niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 6

Marauder


Płakała.
Przez niego.
Dawno nikt nie płakał tak rozpaczliwie z jego powodu.
Chłopak siedział na parapecie, opierając się ramieniem o lodowato zimną ścianę. Wzrok utkwił w majaczącym się w oddali i zanikającym pod wpływem nocy, horyzoncie. Próbował odciąć się od rzeczywistości. W krajobrazie za oknem poszukiwał spokoju i wyciszenia, ale skutecznie udaremniał mu to ledwo słyszalny szloch, który raz po raz wypełniał ciszę zalegającą w pomieszczeniu, dobitnie przypominając mu o tym, do czego się przyczynił. Marauder był zdziwiony. Wydawało mu się, że przywykł do okrucieństwa na tyle, że kolejny jego objaw nie będzie robił na nim większego wrażenia. Tymczasem nagły atak współczucia nadszedł niespodziewanie. Chłopak nie był przygotowany na coś podobnego. Ukłucie gdzieś w głębi serca mocno go zaskoczyło, tak samo jak niewidzialny ciężar, który spadł mu na ramiona, niemalże wgniatając w ziemię. Marauder nigdy wcześniej nie czuł się tak bardzo winny. Nigdy tak dotkliwie nie dokuczało mu poczucie odpowiedzialności za swoje czyny i błędne wybory. Zwyczajnie nie wiedział, co począć w tej nowej dla siebie sytuacji. W roztargnieniu przeczesał palcami włosy, kilkakrotnie mocniej pociągając za pojedyncze kosmyki, jakby starając się opanować rozszalałe myśli, po czym przeniósł wzrok na meble ustawione po przeciwnej stronie pomieszczenia
Wokół panowała ciemność, łagodzona jedynie delikatnym poblaskiem łuny księżyca wiszącego wysoko na czarnym niebie. Mrok nie pozwalał ujrzeć zbyt wiele, zwłaszcza w tak ograniczonej przestrzeni. Młody mężczyzna widział jedynie niewyraźny zarys postaci leżącej na łóżku w skulonej pozycji. Dziewczyna była odwrócona do niego plecami, a jej drobne ciało drżało od czasu do czasu, wstrząsane dreszczami. Marauder wyobrażał sobie ciężkie, słone łzy toczące się po jej zaróżowionych policzkach i znikające w rozsypanych po poduszce rudych lokach. Maddie rozpaczała po cichu, rezygnując ze swoich wcześniejszych żądań i dalszej awantury, ale Marauder czuł, że to tylko pozory. Wiedział, że smutek, jaki udało mu się zasiać w jej sercu nie powinien ograniczać się do kilku, spazmatycznych oddechów, nad którymi wyraźnie nie potrafiła do końca zapanować. Był świadomy, że zaciśnięte piąstki nie odpowiadają rozmiarom jej wściekłości. Dziewczyna swoje prawdziwe emocje trzymała ciasno na uwięzi, co poniekąd budziło jego podziw, ale także powodowało, że on sam czuł się paskudnie. I dobrze, bo to twoja wina, podpowiadał mu cichy głosik gdzieś w podświadomości, gdybyś wtedy nie podpadł, dzisiaj byłbyś wolnym człowiekiem. I to nie tylko ty.
Starał się pozostać obojętnym. Za wszelką cenę pragnął poluzować ciasną obręcz ściskającą jego serce z coraz większą mocą, odciąć się od rzeczywistości i dalej zgrywać twardziela pozbawionego wszelkich zasad moralnych. Tak było łatwiej, choć tym razem wcale mu się nie udało. Najchętniej po prostu opuściłby ten pokój i już nigdy do niego nie wrócił, lecz doskonale wiedział, że nie jest to możliwe. Konsekwencje nieposłuszeństwa mogłyby okazać się zbyt poważne i nie dotknęłyby tylko jego. W przeciwnym razie nie wahałby się ani przez sekundę. Nie umiał jednak ryzykować czyimś życiem. Życiem osoby tak bardzo sobie bliskiej... Nie, nie mógł nim handlować. Dlatego wciąż tkwił w miejscu, czekając aż upłyną ostatnie minuty, które dzieliły go od końca straży, a zarazem upragnionej przerwy. Kiedy się tak stało, niemalże wybiegł z pomieszczenia, jakby coś go goniło. Zatrzasnął za sobą drzwi i minął w pośpiechu swojego zmiennika, który zajął swoje miejsce tuż przy drzwiach i obdarzył biegnącego zdziwionym spojrzeniem. Marauder nie zwrócił na niego uwagi. Musiał się oddalić, wyjść na świeże powietrze, a przede wszystkim ochłonąć. Chłopak nie wiedział, dlaczego akurat ta dziewczyna wzbudzała w nim, aż tak wielkie emocje. Była zwykła. Zupełnie przeciętna. Nie pociągała go w żaden sposób, ale w jej oczach kryło się coś, co nie dawało mu spokoju, odkąd spotkał ją po raz pierwszy.
