środa, 8 lutego 2017

Rozdział 16





Marauder

Mistrz nie tylko nie zlecił mu prowadzenia treningów Maddie. W ciągu kilku kolejnych dni wyszło na jaw także to, że chłopak został zwolniony również z obowiązku stróżowania. Marauder nie znał powodów takiej decyzji, ale nawet nie próbował tego negować. Przebywał w organizacji zbyt długo, aby nie nauczyć się akceptować wszystko bez sprzeciwu. Wszelkie próby buntu zostawały szybko rozpracowywane i srogo karane. On wolał nie nastawiać karku, zwłaszcza w tak idiotycznej sprawie. Starał się raczej doszukiwać korzyści w zaistniałej sytuacji. Nie było to jednak takie łatwe. Marauder nie nawykł do bezczynności. Do tej pory narzucano na niego mnóstwo różnych obowiązków, a gdy odebrano mu ten podstawowy, nieco jakby zgłupiał. Taka ilość wolnego czasu była dla niego czymś obcym i nowy, dlatego też nie do końca potrafił sobie z nią poradzić. Szukał innego zajęcia, aby zapełnić powstałe luki, ale było to mozolne i mało efektywne działanie. Chociaż próbował różnych rzeczy, koniec końców i tak zawsze lądował w sali treningowej. Coś go tam ciągnęło, a on nie umiał z tym skutecznie walczyć. Wolna wola, którą chwilowo odzyskał wcale mu nie pomagała w podejmowaniu racjonalnych decyzji. 
Marauder każdego dnia usadawiał się na podłodze, opierając się plecami o taflę lustra. Ze znużeniem przysłuchiwał się krętym i niezrozumiałym tłumaczeniom Matta. Dziwił się, że dziewczyna tak entuzjastycznie kiwa głową na każde jego słowo. On sam, będąc na jej miejscu, pewnie pogubiłby się już na samym wstępie. Maddie jednak nie wydawała się zniechęcona i nie protestowała, kiedy przystąpili do ćwiczeń fizycznych, a potem również tych mających na celu rozwój jej talentu mentalnego. Zdawało się wręcz, że wreszcie odżywa po przebywaniu w wielotygodniowej izolacji. Była żywsza, nie tak zamknięta w sobie, a uśmiech coraz częściej gościł na jej ustach, jakby ten wysiłek był jednym, czego brakowało jej do szczęścia. Marauder obserwował początki treningów, a potem, w ciągu kolejnych kilku dni, śledził coraz trudniejsze elementy, z którymi chłopak starał się zaznajomić Maddie. Mar mimowolnie analizował w głowie, jak sam by to zrobił i z łatwością wyłapywał błędy Matta. Wiedział, że chłopak nie ma doświadczenia szkoleniowego i nie mógł zrozumieć, czemu to właśnie jemu Mistrz zlecił to zadanie. W organizacji nie brakowało bowiem świetnych trenerów o niespotykanych umiejętnościach. Ba, on sam poradziłby sobie o niebo lepiej na tym gruncie!
Mimo to dziewczyna szybko się uczyła. Nie sprawiała wcale wrażenia laika, a jej kondycja fizyczna nie odstawała tak bardzo od tej, którą dysponował Matt. Pojedynkowała się z chłopakiem niemalże jak równy z równym. Zaliczyła kilka upadków i popełniała masę potknięć, jakie czynili nowi uczniowie, a jej technika pozostawiała wiele do życzenia, ale nie narzekała i ani razu nie poprosiła o przerwę. To zaskoczyło obu młodych mężczyzn. Po pierwszym treningu Marauder wyłapał zdziwione spojrzenie swojego kolegi i czuł, że na jego twarzy samoistnie odrysowało się podobne zaskoczenie.
 Wiedziałeś, że ćwiczyła coś wcześniej?  zapytał go wtedy Matt, gdy już odprowadził dziewczynę do pokoju i przekazał straż nad nią komuś innemu.  Bo musiała coś trenować. Stary, widziałeś, jak ona się porusza, co nie? Jak jakaś cholerna primabalerina. 
Marauder pokręcił głową.
Nie wiedział nic na ten temat. I to go niepokoiło. 
 No dobrze! Dzisiaj spróbujemy czegoś nowego!
Przepełniony entuzjazmem głos Matta wyrwał go ze wspomnień i przywołał do rzeczywistości. Marauder zamrugał kilkakrotnie, po czym skoncentrował wzrok na dwójce stojącej pośrodku sali. Matthew spojrzał na kolegę ze złośliwym uśmiechem, jakby doskonale zdając sobie sprawę z jego rozbicia wewnętrznego, a następnie wyciągnął w stronę Maddie ostrze - prawdziwe, piekielnie ostre, a nie niegroźne i sztucznie stępione, jakim posługiwano się podczas treningów. 
 Matt... — zaoponował Marauder.
Wyraz dezaprobaty odmalował się na jego twarzy, ale nie ruszył się z miejsca. Matthew tylko się zaśmiał. Bez trudu odczytał myśli swojego kolegi i wszystko to, czego nie wyrażało ciało ani słowa.
 Mar, ona potrzebuje większej motywacji  wytłumaczył swoją decyzję, przybierając przy tym minę niewiniątka.  Bez tego nie zrobi postępów, a czas nas goni. Tak, to zdecydowanie jest konieczne. 
 Rób, co uważasz, ale jak ją za bardzo potniesz, nie przede mną będziesz się tłumaczyć  ostrzegł go Marauder, wzruszając lekko ramionami. Chciał sprawiać wrażenie, że wcale go nie interesuje, w jakim stanie dziewczyna zakończy ten trening, ale wątpił, czy udało mu się kogokolwiek nabrać.  Mimo wszystko ona jest potrzebna i to w pełni sprawna. Plany są na tak zaawansowanym etapie, że każde nieprzewidziane zdarzenie może okazać się zgubne. Dla ciebie.
Wiedział, że Matt nie jest głupi. Często wykazywał się brutalnością, ale z całą pewnością nie brakiem inteligencji. Tym razem jednak zachowywał się, jakby rzeczywiście postradał rozum.
 Skoro powątpiewasz w moje umiejętności nauczycielskie, może sam chcesz tego z nią spróbować?   podpuszczał go Matt.  Przecież zrobisz to lepiej, nieprawda? 
