środa, 17 sierpnia 2016

Rozdział 7

Solt

Przegrał. Przegrał, bo tego chciał. Przegrał, bo widział w tym swoją szansę, a raczej sposobność na ocalenie kumpla. Wiedział bowiem, że porażka w tym przypadku da mu więcej możliwości i na dłuższą metę okaże się bardziej przydatna niż pozorne zwycięstwo. Wiedział, że będzie się to wiązało z drobnym oszustwem, ale uznał, iż jest gotowy ponieść taką cenę w imię wyższej sprawy. Dlatego też podłożył się, choć z łatwością mógłby przyjaciela ograć. Reed nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo zdradzały go pozornie błahe gesty i ile mówiły o nim jego emocje. Solt wyczuwał każdą z nich. Wdychał powietrze i kolejny ruch przeciwnika stawał się dla niego oczywistością.
Reed nie był pokerzystą, bo i w jego naturze nigdy nie leżało krętactwo. Nie miał doświadczenia w tak zdradliwych grach, nie miał gdzie go nabywać. Chłopak nie chadzał w miejsca zakazane, nie poświęcał cennego czasu na załatwianie podejrzanych interesów z typami, dla których Daskall posiadał kilka specyficznych i niezbyt przyjemnych określeń. To wszystko było charakterystyczne dla Solta. On się wymykał, on łamał przepisy. Reed natomiast był inny. Zwykle spokojny, wyciszony, niekiedy dawał porwać się wewnętrznej energii, ale w taki pozytywny, nieskomplikowany sposób. Nie było w nim mroku, który przepełniał duszę Solta. Reed przerwy między treningami i misjami, które zlecał im niekiedy nauczyciel, wykorzystywał w czytelni, tonąc w literaturze. To działało dobrze na coś, co zwykł nazywać sferą duchową.
Solt tego nie rozumiał. Wolał rozwijać się fizycznie. Nawet w przerwach między treningami, często wykonywał proste ćwiczenia. Zamiast pogłębiać swoją wiedzę, dużo biegał. Codziennie przemierzał odcinek wzdłuż piaszczystego, miejscami nieco kamienistego lub trawiastego, brzegu rzeki, a do ośrodka wracał dopiero, gdy mięśnie odmawiały mu posłuszeństwa. Wtedy czuł, że żyje. Książki mu tego nie dawały. Sięgał do nich tylko wtedy, kiedy musiał.
Obaj mocno się różnili w różnych kwestiach, ale jak nikt inny potrafili wykazać się solidarnością w obliczu zagrożenia. W takich momentach rozumieli się niemal bez słów. Może właśnie dlatego Solt natychmiast wychwycił, że Reed wcale się nie cieszy ze swojego zwycięstwa. Nie widział na jego twarzy wyrazu triumfu, raczej cień zawodu... Przez moment przeszło mu przez myśl, że należało postąpić inaczej. Przez chwilę, bo potem Reed się opamiętał. Uśmiechnął się i spojrzał na kumpla uważnie, jakby rzucając mu wyzwanie.
— A więc przesądzone  stwierdził, po czym poderwał się z miejsca i chwycił treningowe ostrze, które odłożył wcześniej obok siebie. Wymierzył je prosto w Solta, robiąc przy tym niezwykle poważną minę. Ktoś, kto obserwowałby to wszystko z boku i nie byłby świadomym zażyłości, jaka łączyła tych dwojga, mógłby pomyśleć, że chce mu zrobić krzywdę.  Nie mieszasz się i mam nadzieję, że chociaż ten jeden raz dotrzymasz danego słowa. Chyba mogę wymagać od ciebie chociaż tyle?
— Jasne — odparł lekko, nie zdradzając prawdziwych zamiarów. Nie czuł się z tym najlepiej, ale wiedział, że postępuje słusznie.  Przecież obiecałem.
— Nie wierzę ci. Twoje obietnice są nic nie warte, Solt.  Reed prychnął z kpiną.  Nie dają żadnej gwarancji. Ty sam jesteś zwykłym oszustem. Mógłbym spytać o twoją ranę, ale po co, skoro zamiast prawdy zaserwujesz mi kolejne kłamstwo. Czuję, że nie będziesz ze mną szczery.
Nie patrzył na kumpla. Stanął w lekkim rozkroku i od niechcenia zaczął bawić się bronią. Wyważał ją, szukał najlepszego punktu na zaciśnięcie dłoni, aż w końcu zaatakował. Zrobił wypad do przodu, ale Solter okazał się szybszy, jakby już wcześniej przewidując zamiary przyjaciela. Przetoczył się po ziemi, unikając ciosu, po czym zerwał na równe nogi, gotowy do obrony. Reed nie mógł go zaskoczyć. 
Solt nie miał przy sobie broni, bo nie zabrał jej z magazynu. Jednak wcale tego nie potrzebował. Równie dobrze jak posługiwał się ostrzem, walczył wręcz. Nie było na niego mocnych, a przynajmniej tak mogło się wydawać, kiedy walczył z przeciwnikami. W każdym razie z obcymi. Z Reedem nie było tak łatwo. Solt uświadamiał sobie to dobitnie, gdy każda z jego prób ataku, zostawała zablokowana przez przyjaciela. Przesuwali się po sali krok po kroku, na zmianę wymieniając się ciosami, choć żaden nie mógł przełamać linii obrony drugiego. Solter wcale się nie dziwił. Zbyt długo trenowali razem, aby któregokolwiek mogło coś zaskoczyć. Ich potyczki przypominały najczęściej walkę z samym sobą albo z własnym cieniem. Nie mogło tu być zwycięzcy. Chyba, że w drodze przypadku.
