sobota, 10 września 2016

Rozdział 9

Solter

Wszedł do środka po cichu, starając się po drodze nikogo nie obudzić. Finder nadal pełzł koło jego stóp niczym nieodzowny towarzysz. Wspólnie przekroczyli próg pokoju, po czym Solter zamknął drzwi. Oparł się o nie plecami i przymknął na chwilę powieki, próbując zrozumieć, co właściwie zaszło tego wieczora. Powoli to do niego docierało, choć trudno mu było uwierzyć w prawdziwość tych zdarzeń. Musiał kompletnie zwariować, podejmując takie, a nie inne decyzje... Nie, jeszcze nie oszalał. To strach o przyjaciela na chwilę przyćmił mu głos zdrowego rozsądku i przekształcił jego samego w zwykłego zdrajcę. Teraz to widział. Dodatkowo sumienie powoli dawało o sobie znać, choć nie mogło niczego zmienić. Solt nie mógł się wycofać. Wiązała go przysięga.
Solt spojrzał na własną dłoń. Niewiele widział poprzez nieprzeszytą ciemność panującą w pokoju. Jednak prowizoryczny opatrunek, stworzony ze skrawka podartej koszulki, dostrzegł, a raczej wyczuł bez problemu. Opaska ta ciążyła mu niesłychanie i skrywała pod sobą rozcięcie. Niewielkie, ale niezwykle dosadne. Biegło wzdłuż linii losu i zahaczało o tę życia, tym samym zdradzając, że chłopak przyrzekł bezwzględne posłuszeństwo. Była to jednostronna umowa, niedająca mu żadnej gwarancji. Złamanie jej, pociągnęłoby za sobą katastrofalne skutki, o jakich usilnie starał się nie myśleć. 
— Gdzie byłeś? — Drgnął niespokojnie, słysząc głos Reeda. 
Wcześniej nie zwrócił na to uwagi, ale teraz, kiedy nieco wysilił wzrok, niemal natychmiast wychwycił zarys sylwetki przyjaciela siedzącego na łóżku. Wąż zasyczał ostrzegawczo, gdy Reed wstał i zbliżył się niespiesznie. 
— Co tu robisz? — zapytał Solter, panicznie poszukując wytłumaczenia dla tej nocnej eskapady. Miał kompletną pustkę w głowie. 
— Pierwszy zadałem pytanie — przypomniał Reed. 
Jego oczy błyszczały groźnie w ciemności. Solt wczytał się w jego nastrój, choć i bez tego wiedział, co czuje przyjaciel. Był zły. Zły i przestraszony. Fatalna kombinacja.
— Wyprowadzałem Findera na wieczorny spacer — palnął bez zastanowienia i w dziecinnym geście schował za siebie zranioną dłoń. Nie umknęło to Reedowi. — Wiesz, jak się przejdzie, to potem lepiej mu się śpi.  
— Nie błaznuj — warknął, po czym wziął go za rękę. Bez zbędnych delikatności zerwał z niej opatrunek i dokładnie, a tyle na ile pozwalała mu ciemność, zlustrował ranę. Solt dostrzegł, jak przyjaciel delikatnie kręci głową, nie dowierzając w to, co widzi. Mógłby przysiąc, że Reed blednie, przerażony swoim odkryciem.  — Coś ty najlepszego zrobił, Solt?
Krew znowu zebrała się wokół podrażnionej rany, a gdy było jej dostatecznie dużo, zaczęła skapywać pojedynczymi kropelkami na jasny dywan, wcześniej znacząc swoją obecność na skórze Reeda. Żaden nie zwrócił na to uwagi. 
— Nic — skłamał Solter, choć wiedział, że kumpel zna prawdę. Pewność i surowość w jego głosie jasno wskazywała na to, że widział wszystko w jednej ze swoich wizji. Mimo to szukał potwierdzenia. Zupełnie niepotrzebnie. 
— Gdybyś nic nie przeskrobał, to byś się tak nie skradał. Gadaj. — Zażądał Reed i wypuścił z uścisku jego dłoń. 
— Po co mam mówić, skoro i tak wszystko wiesz? — Westchnął, widząc nieustępliwą minę, jaką przybrał przyjaciel. — Ree, to nie jest twoja sprawa, nie muszę ci się spowiadać. 
