sobota, 10 grudnia 2016

Rozdział 11

Madeleine

W milczeniu patrzyła, jak chłopak pospiesznie opuszcza gabinet z pochyloną głową. Nie podobało jej się, że zostawił ją samą na pastwę nieznanego mężczyzny, ale nie potrafiła zaprotestować. Mina oraz postawa młodego strażnika sprawiły, że odsunęła ten pomysł na bok. Marauder bowiem wydawał się wręcz zastraszony. Maddie tego nie rozumiała. Nie mogła pojąć, co stało się z odważnym, pewnym siebie arogantem. Była to zbyt wielka przemiana, a jej przyczyny stanowiły coś niejasnego. Przecież starzec nie mógł być aż tak groźny. Starał się na takiego pozować i roztaczał wokół siebie przedziwną aurę, ale miał też swoje lata, co powinno czynić go nieszkodliwym. 
— Podejdź tutaj. 
Madeleine spojrzała na mężczyznę z ogromną dozą niepewności, nie czyniąc przy tym ani kroku. Wciąż nie umiała go rozgryźć. Nie wiedziała, czego się spodziewać, a wrodzona ostrożność kazała jej uważać. 
— Nie słyszałaś, co powiedziałem? Kazałem ci się zbliżyć. 
Nie zareagowała. Chwilę siłowali się na spojrzenia, a potem niespodziewanie dziewczyna upadła na podłogę, powalona falą bólu, jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyła. Pochłonął ją żywy ogień, kąsając i szarpiąc każdy milimetr ciała. Dziewczyna zwinęła się w kłębek próbując ochronić się przed cierpieniem, ale nadaremnie. Chociaż w jakimś stopniu wciąż była świadoma, że to wszystko dzieje się tylko w jej głowie, to organizm nie dał się o tym przekonać. Nie chciała tego, ale z jej ust mimowolnie wyrwał się okrzyk przepełniony cierpieniem.
— Przestań, błagam — zajęczała.
Nie przestał. Beznamiętnym wzrokiem obserwował dziewczynę, gdy ta tarzała się po ziemi przed nim i rwała włosy z głowy przez kilka kolejnych chwil.
— Wystarczy — oznajmij, gdy wrzask zaczął się mieszać z przejmującym szlochem. — Podejdź.
Wszystko zniknęło. Cały ból wycofał się i odsunął się w cień, jakby nigdy wcale go nie było. Madeleine znieruchomiała, łapczywie nabierając powietrza do płuc, ale nie mogła sobie pozwolić na zbyt długi odpoczynek. Zebrała pozostałe siły, po czym z trudem dźwignęła się na nogi i bez szemrania spełniła polecenie. Zbliżyła się do stołu, czując na sobie badawcze spojrzenie starszego mężczyzny. Oceniał ją. Doskonale zdawała sobie sprawę, dlatego też nie odwzajemniła tego gestu. W zamian utkwiła wzrok w rozciągniętym na blacie pergaminie, na którym widniała naszkicowana mapa miasta. 
— Tak, to Yelloy. — Mężczyzna potwierdził przypuszczenia, jakie zaczęły kształtować się w głowie dziewczyny. — Plan ten powstał przed dziesiątkami lat. Wydawać się może, że nie ma zbyt wiele wspólnego ze współczesnym wyglądem miasta, bo ten, nie ma co ukrywać, uległ drastycznej metamorfozie. Jednak pozory bywają mylące, moja droga Maddie. Wystarczy niewiele, aby poznać prawdę, którą starano się dokładnie zatuszować. Krótkowzroczność to jednak straszliwa choroba i niewielu stać na to, aby ją przezwyciężyć. Ty dostałaś taką szansę. 
— Dlaczego mi pan o tym opowiada? — spytała, przyglądając się, jak mężczyzna nakłada na siebie pergaminy i zaczyna nanosić swoje rysunki na jednym z nich. 
— A więc to tutaj… Cały czas pod nosem, a jednak szczelnie ukryte… — wymruczał sam do siebie, ignorując przy tym pytanie zadane przez dziewczynę. — Spójrz. Zgodnie ze starą legendą właśnie w tym miejscu został leży Pradawny. Został ujarzmiony i pokonany, ale nigdy nie zniszczony. Na wieki uśpiła go pieśń odśpiewana przez kobietę pochodzącą z wymarłego już plemienia. Przez głupią, naiwną dziewczynę, która miała w sobie zbyt wiele litości, aby oderżnąć potworowi łeb. Przez nią Pradawny pozostaje unieszkodliwiony, ale już niedługo. To właśnie twój cel. Musisz do niego przemówić, a to go rozbudzi i powoli ponownie okiełznać. Spraw, aby stał się nam posłuszny. — Nakazał, a Maddie nie miała odwagi, aby tym razem wyrazić swój sprzeciw.