Solter wyprowadził kolejny cios. W zamierzeniu celny i mocny, w praktyce został przez Reeda zneutralizowany. Zanim dosięgła go pięść, chłopak odskoczył na bok, całkiem zeskakując z maty i pozwolił, aby przeciwnik, balansując na krawędzi, stracił na chwilę równowagę. Wtedy sam zaatakował. Ostrze błysnęło, kiedy rzucił się z nim na przyjaciela, ale zrobił to zbyt wolno. Dla Solta był zbyt przewidywalny i w niczym mu nie zagroził. Chłopak odsunął się na bezpieczną odległość. Stanęli na przeciwko siebie, jakby gotując się do drugiej rundy.
— Twierdzisz, że jestem oszustem? — zapytał z rozbrajającym uśmiechem, wracając do przerwanej dyskusji.
— Największym draniem i kanciarzem na całym świecie — potwierdził Reed, kiwając głową. 
— To po co się zgadzałeś na ten nasz układ, skoro mi nie ufasz?  Zadał pytanie, czujnie śledząc ruchy przyjaciela, który na nowo szukał odpowiedniej sposobności do przeprowadzenia szturmu.  Po co ta cała szopka, Re?
Mogło to wyglądać, jakby się kłócili. Jakby obrzucali się oskarżeniami i wzajemnymi wyrzutami. Całość jednak łagodziły łobuzerskie uśmiechy, które widoczne były na twarzy jednego i drugiego. Była to dziwna potyczka, podobnie zresztą jak cała ich relacja. Innym ciężko byłoby to pojąć, dla nich stanowiło codzienność.
— Już to mówiłem, to nie kwestia zaufania, Solt. Ufam ci bardziej niż komukolwiek innemu na tym świecie.  Zaczął tłumaczyć.  Gdyby wymagały tego okoliczności, bez mrugnięcia okiem powierzyłbym ci własne życie.
— Więc, czemu nie pozwolisz mi zaryzykować? Dlaczego nie pozwolisz ocalić samego siebie?
— Tłumaczyłem ci to już.  Westchnął ze zniecierpliwienia.  Twoje pomysły mnie przerażają. Są głupie. Niebezpieczne. Nawet jak dla ciebie.
— Teraz to ja tego nie kupuję. Nie wierzę, że tylko to stoi na przeszkodzie. Wcześniej nie miałeś obiekcji, gdy zaczynałem za bardzo kombinować.
— Może wreszcie dorosłem i dotarło do mnie, jak bardzo ryzykowaliśmy? Często graliśmy nie tylko swoim życiem, ale niewinnych osób. Tak nie powinno być, Sol. Nie tego się od nas wymaga.
— Brednie.  Machnął ręką, wykluczając ten scenariusz.  Gadasz od rzeczy, Reed, i odbiegasz od tematu. To nie poczucie obowiązku wymusza na tobie takie zachowanie. Coś się w naszych prywatnych relacjach zmieniło, ale nie wiem co. Widzę, jak na mnie patrzysz. Cholernie oskarżająco i tak obco, wiesz? Tylko że tego też nie rozumiem. Wytłumacz mi to.
 Chciałbym... Chciałby, ale nie wiem! Nie wiem, co się dzieje! Jasne?!
Reed stracił cierpliwość, a Solt to wyczuł. Wychwycił drastyczną zmianę emocji przyjaciela, zanim ten zdążył bez uprzedzenia wznowić trening. Nastrój ten, z początku neutralny i nieco przygnębiony, zaczął wprost cuchnąć wściekłością, a potem Reed rzucił się na przyjaciela. Chłopak był jednak tak rozkojarzony, że zupełnie się do tego nie przyłożył. Nie pomyślał, nie zaplanował niczego. Nawet nie ułożył prawidłowo ostrza w dłoni. Po prostu zaatakował, lecz nie włożył w to serca. To nie mogło się udać. I nie udało. Solt złapał go, po czym błyskawicznie unieruchomił w stalowym uścisku, zanim Reed zdążył chociaż wziąć zamach. Ten jednak nie chciał się poddać. Zaczął się szamotać i w ten sposób próbował się wyzwolić. Solter przejrzał te zamiary. Pilnując, aby kumpel się nie uwolnił, wycofał się nieco i przycisnął przyjaciela do ściany całym ciężarem swojego ciała. Z ust Reeda padło przekleństwo, kiedy Solt skrępował jego ręce ponad ich głowami, a z zaciśniętej pięści wytrącił mu ostrze. 
Reed podjął tylko jedną, ostatnią próbę - szarpnął, za wszelką cenę starając się odzyskać utraconą broń, która mogłaby mu pomóc w tej sytuacji, ale ona leżała ona zbyt daleko, a przeciwnik był silniejszy i trzymał go zbyt mocno. Zacisnął szczękę ze złości. W tamtym momencie jeszcze wcale nie wyglądał, jak ktoś skazany na śmierć. Determinacja zamaskowała odór choroby tak szczelnie, że nawet Solter nie mógł się przez nią przebić. Przez chwilę. A potem coś się zmieniło, czego Solt, zajęty szamotaniną, z początku nie wychwycił.
— Uspokój się, bo zrobisz sobie krzywdę  wyszeptał mu do ucha, czując, jak ciało przyjaciela całe drży z nerwów.
— Łatwo ci mówić  warknął Reed. Nie patrzył mu w oczy. Opuścił głowę, a czupryna ciemnych włosów nieco przysłoniła mu twarz. Dopiero wtedy zaczął sprawiać wrażenie człowieka pokonanego.  Ty nie wiesz, jak to jest, gdy wszystko zaczyna ci się mieszać we łbie. A ja... ja czuję, że głupieję i nic nie mogę na to poradzić, bo to nie jest zależne ode mnie.
Bał się.