Znowu stali blisko siebie. Znowu oddychali tym samym powietrzem. Tym razem jednak nie było w tym niezręczności i skrępowania. Dominowała wściekłość. Solt wyczuł ją bez problemu. Stanowiła woń nie do podrobienia. Mocna i ostra przy pierwszym wdechu, pozostawiała gorzkawy posmak przy kolejnych. Była energetycznym złodziejem — dostarczała jej na krótką chwilę, a potem zabierała podwojoną ilość. Reed już wyglądał na zmęczonego.
— Zrobiłeś to ze względu na mnie, więc tak, to jest moja sprawa.
— Chcę cię uratować — oznajmił. — I będę walczył. Nieważne, ile będzie mnie to kosztować. Jesteś dla mnie zbyt ważny, aby pozwolić ci tak zwyczajnie odejść. — Ostatnie zdanie wyrwało się mu z ust mimowolnie, zanim zdołał je przemyśleć i powstrzymać.
Reed spojrzał na niego ze zdumieniem. Nie spodziewał się takiego wyznania. Nagle cała złość jakby wyparowała. Solt nadal wyczuwał coś na jej kształt, ale było to raczej lekkie poddenerwowanie. Irytujące, lecz znośne. Kłuło w nos i drażniło swoją jaskrawością, pozostając jednocześnie przyjemną alternatywą dla zniewalającej wściekłości. W nastroju Reeda było jednak coś jeszcze, coś bardziej zastanawiającego. Solter kojarzył ten zapach, ale nie był on jednoznaczny. Stanowił raczej mieszaninę kilku różnych emocji i nie dawał się natychmiast zidentyfikować. Nadzieja przebijała się wyraźnie w tym zestawieniu, kryjąc pod sobą woń strachu, ufności i miłości. Tak, ewidentnie nikły zapach miłości snuł się na obrzeżach, wywołując mdłości swoją słodyczą. Solta to nie zdziwiło. Sam kochał Reeda. Jak przyszywanego brata i najlepszego przyjaciela.
— Ta cena jest zbyt wysoka — wyszeptał Reed, wyrywając go z zamyślenia. — Pomyśl o Daskallu. On cię przygarnął, zastąpił ci ojca, a ty tak planujesz mu się odwdzięczyć? Powinien dowiedzieć się prawdy, Solt!
— To idź. — Zaproponował. — Idź i powiedz mu o wszystkim. Nie będę cię zatrzymywał.
— Może tak zrobię.
Kłamał. Nie zamierzał go zdradzać. Był zbyt lojalny. Solt wyczuł to bez trudu. 
— Idź. — Podpuszczał go dalej, a na jego ustach zaigrał okrutny uśmiech. — Jeszcze tu jesteś? Na co czekasz? To wiele ułatwi.
— O czym ty mówisz? 
Reed się zawahał. Nie spodobała mu się poza przyjaciela. Znał go zbyt długo, aby nie domyślić się, że Solt nie zdradza mu wszystkiego. Nędzne pół-prawdy często krążyły między nimi, ale były łatwo i szybko wychwytywane. 
— Jeżeli Daskall dowie się prawdy, długo nie pożyję — oznajmił spokojnie. 
Solter odszedł od drzwi i podszedł do okna, pozostawiając chłopakowi wolną drogę. Teraz Reed mógł go zostawić bez przeszkód. On jednak został. 
— Sol… 
— Widzisz, Ree, to taka głupia sprawa. — Pomachał mu z oddali otwartą dłonią. Krew nieco przyschła. Już nie płynęła, ale czerwone strużki zastygły, tworząc na skórze przerażającą pajęczynkę. — Przysięga krwi zobowiązuje i dopóki nowy pan mnie nie zwolni, muszę być mu posłuszny. Chyba nie będę ci tłumaczyć, co następuje w przeciwnym wypadku… Dobrze to wiesz. Może nawet lepiej niż ja sam. W końcu przykładałeś się do nauki.
Reed pobladł jeszcze bardziej.
— To się nie może zdarzyć.
— Nie zdarzy. Mam plan. O ile, mnie nie wydasz, wszystko się ułoży.
Reed podszedł do niego, posyłając mu nerwowe spojrzenie. 
— Pięknie, że masz plan — wymamrotał niewyraźnie — ale co jeżeli to nie wyjdzie? 
— Wtedy obaj będziemy skończeni. 
Tego było za dużo. Nagromadzenie zbyt wielu emocji źle wpłynęło na stan Reeda. Chłopak złapał się za głowę, czując miażdżący ból i zachwiał się niebezpiecznie. Przed upadkiem uchroniły go tylko opiekuńcze ramiona Solta, który zadziałał intuicyjnie i pochwycił przyjaciela, gdy ten stracił przytomność. 


