sobota, 3 września 2016

Rozdział 8

Maddie

Ktoś mocno zatrzasnął za sobą drzwi i po chwili zaczął szarpać ją za ramię. Dziewczyna natychmiast wybudziła się ze snu, po czym zerwała do pozycji siedzącej i wycofała aż pod ścianę, aby tylko oddalić się od zagrożenia. Z początku nie potrafiła zrozumieć, co się dzieje. Zareagowała intuicyjnie, właściwie nie zastanawiając się nad tym, co robi. Tak nagła pobudka nie sprzyjała szybkiemu myśleniu. Zmysły Maddie zostały otumanione, choć wraz z upływem czasu coraz wyraźniej docierały do niej kolejne bodźce. Przez moment potrafiła jedynie patrzeć przed siebie nierozumiejącym wzrokiem. W końcu jednak zarejestrowała, kto ją obudził. Chłopak, który do tej pory pełnił rolę strażnika, lecz raczej trzymał się na uboczu, teraz stał na baczność tuż przed nią. W jego oczach nie było już nawet grama troski czy sympatii, dominowała za to wściekłość. To ona ją wywołała? Jak? Przecież nic mu nie zrobiła! Coś się jednak zmieniło podczas tej krótkiej nocy...
Maddie nagle poczuła się źle. Zniknęła przedziwna obojętność, która do tej pory pozwalała jej przetrwać wszystkie te dni spędzone w zamknięciu. Wycofała się, natomiast w jej miejsce wskoczył lodowaty strach. Pojawił się znikąd i szybko nabrał na sile.  Ścisnął ją za gardło i nie pozwolił złapać spokojnego oddechu. 
— Rusz się — warknął chłopak. Nie zwracał najmniejszej uwagi na to, jak swoim gwałtownym zachowaniem wpływa na emocje dziewczyny. Wcale go nie interesowało, że ją straszy. — Zakładaj ubrania i idziemy.
Bała się go nie posłuchać. 
— Dokąd? — Odważyła się zapytać, ale widząc jego zniecierpliwione spojrzenie, posłusznie opuściła łóżko, nie domagając się usilnie odpowiedzi. 
Stanęła pośrodku dywanu w samej bieliźnie i zaczęła się desperacko rozglądać za swoimi rzeczami, które poprzedniego wieczora porzuciła gdzieś na podłodze. Nigdzie ich nie było, co pogłębiało jej poddenerwowanie.
Maddie nie czuła się komfortowo prezentując się w takim stanie obcemu mężczyźnie, ale starała się tego nie okazywać. Jak gdyby nigdy nic, dalej prowadziła swoje poszukiwania, nie zauważając, że chłopak w międzyczasie dyskretnie odwrócił wzrok, chociaż w ten sposób wykazując się taktem. Ona nie zwracała na niego uwagi. Rozejrzała się dookoła, przeszukała niepościelone łóżko, a nawet pod nie zajrzała. I nic. Starych ubrań nie było. W zamian  dostrzegła nowe, leżące na niewielkim stoliku nocnym. Wszystkie były w jej rozmiarze, a przy większości nadal widoczne były metki. Maddie nie wiedziała, kto je dostarczył, ale nie widząc lepszego rozwiązania, w końcu sięgnęła po ten nieoczekiwany prezent.  
Marauder w tym czasie z niezwykłym zainteresowaniem przyglądał się skomplikowanym wzorkom na leciwym dywanie. Czynność ta pochłonęła go do tego stopnia, że nie spostrzegł, kiedy dziewczyna w końcu uporała się ze swoim zdaniem i stanęła tuż przed nim. Kiedy odchrząknęła znacząco, próbując zwrócić na siebie jego uwagę, drgnął niespokojnie, dając się zaskoczyć. 
— Dłużej się nie dało? — warknął zezłoszczony, po czym bez słowa skierował się do drzwi. 
Nawet nie sprawdził, czy dziewczyna podąża za nim. Przyjął to za pewniak. I słusznie. Madeleine obawiała się postąpić inaczej, przypuszczając, że konsekwencje takiego zachowania mogłyby być niezwykle nieprzyjemne.
Wspólnie wyszli na zewnątrz. Najpierw Pan Sympatyczny, jak w myślach zaczęła nazywać swojego towarzysza, a ona tuż za nim. Szła ostrożnie, niepewna, co czeka na nią za zakrętem. Co prawda, kiedyś już przemierzała ten korytarz, ale wtedy nie zwracała uwagi na szczegóły. Tym razem przyglądała się wszystkiemu dużo dokładniej, na wypadek, gdyby te informacje mogłyby się jej kiedyś przydać. Próbowała zapamiętać trasę, a może nawet odkryć, jak wydostać się na zewnątrz z tej przedziwnej plątaniny korytarzy. Nie było to łatwe, zwłaszcza że Marauder narzucił szybkie tempo, jakby nie dopuszczając, aby dziewczyna mogła poznać dokładny rozkład pomieszczeń. 