Chłopak minął ostatnie przejście i wreszcie wydostał się na dziedziniec. O tak późnej porze miejsce to wydawało się wręcz martwe. Plac, na którym za dnia młodzi wojownicy ćwiczyli sztuki walki, był pusty. Ustawione pod jedną z murowanych ścian drewniane ławy, zwykle oblegane przez osoby odpoczywające lub spożywające szybkie posiłki, teraz nie przyciągały niczyjej uwagi. Marauder skierował swoje kroki właśnie w ich stronę. Usiadł na blacie, przymknął oczy i zaciągnął się głęboko zimnym, wiosennym powietrzem.
- Ta dziewucha to same kłopoty - wymamrotał, skrywając twarz w dłoniach. Tak, zrzucenie winy na Maddie było łatwym posunięciem, choć nieetycznym. Jednak czy dobro drugiego człowieka kiedykolwiek coś dla niego znaczyło? Nie. Raczej nie. Gdyby myślał o innych nieco wcześniej, nigdy nie znalazłby się w takiej sytuacji. Był egoistą, ale na ogół czuł się z tym dobrze. 
- O mnie mówisz? Jeżeli tak, to jestem rozczarowana. Myślałam, że bardziej się ucieszysz na mój widok. - Dźwięczny, jeszcze nieco dziecięcy głosik, dotarł do jego uszu i przerwał ponure rozmyślania. Spowodował, że chłopak poderwał do góry głowę w wyrazie zaskoczenia, a myśli dotyczące Maddie przestały istnieć. Tuż przed nim stała niewysoka dziewczynka o długich, sięgających pasa, blond włosach oraz dużych, błękitnych oczach okalanych wachlarzem gęstych rzęs. Uśmiechała się kpiarsko, jeden kącik ust unosząc nieznacznie wyżej od drugiego. Mogli się różnić wszystkim, ale ten jeden gest zdradzał niewątpliwe podobieństwo między nimi.
- Nevi? - Poderwał się z miejsca, nie wierząc, że ją widzi. - Co tu robisz? 
- Szukałam mojego braciszka i chyba właśnie znalazłam, choć pewna nie jestem, bo taki smutas z niego nigdy nie był. - Zaśmiała się i podeszła do chłopaka tanecznym krokiem, a potem zarzuciła mu chudziutkie ręce na szyję i mocno wtuliła się w jego pierś, a on po chwili wahania, odwzajemnił ten gest. A nawet więcej. W przypływie emocji, poderwał ją z ziemi, po czym okręcił dookoła własnej osi. Potem postawił na miejsce, ale tulił nadal, nie chcąc wypuścić z rąk chociaż na chwilę. Obawiał się, że jeżeli to zrobi, ona znowu zniknie, zostanie mu zabrana, a do tego nie mógł dopuścić. Tak bardzo za nią tęsknił, tak bardzo się bał, że nie zobaczy jej żywej już nigdy więcej i teraz to wszystko okazywał. - Au, nie tak mocno, połamiesz mi żebra, wariacie! 
- Przepraszam - zaśmiał się, po czym odstąpił na parę kroków, aby móc dokładnie się jej przyjrzeć. Zmieniła się. Nie wyglądała już na piętnaście lat, które nie tak dawno rozpoczęła. Od czasu ich ostatniego spotkania sporo urosła i nabrała kobiecych kształtów. Zdecydowanie nie była już dzieciakiem i raczej nie przystawało, aby wciąż ją tak nazywał, choć sposób, w jaki się ubierała, sprawiał, że chłopak nie potrafił myśleć o niej inaczej. Uważne oko Maraudera natychmiast wychwyciło błękitne wstążki niezdarnie wplecione w dwa warkoczyki, które tworzyły charakterystyczną dla Nevi fryzurę oraz białe tenisówki z rozwiązanymi sznurowadłami, co również stanowiło znak rozpoznawczy dziewczyny. Chłopak wielokrotnie starał się nauczyć siostrę porządnie je wiązać, ale ona nigdy nie miała na to czasu. Żyła szybko, brakowało jej chwili nawet na spokojną rozmowę, nie mówiąc o poświęceniu kilku cennych minut na dokładnie ubranie się. Marauder uśmiechnął się dochodząc do tego wniosku, ale uśmiech ten natychmiast zniknął z jego twarzy, kiedy chłopak zauważył, co takiego dziewczyna ma na sobie.  
- Co się stało? Czemu tak zamilkłeś? I po co się tak patrzysz? - zarzuciła go pytaniami, a w jej tonie zabrzmiały nerwowe nutki. Ona cała jakby się spłoszyła. Nieco się zgarbiła, otuliła ramionami i przestąpiła z nogi na nogę, oczekując na odpowiedź brata. 
- Należała do mamy - wytłumaczył swoje zachowanie, wskazując na błękitną, podniszczoną sukienkę. Może nie był to odpowiedni czas na takie rozmowy, ale na widok tej części garderoby natychmiast odżyły w nim wspomnienia. Bolesne wspomnienia, do których wolałby nigdy nie wracać i które przypominały mu o największym błędzie popełnionym w życiu.
