sobota, 17 grudnia 2016

Rozdział 12

Marauder

Nawet się nie zawahał. Chociaż wszystko w nim sprzeciwiało się i krzyczało, aby tego nie robił, nie mógł postąpić inaczej. Polecenie było wyraźne, a także poparte silnym przekazem mentalnym. Wydając je, Maddie nieświadomie i na krótki moment odblokowała ogromną część potęgi swojego daru, po czym wykorzystała go bez skrupułów. To, czego nie wymusiła przemoc oraz brutalność Mistrza, z łatwością wyzwolił alkohol i odrobina zrozumienia od drugiego człowieka.
Marauder był bezsilny. Niczym marionetka, której ktoś odgórnie narzucił, jak ma się zachować, niespiesznie wyciągnął rękę w stronę dziewczyny, po czym dotknął delikatnie jej policzka - zdrowego, tego poranionego bał się choćby tknąć, aby nie sprawić jej niepotrzebnego bólu. Przez chwilę obserwował, jak dziewczyna mruży oczy i z przyjemnością wtula się w jego dłoń. Miała rozpaloną skórę, jakby ją całą trawiła wysoka gorączka. To nieco go otrzeźwiło, ale niewystarczająco. Nadal pozostawał pod jej silnym wpływem.
— Maddie... 
Chciał zapytać, czy dobrze się czuje, ale ona nie dała mu na to czasu. Sama przejęła inicjatywę. Patrząc na niego tym pijackim, zamroczonym wzrokiem, pochyliła się nieco i wplotła drobne paluszki w jego ciemne włosy, jednocześnie zdecydowanie przyciągając do siebie. Nie pocałowała go jednak, pozwalając, aby to on wykonał ten ruch. To wystarczyło. Marauder zapomniał o wcześniejszej potrzebie sprzeciwu, delikatnie musnął jej wargi, a ona odpowiedziała na ten gest, lecz bardziej gwałtownie i w sposób pozbawiony wszelkich skrupułów. Usta też miała rozżarzone, a ich dotyk zdawał się parzyć przy każdym pocałunku.
Marauder nie czuł się dobrze całując pijaną dziewczynę. Domyślał się bez trudu, że gdyby nie zawładnęły nią zgubne procenty, nigdy nie wykorzystałaby swoich umiejętności w taki sposób. Prawdopodobnie, gdyby wiedziała do czego sama jest zdolna, bardziej by nad sobą panowała. Marauder był tego wszystkiego świadom, ale wiedza ta w niczym mu nie mogła pomóc. Dziewczyna była od niego dużo silniejsza - potęgą swojej mocy biła go na głowę.
Chłopak wciąż był spętany i pozwolił na to, aby Maddie opadła na poduszki pociągając go za sobą. Nie panował nad sobą, kiedy jego usta składały namiętne pocałunki na jej szyi ani kiedy dłonie zachłannie błądziły po ciele dziewczyny zagłębiając się pod ubranie. Zgodnie z zachcianką Madeleine, dotykał jej gorącej skóry, wyczuwając opuszkami palców drobne rany i opuchlizny, które pojawiły się na niej tego dnia. Czuł się parszywie, mając świadomość, że pośrednio przyczynił się do ich powstania. Wcale jednak nie przerwał swego działania. Nie zaprzestał, nawet kiedy dłonie, bez udziału jego woli, pozbawiły dziewczyny sweterka, a ona pomogła mu zdjąć jego bluzę. Chciał to zakończyć, zanim posunie się za daleko, ale Maddie nadal trzymała go w garści, choć coraz słabiej. Wyczuł to.
To te pieszczoty nieco ją rozproszyły. Sprawiły, że chłopak dostał szansę na wyzwolenie i natychmiast z niej skorzystał. Pozbył się z własnego umysłu sieci, która oplotła część związaną z wolną wolą, a żeby zapobiec jej powrotowi, sam wdarł się do świadomości Madeleine. Bez trudu odnalazł plątaninę różnych, niestabilnych emocji i pośród nich wyłapał tę odpowiedzialną za strach, po czym znacznie podkręcił jej natężenie. Sprawił, że dziewczyna krzyknęła z przerażenia, gwałtownie odepchnęła od siebie chłopaka i uciekła w kąt łóżka. Skuliła się cała w sobie, podkuliła nogi i objęła ciasno ramionami, chowając między nie głowę. W burzę niesfornych, rudych loków wplotła dłonie, jakby starając się za wszelką cenę uspokoić.