Przyglądała się, ale chociaż patrzyła uważnie i za wszelką cenę chciała znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia, to jednak splot linii oraz niezrozumiałych kwadratów nie stał się ani trochę bardziej przejrzysty. 
— Niewiele z tego nie rozumiem. Zresztą nie wydaje mi się, abym musiała. Nie chcę brać w tym udziału niezależnie od tego, jak dokładnie wyglądałoby moje zadanie.
— Czas, kiedy ktoś prosił cię o podjęcie decyzji dawno się skończył. Nie był to mój pomysł. Ja od początku go nie popierałem. Wyśmiałem Theora, gdy zaprezentował swoją durną teorię mówiącą o tym, że więzień, któremu ofiaruje się możliwość wyboru, będzie bardziej chętny do współpracy i wykaże się własnym zaangażowaniem. To tak, jakby dać myszy wybór o tym czy zostanie pożarta, czy też nie. To idiotyczne. Wąż jest silniejszy, więc i tak ją pożre, bez względu na to, czy ta wyrazi na to zgodę. Jesteś myszą, Madeleine. Twój wybór jest bez znaczenia. 
— Jeszcze zobaczymy — zagroziła i rzuciła się do ucieczki, zanim mężczyzna zdołał ją powstrzymać. 
Nie pomyślała o konsekwencjach, jakby mała demonstracja sił sprzed kilku chwil odeszła w zapomnienie. Zamiast spokornieć, kilkoma susami pokonała odległość, jaka dzieliła ją od drzwi, po czym szarpnęła za klamkę w desperackiej próbie uwolnienia się. I nic. Zamek był zablokowany, choć Maddie nie przypominała sobie, aby ktoś go wcześniej zamykał. Dziewczyna zamarła w przerażeniu, dopiero wtedy pojmując, jak wielki błąd popełniła. 
— To nawet nie jest już zabawne. Stajesz się coraz bardziej irytująca, Madeleine, i testujesz moją cierpliwość. Zapewniam, że nie jest ona nieskończona. 
Starzec powoli obszedł stół i zbliżył się do niej. Nie wydawał się wyprowadzony z równowagi. Jego postawa była spokojna, dość rozluźniona, jedynie oczy zdradzały rodzącą się frustrację. 
— Nie podchodź! 
Maddie nie miała czym się bronić, więc po prostu przywarła plecami do drzwi, naiwnie starając się stać niewidzialna dla swojego prześladowcy.
— Teraz się boisz? — Zaśmiał się okrutnie. — Teraz? Jeśli nie zmienisz swojego nastawienia, to twoja głupota stanie się twoim gwoździem do trumny, obiecuję ci to. Nawet niezwykłe zdolności i fakt, że teoretycznie możesz stać się przydatna, w niczym ci nie pomogą. Znajdę inny sposób, a ciebie się pozbędę, jeżeli sprawisz zbyt wiele problemów.
Chciała uciec, ale nie zdążyła. Udało jej się zrobić tylko jeden, nędzny krok, zanim potężna, męska dłoń zacisnęła się na jej gardle i przygwoździła do ściany z nieprawdopodobną siłą. Maddie straciła oddech. Starała się odsunąć od siebie rękę starca i w ten sposób się uwolnić, ale nie dała rady. Mężczyzna nie zamierzał jej na to pozwolić. Dusił ją, a brak tlenu stawał się coraz bardziej odczuwalny. Madeleine pociemniało przed oczami. Będąc na granicy świadomości, spostrzegła, że mężczyzna drugą ręką sięga po nóż. Zginę, przeszło jej przez myśl, ale nie miała siły, aby ponowić próby wyzwolenia się. Poddała się całkowicie, a po chwili ostrze noża zahaczyło o skórę policzka i przesunęło się po niej, rozrywając kolejne tkanki. W jedną stronę i z powrotem. Niespiesznie pogłębiało ranę. 
Ból wrócił. Potężniejszy niż poprzednio, spowodował, że pod Maddie po raz kolejny ugięły się nogi, a z gardła wydobył się zduszony wrzask. Tym razem dziewczyna nie upadła, wciąż podtrzymywana silną ręką starca. Ciemność stała się jednak dominująca i zgarnęła ofiarę dla siebie. Po raz pierwszy tego dnia. Zanim jednak mężczyzna wymusił na dziewczynie bezwzględne posłuszeństwo, ciemność przypominała o sobie jeszcze parokrotnie. 


