piątek, 28 października 2016

Rozdział 10

Marauder

— Mistrzu. 
Chłopak ukłonił się nisko z szacunkiem, unikając spojrzenia mentora. Doskonale wiedział, że mężczyzna nie toleruje podobnej zuchwałości. Kontakt wzrokowy wywoływał złość i budził niepotrzebną agresję ze strony starca. Mistrz był bowiem okrutnym i bezwzględnym człowiekiem. Marauder doświadczył jego wybuchów wściekłości na własnej skórze wielokrotnie, zanim nie nauczył się nie powtarzać tych samych błędów. Musiało jednak minąć mnóstwo czasu, aby chłopak mógł się zorientować, przed kim należy okazywać posłuszeństwo, a komu trzeba było się niekiedy postawić, aby nie zostać zniszczonym. Mistrz nie akceptował najmniejszych prób buntu, wszystkie tłamsił w zarodku. 
Marauder był tego świadomy, w przeciwieństwie do Maddie, której nikt nie uprzedził, że powinna powściągnąć emocje. Chłopak usłyszał, jak zaskoczona dziewczyna syknęła, zapewne obrzydzona widokiem, jaki napotkały jej oczy. Marauder wcale się nie dziwił. Kiedy spotkał Mistrza po raz pierwszy w swoim życiu, jego reakcja była niemalże identyczna. Nie dało się bowiem przejść obojętnie obok oszpeconej licznymi bliznami twarzy mężczyzny. 
— Kto to jest i co mu się stało? 
Marauder poczuł uścisk dziewczyny na swoim przedramieniu i usłyszał, jak szeptem wypowiada mu do ucha kolejne pytania, ale nie zareagował. Tkwił nieruchomo ze spuszczoną głową, przypominając nieco krnąbrnego uczniaka czekającego, aż nauczyciel wymierzy stosowną karę za niesubordynację. 
Mężczyzna jednak z początku wcale nie zwrócił uwagi na przybycie swoich młodych podopiecznych. Wciąż pochylał się nad blatem stołu i spokojnie przeglądał zapiski zgromadzone na starych zwojach. Dopiero po kilku chwilach leniwie przeniósł wzrok na osoby, które odważyły się przeszkodzić mu w dotychczasowym zajęciu. Przelotnie zerknął na dziewczynę, ale całą swoją uwagę skupił na młodym wojowniku. 
— Dlaczego opuściłeś swoje stanowisko? — Starszy mężczyzna mówił spokojnie i niespiesznie, ale mimo to jego ton budził niepokój. 
Marauder poczuł się nieswojo. Odruchowo cofnął się o parę kroków, pociągając za sobą Maddie, jakby chcąc ją chronić przed wściekłością swojego pana. Wychwycił, że dziewczyna zerknęła na niego z zaskoczeniem, pewnie nie spodziewając się, że jej strażnik da się tak łatwo zastraszyć. Ona nie znała całej prawdy. Była kompletnie nieświadoma.
— Myślałem…
— Wydałem wyraźne polecenia, które zostały ci przekazane, a jednak stoisz przede mną razem z dziewczyną. — Kontynuował mężczyzna, ignorując nędzne próby wytłumaczenia się, jakie podejmował chłopak. — Czy dostałeś pozwolenie, aby ją tu przyprowadzić? Czy Theor ci je wydał?
— Nie, ale…