- Tak - odpowiedziała powoli, patrząc na brata z uwagą. Było w jej oczach coś takiego, co kazało Marauderowi zachować większą czujność i pilnować słów, których zamierzał użyć. - Lubię ją. - Skłamała, co bez trudu wychwycił. W chwili, gdy to do niego dotarło, zauważył więcej niepokojących sygnałów, jakie, w początkowej euforii na widok dziewczyny, zdołały mu umknąć. Chłopak dostrzegł, jak chuda jest jego siostra. Wydawała się też jeszcze bledsza, niż ją zapamiętał. Wyglądała niemalże na chorą, co wywołało w nim wściekłość, lecz nie było wcale najgorsze.
- Co to jest? - zapytał, spostrzegając na skórze dziewczyny ciemne znaczenie nieopodal obojczyka, którego nie udało się jej zakryć materiałem. Nevi chciała uciec przed bratem, lecz nie dał jej na to szansy. Pochwycił siostrę delikatnie za ramiona i zsunął rękaw sukienki tak, aby móc lepiej przyjrzeć się niepokojącej plamie.
- Puść - jęknęła dziewczyna, wyrywając się z uścisku brata. Udało się. Odskoczyła od chłopaka na wypadek, gdyby ten próbował jeszcze raz ją złapać, ale Marauder już zobaczył, co chciał, a co niekoniecznie było przeznaczone dla jego oczu. Więcej nie potrzebował. Na widok delikatnej skóry siostry poznaczonej siniakami o różnej wielkości i stopniu zasinienia, niemal załamały się pod nim nogi. Widział tylko fragment, ale był przekonany, że podobnie wyglądało całe ciało dziewczyny.
- Sukinsyny - syknął i w przypływie gniewu uderzył w blat stołu. Konstrukcja była jednak zbyt potężna, aby mógł ją zniszczyć. Jedyne, co osiągnął, to wywołał dotkliwy ból ręki. Mimo to miał ogromną ochotę powtórzyć tę czynność. Nawet wziął zamach, ale Nevi go powstrzymała.
- Przestań. - Bardziej odczytał z jej ust, niż usłyszał. Dziewczyna złapała go za rękę, ścisnęła i delikatnie pokręciła głową. Zrozumiał. To nie był dobry dobry czas ani miejsce na zadawanie pytań ani wszczynanie gwałtownych scen. Później. Później do tego wróci.


Solter

- Od teraz zawsze będziesz się na mnie patrzył, jakbym lada chwila miał umrzeć? - Reed niby zażartował, ale pod ogólną wesołością, Solt wykrył olbrzymie pokłady zgorzknienia. Blondyn spojrzał na niego wymownie, ale nie odezwał się ani słowem. Reed uśmiechnął się po swojemu i wzruszył ramionami, jakby taka postawa przyjaciela całkowicie mu odpowiadała. - Nie bój się, jeszcze nie zamierzam się zmieniać w łysą, pozbawioną energii do życia, kreaturę. Na to potrzeba trochę więcej czasu.
- Nie obawiam się, bo wiem, że to się nie stanie.
- Nagle stałeś się człowiekiem wielkiej wiary? - zaśmiał się Reed i zajął miejsce na macie ułożonej zaraz przy ścianie z luster. Mieli wspólnie trenować, ale Solt się rozmyślił, kiedy na jednej z półek w magazynie, zamiast ostrza treningowego, odnalazł opakowanie kart, które najwyraźniej zostały kiedyś skonfiskowane komuś przez Daskalla. Chłopak stwierdził, że rozegranie partyjki pokera będzie znacznie ciekawsze, niż powtarzanie wyuczonych ruchów i usilnie namawiał do tego przyjaciela.
- To nie kwestia wiary - stwierdził, tasując talię, po czym usiadł naprzeciwko kumpla. 
- Super, więc jak chcesz, przyjacielu, temu zapobiec? - Jedna z ciemnych brwi Reeda pomknęła ku górze, wyrażając zdziwienie chłopaka. - To cholerstwo jest nieoperacyjne, można leczy, ale tylko objawowo, poza tym nasze zdolności samoregeneracji niestety nie działają pod tym względem. Omawiałem z Escall wszelkie możliwości. Problem w tym, że tych możliwości wcale tak wiele nie ma.
- Coś wymyślę - odparł Solt, choć jego mina wskazywała na to, iż posiada w zanadrzu gotowy plan. 
- Oho, ja już znam te twoje pomysły - zawołał Reed, unosząc ręce w geście poddańczym. - One nigdy nie kończą się dobrze.
- Nieprawda.
- Stary - zwrócił się do Soltera, starając się przykuć jego uwagę, ale nieudolnie. Dla młodego wojownika bardziej interesujące wciąż pozostawały karty i patrzył tylko na nie. Reed się zirytował. Pochylił się i, korzystając z rozkojarzenia przyjaciela, wyrwał mu z rąk całą talię. Dopiero wtedy ten się na niego spojrzał. - Nie twierdzę, że te pomysły są złe, ale problem leży w tobie i twoich ambicjach. Potrafiłbyś sprzedać diabłu własną duszę, aby osiągnąć te swoje wyimaginowane cele. Chcę cię przed tym uchronić.