Marauder 

Niosąc bezwładne ciało dziewczyny czuł się potwornie. Nie chciał tego, ale mimowolnie wracał myślami do czasów, kiedy sam często znajdował się w podobnym stanie. Tylko jego nikt nigdy nie nosił. Czołgał się sam, a nawet, gdy ktoś mu pomagał, to raczej nie czynił tego w równie delikatny sposób, w jaki on sam odnosił się do dziewczyny. To go przytłaczało. Bolesne wspomnienia zaczęły wracać jedno po drugim wprost proporcjonalnie do kroków, które czynił. Im bliżej znajdował się celi, tym ciężej było mu posuwać się na przód. Poczucie winy nakładało na jego barki ciężar znacznie większy od tego, który musiał dźwigać w ramionach. Nawet, kiedy w końcu ułożył Maddie na łóżku, nie potrafił pozbyć się fatalnego wrażenia, że sam ponosi odpowiedzialność za to wszystko. Może, gdyby nie przyprowadził ją wtedy do Mistrza, całość potoczyłaby się nieco inaczej. Może dziewczyna nie ucierpiałaby tak bardzo. Może.
Marauder poczuł, że musi się oddalić, aby natłok zbędnych uczuć nie stał się zbyt destrukcyjny. Dlatego też zostawił Maddie w pokoju i wyszedł. A potem wrócił. Wyszedł i wrócił. Miotał się straszliwie. Nie chciał przy niej czuwać, a jednak poczucie obowiązku było zbyt silne, aby je zignorować. Jasne polecenie dźwięczało mu w uszach, nie pozwalając się zagłuszyć.
— Mogłabym jej pomóc. W jednej chwili poczułaby się lepiej, a ty nie musiałbyś się męczyć. Wiesz dobrze, że to potrafię.
Nevi wślizgnęła się do pokoju niezauważalnie. Dopiero, kiedy przemówiła, Marauder zwrócił w jej stronę swe spojrzenie. Nie był zdziwiony, że siostra zaczęła mieszać się w sprawy, od których powinna trzymać się z daleka. Sam ją do tego poniekąd zmusił, zachowując się w tak nietypowy i dziwaczny sposób. Zupełnie jak nie on. 
— Znam twoje umiejętności, Nevi, ale to ty powinnaś zrozumieć, że nie wszystko jest możliwe do rozwiązania w ten sposób — wytłumaczył cierpliwie. — Spójrz na siebie. Ciągle nosisz stare siniaki i blizny niczym jakieś durne trofea, a przecież one chyba nie są powodem do dumy. Mogłabyś sprawić, że znikną, lecz tego nie robisz. Co cię powstrzymuje, siostrzyczko? 
Dziewczyna uciekła przed nim wzrokiem, w jednym momencie pokorniejąc i porzucając buntowniczą postawę. Objęła się ciasno ramionami, drżąc leciutko.
— To cię niszczy, a ja nie chcę się temu biernie przyglądać — wyszeptała. — Za dużo już w życiu straciłam.
— Nev...
— Jeżeli zmienisz zdanie i postanowisz trochę pooszukiwać, to wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Wyszła. Zostawiła go samego, a on poczuł się jeszcze gorzej, niż przed jej wizytą. Chciał ją zatrzymać, ale była szybsza. Uciekła w głąb korytarzy, a jemu nie pozostało nic innego, jak czekać, aż Maddie odzyska przytomność i tym samym zwolni go z przykrego obowiązku. Chłopak oparł się o ścianę i przyglądał się śpiącej dziewczynie w milczeniu. Na szczęście nie musiał zbyt długo czekać. Madeleine obudziła się po upływie kilku minut. Natychmiast też podniosła się do pozycji siedzącej, krzywiąc się przy tym z bólu.
— Masz, wypij. Przyda ci się. — Marauder wręczył jej przyniesioną wcześniej butelkę. Przyjęła ją, choć niechętnie, a on wrócił na swoje miejsce.
— Co to? — zapytała, nieufnie przyglądając się bezbarwnej zawartości.
Marauder widział, że dziewczyna zamierza dokładnie ją zbadać, ale nie dał jej na to czasu. Przybrał zniecierpliwioną minę, a Madeleine posłusznie przyłożyła usta do otworu, po czym wzięła niewielki łyk. Płyn nawet nie zdążył przepłynąć jej przez gardło, kiedy dziewczyna zaczęła kaszleć i krztusić się. 
— Wódka. — Rzucił krótko, beznamiętnie i odwrócił wzrok. — A w każdym razie coś, co ją przypomina.
— Chcesz mnie upić? — Wydusiła, ocierając załzawione od kaszlu oczy. 
— Dla więźniów nie przewidziano środków przeciwbólowych. 