Maddie

Wyszli na zewnątrz i przystanęli na chwilę zaraz za drzwiami posiadłości. Jaskrawe, wczesnojesienne słońce zakuło dziewczynę w oczy, kiedy rozglądała się z zainteresowaniem dookoła, a chłodny powiew wiatru musnął jej twarz i poruszył splątanymi lokami. To wszystko dawało złudne poczucie chwilowej wolności. Maddie już nawet nie pamiętała, kiedy ostatnio oddychała świeżym powietrzem, a do tego momentu nawet nie zdawała sobie sprawy, jak strasznie jej go brakowało.
— Rusz się, nie mamy całego dnia. — Chłopak chwycił ją za ramię i popchnął lekko, zmuszając do kontynuacji wędrówki. 
Nie opierała się. Posłusznie spełniła polecenie, lecz, schodząc po marmurowych schodach, nie mogła oprzeć się i zerknęła przez ramię, aby ocenić prawdziwość swoich wcześniejszych przypuszczeń, co do miejsca, w którym ją przetrzymywano. 
Był to hotel, przynajmniej takie wrażenie sprawiała monumentalna i niezwykle elegancka fasada budynku. Nie miał on swojej nazwy, ale wyblakły ślad po banerze reklamowym wciąż był widoczny zaraz nad głównym wejściem, a przy wschodniej ścianie ustawiono rusztowanie, co wskazywało na trwający remont. Maddie wróciła pamięcią do surowego pomieszczenia, w którym odzyskała przytomność. Teraz zrozumiała, dlaczego był on w takim stanie. 
— Zawsze się tak ociągasz? 
Zamrugała kilkakrotnie i spojrzała na chłopaka, który po raz kolejny musiał przystanąć, aby zrównać się z nią tempem. Niecierpliwił się. Widziała, jak zaciska pięści i zgrzyta zębami. Był zdenerwowany, a ona nie chciała testować dłużej jego cierpliwości. Przyspieszyła.
Wspólnie skierowali się w stronę majaczącej się w oddali rezydencji — nieco mniejszej i skromniejszej od hotelu. Prowadziła do niej jedna ścieżka, która biegła przez kwiecisty ogród. Akurat była to pora, kiedy pewne rodzaje róż rozkwitały w pełni. Kiedy szli aleją, po obu stronach której rosły rozłożyste krzaki obsypane drobnymi kwiatami, zaatakowała ich mocna, charakterystyczna woń. 
— Dlaczego to robisz? — spytała. Nie patrzyła na niego. Zerwała najbliższej rosnącą, czerwoną różę, a ostre kolce umieszczone na łodyżce ukuły ją w w palce. Dziewczyna skrzywiła się leciutko. — Czemu jesteś tak psio posłuszny? Nie wierzę, że to ci odpowiada. Gdzie w tym układzie jakikolwiek szacunek do samego siebie?
— Myślisz, że zacznę ci się spowiadać? — prychnął. — Niby na jakiej podstawie? 
— Mógłbyś mi coś o sobie opowiedzieć, skoro najwyraźniej jesteśmy na siebie skazani. Może wtedy bym cię zrozumiała. No mów.
Zamrugał zdziwiony i zatrzymał się. Przez chwilę rzeczywiście poczuł potrzebę podzielenia się z nią tymi informacjami. Odpowiednie słowa cisnęły mu się na język i prawie udało im się wydostać. Chłopak chciał jej powiedzieć o wszystkim, ale w ostatnim momencie udało mu się powstrzymać. To nie byłaby jego decyzja. Zmrużył oczy, próbując zrozumieć, co się stało. 
— W co ty pogrywasz? — Zwrócił się do dziewczyny, nie widząc innego wytłumaczenia dla tego dziwnego zjawiska.
— Niby co? Nie wiem, o co ci chodzi. — Nie zrozumiała. Wyłapała zmianę w jego zachowaniu, ale tego, co ją wywołało już nie. 
Zdziwienie na jej twarzy było autentyczne, ale Marauder nie dał mu wiary. Podszedł do niej zdecydowanym krokiem i stanął tak blisko, jak tylko się dało. Był od niej zdecydowanie wyższy, więc musiałaby zadrzeć głowę, aby móc spojrzeć mu prosto w twarz. Nie zrobiła tego, zbytnio onieśmielona. 
— Czy ja nie wyraziłem się dostatecznie jasno?  spytał powoli i cicho. Brzmiał dostatecznie groźnie, że dziewczyna zadrżała ze strachu.  Jeden numer i zmienię twoje życie w piekło. Chcesz tego?