— Możesz odejść, chłopcze. — Przerwał mu głosem nieznoszącym sprzeciwu, ale kiedy Marauder chwycił Maddie za ramię i wspólnie zaczęli się wycofywać, natychmiast zareagował: — Dziewczyna zostaje.
— Ale…
— Chciałbyś coś dodać? 
— Nie. 
Chłopak wychwycił, że starszy mężczyzna uważnie mu się przygląda. Marauder doskonale wiedział, co oznaczało to spojrzenie. Zaczął się przygotowywać na przyjęcie kary za niesubordynację, ale to wcale nie nastąpiło. 
— Porozmawiamy później o twoim zachowaniu — zadecydował Mistrz i przeniósł wzrok na dziewczynę. — Teraz zostaw nas samych. 
Marauder posłał Maddie zaniepokojone spojrzenie, ale posłusznie, bez szemrania, wykonał polecenie. Nie mógł go zignorować, choć nie czuł się dobrze ze świadomością, że naraził dziewczynę na tak wielkie niebezpieczeństwo. Niepotrzebnie podjął decyzję, aby działać bez pozwolenia. Teraz to ona miała ponieść tego konsekwencje.
Po opuszczeniu gabinetu tkwił przez kilka chwil pod jego drzwiami, zastanawiając się, co mógłby jeszcze zrobić, ale w końcu zdołał się opanować i ruszył w kierunku wyjścia z budynku. Szedł szybko, walcząc z samym sobą, aby nie zacząć biec. Nie chciał wyjść na ostatniego tchórza, choć w głębi duszy dokładnie tak się czuł. Szczur. Jesteś szczurem, stary. Do końca swojego parszywego życia właśnie nim będziesz. Dobrze, że najwyraźniej nie potrwa to już zbyt długo. Przyspieszył kroku, widząc, że od wyjścia dzieli go już tylko ostatnia prosta. Nie udało się. Kiedy mijał drzwi, rozległ się przeszywający krzyk, który zmroził mu krew w żyłach. Wiedział, kto wydał tak przerażający wrzask i tylko mógł się domyślać, co musiało się stać. Był tego wszystkiego świadomy, ale mimo to wcale się nie zatrzymał. Zamknął oczy i ostatkiem sił wydostał się na zewnątrz, na świeże powietrze. 
— Co się ze mną dzieje? — wymruczał, opierając się o ścianę budynku. 
Czuł, że pot wystąpił mu na czoło i zaczął spływać wąską strużką po twarzy. Nigdy nie reagował tak emocjonalnie. Zupełnie niepotrzebnie. Chłopak usiadł na schodkach i zakrył dłońmi twarz. Przynajmniej nie słyszał już krzyków, które zapewne wciąż odbijały się od ścian wewnątrz budynku. Mimo to ta gra go przerastała i to pod każdym względem. Gubił się w niej, jakby ktoś co rusz zmieniał ustalony scenariusz. Błądził. Jak ślepiec.
— Marioneteczka. 
— Co? 
Chłopak rozejrzał się dookoła, próbując zlokalizować osobę, która do niego przemawiała. Nie znalazł. Zamiast tego tuż przed sobą ujrzał ciemnego jak heban węża. Zwierzę raz po raz wysuwało z paszczy jęzor i nie spuszczało wzroku ze swojej ofiary. 
— Marioneteczka tańczy na niteczkach.
