środa, 4 stycznia 2017

Rozdział 14

Marauder


Opuścił swoją wartę. Wyszedł na korytarz i natychmiast skierował się w stronę pokoju, który dzielił z siostrą. Szedł szybko, nie chcąc tracić czasu ani dawać Maddie zbyt wielkiego pola do popisu. Wątpił bowiem, że dziewczyna go usłucha i nie ruszy się z miejsca, zanim on sam zdąży wrócić. Co prawda, gdy ją opuszczał, wydawała się sparaliżowana przerażeniem, ale jednocześnie wciąż pozostawała nieprzewidywalna. Zbyt dobrze pamiętał niedawny wybuch i jeszcze wcześniejsze atrakcje, które mu zafundowała. Mimo to, Marauder modlił się, aby jednak dokonał pomyłki w jej ocenie, a Maddie okazała się posłuszna. W przeciwnym razie jego samego czekałaby masa nieprzyjemnych konsekwencji. Powinien bowiem poczekać lub wezwać zastępstwo, zanim udał się na poszukiwania pomocy, ale w pierwszej chwili uznał to za zbyteczne. Dopiero, kiedy oddalił się od miejsca swojej straży na większą odległość, dopadły go wątpliwości i uznał swoje zachowanie za lekkomyślne. Zaczął się denerwować, zwłaszcza, kiedy nie zastał swojej siostry w pokoju, choć według jego polecenia miała go nie opuszczać. 
— Co jest z nimi wszystkimi nie tak?  warczał, gorączkowo analizując kolejne miejsca, gdzie mogła się udać Nevi. 
W hotelu znajdowało się dużo pomieszczeń, zbyt wiele, aby udało mu się je wszystkie sprawdzić w krótkim czasie, dlatego szybko odrzucił taką ewentualność. Mógł się zdać jedynie na łut szczęścia, które ostatnio wcale nie sprzyjało. Postanowił spróbować. Marauder zdecydował, że poszuka tylko na jednym piętrze, a gdy to nie przyniesie żadnych rezultatów, po prostu wróci do Maddie i sam spróbuje jej pomóc. Przemierzał kolejne korytarze, zaglądając do niektórych z pokoi. Czuł, że to bezcelowe. Nevi mogła być gdziekolwiek. A jednak, kiedy miał już odpuścić i samotnie wrócić do Maddie, siostra sama go znalazła. Wyszła zza zakrętu i stanęła jak wryta, widząc, że brat zmierza w jej stronę. Uśmiech, który gościł na jej ustach, natychmiast znikł.
— Coś się stało?
— Stało się, chodź.  Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę pokoju, po drodze skrótowo wyjaśniając zaistniałą sytuację. 
— Rzuciłeś w nią szklanką?  spytała, patrząc na brata z niedowierzaniem. 
— Ona rzucała! — Poprawił Marauder.  I potem w to wlazła i się poraniła. Nev, jak ty mnie słuchasz? 
— Cóż, w każdym razie macie ciekawe pomysły na wyrażenie własnych emocji.  Zaśmiała się.  Czyżby miłość rozkwitała? To jakiś nowy rytuał godowy? Nie znałam go jeszcze!
— Widzę, że dobry humorek ci dopisuje.  Odgryzł się jej.  Skąd taka zmiana?
Nie odpowiedziała. Wyswobodziła rękę z uścisku brata, ale nadal szła obok niego. Milczała, lecz trasę pokonywała raźnym, sprężystym krokiem, co zdradzało, że wesoły nastrój wcale jej nie minął. Dziewczyna zagryzła mocno dolną wargę, starając się zachować poważną minę. 
— Przeskrobałaś coś?  Spróbował jeszcze raz, czując się coraz bardziej zaniepokojony dziwnym zachowaniem siostry.  Jeżeli wykręciłaś komuś jakiś numer, to już teraz chcę cię uświadomić, że nie będę stawał w twojej obronie! Ba! Nev, ty miałaś siedzieć w pokoju, a nie szukać zaczepki!
Nevi pokręciła głową, wywołując zniecierpliwione westchnięcie brata. 
— Chyba będziemy musieli później poważnie porozmawiać  zagroził jej Marauder, a ona tylko spojrzała na niego z łobuzerskimi iskierkami w oczach. 
— To już nie można być zwyczajnie szczęśliwym? 
Było to proste pytanie, które nie powinno zrobić na nim wrażenia. A jednak sprawiło, że na kilka chwil zawahał się nad odpowiedzią. W tonie siostry było bowiem coś dziwnego, czego wcześniej nie znał, a w każdym razie już od dawna nie doświadczył i zapomniał. Pewna niemalże dziecięca pretensja, ale nie tylko. Dziewczyna niby uśmiechała się tak jak wcześniej, niby dalej poruszała się w beztroski sposób, kontynuując podróż tuż przy jego boku, lecz były to tylko pozory. W jej spojrzeniu wiele uległo zmianie, co wyłapał przy kolejnym kontakcie wzrokowym. Zauważył, że siostra patrzy na niego z nadzieją, której długo już u niej nie widział. Marauder poczuł, że wiele może zależeć od tego, jak się zachowa i jakiej odpowiedzi udzieli. Nawet przypuszczał, jakiej reakcji oczekuje od niego siostra, ale nie mógł jej tego ofiarować. Zbyt wiele by go to kosztowało. 
— W takich okolicznościach i w tym miejscu?  Udał zdziwionego.  Nev, czy ty pytasz poważnie? 
— Dlaczego tak bardzo wszystko spłycasz? 
Siostra nie chciała się poddać. Zatrzymała się, podparła dłońmi pod boki w wyrazie buntu i spojrzała na niego spode łba. 
— Co robię? 
Nie zrozumiał, a raczej nie chciał pokazać, że rozumie, aż za dobrze. Obdarzył siostrę nierozumnym, nieszczęśliwym spojrzeniem, na co ona tylko przewróciła oczami, rozpaczając nieco nad niedomyślnością brata.
— Sprowadzasz wszystko do jednego  wytłumaczyła. — Wydaje ci się, że szczęście człowieka zależy tylko od miejsca, w którym przebywa? Myślisz, że ludzie dookoła nie są ważni?
— Są szalenie ważni, Nev  mówił, jednocześnie podchodząc do drzwi i chwytając za klamkę.
Nie chciał tracić czasu, a siostra jakby się uparła uprzykrzyć mu życie i wyskoczyła akurat teraz z tymi cholernymi psychologicznymi gierkami, których tak bardzo nie cierpiał. Często go nimi dręczyła, ale to nie był dobry moment. Musiał sprowadzić ją za ziemię i to jak najszybciej. 
— Tak?
Zaskoczył ją. Widział to. Widział, jak na niego patrzyła, starając się go rozgryźć. Nie udało się jej, a kolejna wypowiedź brata odebrała jej resztki energii.
— Tak.  Potwierdził, jeszcze na chwilę kręcąc i manipulując, zanim dokonał ostatecznego cięcia.  Tylko ci, z którymi mamy kontakt, są śmiertelnie niebezpieczni i właśnie dlatego nie rozumiem twojej radości.
— Dobra, zapomnij.  Zmarkotniała i posłusznie podeszła do brata, który już jedną nogą wchodził do pokoju.  Nie było tematu, bo i tak nic nie zrozumiesz. Lepiej pokaż mi moją nową pacjentkę.  