Marauder stał parę kroków od niej, próbując unormować oddech. Był wściekły i zamierzał ją o tym poinformować, ale kiedy do jego uszu dobiegł zduszony szloch i kiedy spostrzegł, jak ciało dziewczyny drży, natychmiast zrozumiał, że przesadził. Zadział zbyt mocno, zbyt gwałtownie. Znowu nawalił. Po raz kolejny zawiódł. Ją i siebie. Przede wszystkim siebie. Świadomość ta w niczym mu nie pomogła, wyzwoliła w nim jedynie gniew.
— Nie becz — warknął w jej stronę, ale w zamian otrzymał tylko głośniejszy szloch.
Chciał brzmieć groźnie, ale sam doskonale słyszał te błagalne nutki w swoim głosie. Tak jakby błagał ją o zrozumienie i przebaczenie. Jakby tego potrzebował... Był takim słabeuszem! Nawet głupie udawanie wcale mu nie wychodziło! Starał się zignorować stan, w jakim dziewczyna się znajdowała, ale to też mu się nie udało. Wywołał u niej prawdziwy atak paniki. Widział to. Widział, aż nazbyt dobrze, do czego doprowadził.
Marauder odwrócił się tyłem do dziewczyny. W przypływie furii kopnął stojący nieopodal taboret, który z łoskotem upadł nieco dalej i przeturlał się po podłodze. I nic. Poza zrobieniem hałasu i powiększenia panującego w pomieszczeniu bałaganu, niczego więcej nie osiągnął. Chłopak zaplótł dłonie na karku, mocno je ściskając. Miał ochotę rwać włosy z głowy, ale wątpił, że przyniesie mu to jakąkolwiek ulgę na dłużej niż parę sekund. Sam nie wiedział, czym sobie na to wszystko zasłużył. Fakt, w swoim życiu popełnił wiele błędów, ale za większość zdawało mu się, że zdążył już odpokutować. Jakakolwiek siła, która rządziła światem, widocznie uważała inaczej. Cóż, miała wybitne poczucie humoru.
— Nie masz powodu, żeby ryczeć — odezwał się po kilku chwilach, siląc się na opanowany ton. Wciąż stał do niej tyłem, jakby bojąc się, że sam widok jej roztrzęsionego ciała sprawi, że puszczą w nim wszelkie hamulce i zacznie skomleć, prosząc o wybaczenie. Zdobył się tylko na tyle, aby w oknie naprzeciwko odnaleźć jej niewyraźne odbicie. — Dostarczyłbym ci go, gdybym tego nie przerwał.
Nawet na niego nie spojrzała.
— Wyjdź stąd. — Rzuciła tylko, ale tonem tak cichym i słabym, że z łatwością mógłby udawać, że wcale tego nie usłyszał. W głosie dziewczyny zabrakło stanowczości oraz władczej nutki. Sama ustawiła się na przegranej pozycji.
— Nie ty tu decydujesz — odezwał się.
O tym akurat nie był do końca przekonany, ale nie chciał wdawać się w zbędne dyskusje. 
Założył porzuconą bluzę, zajął miejsce na parapecie przy oknie i utkwił wzrok w dalekim horyzoncie. Wbrew sobie, wbrew własnym uczuciom. Ten jeden raz naprawdę chciał posłuchać dziewczyny i po prostu wyjść z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi w demonstracji własnego gniewu. 
Już nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio tak rozpaczliwie pragnął znaleźć się w innym miejscu. 
Nie mógł. Chociaż zdołał się uwolnić, nadal pozostawał zniewolony. Rozkazy były niepodważalne, a ich moc sprawiła, że wszystko zatoczyło ogromne koło. Marauder przestał liczyć, który raz został zmuszony siedzieć w tym samym pokoju i wsłuchiwał się, jak dziewczyna płacze, a potem stopniowo się wycisza i zapada w niespokojny sen. Słuchał słów, które wypowiadała podczas snu. Słów z początku całkiem niewyraźnych, ale z czasem przybierających formę błagania o pomoc skierowaną do rodziców. Maddie wołała swoją zmarłą matkę oraz ojca, nieświadoma, że i on nie będzie mógł przyjść. Już nigdy tego nie zrobi, bo zginął, podobnie jak małżonka, nieudolnie walcząc o bezpieczeństwo córki.  