Pozostawiła to bez komentarza. Marauder bez trudu potrafił sobie wyobrazić, co musiała w tej chwili odczuwać. Błogi stan nieświadomości nie mógł trwać zbyt długo i pewnie dopiero teraz Madeleine zaczęła tak naprawdę czuć własne ciało. Natężenie różnych bodźców potrafiło być w pierwszej chwili oszałamiające. Chłopak obserwował ją uważnie i wychwycił moment, kiedy przypadkiem przejechała opuszkami palców po poranionym policzku, który on sam niezdarnie opatrzył, podczas gdy dziewczyna pozostawała nieprzytomna. Widział, jak zamarła w bezruchu i przymknęła powieki, szukając ucieczki przed bólem. Nie potrafiąc mu sprostać, z powrotem przytknęła do ust butelkę, starając się go za wszelką cenę załagodzić. Chyba skutecznie, bo w jej oczach niemal natychmiast zatańczyła ulga. Marauder, widząc, jak z każdą upływającą minutą zielone tęczówki stają się coraz bardziej rozmarzone i przykrywa je lekka mgiełka, doszedł do wniosku, że dziewczyna zwyczajnie nie ma mocnej głowy do alkoholi. Kilka łyków nędznej podróbki wódki nie zamroczyłby nikogo, kto miał z nią do czynienia już wcześniej. Nie spodziewał się tego, ale było w tym coś pokrzepiającego. Dziewczyna najwyraźniej nie czuła już bólu. Skoro uśmiechała się bez powodu, znieczulenie musiało zadziałać w prawidłowy sposób.
— Pewnie było ci ciężko — odezwała się cicho, upijając jeszcze więcej. Nie patrzyła na swojego rozmówcę, większą uwagę poświęcała w połowie opróżnionej butelce. — Znasz różne sposoby, więc wiesz, jak to jest.
Marauder spojrzał na dziewczynę bez zrozumienia, ale nie ruszył się nawet na krok z zajmowanej pozycji. Madeleine zadziwiała go coraz bardziej. Zwłaszcza w takich momentach, jak ten, gdy pobudzona zgubnymi procentami, zdawała się mówić szczerze i otwarcie. 
— Jestem wojownikiem — stwierdził, nie znajdując innej odpowiedzi. 
— Wojownikiem — powtórzyła, zanosząc się śmiechem i czkając lekko. — A z kim tak wojujesz, wojowniku?
Najczęściej sam ze sobą. 
Skrzywił się lekko, ale ona tego nie zauważyła. Dziewczyna z niezwykłym zainteresowaniem obrysowywała palcem szyjkę, jakby zastanawiając się, czy kolejny łyk będzie prawidłowym rozwiązaniem. 
— Lepiej to już zostaw. — Doradził jej, ale ona go zignorowała. — Maddie, słyszałaś, co do ciebie powiedziałem? Jeżeli przesadzisz, wcale nie poczujesz się lepiej. W każdym razie nie na długo.
— Pierwszy raz odezwałeś się do mnie w ten sposób.
Alkohol stał się nagle nieważny. Butelka, której dłużej nikt nie podtrzymywał przewróciła się łóżko, a część jej zawartości powoli rozlała się dookoła, mocząc pościel. Maddie natychmiast ją podniosła, ale tak machinalnie, nie skupiając się na tym, co robi. Nie zwróciła też uwagi na szkody, jakie wyrządziła przez swoją nieuwagę. Tak jakby to wszystko było nieistotne. Dziewczyna wciąż miała wzrok utkwiony w swoim towarzyszu. Patrzyła na niego uważnie, przeszywając go tym spojrzeniem na wskroś.
Nikt nigdy nie obdarzył go takim spojrzeniem - głębokim i kryjącym w sobie tak wiele różnych emocji. To go sparaliżowało. Marauder czuł, że wszystko w nim się spina w zwykłej reakcji obronnej, serce zaczyna dudnić, przyspieszając znacznie swój normalny rytm, a myśli gorączkowo poszukują wyjaśnienia dla tak nietypowego zachowania dziewczyny. Chłopak analizował wypowiedziane słowa, ale nie znalazł w nich nic nieodpowiedniego.  Przez kilka chwil milczał, nie wiedząc, co powiedzieć. Był zły sam na siebie, bo zachowanie to bardziej pasowało do dzieciaka, niż kogoś o jego randze. 
— Jaki? — W końcu się przełamał. Zadał najprostsze, prymitywne pytanie, ale nie było go stać na nic więcej. Starał się uspokoić, ale im bardziej mu na tym zależało, tym trudniej było mu to osiągnąć. 
— Po imieniu. Żadne Mads, Madeleine, rudzielcu, zakładniku, niewolniku i tak dalej — wytłumaczyła niewyraźnym tonem. — Tylko Maddie. To miłe. 
— No dobra, tej pani na dzisiaj już podziękujemy. — Westchnął, po czym wbrew sobie oderwał się od ściany, która jako jedyna zapewniała mu stabilność, i podszedł, aby zabrać jej butelkę. Nie zdążył. Kiedy tylko wciągnął po nią rękę, Maddie schowała ją za siebie i uśmiechnęła się filuternie. — Nie zachowuj się, jak dziecko.
— Prezentów się nie odbiera. — Zachichotała. — Chyba, że dasz mi coś w zamian. 
— Maddie… — Pokręcił głową z rezygnacją. 
— A ja nawet wiem, co byś chciał mi dać w prezencie. 
— Nie możesz tego wiedzieć. W myślach to ty akurat nie czytasz. — Po raz kolejny spróbował zabrać jej alkohol, ale go nie dosięgnął. W zamian stracił równowagę i musiał przyklęknąć na łóżku naprzeciwko niej. Blisko. Zbyt blisko.
Dziewczyna uśmiechnęła się łobuzersko. 
— Pocałuj mnie.