Korytarz nie zachwycał niczym szczególnym. Ot, zwykłe pomieszczenie przechodnie o wytapetowanych, jasnych ścianach i braku okien. Jedynym źródłem światła były półokrągłe kinkiety dające żółtawy poblask, umiejscowione w odległości paru kroków od siebie. Między nimi znajdowały się drzwi, których liczba w tym dziwnym miejscu była zadziwiająca. Dziewczyna mijała je w pośpiechu, patrząc na każde z nadzieją, że któreś się otworzą i tuż za nimi będzie czekał na nią ratunek. Nawet zastanawiała się, czy gdyby zaczęła krzyczeć, ktokolwiek by zareagował, ale szybko pozbyła się złudzeń. Podłoga korytarza pokrywała ciemna wykładzina, która tłumiła odgłos kroków. Ściany również musiały być dobrze wyciszone, aby zapobiec niesieniu się głosu po siatce niezliczonych przejść. Nikt by mnie nie usłyszał, przeszło jej przez myśl, gdyby Pan Sympatyczny nagle okazał się psychopatą i postanowił mnie z nudów zamordować. Popatrzyła na plecy chłopaka idącego przed nią, czując rosnący niepokój. A ty, głupia, poszłaś z nim dobrowolnie. Możesz mieć pretensje tylko do samej siebie.
Oddała się swoim przemyśleniom i przeraźliwym fantazjom, w których chłopak mordował ją na różne sposoby. Odcięła się na chwilę od rzeczywistości, a przez to nie zorientowała się w porę, kiedy Marauder pozwolił się wyprzedzić, sam zostając nieco z tyłu. Kiedy więc położył dłoń na jej ramieniu, aby ją zatrzymać, Maddie wrzasnęła z przerażenia i odskoczyła jak oparzona. Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem, unosząc wysoko brwi. 
— Jesteśmy na miejscu — wyartykułował powoli i dokładnie, jakby tracąc wiarę w zdrowie psychiczne swojej podopiecznej. 
Maddie poczuła się zażenowana swoim zachowaniem. Z pokorą opuściła głowę i podeszła do Maraudera, który zdążył już otworzyć drzwi i teraz przytrzymywał je, czekając na nią cierpliwie. 
— Nie musisz mnie straszyć, żeby poczuć się bardziej męsko — prychnęła, gdy mijała go w przejściu. Sama nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Chyba po prostu pragnęła podbudować się na duchu, choć nie było to zbyt rozsądne zagranie.
Chłopak powstrzymał się przed przewróceniem oczami. Nie chciał dać się wciągnąć w dziecinne gierki, a przypuszczał, że dziewczyna będzie chciała wrócić do swojego starego stylu bycia i nie zawaha się wykorzystać jego samego do tego celu. Smutek w jej wykonaniu był czymś przejściowym, zupełnie nieakceptowalnym. Może i jest to jakaś metoda, pomyślał, robiąc przy tym kwaśną minę, po czym wszedł za nią do ciemnego pomieszczenia.
— Ty za to nie musisz wrzeszczeć, jakbyś ducha zauważyła — upomniał, odszukując na ścianie przełącznik. Chwilę potem pokój zalało drażniące oczy, jaskrawe światło. — Gwarantuję, że przy takim spotkaniu, to bardziej ucierpiałby ten niewinny nieboszczyk. Biedak nie wiedziałby, gdzie się schować. Padłby trupem po raz drugi.
— Przyjemniaczek z ciebie — sarknęła i zaczęła rozglądać się dookoła. 
Pomieszczenie na pierwszy rzut oka wyglądało jak sala konferencyjna lub pokój przesłuchań. Było urządzane w minimalistycznym stylu. Kolorystycznie wcale nie odbiegało od tego, co widoczne było na korytarzu — ciemna podłoga i jasne, kontrastujące ściany. Większość przestrzeni zajmował, stojący pośrodku, potężny stół i sześć krzeseł poustawianych dookoła niego. Tyle. Nic więcej nie przykuwało niepotrzebnie uwagi. Żadnych obrazów, kwiatów na oknach. Surowy stan. 
Maddie nie rozumiała, dlaczego Marauder przyprowadził ją akurat do tego pokoju, ale nie chciała zadawać pytań. Przypuszczała, że dowie się tego i bez zbędnego poniżania się. 
— Ktoś z naszej dwójki musi chociaż sprawiać pozory  stwierdził w tym czasie Marauder, po raz kolejny przywołując ją do porządku.  Tobie to nie wychodzi. 
Oparł się o ścianę i skrzyżował ręce na piersi, natomiast jej wskazał miejsce przy okrągłym stole. Posłuchała go. Niechętnie opadła na krzesełko, oparła łokcie na blacie, a głowę oparła na splecionych dłoniach. Wyglądała na znudzoną, ale jej wzrok był czujny i nie spuszczała go ze  swojego towarzysza. 
— I teraz będziemy tu siedzieć i się na siebie patrzeć? — zakpiła, kiedy cisza stała się nieznośna. — Mogliśmy to robić w tamtym pokoju. Tam przynajmniej było łóżko. 
— A po co ci w takiej sytuacji łóżko? — Dwuznaczny uśmiech zagrał mu na ustach, ale Maddie nie dała się sprowokować. 
— Było wygodne — stwierdziła i wzruszyła ramionami.  — Leżąc na nim byłoby mi łatwiej cię ignorować.
On nie zamierzał pozostać jej dłużny.
— Nie miałem okazji tego wypróbować.
— Nie będziesz miał  prychnęła, jak rozwścieczona kotka i zmierzyła go oceniającym spojrzeniem.
Czasami ciężko było jej go rozgryźć. Odkąd się spotkali po raz pierwszy, zdążyła poznać cały wachlarz jego nastrojów. Na początku był wycofany, małomówny, ale też nie spoglądał na nią z niechęcią. Wściekłość pojawiła się niedawno, stanowiąc coś nowego, choć bardzo nietrwałego. Minęła szybko, jakby nigdy jej nie było. Marauderowi niekiedy zdarzało się zachować jak normalnemu, młodemu chłopakowi przystoi  udowodnił to, między innymi dając się wciągać w tę dziecięcą przekomarzankę. Jednak i ten stan nie mógł trwać długo. Maddie była tego świadoma. Zdążyła się zorientować, że rozmowa z nim może przypominać zwykłe błądzenie w ciemności. Chłopak nie wysyłał żadnych sygnałów, które świadczyłyby o nadchodzącej zmianie. Po prostu reagował. Nieraz bardzo gwałtownie. 
