane.
    Ale jeju kocham Cię za to.
    I jeszcze ta końcówka z Soltem.
    Wspaniale opisany moment walki.
    Jego emocje.
    W ogóle jesteś w tym naprawdę cudowna.
    I jeszcze ten wąż.
    Jestem ciekawa jak pociągniesz ten wątek z nim.
    Oczywiście wiedziałam, że ta historia mnie wciągnie ale żeby aż tak bardzo? Normalnie zadziwiasz mnie xp.
    pozdrawiam mocno i czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :) Nie masz za co przepraszać - serio! Czasami mi samej zdarzają się jeszcze większe opóźnienia. Czytanie powinno być przyjemnością, a nie wyścigiem kto pierwszy, więc muszę ci podziękować, że w ogóle jesteś i poświęcasz mi cenny czas :)
      Solt i Maddie kiedyś się spotkają. W przeciwnym razie chyba nie zdecydowałabym się na taki podział rozdziałów - nie zdradzę jednak kiedy to nastąpi ani w jakich okolicznościach :)
      Bardzo się cieszę, że całość ci się spodobała. Miło mi!
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Jestem! Z opóźnieniem, jak to ze mną bywa, ale jestem. W każdym razie wszystko ładnie nadrobiłam w wolnej chwili, gdy postanowiłam sobie troszkę odpocząć od codzienności. No, mnie także ten rozdział się podobał i — moim zdaniem — jest to najlepszy do tej pory. :)
    Powiem szczerze, że Mads to taka kobieta tutaj, stuprocentowa bym powiedziała! Raz panikuje, raz się boi, a potem nagle jest oczarowana i znów wściekła. Milion możliwych opcji i uczuć na raz, a nie wiadomo, które jest prawdziwe. Nie dziwię się jej jednak, bo to ciężka sytuacja. Nie za bardzo przepadałam za jej kreacją w poprzednich rozdziałach, dlatego że mocno manipulowała innymi dla swojej korzyści. Ciągle myślę, że wpadł swój na swego i nieco jej się należy tego bagna, w które się wpakowała. Z drugiej strony mam do niej lekką dozę sympatii i jej współczuję, bo to patowa sytuacja. Może uciec, a raczej spróbować uciec, bo wątpię, że jej się to uda.
    Chwilka, to ten mężczyzna obserwuje ją od zawsze? Skoro wie, że przyjaźniła się z wężem, to chyba tak, tak? Sama już nie wiem, jak ten gość do tego wszystkiego doszedł, kim jest i czego od niej chcę, ale ciekawi mnie to bardzo, więc mam nadzieję, że niedługo troszkę więcej nam zdradzisz!
    Solt! Chciał odpocząć, a przyszło mu walczyć i uciekać z bardzo inteligentnym niedźwiedziem. Czyżby to nie był taki zwykły miś? Nie wiem, ale podejrzewałam właśnie, że to wąż go uratuje. Przerwałaś w takim momencie i mam mega niedosyt, bo jestem przeraźliwie ciekawa, co będzie dalej!
    Pozdrawiam i mnóstwa weny życzę oraz wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet :D
    CM Pattzy