— Nie — wyszeptała, nadal unikając jego spojrzenia. Potrząsnęła głową i cofnęła się o kilka kroków, starając się odzyskać utracony dystans. On natychmiast znowu się przybliżył. Wycofali się  tak aż pod fontannę stojącą pośrodku ogrodu. Madeleine zrobiła jeszcze krok i zachwiała się niebezpiecznie, kiedy natrafiła łydką na niski, kamienny murek. Tuż za nim szumiała spływająca z podwyższenia woda. Dziewczyna nie miała już gdzie uciekać. 
— Powtórz, chyba nie usłyszałem. 
— Nie chcę — powiedziała jeszcze raz. 
— To dobrze, bo to ostatnie ostrzeżenie, jakie ode mnie otrzymałaś — zagroził. — Myślisz, że tylko ty znasz sztuczki? Spójrz na mnie.
Bała się go nie posłuchać, więc przełamała własny lęk i wykonała polecenie. Uniosła nieco podbródek i zmarła. Nie do końca wiedziała, co wywarło na niej takie wrażenie. Przecież patrzyła na niego już wielokrotnie wcześniej. Nigdy jednak przedtem nie dostrzegła, jak ładne miał rysy twarzy. Mocne, typowo męskie, ale zarazem bardzo regularne, co mocno zbliżało go do idealności. Jego policzki pokrywał kilkudniowy zarost, co dodawało mu męskości. Duże oczy o przedziwnych zielono-błękitnych tęczówkach patrzyły na nią z rozbawieniem, choć niedawna wściekłość nadal gdzieś się tam czaiła, choć została chwilowo wyciszona. I usta. Usta, które układały się w kpiący uśmieszek. Usta, które wyglądały naprawdę kusząco...
— Przestań — warknęła, otrząsając się z przedziwnego stanu, w jaki wprowadził ją Marauder.
— Nie wiem, o co ci chodzi — odparł, powtarzając jej własne zapewnienie, którym go uraczyła. Jednak w jego przypadku bezczelny uśmiech jasno zdradzał, że doskonale zdawał sobie sprawę z własnej winy. Chłopak miał niewątpliwy wpływ na stany emocjonalne, a zauroczenie czy pożądanie do nich należało. Maddie o tym nie wiedziała, ale czuła, że w jakiś sposób Marauder odpowiadał za to, czego doświadczyła.
— Mącisz mi w głowie. Nie mam pojęcia, jak to robisz, ale czuję, że to twoja wina — wytłumaczyła cierpliwie. 
— Mącę? — Uśmiech nie znikał mu z ust, ale oczy błyszczały złośliwie, zdradzając prawdziwe intencje. 
— Tak. 
Jego bliskość sprawiała, że nie umiała racjonalnie myśleć. Chciała się wycofać, ale zapomniała o fontannie, którą miała za plecami. Poruszyła się i straciła równowagę. Runęła do tyłu, a Marauder, niewiele myśląc, pochwycił ją za rękę. Sam nie utrzymał się na nogach i w efekcie oboje wpadli do wody. Jej poziom nie był wysoki — sięgał ledwie do kolan, ale wystarczył, aby całkiem przemokli. Mimo to przez chwilę żadne się nie poruszyło. Byli tak blisko siebie, że bali się chociażby drgnąć, aby istniejąca niewielka przestrzeń całkiem nie zniknęła. W końcu jednak musiało to nastąpić.
Madeleine odgarnęła z twarzy mokre kosmyki, przełknęła nerwowo ślinę i spojrzała na chłopaka, oczekując wybuchu wściekłości. On jednak nie krzyczał. Patrzył na nią przenikliwie. Maddie nie potrafiła rozszyfrować jego miny. Usiłowała dojrzeć coś więcej, ale nie była w stanie. Marauder przerwał ten kontakt. Wstał i pomógł dziewczynie. Schylił się tylko na chwilę, aby wyłowić z wody kwiat róży, który zgubiła Maddie podczas tego upadku. Wręczył go jej ponownie.
— Tobie nie trzeba mieszać w głowie — oznajmił, kiedy już pewnie stała na nogach na suchym lądzie i trzymała w dłoniach swoją zgubę. — Twoja wrodzona niezdarność jest dostatecznie niebezpieczna. 
Pierwszy raz od początku ich znajomości Maddie usłyszała jego śmiech. Cichy i pełen niepewności, ale jednocześnie niewymuszony, szczery oraz przepełniony wesołością. W pewnym stopniu zaraźliwy. Maddie sama się uśmiechnęła, nie potrafiąc się powstrzymać. 
Żadne z nich nie było świadome tego, że ktoś uważnie obserwuje ich poczynania. Starszy mężczyzna skryty w swoim gabinecie, przyglądał się swoim młodym podopiecznym, będąc pełnym uznania dla takiego rozwoju wydarzeń. Wszystko szło po jego myśli i nieuchronnie przybliżało do celu. Sukces był dostępny na wyciągnięcie dłoni.