Dobra, to ja się idę ewakuować. Ciao! 
A tak całkiem serio, to wielkie sorry za kolejną zwłokę. Może kiedyś nauczę się odpowiednio gospodarować czasem, ale póki co średnio mi to wychodzi. W każdym razie będę próbować dalej. Kolejny rozdział powinien się pojawić na przełomie grudnia/stycznia i powrócimy w nim do dueciku Solter i Reed, ale więcej nie zdradzam! 
Mam też do was wszystkich ogromną prośbę - jeżeli u kogoś mam zaległości, chociażby jednorozdziałowe, to dajcie mi znać pod tą notką. Blogger przechodzi jakieś cudaczne transformacje i ostatnio nie wyświetla mi wcale powiadomień o nowościach albo robi to wybiórczo. Taki z niego okrutnik :( 

16 komentarzy:

  1. Wow. Bardzo dobry rozdział. Nic nie rozumiem z tłumaczeń starca, dlaczego ten Pradawny niby jest taki zły i dlaczego uważa, że akurat Maddie mogłaby im pomóc, ale wiem, ze o to Ci chodziło. to tylko jeszcze abrdziej rozbudzilo moją wyobraźnię. Ponadto zaczyna się krystalizowa,c i to aż nabyt dobitnie, dlaczego Marauder zachowje się tk, jak się zachowuje. Myślę, że dość szybko ludzie podporządkowują się temu mężczyźnie, wiedząc, do czego jest zdolny. Nie wiem, czy bardziej rpzeraziła mnie jego magiczna czy fizyczna siła... Wiadomo na 100% jedno - jest okrutny. Marauder zaś coraz bardiej przywiązuje sie do Maddie. Czy spełni jej prośbe z końcówki? xD
    Ciekawi mnie, czemu Navi nie chce wyleczyc samej siebie. Kolejny interesujacy wątek i initeresująca moc.
    CZekam z niecierpliwościa na cd ;)
    zauwazyłam powtórzenie słow jednak, konstrukcję "został leżał", oraz "pieść" zamiast "pieśń".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Wszelkie wyjaśnienia jeszcze się pojawią i cała sprawa stanie się bardziej zrozumiała, aczkolwiek już teraz zacieram łapki z radości, że udało mi się pobudzić nieco wyobraźnię :)
      W przypadku Maraudera to dopiero jedna część składowa przyczyn takiego zachowania ;) A co do końcówki to nic nie zdradzam, choć kusi mnie to niesamowicie :D
      Jeszcze raz dzięki za komentarz, idę poprawić literówki :)