Solter

Patrzył na przyjaciela leżącego bezwładnie na szpitalnym łóżku i okrążonego przez maszyny. Dla Solta były one dziwne, obce, w pewien sposób odstraszające. Sam Reed został zdominowany przez spokój oraz bezczynność, które absolutnie do niego nie pasowały. On był zawsze pełen energii, humoru i... życia. Ten nieprzytomny chłopak, który biernie pozwalał, aby jakieś urządzenie wpompowywało do jego organizmu tlen, w niczym go nie przypominał.
Solt siedział na krzesełku obrotowym tuż obok, wiercąc się niecierpliwie. Obracał się na nim raz po raz, za każdym takim obrotem spoglądając na ekran kardiografu. Zanim jego wzrok odszukiwał wyznaczony punkt, chłopak zdawał się zamierać w bezruchu w idiotycznym uczuciu paniki, że tym razem zobaczy płaską linię. Podczas któregoś z okrążeń do pomieszczenia weszła Escall.
— Co z nim będzie? — Zwrócił się do niej, z uwagą śledząc każdy jej ruch, który wykonywała podczas codziennej opieki nad swoim pacjentem. — To już drugi dzień. Powinien odzyskać przytomność już dawno temu.
— Nie wiem, Solt — odparła, zapisując coś w swoich notatkach.
Zapach kłamstwa natychmiast zaszczypał go w nos, drażniąc swoją ostrą, nieprzyjemną wonią. Chłopak machinalnie wstrzymał oddech, aby pozbyć się niemiłego uczucia, po czym zmarszczył brwi, zastanawiając się, dlaczego lekarka chciała go okłamać.
— Nie oszczędzaj mnie, Escall. Po prostu powiedz.
Kobieta zaprzestała wykonywania czynności i spojrzała hardo na chłopaka. Był ciężkim przypadkiem o straszliwym charakterze, który trudno było zaakceptować. On nigdy nie prosił, zawsze żądał, jakby wszystko mu się z góry należało. W tym przypadku jednak rzeczywiście tak było. Zasługiwał na poznanie prawdy, choć Escall wiedziała, że nie przyniesie mu to ulgi.
— W czym ci to pomoże?
— Wolę wiedzieć. — Solt nienawidził, gdy ktoś go okłamywał, ale jednocześnie sam wcale od kłamstwa nie stronił. Oczywiście, że wolałby żyć w błogiej nieświadomości, lecz skoro było to niemożliwe, to chciał poznać prawdę, aby utwierdzić się w słuszności swojej decyzji.
— A poczujesz się lepiej, kiedy przyznam ci, że jestem bezradna? Że do tej pory nie było z nim jeszcze aż tak źle?
— Niekoniecznie...
— Solt, zrobię wszystko, co w mojej mocy, ale nie mogę ci niczego obiecać — wytłumaczyła cierpliwie Escall. — Jestem tylko człowiekiem i nie mam niezwykłych zdolności. Mogę ratować go po ludzku, używając znanych mi metod. Nic więcej.
— To niewystarczające... — mruknął pod nosem, lecz ona go zignorowała.
— Reed długo ukrywał swoje dolegliwości w tajemnicy, więc i diagnozę otrzymaliśmy bardzo późno. Nie wiem, czy przypadkiem dla niego nie za późno. Mimo to nie przerwę tej walki, Solt. Co prawda to wy jesteście wojownikami zaprawionymi w boju, ale ja nie mam w zwyczaju odpuszczać w przedbiegach, nawet jeżeli w przypadkach beznadziejnych.
— Mówisz tak, jakby podsycanie ostatniej nadziei było stratą czasu.
— Nie, Solt. — Pokręciła głową, nie zgadzając się z jego opinią. — Zawsze należy wierzyć w szczęśliwe zakończenie. Czasami wiara i nadzieja są wszystkim, co posiadamy.
Nie chciał tego słuchać. Brednie. Reed umierał, a ona była na tyle tchórzliwą istotą, że zwyczajnie bała się powiedzieć to głośno. Karmiła go pół-prawdami, które nie mogły przynieść nic dobrego. Były stratą czasu! Zerwał się z krzesełka i skierował się do wyjścia.
— Solt? — odezwała się, zanim dotarł do drzwi. Chłopak posłusznie odwrócił się w jej stronę, choć nie miał na to najmniejszej ochoty. — Widziałam twoją rękę, gdy przyniosłeś tu Reeda. Nie zrób nic głupiego, skarbie, dobrze?
Nie odezwał się. Opuścił salę chorych w milczeniu. Wybiegł na korytarz, czując na sobie spojrzenie dwóch dziewczyn siedzących na parapecie nieopodal. Zaśmiały się nieśmiało i zatrzepotały uroczo rzęsami, ale on je zignorował. Ruszył przed siebie szybkim krokiem, minął jeden zakręt, a potem mocno pchnął kolejne drzwi dzielące go od części budynku, w którym znajdowały się sale treningowe. Niemal nie potrącił przy tym jakiegoś nowego dzieciaka, którego nie miał jeszcze okazji wcześniej spotkać. Młody blondynek o dużym, zielonych oczach i okrągłej twarzyczce obsypanej jasnymi piegami, spojrzał na niego ze strachem i szybko uciekł do najbliższego pokoju. Nie miał więcej niż sześć lat. Solt doszedł do wniosku, że chłopiec musiał zjawić się w ośrodku niedawno i jeszcze się nie zaaklimatyzował. Solterowi przypominał on nieco jego samego. On też był równie przerażony i zły w pierwszych dniach po przybyciu do tego miejsca. Nie rozumiał wielu rzeczy, kiedy Daskall zaprosił go do swojego domu i przemykał od pomieszczenia do pomieszczenia, starając się pozostać niezauważalny. Przynajmniej do czasu, aż zajął się nim Reed. Mistrz nie angażował się zanadto. Potrafił zajmować się tylko werbowaniem młodej krwi. Nie robił nic ponad to. Ciężar opieki nad swoimi starszymi uczniami przerzucał na innych, nie poświęcając im zbyt dużo czasu. Widocznie tym razem uznał już, że należy niezwłocznie zapełnić lukę, którą niebawem stworzy śmierć Reeda.