Nadal niewiele wiadomo, ale coś tam między wierszami może się dopatrzycie ;) Wiem, że relacja między Marauderem a Maddie może być na ten moment dziwna, bo w jednej chwili się kłócą i sobie wygrażają, a potem razem się śmieją, ale na wszystko jest wytłumaczenie ;) Niebawem je poznacie. 

20 komentarzy:

  1. Kiedyś myślałam, że skoro Sol i MAddie są głownymi bohaterami, to pewnie koniec konców będa razem. albo przynajmniej połaczy ich milosc. teraz wcale tak nie uwazam. nie dosc, ze sadze, iz Sol i Reeda laczy cos wiecej niz przyjazn, nawet jesli sami nie chca sie do tego przekonac, to teraz uwazam, ze to Marauder powinien byc chlopakiem Maddie. Jegoi umiejetnosc splunela chyba takze na mnie. Mysle, ze zarowno strach, jak i pozadanie udalo mu sie wyolbrzymic, ale ze gdyby Maddie sama ich nie czula, to by nie poczula. Marauder faktycznie dziwnie sie zachowuje, moze dlatego ze walczy sam ze sona i tak naprawde chcialby powiedziec Madddie prawe, a moze dlatego, ze i ona w jakis sposob na niego dziala, niekoniecznie tylko tak, ze chyba mu sie poodba. Mysle, ze to wszystko jest zaplanowane przez Mistrza i sama nie wiem, czy sie cieszyc, czy martwic...
    Obie rozmowy bardzo mi sie podobaly, byly niesamowicie emocjonalnie. jedyne zastrzezenie to niezaznaczanie podmiotow w rozmowie dwoch chlopakow, przez co przesz chwile nie wiedzialam, ktory mial zostawac, a ktory odchodzic...
    Boje sie o S. i te jego przysiege :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że na samym, samym początku jeszcze poprzedniej wersji, fakt, że Solt i Maddie zwiążą się ze sobą było dla mnie oczywiste. Potem postanowiłam namieszać, a jak to się zakończy? To moja słodka tajemnica, ale strasznie podoba mi się to, że masz swoje własne przypuszczenia i się nimi tutaj podzieliłaś ;)
      Masz rację. Jeszcze raz przeczytałam sobie perspektywę Solta i faktycznie był moment, gdzie mi coś umknęło. Poprawiłam i mam nadzieję, że teraz jest ok.
      Wielkie dzięki!

      Usuń
  2. Ech, już sama nie wiem, co mam myśleć XD Mówię oczywiście o bohaterach, bo sam rozdział jak zawsze czytało się znakomicie.
    Co takiego zrobił Solter? Komu złożył tę przysięgę? Oj, nie podoba mi się to, bardzo mi się nie podoba. Nic dziwnego, że Reed się wkurzył, a jednocześnie... Jeśli Soltowi przyszło do głowy coś, cokolwiek, co mogłoby uratować jego przyjacielowi życie, to czy można go winić za to, że postanowił to wykorzystać? Ja też zrobiłabym wszystko dla swoich najbliższych, nie bacząc na konsekwencje. A Solter dodatkowo z natury potrafi być lekkomyślny, jest też odważny, więc nic zaskakującego, że postanowił skorzystać z oferowanej mu przez kogoś szansy. Tak się zastanawiam... Solt niby obstaje przy tym, że kocha Reeda jak przyjaciela. Ale co z samym Reedem? Ta miłość w jego aurze... Nie wydaje mi się, by to było wyłącznie przyjacielskie uczucie. W poprzednim rozdziale wydawało mi się, że obaj dzielą te same odczucia, ale teraz zaczęłam podejrzewać, że sytuacja jest bardziej... hm... "zaangażowana" wyłącznie ze strony Ree. Nie wiem, zobaczymy. Póki co wolę się martwić o zdrowie Reeda, z którym chyba nie jest najlepiej :O
    Uwielbiam tę scenę z Marauderem i Maddie! Nie mam pojęcia, czy dobrze to wszystko odczytałam, ale zdaje się, że Mads potrafi wywołać jakiś mentalny wpływ na drugiego człowieka, nakłonić go do szczerości. W końcu Marauder nie należy do najbardziej otwartych ludzi na świecie, a przecież przez chwilę musiał walczyć z silnym pragnieniem zwierzenia się obcej dziewczynie. On z kolei ma chyba wyjątkowo rozwinięty urok osobisty, że się tak wyrażę XD Tak jakby wygląd nie wystarczył, żeby namącić w głowie kobiecie. Różnica jest taka, że Maddie serio nie wie, że ma jakieś zdolności, przez co nieświadomie ich użyła - tymczasem Marauder doskonale wiedział, jaki będzie efekt jego zabiegów. Jestem bardzo ciekawa relacji tych dwojga :D
    Rozdział świetny, czekam na ciąg dalszy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję ;)
      Można długo rozmyślać, czy Solt postąpił słusznie. Chce ratować przyjaciela, ale przy okazji musi zdradzić mentora, który zaopiekował się nim w najgorszym etapie życia. Z drugiej strony wybierając między życiem, a lojalnością chyba nie można zbyt długo debatować nad moralnością.
      Eh, z tymi uczuciami Solta bywa ciężko. On w dużej mierze skupia się na emocjach innych osób, stąd pojawiła się taka dziwna atmosfera dwa rozdziały temu. Po prostu się pogubił i nie wiedział, co czuje przyjaciel, a co on sam. W poprzednim rozdziale trochę ochłonął, ale teraz znowu ma mętlik w głowie. Cóż, póki co nie będę tego tłumaczyć, ale kiedyś wszystko stanie się jasne.
      Dobrze odczytałaś, bo po części to prawda, ale wciąż nie cała. W każdym razie na ten moment nie będę więcej zdradzać ;)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  3. A ja przyznam szczerze się pogubiłam.
    Czy mi się wydaje czy Maurder trochę inaczej patrzy na Maddie?
    Owszem wciąż chcę nią kierować i by była w jego władzy ale jakby zaszła w nim pewna zmiana.
    No i oczywiscie mój ulubieniec Sol.
    Reed jest dla niego kimś więcej to widać bardzo.
    Jestem ciekawa czy on i Maddie kiedykolwiek się spotkają i jaki będzie wynik tego spotkania.
    Nie wiem czemu ale zawsze o tym myślę gdy czytam Twoje opowiadanie.
    Jak zawsze cudowne i pozdrawiam mocno;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że niedługo znajdziesz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania i zniknie ten stan pogubienia ;)
      Ciężko stwierdzić, czy Marauder inaczej patrzy na Maddie. Dużo zależy od okoliczności, w jakich oboje się znajdują.
      Na resztę pytań nie odpowiadam, wszystko wyjdzie niebawem!
      Dziękuję ślicznie i pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Jestem zaskoczona, że ta przysięga tak szybko się wydała. Co prawda nie przed Daskalem, ale chociaż przed Reedem. To mnie trochę uspokaja, bo skoro przyjaciel wie, w jakie bagno wpadł Solter, to będzie miał go na oku. Może zauważy, gdy zacznie się dziać źle, może razem coś wymyślą? Ciekawa jestem jaki plan ma Solter i czy naprawdę go ma. Mógł przecież powiedzieć tak tylko dlatego, żeby uspokoić Reeda. Ale mam nadzieję, że rzeczywiście dobrze przemyślał sprawę nim się na to wszystko zdecydował. Może to nie będzie aż tak beznadziejna sytuacja, na jaką wygląda?