Solter


Kolejny dzień nie przyniósł większej zmiany. Tom był niezwykle wytrwały w swojej upartości. Odrzucał wszelkie argumenty, którymi Solter starał się go do siebie przekonać. Dzieciak nie dał się przekupić w żaden sposób, wciąż się bał, a przez to buntował i zamykał się w sobie jeszcze bardziej. Solter to wszystko wyczuwał, ale powoli zaczynało mu brakować pomysłów, a przede wszystkim chęci, aby zwalczyć ten opór. Starał się być cierpliwy i nie okazywać zniechęcenia, ale nijak mu to nie wychodziło. Czuł się zmęczony, choć nie mięło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia treningów. Zbyt łatwo się poddawał. Doszło do tego, że pozwalał, aby dzieciak robił, co chciał, a sam w tym czasie dawał się porwać własnym rozmyślaniom. Uparcie wracał myślą do wydarzeń poprzedniego wieczora. Wspominał spotkanie z nieznaną dziewczyną i analizował jej bezinteresowną pomoc. To wszystko wydawało mu się, aż nieprawdopodobne, a z całą pewnością podejrzane. Nikt nie ujawniał swoich mocy, ot tak, zupełnie bez powodu. Ona jednak to zrobiła. 
 Mogę już sobie iść?
Ocknął się z rozmyślań, po czym spojrzał na chłopca, który zbliżył się niepewnie i wlepił w niego proszący wzrok. Solt najchętniej spełniłby jego prośbę i pozwoliłby mu odejść, ale wiedział, że to nie przybliży go ani trochę do realizacji zadania, a jedynie da okazję do kolejnych zaniedbań. Dlatego też przybrał surową minę, po czym pokręcił głową.
 Jeszcze nie. Wskakuj na równoważnię. Koniec obijania się na dzisiaj, trochę poćwiczymy.
 A potem będę mógł iść?
 Być może.
Tom zmarkotniał, ale tym razem usłuchał. Posłusznie udał się w stronę przyrządu ćwiczeniowego i z trudem wdrapał na belkę. Niełatwo było mu utrzymać równowagę, kiedy już znalazł się na szczycie, lecz starał się nad tym zapanować. Solt z niejakim rozbawieniem obserwował, jak chłopiec zaciska usta i z godnością unosi nieco podbródek, aby zatuszować własną niepewność. Nie okazywał tego, ale bał się wysokości, z jaką przyszło mu się zmierzyć. Nie prosił jednak o pomoc, jakby chcąc udowodnić, że sam doskonale da sobie radę. Nie, zdecydowanie nie przypominał Reeda. On nigdy nie zgrywał ważniaka.
 I co niby mam robić?  spytał z pretensją w głosie.
 Na początek możesz po prostu się po niej przejść.  Wytłumaczył, obserwując, jak dzieciak z trudem balansuje w jednym miejscu. Nie wierzył, że da on radę przejść cały odcinek i nie spaść na materac, ale chciał go przetestować.  To nowa sytuacja, twoje ciało jeszcze do niej nie nawykło. Zmysł równowagi jest rozleniwiony, musisz go rozćwiczyć i opanować przy okazji lęk wysokości, który może gdzieś w tobie siedzi. Zapamiętaj, to jeszcze nie pora na efektowne sztuczki. Metoda małych kroczków jest najlepsza nawet w tym przypadku.
 Gadanie dla małych dzieci  wymamrotał.  To przecież proste. Co jest trudnego w równoważni?
Solt nie podzielał jego zdania. Zbyt dobrze pamiętał każdy z upadków z tego diabelstwa, aby uznać równoważnię za coś banalnego. Wątpił, czy pyszałkowatość zaprowadzi Toma gdziekolwiek dalej, niż na materac znajdujący się pod belką. I wcale się nie pomylił. Chłopiec nie zdążył zrobić nawet dwóch kroków, kiedy zachwiał się niebezpiecznie. Zaczął balansować i walczyć o odzyskanie równowagi, ale nadaremnie. Grawitacja pociągnęła go w dół, a Solt zdusił parsknięcie śmiechem.
 Co się stało, Tom? Przecież to takie proste. Co może być trudnego w równoważni?  Zaczął się z nim drażnić, jak często dogryzał Reedowi, a on mu. Na moment zapomniał z kim ma do czynienia, a chłopiec odebrał to jako atak.
 Tak cię to bawi?!  Krzyknął, podrywając się z materaca. Był wściekły, jak jeszcze nigdy wcześniej. Solt chciał go uspokoić, ale zabrakło mu tchu. Młody wojownik zachłysnął się furią, jaką dał się spętać jego uczeń. Ta złość parzyła go w nos, gardło i płuca przy każdej próbie oddechu. Solter czuł się tak jakby próbował wąchać żar znad ogniska, co było bolesne i zupełnie bezcelowe. Tak samo bezsensowe, jak próba uspokojenia rozjuszonego Toma.  Sam sobie po tym łaź, głupku!
Wybiegł z sali, nawet nie prosząc o pozwolenie.
 Świetnie to rozegrałeś, stary  mruknął sam do siebie.  Pogratulować.
Nie poszedł za Tomem, choć pewnie to należało zrobić. On jednak nie miał zamiaru przepraszać dzieciaka i błagać, aby zaczęli od nowa. Daskall nie mógł tego od niego wymagać. Może w końcu, nie dostrzegając postępów w treningu chłopca, znajdzie mu innego nauczyciela. To było jedyne, sensowne rozwiązanie tej dziwnej sytuacji.
Solt sam zajął miejsce Toma. Wskoczył na równoważnię, przymknął oczy i rozpoczął swój trening. To zawsze go uspokajało, koiło zszargane nerwy, a właśnie tego tak bardzo ostatnio potrzebował. Wykonując kolejne ćwiczenia, nawet nie spojrzał na olbrzymie lustro zawieszone na ścianie naprzeciwko, dlatego też nie zauważył, że nie jest już sam. Ktoś stał na progu pomieszczenia i uważnie się mu przyglądał. Czekał, aż chłopak skończy swój trening i zeskoczy z równoważni. Dopiero wtedy zdecydował się wejść do sali głębiej i odezwać się, zdradzając tym samym swoją obecność.
 Gdzie jest mój zastępca i czemu nie z tobą?
Solt drgnął niespokojnie, dając się zaskoczyć, i odwrócił się w stronę, z której dobiegł go ten głos. Nie wyczuł wcześniej jego obecności. Dlaczego? Nigdy dotąd nie miał z tym problemu. Emocje zawsze napływały prędzej niż słowa, szybciej niż one przepływały w powietrzu i trafiały w odpowiednie miejsce. Tym razem jednak było inaczej, jakby chłopak, z którym miał do czynienia, cały po prostu zanikał.
 Reed?