— I tak bym odmówił  zapewnił po krótkim namyśle. W jego oczach wciąż jeszcze igrały rozbawione iskierki, ale jakby trochę zbladły. Już nie uśmiechał się tak zawadiacko, jak chwilę wcześniej. Maddie nie wychwyciła tego od razu, choć planowała być bardziej ostrożna. 
— Nie bądź taki pewny. — Drążyła temat, nie potrafiąc przestać, kiedy jednak powinna. Marauder wyznaczył granicę i po tym pytaniu, natychmiast się odciął od lekkiej, niezobowiązującej atmosfery. W zamian spoważniał i spojrzał na nią złowrogo. 
— Widziałaś się ostatnio w lustrze? 
Zamilkła. Przez chwilę mordowała go wzrokiem, ale jako, że chłopak tego nie odwzajemnił, szybko się znudziła. Znalazła sobie nowe zajęcie — długimi paznokciami wybijała głupkowaty rytm na blacie stołu. Marauder zagryzł z nerwów zęby, próbując nie zwracać na dziewczynę najmniejszej uwagi. 
— Wnioskuję, że na kogoś czekamy. — Rzuciła od niechcenia, mając serdecznie dość przeciągającej się ciszy, która powróciła niczym rzucony bumerang. 
— Jakaś ty bystra — zakpił. — Sama doszłaś do tego wniosku, czy ktoś ci podpowiedział? 
— A więc, gdzie ten ktoś jest? — Ciągnęła, niezrażona odpowiedzią chłopaka.
Westchnął. 
— Sam chciałbym to wiedzieć — wymamrotał bardziej do siebie, niż do niej.
Coś mu w tym wszystkim nie pasowało. Dostał jasne i przejrzyste instrukcje. Miał przyprowadzić jedynie dziewczynę, a tutaj miał czekać już na nią szef i ją przejąć. Więc gdzie on, do diabła, jest? W umowie nie było słowa o dodatkowym niańczeniu więźnia. Przebywanie w jednym pomieszczeniu z tą dziewczyną działało na niego drażniąco. Nie chciał robić tego dłużej, niż to konieczne.
— Widzę, że twoi przełożeni szalenie się z tobą liczą, skoro zadbali, abyś posiadał komplet informacji. — Była to tylko kolejna szpileczka wbita przez Maddie na potrzeby poprawienia sobie humoru. Wycelowana na chybił trafił, ale skutecznie. Trafiła w czuły punkt. — Powiedz, jak to jest być całe życie chłopcem na posyłki? 
Marauder posłał jej mroczne spojrzenie. 
— Jesteś cyniczna z natury, czy tylko w obliczu śmierci włącza ci się ten mechanizm?
— Czy ty mi grozisz?
— Obiecuję, rudzielcu — poprawił ją. — Jeżeli sama nie zamkniesz swojej rozwydrzonej buziuni, chętnie ci w tym pomogę. 
Posłusznie zaniemówiła, wyczuwając, że balansuje na cieniutkiej linii. Przez chwilę zapomniała, z kim tak naprawdę ma do czynienia i trochę ją poniosło. To był błąd. Maddie skrzywiła się nieznacznie, doświadczając po raz kolejny tego przedziwnego wrażenia, że ktoś obcy steruje jej emocjami. Inaczej nie potrafiła wyjaśnić, gdzie podziała się niedawna pewność siebie, która dodawała tak wiele odwagi. Uczucie to bowiem zniknęło, a w jego miejsce natychmiast wślizgnął się strach. Madeleine znowu zaczęła się bać. Skuliła się i zadrżała leciutko. 
Marauder to zignorował. Wyjął z kieszeni telefon, po czym spróbował się skontaktować z przełożonym. Cholerny, stary dziadzie, w co ty pogrywasz?, myślał, wsłuchując się w kolejne sygnały. To wszystko zaczynało działać mu coraz bardziej na nerwy. Po kilku, nieudanych próbach, odpuścił. Schował komórkę i spojrzał na dziewczynę z lekkim wahaniem. Nie do końca wiedział, jak powinien postąpić w takiej sytuacji.   
— Muszę sprawdzić, co się stało.
Zero reakcji. Madeleine dalej siedziała na swoim miejscu, tuląc do piersi podkulone nogi i patrząc w jakiś oddalony punkt. Swoim zachowaniem przywodziła na myśl małe, bezbronne dziecko  mocno skrzywdzone i doświadczone przez okrutny los. Sama się tak czuła. Wolała nie zastanawiać się, jakie zdanie wyrobił sobie na jej temat ten chłopak. Nie interesowało ją to. Wsłuchiwała się w jego głos, ale apatycznie. Słowa docierały, choć nie starała się zrozumieć ich znaczenia. 
— Najpierw jednak odprowadzę cię do pokoju. 
— Co? Mam znowu tam wrócić? Być sama? — spytała, wyrywając się na chwilę z letargu i przenosząc  przerażony wzrok na swojego strażnika. — Nie mogę iść z tobą? 
Powinien jej odmówić. Jednak widząc tak wielką nadzieję i błaganie odmalowane w jadeitowych tęczówkach, nie umiał tego zrobić. 
— Wytnij chociaż jeden numer i już więcej nie opuścisz swojej celi. 