    Mega podobał mi się ten fragment z Maddie i Marauderem;D Pod poprzednim rozdziałem pisałam, że moim zdaniem między nimi coś może być, a teraz się w tym utwierdziłam. Niby na siebie werczą, niby się nie dogadują, ona jest sarkastyczna, on udaje niedostępnego, a jednak razem są dość… słodcy. Ta scena z fontanną była świetna. Marauder wcale nie musiał podnosić róży i podawać ją Maggie, mógł się wydrzeć na dziewczynę, że przez nią jest mokry, a zamiast tego się śmiał. Zachowałby się tak samo, gdyby zamiast Maggie był tam ktoś inny?
    Świetne było też to, jak zaczął pokazywać na niej tą swoją… moc i sprawiać, że Maggie dostrzegła w nim przystojnego mężczyznę. Uwielbiam takie fragmenty <3 Jestem pewna, że ta dwójka musi się po prostu dotrzeć, lepiej poznać, a ich relacja ma możliwość stać się naprawdę mocna.

    Pozdrawiam i czekam na kolejny! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed Reedem ciężko utrzymać coś w tajemnicy, reszcie tak łatwo nie pójdzie ;) A co do Solta... no wszystko niebawem się okaże.
      Mads i Marauder to dziwna para, a ich relacja może rozwinąć się dwojako. Mają dobre chwile, ale to nie znaczy, że już zawsze między nimi będzie pozytywnie ;)
      Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję :*
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. No Solt nie umie kłamać, to na pewno. Nie wiem, jakim cudem on chce potem bawić się w szpiega haha. Ale może to tylko Reed, w końcu on ma dosyć wnikliwą osobowość.
    Swoją drogą ta ich relacja dalej dla mnie jest podejrzana. No i to ciekawe, że obydwoje są tacy uczuciowi, ja zdecydowanie nie umiem operować takimi postaciami, dlatego hm... fajnie się o takich czyta (chodzi mi o "zewnętrznouczuciowość", czyli okazywanie tego światu ;p).