Ciemnowłosy chłopak przysiadł na parapecie nieopodal drzwi prowadzących na korytarz i patrzył się na swojego przyjaciela z wyraźnym rozbawieniem, które nijak nie pasowało do stanu, w jakim on sam się znajdował. Reed był potwornie blady i dużo stracił na wadze. Zawsze był szczupły, a jego kości policzkowe dobrze widoczne, ale w ciągu kilku dni zmienił się nie do poznania. Ubranie, które zawsze było dobrze dopasowane, teraz wisiało na nim luźno, jakby ktoś odwiesił je na wieszaku, a nie ubrał w nie człowieka. Ciemne włosy, które chłopak nosił obcięte dość krótko, lecz nie po samej skórze, przerzedziły się znacząco.
Wojownicy, oprócz typowych tylko dla siebie mocy, posiadali również zdolności szybkiej regeneracji. Reed najwyraźniej ją zatracił i choroba postępowała w zastraszającym tempie, jakby chcąc sobie zrekompensować lata, kiedy chłopak pozostawał poza jej wpływem.
 No Reed, Reed. Widzę, że jesteś zaskoczony.  Rzucił lekko, szczerząc zęby w zawadiackim uśmiechu. Miało wyjść luzacko i beztrosko, ale nędzy stan zdrowia przemienił ten przyjacielski gest w jakąś parodię.  Czyżbym pokrzyżował ci plany wyboru ładnej trumienki? Chociaż kontemplowałeś tak mocno, że pewnie i cała ceremonia pogrzebowa jest już gotowa i tylko czekacie na głównego gościa?
 Nawet tak nie żartuj.  Upomniał przyjaciela, po czym zbliżył się do niego niespiesznie.
Z każdym krokiem starał się przełamać barierę, która pojawiła się znikąd i niespodziewanie, odgradzając Solta od emocji, których tak bardzo pragnął w tamtej chwili. Nadaremnie. Co prawda, coś czuł, ale było to niezrozumiałe i trudne do uchwycenia. Żadna z wyłapanych woni nie przywodziła na myśl konkretnej emocji. Stanowiły bardziej dziwną mieszankę - supeł, którego Solter nie umiał rozplątać. Nawet, kiedy chłopak już się zatrzymał, w odległości, jaką uznał za bezpieczną, ta plątanina nie stała się ani trochę bardziej zrozumiała.
 Czasami muszę, bo już dawno bym zwariował.  Reed wzruszył beztrosko ramionami, jakby rozmawiali na jeden z tych błahych tematów, na które nie warto było tracić czasu.  Ewentualnie zamieniłbym się w taką ponurą skamielinę, jak ty, a ja serio nie chcę podzielić twojego losu.
 Escall mówiła, że jest z tobą naprawdę kiepsko.  Przypomniał mu Solt.
Patrzył na przyjaciela podejrzliwie. Nie do końca dowierzając, że on naprawdę tu jest i z nim rozmawia, a nie leży nieprzytomny i podpięty pod te dziwne maszyny w sali szpitalnej, jak to było przed zaledwie dwoma dniami.  Zastanawiał się, czemu nikt go nie uprzedził, że Reed się obudził, ale wnioski, do jakich dochodził, budziły w nim jedynie wściekłość, więc szybko je porzucił.
 Bo jest.  Przyznał niechętnie Reed.  Wiem, że nieuchronnie się zbliża, jednak to jeszcze nie ta pora. Czuję to.
Reed patrzył mu prosto w oczy z tak wielką szczerością, jakby samym spojrzeniem chcąc przekonać przyjaciela do własnych racji i go uspokoić.
 To nigdy się nie stanie.  Zapewnił go Solt, na nowo odkrywając w sobie wygaszone już chęć walki i ogromną nadzieję na powodzenie tych planów.  Wymyślę coś.
 Wymyślisz? Myślałem, że już masz coś zaplanowane. To jak to jest, Solt?
Reed nie wydawał się być zły. Raczej rozbawiony. Jakby doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że przyjaciel nie miał żadnego planu, że ciągle grał i przeciągał nieuniknione. Jego spojrzenie było łaskawe, ale jednocześnie nieco zmartwione. Reed czuł, że Solt w panicznym poszukiwaniu rozwiązania wpakował się w potężne kłopoty, choć nie był przekonany, co do tego, jak bardzo się w nie zaangażował.
 Ja...  Próbował się tłumaczyć, ale zabrakło mu słów. Szybko dotarło do niego, że cała ta mistyfikacja, którą starannie sobie obmyślił właśnie wzięła w łeb i to z jego własnej winy. Sam się przyznał do kłamstwa, sam się poplątał w ich mnogości.
— Dobra, nawet nie tłumacz. Chyba nie chcę wiedzieć, zresztą nie po to tutaj przyszedłem. Chciałem tylko sprawdzić, jak sobie radzisz z nowym uczniem.
 Skąd o tym wiesz?
 Solt, plotki docierają nawet w rejony, których wszyscy unikają, do szpitali też. Słyszałem, że masz się nim zająć i sprawić, że młody się szybciej zaaklimatyzuje, ale znając ciebie, to pewnie zdążyłeś go przerazić do tego stopnia, że niebawem umrze ze strachu. No więc? Jak jest? Gdzie Tommy?
 Dzieciak jest beznadziejny  odparł wymijająco.
 Zabawne. Kiedyś już to słyszałem i było tak jakby bardziej skierowane pod twoim adresem.  Odezwał się Reed, przybierając melancholijny ton, ale całość psuł złośliwy uśmiech, który wykwitł na jego ustach.   No nie oburzaj się, aż tak. Ludzie lubią gadać, a o tobie gadali, bo nikt nie umiał właściwie pokierować twoją mocą. Nie potrafili jej okiełznać i stwierdzili, że do niczego się nie nadajesz. Ot, dziwak, który słyszy emocje. Sam przyznaj, że zalatuje wariatkowem. Nawet, jak na nasze standardy. Byłeś ciężkim przypadkiem i Tom też jest trudny. Trochę zrozumienia!
 Wcale nie ich nie słyszę, tylko czuję. Poza tym ja to co innego.   Solt pokręcił głową, nie dopuszczając do siebie myśli, że przyjaciel może mieć rację, co do dzieciaka. - Tom zbyt łatwo daje się pokonać własnym lękom. On umiera z przerażenia za każdym razem, gdy choćby się do niego zbliżam na krok!
 Stary!  zaoponował Reed.  Dzieciak zna cię od paru godzin! Ja znam od kilkunastu lat i też trzęsę się ze strachu,  kiedy na mnie patrzysz!
Solt przewrócił oczami i prychnął ze wściekłości. Dawniej pewnie bawiłaby go ta sytuacja, ale w tym wypadku bardziej niepokoiła, a beztroskie zachowanie przyjaciela coraz bardziej drażniło.
 Przestań się wygłupiać i wracaj do Escall.  Upomniał go, ale Reed nic sobie z tego nie robił. Poruszył się, ale tylko po to, aby znaleźć wygodniejszą pozycję na swoim siedzisku.  Nie wyglądasz najlepiej.
 Ty też, przyjacielu, urodą nie grzeszysz, ale ja mam na tyle kultury osobistej, że powstrzymuję się od komentarza.  Zacmokał, udając ogromne zniesmaczenie brakiem wychowania swojego kolegi.