Nie, on się nie boi. Jest wprost przerażony. Kiedy ta myśl uformowała się w podświadomości Solta, chłopak poczuł, że nie ma czym oddychać. Lodowata, dusząca woń strachu, jaką wyczuł od przyjaciela, ścisnęła go za gardło z siłą i wprawą zawodowego mordercy. Nie chciała puścić i Solter musiał mocno się starać, aby przypomnieć sobie, że to wcale nie są jego własne emocje i on wcale im nie podlega.
— Mógłbym ci pomóc, Re  zaproponował delikatnie, ale Reed gwałtownie potrząsnął głową.
— Nie możesz. Nikt nie może. Ze mną będzie tylko gorzej  wymamrotał, nadal nie podnosząc wzroku.  Najlepiej zrobisz, jak znajdziesz sobie innego partnera do treningów. Ja się do tego już nie nadaję i stwarzam realne zagrożenie. Puść mnie.
To zabolało ich obojga, ale Solt nie miał zamiaru rezygnować. Wciąż chciał walczyć, mimo że Reed odpuścił.
— Daj mi chociaż spróbować  poprosił.
Reed pokręcił głową. Był uparty, ale Solter również, a na jego korzyść wpływała większa determinacja niż w przypadku swojego towarzysza.
— No dobrze, to chociaż popatrz na mnie i powiedz mi to prosto w twarz. Nie zachowujmy się jak dzieci.
Reed westchnął, ale posłusznie spełnił żądanie przyjaciela. Uniósł głowę, a wtedy zniknęła wszelka przestrzeń, jaka ich dzieliła. Solt co prawda był od niego nieco wyższy, ale nie była to drastyczna różnica. W każdym razie nie taka, aby nie mogli spojrzeć sobie prosto w oczy. To tylko uświadomiło im, że stoją stanowczo zbyt blisko siebie. Była to fatalna bliskość, która peszyła ich obojga jak jeszcze nigdy wcześniej. Mimo to Solter wciąż dociskał Reeda do ściany, jakby bojąc się, że ten mu ucieknie. Ich dłonie pozostawały złączone. Stali oko w oko, a ich usta dzieliły jedynie cale. Solter bez trudu dostrzegł drobne, złote plamki rozsiane tu i ówdzie po srebrzystej tęczówce Reeda. Patrzył na nie, nie potrafiąc przestać. Widział czający się tam strach, a zaraz pod nim ogromne pokłady niepewności. Przez ten brak przestrzeni Solt słyszał nawet przyspieszony oddech przyjaciela. Czuł też, jak szybko i ciężko pracuje serce chłopaka - niczym maleńki ptaszek, który za wszelką cenę chce się uwolnić z klatki. Jemu samemu po części udzieliło się to poddenerwowanie. Zupełnie tego nie rozumiał. 
Chciał się odsunąć, ale coś mu nie pozwalało. Niewidzialna siła wciąż trzymała go przy Reedzie. Solt zmarszczył brwi, próbując zrozumieć przyczynę tej dziwnej reakcji, a po chwili zluzował też nieco uchwyt na nadgarstkach przyjaciela, czując, że ten zaprzestał bezcelowej walki. Wychwycił, że Reed zamarł w przerażeniu.
— Co ty, do diabła, wyprawiasz?   spytał ostrożnie, z trudem przełykając ślinę.
Solter odczytywał jego emocje. Szok. Niedowierzanie. Strach. Napływały kolejno, nakładając się na siebie i kumulując. Było coś jeszcze, coś znacznie bardziej skomplikowanego, czego sam Solt nie potrafił rozszyfrować. Przez chwilę się w tym pogubił. Zatracił się i nie wiedział, które z uczuć należą do Reeda, a za które sam odpowiada. To go ogłupiło. Sprawiło, że przestał oddychać. Na moment. Po chwili zdołał się jednak opamiętać. Potrząsnął głową, próbując nieco się otrzeźwić. Skutecznie, bo po chwili znajomy uśmiech kombinatora wrócił na jego usta. Solt bez zastanowienia popchnął kumpla na matę, po czym sam się na niego rzucił, chcąc zamaskować ten dziwny moment.
— Czy ciebie do reszty pojebało?! - warknął Reed i szarpnął gwałtownie, próbując zrzucić z siebie kumpla. Bezskutecznie.
— Nigdy nie byłem normalny, powinieneś to wiedzieć  zaśmiał się, a w jego oczach zabłysły złośliwe chochliki. 
— Zawsze myślałem, że jest dla ciebie jeszcze nadzieja  wymamrotał Reed, nadal się siłując.   Jak widać, pomyliłem się. Jesteś psycholem.
— A co z moją szansą, Re? No wiesz, tą o którą tak ładnie cię prosiłem. Dasz mi ją czy mam działać bez twojej zgody?  zapytał,  ignorując przekleństwa na swój temat i uśmiechając się szeroko. Dziwnie się czuł, ale starał się pozbyć tego fatalnego uczucia skrępowania, które towarzyszyło mu jeszcze chwilę temu i prawie mu się to udało. W przeciwieństwie do Reeda. Ten się nie wyluzował, ale przerażenie na nowo przekształciło się we wściekłość, co było dobrym znakiem.
— Nie zmarnuj jej  warknął Reed, ponownie podejmując próbę zrzucenia z siebie ciała przeciwnika  a teraz złaź ze mnie, zanim połamiesz mi żebra. Nie łapiesz się już do wagi piórkowej.
Solt na to pozwolił. Opadł na ziemię, przeturlał na plecy i wybuchnął śmiechem. Nieco sztucznym, ale takim, który pozwolił mu się uspokoić. Chyba właśnie przez te starania odzyskania spokoju ducha nawet nie zauważył, jak na całą tą sytuację zareagował jego przyjaciel, a ten milczał. Przyglądał się chłopakowi w kompletniej ciszy.