Marauder przewrócił oczami, uświadamiając sobie, że to właśnie gad go zaczepił. Machnął na niego, próbując odpędzić, ale na wężu nie zrobiło to wrażenia. Syknął groźnie, ale nie ruszył się nawet trochę.
— Pełznij stąd.
— Niezdara mała nóżki pomieszała. Kombinuje chłopaczysko wstrętne. Pan w złości będzie, jak się dowie. 
— To może przy okazji przyznajmy się mu najpierw, że jednak potrafisz ze mną rozmawiać? To będzie zabawne w obliczu poprzednich zapewnień, że nie posiadam tego daru, które sam na mnie wymusiłeś. 
Chłopak poderwał się z miejsca. Liczył, że bestia nie ruszy jego śladem, ale i tym razem nie miał szczęścia. Wąż natychmiast podążył za nim, posykując gniewnie.
— Głupia, głupia marioneteczka — syczał. — Jakby przegryźć jej sznureczki, to by padła. Tak, martwa.
— Jakby urżnąć ci łeb, też byś więcej nie strzępił tego jęzora.
Na potwierdzenie swoich słów, chłopak wydobył za pasa krótkie ostrze i zaczął nim obracać, nie patrząc na węża. Gad jednak potraktował go poważnie i zatrzymał się, przestraszony.
—  Pan nie pozwoli. Pan ukaże — zagroził lękliwie.
— Dlatego wciąż żyjesz, Pest. Tylko dlatego.
Wąż zamilkł. Na chwilę. Potem znowu zaczął posykiwać niezrozumiale, aż w końcu rzucił za oddalającym się młodzieńcem.
— Jest dziewucha.
— No jest. — Marauder nie zrozumiał, ale przystanął i odwrócił w stronę węża wyraźnie zaintrygowany. — I co z tego? Ona zupełnie mnie nie interesuje.
— Chłopaczysko kłamie!
— Serio, Pest? — zaśmiał się i pokręcił głową z niedowierzaniem. — Czy myślisz, że gdyby jej los obchodziłby mnie choć trochę, to siedziałbym bezczynnie i pozwalał, aby właśnie teraz była katowana z powodów głupich ideałów i jeszcze głupszej mani wielkości?
Chłopak wydawał się autentyczny w swojej okrutności. Nawet Pest zdawał się uwierzyć w jego słowa, ale szybko znalazł wytłumaczenie.
— Obojętności w jego sercu nie ma — zapewnił wąż.
Łypał groźnie na rozmówcę żółtymi ślepiami o wąskich, czarnych źrenicach. Gad zdawał się prześwietlać chłopaka wzrokiem i dokonywać dokładnej analizy jego postępowania. Marauder nie czuł się zbyt dobrze, będąc poddawany takiemu badaniu.
— A co jest?  — Rzucił niemalże z pogardą. 
— Żal. Smutek. Chłopaczysko cuchnie strachem też.
— Masz rację, Pest.  Przyznał Marauder i posłał mu ostatnie spojrzenie na odchodne.  Boję się. O siebie oraz o siostrę. Żałuję strasznie tego, co zrobiłem w przeszłości i smuci mnie, że nie mam na to wpływu, a konsekwencje dopadają mnie po dziś dzień. Jednak zwykli więźniowie nadal pozostają tylko niewolnikami i nie budzą we mnie żadnych uczuć. Ta dziewczyna nie jest wyjątkiem. Gdyby okazała się zbędna, a Mistrz poleciłby ją unicestwić, zrobiłbym to bez mrugnięcia okiem. Zapamiętaj to sobie, a teraz spływaj. Mam wiele spraw do załatwienia.