Solt

Noc po raz kolejny zapanowała nad Yelloy. Miasto zostało zalane ciemnością, a ludzie posłusznie schronili się w swoich przytulnych domostwach. Większość udało się na spoczynek. W nielicznych mieszkaniach wciąż tliło się światło, zdradzając, że ich mieszkańcy jeszcze walczą ze sennością. Nie na długo. W końcu i oni się poddawali. Wszyscy, bez wyjątku, wkroczyli w krainę snów. Kiedy zgasło oświetlenie w ostatnim oknie, on ruszył na wyprawę. 
Szedł szybko, mijając kolejne zaułki. Zwolnił tylko na chwilę, kiedy kaptur bluzy zsunął mu się z głowy. Poprawił go i natychmiast kontynuował swoją wędrówkę, jakby nic się nie stało. Przemierzał wąskie uliczki, nie spotykając po drodze żywego ducha. Za towarzysza miał jedynie węża, który pełzł obok jego nóg, starając się za wszelką cenę dotrzymać tempa właścicielowi. Chłopak zatrzymał się dopiero, gdy dotarł na tyły jednego z magazynów upadłej niedawno hurtowni spożywczej. Główne wejście było zabite deskami, podobnie jak okna, w których brakowało już szyb — miejscowi wandale szybko się z nimi uporali. Mimo tych braków, na pierwszy rzut oka, nie dało się dostać do środka. Solt jednak wiedział, że istnieje inny sposób. Bez zastanowienia wdrapał się na kontener stojący przy ścianie, a potem podciągnął wyżej, i korzystając z wyrwy w murze, przedostał się do wewnątrz. Zignorował żałosny syk, który wydał z siebie wąż, nie mogąc dalej podążyć za swoim panem. Solter zawahał się tylko przez sekundę, a potem zeskoczył na ziemię, lekko lądując na ugiętych nogach. Dał swoim oczom chwilę na przyzwyczajenie się do nieprzeszytej ciemności, nieco innej niż ta, jaka panowała na zewnątrz, po czym niespiesznie się wyprostował.
— Spóźniłeś się. — Usłyszał tuż za swoimi plecami lodowaty ton, przepełniony pretensjami. 
— Musiałem poczekać, aż wszyscy usną. Nie chciałem wzbudzać podejrzeń — odparł, nie odwracając się do swojego rozmówcy. Czuł się źle w podobnym położeniu, ale z doświadczenia wiedział, że mężczyzna unika bezpośrednich kontaktów i próba narzucenia takowego mogłaby wyrządzić więcej złego niż pożytku. Dlatego stał nieruchomo, starając się oddychać głęboko i spokojnie. 
— Nie interesuje mnie to. Prosiłeś o spotkanie, a ja się na nie zgodziłem i wymagam punktualności. To ostatni raz, gdy przepuszczam podobną sytuację płazem, rozumiesz?
Solt przymknął powieki i spróbował wyczuć emocje rozmówcy, ale napotkał barierę, której nie umiał ominąć. Wszelkie starania były bezcelowe, czego był doskonale świadomy, ale nie potrafił się powstrzymać. Przy każdej okazji starał się wyłapać, jakim sposobem mężczyźnie się to udaje, lecz nieskutecznie. Solter wiedział jedno — nie była to wrodzona zdolność, jak w przypadku Daskalla. W barierze były bowiem luki, które Solt, mają nieco więcej czasu, natychmiast by wykorzystał.
— Skończyłeś? — zapytał mężczyzna, wyłapując, co chłopak stara się zrobić.
Pokiwał głową, robiąc gorzką minę. Kiedyś to rozgryzie. Na pewno.
— Różni ludzie mówią, że znasz sposób...  Przeszedł do sedna rzeczy. Nie chciał przebywać w tym miejscu dłużej niż to konieczne.
— Wiedza jest cenna, chłopcze. — Uprzedził go mężczyzna. Miał chrypliwy, nieprzyjemny dla ucha głos. Solt zrobił zniecierpliwioną minę. Mógł się spodziewać, że to nie będzie łatwa ani przyjemna negocjacja. — Co masz do zaproponowania? Co otrzymam w zamian? 
— Pieniądze.  Rzucił bez zastanowienia. Czuł, że taka zapłata raczej nie usatysfakcjonuje nieznajomego, ale nie miał zbyt wielkiego pola manewru. Niewiele z tego, co posiadał, nadawało się jako zapłata za podobną usługę.  Powiedz ile, a zdobędę odpowiednią sumę. 
— Nie bądź śmieszny.  Mężczyzna pozbawił go złudzeń. Solt słyszał, jak nieznajomy przechadza się za jego plecami. Odgłos kroków odbijał się od ścian i niszczył głuchą ciszę. Bogactwa nie są mi potrzebne. Mam ich pod dostatkiem.
— Więc czego oczekujesz?  zapytał, choć po części domyślał się, jaką odpowiedź otrzyma.
— Posłuszeństwa.  Potwierdził jego obawy nieznajomy.  Chcę, żebyś pracował dla mnie. Potrzebuję dodatkowej pary oczu i uszu tam, gdzie moje wpływy nie sięgały do tej pory. Pragnę informacji, chłopcze. One są cenniejsze od złota.
— Mam zdradzić Daskalla? 
— Zdrada to takie brzydkie słowo.  Zacmokał.  Zupełnie mi nie pasuje. Powiedzmy, że od dzisiaj będziesz wierniejszy bardziej względem mnie niż swojego starego mentora. To jedyny warunek. Jeżeli się z niego wywiążesz, pomogę ci uratować przyjaciela.  Ostatnie słowo wypluł z pogardą, nie pojmując jego wagi. — Dam ci czas do namysłu, ale nie będę czekał wiecznie. 
— Nie potrzebuję czasu.  Przerwał mu niecierpliwie.  Zgadzam się. Jeżeli ocalisz Reeda, zrobię wszystko, czego zapragniesz.