— Stary głupiec.
Solt nigdy wcześniej nie był tak zły na swojego mentora. Nigdy wcześniej nie doświadczył tak potężnej potrzeby buntu. To było złe i destrukcyjne. Niszczyło go od środka, a on nie potrafił tego zwalczyć. Chłopak miał wielką ochotę zrobić coś idiotycznego, coś, czego pewnie długo by żałował, ale to coś pewnie pozwoliłoby mu odreagować. Mimo to wybrał bezpieczniejszą drogę. Zamiast udać się do swojego nowego pana w celu spełnienia narzuconych obowiązków, wszedł do sali treningowej i bez wahania rzucił się na najbliższy manekin. Uderzał bez opamiętania, nie patrząc, gdzie bije.  Nie zwracał uwagi wymagane techniki, po prostu chciał poczuć zmęczenie i w końcu je osiągnął. Kiedy opadł na ziemię ociekając z potu, przez chwilę nie potrafił odzyskać spokojnego oddechu, ale jednocześnie czuł się wyciszony. Wewnętrznie. Leżąc na podłodze, poczuł, że ktoś mu się przygląda.
— Finder — warknął, kiedy spostrzegł, że w jego stronę zmierza wąż sycząc zawzięcie. — Daj sobie spokój i nie strzęp niepotrzebnie języka. To nie działa w dwie strony, bracie. Nawet jeżeli, ty mnie doskonale rozumiesz, to ja nie władam twoją mową. Kiedy to zrozumiesz?
Wąż zatrzymał się kilka kroków od swojego pana, ale nadal go obserwował. Uważnym wzrokiem śledził chłopaka, gdy ten wstał z ziemi i zaczął uporządkowywać sprzęt treningowy. Kiedy Solt podszedł do manekina, aby go podnieść i przesunąć w odpowiednie mu miejsce, Finder podpełzł bliżej, odgradzając mu dostęp.
— Czego ty chcesz, co? — wymruczał, ale słysząc w odpowiedzi jedynie ponownie groźny syk, wzruszył ramionami i ominął węża. — Głupie zwierzę.
— Zbyt szybko wyciągasz wnioski, mój chłopcze. To twoja wielka słabość. — Rozległ się znajomy głos za jego plecami. — Węże są niezwykle inteligentnymi stworzeniami.
— Mistrzu. — Chłopak ukłonił się nisko w wyrazie szacunku, starając się nie patrzeć starcowi w oczy. Bał się, że gdy to zrobi, wszystko się wyda i wszelkie tajemnice szlag jasny trafi.
— Solt, to nie jest potrzebne. — Pouczył go mężczyzna. — Przyszedłem do ciebie z nowym zadaniem.
— Zadaniem? Jeszcze nie wypełniłem poprzedniego.
— Nie jest to bez znaczenia, aczkolwiek zapewniam cię, że ten obowiązek nie będzie kolidował z twoją misją, a wręcz może przybliżyć cię do jej wypełnienia.
— Jakie to zadanie? — zapytał chłopak, ignorując coraz natarczywsze syczenie węża.
Daskall uśmiechnął się pokrzepiąco i zaprosił do sali czającego się w wejściu chłopca, którego Solt spotkał wcześniej.
— To Tom. — Przedstawił, a Solt niechętnie kiwnął głową na znak przywitania. — Jest nowym uczniem i jeszcze nie do końca odnajduje się w naszym domu. Potrzebuje nauczyciela i przewodnika. Uznałem, że będziesz odpowiednim kandydatem. Chłopiec ma dar bliźniaczy względem zdolności twojego przyjaciela, lecz w jego przypadku działa on bardziej na zasadach prawdopodobieństwa i dotyczy jednej osoby. Im bardziej Tommy jest przywiązany do kogoś, tym większa szansa, że przyszłość, którą ujrzy, stanie się prawdą.
— Mistrzu, ale Reed...
— Wiem, co czujesz, Solt. — Przerwał mu bezlitośnie, a chłopak jedynie zagryzł zęby ze złości. Daskall nie mógł tego wiedzieć. Nikt nie posiadał większej wiedzy o uczuciach od niego samego. — I bardzo ci współczuję, ale musisz zrozumieć, mój młody uczniu, że pewnym wydarzeniom nie da się zapobiec, choćby bardzo się tego pragnęło. Należy się z tym pogodzić. Manipulacja przeznaczeniem jest niewybaczalna i prowadzi do zguby.  Musisz być silny i oprzeć się pokusie.
— Mam więc bezczynnie przyglądać się, gdy on umiera?
Wąż wysunął się nieco naprzód, posykując gniewnie tym razem w stronę Daskalla. Zwierzę wyczuwało emocje swojego pana i kierowało własną złość w stronę, która zagrażała jego właścicielowi. Solter to zauważył i przywołał Findera do siebie jednym gestem, jednocześnie nie spuszczając wzroku z nauczyciela. Wysłuchiwał jego słów, choć absolutnie się z nimi nie zgadzał.
— Brak działania byłby ogromnym błędem. Musisz zapewnić mu wsparcie, Solt. Samemu niezwykle ciężko się podróżuje. Zwłaszcza, gdy to już ostatnia droga.
— Ale...
— Nie. — Uciszył go. Patrzył surowo, jak rzadko mu się zdarzało. — To koniec dyskusji. Podjąłem decyzję i jest ona nieodwoływalna. Zabraniam ci angażować się w jakikolwiek inny sposób w tę sprawę. To może być niebezpieczne. Nie tylko dla ciebie, ale dla nas wszystkich. Nie wolno ci popełnić tego błędu, rozumiesz? —Kiedy kiwnął głową, starzec niemal odetchnął z ulgą. —Zajmij się teraz Tommym, możecie już dziś rozpocząć trening wstępny.