      Usuń
  2. Powinnam cię zatłuc wiesz? I to tak jeszcze przed świętami.
    Tak żebyś odczuła.
    I wiesz dlaczego.
    Kazać sobie tyle czasu czekać?
    To straszne jest.
    Jednak warto było. Rozdział czyta się jednym tchem. Ta końcówka.... o rety ona naprawdę chciała by ją pocałował? Aż mnie przeszły ciarki na plecach. Jestem ciekawa jak rozwiniesz dalej tę opowieść. Zwłaszcza historia Madeline. Porwana, torturowana a zarazem mająca hardę i siłę. Umie walczyć i się przeciwstawić.
    Pozostaje mi czekać na ciąg dalszy.
    pozdrawiam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, dlatego się ewakuowałam! Mnie tu nie ma, nie widzicie mnie wcale, a wcale :D
      Maddie do końca nie jest sobą i nie bardzo kontaktuje, co też wyprawia. W normalnych warunkach raczej by do tego nie dopuściła :P
      Bardzo dziękuję za komentarz :*
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. No i zbieram szczękę z podłogi.
    Cudowne jest to opowiadanie. Już nie mówiąc o Twoich genialnych opisach...ta treść... wszystko jest tak przesycone emocjami, każde zdanie.... każde słowo.
    Solter i Re.... cóż... coś mi się wydaje,ze Re jakby odczuwa coś ponad miłość braterską... Choć może i Solt też. Ciężko stwierdzić,bo jest w ich relacji sporo niewiadomych...no ale normalna przyjaźń to to nie jest. kurczę...mam jakieś dziwne wrażenie że ten gościu, który przywiazal do siebie Solta, to ten który torturowal Meddie...
    no właśnie... ona... i Marauder... między nimi też coś skrzy;)
    ale tak podsumowując to Maddie jest teraz w rękach tego złego... Daskall powinien być tym dobrym...chyba. a ona samą jest ta która miał znaleźć Solter? tylko ze teraz Solter będzie zdrajcą... ( no chyba że faktycznie ma dobry plan) Maddie jest w bagnie po uszy... wow...
    czekam na ciąg dalszy.

    Vicky z
    swiatlocienn.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ci wielkie!
      W przypadku Solta faktycznie ciężko jest stwierdzić coś napewno, jeżeli chodzi o odczuwane emocje, bo w dużej mierze on odbiera uczucia innych i często się z nimi mylnie utożsamia. Tylko że to nie są nadal jego emocje ;)
      Nie zdradzam, czy dobrze kombinujesz, żeby nie psuć niespodzianki ;)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Nie powinnaś już robić przerw, bo powiem ci, że to chyba twój najlepszy rozdział, więc pisanie mocno w tobie siedzi :D Podobała mi się początkowa scena, to co mówił ten facet i jak mówił, wzbudzał niepokój.Jest bezwzględny i okrutny, a jego tekst o myszy... wow

    Potem Marauder i o... końcówka. Spodziewałam się tego, ta chemia między nimi jest bardzo wyczuwalna, chociaż nie sądzę, żeby teraz (jeśli w ogóle) do czegoś między nimi doszło. Na razie on jest za bardzo zamknięty, a ona taka... szalona, nie do końca świadoma tego, co robi. Nawet jeśli nie brakuje jej... hm... zdolności w zakresie obserwacji.
    Chyba zaczynam lubić tego Maraudera, a Maddie zaczyna być moją ulubioną postacią.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisanie siedzi, siedzi ;) Tylko ta nieszczęsna wena wyłazi i daje o sobie znać wtedy, kiedy najmniej tego potrzebuję. Tak jak teraz, bo niby powinnam skupić się na zbliżającej się sesji, a ja zamiast tego obmyślam dalszą akcję opowiadania!
    Co do samej treści - oj tak, Marauder zdecydowanie jest zbytnio zamknięty, a Maddie nie bardzo kontaktuje, co się dzieje. Na ten moment ciężko byłoby coś na tym gruncie zbudować.
    Dziękuję ślicznie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale się opuściłam w czytaniu! Byłam przekonana, że mam tylko najnowszy rozdział do nadrobienia, a tu dwa ;O Ale nie narzekam :D Więcej czytania, to więcej radości.
    Okeej, do dzieła!

    Bardzo podobało mi się to porównanie, że wcześniej Marauder był odważny i arogancki, a gdy tylko zobaczył Mistrza to zaczął wyglądać na wystraszonego i wycofanego. Dzięki temu bardzo dobrze pokazałaś, jak wielką postacią jest ten staruszek, bez pisania nam tego dosłownie i wprost. Super!
    Świetne było też to porównanie Maddie do myszy. Zaczynam lubić Mistrza za jego teksty i chłodne podejście do sprawy :D Chociaż oczywiście nie popieram jego metod na uzyskanie posłuszeństwa, nie ufam mu i nie uważam za pozytywną postać (przynajmniej na razie), to podoba mi się pod względem kreacji. Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi, bo nie wiem jak to inaczej ująć :D

    Ogromnie podobał mi się też opis emocji Maraudera, gdy patrzył na Maddie i przypominał sobie, że on tez kiedyś przez to przechodził. I znowu powiem (po raz setny), że coraz bardziej podoba mi się jego postać. Jest takim trochę gburem z dobrym sercem, który ciągle musi walczyć z samym sobą. Lubię takie postacie! Mam tylko nadzieję, że nie ulegnie Maddie. Byłby tylko kolejną płotką, która złapała się na jej wędkę. To była by dla niej miła odmiana, gdyby jakiś facet ją odsunął i nie pozwolił się sobą bawić;D