Dzisiaj krótko i tylko jedna perspektywa, ale szalenie drażniła mnie ta przerwa pisarska oraz brak weny, który mnie dopadł w ostatnich miesiącach. Mam nadzieję, że publikując coś nowego, uda mi się odblokować i znaleźć więcej czasu na moje kochane pisanie. W kolejnym rozdziale, który już mniej więcej mam zaplanowany, wyjdzie trochę tajemnic na jaw. Pojawi się Maddie, ale także Solt z Reedem. Powinno być ciekawie i... emocjonalnie? Zobaczymy ;) 
Postaram się go wrzucić w okolicach mikołajek. 


16 komentarzy:

  1. Rozdział mi się podobał mimo krótkości. Jedyne uwagi:kilka słów z perspektywy Mistrza nie pasuje, gdy cała reszta rozdziału napisana jest ze strony Maraudera. Druga: dlaczego M.dopiero po zrobieniu kilka kroków stanął przy drzwiach, za którymi torturowano Maddie? Przecież on wyszedł z pokoju, w ktorym ona została.
    Żałuję, ze nie pojawiła się scena z mistrzem i Maddie, ale może w następnym bedzie? Ale fragemnt z wężem był dobra alternatywa. Zastanawia mnie,kto jest panem Pesta i dlaczego z jednej strony waż tak dokuczał MArauderowi(swoją strona świetne rymy i teksty), a z drugiej chłopak mu zaufał i powiedział, ze się boi. Mysle, ze M.oklamuje samego siebie,jesli chodzi o swoj stosunek do Maddie.ciekawe,kiedy to do niego dotrze...pewne uważa to za niebezpieczne i moze słusznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, poprawiłam ten fragment. Rzeczywiście średnio to pasuje do perspektywy Maraudera. Co do tego drugiego to chyba nie do końca wiem, o który fragment ci chodzi. Marauder wyszedł z pokoju, gdzie zostawił Maddie. Zawahał się, gdy był już na korytarzu, ale w końcu i tak opuścił budynek. Potem akcja rozgrywa się na zewnątrz :) Może źle to ujęłam, ale nie wiem, jak to zmienić, aby stało się bardziej logiczne.
      Tak, w kolejnym będzie Maddie i Mistrz ;)
      Chyba nie nazwałabym tego zaufaniem ze strony Maraudera, a w każdym razie nie takim prawdziwym. To zwykły układ, który pasuje jednego i drugiemu, i bazuje na wymienianiu się pół-prawdami oraz wzajemnym mydleniu oczu, ale o tym kiedy indziej ;)

      Usuń
  2. Hej ;)
    Trafiłam na Twój blog przez przypadek. Bardzo spodobała mi się postać węża :3. Pest jest wkurzającym głosem sumienia mówiącym prawdę.
    Opisy bardzo dobrze przemyślane i opisane. Masz lekki i prosty styl pisanua, czyli taki jaki lubię.
    Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście krótko, ale to nie zmienia faktu, że bardzo ciekawie :)
    Mistrz jest przerażający... I nie, nie mówię o jego wyglądzie, choć ten też robi wrażenie, mimo że tylko o nim wspomniałaś. Cała roztaczana przez niego aura, aura bezwzględnego posłuszeństwa, surowości sprawia, że aż sama się wzdrygnęłam, kiedy zrugał Maraudera właściwie za nic. Aż dziwnie było patrzeć na bohatera, który wcześniej przejawiał cechy silnego charakteru, jak kuli się w sobie pod wpływem kiwnięcia palca kogoś innego. Mimo to całkowicie to rozumiem - też nie chciałabym się narazić temu człowiekowi... A Maddie gorąco współczuję. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co tam się potem działo, choć jak rozumiem, uchylisz nam rąbka tajemnicy w następnej części.
    Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam tę scenę z Pestem. Ten wąż skojarzył mi się tutaj niemal z materializacją diabła - chodzi za kimś, syczy, podszeptuje, bardzo trafnie interpretuje i wykorzystuje ludzkie słabości. Ale Marauder świetnie sobie z nim poradził. Mam nadzieję jednak, że ten wątek jeszcze się jakoś rozwinie, bo naprawdę zafascynował mnie ich dialog i chętnie przeczytałabym jakąś kontynuację z tymi dwoma w roli głównej.
    Czekam na ciąg dalszy <3
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję ;) O wyglądzie Mistrza będzie więcej z perspektywy Maddie. W końcu to ona widziała go po raz pierwszy, więc będzie większe pole popisu. Mimo wszystko i tak się cieszę, że ta postać zdołała wzbudzić takie odczucia, bo zależało mi na tym.
      Też lubię tę scenę! :D Pest jest wielkim intrygantem. Może się wydawać, że rozumuje w dość prosty sposób, bo często nie łapie sarkastycznych uwag, jakimi obdarza go Marauder, a raczej przyswaja je w dość dosłowny sposób, ale jednak to cwana bestia i da o tym jeszcze znać :P
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Kilka słów ode mnie. Bardzo krótki rozdział, a szkoda, bo szybko mi minęło i jakoś tak ledwo się wczułam i już koniec. Ale z drugiej strony doskonale wiem, jak ciężko jest się zebrać po przerwie, więc lepszy rydz niż nic.