    Maraudera lubię bardziej, podoba mi się to jego sterowanie emocjami i dostrzegam napięcie między nim a Maddie... chociaż nie wiem, czy cokolwiek z tego będzie. W końcu on jest jakiś pochrzaniony, za tym wszystkim stoi ten dziwny starzec... ciekawe czy to nie jego sprawka. W ogóle śmiesznie, bo ja widziałam Maraudera jak taką niewyrośniętą roślinkę, trochę takiego Severusa Snape'a w lochach, a tu się okazuje, że on przystojny i idealne rysy haha :D No nic, jakoś przywyknę.

    Czytałam też twoje "ogłoszenie" i trzymam kciuki, żebyś sobie wszystko poukładała. Oraz żebyś oczywiście nie porzucała tej historii, bo jest świetna. Naprawdę aż z przyjemnością po mojej długiej przerwie od blogów przeczytałam ten rozdział.

    Pozdrówki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Solt kłamać potrafi, ale w przypadku Reeda rzeczywiście średnio mu to wychodzi. Oni znają się zbyt dobrze, a Ree ma ten swój dar, dzięki któremu w mig wszystko wychwytuje.
      Tak, są uczuciowi, ale o ich relacji cicho sza :D
      Ale Marauder niezwykle przystojny okazał się tylko w oczach Mads i to była nie do końca obiektywna opinia, biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności :D
      Bardzo dziękuję i cieszę się, że z przyjemnością czytało ci się ten rozdział :D Miód na moje serducho!
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Napisałam jako odpowiedź, zamiast dać oddzielny :D

      Usuń
  6. Podoba mi się relacja Solta i Reeda. Wiem, mówię to chyba któryś już raz. Ale no piękna ta przyjaźń. Nawzajem tak o siebie dbają. Myślałam, że Solt jest do końca samotnikiem, ale nie. Jednak nie. Fajnie, że ma kogoś, dla kogo się stara, walczy, daje w zastaw własne życie. To bardzo dużo znaczy. Szczęście mieć takiego przyjaciela. Właściwie oboje są dla siebie bardzo ważni. Reed na razie pokazał, że się martwi o Solta, chce go pilnować, aby nie zrobił głupoty. W jednym z rozdziałów, miałam wrażenie jakby zaraz miało dojść do jakiegoś niezręcznego zbliżenia :D, ale jakoś nie, tylko przyjaźń. Ciekawe co też z tego wyjdzie.
    Fakt z sytuacją z Maddie nadal nic nie wygląda na klarowne. Zaczyna porozumiewać się ze swoim "strażnikiem". Ale nie wiadomo po co i gdzie idą. A że jeszcze ktoś ich obserwuje i oczekuje lepszych relacji, to już w ogóle nie mam pojęcia o co chodzi. Jeżeli oboje będą po jednej stronie, to znaczy, że będą przeciw tamtym, a w kupie siła :D. Także zło dla nich. Jednak jeżeli dziewczyna bardzo polubi Maraudera, to znaczy że może chcieć zostać... tylko czy o to im chodzi?

    Tak poza tym, to jak wpadłam jakiś krótki czas temu, to zmieniałaś szablony. Trafiłam na taki wysuwany. Aż mi się przypomniały moje zabawy z CSS-em i HTML-em :D.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ta relacja ci się podoba :D Cóż, nawet największy samotnik potrzebuje przyjaciela, a właśnie, gdy człowiek odcina się od wszystkich, to jednak jak w końcu zdecyduje się komuś zaufać, to rodzi się taka prawdziwa więź, która motywuje go do heroicznych czynów. Tak jest w przypadku Solta. Nie miał nikogo bliskiego w swoim życiu (no oprócz Findera, ale wąż to jednak nie człowiek), więc kiedy spotkał Reeda, to tak łatwo nie odpuści.
      Co do Maddie i Maraudera - nic nie zdradzam. Niebawem wyjdzie na jaw wszystko :)
      Daj spokój z tym szablonem :( Ja strasznie byłam przywiązana do starego, ale wygasł na nim nagłówek i nic nie mogłam z tym zrobić, więc zaczęłam szukać innego, ale wygląda na to, że blogger coś cuduje i mało który szablon tutaj pasował. Nawet ten nie wygląda tak jak powinien, bo menu uciekło gdzieś na dół, a powinno być pod nagłówkiem na lewo. Nie da się tego zmienić albo ja tego nie potrafię. W każdym razie nie cuduję bardziej, żeby nie zepsuć już do końca. Mam nadzieję, że ten obecny jest dość czytelny.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
    2. Prawda, człowiek bez komunikacji z człowiekiem może zacząć szaleć ;p.
      Znam ten ból :D. Gdyby nie wygasł mi nagłówek, to od początku istnienia bloga miałabym tylko jeden szablon. A tak to nie...
      Hm jak będzie mi się chciało w tym posiedzieć to zobaczę, może ja znajdę błąd w szablonie, ale niestety powątpiewam :D.