    http://niewinne-grzechy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Maddie sama nie wiedziała, jak się zachować. Ta sytuacja zdecydowanie ją przerosła i wyłoniła słabe elementy jej charakteru. Jednak to wciąż ta sama Mads, która w poprzednich rozdziałach manipulowała i wykazywała się nieczułością. Ta wersja jeszcze nie zniknęła i kiedyś tam się ujawni na nowo ;)
      Zdradzę więcej, zdradzę. I to już całkiem niebawem! Mam nadzieję, że niedługo znajdziesz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania.
      Ja również życzę ci weny i wszystkiego najlepszego!
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  8. Hej :)
    Przeczytałam wszystkie, dotychczasowe, rozdziały i jestem mega ciekawa co będzie dalej.
    Świetna tematyka, jedna z moich ulubionych, więc możesz być pewna, że będę blog odwiedzać z prawdziwą przyjemnością.
    Lubię Maddie, ale chyba bardziej jednak Solta. Jakoś jest mi bliższy sercu, choć kto wie jak to będzie wraz z kolejnymi rozdziałami.
    Sprawa węży, kontrola nad nimi i umiejętność porozumiewania się bardzo mnie fascynuje. Kojarzy mi się to z Harrym Poterem, za którym zbytnio nie przepadam, ale ten akurat moment zawsze mi się podobał.
    Jestem zdziwiona, że Solt dał się zaskoczyć, ale jest to dość zrozumiałe.... I w dodatku niedźwiedź miał super - mózg, czy coś podobnego, więc wybaczam mu, a co! :D
    Tylko ciekawa jestem kto zlecił zwierzęciu zabicie, czy zranienie Solta. Pewnie w następnym wpisie się dowiem, als i tak mam mase własnych scenariuszy.
    Postać porywacza wydaje się taka bezwzględna. Liczę, że Maddi się nie da i pokaże swoją upartość w całej okazałości. I wracając jeszcze do zachowania tej bohaterki w stosunku do chłopaków- nie dobra dziewczynka, żeby tal wykorzystywać biednych facetków... Jestem z niej dumna, choć zgadzam się, że jest to nieładne zachowanie.
    Kończąc dodam, że naprawdę bardzo podoba mi się ta historia i na pewno będę stałą bywalczynią. :)
    Kiedy next?
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeej, strasznie się cieszę, że pojawił się tutaj ktoś nowy ^^ Dostarczyłaś mi mnóstwa motywacji swoim komentarzem!
      Maddie jest trudną postacią do lubienia, dlatego nie dziwię się, że wolisz Solta. Sama chyba bym tak wybrała.
      Co do reszty pytań i wątpliwości - wszystko niebawem się wyjaśni. Tyle mogę obiecać na ten moment :)
      Kolejny rozdział postaram się dodać już niedługo, jak najszybciej będę mogła :)
      Obiecuję też, że niebawem wpadnę do ciebie, bo widziałam, że również coś piszesz.
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  9. Jestem pełna podziwu dla twoich opisów! Zarówno w tym rozdziale, jak i w poprzednim, były tak barwne i szczegółowe, że naprawdę umiały czytanie, niesamowicie pobudzając wyobraźnię ;)
    Współczuję Maddie sytuacji, w jakiej się znalazła. Spotkanie ze swoim dawnym "przyjacielem" musiało ją wiele kosztować. No i jeszcze ten porywacz - ja sama nie wiem jak bym zareagowała na wieść, że ktoś obserwował mnie całe życie i w dodatku mówi mi, że jestem do czegoś przeznaczona... jestem ciekawa, czy dziewczynie uda się uciec z tego miejsca i jaki udział w tej sytuacji może mieć ten tajemniczy chłopak ;)
    Biedny Solt... mimo że nie poradził sobie teraz z tym dziwnym niedźwiedziem, ja wieżę, że jest doskonałym wojownikiem i stać go na więcej :D Coraz bardziej podoba mi się ta historia i nie mogę doczekać się, co nowego przeczytam w kolejnym rozdziale :)
    Pozdrawiam :*
    pisujesobie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję!
      Strasznie mi miło, że zwróciłaś uwagę na opisy, bo cały czas nad nimi pracuję i zastanawiałam się, czy idę w dobrą stronę.
      Cieszę się także, że pomysł na tę historię przypadł ci do gustu.
      Cała reszta stanie się jasna już całkiem niedługo, więc na ten moment nie będę nic zdradzać.