Marauder

Był przerażony, kiedy spostrzegł, w jakim stanie znajdowała się jego młodsza siostra. Wciąż miał przed oczami jej drobne, blade ciało usiane ciemnymi sińcami różnych wielkości. Paskudny widok. Niezwykle bolesny. Chłopak zobaczył go znacznie lepiej, kiedy Nevi po długich namowach w końcu przebrała się w piżamę. Z początku nie rozumiał, dlaczego się tak przed tym opierała, ale gdy dziewczyna stanęła przed nim mając na sobie tylko tę część garderoby, wszystko zrozumiał. Bowiem piżama, którą miała ze sobą, nie była klasyczną piżamą, raczej koszulką nocną i to dość skąpą. Ktoś kto ją pakował, zadbał, aby odsłaniała te części ciała, które najbardziej ucierpiały w skutek tortur, a więc nogi, ręce i część pleców. Zdawało się, że nie ma miejsca na skórze, który nie został brutalnie naznaczony. Chłopak był pewien, że Nevi nie wybrała tego skrawka materiału samodzielnie. Jego siostra raczej starałby się ukryć rany przed wzrokiem innym, a szczególnie przed jego wzrokiem. Ktoś, kto podarował jej właśnie tę koszulę i kazał ze sobą zabrać, działał z rozmysłem, jakby chcąc, aby Marauder to wszystko zobaczył i zapamiętał. Skutecznie.
Chłopak wolał nie zastanawiać się, co musiała przeżywać ta niewinna istotka, kiedy te siniaki powstawały. Ile uderzeń musiała wytrzymać... Mocno zacisnął powieki, starając się stłumić mdłości. Źle się czuł. Inaczej by to wszystko zniósł, gdyby ta sprawa dotyczyła tylko jego. On był silniejszy. Zniósłby wszelkie tortury, nawet we zdwojonej liczbie, aby tylko Nevi nie musiała być w to wplątana. Niestety nie miał wyboru. 
 Śpij  wymamrotała Nevi, jakby wyczuwając nerwowość brata. Nie otworzyła oczu, ale nikły uśmiech zagrał na jej ustach.
 Nie mogę  wyszeptał, patrząc w sufit.
Chociaż leżał już w łóżku od ponad godziny i zamierzał odpocząć po ostatniej straży, nie potrafił usnąć. Był zmęczony, ale straszyły go obrazy minionego dnia i potworne wyrzuty sumienia. Bo te oczywiście się pojawiły. Nie mogło być inaczej, skoro doskonale wiedział, dlaczego siostra wygląda w taki sposób. Wiedział, czemu oni to zrobili. To, że pozwolili, aby dziewczyna została razem z nim, a nie natychmiast ją odesłali, zdawało się potwierdzać te przypuszczenia. Marauder otrzymał jasny komunikat i wiedział, że od tej pory powinien wziąć się w garść, aby to już nigdy się nie powtórzyło. Musiał odsunąć sentymenty na bok i po prostu się zmienić.
 Jutro będziesz wyglądał jak zombie  zagroziła dziewczynka, uchylając jedno oko i patrząc znacząco na chłopaka.  Wyleją cię z pracy, jeżeli zaśnież na swojej warcie.
Praca. Było to ładne określenie. Takie niewinne w porównaniu z tym, jakie okropności był zmuszany wyczyniać.
Chłopak przekręcił się na bok i spojrzał na twarz siostry, a to go odrobinę uspokoiło. Sam fakt, że jest przy nim działał na niego kojąco.
 Masz rację — przyznał. — Rzeczywiście potrzebuję odpoczynku, choć co do tej warty to nie jestem pewien, czy jeszcze będą jej potrzebowali.
— Czemu?
Nevi się rozbudziła, słysząc tak niespodziewaną wiadomość. Otworzyła szeroko oczy, uniosła wysoko brwi i lekko przechyliła głowę w wyrazie zainteresowania.
Chcą wdrożyć drugą część planu. Uważają, że to odpowiedni czas.