Potępieńcze spojrzenia skierowane na Solta za trzy... dwa... jeden....
A tak na całkiem poważnie, tsaaa... Wiem, jak to wygląda i w sumie nawet nie chcę go bronić. Możecie go zjeść, co mi tam ;) 
Pojawiła się też Maddie - wiem, że nudno i nic się nie wyjaśniło, ale ten rozdział był niezbędnie konieczny. Kiedyś się przekonacie. Może już w kolejnym? ;) 

18 komentarzy:

  1. Faktycznie, fragment z Maddie mało co wyjaśnia. Ale pokazuje,ze Marauder sam do konca nke wie, co robi, i ze nie odpowiada mu rola kata albo chociażby jego pomocnika. Troche szkoda, ze nie mowi dziewczynie nic wiecej, ale okej...
    Co do S., coz, nie znam az tak Daskalla i nie wiem, do czego rak naprawdę zmierza, ale pomysł zdrady i tak mi nie odpowiada. Potrafię zrozumieć motywację Solta, tylko zastanawia mnie, jaka gwarancje ma, ze tamten faktycznie ma możliwośc-i ochotę-uratować Reeda. Takie typki wiele mówią, ale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejnym rozdziale będzie nieco więcej wyjaśnień, a szczególnie jeżeli o Maddie chodzi. Pojawi się też więcej informacji o Daskallu i wtedy lepiej będziecie mogli ocenić całą sytuację.
      Ten rozdział był taki przechodni, ale tak jak wspomniałam - konieczny dla właściwej fabuły.
      Wielkie dzięki za komentarz :)

      Usuń
  2. Kochanie długo kazałaś na siebie czekać.
    Ale rozumiem wakacje i te sprawy, ale w końcu jest rozdział.
    W sumie nie za bardzo rozumiem fragmentu z Maddie.
    W pewnym momencie więc trochę się pogubiłam.
    A Solt?
    Przed Soltem trudne wyzwanie. Szczególnie jesli w grę wchodzi Reed.
    Akcja powoli się rozkręca i jestem ciekawa co będzie dalej.
    Ogólnie wymiatasz i bardzo czekam na ciąg dalszy.
    pozostaje cię pozdrowić i zobaczyć co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem i strasznie mi przykro, ale niestety obecna praca nieco daje mi w kość. Zwyczajnie nie starcza mi czasu, aby codziennie napisać chociażby kilka zdań.
      Perspektywa Maddie miała być niezrozumiała, więc w sumie się cieszę, że tak właśnie została odebrana ;)
      Bardzo dziękuję za komentarz. Muszę wpaść do ciebie, ale troszkę cierpliwości ;)