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  10. Głos oddany :) Co do rozdziału - bardzo mi się podoba. Odnoszę wrażenie, że naprawdę sporo się w nim działo. Zacznę jednak od Maddie. Co prawda nie wiem, gdzie wylądowała, ani o co chodzi z tym pradawnym (podejrzewam, że to jakiś wąż), ale już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że dziewczyna ma przechlapane. Jestem ciekawa, co też takiego będzie musiała zrobić i kim jest ten cały koleś, do którego należy wąż. Swoją drogą nie spodziewałam się, że aż tak morderczą bestią jest ten gad, biorąc pod uwagę jego "przyjaźń" z dziewczynką za młodzieńczych lat, ale najwidoczniej się pomyliłam... No i jestem ciekawa tego nowego bohatera. Szczególnie, że wspominałaś, że będzie on należał do Twoich ulubionych :)
    Jeśli zaś chodzi o Solta. Od razu widać, że nie dajesz swoim bohaterom nawet chwili spokoju. Chłopak liczy na spokojną wycieczkę do lasu, a tu co? Atak niedźwiedzia. Jestem na nie! Na szczęście jednak przetrwał to nierówne starcie. Chociaż nie byłoby tak kolorowo, gdyby nie to, że jego wąż ruszył za nim. Tym razem jak najbardziej popieram działanie tego gada. No cóż tylko dzięki niemu Solter jeszcze żyje... No i tak swoją drogą zastanawia mnie o co tak naprawdę chodzi z tym niedźwiedziem. Nie należał on do zwyczajnych przedstawicieli swojego gatunku, a to oznacza, że może być to jakaś grubsza sprawa. Liczę na wyjaśnienia. Tymczasem dziękuję Ci za ten rozdział - czytało mi się go wyśmienicie. No i czekam na kolejny! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :*
      Maddie faktycznie wpakowała się w kłopoty, ale na ten moment nie zdradzę zbyt wiele na ten temat.
      Co do Maraudera - tak, zdecydowanie uplasował się wysoko w klasyfikacji moich ulubionych bohaterów. Nie do końca wiem, czy dobrze mu to wróży na przyszłość, ale zobaczymy :D
      Sprawa niedźwiedzia też się niebawem wyjaśni. Chwilkę cierpliwości :)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  11. Ten rozdział był chyba najciekawszym ze wszystkich, jakie do tej pory opublikowałaś. Bardzo zaintrygował mnie ten wątek porwania Maddie i tego tajemniczego mężczyzny. Zastanawiam się o co tak właściwie chodzi z tym Pradawnym. I co będzie dalej z kobietą. Wydaje mi się, że wpakowała się w małe kłopoty. Muszę jednak przyznać, że wątek Solta i walki z niedźwiedziem zdominował jednak większość mojej uwagi. Po pierwsze bardzo zgrabnie i ładnie to opisałaś, poza tym zbudowałaś takie napięcie, że tekst czytałam z głośno bijącym sercem. Wiedziałam, że główny bohater przeżyje, wszak nie uśmierciłabyś go na początku opowiadania, ale mimo to o niego się bałam. Dobrze, że na miejscu był jego pupilek. Całkiem fajny jest ten Finder.
    Wybacz, że dotarłam tu nieco z opóźnieniem i że tak krótko. Następnym razem postaram się poprawić, ale chyba jak każdy cierpię ostatnio na brak czasu.
    Pozdrawiam,
    Sky.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz!
      Tak, Maddie wpakowała się w kłopoty, a czy uda jej się z nich wyplątać? Zobaczycie niebawem.
      I cieszę się, że spodobał ci się opis tej walki. Przyznam, że z nią miałam najwięcej kłopotów, bo jeszcze nie przywykłam do opisów akcji.
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  12. Witaj, Monia.
    Muszę przyznać, że rozdział czwarty najbardziej przypadł mi do gustu. Polubiłam Mad, lubię, kiedy czytam to, jak ona coś widzi. Dziewczyna czuje, ze grozi jej niebezpieczeństwo, lecz nadal łudzi się, że wróci do domu.. Naprawdę nie wie o co chodzi mężczyźnie? Czy jest tak dobrą aktorką? Cholera, tyle mam pytań..
    Pozdrawiam,
    http://wzburzone-fale.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :)
      Bardzo mi miło, że rozdział ci się spodobał. Choć mocno się zdziwiłam, że Mads zyskała twoją sympatię. Nie jest to najbardziej pozytywna postać w tym opowiadaniu ;)
      W każdym razie bardzo dziękuję.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Lubię skupiac się na bohaterach z reguły mało lubianych :)