- No dobrze. Zróbmy tak, zagramy, a jeżeli wygram partię, dasz mi wolną rękę i będę mógł robić, co chcę, aby cię uratować - zaproponował, próbując odebrać brunetowi karty. Ten jednak pozostał nieugięty i dzielnie odpierał nędzne ataki.
- A jeśli przegrasz? - Reed spojrzał na przyjaciela, poszukując w jego postawie czegokolwiek, co zdradziłoby zamiary i ewentualną podpuchę. Z jednej strony cieszył się, że Solter jakoś przyswoił sobie wiadomość o chorobie, ale z drugiej, zaczął się martwić, bo przyjaciel nie chciał zrozumieć, że nie ma na nią lekarstwa. Ciągle wyskakiwał z nowymi pomysłami, z których każdy kolejny wydawał się jeszcze mniej realny niż poprzedni. Reed obawiał się, że kumpel nigdy nie zrezygnuje i zwyczajnie się z tym nie pogodzi. 
- Wtedy dam ci umrzeć w spokoju - Solt wzruszył ramionami, ale było to tak nienaturalne, że Reed nie potrafił mu uwierzyć. Solter to wyczuł. Wywąchał w powietrzu chwilowy brak zaufania i to go zabolało. - Nie będę się wtrącał. Odpuszczę. 
- Akurat! Może gdybym cię nie znał, dał bym wiarę, a tak...
- Przysięgam. Daję ci słowo żołnierza. Poza tym, co ci szkodzi? Jeżeli się nie zgodzisz i tak zrobię po swojemu, a gdybyś wygrał, miałbyś szansę na pozbycie się mnie ze swojego życia. 
- Solt, to wcale nie o to chodzi...
- Więc, co ci zależy? - Ciągnął temat Solt. - Poza tym to ty jesteś na wygranej pozycji. W końcu widzisz przyszłość. Możesz przewidywać ruchy. Nie będę się krzywił, gdy to wykorzystasz.
- Dobrze wiesz, że mój dar działa według własnych zasad. Ja go nie mogę kontrolować. - Zaczął się tłumaczyć, ale sam doszedł do wniosku, że nic w tym nie wskóra, więc szybko się poddał. - Dobra, niech ci będzie, ale to ja rozdaję karty, żeby nie przyszło ci do tego blond łba przypadkiem oszukiwać w tak prozaicznej czynności. Poza tym, jeżeli wygram, powiesz mi wszystko o ostatnim zajściu.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz. - Chciał grać, udawać, choć wiedział, że na przyjaciela to nie zadziała. Mógł okłamywać wszystkich, ale nie jego.
- Rana na twojej ręce - rzucił krótko Reed, nawet nie patrząc na przyjaciela. Udawał, że kłamstwo go nie uraziło i że w ogóle nie miało miejsca. Solt wyczuł jednak, że jest inaczej. - Nie wierzę, że to zwykłe zadraśnięcie, więc nawet się nie wysilaj. Chcę poznać prawdę, jak do tego doszło i zrobię to w ten czy inny sposób.
Reed przetasował karty raz jeszcze, rozdał je i rozpoczął grę.


Chyba oduczyłam się pisać. Serio. Wyszłam z wprawy, więc zrozumiem, gdy ktoś uzna powyższy rozdział za odstający jakościowo od reszty. Po prostu muszę na nowo wejść w odpowiedni tryb pracy, a do tego potrzeba troszkę czasu ;) No nic, po prostu piszcie, co myślicie - będę wdzięczna za każdy komentarz! 

17 komentarzy:

  1. moze i miałaś przerwę, ale wcale nie jest źle :d Jeśli chodzi o fragment z Marauderem, początkowo trochę się powtarzałaś, bo już sporo tego było w którymś z poprzednich rozdziałów, a nie dowiedzieliśmy się żadnych szczegółów na temat jego przeszółości, ale z drugiej strony jeszcze dobitniej pokazałaś, że temu chlopakowi wcale nie odpowiada jego rola. Podejrzewam, że może się złamać i pomóc Maddie; ciekawe, jakie miałoby to konsekwencjie. zaskoczyło mnie pojawienie się jego siostry. Spoodobał mi się kontrast, to, że początkowo wyglądała jak promyczek nadziei, a później, po dokładniejszym przyjrzeniu się, okazało się, że sama ma poważne kłopoty. zastanawia mnie, kto jej to zrobił. Wydaje się, że Marauder ma jakiś podejrzenia i trochę szkoda, że nie zdązył się nimi podzielić.