Marauder miał ogromną ochotę przystać na propozycję kolegi, ale zwalczył tą chęć tak szybko, jak się pojawiła.
 Po pierwsze, to twoje zadanie i nie będę cię w nim wyręczał  warknął, wstając z ziemi.  Po drugie, grzebanie komuś w głowie  z tak idiotycznych pobudek jest słabe.
Chciał odejść, ale drogę zastąpiła mu Maddie.
 Ale zostaniesz, prawda?  spytała, ale kiedy spostrzegła, że wciąż się waha, złapała go za dłoń.  Proszę, nie idź. Twoja obecność sprawia, że czuję się spokojniejsza.
Nie potrafił odmówić. Nie, kiedy patrzyła na niego w taki sposób i kiedy w jej oczach widział tak wielką nadzieję.
 Zostanie.  Zaśmiał się Matt.  Zdecydowanie zostanie.
Marauder jedynie zgrzytnął zębami ze złości, ale zgodnie z prośbą Maddie wrócił na swoje miejsce. Rozsiadł się wygodniej i przymknął powieki, starając się skoncentrować i zablokować własne myśli, a raczej nakierować je na bezpieczniejsze obszary, aby chronić je przed darem Matta. Nieskutecznie. One i tak natrętnie powracały na dobrze znane sobie szlaki. Nie rozumiał tego. Kompletnie nie mógł pojąć, co takiego zmieniło się w jego relacjach z Maddie, że zaczynał godzić się absolutnie na wszystko, o co go poprosiła. Łatwiej byłoby mu to zaakceptować, gdyby oddziaływał na niego jej dar, ale tak wcale nie było. Nie czuł jego wpływu tak jak ostatnim razem. Chodziło o coś innego, czego nie potrafił logicznie wytłumaczyć. A co gorsza, nie miał pojęcia, jak temu zapobiec. Powinien. Przecież był tylko jej strażnikiem, natomiast ona kolejnym więźniem, którego miał za zadanie pilnować... Nie, nawet i to ich już nie łączyło.
Marauder nie chciał bezczynnie przyglądać się dalszej części treningu, ale nie potrafił też zmusić się do odejścia. Przecież ona go prosiła o pozostanie. Poza tym potrzeba sprawowania kontroli nad wszystkim była zbyt silna, dlatego też nadal śledził uważnie poczynania trenującej dwójki. 
Matt przekazał jedno z ostrzy dziewczynie, a gdy już przyjęła je nieufnie, stanął kilka kroków przed nią. Cwany uśmiech nie schodził mu z ust. Przez parę chwil po prostu patrzyli na siebie, oceniając swoje szanse. Matt był potężnie zbudowanym młodym mężczyzną, dużo silniejszym i wyższy od drobnej Madeleine. Zdawało się wręcz, że dziewczyna nie będzie miała najmniejszych szans w starciu z takim przeciwnikiem, a mimo wszystko to właśnie ona zdecydowała się zaatakować pierwsza. Marauder śledził uważnie jej ruchy i w napięciu wstrzymał oddech, gdy rudowłosa rzuciła się do przodu. Element zaskoczenia mógłby być skuteczny, jednak zamach, który zrobiła był zbyt słaby i źle wymierzony. Matt bez trudu go uniknął. Odskoczył na bok i posłał dziewczynie zarozumiałe spojrzenie czekoladowych tęczówek.
Tak było jeszcze przez jakiś czas. Maddie nieskutecznie atakowała, Matthew jej uciekał, a Marauder denerwował się coraz bardziej za każdym razem, gdy dziewczyna znajdowała się na zagrożonej pozycji. Dwójka pojedynkujących się krążyła wokół siebie, ale w niczym nie przypominało to klasycznej walki. Marauder przyglądał się, jak dziewczyna wiruje, jak burza rudych włosów raz za razem przysłania jej zaróżowioną od wysiłku twarz. Faktycznie przypominała baletnicę. Jej ruchy były lekkie, a przejścia między nimi płynne, jakby cały czas wykonywała skomplikowany układ taneczny. Uniki nie sprawiały jej trudności, nieco gorzej miewała się jej pewność siebie w przypadku konieczności ataku. Wykonywała pchnięcia, ale przepełnione zwątpieniem.
 Zaczynam się nudzić, Mads.  Podpuszczał ją Matt.
 Nie mów tak do mnie. To nie moje imię  warknęła dziewczyna i zaatakowała nieco gwałtowniej niż do tej pory. Dała się ponieść złości, a przez to straciła czujność.
Tym razem Matthew nie dał jej szansy na poprawę. Zanim dziewczyna zdążyła skorygować swój błąd, mężczyzna zadał cios. Skuteczny i dobrze przemyślany. Matt wiedział, co robi i nie włożył w ten ruch zbyt wiele siły, aby nie zaszkodzić zbytnio dziewczynie. Chciał ją tylko nastraszyć, a jednocześnie zmusić do większej pracy nad sobą. Poprowadził ostrze w taki sposób, że przejechało po ramieniu rudowłosej, rozcinając materiał bluzki i nacinając lekko skórę. Maddie syknęła, bardziej z zaskoczenia niż bólu, i odwróciła się w stronę napastnika, jednocześnie wypuszczając z rannej ręki ostrze.
Marauder momentalnie znalazł się przy nich. Nawet nie zarejestrował momentu, w którym poderwał się z ziemi. Był wściekły, a ta złość odebrała mu panowanie nad własnymi czynami. Z wielką agresją odepchnął od dziewczyny Matta i niemalże rzucił się na niego z pięściami. Wymierzył nawet cios, ale nie doprowadził go do celu. W ostatniej chwili zdołał się opanować. Rozluźnił zaciśnięte dłonie, po czym wykonał kilka szybkich kroków w tył. Matt zmierzył go podejrzliwym spojrzeniem. 
 Lekcja numer jeden? Musisz być przygotowana na takie sytuacje.  Matthew zwrócił się ku Maddie, która przeskakiwała przestraszonym wzrokiem z jednego chłopaka na drugiego.  To się może zdarzyć zawsze, a ty nie możesz ulec panice. Nigdy nie dopuszczaj do sytuacji, że staniesz się bezbronna z powodu utraty broni. To niewybaczalne. Kontynuujemy? Chyba, że masz dość? 
Maddie pokręciła głową i schyliła się, aby podnieść upuszczone ostrze. W jej oczach błysnęła zimna determinacja, a krwawiąca rana stała się nieważna.