      Usuń
  13. Wreszcie jestem i ja! Trochę mi to zajęło, ale nareszcie nadrobiłam zaległości i mogę z czystym sumieniem wziąć się za pisanie komentarza. Nie będę się rozdrabniać i pisać pod każdym osobno, bo jak już przeczytałam, to nie ma efektu zaskoczenia i... bez sensu.

    Zastanawiam się, myślę, wytężam umysł i... to chyba pierwsze twoje opowiadanie (z tych, które czytałam), w których pojawia się jakiś wątek nadprzyrodzony. Albo mnie pamięć myli:D W każdym razie już po pierwszym rozdziale byłam ogromnie ciekawa jak się odnajdziesz w takiej tematyce no i... nie zawodzisz mnie;) Mega podoba mi się pomysł z tym wężem. Wydaje mi się być tu jedną z kluczowych postaci, chociaż nie mówi no i... jest zwierzęciem xD Ale mimo to odgrywa ważną rolę, scala postacie, ingeruje w wydarzenia i to mi się bardzo podoba! Nie bardzo wiem czego mogę się potem po nim spodziewać, jaki będzie miał wpływ na to wszystko i na tą misję, którą musi wykonać Mad. A jak czegoś nie wiem, to mnie to kręci i zastanawia. Także moim zdaniem pomysł z wężem mega oryginalny! ;)
    Mad w pierwszym rozdziale wywołała moje współczucie. Gdy ten wąż zabił jej matkę, było mi jej strasznie szkoda i w sumie spodziewałam się, że dziewczyna może sobie tego nigdy nie wybaczyć. Ale nie spodziewałam się, że stanie się taką wyrafinowaną suką! To jak traktuje chłopaków jest po prostu podłe i mojej sympatii na pewno z tego powodu nie zyska, ale mimo wszystko czytam o niej z przyjemnością. Bo jest barwna, ciekawa, pewna swego. Jako znajoma czy koleżanka - tragiczna, ale jako postać opowiadania - niezwykle obiecująca.
    Ciekawi mnie też ten cały Solter "Mały Zabójca':D Tak go sobie nazwałam xD On też jest dla mnie nieodgadniony, wiem, że siedzi w nim ogromny gniew, ale nie wiem do czego jest przez to zdolny. Na pewno to wyjście do lasu było koszmarnym pomysłem i już to dało mi do myślenia. Wydaje mi się, że on nie potrafi się czasem kontrolować. Wkurzył się, więc sobie poszedł (bez broni, do lasu... mrze), a w ogóle nie pomyślał o konsekwencjach. Zastanawiam się tylko, czemu ten niedźwiedź tak się na niego rzucił. No nie wiem, to wydawało mi się trochę podejrzane, jakby ktoś go na Soltera nasłał, ale... to może tylko moje głupie wymysły.

    Pytałaś jeszcze o Marauder'a. Ja na razie nic na jego temat nie jestem w stanie powiedzieć, bo mało go było i nie zdążyłam zebrać myśli. Poczekam aż będzie o nim coś więcej;)

    Na razie to tyle. Wyraziłam się o opowiadaniu trochę ogólnikowo, większość pewnie pominęłam, ale już pod bieżącymi rozdziałami będę bardziej szczegółowa. Na razie chcę, żebyś wiedziała, że bardzo podoba mi się kierunek, w którym to wszystko zmierza. Jest mega ciekawie, oryginalnie, a postacie są wyraziste i barwne. No i ten Diaskall. Nie wiem jak go nazwać, ale uwielbiam takie postacie.