    Zaczynam powoli lubi tego Maraudera, jest dla mnie totalnie nieprzewidywalny. Jego wąż to chyba najbardziej złowieszcza postać w tej historii, chociaż mistrz też jest niczego sobie. Może nie przeraża mnie jakoś szczególnie, ale widać, że to człowiek bezlitosny i bardzo konsekwentny. Sam fakt, że nie dał Marauderowi dojść do słowa, już stawia go w szeregu z innymi psychopatami. Okropny.

    Chyba tyle na dziś, dosyć zwięźle, ale czekam na dalsze losy Maddie i Reeda. Mam nadzieję, że nie spotkało ją nic, z czym nie da sobie rady, a Reed wyzdrowieje po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest tak do końca wąż Maraudera. Pest nie ma właściciela, a jeżeli kogoś jednak trzeba byłoby nazwać tym tytułem, to były nim Mistrz, bo jednak on ma na niego największy wpływ.
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  5. Cześć! ;*
    Zacznę może od tego, że ostatnimi czasy utwierdzam się w przekonaniu, że o wiele bardziej podoba mi się Marauder niż Solter. Nie wiem co takiego jest w Marauderze, ale uwielbiam o nim czytać. Odbieram go jako takiego bohatera, który prowadzi nieustanną walkę z samym sobą. W głębi duszy jest dobry (tak czuję;D), ale usilnie stara się wyzbyć emocji i przekonać wszystkich, że potrafi być bezwzględny. Ten dialog z wężem brzmiał trochę jak tłumaczenie. Jakby Marauder uparł się, żeby wmówić wężowi, że w ogóle nie obchodzi go los tamtej dziewczyny i jest mu obojętne, co Mistrz z nią zrobi. A ja myślę, że jest zupełnie na odwrót! :D Bo gdyby naprawdę był taki obojętny, to Marauder nie musiałby tego nikomu wmawiać. To po prostu byłoby widać.
    Tak w ogóle to jestem bardzo ciekawa kim jest ten cały Mistrz. Wcześniej chyba nie postrzegałam go jako człowieka bezwzględnego, raczej wydawało mi się, że to dobra postać. Teraz już sama nie wiem… Poza tym zastanawiam się, o co w tym wszystkim w ogóle chodzi! :D Co to za Mistrz, co to za miejsce, czemu bohaterka tam trafiła, o co chodzi z tym „szantażem” i siostrą Maraudera…. Dużo pytań, a mało odpowiedzi! :D
    Dlatego bardzo się cieszę, że dodajesz rozdziały, nawet jeśli są krótkie. Bo nie ważna długość, ważne że są ;)

    Niecierpliwie czekam na kolejny! ;**

    PS Zapomniałam dodać, że bardzo podobają mi się te fragmenty z wężem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama ostatnio łapię się na tym, że o Marauderze pisze mi się lepiej niż o Solterze. M. jest bardziej skomplikowany. Niby zły, ale nie do końca. Tylko że dobrym też bym go nie nazwała. Bywa bezwzględny, a raczej bywał. On ma wiele na sumieniu, co jeszcze potem wyjdzie na jaw. Teraz jakby trochę przejrzał na oczy, ale czy stały stan rzeczy?
      Dziękuję za komentarz! :*

      Usuń
  6. Mądre słowa powiedział Marauder na koniec. Znaczy czy mądre? Szczere... po prostu szczere. To pewnie zaskoczyło węża, że nie wstydzi się tego, co czuje.
    Ciekawe co też zrobili Maddie i niby za co? Chociaż są ludzie, którzy powodów nie potrzebują... albo znajdują jakieś małe, wymyślone. Czy to jej niby się oberwało za nieposłuszeństwo? Tylko kurcze ona nic nie zrobiła. Ja bym zrozumiała, gdyby to by była kara od któregoś z chłopaków, bo ich skrzywdziła. Ale tak to? To nie...
    No cóż, wkurzający też wąż jak cholera. Sieknęłabym mu tę głowę, oj jak nic. Dziwię się cierpliwości Maraudera, chociaż był bliski tego :D. Ciekawe co by się stało. W ogóle hm... czemu ten wąż gra tak wielką rolę? Czym sobie zasłużył?