Marauder nie był, co do tego przekonany. Maddie wciąż była niestabilna. Przedstawienie jej jakichkolwiek żądań, kiedy znajdowała się w tym przedziwnym stanie, mogło się skończyć dwojako. Ona sama mogła zareagować różnie. 
— Biedna dziewczyna. Pewnie szykują dla niej niezłe tortury, skoro tak im się spieszy. — Westchnęła Nevi. Dziewczyna zawsze wykazywała się ogromną empatią. Kiedy komuś niewinnego działa się krzywda, ona sama błyskawicznie zapominała o własnym cierpieniu. Tak jak w tym przypadku.
— To nie ona jest tutaj najbardziej pokrzywdzoną.  Przypomniał jej brat.  Kiedy tylko pomyślę, co oni z tobą tam robili... 
W jego oczach zaszkliły się łzy. Nie trwały tam długo. Niemal natychmiast zostały starte, a Marauder mrugając szybko powiekami, pozbył się wszelkich dowodów na to, że kiedykolwiek się tam znalazły chociaż na krótką chwilę. Chłopak nie mógł pozwolić sobie na taką słabość. Ktoś mógłby to wykorzystać na jego niekorzyść.
— Nie musisz się wstydzić łez, braciszku. Wiem, co o nich myślisz, ale nie masz racji. One wcale nie oznaczają, że jesteś słaby. Wręcz przeciwnie. Pokazujesz, że twoja dusza jest silna, bo nie boi się cierpieć. — Pocieszyła go dziewczynka, mocno tuląc do jego piersi. Kiedyś, gdy byli jeszcze dziećmi, uwielbiała zasypiać właśnie w ten sposób. — Jeżeli jednak poczujesz się z tym lepiej, to mogę cię zapewnić, że oni nie zrobili nic, czego bym nie wytrzymała. A te siniaki? To drobnostka. Nic, co powinno cię zmusić do zmiany swojego zachowania... No co? - spytała, widząc, że chłopak uważnie się jej przygląda.  Widzę w twoich oczach, że właśnie to zamierzasz zrobić. Chcesz tańczyć tak, jak oni ci zagrają i to tylko dlatego, że zwrócili mnie taką poobijaną. Nie zgadzam się na to. Słyszysz?
— Jak możesz do tego podchodzić w tak lekki sposób?
Marauder był w szoku. Nigdy nie spodziewałby się, że usłyszy od siostry tak dojrzałe słowa. Myślała w bardzo odważny sposób. W taki, na jaki jego samego nigdy nie będzie stać.
— Człowieka można zniszczyć, ale nie stłamsić.  Zacytowała, uśmiechając się półgębkiem. Powieki znowu jej opadły, co sprawiało wrażenie, jakby bredziła przez sen.  Nie daj się nigdy stłamsić, Mar.
— Nie stłamsić. Pokonać. Człowieka nie można pokonać, Nev.  Poprawił ją brat i pogłaskał czule po włosach.  Jak już coś czytujesz, to rób to dokładniej, mądralo. A teraz lulu, bo widzę, że oczy ci się same zamykają.  
Nevi uśmiechnęła się delikatnie, słysząc te słowa, a po chwili usnęła. Nie sprawiło jej to trudu. Musiała być naprawdę wykończona. Tak bardzo, że nawet nie zwracała uwagi na swój komfort. Marauder wątpił bowiem, aby pojedyncze, ciasne łóżko było najwygodniejszym miejscem do spania i to dla dwóch osób. Nawet chciał uzyskać dla niej osobny pokój, ale, chociaż tych było wystarczająco dużo, nic nie wskórał. Mieli być razem cały czas. Był to tylko kolejny dowód, że ktoś ewidentnie chciał, aby mógł dokładnie przyjrzeć się do czego doprowadziło jego wahanie i drobne próby buntu.
— Śpij, aniołku. Teraz będziesz już bezpieczna. Nie dopuszczę do tego, żeby ktokolwiek cię znowu skrzywdził  wymamrotał sennym tonem, głaszcząc ją po policzku.  Rodzina jest najważniejsza.
I usnął. Zmorzył go sen. Krótki i niespokojny, ale dający chociaż chwilowe ukojenie.