      Usuń
  3. Oj zdecydowanie niewiele dowiedziałam się z tego fragmentu o Maddie. No ale cóż - najważniejsze, że w końcu pojawiło się o niej cokolwiek. No i muszę przyznać, że podobało mi się to jej przekomarzanie z Marauderem. Chociaż wydało mi się trochę nielogiczne po tym, jak dosłownie chwilę wcześniej zaczynała go brać za jakiegoś psychicznego mordercę. No ale cóż - można powiedzieć, że ich wzajemne relacje są niczym rollercoaster. Nigdy nie wiadomo, czego konkretnie powinno się spodziewać. No ale w sumie to mi się podoba. Zastanawia mnie tylko dlaczego chłopak został wystawiony przez szefostwo? Chociaż w sumie mi osobiście wydaje się, że to było psychologiczne zagranie. Mam wrażenie, że i chłopak jest w pewien sposób testowany, a w zasadzie sprawdzany... No cóż, czy mam rację, to się jeszcze okaże - pozostaje mi czekać na kolejny rozdział.
    Co zaś się tyczy Solta. Zdecydowanie jestem na niego wkurzona. Ale to w sumie mu się nie dziwię. Od razu widać, że zdrowie Reeda jest dla niego najważniejsze. Chociaż przecież on nawet nie dostał gwarancji, że jego przyjaciel wyzdrowieje. Coś mi się wydaje, że ta cała umowa nie skończy się dobrze. Eh... Czekam na ciąg dalszy! No bo cóż innego pozostaje w takich momentach? Pozdrawiam serdecznie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Maddie jeszcze będzie więcej informacji. Ten rozdział miał głównie zasygnalizować, że ona dalej żyje, a nie została gdzieś w lesie zakopana. Mads może się wydawać nielogiczna, bo w niej ciągle walczy ta stara osobowość z nowym lękiem. Te przekomarzanki dają jej takie chwilowe poczucie normalności.
      Nie powiem ci teraz, czy masz rację odnośnie Maraudera, ale podobna mi się, że kombinujesz i wysnuwasz takie teorie :)
      Solt decydując się na taki ryzykowny układ, wykazał się ogromną lekkomyślnością, ale co z tego wyniknie... No zobaczycie sami ;)
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Zacznę od Maraudera ;p
    Wiesz, na początku to on mi kojarzył się trochę z Ulquiorrą z "Bleacha", chociaż pewnie to nie ma żadnego uzasadnienia, bo między nimi jest takie liche podobieństwo. Może to przez to takie posępne wykonywanie poleceń i nastawienie typu "nie chcę czuć". Pewnie nie wiesz, o co mi chodzi. Ale ten Ulquiorra, o którym wspomniałam, był podwładnym głównego "złego" w serii i był typowym nihilistą, który w swoim życiu nie widział żadnego sensu. No i w miarę czytania doszłam do tego, że mało między nimi podobieństwa. Wiesz - Marauder ma cel ochrony siostry i jak otwiera buzię, to wydaje się zwykłym szczeniakiem, który znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie i przez to wyrasta z niego niezłe licho. Bo skoro dla cennych dla nas wartości posuwamy się do "zła" to nie ma dla nas usprawiedliwienia. W każdym razie to głupie, ale przez moje początkowe skojarzenie teraz widzę tego Maraudera jak taką roślinę hodowaną w ciemności ;p

    Co do Maddie, to podoba mi się to, że nie zgrywa jakiejś dzielnej i walecznej dziewczyny, że ona jest ludzka i można ją złamać. Nie jest ciapką, bo pokazuje charakterek co jakiś czas, ALE też nie zachowuje się nienaturalnie swobodnie. Widzi, że coś jej zagraża, więc po prostu się boi. Ale z drugiej strony dostrzegła w Marauderze zawahanie. Bo może to człowiek, który ze spokojem będzie patrzył, jak ją torturują, ale z drugiej strony sam tego nie zrobi. Nie ma natury sadysty ani takiego bossa ciemnej strony.

    No i ja nie potępiam Solta :D Wydaje mi się to naturalne, że chce uratować Reeda, ja też bym to da niego zrobiła. Zwłaszcza że Solt jeszcze nie wie, co będzie musiał robić, a my nie wiemy, jak z tego wybrnie. Może będzie szpiegował jak ostatnie ścierwo, a może znajdzie rozwiązanie inne albo wykorzysta nieznajomego do celów swoich i Daskalla.
    Podoba mi się jego hardość i determinacja. Cenię takie osoby, które prą przed siebie bez wahania.

    na tym etapie muszę ci napisać, że podoba mi się sposób, w jaki kreujesz postacie. Zazwyczaj przywiązuję do tego ogromną wagę, bo o nudziarzach nie chce się czytać. Są jednak różne rodzaje ciekawych postaci. Jedne wzbudzają sympatię, która nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia. Inne mają mocno zarysowaną osobowość która mimo swojej przewidywalności wciska się do mózgu. U ciebie podoba mi się niejednoznaczność. Trudno mi oceń bohaterów i ich intencje i chodzi mi tutaj głównie o Solta i Maddie, bo co do Maraudera to nie mam jeszcze wyrobionego zdania. Nie wiem czy ich lubię czy nie, czy im kibicuję, po prostu obserwuję ich ruchy i kurde... no nie mam zielonego pojęcia, jak ich poprowadzisz później.

    Ten rozdział sam w sobie niczego nie rozwiązał, ale to chyba ten etap w historii, gdzie będzie więcej pytań niż odpowiedzi ; )

    czekam na kolejną część ; ))

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za długaśny komentarz! :*
      No tak, muszę przyznać, że nie wiedziałam do kogo porównałaś tego mojego Maraudera i krótkie uzasadnienie nieco rozjaśniło mi we łbie ;) Powiem ci, że to zestawienie nie jest znowu jakieś abstrakcyjne. Dużo w tym prawdy, choć faktycznie Mar jakiś tam cel w życiu ma. Można nawet określić go jako szlachetnego, bo przecież poświęca się dla siostry... No, ale to tylko pół prawdy. Cała reszta leży w przeszłości tej postaci, więc żeby go tak całkowicie ocenić, trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.
      Maddie absolutnie nie miała być niewiarygodnie dzielna i cieszę się, że to widać. Ona ma zadziorny charakter i wykorzystuje go jako ostatnią deskę ratunku, ale łatwo ją zastraszyć i stłamsić.
      Co do Solta to mnie zdziwiłaś :D Niby oczywiste, że będzie się starał ocalić przyjaciela, ale przy okazji musi zdradzić kogoś, kto przyjął go pod swój dach i traktował jak syna. Przynajmniej tak to wygląda na ten moment :D No, ale nie zdradzam więcej. Kolejne rozdziały powinny rozjaśnić nieco całą sytuację ;)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  5. Ha! A kogo znalazłam ponownie w blogosferze? :)
    Obiecuję, że na dniach nadrobię wszystkie rozdziały!