***
Wiem, wiem, miałam opublikować go na przełomie grudnia i stycznia, ale co ja zrobię, że moja cierpliwość jest obecnie znikoma i sama sobie zadecydowała, że publikujemy? Nie mogłam zrobić nic innego, niż spełnić ten rozkaz ;)
Jestem szalenie ciekawa, jakie emocje wzbudził w was ten rozdział. Jak myślicie, jak po tym incydencie będą się przedstawiać stosunki na linii M&M? Dlaczego dziewczyna się tak zachowała? A Solter? Jak oceniacie jego postępowanie? Myślicie, że wywiąże się z nowego zadania czy całkiem przejdzie na ciemną stronę mocy? ;) Jakie macie zdanie o postępowaniu Daskalla? Słusznie narzucił na swojego ucznia nowe obowiązki i kazał pogodzić się z nieuchronną śmiercią przyjaciela czy potraktował go zbyt ostro? Piszcie!

19 komentarzy:

  1. Hej, rozdział bardzo mi się podobal. Świetnie opisałaś emocje mędzy bohaterami na M. oraz ich moce. Nie spodziewałam się,że oni mogą wdzierać sie do umyslu innej osoby i manipulować jej uczuciami! To przerażąjace, ale i fascynującce... ale bardiej przerażajace! szczególnie że, jak widac, można to robić nawet bez kontroli! Jak się przed tym bronic? czy oni mogą to robić z każdym w każdej chwili? To naprawdę przerazające! zastanawiam sie też, jak wielu Mistrzów jets w tym opowiadaniu...Dopiero teraz sobie uświadomiłam, że Daskalla nazwąłaś, ale tego drugiego Mistrza, tego chyba bardziej okruntego (choć tego właściwie nie wiemy ^^) nigdy nie nazwałaś... Ale wątpię, żeby to była ta sama osoba, ciężko by było :D niemniej działają chyba w podobny sposób, choć raczej nie o to samo... Ciekawe, jak Solter poradzi sobie z uczeniem dziecka, mam nadzieję, że pomoże mu to nieco, skoro z R. jest tak źle... Myślę tez, że Solter nie zrezygnuje z pomocy przyjacielowi (albo komuś więcej) pomimo słów Daskalla.
    Na koniec dodam, że coś chyba się stało z szablonem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest do końca tak ;) Emocjami steruje tylko Marauder, Maddie natomiast bardziej skupia się na działaniu danej osoby i poprzez wydawanie prostych poleceń może sterować człowiekiem. Ona nie wtrąca się w sferę uczuciową, on czasami aż za bardzo ;) Inne ograniczenia wyjdą z czasem, gdy te talenty będą się bardziej w tekście ujawniać.
      Tak samo nieco jaśniejsza stanie się sprawa Mistrzów, a może jednak Mistrza? ;) Nic nie zdradzam!
      Co do szablonu... ręce mi już opadają dzisiaj, serio. Najpierw stary szablon wygasł, tzn. nagłówek znikł i nic nie mogłam z tym zrobić, potem poprzestawiało się coś chyba w html-u, czego do tej pory rozgryźć nie mogę, co jak widać skutkuje tym, że na blogu nie ma prawdziwego menu. Jest takie asekuracyjne na dole strony, ale wcale mi się to nie podoba. I nic tu nie pomaga - ani ładowanie najróżniejszych szablonów od tych prostych po przygotowane w szablonarni, ani nawet podłożenie kodu html od mojego drugiego bloga... Jestem bezradna i szalenie przepraszam za te niedogodności.
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
    2. hm , to ciekawe :D bo ta moc Maddie naprawde mocno wplynela na Maraudera... to co Maddie moze zrobic z biednym, zwyklym smiertelnikiem,,,?
      Teraz szablon jest juz chyba w calosci taki, jak byc powinien. podziwiam Cie za robienie grafiki i walke z bloggerem ^^ :p Podoba mi sie naglowek i ta grafika po obu stronach, ale mamw wrazenie, ze ciemne tlo, na ktorym znajduje sie tekst, jest nieco... za ciemne :D
      Zapraszam na niezaleznosc-hp na swieo dodany rozdzial i zycze Wesolych Swiat

      Usuń
    3. Zwykli śmiertelnicy też są podatni na jej wpływy - stąd przypadek Bena, a wcześniej Marka. Normalnie ludzie nie dali by sobą, aż tak manipulować, ale dzięki swojej mocy, choć jeszcze wtedy nieodkrytej i niewykorzystywanej w pełni, Maddie mogła sobie na to pozwolić ;)
      Szablon jeszcze nie do końca tak powinien wyglądać, bo nie mogę poradzić sobie z tym menu. Cokolwiek robię, to ono i tak pozycjonuje się na dole strony, a nie pod nagłówkiem :( Małe sprostowanie - grafika absolutnie nie moja! Pobrana z bloga z szablonami (link w odpowiedniej stronie, ale jest też widoczny na nagłówku :)) Tło może się wydawać zbyt ciemne, bo przyciemniłam kolor tekstu, żeby nie raził w oczy. Chyba to zmienię ;)
      U ciebie już byłam, z komentarzem wpadnę najpóźniej jutro :)
      Wesołych Świąt!