    Jeśli chodzi o końcówkę, podejrzewam, że Soliter wygra ten pojedynek, ale nie wiem, czy spodoba mi sie jego pomysł na uratowanie przyjaciela. oczywiście nie chciałabym, żeby Reed umarł, ale takie nie do końca "legalne" pomysły na ratowanie życia mogą przyniesć dużo problemów... Ciekawe, co wymyślisz. Dość mało akcji na razie, ale ja lubię opisy uczuć i ciężkie rozmowy, więc nie narzekam. tylko że troszeczkę czekam na rozwinięcie wątków, nie będę ukrywać, że nie... Np. tego z Maddie xD
    Jeśli chodzi o uwagi, czasem dajesz nadprogramowe przecinki, no i w dialogach często dajesz bardzo długie opisy, nie oddzielając ich od wypowiedzi enterem, mimo że nie dotyczą już mówiącej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz ;)
      Hmm... mogę tylko obiecać, że przeszłość Maraudera niebawem przestanie być aż tak tajemnicza. Nevi też będzie się jeszcze pojawiać, a wszelkie wątki zostaną rozwinięte ;) Potrzeba trochę czasu, ja też muszę się wdrążyć bardziej w to opowiadanie, bo po dłuższej przerwie musiałam nieco odświeżyć sobie pamięć i przypomnieć, do czego tak w ogóle zmierzałam ;)
      Przecinki to moja zmora odkąd pamiętam, ale postaram się jeszcze kilkakrotnie przejrzeć rozdział, zwracając na nie więcej uwagi. Poprawię też te opisy ;)
      Jeszcze raz wielkie dzięki.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Wróciłaś <3
    A bałam się że kolejne cudowne opowiadanie upadło.
    Całe szczęście że nie.
    Rozdział krótki, ale warto było czekać.
    Zwłaszcza ze względu na Solta i Reeda.
    Czy mówiłam już że uwielbiam tę dwójkę?
    Mam mętlik którego bardziej ale to roztrzygnie się w czasie.
    Widać też jak bardzo Solt się zmienia i że nie jest zadowolony z tych zmian nie wiem czy mogę tak napisać.
    No i Maruder.
    Intryguje mnie i zarazem przeraża.
    Nie wiem jeszcze jaką masz wizje co do niego, ale czuje, że to będzie coś.
    Czekam na więcej.
    I widzę, że coś nagłówek ci się sknocił albo mi się nie wyświetla.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie! Mój piękny nagłówek :( Muszę coś z nim zrobić, może uratuję jakoś.
      W każdym razie bardzo dziękuję za komentarz! Nie miałabym serca zostawić tego opowiadania, zbyt wiele wysiłku w nie wkładam ;) I cieszę się, że to widać i są osoby, które czekały na ten mój powrót ;) Póki co nie rozwieję twoich wątpliwości, ale niebawem to samo nastąpi.
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ja tam wcale nie zauważyłam, żebyś wyszła z wprawy :) Rozdział czytało się jak zawsze przyjemnie, może nie działo się w nim nic szczególnego, ale ani trochę się nie nudziłam. Poza tym, jak mogłabym narzekać, skoro połowę poświęciłaś Marauderowi, którego bardzo chciałam poznać bliżej? No właśnie <3 Intrygująca z niego postać, naprawdę. Taka... Bardzo wewnętrznie rozdarta. Bo z jednej strony chłopak stara się ze wszystkich sił pokazać, jaki jest zimny, wyrachowany, obojętny na krzywdę innych, a z drugiej jak na dłoni widać, że to tylko zwykła maska. Nawet rozpacz Maddie wyprowadziła go z równowagi, ale jego prawdziwe uczucia objawiły się w pełni, gdy pojawiła się Nevi. Uśmiech sam cisnął się na usta, bo było widać, jak bardzo kocha swoją młodszą siostrzyczkę. Tylko co z tymi siniakami? Kto ją skrzywdził? Coś mi się wydaje, że Nevi również będzie bardzo ciekawą bohaterką.
    Cóż, to trochę nietypowe, by grać w karty o coś, co bezpośrednio dotyczy choroby Reeda, no ale... Inaczej chyba nie dałoby się tego rozwiązać. Prawdę powiedziawszy, jeśli chodzi o tę partię, to z całych sił trzymam kciuki za Soltera. Wiem, że to w zasadzie tylko zakład i podobnie jak jego przyjaciel podejrzewam, że bez względu na wynik będzie szukał jakiegoś lekarstwa czy innej pomocy, ale liczę na to, że Solt będzie mógł swobodnie wspierać Reeda i poszukiwać rozwiązania. Bo jakimś cudem wierzę, że uda się jeszcze uratować tego chłopaka, że kto jak kto, ale właśnie Solter byłby w stanie.
    Czekam na ciąg dalszy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję <3
      Tak, Marauder to dziwna postać, nieco skomplikowana. Bo on chce pokazać, że jest zły, ale czy taki jest? Ciężko stwierdzić. On sam chyba do końca tego nie wie.
      Oj tak, Nevi też może być ciekawą postacią, ale to pozostawiam do oceny wam :D Więcej o jej przeszłości już niebawem.
      Solt jest uparty i Reed doskonale to wie. Jaki będzie miało to wpływ na przyszłość ich obojga? Zobaczycie niebawem ;)
      Jeszcze raz wielkie dzięki!