Solter sięgnął po najgłębiej skrywane pokłady cierpliwości, ale i one okazały się niedostateczne w tym przypadku.
 Reed  warknął.  Wracaj do łóżka!
 Solt  odpowiedział mu w podobnym stylu.  Nie zrobię tego! Nie, dopóki nie przyprowadzisz tutaj Toma, żebym miał okazję poznać go osobiście.
To go zaskoczyło. Solter spojrzał na przyjaciela z niedowierzaniem i zbliżył się do niego jeszcze bardziej. Prawie zniwelował ostatnią przeszkodę, jaka dzieliła go od kumpla - zostało tylko kilka kroków, których nie miał śmiałości pokonać. Reed też się do tego nie palił. Dalej siedział na swoim miejscu, ale stracił śmiałość, aby mierzyć się z przyjacielem na spojrzenia. W zamian utkwił wzrok na czubkach zniszczonych tenisówek, jakie miał na nogach.
 Po co ci to?  Solt drążył temat. Powoli coś zaczynało mu świtać w głowie, ale wcale mu się to nie podobało. W każdym razie musiał się upewnić.
 Po prostu.  Reed wyłapał, w jakim kierunku pomknęły myśli kumpla, ale dalej uparcie trzymał się swojej roli.  Chcę wiedzieć, jaki jest. W końcu ma podobne umiejętności do moich. Może wam się przydać.
Dla Soltera nie zabrzmiało to zbyt wiarygodnie. On już miał swoją wersję zdarzeń.
 Daskall cię tu przysłał, co nie?  zapytał, zaciskając nerwowo pięści.
Jeszcze tego brakowało, aby Mistrz zakłócał spokój ciężko chorego człowieka. I to w jakim celu! Solt był przekonany, że zrobił to tylko po to, aby głębiej rozciągnąć swoje macki kontroli i móc lepiej śledzić poczynania swojego ucznia.
 Sam się przysłałem  zapewnił Reed, lecz nie przekonał tym Solta, który w głowie ułożył już swoją teorię spiskową.
 Czy ty nie widzisz, jakie to wszystko jest niedorzeczne?  zapytał, za wszelką cenę hamując wybuch złości.  Odzyskujesz przytomność i od razu przyłazisz tutaj, choć ledwo nogi podnosisz z osłabienia, aby porozmawiać ze mną na temat mojego nowego ucznia? Escall ci na to pozwoliła?
 To nie tak, Solt.  Reed pospieszył z wyjaśnieniami, choć dostrzegł w oczach przyjaciela, że cokolwiek by nie powiedział, ten mu i tak nie uwierzy, a w każdym razie nie zaakceptuje.  Obudziłem się już jakiś czas temu. Praktycznie zaraz po tym, jak wybiegłeś z mojej sali, ale nie chcieli ci zawracać tym głowy, bo miałeś masę własnych spraw. Poczekaj, wiem, co chcesz powiedzieć, ale zrozum, Escall nie ma obowiązku, aby cię informować. Nie jesteś przecież ani moją rodziną, ani partnerem.
 Ty nie masz rodziny! Jakbyś umarł, to też by nikogo nie poinformowano?!
 Au, to miało mnie zaboleć? - Reed spojrzał na niego ostro.  Trochę ci się udało.
 Reed, nie chciałem. Chodzi mi o to, że jestem twoim przyjacielem.  Solt starał się wytłumaczyć swój wybuch, ale dość nieudolnie. Przez to denerwował się jeszcze bardziej.  To prawie, jak rodzina. Escall powinna dać mi o tym znać.
 No może, ale ja nie o tym chciałem. Chodzi mi o to, że nawet jeżeli stałoby się to dzisiaj, gdybym dzisiaj się obudził, to mam swój rozum i wiem, jak się zachowywać.
 Reed, musisz słuchać lekarzy.
 Zdanie Escall wcale mnie nie interesuje.
 Mnie nie interesuje sprawa tego bachora, a jednak muszę się z nim użerać!
Powiedział to. Wykrzyczał wszystko, co siedziało mu w głowie od kilku dni, ale wcale nie poczuł się lepiej. Wręcz przeciwnie. Kiedy spostrzegł, że do sali w międzyczasie wrócił Tommy, wyraźnie skruszony swoim wcześniejszym zachowaniem, i był świadkiem jego wybuchu, zrobiło mu się głupio. Solt widział, jak dzieciak kuli się, spłoszony tak ogromną agresją, a jego emocje stały się w jednym momencie lodowato zimne i zaczęły wręcz cuchnąć niechęcią. Tom skakał przestraszonym spojrzeniem od Reeda do Soltera i z powrotem, nie ruszając się ze swojego miejsca. Wyraźnie nie wiedział, jak się zachować. Pierwszy na tą krępującą sytuację zareagował Reed.
 Hej, młody!  Chłopak wstał z trudem ze swojego miejsca i powoli, nie zdradzając, jak wiele energii go to kosztuje, zbliżył się do dziecka. Przykucnął, aby zrównać się z nim wzrostowo i uśmiechnął się do niego porozumiewawczo.  Jesteś Tom, tak?
Chłopiec nieśmiało pokiwał głową.
 Coś chyba kręcisz  ciągnął Reed. Zachowywał poważną minę, ale jego oczy błyszczały radośnie, przykuwając uwagę dziecka i kupując jego zaufanie coraz bardziej.  Tommy miał być dzieciątkiem, takim niuniusiem małym, a ja widzę dzielnego mężczyznę przede mną. Co zrobiłeś z naszym Tomem, łobuzie?
 Ale to ja!  zaśmiał się chłopiec i dzielnie wypiął pierś do przodu, przykładając do niej kciuk.  To ja! Ja jestem Tom!
 Tak całkiem serio? Chyba musisz mi to udowodnić, chodź opowiesz mi coś, co wiedziałby tylko prawdziwy Tom.
 Ale ja jestem najprawdziwiejszy!
Chłopiec roześmiał się jeszcze głośniej, kiedy Reed pochwycił go pod pachy i podrzucił lekko, po czym bezbłędnie złapał, przeniósł w głąb sali i posadził na ławeczce stojącej pod jedną ze ścian.
Solt nie ruszył się ze swojego miejsca, aby do nich dołączyć. Patrzył na to wszystko z pewną dezaprobatą. Widział, że dzieciak się cieszy, ale widział też, jak Reed krzywi się pod wpływem ciężaru i jak kropelki potu pojawiają się na jego czole. To wszystko potwierdzało, że chłopak nie powinien niczego dźwigać ani porywać się na taki wysiłek. Nie w jego przypadku. Reed to zignorował. Solter obserwował, jak przyjaciel uśmiecha się do Toma i spokojnie, bez zbędnych nerwów, przemawia do niego. Przyglądał się temu bez słowa i czuł rodzącą się złość. Dziwną, nieukierunkowaną, ale potężną wściekłość. Chwilę mu zajęło rozszyfrowanie własnych emocji, a wnioski, do jakich doszedł wprawiły go w osłupienie. Był zazdrosny. Zazdrosny o własnego przyjaciela, którego zawłaszczyło sześcioletnie dziecko!