      Usuń
  2. Mnie tam strasznie się podoba ten szablon, ma coś w sobie! Co prawda zmieniłabym nagłówek na coś bardziej odpowiedniego do fabuły, ale kolorystyka i układ są całkiem niezłe :)
    Hm, rzeczywiście ciekawe, jak teraz będą wyglądały relacje Maraudera i Maddie. Z jednej strony zadziałało upojenie alkoholowe dziewczyny, a z drugiej strony umiejętności ich obojga, dlatego naprawdę trudno wyczuć, co w tej całej scenie było prawdziwe. Maddie się upiła, co jest normalne, jeśli nie jest się przyzwyczajonym do alkoholu i pod wpływem tego zapragnęła pocałować Maraudera. On z kolei uległ jej rozkazowi i jednocześnie dodatkowo na nią wpłynął... Ale to by znaczyło, że w nich obojgu było jakieś nieśmiałe pragnienie, wzbudzone zwykłą ludzką naturą, a nie wódką czy nadnaturalnymi zdolnościami. W każdym razie szczęśliwie się to nie skończyło i coś mi się wydaje, że teraz oboje, żałując tego wszystkiego, bardziej się wobec siebie zdystansują. A, moim zdaniem, niepotrzebnie. Oni wszyscy powinni trzymać się razem, zwłaszcza że nawet Mistrz, czyli teoretycznie ich przełożony, nie ma dla nich litości.
    Daskall jest moim zdaniem zwyczajnie okrutny. Oczywiście wiem, że ktoś o jego pozycji nie może się cackać z uczniami i głaskać ich pobłażliwie po głowie, ale mógłby wykrzesać z siebie odrobinę współczucia. Mnie serce pęka na samą myśl o przyczepionym do tych wszystkich maszyn Reedzie, tak drobnym i bezbronnym, więc można sobie wyobrazić, przez jakie katusze przechodzi Solter. Ale może posiadanie własnego podopiecznego nieco odciągnie go od zmartwień, może nawet sprawi, że będzie lepszym wsparciem dla przyjaciela? Pożyjemy, zobaczymy. Póki co jestem ciekawa, jak mały Tommy się z nim dogada :)
    Rozdział świetny, strasznie się wciągnęłam. Czekam na ciąg dalszy <3
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szablon został zmieniony jednak z przymusu, bo ja byłam strasznie przywiązana do tego poprzedniego :( Mimo wszystko cieszę się, że się podoba :) Za bardzo nie mam wpływu na nagłówek, bo nie ja go tworzyłam i jest on taką integralną szablonu. Nie umiem zmienić, choć też uważam, że coś bardziej dopasowanego do fabuły byłoby lepszym wyborem.
      Bardzo dziękuję za komentarz :*
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jak już mówiłam, nie rozumiem zachowania Maddie. Zastanawiam się w jakim stopniu odpowiedzialna za to wszystko jest wódka, a w jakim ona sama. Była świadoma tego co robi, chciała tego, czy to jakieś inne czynniki na nią wpłynęły? Myślę, że tutaj wszystko jest możliwe, skoro każdy potrafi sterować każdym.
    Nie spodziewałam się, że Maddie jest tak silna, że może coś wymusić na Marauderze. I odwrotnie – że chłopak potrafi wywołać w niej różne emocje dzięki „wejściu” do jej głowy i „podkręceniu” jakichś uczuć :D To mi się skojarzyło z takim pogłaśnianiem radia. Pisze nad pokrętłem np. „strach”, „radość”, a ktoś siłą umysłu tym steruje xD
    Powiem szczerze, że spodziewałam się, że w tej scenie będzie dominować raczej pożądanie, podniecenie i inne tego typu ludzkie emocje, a Ty mnie zaskoczyłaś! Bo więcej tu było sterowania i walki „na myśli”, niż walki z człowieczymi seksualnymi skłonnościami. A to było oryginalne. Podoba mi się!
    „Zapach kłamstwa natychmiast zaszczypał go w nos” – świetne zdanie ;)
    „Daskall uśmiechnął się pokrzepiąco” – pokrzepiająco chyba

    Jeśli chodzi o Daskalla to moim zdaniem nie zachował się tak jak powinien. To jest teraz ciężki czas dla Soltera, nie pogodził się jeszcze z chorobą przyjaciela, a Mistrz sprowadza kogoś na jego zastępstwo. Moim zdaniem takim czynem może Soltera do siebie zniechęcić, zamiast coś pokazać i udowodnić. Podejrzewam, że Daskall chce pokazać Solterowi, że ludzie umierali i będą umierać, ale sądzę, że to trochę za wcześniej. W złym momencie pojwił się ten Tommy… Nie zdziwię się, jeśli zdenerwowany, pozbawiony nadziei i wsparcia Solter przejdzie na „ciemną stronę mocy”, żeby się zemścić i pokazać, że zdoła uratować przyjaciela mimo wszystko. I ja bym go zrozumiała xD Bo tak szczerze powiedziawszy nie jestem pewna, czy ta strona, po której teraz stoi Solter jest taka do końca „jasna” ;D

    Czekam na kolejny i cieszę się, że Twoja wewnętrzna niecierpliwość kazała Ci opublikować ten rozdział. Słuchaj się jej! ;D

    Pozdrawiam1 ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do zachowania Maddie, to trochę odpowiedziałam pod poprzednim komentarzem, więc tutaj rozpisywać się nie będę - może napisze tylko tyle, że doskonale rozumiem, że jej zachowanie może wydawać się dziwne i niezrozumiałe, ale myślę, że z czasem to ulegnie malutkiej zmianie ;)
    Ty się nie śmiej, ja to tak właśnie sobie wyobrażałam, jak o tym sterowaniu emocjami pisałam :D Takie ogromne przesuwki, każda odpowiedzialna za inne uczucie :D
    Może i pożądanie by się pojawiło, gdyby oboje tego chcieli albo, gdyby Marauder tak sztywno nie trzymał się zasad. Wbrew wszystkiemu, on jest jednak zbyt "porządny", aby wykorzystać takie okoliczności.
    Reszty nie zdradzam, na wszystko przyjdzie czas :D Na ten moment ślicznie dziękuję za niezwykle budujący komentarz, który rozbudził we mnie nowe pokłady weny (szlag, czemu akurat przed sesją? xD)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tą "porządność" bardzo u niego cenię! ;) Lubię postacie, które kierują się jakimiś zasadami i nie robią ze swojego ciała jakiejś autostrady, na którą każdy może wjechać xD Ale porównanie hahah
      I jest mi ogromnie miło, że rozbudziłam w Tobie wenę! <3 Rany, nie wiedziałam, że mogę tak działać ;O :D:D