    To dziwne, ale chociaż Maddie cierpiała, została zraniona i stała się niewolnicą, to jakoś nie jest mi jej żal… Na razie nie umiem się do niej przekonać. I jestem bardzo zaskoczona, że zamiast przejmować się „misją” do której ktoś chce ją zmusić, raną na policzku i dziwnym staruszkiem, który może z nią zrobić wszystko, jej zachciewa się jakichś amorów i całowania… Wódka wódką, ale strach o swoje życie powinien chyba przeważać ;D
    No i wreszcie dowiedzieliśmy się, po co została tam sprowadzona… Robi się coraz bardziej ciekawie! Ale ja się już nie rozpisuję w tym temacie, tylko lecę dalej, bo jestem ciekawa, co zrobi mój ulubieniec! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie ci dziękuję! :*
      Taak, Mistrz ma swoje specyficzne metody, ale jako postać też darzę go... sympatią? To chyba za dużo powiedziane. W każdym razie lubię o nim pisać i chyba wiem też o co ci chodziło :D
      Cieszę się, że Marauder ci się podoba, bo i w gronie moich ulubionych postaci plasuje się baardzo wysoko :D Nie jest jednoznaczny i czuję, że może was jeszcze nie raz zaskoczyć swoim postępowaniem ;)
      Z Maddie natomiast sprawa nie ma się tak łatwo, jak może się wydawać. Nie tak łatwo jej odmówić, o czym... później :D
      Na zachowanie Madeleine w dużej mierze wpłynął jednak ten alkohol, aczkolwiek gdyby nie taka wewnętrzna potrzeba bliskości, to raczej by sobie nie zażyczyła, aby Marauder zachował się w taki sposób ;) Ona nagle została sama, samiuteńka w obcym i groźnym miejscu, więc wydaje mi się, że poszukiwanie sojusznika, jakkolwiek to w jej wydaniu wygląda, jest czymś w miarę normalnym ;)
      Jeszcze raz wielkie dzięki!

      Usuń
  7. Z jednej strony zrobiło mi się żal Maddie, no bo ten staruszek chyba jak to siostra określiła:"wyżej sra niż dupę ma" - wytłumaczenie dużego ego xD. Ale z drugiej strony, to nie lubię jej charakteru za to, że krzywdziła innych, wykorzystując. Jednak od byle kogo opieprz się jej nie należy. Nie od gościa, który nagle wymarzył sobie jakiś plan, znaczy niby nie on, no alee... Hm... zastanawiam się czy Marauder miał więcej na sumieniu od Maddie? No bo teoretycznie ona nie zrobiła nic złego, a została do czegoś zmuszona. Z kolei u Maraudera wynika to, że został wzięty za karę. Ciekawee... czekam na wyjaśnienia ;D
    Hm... trochę nie rozumiem siostry Maraudera. To niby umie coś z tym zrobić czy nie? Z tymi siniakami? Bo już nie wiem. Komuś mogłaby pomóc, ale sobie nie czy sobie nie jest w stanie?
    No wiesz co? Wódka?xD No i zasmakowała jej, a jak zasmakuje to wiesz... teoretycznie nie powinna :D. Hm... ciekawe czy chłopak podda się propozycji Maddie. Znów tu widać te jej igraszki!;P

    "Zgodnie ze starą legendą właśnie w tym miejscu został leży Pradawny" został... leży... to został czy leży?

    "Niewiele z tego nie rozumiem" - bez "nie"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem to rozbicie, bo sama podobnie to odczuwałam. Mads jest straszna charakterem, ale rzeczywiście nie powinno ją to spotkać.
      Oj tak, Marauder trochę więcej na sumieniu miał, niż uwodzenie naiwnych dziewczyn :D
      Nevi potrafi wyleczyć i siebie, i innych, ale tego pierwszego nie chce robić, bo... w sumie bo tak. Inne powody wyjdą później.
      A reszty nie zdradzam! :D
      Dzięki za wyłapanie błędziorów :D Tak to jest, jak się zmienia szyk zdania i jakieś słówko zostanie na swoim miejscu!