    Pozdrawiam gorąco, dodaję do Linków i obserwacji!
    Buuziaki!
    __________
    Devirose (wczorajszy-dzien.blogspot.com)
    A wcześniej: poznajac-przeznaczenie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat jest malutki! :D
      Witam i serdecznie zapraszam.
      Też do ciebie wpadnę, jak tylko znajdę chwilkę wolnego!
      Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń

  6. Perspektywa Maddie przypomniała mi, że w sumie to nadal nie rozumiem, co tu się dzieje;D Jesteśmy w jakimś dziwnym miejscu, mamy bohaterów, którzy nie przypominają normalnych ludzi i węża, który co jakiś czas przewija się przez opowiadanie. No i Maddie, która z jakiś względów siedzi zamknięta i sama nie rozumie, dlaczego. Jestem ciekawa, kiedy coś się wyjaśni i kiedy fabuła opowiadania zacznie być bardziej jasna i klarowna :D
    Czemu mam wrażenie, że między Maddie i Marauderem coś kiedyś może się urodzić? :D Ciągle mam wrażenie, że dziewczyna jakoś na niego oddziałuje. Jest dla niej dość… pobłażliwy, na wiele pozwala i raczej nie przypomina twardego strażnika, którego można się bać. Niby na nią warczy, niby chce się pokazać ze złej strony i nie spoufalać, ale… jest w tym trochę mało przekonujący. Przynajmniej w moim odbiorze. Bo gdyby był, to nie pozwoliłby sobie na sarkastyczne komentarze z jej strony xD
    Jest między nimi takie dziwne napięcie… Może to oczywiście dotyczyć tej sytuacji, w jakiej się znaleźli i pewnie tak jest, ale… myślę, że może chodzić też o coś więcej :D

    Co za końcówka! Czyżby Solt zrobił coś w stylu… zawiązania paktu z diabłem? Zdrada w zamian za ratunek przyjaciela – bomba! Czy potrafię go potępić? Nie wiem. Chyba nie. Gdyby umierał ktoś, kto jest dla mnie bliski, a miałabym możliwość go uratować to też chwytałabym się każdej deski ratunku i rozważala każdą możliwość. Solt nie jest zły. Może to, co robi jest głupie, może nie powinien, może życie Reeda jest mniej ważne niż wierność swojemu dowódcy (mogę tak to nazwać? xD), ale.. nie umiem go potępić. Działa w imię czegoś, nie dla siebie. I to jest w pewnym sensie dobre.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że niewiele wiadomo, ale to stan przejściowy. Już niedługo wszystko zacznie się wyjaśniać i poszczególne elementy wskoczą na swoje miejsce, tworząc całość.
      A ja nie powiem nic o tym, co będzie lub nie będzie między Maddie a Marauderem :D Póki co widać, że coś się tam dzieje - Marauder faktycznie nie jest względem niej typowym strażnikiem, ale z jakiego powodu? To się wyjaśni :)
      Tak, w sumie można to nazwać czymś w rodzaju paktem z diabłem. Według mnie życie jest cenniejsze niż wierność, ale w tym przypadku nie jest to takie jednoznaczne, bo jednak Solt ma ogromny dług wdzięczności wobec swojego mentora. Chłopak znalazł się w takiej patowej sytuacji i cokolwiek zrobi, to i tak będzie musiał liczyć się z potwornymi konsekwencjami.
      Bardzo dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  7. Jakoś w sumie po tym rozdziale bardziej wolę czytać o Solcie czy Marauderze niż o Maddie. Tutaj jakoś zaczęła działać mi na nerwy. Znów wraca do swojego głupiego charakteru, gdzie za nic ma resztę ludzi i uważa się za pępek świata. Przynajmniej ja ją tak odbieram. A Marauder powinien ostrzej zareagować. Wydaje mi się, że nawet takim pobłażliwym zachowaniem wobec Maddie może się narazić. No i mógłby zgasić w końcu raz na zawszę tą dziewuchę. Ona już wie, jak daleko może się posunąć i czuje, że dalej będzie badała grunt. Marauder mimo wszystko jest bardzo miękki, choć niby stara się być twardy. Nie wychodzi mu niestety. :( Choć podobało mi się, że za każdym razem miał jakąś ripostę.
    Nie wiem, co mam myśleć o Solcie i jego nowym układzie. Może dlatego, że nie wiem do końca jak bardzo jest zżyty ze swoim mistrzem. Nie wiem ile Daskall dla niego znaczy, więc ciężko mi powiedzieć, czy potępiam układ ze zdradą. No i Reed to najlepszy przyjaciel, chyba najbliższa mu osoba, więc sam zamysł ratunku kogoś, na kim zależy nie jest czymś, co tak trzeba tępić. Chyba każdy człowiek w kryzysie by próbował znaleźć jakiś sposób, choćby miał wyrządzić krzywdę innym "bliskim" osobom. Chociaż wierzę w niego, że znajdzie jakiś inny sposób i nie do końca zdradzi swojego mistrza. Może nadzieja matką głupich, ale wierzę w niego.
    Weny i pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Maddie taka jest, a przynajmniej była i ta jej sukowatość powoli znika, aczkolwiek to długotrwały proces :P Ja sama jej nie lubię, więc wcale się nie dziwię, że nie jest fajnie odbierana.
      Nie ma co ukrywać, Marauder nie radzi sobie z Maddie. On chciałby być zły i groźny, ale nie ma aż tak twardego charakteru, żeby zamienić się w sadystę.
      Co do kwestii zdrady... No ciężko tutaj jednoznacznie Solta osądzić lub mu kibicować, bo jednak naraża kogoś, ale tylko po to, aby kogoś uratować. Taka patowa sytuacja.
      Dzięki za komentarz! Jutro może uda mi się wpaść do ciebie :)