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Świetnie, że wróciłaś do publikowania! ;) Mam nadzieję, że weny i czasu nie będzie Ci już brakować;)
    Jestem bardzo ciekawa, dlaczego Madie wzbudza w Marauderze aż takie emocje. Nie mieli okazji się poznać bliżej, nie rozmawiali zbyt wiele, nie łączą ich wspólne sprawy, a mimo to chłopak ciągle o niej myśli. To musi mieć jakąś przyczynę, albo być przyczyną jakichś zachowań w przyszłości.
    Podoba mi się wprowadzenie Nevi , chociaż na razie nie wiem, jaki będzie miała wpływ na dalsze wydarzenia. To, że ma na ciele siniaki na pewno nie obędzie się bez echa. Ciekawi mnie co z tym faktem zrobi Marauder. No i kto jej to zrobił…
    Podobał mi się też ten fragment z tasowaniem kart i grą o możliwość walki o życie Reed’a. Tylko nie rozumiem czemu on tak łatwo uległ. Skoro wie, że Solter miewa różne pomysły i różnie to się może skończyć, to po co się zgodził na tę dziwną grę? To jest trochę jak rozdrapywanie rany. Reed najwidoczniej pogodził się z tym, że za jakiś czas choroba go pokona, a Solter swoim zachowaniem na pewno daje mu jakieś nadzieje na szczęśliwe zakończenie. A jeśli okaże się, że jego pomysły nie wypalą? Może lepiej by było, gdyby on również pogodził się z chorobą przyjaciela i dał mu odejść w spokoju… Ale to są dylematy moralne, na które w sumie ciężko znaleźć zadowalające rozwiązanie. Podoba mi się, że coś takiego się tu pojawiło ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, też mam taką nadzieję, że już teraz nie braknie mi zapału, a czas wolny (którego wbrew wszystkiemu nie jest aż tak wiele) pozwoli mi dodawać regularnie kolejne posty.
      Co do zachowania Maraudera, jak i pojawienia się Nevi, póki co zbyt wiele nie zdradzę ;) Na wszystko przyjdzie czas.
      Czemu Reed się tak łatwo zgodził na nietypową propozycję przyjaciela? Chyba po prostu zbyt dobrze go zna i wie, że nawet jakby się nie zgodził, to Solt i tak zrobiłby po swojemu. Teraz też na wiele nie liczy, choć jakąś tam nadzieję ma, że Solter choć na krótki czas będzie trzymał się umowy. A co kieruje Soltem? Trochę egoizm, bo on nie wyobraża sobie życia bez przyjaciela. Wie, że lepiej byłoby mu pozwoli odejść i jak najlepiej wykorzystać te ostatnie chwile, ale taka bierność nie jest w jego stylu...
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Widzę, że już wróciłaś ze swojego "urlopu", co niezmiernie mnie cieszy ; ) ogólną niechęć do pisania w pełni rozumiem, bo zawsze przychodzi taki moment, kiedy się na chwilę zgubi wątek i potem ciężko to ogarnąć. No ale ja nie o tym ;p

    Historia tego Maraudera zaczyna mnie interesować, chociaż ciekawy mnie tło wydarzeń. Niby jest egoistą, ale martwi się o siostrę do tego stopnia, że nie może nad sobą zapanować. Chociaż z drugiej strony...strach o bliskich przy olewaniu reszty ludzkości też jest przejawem egoizmu. Czyli i tak wszyscy jesteśmy egoistami.

    No i ja też bym walczyła o Reeda, jest świetny. Mianuję go moim ulubionym bohaterem. Czekam, aż się okaże, że można go uratować i w ogóle.

    Nie dostrzegłam też jakiegoś spadku jakości rozdziału. Może nie należę do jakiś wyrafinowanych czytelników, ale czytało mi się dobrze ; )

    Chyba tyle ode mnie ; )
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciłam :) Jak na długo nie wiem, bo dostałam wreszcie wymarzoną pracę, która pochłania mnie dogłębnie, ale jednocześnie zabiera cały wolny czas.
      Tak, to chyba dobre stwierdzenie - wszyscy jesteśmy egoistami. Tylko kierują nami różne pobudki. Dla Maraudera najważniejsza jest siostra.
      Też lubię Reeda :) Fajna, pozytywna postać, a przynajmniej taki miał być w założeniu ;)
      Bardzo dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Czeeeść! W końcu i ja przybyłam. Wybacz, że tak długo musiałaś czekać. Przyznaje szczerze, że ostatnio jestem leniwa i mało co mi się chce. A i więcej czasu staram się poświęcać na pisaniu własnego opka. Ale dobra, co ja będę tutaj się rozwodzić o moich sprawach. Nie po to tu jestem.