      Usuń
  5. Zabijesz Reeda naprawdę? Nie chcę tego. Reed jest cudowny i uwielbiam go może nie bardziej od Solta, ale na równym poziomie. No ale zobaczymy. Ostatecznie nadzieja umiera ostatnia, czyż nie?
    I jeszcze ta scena Maddie i Marudera... no no co ten alkohol może zrobić z człowiekiem.
    Wiem że to czyste zło chociaż ciężko tego uniknąć. Ciekawa jestem jak to będzie teraz wyglądało. Zaostrzyłaś sytuacje i pewnie nowy rozdział będzie dopiero w kolejnym roku.
    Więc z góry życzę Ci wszystkiego dobrego, ciepłych i spokojnych świąt oraz szampańskiego sylwestra z rozsądkiem xp.
    pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie zdradzam! Może tylko tyle, że też lubię Reeda ;)
      Tak, nowy rozdział już w styczniu. W ferworze walki z szablonem zapomniałam dodać na koniec jakieś sensowne życzenia dla czytelników, ale może to i lepiej, bo mam okazję złożyć je osobiście każdemu - w każdym razie życzę Ci wesołych i spokojnych Świąt oraz oczywiście udanego Sylwestra :*
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

      Usuń
  6. Dopiero teraz, bo ta zmiana szablonu nieco mnie rozstroiła ;p Myślałam, że coś kombinujesz i lepiej poczekać, bo nie widziałam menu... a tu się okazało, że ono jest na dole ;p Tak czy inaczej ładnie jest.

    Ta walka na "moc" naprawdę zrobiła na mnie wrażenie, chociaż Marauder mnie trochę denerwuje tym użalaniem się. Trochę takie rozterki Mariusa z "Nędzników". Może nie dosłownie, ale jestem w stanie go sobie wyobrazić sobie miotającego się po pokoju i śpiewającego "jeszcze dzień" :D
    Co do Maddie, to ona w gruncie rzeczy chyba potrzebuje ciepła. Już od początku wydała mi się osobą szalenie samotną.

    Solt z kolei ma trochę zaburzoną zdolność rozróżniania dobra i zła. On trochę balansuje na krawędzi i nawet jeśli sama troska o Reeda jest dobra, to już jego intencje nie do końca. Natomiast to tak naprawdę jest w nim ciekawe, bo serio nie wiem, czego mogę się po nim spodziewać. Jest to dla mnie zagadką i chyba nic mnie nie zaskoczy. Nawet jeśli koniec końców przez przypadek sam doprowadzi do śmierci Reeda (mam nadzieję, że nie mimo wszystko).

    No to tyle. Czekam z niecierpliwością na kolejne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, mnie też. Strasznie byłam przywiązana do starego wyglądu, ale nagłówek wygasł, a ja desperacko próbując to naprawić, pogrążyłam się jeszcze bardziej :P Coś poknociłam w html-u lub gdzieś indziej i teraz żaden szablon nie wygląda tak jak powinien... Nawet ten, bo menu powinno znajdować się pod nagłówkiem, ale przynajmniej jest czytelny w porównaniu do 10 poprzednich, które próbowałam tu wgrać :(
      Taa, Marauder czasami jest straszną marudą i miewa tendencje do użalania się nad sobą, ale zawsze po cichu. Z innymi swoimi przemyśleniami się nie dzieli :P
      Co do Maddie to masz dużo racji. Ona nigdy nie miała przy sobie kogoś, komu mogłaby całkowicie zaufać i tego jej brakuje.
      Soltera nigdy nikt nie nauczył, co jest dobre, a co złe. Dlatego tak błądzi we mgle. Reed starał się go wyedukować, ale trochę jakby... zabrakło mu czasu?
      Ślicznie dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Hmmm to się porobiło :D. Jej, nie umiem się oprzeć wrażeniu, że mi Solt przypomina kolegę, a z kolei ta sytuacja na początku... i tego jego kiedyś zdanie:"ciało rzucone na łoże, traci na oporze"... cóż idealnie pasuje. Chociaż tutaj dochodzi i alkohol i jakieś przecudowne moce manipulacji. To dziwna sytuacja. Jednak myślę, że to dobrze, że Marauder się opanował i jakoś zadziałał, chociaż dość brutalnie. Jednak oboje mogli tego żałować. No i ok... ja zawsze krzyczę, aby się nie całowali itd. :D.
    Biedny Reed. Co jeżeli on umrze, a Solt będzie musiał nadal wykonywać zadanie... za nic? O tym nie pomyślał. Chciał działać. Ale mimo wszystko działanie lepsze niż bierność. Hm może dla Escall powiedzenie głośno, że nie ma już szans, to jakby sama straciła nadzieje? Może dlatego tego nie mówi, bo to i w sumie jej w pewnym stopniu porażka. Bo nie zdołała uratować. Chociaż nie wszystko jeszcze przesądzone. Może uda się go jakoś uratować? Dascall wydawał się wcześniej trochę ojcem, a teraz wydał się surowy. Tak jakby Solt miał tylko wykonywać jego polecanie bez względu na wszystko. A przecież on ma uczucia i też własne sprawy. Coś czuję, że Tommy mając takiego towarzysza, w takim humorze, mieć trudno z nim. Skoro Solt traktuje go jako nowego po Reedzie, to z pewnością nie będzie chciał się z nim zakolegować. Chociaż może się mylę? Może mnie zaskoczysz?