      Usuń
  8. A mnie zastanawiało, dlaczego dostała inne ciuchy. Na początku myślałam, że może właśnie dostanie mamy Maraudera, aby po raz kolejny go zdenerwować, ale jednak nie. A może nowe ciuchy oznaczały koniec pewnego etapu? Nie wiem czy to w ogóle miało znaczenie :D. No tutaj Maddie na pewno pokazała siebie trochę bardziej opanowaną, poskromioną. Spodziewałam się jakiejś narady czy coś. Może nawet o jej losach w jej obecności, ale widzę, że niekoniecznie. Ciekawe czy jednak ktoś się pojawi czy też może sprawdzili posłuszeństwo chłopaka?
    Może zdradzanie Daskalla nie jest moralne, ale mimo wszystko jeszcze Solt nie stracił w moich oczach. Mam wrażenie, że Daskall dowie się, wytropi, że Solt coś broi i wtedy nie będzie ciekawie. Niemniej jednak Solt zaskoczył mnie, że doskonale wiedział kogo ma zdradzić. Niby jest ważny, ale no jestem godna podziwu. Chociaż może Solt taki jest obeznany i wie, czego się spodziewać. Tylko czy te przynoszenie informacji nie wtrąci go w problemy, gdzie już nie będzie ważne dla niego życie przyjaciela, bo w jakiś sposób coś stanie się ważniejszego(takie tam skomplikowane rozmyślenia :D)

    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maddie została porwana bez żadnych swoich rzeczy. Te nowe ubrania miały być takim darem powitalnym (?) albo swego rodzaju łapówką, zależy jak na to spojrzeć ;)
      Solt sięgając tej metody, doskonale wiedział, na co się pisze. A to, czy wpadnie przez to w kłopoty... Nie zdradzam teraz :P
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  9. Może i nic takiego się nie wydarzyło, ale mi się podobało (jak każdy anielski rozdział (;). Czasami takie są potrzebne, aby odciążyć czytelnika od ciągłej akcji i zasiać w nom niepokój, jaki właśnie wywołała końcówka.
    I nie będę potępieńczo patrzeć na Solta. Chciał bronić przyjaciela, uratować mu życie, a przede wszystkim był zdesperowany. Ja nie wiem co na jego miejscu bym zrobiła, ale z pewnością co się tylko da, aby pomóc bliskiej mi osobie.
    Fakt, że Solt od razu zgodził się na bycie psem tego typa spod ciemniej gwiazdy tylko pokazuje jak bardzo zależy mu na przyjacielu, widać że jest mu bliższy niż brat, Na Anioła! Niemal jak parabatai :D
    Ja nie mam zastrzeżeń co do jego postanowienia i zachowania. To jest dla mnie godne podziwu :)
    Oby tylko ten typek nie okazał się oszustem... Wtedy wejdę w Twoją powieść i sadystycznie go zamorduję, a mord trwać będzie dni sześć, a siódmego odpocznę ;)

    Maddie chyba za pewnie się czuje w towarzystwie Mara, bo coraz częściej pozwala sobie na bycie... no sobą xD. Nie mogę się doczekać, aż dorwę się do kolejnego rozdziału (ale najpierw matma... Lubię ją, ale jest cholernie ciężka :\).
    I zastanawiam się czy Mar nie oberwie za to, że poszedł z Mads do przełożonego, a nie zostawił jej w "jej komnacie" heh. A może to była specjalnie taka zagrywka od wyższych stołkiem?
    I może Solt skończy podobnie jak Marauder, kiedy będzie psem tego typka :0
    Tak spokojny rozdział, a tyle emocji wywołał :0
    Jak skończę matmę lecę czytać dalej :P

    Pozdrawiam, weny dużo i inspiracji!
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Hmm, zadziwia mnie ta wyrozumiałość względem Solta, ale to chyba takie pozytywne zaskoczenie :D W takich warunkach ciężko wybrać coś dobrego, trzeba się godzić na mniejsze zło. Tak, myślę, że parabatai to dobre określenie w tej sytuacji, bo między nimi jest naprawdę silna więź ;)
      Maddie stara się jak może być sobą, ale Mar jej tego tak szybko nie ułatwi :P On tak trochę rozpaczliwie, ale próbuje zyskać autorytet - jak mu to wychodzi, to sama widzisz :D
      Reszty tradycyjnie nie zdradzam, wyjaśni się niebawem ;)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń

Archiwum bloga