Nie było Maddie, ale w kolejnym rozdziale już się pojawi, bo mi samej zaczęło jej brakować. Co do tego rozdziału, nie mam odpowiedniego komentarza, więc po prostu piszcie, co myślicie. 

18 komentarzy:

  1. Pierwsza czesc-wow. Czyżby S czuł wobec Reeda coś wiecej, niz by sie spodziewał? Swietnie opisałaś tę scenę; czuło sie niemal fizycznie te emocje. A końcówka... Marauder jest coraz bardziej zastanawiający

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz!
      Na twoje pytanie póki co nie odpowiem. To wszystko wyjdzie w praniu ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Wow, to napięcie między Solterem a Reedem! Byłam przekonana, że zacznę ten rozdział od ochów i achów na temat tego, jacy oni są dobrymi przyjaciółmi, jak bardzo się o siebie troszczą i widać, że jeden za drugim skoczyłby w ogień. To wciąż prawda, ale jednak to, co się wydarzyło po tej ich całej potyczce... Hm. Ja bym to nazwała napięciem seksualnym, ale nie chcę się za bardzo zapędzać XD Może po prostu nadmiar emocji płynących ze strony Reeda nieco rozkojarzyły Soltera, dlatego tak dziwnie się zachował. Albo rzeczywiście sobie uzmysłowił, że zależy mu na najlepszym kumplu jeszcze bardziej, niż przypuszczał? Nie mam zielonego pojęcia. To na razie jeden, malutki przebłysk, który prowadziłby w tę stronę, dlatego nie chcę snuć domysłów, tylko zaczekam na rozwój wypadków. Mam nadzieję, że po drodze Solt znajdzie jakieś magiczne rozwiązanie i z Reedem będzie wszystko dobrze, bo naprawdę zaczęłam lubić tego chłopaka.
    Nevi jest niesamowicie inteligentna i taka... Kochana? Poza tym, zachowuje się wyjątkowo dojrzale jak na swój wiek. No i jej troska wobec brata również jest godna podziwu, zresztą tak samo Marauder wyraźnie pokazuje, jak bardzo jest przywiązany do młodszej siostrzyczki. Nadal mnie martwi, kto zrobił jej te wszystkie siniaki i dlaczego, no i na czym polega ten cały plan, który najwyraźniej obejmuje również Maddie. Nieźle to wszystko pokręcone... A co najważniejsze: niesamowicie ciekawe :D
    Rozdział świetny, tylko czekać, aż wydarzenia jeszcze bardziej pobiegną do przodu. Pozdrawiam <3
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ przecież oni są dobrymi przyjaciółmi! No powiedz, że nie :D Dobra, śmieję się i trochę cię podpuszczam. Fakt faktem, że nieco namieszałam, ale co z tego wyniknie to ja już nie zdradzam.
      Nevi musiała zbyt szybko dorosnąć i chyba dlatego jest taka dojrzała. Momentami chyba nawet bardziej, niż brat. W każdym razie jest odważniejsza od niego.
      Bardzo dziękuję za komentarz.
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  3. Przyznam, że zupełnie nie rozumiem postaci Soltera. Jakoś nie mogę go rozgryźć, nie wiem jaki jest naprawdę i co sobą reprezentuje. To dla mnie chodząca zagadka ;D Nawet nie wiem, co o nim myśleć! Chyba potrzebuję jeszcze trochę czasu, a właściwie kilka rozdziałów, żeby móc się jakoś o nim wypowiedzieć. Zaproponował tę grę, a potem celowo w niej przegrał. Czyżby chciał "ocalać" przyjaciela w niewidoczny sposób? Stwarzać pozory przegranego i odpuszczającego wcześniejsze obietnice, a potem knuć coś po cichu? Nie mam pojęcia!
    Ale jak widać Reed to wyczuł i bardzo podobała mi się wymiana zdań między nimi. Nawet to, że doprowadzili do bójki, by jakoś opanować emocje i wyrzucić swoje żale. Super był też fragment, w którym Reed wyznaje, że ma mętlik w głowie i nie wie, co się dzieje. To dodało tej postaci autentyczności, stał się w moich oczach bardziej żywy i... coraz bardziej mi go żal.

    Jedna uwaga w tym fragmencie. Nie piszemy "poddenerwowanie" tylko "podenerwowanie".

    "Zdawało się, że nie ma miejsca na skórze, który nie został brutalnie naznaczony" - miejsca na skórze, które nie zostało brutalnie naznaczone.

    Chociaż fragment z Reedem i Solterem czytało mi się bardzo dobrze, to Marauder i Nevi zdobyli mnie w tym rozdziale. Nevi to świetna dziewczyna i bardzo ją polubiłam. Jest bardzo mądra, ma dojrzałe podejście do życia i nie użala się nad sobą. A Marauder to taki typ człowieka, który stoi na krawędzi i nie wie, w którą stronę iść. I to tez mi się podoba! Nie dziwię się, że chce tańczyć, jak mu zagrają. W końcu chodzi o jego siostrę. Ale z drugiej strony... jeśli się podda, to już zawsze będzie od kogoś zależny. Zawsze będzie niewolnikiem. Jestem bardzo ciekawa, co wybierze!

    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Solciak to dziwna postać, właśnie taka zagadka, ale niebawem przestanie być tak wielką tajemnicą :D Reed dobrze zna jego zagrywki, więc i ten manewr przewidział.
      Nevi jest przede wszystkim odważna i to bardziej niż brat, bo on ma swoje lęki, których niestety nie potrafi opanować. Strach o bliskich robi z niego niewolnika.
      Dzięki za wskazanie literówek! Czytałam tekst kilkakrotnie, ale jak widać jednak coś tam umknęło ;)
      Jeszcze raz wielkie dzięki ;)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  4. zapraszam na watch-meburn.blogspot.com
    Można zamówić szablon albo chociaż przyodziać się w gotowy. A jeśli nie, to chociaż popatrzeć. Jak inni się przyodziewają.
    Pozdrawiam cieplutko, gorąco, serdecznie itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do spamu jest odpowiednia zakładka - tak ciężko to zauważyć?