    Pozdrawiam i czekam na kolejny! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeej, bardzo dziękuję :*
      Hmm... chyba faktycznie jest to moje pierwsze opowiadanie fantastyczne, które masz okazję czytać. Ale ogólnie swoją przygodę z pisaniem zaczynałam właśnie od tej tematyki. Ba, pierwszą obyczajówką, którą udało mi się doprowadzić do końca był Ostatni Upadek :D Potem było Nieobecnej jutro, które chwilowo zawiesiłam, bo muszę je porządnie przemyśleć.
      Cieszę się, że pomysł z wężem przypadł ci do gustu :) Przyznam, że długo się nad nim głowiłam, ale chyba się opłacało, skoro wzbudza zainteresowanie.
      Tak, Maddie jest barwną postacią. Za znajomą też bym jej mieć nie chciała, ale ostatnio strasznie polubiłam takie charakterne bohaterki.
      Mały Zabójca :D Dobre określenie! Chociaż w sumie to nie on ostatecznie zabił, to jednak w jakimś stopniu przyczynił się do tego zdarzenia, a w każdym razie nie zapobiegł temu. Tak, masz rację. Mnóstwo w nim gniewu, a poza tym nie lubi bezczynności. Jest strasznie impulsywny. Potworna kombinacja :D Co do niedźwiedzia... Kiedyś to wyjdzie ;)
      Maraudera będzie znacznie więcej w kolejnym rozdziale - tyle mogę obiecać :D
      Bardzo, ale to bardzo dziękuję! Jestem niesamowicie wdzięczna za to, że znalazłaś chwilę, aby zapoznać się z tym opowiadaniem :)
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  14. Tak na początek :D
    "wasza wielka przyjaźń wyparowała bez śladu" nie jestem przekonana, czy stosuje się taką konstrukcję. Oczywiście nie mam pewności, ale chyba mówi się "przepadła bez śladu" abo po prostu wyparowała. Chociaż nie jestem mistrzem związków frazeologicznych, więc co ja wiem o życiu :D

    Zastanawiam się, czego ten facet chce od Maddie. Dziewczyna niespecjalnie ma wybór teraz, zwłaszcza że uderzył on precyzyjnie w jej słaby punkt - moc, której ona sama nie rozumie i której się boi. Widać w niej niepewność.

    Solter natomiast moim zdaniem nie wypadł tak źle. Normalnie to ten niedźwiedź powinien go zabić przy pierwszym spotkaniu. A tak chociaż udało mu się uciec. Chociaż oczywiście mógł się bardziej popisać... ale z drugiej strony takie rzeczy lepiej zostawić na później, nie?

    Mój komentarz jest chaotyczny, więc z góry przepraszam.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie jestem pewna akurat, jak powinno być w tym przypadku. Później to dokładnie sprawdzę i poprawię, jeżeli coś będzie nie tak :)
      Fakt, Maddie zbyt wielu możliwości nie posiada i jest zdana na łaskę obcych jej osób, a Solt jeszcze zabłyszczy - tyle mogę obiecać :)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  15. Ten gościu, który ją zamknął wygląda jakby był właśnie owym mistrzem. Chociaż wydawał mi się on nieco milszy niż tutaj obok Maddie, więc nie jestem do końca przekonana. Czytnęłam czyjś komentarz i ktoś miał opcję o dwóch obozach. Hm... w sumie to pamiętam, że już miałam taką myśl. To byłoby dość ciekawe. Chociaż mam jakąś niespotykaną myśl, że oni właśnie mając takie denerwujące czasem charaktery... zostaną przez siebie zrozumiani. No, ale ciężko powiedzieć, bo jeszcze za mało wiem. W każdym razie Solter zdecydowanie zyskał większa sympatię u mnie niż Maddie. Mimo, że to on wykorzystywał węża do kar, a nie ona. Z początku myślałam, że tym strażnikiem jest Solter, ale napisałaś w poście, że to ktoś inny. Poza tym opis chyba nie ten ;p. Mam zawsze słabą pamięć do wyglądu postaci. Czy ta akcja z Solterem i niedźwiedziem, ma wywołać odradzającą się przyjaźń do węża, że go uratował? W końcu wcześniej wąż też działał w jego obronie, tylko nie wiedział, że aż tak przegiąć nie powinien, że jednak wypada poskromić swoje instynkty. Swoją drogą zastanawia mnie czy Maddie naprawdę się spodoba, czy zechce zostać?