Pierwszy rozdział w 2017 roku! Jak wrażenia? Kogo zaskoczyło pojawienie się Reeda? A Solt? Jak oceniacie jego zachowanie i nastawienie względem Toma? Może macie jakieś wnioski po tej krótkiej i niezrozumiałej wymianie zdań między Marauderem a Nevi? Piszcie! :) 

32 komentarze:

  1. Ta wymiana zdań faktycznie była tajemnicza. Rozumiem,ze nie rylko Mistrz jest niebezpieczny? Ciekawi mnie,ze Neva ma az tak dobry nastrój po spotkaniu z Soltem. Wlasnie,co do niego: wydaje mi się,ze nie moze dogadać się z Tonym,bo charakterologicznie jest do niego za bardzo podobny. Mlze i chłopiec ma zdolności podobne do Reeda,ale charakter do Solta. Co do samego Reeda...zupełnie mnie nie zdziwiło jego podejście do chłopca,choc tez jesyem zdania,ze powinien odpoczywać. Z drugiej strony rozumiem jego chęć brania z zycia jak najwiecej...ciężka sytuacja. Ale Daskall nie powinien go wykorzystywać. Tylko ze jak ktos sam chce...mówiłam cos o ciężkiej sytuacji? Ciekawi mnie,czy chłopcy porozmAwiaja o swoich uczuciach,ktore wg mnie nie sa jedynie przyjacielskie. Pozdrawiam i czekam na kontynuację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nie tylko Mistrz jest niebezpieczny. Niebawem pojawią się inne, ciemne charaktery. Nevi to mała kula energetyczna, jej do szczęścia lub wręcz wybuchu euforii wiele nie trzeba :D Natomiast co do Toma, to masz dużo racji z tym, że on jest dużo bardziej strachliwy i nerwowy niż Solt. Potrzeba do niego mnóstwa cierpliwości, a tej znowu Solter nie posiada.
      A reszty to ja nie zdradzam, niebawem wszystko się wyjaśni :D
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Nie do końca rozumiem o co chodziło w sytuacji pomiędzy Maruderem a Nevi.
    To zdecydowanie zbyt skomplikowana część jak na mój mózg.
    Jednak zdecydowanie coś się dzieje. Maruder zaczyna sprawiać że dostrzegam w nim człowieka z sercem? Sama nie wiem.
    I cieszę się, że nie uśmierciłaś tak szybko Reeda.
    Bardzo go polubiłam i szkoda mi by było gdyby szybko odszedł.
    Czekam na jakąś mocniejszą akcję.
    W ogóle lubię to opowiadanie jako jedne z niewielu które czytam od początku!
    pozdrawiam i najlepszego w Nowym roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale tego nie wymagam :D Rozmowy rodzeństwa jeszcze przez jakiś czas będą równie niezrozumiałe, jak ta u góry, ale w końcu wszystko się wyjaśni ;)
      Bardzo ci dziękuję <3
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ja z tej rozmowy pomiędzy rodzeństwem zrozumiałam, że Mar domyślił się, że spotkała jakiegoś chłopca czy coś... Ale ręki uciąć sobie nie dam za tę teorię.
    Szkoda, że nie opisałaś jak Mad zostaje uleczona przez Nevi :c ale mam nadzieję, że coś o Nevi i Mad oraz Maraudzie pojawi się w następnym rozdziale, który już nie długo, prawda? Tak?! Za kilka dni, a może jutro będzie następny?! D: JA CHCĘ!!!
    Twoje opo mnie wciągnęło tak bardzo jak Dary Anioła, a jest to moja ulubiona seria. I w ogóle Reed i Solt nieco przypominają mi teraz Will'a i Jem'a z Diabelskich Maszyn, czytałaś? :D

    Wydaję mi się, że po pierwsze tak mały chłopiec (6 lat?) nie powinien jeszcze uczuć się walczyć. 10 lat spoko, ale według mnie jest za mały :(
    Do tego wszystkiego jest mega zagubiony i przeraża go Solt, który sam się gubi w swoim życiu i targają nic emocje, które wpływają na jego zachowanie względem siebie, a przede wszystkim innych. Ale z jednym się z nim zgodzę, powinni go poinformować, bo on jest najbliższy Reedowi. Ja na miejscu Solta również byłabym nieźle wkurzona.
    Reedowi też się w sumie nie dziwię, bo przygotuje się on na odejście od wszystkiego i wszystkich. Czuję, gdy o nim czytam, że ma on jeszcze jakąś nikłą nadzieję, że Solt znajdzie ratunek i sposób na rozwiązanie choroby, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że jest to choroba nieuleczalna i niedługo czeka go koniec.
    A to jak się bawił z Tommym było słodziaśne ~^*^~ jak bracia prawie. Nic dziwnego, że Solt poczuł się zazdrosny. Choć może to wynikać z faktu, że ujrzał przyjaciela po prostu radosnego w całej tej sytuacji, a której nie mógł mu dostarczyć on sam. Gniewał się i wściekał, już nie spędzał z nim czasu jak przed chorobą. I myślę, że to właśnie dokucza im obu. Obaj się martwią, a zdesperowany Solt usiłuje na wszelki sposób odnaleźć lekarstwo, udając się nawet na ciemną stronę mocy, zawierając posłuszeństwo względem Vadera. Ciąży mu to i wiedząc, że przyjaciel jest w tak kiepskiej kondycji i stanie zdrowia wcale mu nie pomaga, nie potrafi się z tym pogodzić, oswoić. Wszystko mu się burzy, kolejny raz. Życie i los zrzucają go na nieznane mu tory, po których musi iść sam o własnych siłach, bo żaden pociąg już tamtędy nie jeździ.

    W ogóle współczuję Soltowi z powodu jego daru. Te wszystkie emocje, które czuje niesamowicie muszą go dusić, a dokładając to co on sam czuje... Na Anioła!!! Jest silny, choć zdesperowany. Jestem pełna podziwu, że jeszcze nie zaplątał się w tych wszystkich emocjach i potrafi odróżnić swoje od innych, choć i te czasem mu się mieszają jak miałam okazję już przeczytać.