      Usuń
  5. Już w trakcie czytania chciałam się upominać o Maddie, a tu sama raczysz mnie informacją, że dziewczyna zawita w kolejnym rozdziale. Chociaż nie zmienia to faktu, że też się za nią stęskniłam. Może i było cokolwiek o niej wspomniane, ale jak dla mnie to trochę za mało. Chciałabym się dowiedzieć, jak ona sobie naprawdę radzi. Przechodząc jednak do tego, co działo się w tych ostatnich dwóch rozdziałach: Jakoś tak nie czuję nienawiści do Maraudera. Fakt, że odpowiada za to, co jest czynione wobec dziewczyny, ale... No właśnie każdy ma jakąś historię, za którą kryją się jego obecne czyny. Plus można dodać do tego szantażowanie - tak w tym momencie mam na myśli siostrę chłopaka, której pojawienia się nie spodziewałam. Swoją drogą mądra z niej dziewczynka. Mam jednak wrażenie, że jej słowa nie sprawią, że Marauder zmięknie wobec Maddie, nawet jeśli i przed przybyciem siostry dręczyły go wyrzuty sumienia...
    Zastanawia mnie ten plan Solta odnośnie przywrócenia Reeda do zdrowia. Tak zawzięcie starał się przekonać przyjaciela, aby dał mu "zgodę" na jego realizowanie, że mam wrażenie, że on naprawdę wierzy w jego powodzenia. W sumie muszę przyznać, że i ja zaczynam w to wierzyć, chociaż zastanawia mnie, czy nie lepsze byłoby określenie - mieć nadzieje. No cóż wydaje mi się, że gdyby Reed zginął - to i jakaś część osobowości Solta poszłaby w zapomnienie. Może przesadzam, ale jest między nimi naprawdę silna zażyłość. Po tym rozdziale zresztą stwierdzam, że chyba po stronie Reeda nawet silniejsza, niż mogłoby się to wydawać. Nie wiem, ale mam wrażenie po tym fragmencie z "przyciskaniem do ściany", że chłopak coś czuje do naszego głównego bohatera i nie jest to tylko przyjaźń. Chociaż mogę się pod tym względem ogromnie mylić :)
    No cóż czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że pojawi się niebawem. Tym bardziej, że jak już mówiłam nie mogę się doczekać Maddie. Ciekawią mnie jej losy. Eh... Ogromnych pokładów weny i wolnego czasu Ci życzę. Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam ją wcisnąć do tego rozdziału, ale stwierdziłam, że wtedy całość wyszłaby za długa, a te dwie perspektywy były mi koniecznie potrzebne. Dlatego też Maddie musi jeszcze chwilę poczekać na swoją kolei ;)
      Oczywiście, że Solt wierzy w szansę na ocalenie przyjaciela. Inaczej by tak nie nalegał i nie kombinował na wszystkie sposoby ;)
      A co do uczuć Reeda - nie potwierdzam ani nie zaprzeczam. Już niedługo wszystko się wyjaśni ;)
      Bardzo dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  6. Wow, to na pewno nie było przyjacielskie. Wyczułam seksualne napięcie i nie wiem, czy mnie to zachwyca ;p Solt to mi rybka, ale Reed... ech... no cóż.

    Bardzo ładnie oddałaś emocje w tej części. Potrafiłam wczuć się w to, co przelatywało przez bohaterów. Złość, smutek, nadzieję i jej brak aż po to zawstydzenie. Naprawdę jestem zawstydzona, aż sama się zdziwiłam.
    Nie wiem tylko czy lubię tego Solta, on ma dosyć specyficzną osobowość. Może to wynika z wydarzeń w jego życiu, ale właśnie nie wydaje mi się do końca szczery. Nie potrafię też sobie wyobrazić, w kto rym kierunku on pójdzie, jakby był nie do końca stabilny psychicznie. No ale nic, to tylko wzbudza moją ciekawość.

    Ta relacje Maraudera z siostrą też wydaje mi się trochę niezdrowa. Może to dlatego, że nie mam zaufania to rodzeństwa, gdzie występuje starszy brat mający hopla na punkcie swojej siostry... może to dlatego, że sama nigdy nie miałam starszego brata. Jednak doceniam jego chęć obrony tej Nevi. Co do niej samej - odnoszę wrażenie, że ona jeszcze pokaże różki w tej historii albo umrze. Jeszcze nie wiem, czy moje przewidywania nie są za bardzo wydumane haha.

    Tak czy inaczej powodzenia przy pisaniu kolejnych części ; )
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była tylko iskierka, która może albo zgasnąć, albo wywołać prawdziwy pożar ;) Nie zdradzam, w jaką stronę rozwiną się wydarzenia.
      Solt jest chyba taka postacią, którą można albo pokochać, albo znienawidzić. Ja go uwielbiam, więc nie będę obiektywna xD
      Co do Maraudera i jego siostry... Oni mają tylko siebie i to może wywoływać tak mocne emocje. Czy to niezdrowe? Hmm... ciężko mi stwierdzić. Na pewno w jego przypadku trochę przyćmiewa takie racjonalne spojrzenie na pewne sprawy i czyni z niego marionetkę.
      Więcej nie zdradzam :D
      Bardzo dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  7. "ona leżała ona zbyt daleko"
    "Chciałbym... Chciałby, ale nie wiem"
    "Kiedy komuś niewinnego działa się krzywda"

    a takie tyci drobnostki wyłapałam ;)

    Gdybym miała wybrać, który wątek w tym rozdziale mi się podobał bardziej, to bym miała mały problem. Lubię Maraudera i jest dla mnie bardzo ciekawą postacią na tą chwilę. Intryguje mnie niesamowicie, jednakże tutaj chyba swoje ochy i achy przeniosę na Solta i Reeda. Jeszcze chwila ich bliskości i bym zaczęła mieć porządne feelsy. ;D Nie wiem, jak inni, ale mi nie przeszkadzałby wątek homoseksualny. ;D haha Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście jest coś więcej między nimi (chociaż nie są jeszcze tego świadomi, albo nawet nie chcą o tym myśleć) czy to było po prostu jednorazowe dziwne zbliżenie, zupełnie niekontrolowane i nieprzemyślane. Chociaż przez chwilę myślałam, że jednak się pocałują. xD Krzyczałabym TAAAAAAAAK!! haha Mi również podoba się, to jak przedstawiłaś to napięcie między nimi. :3