Solt

W jednej chwili całował przyjaciela, przyciskając go brutalnie do ściany w sali treningowej, a w kolejnej wybiegł stamtąd niczym tchórzliwy szczur ratujący się z tonącego okrętu. Słyszał za sobą błagalne nawoływania Reeda, ale tym razem ich zignorowanie nie sprawiło mu najmniejszego problemu.
Uciekł. Wreszcie był wolny, a raczej tak tylko mu się wydawało. W rzeczywistości jeszcze nigdy wcześniej nie czuł się tak bardzo spętany. Chwilowo. Po chwili jednak natłok emocji powoli zaczął się rozwarstwiać, a pojedyncze uczucia stawały się zrozumiałe i wracały na swoje miejsca. Wreszcie udało mu się rozpoznać te, które należały do niego, ale to nie zdołało go zupełnie uspokoić.
Chłopak wydostał się na zewnątrz budynku i bez wahania skierował się w stronę centrum miasta. Nie mógł zostać dłużej w tym miejscu, gdzie wszystko go dusiło i dręczyło. Potrzebował oddechu, a im dalej znajdował się od organizacji, tym powietrze wydawało mu się lżejsze i łatwiejsze do przełknięcia. Wreszcie się nim nie krztusił i nie czuł się, jak cholerny topielec. Kiedy w końcu znalazł się przy hotelu, czuł się niemalże normalnie.
Nie wiedział, po co tam przyszedł. W tym dniu nie dostał przecież takiego polecenia, a jednak coś go przyciągnęło w tamte okolice i wcale nie odbierał tego jako błędu. Wręcz przeciwnie. Miał wewnętrzne przekonanie, że postępuje słusznie. Nie interesowało go, czy ktoś go zobaczy. Ba, podświadomie właśnie na taką sposobność liczył. I udało się.
 Znowu tutaj?  Dobiegło go z oddali.  Uważaj, bo zaczynasz się uzależniać od tego przeklętego miejsca, a to się nigdy dobrze nie kończy.
Nie wierzył, że nie zauważył jej wcześniej. Siedziała na szczycie schodów przytulona ramieniem do kamiennej ściany. Wydawała się jakaś dziwna, inna niż przy pierwszym spotkaniu. Bardziej wyciszona, a jej głos zdawał się utracić wszelką energię. Solt z daleka tego nie wychwycił, ale kiedy w końcu się zbliżył, spostrzegł, że dziewczyna rzeczywiście jest w opłakanym stanie. Długie, blond loki nie tworzyły już zachwycającej fryzury, bardziej przypominały jeden, wielki kołtun. Błękitna sukienka z długim rękawem, która miała na sobie, została przedarta w kilku miejscach, jakby ktoś szarpał za nią z ogromną siłą. Na zaróżowionym i mokrym od łez policzku dziewczyny powoli swojej barwy nabierał olbrzymi siniak, komponując się z krwią, która ciekła ciurkiem z rozciętej wargi. To wszystko wyglądało niesamowicie boleśnie, ale zachowanie Nevi wcale do tego nie pasowało. Dziewczyna siedziała skulona, cichutko łkając i drżąc prawie niezauważalnie.
Solt poczuł, że coś ściska go za gardło. Jej smutek, przerażenie dotarły do jego nozdrzy, lecz musiał się bardzo skupić, aby móc je wychwycić i odróżnić od zapachów, które niosła za sobą wrześniowa noc. Emocje te były ciche i spokojne podobne jak osoba, do której należały. Solt nie potrafił tego pojąć. Nie rozumiał, jak ktoś, kto tyle wycierpiał, mógł zachowywać się tak spokojnie. Był przekonany, że w każdym innym przypadku musiałby walczyć o oddech przytłoczony gwałtownością i mnogością uczuć. W przypadku Nevi było inaczej.
 Nevi, tak?  wyszeptał, przykucając przed nią. Chciał ją jakoś pocieszyć, ale nie miał śmiałości, aby chociaż złapać ją za rękę. Była przecież dla niego obcą osobą.  Kto cię tak skrzywdził?
Nie patrzyła mu w oczy. Zagryzła żałośnie wargę, próbując zatamować napływ krwi, a kolejnych kilka łez wyrwało się jej spod kontroli i spłynęło po policzkach.
 To nie jest ważne. Chyba sobie zasłużyłam. — Uśmiechnęła się przez łzy, a jemu zadrżało serce na ten widok.
Czuł, jak wściekłość napływa w jego kierunku coraz potężniejszymi falami. Niewiele trzeba było, aby przelały się przez mur, który utrzymywał je w ryzach. Solter starał się je wyciszyć, ale z każdą sekundą tracił powody, dla jakich właściwie miałby się powstrzymywać. Miał ogromną ochotę zrezygnować z walki, żeby móc rozładować złość, obecną oraz tą niedawną, i zrobić to w jakikolwiek, dostępny sposób.
 Jak możesz tak mówić? - Kiedy nie odpowiedziała, pokręcił głową z rozdrażnieniem. Chodź, nie możesz tak tu siedzieć. Wejdziemy do środka...
 Nie!  krzyknęła. Odsunęła się od niego jeszcze bardziej, wtulając się w kamienny kącik, jakby właśnie to miejsce mogło ją ochronić przed całym złem. W jej spojrzeniu błysnęło przerażenie.  Tylko nie tam!
Skrzywił się, gdy uderzył go ten pojedynczy, pozbawiony kontroli wybuch emocji. To już nie pozostało niezauważalne, ale wciąż było znośne w porównaniu z jego innymi doświadczeniami w odbiorze ludzkiej paniki.
 Dobrze, dobrze! Tylko spokojnie. Pójdziemy gdzieś indziej  zaproponował. Starał się mówić cicho i spokojnie, aby jej nie podburzać, choć jemu samemu daleko było od takiego stanu.  Chodź.
Nie znał tej dziewczyny praktycznie wcale. Zdążył poznać tylko jej imię i zalążek niesamowitej mocy, którą dysponowała, ale to zdawało się być wystarczające. Bez wahania wyciągnął w jej stronę dłoń, a ona popatrzyła na niego, głęboko się nad czymś zastanawiając. Była nieufna, ale w końcu się przełamała. Podała mu swoją rękę i pozwoliła sobie pomóc. Nie oponowała, kiedy starał się ułatwić jej wstanie z ziemi, choć wyraźnie nie miała na to siły. Solt widział, jak zagryza zęby, nie dopuszczając do tego, aby jęk bólu opuścił jej usta. Dziwiło go, dlaczego dziewczyna to wszystko znosi. Przecież mogła jednym dotykiem pozbyć się wszelkich urazów i odsunąć od siebie cierpienie, w taki sam sposób, jak pomogła jemu, ale ona najwyraźniej nie miała takiego zamiaru. Nie pytał o powody. Zbyt dobrze wiedział, jak to jest, gdy odsuwa się od siebie swoje własne umiejętności, aby walczyć o każdą chwilę normalności. On sam stoczył wiele takich bitew w swoim życiu.
 Dasz radę iść?  spytał z troską.
Uśmiechnęła się łagodnie, ale powstrzymała się od odpowiedzi. Solt ostrożnie wziął głębszy wdech, wyszukując charakterystycznej woni kłamstwa, ale jej nie znalazł. Emocje Nevi na nowo stały się stabilne. Były leciutkie i niekłopotliwe, niosły ze sobą zapach wiosny, którym zdawała się pachnieć ona cała, a za którym on tak bardzo tęsknił. Przyjemnie było wdychać go do płuc, w przeciwieństwie do jesiennego, ponurego powietrza.




Nie mogłam się powstrzymać i publikuję nieco wcześniej - nie zabijajcie! Więcej chyba nie mam do powiedzenia. Jedynie mogę obiecać, że siedemnastka przyniesie już sporą dawkę informacji, głównie o przeszłości Maraudera, ale i o Maddie też, a kolejne rozdziały to już właściwa akcja, więc... będzie się działo. Chyba. A w każdym razie mam taką nadzieję! 

33 komentarze:

  1. Całkowicie satysfakcjonuje mnie ten rozdział. Nie spodziewałam się tego, że w Madeleine jest tyle siły i determinacji, aby ochoczo rozpocząć walkę na prawdziwe noże. Swoją drogą czy Matt nie za mocno ją ciśnie i nie za dużo wymaga od dziewczyny, która nie miała z walką zbyt wiele wspólnego? Nie rozumiem do końca reakcji Maraudera. Chce chronić dziewczynę i do tego słucha się jej jak jakiś sługa lub zakochany. Czyżby sprawy między nimi były na takim zaawansowanym etapie uczuciowym? No nie wiem.

    Rozumiem za to reakcje Solta na pocałunek z własnym przyjacielem. Pewnie nawet nie spodziewał się po sobie, że jest zdolny do głębszych uczuć względem Reeda. Nie wiem tylko dlaczego tak ochoczo pomógł Nevi. Współczuł jej? Przecież ledwo co ją zna.

    Czekam do następnego rozdziału i liczę że rozwieje moje wątpliwości i wyjaśni wszystko. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja pospieszę z małymi wyjaśnieniami - zarówno Marauder, jak i Solt posiadają dary ściśnie związane z emocjami i choć to może wydawać się czymś błahym, to jednak uczucia innych na nich samych mają ogrooomny wpływ. Każda styczność z emocjami kogoś obcego wiele ich kosztuje i zostawia ślady. Stąd gwałtowna reakcja Maraudera, stąd również chęć pomocy, która wykazał się Solter względem Nevi ;) W przypadku tego drugiego, dziewczyna intryguje go dodatkowo, bo jego dar przy niej nieco wariuje i to go zastanawia. Pomoc jej nie jest do końca taka bezinteresowna, ale o tym nieco później.
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ja się z Soltem nie zgadzam. Ponure wrześniowe powietrze jest anielsko inspirujące.
    Rozdział był... anielski :D
    I ten moment, kiedy rozdział Ci się mega podobał, masz ochotę przeczytać go raz jeszcze i cholerka nie wiesz co masz napisać w komentarzu xD
    *chwila myślenia.
    Coś tak czułam, że Maddie nie boi się, aż tak tych treningów, dlatego, że jest tam Mar. Jest jedyną osobą w tym dziwnym hotelu, która okazała jej coś innego niż brutalność i lodowate serce. Ba, jestem pewna, że Mar ma w stosunku do niej baaardzooo ciepłe serce i Na Anioła, chyba jeszcze tego nie wie xD. Maddie podobnie ;). Tak czytałam o tych treningach i zastanawiałam się, kiedy Mar wyskoczy z pięściami do Matta. No i proszę stało się ;3. Zastanawia mnie, co go powstrzymywało przed przystaniem na propozycję Matta. Mistrz? Duma przed prowokacją ze strony kolegi? Fakt, że Matt czytał mu w myślach i odnalazł tam coś ciekawego odnośnie Maddie? Tak przypusczam, bo: "— Zostanie. — Zaśmiał się Matt. — Zdecydowanie zostanie."
    I Matt nie jest, jak się spodziewałam postacią, którą znienawidzę. Nie to, że go lubię, ale jest dośc ciekawy...
    Swoją drogą Matt, pojęcia zielonego nie mam czemu, ale kojarzy mi się z Raphaelem z Darów Anioła. Jakieś elementy jego zachowania, sposób mówienienia, choć nie mówi on po hiszpańsku. Nie wiem. Czytam o Mattcie i widzę Raphaela.
    Tak, Dary Anioła moim życiem XD
    Solt. Solt... SOLT!!! Uwielbiam go :D (właściwie to i jego i Mara tak samo xD).
    Wybiegł jak oparzony od Reeda, czuł - a przynajmniej, ja czułam jego strach przed tym, co zrobił. Ciekawe jak dalej potoczą się jego stosunki z przyjacielem... Byłam przekonana, że nogi poniosą go do hotelu. I bardzo się zmartwiłam i zaniepokoiłam, wyobrażając sobie Nevi w takim stanie. Co jej zrobili i za co? :0
    Solt pewnie zabierze ją do szkoły swojej, a biedny Mar będzie rwał włosy z głowy, zastanawiając się, gdzie jest jego siostra. Będzie się też pewnie obwniniał, za to, że zamiast być przy siostrze, dbał o bezpieczeństwo jego więźnia, na którym bądź co bądź również mu zależy.
    Świetnie opisany rozdział! W każdym względzie. Uczucia postaci są, jak dla mnie, idealnie przekazane czytelnikowi :)
    Lekko się czyta, płynnie, a przedewszytskim to co się czyta jest dopracowane. I przemyślane ;)
    I poważnie mówiłam i nadal podtrzymuje moje zdanie. Jak skończyć, to idź do wydawnictwa. Albo pokaż im to, co już masz.
    I teraz tak troszkę się martwię, bo z doświadczenia wiem, że jak dwa rozdziały ukazują się w krótkim odstępie czasowym to na następny będzie trzeba czekać dłużej... :C. Ale jestem podekscytowana, bo niedługo będzie akcja :D
    "Nie mogłam się powstrzymać i publikuję nieco wcześniej - nie zabijajcie!" - ŻARTUJESZ?! JA BYM MOGŁA TO BYM CIĘ WYCAŁOWAŁA ZA WCZEŚNIEJSZE DODANIE :D
    Wyłapałam dwa błędziki:
    "Taka ilość wolnego czasu była ona dla niego" - bez "ona"
    "kolejnym więźniem, które miał za zadanie pilnować... " - którego

    Pozdrawiam, weny i inspiracji :3
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniołku, jaki długaśny komentarz! I jak ja mam ci za niego dziękować? Brak mi słów!
      Nie wiem, po kim Solt to ma - w każdym razie na pewno nie po mnie, bo ja wrzesień darzę wielką sympatią za te fantastyczne kolorki :D
      Co do Maraudera, to chyba wszystko po trochu. Deprymuje go Mistrz, ale też własna duma i to, że Matt grzebie mu w głowie. A może nawet i jeszcze coś więcej?
      W sumie z charakteru nawet ten mój Matt ciut, ciut Raphaela przypomina, jak tak teraz się nad tym zastanawiam :D Równie cyniczny, ale jednocześnie opanowany.
      Nie zdradzam, gdzie Solt zabrał Nevi, ale tak, Mar będzie miał sobie sporo do zarzucenia ;)
      Hah, jesteś niesamowicie miła, ale ja nadal utrzymuję, że to opko nie jest jeszcze na tyle dopracowane, aby pokazać je dalej niż za granice bloggera :)
      Ej, nie martw się - ja kolejny rozdział mam już w połowie napisany :D W piątek i poniedziałek mam dwa ostatnie egzaminy, a potem siadam, żeby go dokończyć, więc... Jeszcze będziecie mieć dość częstotliwości dodawania tych moich rozdziałów :D
      Dzięki za wskazanie błędów, już je poprawiam!
      Dziękuję również jeszcze raz za wspaniały komentarz i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Wow, szybko dodalas nowosc ;) bardzo mnie to cieszy. Platasz w tych emocjach i mocach poszczególnych bohaterow. Niemniej jesli chodzi o Maraudera, to powoli staje sie oczywiste, ze zauroczył sie nasza Maddie. CHce dbac o jej bezpieczeństwo najbardziej, jak sie da. Az mnie dziwi, ze Mistrz pozwala, by chodził na te treningi, czuje,ze to mkze niedługo sie zmienić. Zareagował bardzo gwałtownie na to, jak Matt ja zranił, i wlasciwie zabrakło mi takiego zakończenia, w ktorym to Marauder by się wypowiedział. Za to w opisie samej walki było troche za mało dynamizmu na poczatku: najpierw napisałaś, na czym polegało to, ze matt dał jwj fory, a dopiero po tym to opisalas; mysle, ze lepiej byłoby pp prostu opisać pojedynek, a emocje czy przemyślenia/wniosku potem. Same uczucia Maraudera opisałaś b. Dobrze i chce tego wiecej ;) mam nadzieje, ze Maddie tez to czuje ^*. Brakuje mi dosyc jej perspektywy, dawno jej nie było; mam nadzieje, ze niedługo się to zmieni ;)
    A co do Solta, spodziewałam się, ze ucieknie w taki sposob. I nie dziwie sie wlasciwie, niej mniej to i dla niego, i dla Retta nie jest rozwiązaniem. Chyba musiał długo biec, skoro znalazł się pod tym hotelem? Ciekawe, co stało sie Navii tym razem. Ona ma fascynująca osobowość. Mam nadzieję, ze porozmawia z Soltem choc troche na ten temat;) No i ciekawe, gdzie pójdą :)
    Zauwazylam, ze w opisie Matta było "wyższy" zamiast "wyższym"; podobna literówka pojawiła sie tez na samym poczatku rozdziału

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak dopadła mnie wena :D
      Plątam? Jak coś pomieszałam, to krzycz głośno, bo faktycznie mogłam myśleć o czymś innym, napisać coś innego, a przez to całość stała się niezrozumiała.
      Mistrz dał chłopakowi wolna wolę i nie ingeruje w jego decyzje - w każdym razie póki co. Jeżeli chodzi o pojedynek - pewnie masz rację, ale to nadal perspektywa Maraudera. On stricte nie skupia się na samej walce, inne elementy wydawały mu się ważniejsze. Może to błąd z mojej strony - przeanalizuję to sobie jeszcze na spokojnie.
      Maddie będzie w kolejnym rozdziale :) Jakoś tak o chłopakach pisze mi się lepiej, ale to ona jest tutaj ważniejsza i trzeba do niej wrócić :D
      W perspektywie Solta był mały przeskok czasowy, bo wydaje mi się, że opis jego wędrówki do centrum miasta raczej nie byłby ciekawy. Kolejny błąd? Być może. Też się nad tym zastanowię przed dodaniem kolejnego rozdziału.
      Tak, Nevi to fascynująca postać :D Cudnie mi się o niej pisze.
      Kurczę, to musiałam być głodna i zjadłam literkę. Zaraz odszukam.
      Dzięki za wskazanie i oczywiście za cały komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. chodzi mi o to, że w opisach emocji i mocy naraz jest mega duże nateżenie, a jak niektórzy jeszcze thm manipulują, to jest pomieszanie, ale to w dobrym tego słowa znaczeniu na ogól, bo pokazuje przy okazji,że sami bohaterowie tego nie ogarniają. jak np. Reed to robi.
      No tak, na początku z pewnościa dobrze, że Marauder skupia się na swoich uczcuiach, ale kiedy jednak opisujesz już bardziej ten pojedynek, to wydaje mi sie, że lepiej skupićsię na nim samym nieco dłużej, bez przerw.
      O, to dobrze, że będzie o Maddie, choć ja też lubię Twoich chłopaków ^^ :D:D
      W perspektywie Solta własciwie jedno zdanie więcej, które ukazałoby zmianę czasu i miejsca, załatwi sprawę.
      Zapraszam na nowość na Niezależność i pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Aa, i wszystko jasne :)
      Co do pojedynku to jeszcze to przemyślę. Niewykluczone, że masz rację. Tak samo odnośnie tej perspektywy Solta :)
      Ok, wpadnę jeszcze dzisiaj!

      Usuń
  4. Bardzo dawno mnie tu nie było. Cóż - najprościej mówiąc zawaliłam na całej linii, niemniej jednak po czasie przybywam! Nadrobiłam wszystkie rozdziały. W sumie jestem szczerze zdziwiona, że było ich tak wiele (jeśli dobrze liczę, to miałam do przeczytania ich 8!), ale w sumie i zadowolona, bo muszę przyznać, że miałam co czytać. Chociaż jestem nieco zaskoczona, że mimo tej ilości tekstu nie doczekałam się właściwej akcji, a muszę przyznać, że miałam na nią nadzieję. Co poradzić? Człowiek dostaje wiele, a chce jeszcze więcej :) Swoją drogą podoba mi się ta zapowiedź poniżej tego rozdziału, że takowa niebawem się pojawi. Ja jestem jak najbardziej na tak!
    Co zaś się tyczy tego, co przeczytałam - jestem pod wrażeniem. Co prawda nie jestem w stanie skomentować wszystkiego, nie wszystko też siedzi w mojej głowie, ale spróbuje chociaż ogólnie zarysować moje uczucia odnośnie fabuły, którą miałam okazje poznać.
    Nawet nie wiem od czego zacząć! Hmmm... Podoba mi się, że sytuacja Maddie nieco się zmieniła. W końcu przestała siedzieć całe dnie w tej celi - o wiele bardziej odpowiada mi jej zachowanie, kiedy trenuje - nawet jeśli nie miałam jeszcze okazji ocenić tego tak prawdziwie z jej perspektywy. Podoba mi się jednak to, co zauważa Mar (tak, tak o wiele łatwiej jest się posługiwać skróconą wersją jego imienia). To, jak ona się przy tym przebudza, jak odnajduje siebie, nawet jeśli jej treningi nadzoruje Matt, a nie chłopak. Swoją drogą szkoda, że on już nie jest jej "strażnikiem", mimo że może to i lepiej dla nich obojga, ale muszę przyznać, że lubiłam, a w zasadzie lubię czytać o ich wspólnych "sytuacjach". Oczywiście należy do nich ten cały pijacki "wybryk". Hmmm... To było ciekawe. Swoją drogą jestem ciekawa, jak by ta sytuacja mogła się rozwinąć, gdyby okazało się, że Maddie kolejnego dnia, jednak pamięta o wszystkim, co się wydarzyło. Teraz to mogę to sobie jedynie wyobrażać, chociaż nie powiem miłe ze strony Mar'a, że podtrzymywał jej włosy, kiedy wymiotowała - w jakiś sposób to pomocne, na pewno bardziej niż szkło w nodze, chociaż za to akurat dziewczyna mogła winić jedynie siebie... Ogólnie jestem ciekawa jej dalszej historii, rozwoju treningu, jej zapalczywości, ale nie mogę się skupiać tylko na Maddie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak więc jest jeszcze Solt. Ten to dopiero potrafi narozrabiać. Nawet nie będę się rozdrabniać nad błędnymi decyzjami, jakie podejmuje! W sumie przynajmniej jedna z nich sprawiła, że poznał Nav, ale nie jestem pewna, czy przyniesie to w najbliższym czasie jakieś pozytywne skutki. Z czasem może i tak, ale póki co czarno widzę jego historię. Szczególnie po tym pocałunku z Reedem! Przyznaję, że nie spodziewałam się, że akurat Solt to zrobi. Nie sądziłam, że uczucia Reeda aż tak odbiorą chłopakowi świadomość! Przecież już wcześniej, kilka rozdziałów wcześniej, odkrył w emocjach przyjaciela miłość... Cóż wtedy zaczęłam coś podejrzewać, ale... No powiem szczerze! Takiej sytuacji się nie spodziewałam. Swoją drogą Reed jest zdolniachą pod względem ukrywania swoich prawdziwych uczuć przed Soltem! Biorąc pod uwagę, jak długo mu się to udawało, po prostu muszę docenić jego zdolności, choć nie powiem, ale żałuję, że w najmniej odpowiednich momentach zawodzą. Doceniam też jego zdolności mentorskie, chociaż on umiał przemówić do Toma. Solt się do tego nie nadaje - trzeba rzucać prawdą w oczy. Jak tylko się ta cała sytuacja rozwiąże? Co z tego wszystkie wyniknie? No i czy Reed jednak przeżyje? Osobiście liczę na odpowiedź twierdząco na ostatnie pytanie, bo mimo, że jego obecność wprowadza lekki zamęt (tak wciąż nawiązuję do tego pocałunku), to ja polubiłam chłopaka, no i coś czuję, że w życiu Solta byłoby o wiele gorzej bez niego, mimo wszystko.
      Wiem, wiem... Wszystko, co napisałam powyżej może być zawiłe. Zdania jakieś takie nieskładne. Mam Ci jednak za dużo do przekazania, abym była wstanie zachować sens całej tej przedłużającej się wypowiedzi. Poza tym dawno nic nie komentowałam... Hah :) Cieszę się, że nadrobiłam te wszystkie rozdziały. A i pomijam komentarz o Daskallu - wciąż nie wiem, co powinnam o nim tak naprawdę myśleć... Nie przedłużając. Nie wiem, kiedy pojawię się tu następnym razem, ale z wielką przyjemność zapoznam się z dalszym ciągiem tej historii. Poza tym podoba mi się, że ostatnio dosyć często dodajesz nowe rozdziały. W zasadzie jestem tym zachwycona! No i życzę Ci, aby wena dalej Ci sprzyjała! Do napisania! Pozdrawiam! :) ;)

      Usuń
    2. Jak ja się cieszę, że ponownie widzę twoją aktywność na blogspocie! Zdążyłam się stęsknić :) Bardzo dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że i u ciebie pojawi się jakaś nowość niebawem :)
      To będzie nieco dłuższe opowiadanie, niż moje wcześniejsze, więc i ta akcja rozgrywa się stopniowo. Mam nadzieję, że nie zamęczyłaś się tym przydługim wstępem :D
      Zmiany w zachowaniu Maddie były konieczne, aby i akcja mogła się rozwinąć :) One jeszcze nie są trwałe, ale to taki krok ku lepszemu, a w każdym razie ku wyrwaniu się z marazmu.
      Oj, tak - Solciak potrafi narozrabiać, a to wciąż nie czubek tej góry lodowcowej! Co do pocałunku - on sam chyba tego po sobie się nie spodziewał i stąd ta ucieczka bez słowa. Bo Solciak to bywa odważny, ale niekoniecznie w takich kwestiach.
      Taak, Reed musiał się sporo napracować, aby przyjaciel nie przejrzał go od razu. Zresztą sam Solt nigdy go o podobne uczucia nie podejrzewał i nawet, kiedy coś mu tam nie grało, to nie odbierał tego osobiście.
      Na resztę pytań nie odpowiadam - kiedyś tam się wyjaśnią ;)
      Jeszcze raz baaaardzo Ci dziękuję! Jesteś niesamowita, że chciałaś to nadrabiać :*
      Życzę weny i pozdrawiam oczywiście :)

      Usuń
    3. Wciąż miałam w głowie, że jak skończę "to" wracam, a później pojawiało się kolejne "to" i kolejne... Cóż - ja też się stęskniłam! No i nie ma co: chcę poznać ciąg dalszy tej historii! :)
      Powoli zaczynam przekonywać się do myśli, że najpierw sama dokończę "Fantazję", a dopiero potem wezmę się za kończenie jej publikowania w równych odstępach czasu na blogu, a nie raz na pół roku... Dlatego nie przewiduję, aby w najbliższym czasie coś się u mnie pojawiło :(
      Podoba mi się, że planujesz zrobić z tej historii dłuższe opowiadanie. Ja jestem ZA! Tym bardziej, że tak jakoś zaczynam się coraz bardziej zżywać z jego bohaterami. Na przykład Solt - w sumie to jego rozrabianie jest "urzekające", chociaż myślę, że on nie podziela mojego zdania :D No i w sumie obawiam się, co on też jeszcze może nawyprawiać, ale cóż... O wiele bardziej przepełnia mnie ciekawość odnośnie tego ;)
      Od dłuższego czasu miałam ochotę wziąć się za nadrabianie tej historii, ale ciągle było coś, co mi to uniemożliwiało, a chciałam to zrobić na raz. Cieszę się, że mi się to dziś udało! A jeśli chodzi o wenę: Oj przyda mi się i to w ilościach hurtowych :D

      Usuń
    4. Oj, nie takiej odpowiedzi się spodziewałam :( No, ale doskonale Cię rozumiem. Tyle razy zaczynałam Tango i nie potrafiłam go skończyć, a myślę, że gdybym najpierw napisała sobie wszystko dla siebie i potem publikowała, to nie miałabym takiego problemu. Także to nie jest głupi pomysł. Wręcz go popieram, choć trochę mi żal, że jeszcze tyle czasu upłynie, zanim będę mogła poznać dalszą część Fantazji.
      Oj, tak - Solt ma niezwykłe zdolności do pakowania się w kłopoty, więc one go tak łatwo nie opuszczą.
      Jeszcze raz dziękuję :)

      Usuń
    5. Cieszę się, że popierasz ten pomysł. Nie potrafię sobie wyobrazić, abym miała dalej ciągnąć dodawanie rozdziału raz na pół roku. Poza tym może mnie to zmobilizuje do pracy? Po skończeniu każdego rozdziału mam ochotę go opublikować, a jeśli będę się powstrzymywać, to powinno mnie pchać do dalszej pracy, aby zaspokoić te chęci. Przynajmniej mam taką nadzieję :)
      Im dłużej myślę o kłopotach, które kumulują się wokół tego chłopaka, to powoli zaczyna mi być go żal, ale cóż... Dziać się musi :D
      Proszę bardzo! :*

      Usuń
    6. Oj, jak ja to rozumiem! U mnie jednak zawsze wygrywa ta chęć dodania rozdziału, kiedy już jest gotowy :D Ale za ciebie i tak kciuki trzymam!
      A co do Solta... #sadystka i wszystko jasne :D

      Usuń
    7. Mam nadzieję, że trzymanie kciuków pomoże - cóż najpierw muszę dokończyć rozdział, a potem walczyć z chęciami :D

      Usuń
  5. Hm, bardzo mnie zastanawia, co tak właściwie wydarzyło się między Soltem a Reedem. Pocałunek, tak, jasne, ale chyba wszystkich zaskoczył fakt, że to Solter go zainicjował. Wydawał się z początku taki zszokowany odkryciem uczuć przyjaciela, niemal przerażony... I jestem pewna, że Reed nie zamierzał zrobić czegokolwiek, co naruszyłoby ich relację. Mimo to Solter uległ czemuś, co totalnie stłumiło jego emocje, co sprawiło, że jego ciałem zawładnęło pożądanie. Ale jak tylko ta fala minęła, uciekł, nie zważając na krzyki Reeda. Co go opętało? A może on właśnie nie stłumił emocji, tylko im uległ? W końcu już wcześniej bywały sceny napięcia między tymi chłopakami, w których wyczuwałam, że tutaj chodzi o coś więcej, niż tylko o przyjaźń. Dlatego tak trudno rozszyfrować zachowanie Soltera. Niemniej jakoś tak się ucieszyłam, kiedy wpadł na Nevi - choć to, w jakim była stanie, absolutnie mnie nie zachwyciło. Co się stało? I dokąd Solt ją zabiera? Bardzo jestem tego ciekawa.
    Marauder ze swoją troską o Maddie jest absolutnie przeuroczy. Nawet bucowaty Matt mi tego nie zepsuł (serio, ja chyba mam na niego uczulenie, miałam mu ochotę przywalić za każdym razem, kiedy się odezwał). Od czasu tamtej pijackiej scenki wszystko między Marem a Madeleine się zmieniło. I ona przyzwyczaiła się do jego obecności, i on zaczął brać odpowiedzialność za dziewczynę, czuć, że ona go potrzebuje. Mimo całej mojej niechęci do Matta i gorącemu kibicowaniu Marauderowi (który mimo wszystko ostro by przesadził, rzucając się na kolegę), zgadzam się z trenerem Maddie. Jeśli nauka walki wiąże się z tym, że czasem będzie musiała się zranić, trudno. Być może to ją w przyszłości ochroni.
    Rozdział niesamowity, wciągam się coraz bardziej :D Czekam na ciąg dalszy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zdecydowanie miało zaskoczyć i cieszę się, że efekt został osiągnięty. Co tam dokładniej się wydarzyło, to kiedyś tam wyjaśnię. O Nevi też ;)
      Hah, widzę, że Matt twojej sympatii nie zaskarbił :D A to nie jest taka zła postać, w każdym razie nie jest najgorszy. Może z czasem się do niego przekonasz, a może wcale :P Tak czy siak na krótką chwilę tutaj zagości :D
      Ślicznie dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  6. Przeczytałam dwa, to od razu skomentuję dwa ; )

    Ta akcja z Soltem i Reedem była... dziwna. znaczy bardzo naładowana emocjami i pełna napięcia, ale jednak z drugiej strony smutna i taka destrukcyjna. Bo jeśli uczucia tylko z jednej strony są niekoleżeńskie, to wyjdą z tego tylko problemy. Szkoda, bo chciałam, żeby temu biednemu chłopakowi już tak nie dowalać przed śmiercią. Że Solt uciekł, to ja się nie dziwię, bo ja pewnie też bym tak zrobiła.

    Uczucia Maraudera do Maddie zaczynają mnie kręcić, bo tutaj jest sporo niepewności. On trochę stąpa po cienkim lodzie, ale ja lubię zakazaną miłość. Zwłaszcza, że tam lekko z pewnością nie będzie. Ciekawy mnie też relacja Maraudera z jego wężem, który pełza swoimi ścieżkami. Tak swoją drogą, to są zupełnie inne "więzi" pomiędzy różnymi wężoustymi z ich zwierzakiem, nie? U Solta to jest coś na zasadzie bycia kompanem, ale też nie do końca. U Maddie więcej strachu i wstrętu, natomiast Marauder to po prostu brak zaufania, ale też pewien rodzaj respektu.

    wątek Nevi aż tak mnie nie ciekawi, bo ona sama jest jakaś taka nie w moim guście. Ale to wszystko może się odmienić z czasem, kiedy lepiej ją poznam. Bo Maddie też na początku nie lubiłam, a teraz jakoś to wszystko inaczej do mnie trafia. Z biegiem czasu poznaję ten hm... napęd motywacyjny postaci, przez co ich zachowanie oceniam zupełnie inaczej :D

    Chyba tyle ode mnie. Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne to dobre słowo. Chyba moje ulubione :D
      Z tymi uczuciami u mnie to zawsze będą niepewności - zwłaszcza, że zarówno Solciak jak i Mar nie do końca mają pełną władzę nad swoimi darami.
      Co do relacji z wężami... W dużym stopniu masz rację, ale nie do końca. Nie będę zdradzać wszystkiego, niebawem prawda wyjdzie na jaw :D
      Nevi potrzebuje chwili, aby zainteresować sobą :D Może w twoim przypadku też jej się uda :D
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Czyli jednak treningi nie są takie straszne, jak myślałam, że będą. Maddie jest silna. I odważna. a jej drapieżny charakter tylko jej w tym wszystkim pomaga.
    Jeśli chodzi o Maraduera. zakochał się chłopak?;)
    albo jeszcze nie, ale na pewno coś tam się dzieje w jego wnętrzu.
    Solt... sytuacja z Ree... tutaj chyba nie ma dobrego rozwiązania. Jeśli nie może odwzajemnic tych uczuć najlepiej byłoby, gdyby się o nich nie dowiedział. Ale na to juz za późno.
    Nevi... cóż on z nią teraz zrobi?
    vicky
    in-love-with-an-angel.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, charakterek Maddie w tym przypadku się przydaje. A jeśli o Maraudera chodzi... No na ten moment nie nazwałabym jeszcze tego zakochaniem :P
      Ja nie wiem, czy niewiedza o uczuciach przyjaciela by cokolwiek ułatwiła... To znaczy, z perspektywy Solta na pewno, ale Reed dalej by cierpiał. Teraz mają chociaż małą szansę to rozwiązać... w jakikolwiek sposób.
      Dziękuję!

      Usuń
  8. Cześć. Od jakiegoś już czasu zaglądam na Twojego bloga. Do tej pory po cichu, raczej w ukryciu czytałam poszczególne rozdziały. Raz bywało to na tablecie, innym razem na telefonie, dlatego do tej pory nie zostawiałam komentarzy, bo nie lubię dużo pisać na dotykowej klawiaturze. Teraz, gdy już dobrnęłam do końca, postanowiłam zebrać wszystkie swoje myśli, jakie pojawiły się w mojej głowie w trakcie lektury i napisać Ci jak bardzo zakochałam się w Twojej historii :)

    Zawsze do opowiadań, które noszą plakietkę „fantastyka” staram się podchodzić ostrożnie. Ostatnio odnosiłam wrażenie, że chyba wyrosłam z tego typu opowieści. Wszystko w nich wydawało mi się tak bardzo naiwne, wręcz dziecinne. Do tego by sięgnąć po Twój tekst skusił mnie dość ciekawy opis, a później to już poleciało. Podoba mi się w Twojej twórczości to, że do tematu podeszłaś dojrzale. Bohaterowie mają swoje niezwykłe, wręcz magiczne talenty, ale nie to jest wyeksponowane w tym opowiadaniu na pierwszym planie. Powiedziałabym raczej, że właśnie te niesamowite zdolności tworzą raczej tło do rozgrywających się tu wydarzeń. Nawet nie jestem w stanie wskazać, do której z Twoich postaci mam największą sympatię. Uwielbiam obydwa duety - Maddie i Maraudera jak i również Solta i Reeda. Co do dziewczyny i jej byłego strażnika to mam przypuszczenia, że to oni są Wybrańcami. Podoba mi się też relacja, jaka między nimi się powoli zawiązuje i mam cichą nadzieję, że może z czasem między tą dwójką pojawi się coś więcej. W każdym bądź razie, jak na razie, bardzo im kibicuję :) Solta polubiłam za to, że jest mocno zdeterminowany do tego by pomóc przyjacielowi, nawet jeśli będzie musiał zdradzić swojego mistrza. Nie potępiam go za podjęcie takiej, a nie innej decyzji. Zastanawiam się też czy chłopak, skoro poznał dar, jakim dysponuje Nevi, nie będzie próbował namówić dziewczyny do tego, by ta uzdrowiła Reeda. Mi się to wydaje bardzo sensownym wyjściem z całej tej sytuacji. Bardzo szkoda mi Reeda, nie dość, że powoli „zżera” go choroba to w dodatku żywi głębokie uczucie do swojego przyjaciela. Solt na razie przed tym ucieka, ale zastanawiam się jak dalej rozwiną się relacje między chłopakami. A co do Nevi… bardzo polubiłam tę osóbkę i odnoszę wrażenie, że jest to najbardziej pogodna postać w całym Twoim opowiadaniu :)

    Z niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnego rozdziału. Pozdrawiam i życzę dużo weny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! Bardzo mi miło :)
      Do pewnego momentu też miałam takie wrażenie, że fantastyka nie jest już dla mnie, ale potem wciągnęłam się w tę historię i cóż... najwidoczniej z niej nie da się "wyrosnąć" :)
      Magiczne zdolności są ważne, ale rzeczywiście nie one tu dyktują przyszłą akcję. Raczej ją dopełniają.
      Nie obalę ani nie potwierdzę twoich teorii w tym momencie - na wszystko nadejdzie odpowiednia pora :)
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  9. Nie wiem, czy w to uwierzysz, ale... nadrobiłam wszystkie rozdziały.
    Pamiętam tego bloga, jak dopiero go zaczynałaś, i zrobiłam wtedy parę podejść z czytaniem go, przebrnęłam kilka rozdziałów i jakoś do mnie średnio trafiały, więc w końcu sobie odpuściłam z zamiarem wrócenia za jakiś czas. Stało się to dopiero niedawno i zaczęłam czytać od samego początku. Muszę powiedzieć, że nie wiem, co mi wtedy nie pasowało w tym opowiadaniu, bo teraz się w nie wciągnęłam jak jasna cholera! Powiedzieć, że mam obsesję na jego punkcie to też nie bujda.

    Jest to fantastyka, ale taka delikatna, magiczne zdolności nie grają tutaj głównej roli, chociaż mają na losy bohaterów spory wpływ. Ogólnie chcę Cię pochwalić za to, jak skonstruowałaś postaci i relacje między nimi – są naprawdę genialne. Jestem też zachwycona wszelkimi opisami ich uczuć, dialogami, naprawdę się w nie wczuwam i przy okazji zazdroszczę, że umiesz je tak dobrze opisywać! To lepsze niż niejedna książka. Jedynym minusem tego i w ogóle każdego bloga jest to, że trzeba czekać na kolejne rozdziały, jak się jest na bieżąco. To jak czekanie na nowy sezon ulubionego serialu, porównywalne do tortur. Przeczytałam tutaj wszystko, co jest i nie wiem, co z życiem zrobić... To znaczy mam teraz mnóstwo nauki i innych zajęć, ale teraz jakoś zeszły na dalszy plan XD

    Skończę Ci już słodzić i przejdę w końcu do fabuły. Ogólnie rzecz biorąc, mamy tutaj wątek Maddie i Maraudera oraz Solta i Reeda. Powiem szczerze, że bardziej podoba mi się ten drugi i mogę dodać, że jest to wina Maddie, której od początku specjalnie nie lubiłam, irytowała mnie. Teraz nabieram do niej sympatii Maraudera oczywiście lubię, ale Solta i Reeda wręcz uwielbiam. Relacje między nimi stały się bardzo burzliwe, co mnie bardzo wciągnęło i zaciekawiło. Po przeczytaniu tego i poprzedniego rozdziału nie mam zbyt pozytywnych myśli, jednak żywię nadzieję, że wszystko się między nimi jakoś ułoży. Reed jest w fatalnym stanie, w dodatku czuje coś głębszego do przyjaciela, co tylko go dobija. Liczę, że chłopak nie umrze, ba, załamię się, jeśli tak się stanie XD

    Pozostaje mi jeszcze do omówienia kwestia Nevi i Maraudera. Marauder mnie ciekawi: z jednej strony potrafi być paskudny, ale z drugiej niesamowicie troskliwy dla siostry i Maddie. To w pewien sposób urzekający, ze względu na to tak mi się podoba. Co do Nevi, to zdecydowanie najbardziej pozytywna postać w tym opowiadaniu, niemal beztroska i pogodna. Zastanawia mnie tylko, jaką ona rolę odgrywa. Do tej pory pojawiała się co jakiś czas i nie wnosiła wiele, ale spotkała Soltera i myślę, że będzie miała jakiś wpływ na niego, więc może i też na Reeda. No cóż, tego się dowiem.

    Chyba tyle mam do powiedzenia. To dość długi komentarz jak na mnie i nie mam siły już sprawdzać, czy nie pojawiły się tam jakieś literówki i inne pierdoły albo czy zdania aby na pewno są logiczne i zrozumiałe. Wybacz mi, jakby co XD Nie muszę chyba dodawać, że czekam z wielką niecierpliwością na następne rozdziały. Pozdrawiam, życzę duużo weny, czasu i chęci! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jak ja mam ci dziękować za to wszystko? Niesamowita jesteś :)
      Do mnie też poprzednia wersja tego opowiadania nie trafiała. Cały czas mi w niej coś brakowało, ale sama nie wiedziałam czego. Zresztą nowe początki tego opka też nie są zbyt fortunne, na całe szczęście teraz pisze mi się je znacznie lepiej :)
      Aj, z tym czekaniem na nowy sezon serialu to trafiłaś w samo sedno - znam to uczucie aż za dobrze :D
      Ja nie wiem, jak wy możecie lubić Maddie :D Dla mnie ona sama wciąż jest irytująca. Jasne, nie tak jak na początku, ale to... trudna postać jest. Marauder to skomplikowany przypadek, a dalej nie będzie wcale łatwiej :D A co do Nevi... ona swoje jeszcze tutaj wniesie.
      Jeszcze raz bardzo ci dziękuję!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Czekam na nastepny rozdział ! <3
    Życze weny ;)

    W wolnej chwili zapraszam równiez do siebie - http://myybestenemy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Może ktoś odkrył, że Marauder zbyt mocno spoufala się z Maddie i dlatego przydzielili kogoś innego? Chcieli zaniechać ewentualnym polepszeniu kontaktów i może jakieś ewentualnej ucieczki? Zawsze jak więcej jednostek to więcej pomysłów i chęci na ucieczkę, ale ciut trudniej, bo więcej osób. Chociaż może żadne z nich by nie pomyślało o tym a powody są inne? Jednak brzmi to nieprzyjemnie, że zaczynają odchodzić mu obowiązku. To jakby schodziło się do "niepotrzebny jesteś", a wątpię aby oznaczało to wolność. A jednak Maddie nie buntuje się i robi, to co ma robić. Dobrze chociaż, że jest zdolna i taniec pomógł, bo kto wie, może sami stwierdziliby że się nie nadaje?
    Zastanawia mnie kto to zrobił Nevi. Mam szczerą nadzieję, że sprawcą nie był jej brat. Mimo wszystko zawsze to lepiej dostać od wroga niż od kogoś, kto jest ci bliski. Tylko tak właściwie to za co? Swoją drogą czy to nie jest tak, że ona może uzdrawiać innych, ale siebie nie? Często tak właśnie jest.
    Cóż oboje w pewien sposób potrzebują pomocy, drugiego człowieka, ale znaleźli kogoś obcego i trudno jest ot tak się wygadać, zaufać, pomóc. Ale czasem sama obecności przecież wystarczy. Można się od drugiej osoby czegoś nauczyć.

    "Matt był potężnie zbudowanym młodym mężczyzną, dużo silniejszym i wyższy od drobnej Madeleine." --> drobna literówka przy "wyższy"

    Hej, nie dałoby się tej informacji od Ciebie pisać trochę większymi literami?;p I co to w ogóle za przepraszam? Przeprasza to się wtedy kiedy dodaje się za późno ;P

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawa teoria - niebawem się okaże, czy miała jakieś podobieństwo z tym moim pomysłem ;) Co do Maraudera, to zdecydowanie zwolnienie go z obowiązków nie ma wiele wspólnego ze zwróceniem mu wolności.
      Maddie... Jeszcze jej nie złamali, choć pozornie robi, co musi. Bunt w tej chwili nie ma wg. niej sensu.
      Dlaczego myślisz, że krzywdę Nevi zrobił jej brat? :D Ciekawi mnie to, bo wydawało mi się, że przedstawiałam stosunki rodzeństwa w cudnie jasnym świetle :P W każdym razie do tego jeszcze wrócę - tak samo do jej daru :)
      Dzięki za wyłapanie literówki - już poprawiam!
      Ok, prośbę uwzględnię i to info jakoś inaczej odróżnię od tekstu rozdziału, żeby was nie katować małymi literkami :D
      Dzięki i pozdrawiam!

      Usuń
  12. Czemu to robisz Reedowi? T.T Biedny chlopak... :( Mam nadzieje, ze mimo wszystko miedzy nim a Soltem wszystko sie ulozy, nawet jesli nie beda razem. Chociaz nie wiem czy to by bylo latwe dla Reeda - wciaz sie przyjaznic z miloscia, ktora nie odwzajemnia uczucia i udawac, ze wszystko gra. Osobiscie na jego miejscu juz bym chyba wolala smierc... Moze Solt odwzajemni uczucia z czasem, ale jesli nie to Reed straci i przyjaciela i swoja milosc a to cholernie boli. :(
    Tutaj uwazam, ze jednak rozdzial nalezy do Nevi. Ciekawi mnie ona i na ta chwile ja lubie, nawet bardzo a do tego coraz bardziej mnie intruguje. Wiele cierpi, nie wiem dlaczego, moze sie wyleczyc, ale tego nie robi. Co nia kieruje? W dodatku nie krzyczy z bolu, jest silna i wciaz potrafi sie usmiechnac. Dla mnie to jest najsilniejsza postac z nich wszystkich. Ona a pozniej Reed.
    Lece dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im bardziej lubię którąś z postaci, tym większą frajdę sprawia mi znęcanie się nad nią. Ot, taki przejaw sadyzmu w moim wykonaniu :D
      Tak, Nevi to intrygująca postać i cieszę się, że ją polubiłaś. Ona dużo w życiu przeszła i chyba to spowodowało, że obecnie jest taka silna.
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  13. Widać, że Maddie coraz silniej oddziałuje na Maraudera. Zastanawiam się, czy on stanąłby w obronie każdej dziewczyny i czy na każdą by tak patrzył. Widać, że cały czas jest obok niej, gotowy by rzucić się na Matta, gdy będzie chciał zrobić coś złego. Nie potrafi ukrywać się z emocjami i wyraźnie pokazuje, że dziewczyna nie jest mu obojętna. Dla ich własnego bezpieczeństwa, nie wiem czy to dobrze.

    Podejrzewam, że cała ta sytuacja z Reedem jest dla Solta kompletnie niezrozumiała. Jeśli on sam nie jest gejem, to fakt pocałowania chłopaka na pewno w jakiś sposób go... dotknie. Jestem bardzo ciekawa, czy pojawi się jakaś wzmianka o tym, jak Solt to wszystko przeżywa i co dokładnie o tym myśli. Chciałabym, nie ukrywam :D
    A jeśli chodzi o jego relację z Nevi, to cieszę się, że powstał taki wątek. Przy niej pokazujesz Solta w całkowicie inny sposób. Jakoś tak... spokojniej. Jest troskliwy, skory do pomocy i pocieszania. Przy Reedzie niby też taki jest, ale przy Nevi bardziej go lubię ;D Nie wiem czy da się z tych moich tłumaczeń cokolwiek zrozumieć, ale mniejsza o to xD

    Idę dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie stanąłby ;) Dla niego samego te uczucia są sprzeczne z tym, co do tej pory sobą reprezentował.
      Solt jest rozbity i raczej będzie starał się uciec przed tymi myślami, ale bez obaw - jeszcze do tego wątku wrócę :)
      No, a Nevi tak chyba na wszystkich działa, że łagodnieją :)
      Dzięki!

      Usuń

Archiwum bloga