    Podsumowując wszystkie przeczytane rozdziały:
    IDŹ Z TYM DO WYDAWNICTWA!!! POPRAWIAJ CO NIECO CZY COŚ I MARSZ MI Z TYM DO WYDAWNICTWA!!! JA CHCĘ TO NA PÓŁKACH ZOBACZYĆ!!!

    Pozdrawiam ciepło i wiele weny na następny rozdział :)
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, Mar jeszcze w tamtym momencie nie miał pojęcia o spotkaniu Solta z Nevi. On po prostu czuje, że siostra zrobiła coś, czego absolutnie nie powinna. No chłopak jednak zna ją na tyle, że dla niego to jasne :D
      A Diabelskie Maszyny czytałam :D Strasznie mi się podobała! Teraz jak tak sobie myślę, to moi chłopcy może nieco faktycznie mogą wydawać się do nich podobni, ale to zbieg okoliczności :D A czytałaś tę najnowszą serie - Mroczne Intrygi? Poooolecam! <3
      Solt jeszcze nie uczy go stricte walki. Bardzo podstaw i stara się do niego dotrzeć, nawiązać więź, aby móc bardziej popracować nad jego darem ;)
      Teraz jak tak myślę, to wydaje mi się, że tą zazdrość to na milion sposobów można rozszyfrowywać, a ja póki co nie zdradzę, o który konkretnie mi chodziło w tej sytuacji :P
      Hahah, jesteś niesamowicie miła, ale mi się wydaje, że jednak to opko nie jest jeszcze na tyle dobre, aby jakiemukolwiek wydawnictwu zawracać nim uwagę :D Ale dzięki tobie szczerzę się jak głupia do ekranu komputera :D Nie ma co, rozbudziłaś we mnie najgłębiej skrywane pokłady weny, więc chyba idę to wykorzystać :D Nowy rozdział? Nie wiem, kiedy. Postaram się jeszcze w tym miesiącu, a jak nie to zaraz po sesji, w połowie lutego :)
      Pozdrawiam i jeszcze raz bardzo dziękuję za wszystko :*

      Usuń
    2. OCZYWIŚCIE, ŻE CZYTAŁAM :D
      w dniu premiery poleciałam do Empiku i zabrałam me najnowsze dzieciątko do starszego rodzeństwa :3
      Wszystko o Nocnych Łowcach oraz Kroniki Bane'a mają osobną półeczkę i są pięknie wyeksponowane :3
      I jako cierpiąca na artyzm zrobiłam specjalną zakładkę do DA DM KB MI
      Mam nawet runiczny kamień :3

      To, że Marauder zna siostrę bardzo dobrze widać, kiedy to opisujesz, więc pomyślałam, że zna ją na tyle, ale domyśleć się po jej zachowaniu, że spotkała jakiegoś chłopca (niekoniecznie Solta).

      Ależ jak najbardziej! Wystarczyłoby co nieco poprawiać i mogłabyś z tym spokojnie do wydawnictwa iść :)
      Opowieść, mówiąc szczerze, jest naprawdę dobra w odbiorze, przyjemnie i niestety szybko się ją czyta, bo fabuła wciąga na tyle, że chce się więcej. Dla mnie te 14 rozdziałów z Prologiem zleciały tak szybko, że byłam bardzo zasmucona, iż nadszedł już kres nadrabiania :(
      Jedne do czego ja osobiście subiektywnie mogłabym się na doczepnego przyczepić to fakt, że akcja rozwija się wolno (nie jak ślimak, ale dobrze wolno xD). Ale błędem to nie jest tylko moją wewnętrzną marudą xD bo lubię szybkość i akcje, jednak u cb takie rozłożenie wątków i sytuacji jest nawet wskazane i mogę tylko pogratulować Ci wyczucia i dobrze napisanego tekstu. Choć widziałam po dopiskach pod rozdziałami, że już je aktualizowałaś ;)

      A co do zazdrości Solta... Czyżby chodziło tę na bazie miłości? Mnie się tak wydaje ;)

      Nie mogę się doczekać kolejnego!!! :D

      Usuń
    3. Haha, jak ja rozumiem to wyczekiwanie na jakąś książkę do dnia premiery, a ta seria to już w ogóle mnie ciekawiła <3
      Aż tak bardzo ta moja Nevi się nie ujawnia, ale widać po niej było, że coś wymyśliła i Mar to wychwycił bez trudu, tylko biedny się głowi, co takiego :P
      Miło mi <3
      Wiem, że trochę się to wlecze, a przynajmniej może się tak wydawać, ale rozdziały nie są długie, a ja sama wymyśliłam sobie mnóstwo wątków, które chciałabym dobrze rozrysować, więc jakoś tak się właśnie ciągnie :P Ale spokojniutko, niebawem pojawi się więcej akcji, które tak bardzo się boję!
      Hah, ja nawet nie wiem, która to jest wersja tego opowiadania. Chyba trzecia albo czwarta. Tym razem jednak już wszystko jest przemyślane (mam nadzieję!) i uda mi się to dokończyć tak, jak chciałam :D
      Pff, nie powiem ci :D Solciak to złożony człowieczek jest, ale Reed jeszcze bardziej ;)
      Ja nie mogę się doczekać nowości u ciebie, bo przeżywam jakiś szok, kiedy nie mogę natychmiast sięgnąć po kolejny rozdział :D

      Usuń
    4. Mam to samo, kiedy na blogu nie ma nowych rozdziałów :P
      A drugi tom MI pojawić się ma już w tym roku :D I mam nadzieję, że zgodnie z datą premiery i nie będą przekładać :/
      Czekam na Solcika "D Moja ulubiona postać w Twoim opo :P
      I niech akcja toczy się swoim tempem, bo to, że tak rozłożyłaś wątki i nie nadałaś im strasznie szybkiego tempa nadaje swoisty klimat i podkreśla ten mrok i tajemnice, które postaci ukrywają przed nami :)