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze powiedziane! A ja jeszcze nie skończyłam kombinować i komplikować przy okazji - zresztą sama zobaczysz w następnym rozdziale ;) Marauder sam by sobie nie wybaczył, gdyby tego nie przerwał - ten typ tak ma, facet z zasadami i koniec.
      Umowa między Soltem a Mistrzem jest korzystna tylko dla jednej strony, a chłopak podejmując decyzję wcale o tym nie pomyślał niestety.
      Co do Escall masz rację. Ona jest na swój sposób uparta i walczy o każdego pacjenta. O Reeda też. Więc takie gadanie, że nic zrobić się nie da, byłoby dla niej strzałem w kolano.
      Daskall jest też człowiekiem i czasami podejmuje błędne decyzje. Dla Solta zawsze był niczym ojciec, ale nie zawsze można kogoś głaskać po głowie, chociaż tym razem być może właśnie to okazałoby się skuteczniejsze...
      Zakolegowanie się z Tommym raczej nie będzie łatwe - zbyt duża różnica wieku, a poza tym cała sprawa z Reedem... No, ale może Solt zaskoczy? Nie zdradzam! Więcej w kolejnym rozdziale ;)
      Pozdrawiam i ślicznie dziękuję!

      Usuń
  8. Daskall chyba nie zdaje sobie sprawy, że Solt już ten błąd popełnił... I nie wiem co sądzić teraz, bo zgadzam się jednocześnie z Soltem, że Daskall próbuje zapełnić przyszłą lukę po Reedzie, a z drugiej zgadzam się z Daskallem, że pewnych spraw i wydarzeń nie sposób jesteśmy powstrzymać. Perspektywa Solta, Ci powiem, że daje do myślenia. Bardzo mądrze to rozpisałaś :)

    Perspektywa Maraudera również była ciekawa i dość emocjonalna, ale ja to raczej odczuwałam jako takie "podniecenie" nastoletnie, kiedy to kupowało się jakieś fajne książki fantasy z wątkiem miłosnym, dochodziło się do TEJ sceny i było się podjaranym, że zaraz się pocałują! "AAA!!! On ją pocałuje AAA!!!" a przynajmniej ja tak miałam za młodu (młodu... 19 lat to już starość :|). W ogóle co chwile miałam wrażenie, że zaraz wejdzie Navi xD i pociśnie tekst typu: "mnie to leczyć jej nie pozwalałeś, a sam próbujesz rozmasować jej siniaczki" xD
    I muszę przyznać, że po raz kolejny Mar fajnie i dobrze się zachował, kiedy odnalazł strzępek wolnej swej woli i uciekł spod wpływu Mad. Lekko mnie tylko zirytował, kiedy podkręcił jej emocje strachu (jestem pewna, że pomyślała sobie, że chciał na niej wymusić stosunek :|) i tak "warczał" na nią, ale to w sumie zrozumiałe.
    Powiem Ci, że ten rozdział chyba zaliczę to moich ulubionych :3 zaraz po szóstym, gdzie było dużo Reeda i Solta <3 tworzyliby taką świetną parę...
    Lecę dalej.
    O nie :c już tylko 2 rozdziały D:
    hlip :"(

    Pozdrawiam, weny, inspiracji
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może sobie nie zdaje, a może w ten sposób chce po raz ostatni ostrzec chłopaka przed popełnieniem tak wielkiego błędu? Kto to wie, co tam się zrodziło w głowie Mistrza :D
      Haha, padłam. Skąd ty bierzesz te teksty, co? Ten akurat do Nevi szalenie by pasował :D
      Ej no, chłopak się musiał bronić, więc teoretycznie wszystkie chwyty dozwolone, choć sam zauważył, że źle wyważył wszystko i w efekcie leciuuuutko przegiął.
      Ha, no to wiesz, co ja czułam, jak dotarłam do ostatniego rozdziału u ciebie :D Też było "o nie" :(
      Baardzo ci dziękuję. Robię się powoli monotematyczna, ale co ja poradzę, skoro jestem ci szalenie wdzięczna? :D

      Usuń
  9. Czy muszę komentować zachowanie Maddie i ten cały pocałunek...? =.= you killing me! Zaraz będziesz musiała narzucić cenzurę na moje komentarze XD Dobrze, że facet jakoś się uwolnił od jej "uroku", bo bym i jemu i jej skopała tyłek. Pamiętaj! Jabłko i cebula! To nie gra w parze! T.T Nigdy więcej nie rób mi takich wyskoków!
    "Czasami wiara i nadzieja są wszystkim, co posiadamy." - jakie to piękne i prawdziwe... aż mi się smutno zrobiło... :(
    Uu... uhm... Solt i nowy uczeń? anie Daskalu, to chyba nie najlepsze rozwiązanie... Przyznaje Soltowi rację. Zaczynam sama czuć, że uczniowie ze tej placówki/szkoły dla Daskala nie są jakoś zbytnio ważni. Tak jakby zbierał ich i uczył ich na nadchodzącą walkę z tym drugim mistrzem czy pradawnym. Solt teraz przechodzi ciężki okres. Jego najlepszy przyjaciel może w każdej chwili odejść,a ten mu daje chłopaka pod skrzydła. Ja się pytam: why? Biedny Tom... to wszystko się przecież na nim odbije... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapamiętam! :D
      A bo Daskall to taka zagadka. Jego zachowanie może wydawać się dziwne i irracjonalne, ale... nie no, właściwie to dziwne jest, ale z czasem prawdopodobnie stanie się bardziej zrozumiałe.

      Usuń

Archiwum bloga