    Pozdrawiam i przybędę tym razem mam nadzieję, że tak na serio niebawem :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Łohohoho!!! Anielsko :0
    Najbardziej spodobało mi się wyjście Solta do lasu i ta walka z demonem(?). Ładnie opisałaś tę walkę :3
    W ogóle nie spodziewałam się, że Finder może mieć tyle siły, aby powalić tak wielkie zwierze :0
    Powiem Ci, że opowiadanie coraz bardziej mi się podoba, wciąga mnie.
    I zastanawia mnie czy Mad nie trafiła do ośrodka, ale dla tych złych. I podczas jakiejś walki drogi Solta i Mad nie skrzyżują się podczas walki jako wrogowie i wówczas chłopak nie pozna swojej koleżanki po fachu.
    Mam tyle teorii... Ciekawe, czy któraś z nich się sprawdzi.
    I w ogóle ten starszy pan, który delikatnie groził Mads skojarzył mi się z Valentine'em xD taa, Dary Anioła wryły mi się we głowe xD
    Coś czuję wiele zamieszań i emocji oraz walk. I zdaje mi się, że w najbliższej przyszłość (około 10rozdziału czy coś) Mad nieco się zmieni ;)
    Będzie wątek romantyczny? ;P
    I strasznie zazdroszczę Ci stylu i opisów :| Piszesz perfekcyjnie, tam drobne literówki czy powtórzenia to nic. Opisy emocji wychodzą Ci dobrze, wspaniale, a jak czytam to widzę sceny i Solta <3
    Anielsko :3

    PS: Czytałam w odpowiedzi na kom, że serial Shadowhunters oglądasz. Co o nim sądzisz? Mi się pierwsza seria podobała, bo była w klimacie książek, ale kiepska gra aktorska, zwłaszcza Clary i Jace mi nie pasuje, Jamie z filmu był lepszy :"(
    Ale druga zapowiada się lepiej. Już jutro kolejny odcinek :P
    Nikt z moich znajomych tego nie ogląda i muszę gadać z ludźmi z internetu xD

    I znalazłam dwa zgrzyty:
    "nacisku, jakby za wszelką chcąc cenę przedłużyć cierpienie" - coś z szykiem nie tak "jak za wszelką cenę chcąc", winno być :)
    "a jemu samemu wydawało mu się," - bez "mu" :)

    Pozdrawiam, weny i inspiracji ;*
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Finder jeszcze nie raz zaskoczy, nie tylko swoją siłą i determinacją :D Chciałabym ci coś podpowiedzieć, ale wiem, że to by zabrało całą frajdę czytania, więc będę milczeć jak grób o dalszych wydarzeniach :D
      Wątek romantyczny będzie, chyba nawet nie jeden, ale raczej nie taki oczywisty, jak może się w pierwszej chwili wydawać. O, tak podpowiem :D
      Nawet nie wiesz, ile miodu na moje serducho wylałaś! Czytam twoje komentarze i rozpływam się z zachwytu. Nie mam słów, żeby wyrazić wdzięczność ;)
      Dziękuję też za te błędziory przeklęte. Czytam rozdział tyle razy, a i tak zdarza się, że coś mi umknie.
      A oglądam, bo koleżanka na mnie trochę to wymusiła, bo jednak nie byłam do końca do niego przekonana. Co do gry aktorskiej masz rację - zarówno Jace, jak i Clary zabijają mnie "inteligentnymi" minami. Te efekty specjalne też nie zapierają oddechu w piersi. Ogólnie całość jest dość średnia, ale w sumie ciekawie się to ogląda poprzez te zmiany, które wprowadzają scenarzyści. To bardziej serial wzorowany na Darach Anioła, a nie ich dokładna ekranizacja, ale chyba to przykuwa moją uwagę :D Chociaż i tak żałuję, że nie pociągnęli tego dalej filmowo :P Fakt, druga seria zapowiada się nieco lepiej, a i czytałam gdzieś, że faktycznie ta ich gra aktorska trochę ewoluowała. Zobaczymy, nie skreślam ich, chociaż póki co miny aktorów dalej trochę mnie bawią :P
      Jeszcze raz wielkie dzięki :*
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Clary w tym serialu to taki ziemniak :|
      Jace to dwustukilowa mieszanka sterydów z wygoloną głową.
      Za to Alec mi się podoba :3 jest większym ciachem od Jace'a w tym serialiku xD
      A Luke'a gra ten co jeździł na koniu tyłem xDDD
      Chciałabym film, albo chociaż postaci z filmu w tym serialu :v