      Usuń
  4. Hm, wydaje mi się, że między Nevi a Solterem nawiązała się jakaś nić porozumienia, mimo że ich spotkanie było bardzo krótkie i pozornie niezbyt treściwe. Ale przecież w Nevi dokonała się pewna zmiana - może i subtelna, ale Marauder jednak ją dostrzegł. No chyba, że po spotkaniu z Soltem stało się coś jeszcze, co ją tak ożywiło, ale ja jednak stawiam właśnie na to :) Zwłaszcza że Solter też się nad tym zastanawiał, wspominał to spotkanie i próbował jakoś zinterpretować zachowanie Nevi.
    Cóż, cała frustracja Solta jest dla mnie doskonale zrozumiała. Cierpliwości nie ma ten facet za grosz, jego najlepszy kumpel niemalże umiera na jego oczach, a tu przysyłają mu dość upartego dzieciaka, który ma zastąpić Reeda po jego śmierci. Sama bym się wściekała. Oczywiście szkoda w tym wszystkim Tommy'ego, widać że mały jest skołowany tym wszystkim, a agresja i niechęć bijące od Solta z pewnością tylko go nakręcają. Mam nadzieję, że Solter z czasem trochę spuści z tonu.
    Myślałam, że to Tom obserwuje swojego nauczyciela, bo wrócił do sali, a tu Reed! Serce mi się kraje, kiedy czytam o tym, jak bardzo schudł i wyraźnie zmarniał. Wciąż mam nadzieję, że Solt rzeczywiście znajdzie jakieś rozwiązanie i dla Reeda nie ma nic straconego. Obym się nie myliła... Bardzo lubię tego bohatera i po prostu sobie nie wyobrażam, że nagle miałoby go w tym opowiadaniu zabraknąć.
    Świetnie oddajesz emocje targające Solterem, naprawdę. Chłopak jest naprawdę rozdarty, a Ty to pokazujesz bardzo realistycznie, dzięki czemu tak łatwo można się wczuć w jego sytuację :)
    Czekam na ciąg dalszy. Bardzo jestem ciekawa, co wydarzy się dalej - czy Solt wreszcie nawiąże jakiś lepszy kontakt z Tomem, czy znajdzie się jakieś wyjście dla Reeda... No i co dalej z Maddie, zwłaszcza po jej ostatnim wybuchu.
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie jestem pewna, czy na ten moment można mówić o nici porozumienia między nimi, ale oboje wzajemnie wzbudzili swoją ciekawość. Nevi właśnie tego brakowało w tym ponurym miejscu, w otoczeniu tak ponurych osobowości.
      A co do reszty - nie zdradzam, wszystko niebawem się wyjaśni :)
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  5. Teraz już zrozumiałam, kim jest ta dziewczyna przy Solcie haha. Wiesz, ja czytam dosyć szybko i nieuważnie przez to, ale to dlatego, że czytam jak książkę, a nie wypracowanie. Wczuwam się w świat i nie ogarniam haha. Ale jeśli dobrze zrozumiałam, to są jakby dwie strony teraz. Jedna to organizacja Daskalla, a druga tego świra od Maddie i one mają przeciwne cele.
    Solt i Nevi są jak noc i dzień, naprawdę. Ale to chyba typowe w relacji starszy brat i młodsza siostra. On stara się brać na siebie jak najwięcej gówna, żeby ona mogła jakoś funkcjonować. Przez to żyje jej szczęściem, które jest warunkiem jego własnego... coś w tym sensie.
    Tommy to fajny dzieciak, a Solt reaguje kompletnie irracjonalnie, chociaż też nie jakoś dramatycznie źle, bo pewnie mi też by cierpliwość siadła haha. No i cieszę się, że wprowadziłaś trochę Reeda, bo on jest takim słońcem tej historii. Zawsze mi cieplutko na sercu jak go widzę.

    Ot i tyle. Czekam na kolejną część.
    Pozdrówki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem :D Zresztą, kiedy rozdziały ukazują się dość rzadko, to łatwo, aby coś umknęło.
      Tak, potwierdzam, dwie strony są, ale co ich celów ani nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam :P
      Relacja na linii Marauder-Nevi jest jeszcze bardziej dziwna i poplątana niż wydaje się na ten moment. Taka trochę wręcz toksyczna i niszcząca ich oboje.
      Czy ja wiem, czy tak irracjonalnie :P Ma powody do nerwowości, a Tommy jest po prostu kozłem ofiarnym, na który nakierowuje frustracje.
      Oj tak, Reed to takie słoneczko w tym opowiadaniu :)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  6. No proszę.. Reed ma podejscie do dzieci. Solter mógłby się dużo od niego nauczyć, bo narazie tylko warczy na dzieciaka i się z niego wyśmiewa.
    Co do Reeda to.. ucieszył mnie fakt, że odzyskał przytomność.. jakoś tak zrodziła się nadzieja, że może jednak mu się poprawi..
    Marauder, jak zwykle uroczy :D Choć nie dziwię się, że przygląda się siostrze z niepokojem. Po tym wszystkim co zaszło też bym dziwnie się patrzyła na kogoś tryskającego energią.. zastanawiam się kiedy ona powie mu o Solterze.. i czy w ogóle powie.

    Chcę Cię też zaprosić na nową historię, którą będę prowadzić równolegle do poprzedniej. Jest tam już coś na kształt prologu. Zachęcam też do odwiedzenia zakładki "bohaterowie" http://in-love-with-an-angel.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawo dla mnie za ogarnięcie.... nie podpisałam się. Poprzedni anonim z linkiem do in-love-with-an-angel.blog.pl to ja, Vicky;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Reed potrafi się zachować w stosunku do dzieci - w przeciwieństwie do Solta ;)
      Byłam u ciebie, przeczytałam i przybędę lada dzień z komentarzem :)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  8. Chcę nowy rozdział. Teraz. Błagam.
    :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chcę bardzo, bardzo! W przyszłym tygodniu może uda mi się go dodać! :)

      Usuń
    2. :D
      To czekam na mojego Solta. No i Maraudera. Zyskał chłopak w mych oczach ;3
      Pozdrawiam i weny ;*

      Usuń
    3. Obawiam się, że kolejne rozdziały mogą poważnie zdeklasować Maraudera, bo trochę narozrabiał chłopak xD Aż boję się ich kończyć i publikować! Ale za to Solcika będzie dużo, dużo - tak planuję :D