    Myślę, że na razie Marauder (specjalnie patrzyłam, by nie napisać Maruder xD) będzie moim faworytem w Twoim opku. Nie wiem w sumie dlaczego. W poprzednim rozdziale na początku wydawał mi się twardy, taki wiesz, facet z jajami, co ma pilnować Maddie i jakby co umiał ją poskromić. Tutaj mamy inny obraz. Zaczyna ciekawić mnie nieco jego psychika. Zaintrygowałaś mnie tym momentem z siostrą i jego złością. Wciąż nie wiem, gdzie on jest ani Nevi, w jaki sposób się tam znaleźli. Intuicja mówi mi, że zostali tam siłą zaciągnięci, a Marauder został wręcz zmuszony do współpracy właśnie ze względu na siostrę. Tzn. aby chronić Nevi by nie zrobili jej krzywdy zgodził się by "pracować" dla tych ludzi. Nie wiem, na razie są to moje przypuszczenia. Nie mam pojęcia czy trafne. Swoją drogą spodobała mi się Nevi. Jak ktoś wyżej napisał, ja również lubię osoby, które są pogodne, radosne, ale w głębi cierpią (fizycznie czy psychicznie). Uważam to za ciekawe postaci i chciałabym ją (Nevi) bliżej poznać. Dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło. To rodzeństwo na ten moment jest dla mnie bardziej intrygujące niż Maddie i Solter. Mam nadzieję, że tej dwójki będzie dużo, a im dalej tym bardziej ich polubię i będę kibicować. Mam też wrażenie, że coś się stało w ich przeszłości, coś, co napiętnowało ich psychicznie i oni mają tylko siebie, wspierają się i wskoczyliby za sobą w ogień. To bardzo piękne.
    Mam złe przeczucia, co do pomysłu Soltera i wyleczenia Reeda. Coś mi mówi, że to nie tyle, co będzie trudne, a bardzo (szukam dobrego określenia) bolesne/nielegalne/na granicy mocy/wytrzymałości Soltera. Kurde, nie, to wciąż nie tak jak chciałam opisać. Brakuje mi słowa... -.- ale mam nadzieję, że chociaż domyślisz się, o co mi chodzi xD ah, mam problemy z wypowiedzeniem się.
    Mam nadzieję, że wybaczysz mi, gdy będę tak stopniowo nadrabiała zaległości?
    Życzę weny i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć i czołem :)
      A brak czasu dobrze znam, bo sama cierpię z tego powodu. Też narobiłam sobie zaległości, ale jednak jak dorwę się do komputera na parę chwil, to w pierwszej kolejności coś tutaj staram się tworzyć i przez to trochę zaniedbałam inne blogi (w tym też twój!), ale niebawem będę starała się to naprawić :D
      Dobra, zdradzę się i przyznam szczerze, że Marauder to i mój ulubiony bohater. Wygrał nawet ze Soltem, którego do tej pory darzyłam miłością ogromną :D
      A swoje przypuszczenia już niebawem będziesz mogła sprawdzić :)
      Nie mam czego wybaczać, nadrabiaj sobie w swoim tempie, ja też na dniach postaram się nadrobić zaległości u ciebie.
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Ej, czemu zły? Nie jest zły. Krótszy, ale podoba mi się.
    Hm... czy to właśnie Marauder musiał służyć, aby jego siostrze nic nie zrobili? Ale zrobili, a może to nie oni? Chociaż obstawiam ich. Właściwie ciężko powiedzieć kogo :D. Ciekawe co też zrobił takiego strasznego, że woli nie pamiętać o incydencie z mamą. Mimo wszystko fajnie, że jego siostra wpadła, bo rozmawiając z Maddison, jakoś nie przyciągał mojej uwagi.
    Co do Solta, to chyba mówiłam, że trochę przypomina mi kolegę i jakoś zdobył moją sympatię. Podoba mi się jego relacja z Reedem. Chyba tacy prawdziwi przyjaciele. Chcą dla siebie jak najlepiej, nawet po trupach. Ciekawa jestem czy Solt wygra czy nie... obstawiałam, że tak... ale może nie? Może nie i nie będzie mógł się w stanie oprzeć pokusie, aby pomóc Reedowi? Czuję, że nie będzie potrafił odpuścić. Może brak mi zaufania, ale myślę, że pewnych cech charakteru nie da się zwyczajnie wytępić.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powrót do przeszłości Maraudera jeszcze będzie. Planuję niemalże cały rozdział na to poświęcić ;) Już niebawem.
      Tak między Soltem a Reedem jest wyjątkowo silna więź. Jeden za drugim skoczyłby w ogień bez wahania.
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  8. U... Marauder. No nie powiem, zaskoczył mnie nieco w tym rozdziale. Chyba nie jest sexy-evil jak o nim myślałam, choć może i trochę, ale bardzo mi się spodobało, urzekło mnie, oblało me zmrożone serce ciepłem, to jak martwił się o siostrę i to jak się ucieszył, gdy ją zobaczył. I chyba domyślam się co te "sukinsyny" jej zrobili. Na miejscy Maraudera również wpadłabym we wściekłość i rozwaliła coś, co leżałoby pod ręką.
    Marauder bardzo mi się spodobał :3 fajnie i dobrze, że coś czuł, kiedy widział Mad. Wrażliwy sexy-evil... ;3 Lubię To!