      Usuń
    3. Dokładnie ;)
      Jak będziesz miała czas i chęci, to będę ci szalenie wdzięczna :) Bo ja się poddałam po trzech godzinach analizy :P Blogger mi podpowiadał, że to może chodzić o to, że wprowadzają jakieś nowe standardy z tym https i możliwe, że w kodzie się to nie zmieniło - stąd trudności z szablonem, ale ja za Chiny ludowe nie mogę dojść, gdzie to mogło się skitrać :o

      Usuń
  7. Uło :0
    Końcóweczka z lekka niepokojąca. Cały czas miałam pewność, że ktoś ich obserwuje, ot taka moja fobia xD Ale, że jego planem było złączenie serc, jak mniemam, Mads i Mara? Tego się nie spodziewałam i szczerze nawet do głowy by mi to nie przyszło. Ciekawy rozwój sytuacji... Jestem ciekawa co z tego wyniknie. Mara, zdaje się, że jakoś ciągnie delikatnie, niemal nie zauważalnie i niewyczuwalnie do Maddie. Natomiast z jej strony tego nie widać, pomijając uroki jakie na nią rzuca Mar, jednak to się nie liczy. Ciekawa jestem czy jednak jakaś chemia się między nimi nawiąże, czy też raczej nie...
    Marauder coraz bardziej przypada mi do gustu :| SOLT NIE MARTW SIĘ, JA CIĘ NIE OPUSZCZĘ!!! - powiedziała z nadzieją, że jej słowa okażą się prawdziwe xD
    Urocze było, kiedy wręczył jej zgubioną różę. Wiesz Ty co? Mam pomysł na rysunek :3
    Para stojąca przy fontannie, na tle wichura i ociekająca wodą róża, gdzie kwiat jest symbolem uczucia, a woda jego wielkości i nadmiaru, jakiego nie mogą pomieścić serca... DZIĘKI ZA INSPIRACJĘ :D

    Solt, Solt, Solt... ANIELE TY MÓJ KOCHANY!!! Normalnych czytelników może i by zirytował, wydał się banalny, ale ja normalna nie jestem i bardzo urzeka mnie jego zachowanie. Jest heroiczny. Poświęcił jakby nauki Mistrza i ratunek jaki Daskal mu ofiarował, że tak to nazwę, i dla najważniejszej osoby postanawia rzuć wszystko na jedną kartę i zaryzykować właściwie całym sobą i wszystkim. Mój Aniołek ^^
    W ogóle ciekawe z tymi liniami na dłoni, że biegną akurat przez linię losu i życia, fajnie z tym pomyślałaś ;)
    Robi się coraz bardziej anielsko <3

    Pozdrawiam, weny i inspiracji :3
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągnie, ciągnie, ale czy to jego własne odczucia czy tylko umiejętności Maddie? To kiedyś się tam wyjaśni.
      Ha! Ale ja ostrzegałam, że Marauder też potrafi zaskarbić sobie sympatię :D Ooo! To ja cę zobaczyć ten rysunek! Koniecznie pokaż, jak już go stworzysz :D
      A Solt? No to Solt. On ma zaburzone poczucie dobra i zła, więc z nim różnie może być.
      Dziękuję ślicznie i pozdrawiam <3

      Usuń
  8. Reed nie powinien aż tak bardzo być zły na Solta. W końcu przyjaciel chce mu pomóc. To się nazywa siła przyjaźni. Chociaż może gdzieś tam w głębi docenia to i po prostu martwi się, bo Solt może dać wysoką stawkę za tą pomoc. No ale cóż... mieć takiego Solta jako przyjaciela to jest naprawdę coś pięknego... *-* to się nazywa prawdziwa przyjaźń, choć czasem trzeba dokonać trudnych wyborów i ustalić, co jest ważniejsze.
    Wybacz, ale nie będę dopingować relacji Maraudera i Maddie XD ten chłopak jest dla niej... hm... za dobry, to też dobre słowo, ale jakoś ona nie zasługuje na niego. Kurde, no nie wiem, jak dokładnie to określić, ale nie chciałabym, aby z ich relacji wynikło coś więcej... Marauder to ciekawa postać, fajny facet, a Maddie to zachowuje się jak rozwydrzona księżniczka. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie powinien, ale jednocześnie wie, jaki lekkomyślny jest Solt i ta złość nie jest znowu taka bezsensowna, jakby się temu przyjrzeć.
      Czy ja wiem, czy Mar jest dobry... W każdym razie masz rację - ona na niego nie zasługuje.
      Dzięki za komentarz!

      Usuń

Archiwum bloga