      Usuń
  9. Dziękuję za odwiedziny na moim blogu i tak wiele dobrych słów oraz uwag do mojej twórczości. Cenię takie komentarze.
    Trochę z chęcią odwzajemnienia ale i też z ciekawości wpadłam na twój blog i po przeczytaniu prologu postanowiłam przeczytać wszystko, co do tej pory napisałaś. To były bardzo mile spędzone chwile, choć trochę mi zajęło zanim dotarłam do końca. Bardzo spodobał mi się pomysł na treść opowiadania, gdzie głównym wątkiem są węże i zdolności wykraczające poza ludzkie możliwości. Bardzo podoba mi się postać Soltera i jego oddanie względem umierającego przyjaciela. Nie przepadam za Madeleine. Nie lubię takich zapatrzonych w siebie panienek, które nie dbają o innych, a jedyne do czego potrzebują drugiego człowieka to tylko po to, aby go wykorzystać do swoich celów. Nie spodobało mi się jak potraktowała swojego byłego chłopaka oraz to że oszukiwała go uczuciowo, aby dostać wymarzoną partię w tańcu. Co do Maraudera i jego siostry mam mieszane uczucia i potrzebuje jeszcze kilku rozdziałów, aby stwierdzić czy czuję do nich sympatię. Podoba mi się że istnieją w opowiadaniu tacy bohaterowie jak tajemniczy Mistrz czy też mentor Soltera. Wygląda na to że cała ta młoda czwórka jest tylko pionkami w jakiejś ważniejszej grze. Przyznam że czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością. Pozdrawiam z lenaskolowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była sama przyjemność :)
      Oj, mało kto przepada za Madeleine. Sama ledwo ją toleruję, co jest dość ciekawym doświadczeniem, bo chyba jeszcze nie stworzyłam głównej bohaterki, której nie pokochałam od pierwszej chwili.
      Czekam też na twoją opinię odnośnie rodzeństwa :)
      Bardzo dziękuję za poświęcony czas i komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Ej, ale ten mały sam się prosił by mu powiedzieć tak samo XD skoro uważał, że chodzenie na równoważni jest proste,a potem sam spadł to czego chciał? XD Solt dobrze mu powiedział, ale jak to dzieciak się obraził. Cóż... ja bym nie miała siły.
    Ale aż się trochę rozczuliłam w tym fragmencie, co był Reed i Tom! To było urocze. Chłopak ma podejście do dzieci i to takie aww~ i jak go tu nie lubić? Czy on może zostać moim starszym bratem? Albo młodszym? Bo kurde już nie pamiętam ile on ma lat albo nie było podane. Skleroza nie boli. Ale Reeda bym przygarnęła. Jest słodki. Zaraz będę się rozczulać nad nim. Widzisz do czego mnie doprowadziłaś? Dlatego masz mi go nie zabijać! Nie Reeda! Muszę wierzyć w Solta, że da radę i uratuje swojego przyjaciela. Ja tak ładnie proszę!
    "Wydaje ci się, że szczęście człowieka zależy tylko od miejsca, w którym przebywa? Myślisz, że ludzie dookoła nie są ważni?" - bardzo mądre słowa! Popieram Nevi. Czasem w mało sprzyjających warunkach można znaleźć odrobinę szczęścia. Trzeba się tylko rozejrzeć, dostrzec to i docenić. Zaczynam lubić powoli tą małą, ale oby tylko nie wywinęła psikusa, bo ja szybko znielubiam bohaterki XDDD taka moja okropna natura...

    A tak na koniec to wybacz za spóźnienie. Przeczytałam już dawno, ale dopiero teraz przychodzę z komentarzami. Ta, Mari wiecznie spóźniona T.T

    Pozdrawiam i życzę weny!!

    OdpowiedzUsuń
  11. A wiesz, że nie pamiętam, czy kiedyś określiłam wiek Reeda? Muszę to uściślić. Bo Solciak ma 20, Mads 18, Mar 22, Nev 15, a Ree? :o On miał być chyba starszy od Solta o rok. Muszę to przeanalizować :D
    Dzięki wielkie za komentarz! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiec Solt by byl moim mlodszym braciszkiem, Maddie to dla mnie gowniara (glownie ze wzgledu na jej zachowanie) chociaz myslalam, ze ona jest znacznie starsza o.o Mar jest w moim wieku *-* o czlowieku, ja cie porwe!!! Reeda tez bym chetnie przygarnela jako brata chociaz...kto wie 8D haha

      Usuń
    2. Hah, pięknie :D To jeżeli o mnie chodzi, to wiekowo też to tak wygląda :D

      Usuń
  12. Ciekawe co też Nevi taka zadowolona. Swoją drogą to chyba warto nie zatracać się w smutku nawet w takich okolicznościach. Chociaż też i nie przyzwyczajać, bo człowiek czasem aż za łatwo daje się stłamsić.
    Widać że Reed zdecydowanie jest lepiej przystosowany do kontaktu z nowym człowiekiem. A Solt w dodatku średnio pewnie też lubi Toma ze względu na to, ze ma zastąpić jego przyjaciela. Poza tym jest zbyt surowy dla niego. Widział i szkolił go za mało, aby cokolwiek o nim powiedzieć. Poza tym przez strach mniej się udaje, zwłaszcza, kiedy jest paraliżujący. A Solt raczej mu wsparcia nie udziela. Ciekawe czy wizyta Reeda coś da, czy Solt zobaczy siebie w chłopcu i okaże więcej zrozumienia. A może dołączy do tego i zazdrość? Reed zdecydowanie powinien iść do łóżka. Zawsze wierzę, że jest jakaś nadzieja, chociaż kiedy opowiadanie prowadzi Monika, to nigdy nic nie wiadomo xD.

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nevi to taka pozytywna duszyczka jest. Ciężko spotkać ją niezadowoloną :D
      Reed lubi ludzi. W przeciwieństwie do Solta, który taki skłonny do kontaktu z innymi już nie jest, a z Tomem to już szczególnie.
      Ej, no nie mów, że jestem takim potworem :D Czasami jestem łaskawa :D
      Dzięki i pozdrawiam!

      Usuń
  13. Cześć kochana! Wracam wreszcie do żywych w tym blogowym światku, więc wpadam z komentarzami. Od razu przepraszam, że będą krótkie i pewnie mało wnoszące, ale nie chcę poświęcać czasu na rozpisywanie, skoro w tym czasie mogę czytać <3 Poza tym narobiło mi się trochę zaległości na różnych blogach, a czasu jak na lekarstwo :<

    Ale do rzeczy!
    Nevi jest jedną z moich ulubionych postaci tutaj, bo wydaje się taka najzwyczajniej w świecie dobra i pozytywnie nastawiona do świata. Mam wrażenie, że ona zawsze stara się znaleźć pozytywy w nawet najgorszych sytuacjach, a to sprawia, że świetnie się o niej czyta. I stanowi chyba zupełne przeciwieństwo Maraudera, który rzeczywiście wszystko spłyca. A może po prostu on nie buja w obłokach, twardo stąpa po ziemi i nie chce się niepotrzebnie mamić? Podobała mi się ich rozmowa, po fajnie pokazałaś kontrast między nimi ;-)

    Bawią mnie rozmowy Solta i Reeda :D Mam wrażenie, że nawet jak się wyzywają, albo krzywdzą słowami, to i tak robią to tak... zabawnie. A przynajmniej ja to tak odbieram. Ciekawa jestem czy są słowa, które mogłyby sprawić, że tych dwoje zacznie się nienawidzić. Bo na razie widzę, że nie gryzą się w język, mówią, co tylko chcą, a i tak żaden z nich nie odchodzi obrażony xD

    Lecę dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruda! No oczom nie wierzę, że to ty :D Stęskniłam się, jak cholerka!
      I jasne, jak najbardziej rozumiem, że brak czasu i dużo zaległości, ale mam nadzieję, że niebawem i u ciebie pojawi się coś nowego, co?
      Co do mojego rozdziału, to dziękuję ci ślicznie za komentarz :) Też bardzo lubię Nevi, taki promyczek słoneczka pośród tych poważnych spraw
      Fakt, Solt i Reed nie potrafią się na siebie obrażać. Nawet jak się kłócą, to nie tak na serio. No w każdym razie do tej pory tak było ;)
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Cały czas nad tym pracuję :D Ale jeszcze mi brakuje 2 rozdziały do zakończenia I części, a potem mam nadzieję, że pójdzie już z górki ;-)

      A za komentarz nie dziękuj, to czysta przyjemność!

      Usuń
    3. To pracuj, pracuj! Bo ja chętnie poczytam :D

      Usuń

Archiwum bloga