    OdpowiedzUsuń
  7. Mar. jest ogólnie świetnym aktorem, ale miewa też przebłyski szczerości. Sama nie wiem, czego więcej było w przypadku rozmowy Maraudera z wężem. Wyjdzie w praniu. Natomiast pozycja węża wynika z banału - jest ulubieńcem szefunia ;) Dlatego swój łeb ma na miejscu, choć i Maraudera kusiło, i pewnie jeszcze wielu, aby go skrócić :D
    Właśnie to nic nierobienie też jest czasami niebezpieczne ;)
    Dzięki za komentarz!

    OdpowiedzUsuń
  8. Przebiegły wąż. Aż mi się śmiać chciało, kiedy wąż oskarżał Maraudera o kłamstwo. WĄŻ. Dla mnie węże od zawsze były symbolem kłamstw ;P
    Ciekawa była ta rozmowa pomiędzy... chłopakami, chyba mogę określić tak nawet węża xD. I mam jedno pytanko/uwagę. Czy przypadkiem Pest nie był zielony? Bo z Prologu i rozdziału 3 pamiętam, że był właśnie zielony, ciemno zielony.
    Marauderowi Mads obojętna nie jest, nie do końca, to widać. Jednak idzie w zaparte za zasadami, nie wychyla się, bo najzwyczajniej w świecie ma na względzie siostrę i dobro jej życia. I dobrze. W końcu Mad jakby nie było jest dla niego obcą osobą, którą miał za zadanie pilnować. Widać było, że chciał jakoś wyprowadzić dziewczynę, ale słowa Mistrza dały mu jasno do zrozumienia, że ona zostaje. Znielubiłabym go gdyby jednak spróbował uratować dziewczynę i naraził tym samym siostrę ;P
    Rozdzialik krótki, ale czeka mnie jeszcze pięć wspaniałych :3

    Pozdrawiam i weny :)
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dwa węże. Finder (ten od Solta) jest zielony, Pest (od Maraudera i Maddie) czarny. Ale dla pewności jeszcze raz przejrzę te poprzednie rozdziały, bo opowiadanie modyfikowałam już tyle razy, że mogłam coś pokopać - dzięki za czujność :)
      Oj, nie dla Maraudera ważniejsza jest jednak siostra. Nie naraziłby się dla Maddie ;)
      Dziękuję ślicznie jeszcze raz <3 Nawet nie wiesz, ile inspiracji mi dostarczasz!

      Usuń
  9. Podobał mi się ten moment z mistrzem. Chociaż nie potrafię do końca określić swoich uczuć i nastawienia do niego. Nie do końca czuje od niego takie czyste zło, ale jakiś respekt jest. I wiesz co? Może zabrzmię okrutnie, ale tak ucieszył mnie ten moment, gdy było słychać krzyki Maddie, że po prostu się rozpłynęłam na tym fragmencie *-* kocham tortury w opkach! A Maddie sobie zasłużyła, nawet jak niczego nie zrobiła będąc w tym pokoju z mistrzem XD naprawdę jestem straszna.
    Mam obawy, że jednak Marauder coś będzie czuł do Maddie. Może nie będzie to od razu jakaś miłość, loffki 4ever, ale jeśli człowiek spędza z kimś czas to jakaś więź powstaje, prawda? Nawet jeśli tego nie chcemy.
    Podoba mi się rozmowa z wężem, a raczej to, że dialogi węża są takie inne, wyróżniające się, a zarazem ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja wewnętrzna sadystka chętnie przybije z tobą piąteczkę :D
      Nie jestem pewna, czy jest to więź, a w każdym razie taka świadoma. Czas pokaże :D

      Usuń

Archiwum bloga