      Usuń
    3. Zgadzam się całkowicie! Ja bym się nie pogniewała, jakby kontynuowali filmową wersję, ale Aleca właśnie zastąpili tym serialowym :D Też przypadł mi do gustu i podoba mi się jego gra :D
      Hahah, tak mi się wydawało, że kogoś mi koleś przypomina xD
      I na koniec również piąteczkę przybiję! Mam podobne zdanie ;)

      Usuń
  17. Dzień dobry.
    Tak widzę rozmowę o Shadowhunters, to się wypowiem. Książki czytałam tylko dla Maleca i pobocznych wątków, postaci, Jace nienawidzę, Clary też, Clace więc też (lol). Taa, dajmy kogoś wrednego i pseudozabawnego, co wszystkich rani... a potem traumę z dzieciństwa, bo to takie wiarygodne psychologicznie i oryginalne... Taaa... Wolę serial, mogę się przy nim odmóżdżyć, świetnie się bawię zamiast czepiać, lubię kierunek, w którym zmierza fabuła (w książkach wątek Valentine'a wisiał mi i powiewał), mam cudownego Maleca, Izzy, Raphaela, Simona Maię, Jace mnie mniej irytuje, do Clary się przyzwycziłam. I swoją drogą, nie rozumiem hejtu na Doma. Mnie się podoba, jak gra, robi dziwne miny, bo jest wojownikiem, a nie modelem, ludzie tak mają... i kocham jego oczy, nie tylko dlatego że jaram się heterochromią, ale po prostu są niezwykle ekspresywne. Dom potrafi nimi grać niesamowicie. A jak ktoś się czepia efektów specjalnych, to mi się nożyk w kieszeni otwiera. Za to film... dla mnie totalne nieporozumienie, zacząwszy od Jamiego i Lily, a skończywszy na poprowadzeniu fabuły... O Alecu nie wspomnę, bo mojego kochanego groszka skrzywdzili (przez scenariusz, Kevin Zegers, choć za stary i innej urody, nieźle się spisał). No to na tyle o serialu, heh. No może jeszcze bym dodała, że widać progres (aktorstwo, efekty) i to, że twórcy, jak się wypowiadali, liczą się ze zdaniem fanów i przyjmują ich konstruktywną krytykę, by serial się rozwijał.
    (Obserwowałem cię od bardzo dawna, moja droga). Typowe dla gatunku, ale wciąż creepy.
    (Nie mówię jego językiem. Mogę za to sprawić mu dotkliwy ból, a on jest tego świadomy i robi to, czego od niego oczekuję. Dokładnie tak, jak pozostali). Och, nieładie.
    Mads? Celowe zdrobnienie? Też miało zabrzmieć creepy?
    Obudzenie pradawnego? Przywrócenie równowagi? O to chodzi? Tak samo z misją Soltera? Nie podoba mi się ten gościu... jego metody, sposób mówienia... jakby miał zupełnie inne pobudki, niż może się wydawać, inny cel, motywy.
    (Zrozum, potrzebuję przestrzeni). Lol, Solter zabrzmiał jak zirytowany nastolatek.
    Zgrabnie opisałaś walkę ze zwierzakiem. Szkoda, że nie uzasaddniłaś, dlaczego nie zachowywał się jak przedstawiciel gatunku niedźwiedzia, którego najbadziej przypominał.
    Czyli wąż się przydał. Gadzinka odkupuje winy po wydarzeniu z przeszłości, hhe.
    Miłego dnia,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do jednego absolutnie muszę się z tobą zgodzić - widać progres, jeżeli chodzi o serial. A cała reszta to sprawa gustów i guścików ;)
      Bo Solciak dużo z nastolatka ma i momentami to się ujawnia w takich tekstach :D AJ, bo ten wątek mi jakoś całkiem umknął. Muszę do niego wrócić i chyba nawet wiem jak. Cóż... takie uroki pisania na bieżąco. Dużo rzeczy schodzi na dalszy plan, choć miało być niesamowicie ważne.
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Oczywiście, wiem. :) To tylko moja opinia i możesz mieć inną. Heh, rozumiem.

      Usuń

Archiwum bloga