      Usuń
  8. :D
    Zabawny rozdzialik, no końcówka, kiedy Mads się upiła xD Tak idealnie wyobraziłam sobie tę scenę :D HAHAHA. Bardzo podobał mi się ten rozdział. I mam nadzieję, że jej nie pocałuje. Po alkoholu się nie liczy i to się nazywa wykorzystanie sytuacji! ;D
    W ogóle ciekawe czemu Navi nie chce się wyleczyć. I słusznie, że Mar nie dopuścił jej do Mad, żeby ją wyleczyła skoro samej siebie nie chciała. Popieram. Jestem pewna,że coś się za tym kryje, ale... cóż, przeczytam ;P
    Smutek, żałoba ;_; zostały mi tylko 4 rozdziały i będę musiała wyczekiwać na kolejny ;_____; nie, no, nain!!! :<
    W ogóle "Pocałuj mnie" - alkohol jedyny i prawdziwy eliksir na mówienie prawdy xD musiała chcieć tego, albo Mar pociągał ją jakoś, zauroczyła się w niem whatever xD sam raczej by jej tak nie zaczarował xD

    A teraz początek rozdziału:
    Ał.
    Mroczno.
    Tajemniczo.
    Sadystycznie (moja chora część umysłu się cieszy xD).
    Miszczu Maraudera ma moc yedai, niech będzie dżedaj, bo nie pamiętam jak się to piszę xD. Siłę ten staruszek ma, muszę przyznać. Może to jest dziadek Luke'a Skywalkera?! :0 (wybacz mi, ale moi znajomi ciągle gadają o StarWarsach xD).
    Przepraszam za ten kom xD ale gęba mi się sama śmieje i dostałam tej "gupawki", bo mnie nieco rozśmieszyła ta akcja z Mad xD
    Ale rozdział był dobrze napisany :)
    PS: Znalazłam kilka, w sumie chyba 2 błędy, ale widzę, że komentator nade mną już je wymienił :P

    Pozdrawiam i wenki ;)
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mads silnej głowy nie ma, to fakt :D A co do Nevi... Wyjaśnię jej pobudki już niebawem. Hmm... Marauder może nawet by chciał, aby siostra wyleczyła Mads, ale jednak to wcale nie jest takie proste. W końcu Mistrz by się zorientował, a to mogłoby mu się nie spodobać i wywołać w jego przypadku jeszcze większą złość.
      Oj, mówisz moim językiem, normalnie <3 Bo mnie brat oraz tata wciągnęli w Star Warsy i przepadłam całkowicie, a teraz męczą Star Trekiem (ratunku! - zwołała cichutku, dając sugestywne znaki).
      Dziękuję raz jeszcze! :)

      Usuń
  9. Trochę mi się to skojarzyło z crucio z Harry'ego Pottera i z Jane (nie wiem, jak się pisze) ze Zmierzchu. No i tutaj mi się podobało też. W końcu maddie dostała za swoje, za swoją nieposłuszność! Ten rozdział był chyba dla mnie pewnego rodzaju zbawieniem! XD Ale serio, cieszyłam się, jak poczuła ból. W tamtym momencie stałam po stronie mistrzunia!
    Więc chodzi o jakiegoś Pradawnego...czekaj, ten prawdawny to jakiś potwór? Bestia? Czy również jakiś człowiek? Bo Mistrz powiedział, że kobieta przez litość go jedynie uśpiła (tego potwora), ale tak trochę z dialogu wynikało wcześniej, że to człowiek... Ale przynajmniej już wiemy do czego zmierza Mistrz, czego chce i po co mu ludzie z mocami. No i domyślam się, że Maddie jest ściągnięta po to, bo jako jedna z nielicznych albo jedna z ostatnich pochodzi z tamtego plemienia, co może obudzić pradawnego. Hm... ciekawa sytuacja. Dziewczyna nie ma zbyt dużego wyboru, bo mimo wszystko albo zgodzi się dobrowolnie albo zostanie zmuszona do wykonania zadania. Tylko tutaj powstaje pytanie, co wybierze, bo jej charakterek do potulnych nie należy. Mistrzunio może mieć z nią trochę pod górkę, ale wierzę, że w razie czego ustawi tą kobitę do pionu! *-*
    Nie, nie, nie, nie, nie...! Proszę nie! Dlaczego mi to robisz?! T.T Pocałunek?! fiudgsfdiugser
    I'm out!

    A tak serio... nie, proszę nie. Tylko nie Marauder i Maddie. Oni są jak... jabłko i cebula. Nie pasują do siebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej bestia niż człowiek ;) Maddie faktycznie ma odpowiednie geny do tego zadania, ale chodzi też o coś więcej, co wyniknie niebawem.
      Haha, rozbawiłaś mnie tym porównaniem :D No, ale coś jest na rzeczy. Oni rzeczywiście średnio do siebie pasuje ;)

      Usuń

Archiwum bloga