    Niestety mało tu jest Maraudera i trochę ubolewam, bo mu kibicuję. Mogę jedynie powiedzieć, że wciąż ciekawi mnie na jakich dokładnie zasadach pracuje z tamtymi. Wiem, że jest do tego zmuszony, a w razie jego złych zachowań, mogą skrzywdzić mu siostrę. Pytanie brzmi: jak do tego doszło? Co jest takiego w nim, że go wzięli? Na odpowiedź zapewne będę musiała poczekać i poszukać w następnych rozdziałach. :) A przez tą scenę z Soltem i Reedem miałam głupie myśli, gdy czytałam o rodzeństwie. Ah... zbudziłaś moje nieprzyzwoite myśli. xD
    Życzę weny i pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, zaraz poprawię, póki dorwałam się do komputera :D
      Hah, cieszę się, że wątek Solta i Reeda wywołał tyle emocji! Póki co nie zdradzam, czy coś wyniknie, czy to jednorazowy incydent, ale niebawem wszystko się wyjaśni - tyle mogę obiecać :)
      Wiem, Maraudera troszkę mało, ale któryś z kolejnych rozdziałów jest cały jego, więc sobie chłopak nadrobi :D Trochę wiadomości na temat jego przeszłości też ujrzy światło dzienne, ale to za chwilę, jeszcze nie teraz :)
      Oj, przepraszam :D To zupełne niechcący! :D
      Dziękuję i również pozdrawiam!

      Usuń
  8. A jednak przegrał i nie odpuści. Ha! Znam go!:D Ja go jakoś lubię, jest taki pokręcony, że aż go lubię. Ale jednocześnie właśnie widać, że mu zależy na Reedzie i to jest piękne. Nie psuj tego TY PSUJO!:D Bo ja będę płakać, jak znowu zepsujesz przyjaźń. Może mu się uda go uratować, może? Bo tak to i tak będzie cierpieć... Kiedyś w serialu czarodziejka wyczuwała innych emocje i faktycznie to tak na nią wpływało, że to czasem było nie do wytrzymania. Ciężko być takim empatą. To faktycznie trochę wyglądało na pojedynek na śmierć i życie. Tutaj Solt był bardziej weselszy od Reeda.
    Cóż mała dziewczynka widocznie kocha swojego brata, skoro jest w stanie dla niego znieść tortury i jeszcze mówić, że to nic takiego. A ja się zastanawiałam, czemu tamta sukienka, a tu jednak faktycznie ktoś chciał mu przypomnieć o tym. Pewnie będzie mu ciężko dylematem czy zmienić swoje zachowanie czy nie. Niby Nevi mówi, że zdoła przetrwać wszystko, ale nikt kto kogoś kocha nie chce skazać go na cierpienie. Może istnieje jeszcze inne wyjście?

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że co? Że ja psuja? :D No proszę cię! Ja jestem grzecznym autorem, który nie sypie swoim bohaterom kłody pod nogi :D Fakt faktem, że Solt nie umie odpuszczać i w tym przypadku też nie miał takiego zamiaru.
      Nev jest odważniejsza od swojego brata i naprawdę wiele wytrzyma w imię wyższych wartości. To takie trochę męczennictwo i poświęcenie z jej strony, ale to prawda, że Marauder kocha ją zbyt mocno, aby dopuścić, żeby ktoś jeszcze kiedyś podniósł na nią rękę ;)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  9. Uwaga, za chwilę usłyszysz/przeczytasz okrzyki gimnazjalistki od dziewczyny z drugiej klasy technikum.
    Na Anioła, ale to było słodziaśne!!!!!! :D
    To jak się martwił o siostrę, to że wciąż traktuje ją jak małą dziewczynkę, to, że widać po nim iż by zabił, gdyby tylko ktoś raz jeszcze tknął Navi.
    Zawsze chciałam mieć starszego brata ;_;
    A ta scena pomiędzy Re i Soltem!!! <3 czyżbym wyczuwała coś na kształ Aleca i Magnusa? ;P Czyżby Solt i Re mieli tworzyć związek? YAY ~^u^~ (jestem fanką yaoi (; ).
    Ogólnie to jestem podjarana (nie nawidze potocznych słów, ale w tym wypadku jest ten zabieg konieczny xD) tym rozdziałem. Marauder powoli zaczyna mi się coraz bardziej podobać, ale wciąż wierna jestem Soltowi hahah.
    Rozdział był pięknie napisany, emocjonalny i tajemniczy. Co takiego zrobił Mar, że ktoś skrzywdził Navi w odwecie? Co takiego zamierza Solt, aby uratować Re?
    Jak dam radę to przeczytać jeszcze jeden rozdziała, a jak nie to spać :P jutro szkoła :\ Nienawidzę poniedziałków.
    Nie mogę się doczekać, aż przeczytam jeszcze więcej! :D

    Pozdrawiam cieplutko, weny i inspiracji :3
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no uwielbiam cię po prostu, nic na to nie poradzę :D To ja się przyłączam do tych okrzyków! Studentka drugiego roku też może? :D
      Ej, też chciałam starszego brata! A dostałam młodszego i rodzice nadal mi wypominają, że kazałam im jechać do szpitala wymienić, żeby go wymienili, a jak nie chcieli to się rozryczałam :D
      Mogę być zła i niedobra? Muszę być, bo nie powiem nawet słówkiem o tym, co tam się zadziało między chłopakami! Kiedyś tam stanie się to jasne, podobnie jak reszta twoich pytań ;)
      Mnie właśnie też zmroczył sen już wczoraj, ale zaraz wrócę do kolejnych rozdzialików, choć niepokoi mnie ich malejąca liczba. Co ja będę potem czytać? Aj!
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń

Archiwum bloga