    I czyżby to on miał tworzyć wątek miłosny z Mad? A siosczyczka Maraudera z Soltem?
    Pamiętasz jak pisałam, że nie jestem romantyczką? Nie jestem xD ale strasznie lubię to w książkach xD i mam co do Twojego opowiadania wiele teorii ;P

    W ogóle ta przyjaźń Reeda i Solta... Jest bardzo spleciona jak gruby złoty sznur. Momentami przypominają mi mojego Tristana i Maksa hah. Ciekawi mnie jak Solt zamierza "wycofać" tego glejaka, ale czy mu się to uda? Chcę w to wierzyć :)
    Bardzo podoba mi się to co otacza i ci co otaczają Solta, jak i sam chłopak ;3
    Ciekawie się wszystko rozwija i prowadzi do szalonych teorii, jak i tych mini przygód, emocji, uczuć... WSZYSTKO MI SIĘ PODOBA :D
    Na Anioła, coraz więcej emocji :D dusza ma się raduje hahah

    Pozdrowionka, weny i inspiracji :D
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marauder sexy-evil? Nope. Zdecydowanie nie. Chociaż... :D Jeżeli już to właśnie z nutką jakiejś tam wrażliwości, choć bardziej chyba takiego wewnętrznego poczucia winy. Aj, sama zobaczysz, co ja ci tutaj będę :P
      Ja chyba jestem trochę niepoprawną romantyczką, ale zobaczymy, jak to wyjdzie w moim opowiadaniu :D Póki co nie zdradzam, czy masz rację. Za łatwo by ci było!
      Solt ma wiele pomysłów, choć większość z nich jest... umówmy się - kiepska. Co oczywiście nie oznacza, że to już koniec i nic nie da się zrobić, bo on jednak tak szybko spokoju sobie z tym nie da :P
      Oj, ty nawet nie wiesz, ile radości w moim serduchu zasiałaś tymi wszystkimi komentarzami i przede wszystkim chęcią zapoznania się z moją historią. Będę ci wdzięczna w nieskończoność <3
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Dzień dobry.
    Kisnę z mojego Anioła i Marauder sexy-evil. Wygryw. :)
    Skłonności do współczucia raczej nie da się z siebie ot tak wyplenić. Dzięki Bogu.
    (I dobrze, bo to twoja wina, podpowiadał mu cichy głosik gdzieś w podświadomości, gdybyś wtedy nie podpadł, dzisiaj byłbyś wolnym człowiekiem. I to nie tylko ty). Ach, życiowe. Ten legendarny, jeden błąd.
    (- Szukałam mojego braciszka i chyba właśnie znalazłam, choć pewna nie jestem, bo taki smutas z niego nigdy nie był. - Zaśmiała się i podeszła do chłopaka tanecznym krokiem, a potem zarzuciła mu chudziutkie ręce na szyję i mocno wtuliła się w jego pierś, a on po chwili wahania, odwzajemnił ten gest. A nawet więcej. W przypływie emocji, poderwał ją z ziemi, po czym okręcił dookoła własnej osi. Potem postawił na miejsce, ale tulił nadal, nie chcąc wypuścić z rąk chociaż na chwilę. Obawiał się, że jeżeli to zrobi, ona znowu zniknie, zostanie mu zabrana, a do tego nie mógł dopuścić. Tak bardzo za nią tęsknił, tak bardzo się bał, że nie zobaczy jej żywej już nigdy więcej i teraz to wszystko okazywał. - Au, nie tak mocno, połamiesz mi żebra, wariacie!). Uroczy fragment. Przydał się przy tych smętach.  Lubię dramy, ale taka odskocznia mile widziana.
    Myślę, że lepiej by było, gdybyś pozwoliła nam wywnioskować, jakie są znaki rozpoznawcze dziewczyny. Nie wyszło jakoś szczególnie źle, bo chłopak się stęsknił, obserwował ją, zapewne zrobiło mu się ciepło na sercu dzięki tym charakterystycznym oznakom.
    ( Co to jest? - zapytał, spostrzegając na skórze dziewczyny ciemne znaczenie nieopodal obojczyka, którego nie udało się jej zakryć materiałem). Nie chodziło Ci czasem o znamienie?
    Och, biedna Nevi. Podejrzewam, że nie zasłużyła. W ogóle, okropne w każdej sytuacji, biedulka. To się nieźle pan M. (tak, zapomniałam już.XD) wkurzy… Nie dziwię się. To (później, później do tego wróci) zabrzmiało złowrogo.
    Och, Reed, życie, samoregeneracja super, fajnie, a jak naprawdę jest potrzebna, to tak się przydaje jak… Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze coś wymyślą i go uratują. Solter wydaje się zdesperowany i, co istotne, zdeterminowany. Jednak bardziej z wiadomych powodów chcę, by Solt wygrał, ale liczę także na to, że wytłumaczy on Reedowi wiadome zajście.
    Do kolejnego,
    Fenoloftaleina

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga