środa, 15 marca 2017

Rozdział 17






Solt

Dawno już nie miał okazji spacerować po centrum miasta tak zupełnie bez powodu. Jasne, czasami musiał udać się w te strony, ale wtedy starał się błyskawicznie wykonywać powierzone mu zadanie i uciec  niezauważony oddalić się od tego tłumu, zgiełku, miliona zgubnych emocji. Do tej pory bał się ich i unikał, jak mógł najskuteczniej, a tym razem z własnej woli wyszedł im na przeciwko z podniesioną głową.
To było dziwne. Równie dziwacznie czuł się przemierzając ciemne i pogrążone w głębokim śnie ulice Yelloy, mając przy swoim boku tak nietypowego towarzysza. Blondwłosa dziewczyna szła u jego boku powoli, ale też nie skarżąc się na żadne dolegliwości. Nie rozumiał jej uporu. Sam chciał zabrać ją gdzieś, gdzie mogłaby odpocząć, ale ona protestowała i nalegała, że jedyne, czego naprawdę potrzebuje, to ucieczka do rzeczywistości, a zwykły spacer najlepiej jej to umożliwi. Robiła to długo i skutecznie, bo jednak w końcu uległ. Pozwolił jej samej zadecydować o sobie, choć w głowie miał przygotowane mnóstwo wymówek, które ułatwiłyby mu przeforsowanie własnej opinii. Nie, on nie chciał zabrać jej tej prostej przyjemności, ale dla pewności od czasu do czasu monitorował emocje dziewczyny, gdyby przypadkiem przyszło jej do głowy zatajenie, że ból powrócił.
Wyłapywał poszczególne zapachy i utożsamiał je z uczuciami, które były mu dobrze znane. Szło mu łatwo, zbyt łatwo. Chłopak wciąż nie mógł do końca rozpracować o co chodziło z jej emocjami. Docierały do niego, ale były inne. Inne, tak jak ona sama. 
Spojrzał na nią z ukosa, gdy niespodziewanie przystanęła przy jednej ze sklepowych wystaw, obok których właśnie przechodzili. Dziewczyna, całkowicie go ignorując, zbliżyła się do przykurzonej szyby księgarni i wspięła się na palce, aby lepiej widzieć całą wystawę. Stanęła tak blisko, że jej lekko zadarty, obsypany jasnymi piegami, nosek niemal dotykał witryny, a drobne dłonie ułożyła płasko na szklanej powierzchni po obu stronach swojej twarzy. Przypominała osobę, która uwielbiała słodycze, a po raz pierwszy w swoim życiu odwiedziła cukiernię i mogła wybrać cokolwiek, co tylko sobie wymarzyła. To skojarzenie pojawiło się w jego głowie mimowolnie, ale Solter rzeczywiście jeszcze nigdy wcześniej nie widział, aby ktoś z podobną fascynacją przyglądał się rzędowi zwykłych książek. Tymczasem Nevi wpatrywała się w nie z najwyższą czcią. Jej wzrok przesuwał się niespiesznie po ułożonych ciasno koło siebie tytułach, zachwycał się kolorowymi okładkami i przeskakiwał z jednej pozycji na drugą. 
Solt uśmiechnął się na ten widok.
Dzieciak, pomyślał. Tak, Nevi wiele miała w sobie jeszcze z dziecka. Przede wszystkim cieszyła się jak ono, choć nawet w tej radości brakowało typowej energii i entuzjazmu, jakby dziewczyna cały czas trzymała własne emocje w ryzach. Czasami się w tym gubiła i zapominała o kontroli, a wtedy docierało do niego więcej, lecz nadal niedostatecznie dużo. On, o dziwo, pragnął poczuć całą potęgę jej uczuć. 
 Jesteś... nierealna  wyrwało mu się.
Oderwała wzrok od książek, aby móc na niego zerknąć. W błękitnych tęczówkach mignęło zdziwienie, ale dziewczyna szybko się zreflektowała i zaśmiała cicho. Miała przyjemny, dźwięczny głos. Nie tak natarczywy, jak u reszty dziewcząt, z którym miał kontakt na co dzień. Ten należący do Nevi był bardziej melodyjny. Dziewczyna śmiejąc się, marszczyła zabawnie nos, a w kącikach jej oczu pojawiały się ledwo widoczne kreseczki tworzące kurze łapki. Wyglądałaby naprawdę uroczo, gdyby nie rozległy siniak widniejący na policzku.
 Dość niefortunne stwierdzenie.  Przechyliła głowę, jakby głęboko zastanawiając się nad słowami swojego towarzysza, a kurtyna jasnych włosów przesypała się na jedno ramię.  Przecież jestem obok. Stoję tuż, tuż. Możesz sprawdzić, jeśli tylko chcesz.
Wyciągnęła dłoń w jego stronę, jakby rzeczywiście oczekiwała, że będzie chciał ją dotknąć i w ten sposób upewnić się w prawdziwości jej słów. On tylko cofnął się o kilka kroków.
 To niepotrzebne.  Pokręcił głową.  Wiem, że jesteś prawdziwa, a jednak nie spotkałem w życiu kogoś bardziej oderwanego od rzeczywistości. To... zaskakujące. W pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Nevi opuściła dłoń i wznowiła przerwaną wcześniej wędrówkę. Tym razem to ona pokierowała ich nocnym pochodem, decydując, że skręcą do najbliższego parku. Przez chwilę milczała, lecz nie trwało to długo.
 Ale czemu mam trzymać się uparcie rzeczywistości, kiedy nic dobrego z niej nie wynika? — Podjęła temat, kiedy już usadowiła się wygodnie na jednej z parkowych ławeczek. Usiadła kulturalnie, zakładając nogę na nogę i wygładzając materiał sukienki.
Solt dołączył do niej po chwili, ale w przeciwieństwie do swojej towarzyszki, która zajęła wyznaczone miejsce, przysiadł na oparciu, kładąc buty na siedzisku. Wyłapał, że dziewczyna zmierzyła go karcącym wzrokiem, ale nie skorygował swojego zachowania.
 Bo to normalne.  Wzruszył ramionami.  Kontakt z rzeczywistością jest mimo wszystko bezpieczniejszy. Poprzez bujanie w obłokach nikt jeszcze nic nie osiągnął.
 Jeszcze mi powiedz, że sam korzystasz ze swoich rad.  Zawołała, a widząc jego krzywą minę, parsknęła śmiechem.  No właśnie. Tak właśnie myślałam, że to określenie do ciebie również nijak nie pasuje. Gdybyś  nie był narwany, nie pchałbyś się w to bagno.
 Nie pchałbym się, gdybym miał jakikolwiek wybór. 
 Zawsze istnieje jakieś alternatywne rozwiązanie. 
 Nie, kiedy na szali waży się życie.
 Życie kogoś bliskiego? Przed tym kimś tak dzisiaj uciekałeś?  Uśmiechnęła się chytrze. — Miłość cię parzy? 
 Nieistotne. 
 Czyli jednak parzy. A mimo to skaczesz w samo epicentrum tego pożaru, zamiast się ewakuować, dopóki jest jeszcze na to czas. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Więcej niż prawdopodobne jest to, że sam się przy tym spalisz. To też nie będzie ważne? 
 Jeżeli to zapewni mu przetrwanie, uznam, że było warto.  Widział, że jasne brwi dziewczyny pomknęły ku górze w wyrazie zdumienia, a to go podirytowało. Zdenerwował się, bo ona ewidentnie połączyła fakty i doszła do pewnych wniosków. Nieważne, czy prawidłowych, czy też nie. Istotne, że zrozumiała i to nawet szybciej, niż on sam. Zanim zdążyła zadać kolejne pytanie, Solt zerwał się z miejsca.  Dlaczego ja w ogóle z tobą o tym rozmawiam? Przecież i tak tego nie zrozumiesz, dzieciakiem jesteś. I to dzieciakiem całkowicie dla mnie obcym. Powinienem cię tam zostawić w spokoju. 
 Wyrzuty sumienia by ci na to nie pozwoliły. — Wydawała się być pewna swoich słów, ale Solta nie przekonała.  Zeżarłyby cię w całości. 
 Do tego jednak trzeba mieć jakąś dobrą stronę, do której można się odwoływać. 
 Każdy ją ma.
 Skąd ta pewność? Spójrz na siebie. Ten, kto cię tak załatwił też był dobrą osobą?
 Odwracasz kota ogonem.  Próbowała się bronić.  Rozmawialiśmy o tobie. 
 Nie jestem dobrym przedmiotem jakiejkolwiek konwersacji, ale ty owszem.  Przykucnął tuż przed nią i utkwił w niej uważne spojrzenie.  Jesteś Uzdrowicielką? 
Ledwo zauważalny grymas przebiegł po twarzy dziewczyny, lecz szybko zdołała go opanować i pogody uśmiech na nowo odmalował się na jej ustach. Była odważna. Wytrzymała jego wzrok na sobie, odpowiadając śmiałą ripostą.
 Tak, posiadam dar uzdrawiania ludzi.  Przytaknęła.  Jednym dotykiem potrafię sprawić, że najgłębsze rany się zasklepiają nie pozostawiając po sobie najmniejszej blizny, a nieuleczalne choroby znikają bez śladu.
Zaintrygowała go. To, co mówiła, że potrafi zrobić, mogło mu znacząco pomóc, ale jednocześnie brzmiało zbyt pięknie. Musiało nieść za sobą jakieś ograniczenia.
 Jaki jest haczyk?
Nie odpowiedziała od razu. Zamiast tego, sięgnęła po jego rękę i ujęła ją we własne dłonie. Solt przyglądał się jej poczynaniom, ale nie protestował. Widział, jak dziewczyna dotyka starych blizn, które powstały na jego skórze po dawnym starciu z potworem z lasu. Nevi na krótką chwilę zakryła ją przed jego wzrokiem, a kiedy odsłoniła, po zabliźnionej ranie nie pozostał nawet ślad. Na jego skórze. Blizna bowiem wcale nie znikła, a w niewytłumaczalny sposób pojawiła się na ciele blondynki, dokładnie w tym samym miejscu, w które został zraniony on sam. Przez kilka sekund była czerwona i wyraźna, a potem przygasła i zbladła. Po chwili bardziej przypominała zwykły siniak.
— Nevi... - Solt był zszokowany. Przysiadł na ziemi i spoglądał na dziewczynę z niedowierzaniem. Tysiące myśli kłębiły się w jego głowie, ale nie umiał ubrać w słowa żadnej z nich. Żadne nie chciało przejść mu przez gardło. Jeszcze chwilę wcześniej pragnął prosić ją o uleczenie przyjaciela, lecz w takich okolicznościach było to niemożliwe. Nevi jednak nie wydawała się w najmniejszym stopniu poruszona tą demonstracją ani emocjami, jakie wywołała swoim małym pokazem. 
 Uleczając kogoś, oddaję mu cząstkę samej siebie, swojego zdrowia  wyznała szeptem. 
 To przerażające. Ale chyba możesz uleczyć samą siebie?
 Mogę, ale tego nie robię.  Zaprzeczyła, gwałtownie potrząsając głową. Zanim zdołał w jakikolwiek sposób zareagować, odwróciła się do niego tyłem, odsunęła zasuwak i zsunęła rękaw sukienki, odsłaniając nagie plecy. Skóra na nich była brutalnie poraniona: pokryta siniakami oraz śladami starych nacięć.  Raz próbowałam. Więcej tego nie powtórzę. Bo to wcale nie jest takie proste, jak może się wydawać. Określiłabym to raczej mianem drastyczne i bolesne. Jakbym rozpadała się na milion kawałeczków.


Maddie

Planowali kolejny trening. Matt jak poprzedniego ranka przyszedł po nią do pokoju, a potem wspólnie udali się do sali treningowej. Czarnoskóry mężczyzna nawet nie zdążył wytłumaczyć jej, na czym tym razem się skupią, kiedy rozdzwonił się jego telefon, a on po krótkiej rozmowie, oznajmił, że musi na krótką chwilę zostawić ją samą. Nie oponowała. Nie próbowała też uciekać, zbyt świadoma, że na korytarzu na pewno ustawił się już kolejny strażnik, który nie pozwoliłby jej uciec. Nie chciała utwierdzać się w swoich przekonaniach, po prostu zaczęła swoją rozgrzewkę.
Rozpoczęła od porozciągania się, a potem mimowolnie zaczęła wirować. Nawet, gdy miała na sobie strój wojownika, wciąż więcej w niej było z baletnicy niż żołnierza. Jej ruchy były zbyt lekkie, przejścia zbyt eleganckie. Przymknęła powieki. W wyobraźni z łatwością zamieniła wygodne, dresowe spodnie i krótki top na jedną ze zwiewnych, tiulowych sukienek. Przypomniała sobie stary układ taneczny, do którego tak starannie się przygotowywała, a którego nigdy nie miała okazji wykonać. Jej nieobecność... ciekawe, czy ktokolwiek uznał to za coś groźnego, czy po prostu stwierdził, że to jeden z kaprysów rozpieszczonej laleczki, której znudziły się występy w teatrze.
Potknęła się. Upadła. Nie miała siły, aby wstać. Wróciły wspomnienia, a za ich sprawą dopadł ją głos Benjamina mówiący, że pomyłki są dla ludzi, a ona jedna czyni z nich coś niewybaczalnego. Miał rację. Nadal nie potrafiła ich  w pełni zaakceptować, ale zostawała do tego zmuszana raz po raz. Brak buntu był jedną z takich pomyłek, ale sam sprzeciw stanowił coś znacznie bardziej bolesnego.
Dziewczyna otworzyła oczy i odszukała swoje odbicie w szklanej tafli  blizna na policzku zdążyła już nieco zbladnąć. Nie była już jarzącą się, czerwoną krechą. Powoli nabierała srebrnej barwy, ale nadal rzucała się w oczy. Zawsze już będzie. Maddie zakryła ją dłonią, aby zasłonić ją przed wzrokiem.
— Co ty wyprawiasz?
Znajomy głos wyrwał ją z transu i zmobilizował, aby wstać z ziemi.  Dziewczyna zerknęła na przybysza ze znużeniem. Nie miała już siły, aby nadążać za jego zmiennymi nastrojami ani tym bardziej toczyć z nim wojnę, do której najwyraźniej w tym przypadku dążył. Powoli traciła energię do wszystkiego. On, jakby tego wcale nie zauważając, przeszedł przez pomieszczenie i stanął nad nią z wyrazem twarzy mówiącym o kompletnym braku zaufania oraz ciągłej złości.
— Gdzie Matt?  Marauder zażądał odpowiedzi.  Miał być z tobą.
— Musiał gdzieś iść.  Wzruszyła ramionami, pokazując, że wcale ją to nie obchodzi.
— A ty zostałaś?  spytał z niedowierzaniem. Całą swoją postawą okazywał jej swoją niechęć, czego ona sama nie potrafiła pojąć. Jeszcze kilka dni temu sprawiał wrażenie przyjaźnie nastawionego i chętnego do pomocy. Tym razem jednak powrócił tyran.
— Możesz w to nie wierzyć, ale nie jestem na tyle głupia, aby uciec.  Prychnęła ze złością i odwróciła się do niego tyłem. Jak gdyby nigdy nic, wróciła do przerwanej rozgrzewki.
Marauder przysiadł pod jednym z luster i obserwował poczynania dziewczyny, nie odzywając się już ani słowem. Ona sama od czasu do czasu odszukiwała spojrzeniem jego odbicie w szklanej tafli przed sobą, ale nie szukała bezpośredniego kontaktu. Chłopak wyglądał na zamyślonego. Ciągle się jej przyglądał, ale najwyraźniej pomknął gdzieś za swoimi myślami i przez to wydawał się jej oderwany od rzeczywistości jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Intrygował ją, a jednocześnie denerwował swoim milczeniem. Maddie wiedziała, że mogłaby wymusić na nim, aby zdradził, co go dręczy. Mogłaby, bo przecież ciężko pracowała nad okiełznaniem swojego daru i czyniła na tym gruncie spore postępy, ale jednocześnie miała w sobie dość skrupułów, żeby tego nie zrobić. Mimo to nie potrafiła zapomnieć o jego obecności. Z rozdrażnieniem spostrzegła, że pod jego badawczym spojrzeniem nie potrafi się skupić na ćwiczeniach. Jej dłonie drżały z poddenerwowania, a kolejnym ruchom brakowało precyzji. Starała się, ale z każdą, upływającą chwilą, przestawała dostrzegać sens swoich działań. W końcu ich zaprzestała. Po prostu zatrzymała się przed chłopakiem, a potem kilkoma, zdecydowanymi krokami pokonała odległość, jaka ich dzieliła. Usiadła obok niego z tak ogromną energią, że zdawało się, że lustro za ich plecami zatrzęsło się pod wpływem tego ruchu. Marauder nie zareagował. Wpatrywał się w jeden punkt po drugiej stronie sali, a kiedy w końcu przemówił, użył słów, których ona wcale się nie spodziewała.
— Też bym nie uciekł. To byłaby głupota, na którą pokusił się mój ojciec  wyznał, uśmiechając się gorzko, zaledwie jednym kącikiem ust.  On również posiadał dar i pracował dla organizacji, wiesz? Był potężnym telepatą. Potrafił odczytywać myśli, ale nie tylko. Przede wszystkim umiał nieźle mieszać w głowie, a nawet doprowadzać do szaleństwa. W każdym razie Mistrz lubił mieć go przy sobie. Wykorzystywał jego umiejętności jako wykrywacz kłamstw i swoisty element tortur. Dzięki temu mógł sprawdzać lojalność swoich podwładnych, a i więźniowie nie mogli go oszukać. Nikt nie mógł tego dokonać.
Zamilkł, jakby uzmysławiając sobie, że powiedział zbyt wiele. Ona jednak wolała usłyszeć więcej, o wiele więcej. Skoro już się przełamał i porzucił tą maskę nienawiści, za którą się chował, a ostatecznie przemówił, chciała słuchać, poznać, może wreszcie zrozumieć jego postępowanie. 
 Oprócz twojego ojca?  Próbowała nieśmiało pociągnąć temat, a on dał się do tego przekonać.
Marauder pokiwał głową. 
 Mistrz go cenił, może nawet lubił, choć w jego przypadku ciężko mówić o jakiejkolwiek sympatii.  Kontynuował.  Mimo to, kochanemu tatusiowi poprzestawiało się we łbie od tego dobrobytu i nagle jakby go olśniło, że to, co robi, jest złe. Zdradził. Oszukał Mistrza raz i drugi, aby mu zaszkodzić, a potem chciał uciec, ukryć się razem z nami w bezpiecznym miejscu. Nie zdążył. Zamordowali go, gdy się wymykał.
 Przykro mi.
Naturalna reakcja. Słowa te wymknęły się z jej ust samoistnie, nie czekając na pozwolenie. Były tak strasznie oklepane, że aż zmroziły ją samą. On też lekko się skrzywił, jakby zbyt często słyszał podobne frazesy. 
 Niepotrzebnie.  Zbył ją.  To była jego decyzja, jego błędy, za które musiał odpokutować.
To nie zabrzmiało zbyt dobrze, trąciło okrucieństwem, którego dziewczyna nie potrafiła zrozumieć. Maddie sama nie była najlepszym człowiekiem, wcale się za takiego nie uważała, ale jednak członkowie rodziny byli dla niej niezwykle ważni, a śmierć matki była największą tragedią, z jaką musiała się zmagać od dziecięcia.
— Jak możesz tak mówić? Nie było ci nawet przykro?
— Nie.  Rzucił krótko, bez zastanowienia, ale z całą stanowczością, na którą było go stać.  Był głupcem.
— Nie wierzę, że mówisz to szczerze.
— Nie mam powodu, żeby kłamać.
Faktycznie nie miał. Nie musiał przecież imponować jej okrucieństwem  swoje prawdziwe oblicze ujawnił niejednokrotnie.
— Więzi rodzinne nic dla ciebie nie znaczą?
To było nieodpowiednie pytanie. Zrozumiała to, gdy posłał jej lodowate spojrzenie oczu w tym dziwnym, niezidentyfikowanym kolorze. Milczał przez chwilę, a ta cisza znaczyła dla niej znacznie więcej, niż wszystkie ze słów, które do tej pory wymienili.
— Są dla mnie wszystkim, Maddie.
— Więc, dlaczego...
— To nieistotne.
— Śmierć rodzica nie zrobiła na tobie żadnego wrażenia? Ja bym tak nie potrafiła funkcjonować.
— Wiem.
Uśmiechnął się. Pierwszy raz od początku ich rozmowy tak zupełnie szczerze, a nie cynicznie czy wręcz smutno. Tym razem w jego uśmiechu udało się wychwycić pewnego rodzaju sympatię i zrozumienie. Ten gest nie trwał jednak zbyt długo. Zniknął, gdy tylko dziewczyna wypowiedziała kolejne słowa.
— Brakuje mi go strasznie  wymamrotała, splatając ze sobą ciasno palce i wyłamując je nerwowo. Za dużo było tej szczerości na jeden raz i to ją przerażało, a zarazem wywoływało straszliwy gniew.  O tym też wiesz? Nie ma nikogo, za kim tak bardzo bym tęskniła. Oddałabym wszystko, aby tu był. Wszystko.
Nie musiała tłumaczyć, kogo ma na myśli. Marauder natychmiast to zrozumiał, a świadomość ta nieco go spłoszyła. A może po prostu nie mógł wytrzymać jej bliskości. Wstał z ziemi i zaczął się przechadzać od ściany do ściany. Nosiło go, jakby sumienie nie dawało mu wysiedzieć w miejscu.
— To twoja słabość.  Stwierdził beznamiętnie.  Musisz z nią walczyć.
— Proszę.  Popatrzyła na niego błagalnie, a tym samym zmusiła, aby się zatrzymał i znowu nawiązał z nią kontakt. Przystał na to niechętnie.
— O co prosisz?
— Nie ucieknę, obiecuję. Będę posłuszna. Zrobię wszystko, czego będziecie chcieli, ale pozwól mi zadzwonić do ojca. Chcę tylko usłyszeć jego głos i powiedzieć, że ze mną jest wszystko dobrze. Błagam.
Przez chwilę nie odpowiadał. Maddie straciła wręcz nadzieję, że chłopak zabierze głos w tej sprawie i wyrazi aprobatę, ale on w końcu się przełamał. 
— To niemożliwe.
Dziwnie brzmiał, na co z początku nie zwróciła uwagi, ale kiedy ponownie zamilkł i najwyraźniej nie miał zamiaru kontynuować, Maddie nabrała podejrzeń i dokładniej zaczęła analizować jego zachowanie. Nie podobało się jej, że zachowywał taki dystans ani sposób, w jaki na nią patrzył. Cholernie przepraszająco, a jednocześnie bardzo agresywnie. Tak, jakby oczekiwał, że domyśli się prawdy. Nie zrobiła tego.
— Czemu?
— Ponieważ on nie żyje, Madeleine. Sam go zamordowałem.



No to mamy Maraudera w roli... dupka? Nawet nie wiem, jak go określić, bo jego postać całkiem wyrwała mi się spod kontroli. Aż boję się pomyśleć, jak ja skończę to opowiadanie, skoro teraz powstają mi takie kwiatki. No, ale to nie moja wina! Poza tym jego wahania nastroju... gorsze niż u baby w ciąży! Jednak możecie wierzyć lub nie, ale ta naprzemienne wściekłość i chęć opowiedzenia Maddie o całym swoim życiu ma swoje uzasadnienie, które może poznacie niebawem.
Eh, ciężko pisało mi się ten rozdział - stąd ta zwłoka. Pod względem jakości też nie jest super, hiper, ale mam nadzieję, że potem będzie lepiej. Muszę się rozpisać po prostu. 
Trzymajcie się!

20 komentarzy:

  1. Hej :)
    Dzięki piękne za info o rozdziale. Niestety, ale muszę poinformować, że nie wiem, kiedy go przeczytam, ponieważ mam zapierdol w szkole (nie chodzi tyle o skumulowanie sprawdzianów, ale o kampanie społeczną, którą przygotowujemy, a nerwy przy tym są ogromne...) i nawet nie mam czasu, aby przeczytać Opowieści z Akademii Nocnych Łowców :C
    Także rozdział na pewno przeczytam w weekend, ale z pewnością nie będzie to ten weekend.
    PS: Wkurzyłam się, bo moje oczy padły na ostatni wers rozdziału i przeczytałam "Ponieważ on nie żyje, Madeleine. Sam go zabiłem." Chodzi o to, że zabił jej ojca, prawda? Nie odpowiadaj. Sama to wiem :< A nie spodziewałam się tego i zepsułam sobie takie zasko!!! GRRR!!!
    No nic... eh...

    Pozdrawiam ciepło i życzę wiele weny na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :D
      Oj, daj spokój! Przecież wiadomo, że szkoła jest ważniejsza. Blog grzecznie poczeka ;)
      No i po coś tam patrzyła? Psuju ty! :D Za karę nie będzie niespodzianki! Przynajmniej w tej części, bo i perspektywa Solta może okazać się zaskakująca.
      Pozdrawiam i dziękuję, że mimo wszystko znalazłaś chwilę, żeby dać znać :)

      Usuń
  2. Mogłam spodziewać się tego, że byłoby zbyt prosto, gdyby Nevi tak po prostu uleczyła Reeda. Wcześniej do głowy mi nie przyszło, że w jej darze może kryć się jakiś haczyk. Nie wiem czy do końca dobrze rozumiem jej zdolność… To jest tak, że za każdym razem gdy dziewczyna kogoś leczy, to oddaje cząstkę siebie, prawda? Czyli można by powiedzieć, że jej dar jest „ograniczony”? Nevi nie może go zbyt mocno nadużywać, bo inaczej sama siebie zniszczy, tak? To smutne, że mając tak wspaniałe zdolności dziewczyna nie może ich tak po prostu używać do czynienia dobra…

    Co do Maraudera, to masz rację… W tym rozdziale wyszedł na dupka. Jeśli już musiał, to mógł powiedzieć Maddie, że jej ojciec nie żyje. Mógł podarować sobie kwestię, w której przyznaje się do zamordowania mężczyzny. Z drugiej strony może to lepiej, że wyrzucił z siebie to już teraz, niż żeby Maddie dowiedziała się tego od kogoś innego i to wówczas, gdyby ich relacja bardziej się rozwinęła. W każdym bądź razie współczuję Maddie, bo straciła jedyną osobę w swoim życiu na której jej zależało. Zastanawiam się jak to zniesie. Czy wpadnie w rozpacz czy w furię? Po tej dziewczynie można spodziewać się wszystkiego. Z niecierpliwością będę czekała na dalszy ciąg :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że w każdym niezwykłym darze kryje się jakiś haczyk, a w każdym razie w większości z nich. Ten związany z umiejętnościami Nevi po prostu w brutalny sposób dotyka jej samej. Dokładnie jest tak, jak to zinterpretowałaś. Nevi oczywiście może nadużywać swojej mocy, bo ona nie ma jako takich fizycznych granic, ale konsekwencje tego mogą być dla niej... straszne.
      A Marauder... tego chyba nie skomentuję. Sami zobaczycie, co naprawdę nim kierowało, gdy zdecydował się wyznać prawdę Maddie.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Nevi jest naprawdę fascynująca osoba. Ciesze sie, ze miedzy nimi wywiązał sie dialog, mało przerywany, bo troche miłego brakuje-nawet jeslu jestem miłośniczka opisow uczuc. Solt ma zmienne nastroje, widze, jak zwykle, ale mysle, ze Nevi juz nie bedzie dla niego obojętna... jej dar to wlasciwie przekleństwo w jakims sensie; to okropne, ze nie moze uzdrowić samej siebie w jakis normalny sposob :( a co do drugiej czesci, brakowało Maddie i to vardzo, wiec ciesze sie, ze była jej perspektywa. Troche zabrakło mi w jej fragmencie tego, co sądzi o treningach samych w sobie, ale ponadto... zastanawia mnie, czy Marauder kłamał czy nie- mowię oczywiscie o ostatnim zdaniu... dlaczego musi bronić sie przed bliskością w taki sposob? Dlaczego potrafi byc tak okrutny? Ciekawe, co zrobił mu ojciec - mu i reszcie rodziny? - skoro tak o nim mowi? Czy za ta zdrada stoi cos jeszcze? Musze przyznać, ze bardzo zaciekawił mnie ten fragment i niecierpliwie czekam na kontynuację ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak uważasz. Kreowanie tej postaci wymaga jednak więcej uwagi, a skoro jest to zauważalne, to czuję, że spełniłam swoje zadanie :)
      O samych treningach w odbiorze Maddie jeszcze pojawi się kilka wzmianek ;) A co do Maraudera... To chyba perełka wśród moich postaci - jeszcze nigdy nie stworzyłam tak dziwnego i skomplikowanego bohatera. Nawet Nevi nie jest w połowie tak zagmatwaną osobowością. W każdym razie nie odpowiem teraz na twoje pytania, ale niebawem odpowiedzi same się znajdą :)
      Dziękuję ślicznie i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Tak, masz rację, Marauder zachowuje się jak baba w ciąży:-D ale naprawdę widać po nim ze spotkało go bardzo dużo złego, co zmieniło jego osobowość... ukształtowało pewne rodzaje zachowań... To co wyznał na końcu..naprawdę zabił ojca Maddie? .... To teraz już na pewno się nie polubią... A wydawać by sie mogło ze nawet jest nadzieja bo Maddie jakby przyzwyczaja się do nowych warunkow...
    Soltowi znajomość z Navi dobrze robi. Mam wrażenie że przy niej ogarnia go spokój. Nie uderzają w niego jej uczucia, więc łatwiej pewnie też mu się z nią rozmawia. Jeśli chodzi o nią sama... kurczę nie spodziewałam się ze w taki sposób działa jej dar. To okropne. W jej przypadku oddać za kogoś życie nabiera zupełnie innego wyrazu.

    Vicky
    in-love-with-an-angel.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie nie będzie im łatwo na nowo zbudować jakichś cieplejszych relacji, ale kto ich tam wie :P
      Można powiedzieć, że Solt przy Nevi czuje się jak normalny człowiek. Było mu to potrzebne. Zdecydowanie. A ona sama... cóż, czasami bywa zbyt dużą altruistką, ale o tym kiedy indziej ;)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  5. Nevi jest niezwykłą dziewczyną. Mimo takiego okropniego skutku ubocznego, jaki posiada jej dar i tak uzdrawia innych ludzi, choć to pozostawia na jej ciele ślady. To ciekawe, że akurat w tak ciężkim momencie w swoim życiu, Solt trafił właśnie na nią.

    Marauder to okropny gość. A wydawał się taki sympatyczny i myślałam, że połączy go coś poważniejszego z Madeleine. Ale on musiał zrobić tak niewybaczalną rzecz jak pozbawienie życia ojcu dziewczyny. Co on wtedy myślał? Na pewno miał prawo wyboru czy dokonać tego czynu czy też uciec i się ukrywać. Teraz tylko skomplikował sprawy pomiędzy nim, a Madeleine.

    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ona zdecydowanie jest niezwykła :)
      Myślę, że im bardziej rozbudowana historia, tym łatwiej będzie zauważyć prawdziwe charaktery poszczególnych postaci. Tylko odnośnie tego prawa wyboru... W teorii posiada je każdy, w praktyce wolna wola Maraudera jest równie "rozległa" jak ta Maddie.
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  6. Nie powiedziałabym, że Marauder to dupek :D Ale ty jesteś autorem i wiesz lepiej. Jednak ja go tak nie widzę. Rozumiem jak na razie wszystko, co on robi... tzn. niewiele rozumiem, ale jego postępowanie wydaje mi się naturalne, a on sam ciekawą postacią, o której chcę wiedzieć więcej. Ale może zacznę od początku :D

    Nevi zaczyna wzbudzać moją ciekawość, co sobie przewidziałam w poprzednim komentarzu :D Podoba mi się jej spokój i właśnie takie oderwanie od rzeczywistości. Trochę jakby miała płaszcz ochronny, dzięki któremu może udawać, że to wszystko nic. Jej moc też mi się bardzo podoba. Nie przepadam w opowiadaniach, gdy postacie po prostu coś dostają i jest super. Negatywne konsekwencje mocy jest zgodne z moją zasadą, że nie ma nic za darmo.
    No i podobało mi się to zdanie "Jeszcze mi powiedz, że sam korzystasz ze swoich rad." :D

    Końcówka z tym ojcem wyszła ci tam dobrze, że ooo. Ale nie mam mu za złe tego, co zrobił. Nie mam mu też za złe, że nie tęskni za ojcem. Bo tak na serio, to nie wiemy, jakie były między nimi relacje. Jego ojciec też nie mógł być jakimś kochającym aniołkiem, skoro pozwolił wmieszać dzieci w takie coś. Przez to Marauder pewnie też ma zrujnowaną zdolność odróżnienia dobra i zła. Dla mnie on trochę błądzi po omacku, jakby sam nie wiedział, co jest właściwe. Jakaś część niego chce pomóc, chce chronić i chce robić dobre rzeczy... ale w życiu przekonał się, ze robienie dobrych rzeczy wcale nie jest przejawem mądrości. Że chronić lepiej przez zło? Nie wiem do końca, ale tak go sobie na ten moment zinterpretowałam.

    Nie mogę się doczekać kolejnej części ; )
    Pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może sprawiać wrażenie dupka, a czy nim jest to już inna sprawa. Każdy wyrobi sobie inne zdanie, ja osobiście wolę wstrzymać się z wydaniem wyroku :D
      Ja strasznie lubię komplikować życie moim postacią, a Nevi jest świetnym przykładem tego działania :D
      Oj, to jest chyba sedno wszystkiego, co złe w Marauderze. Bo skądś to się jednak musiało wziąć... I to twoje ostatnie stwierdzenie - chronienie przez zło - strasznie mi się podoba :D No, ale zobaczycie, co wymyśliłam :D Na ten moment nie zdradzam zbyt wiele :D
      Dziękuję ślicznie i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Czy to aby normalne, że Nevi wie tyle rzeczy? Skąd niby wiedziała, że to miłość? Takie doświadczenie, intuicja? W każdym razie Solt wpadł w małą pułapkę zwierzeń. Może i ona jest dzieckiem, ale widać, że całkiem sporo potrafi zrozumieć. Ach to jednak ona coś odczuwa, jak kogoś leczy. Ej, to już jest kiepskie uzdrawianie kosztem siebie. Ciekawe jak to się objawia, kiedy ona chce uleczyć własne rany. Teraz niechęć do Maraudera jest większa. Jak on mógł pozwolić, aby jego siostra kogoś leczyła, wiedząc o tym, jak ona odczuwa to? Wątpię, aby o tym nie wiedział. Pokazał tym, że jakaś dziewczyna jest ważniejsza od jego siostry. Jaki z niego brat?
    Nie jestem przekonana, co do tego, że mówił prawdę Maddie. Jakoś czuję, że kłamał. Czuję, że po prostu chcieli ją tu zatrzymać, aby pomyślała, że nie ma już nikogo, więc czemu nie mogłaby wykonać tego zadania skoro pozbawiono ją rodziny. No bo po co mieliby go zabijać? Nie sądzę, aby odnalazł córkę. W pewnym sensie mogę negatywny stosunek do własnego ojca ze strony Maraudera, ale tylko wtedy kiedy on faktycznie zrobił coś jego rodzinie. W przeciwnym razie nie rozumiem złości. Chyba, że poglądy różniły ich diametralnie, wtedy czasem nienawiść rodzi się w mgnieniu oka.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nevi jest spostrzegawczą istotką, a zachowanie Solta dużo mówi o jego stanie psychicznym. W każdym razie on wcale jej nie przytaknął, to ona wysunęła swoje wnioski, a czy prawidłowe, czy też nie...
      Nevi wiele rzeczy bratu nie mówi. Szczególnie, jeżeli chodzi o ich umiejętności - Marauder kilka rozdziałów temu sam dziwił się, dlaczego dziewczyna nie leczy własnych ran. Długo się nie widzieli, długo byli od siebie oddzieleni i chyba stąd ten brak wiedzy.
      A co do Maddie i Maraudera - niebawem się wyjaśni :D Ja nic nie zdradzam :D
      Pozdrawiam i dziękuję!

      Usuń
  8. Nie wybaczę sobie tego spoileru wtedy =.=" grrr!!! Miałabym takie zaskoczenie teraz... fuck!

    Coś tak czułam, że Nevi nie bez powodu się nie ulecza. I jakby nie dość tego, przekazuje temu, kogo uzdrawiam swój kawałek zdrowia. Zastanawiam się teraz, czy Mar o tym wie. Pamiętam, że poprosił przecież siostrę, aby pomogła Maddie, gdy ta skaleczyła się odłamkami szklanki. Prosiłby ją o to, wiedząc w jaki sposób zachodzi cały proces uzdrawiania? Ciekawe, sam jej dar i ta moja zagwostka odnośnie prośby Mara do siostry.
    I naprawdę dobrze i interesująco opisałaś dar Navi. Nie czysty cud, dotnie jak Roszpunka (tyle, że ona włosami xD) z Zaplątanych i już, zdrowe. Navi się poświęca i sama się przy tym nieco bardzo krzywdzi. Już nie chcę myśleć, co by było, gdyby Solt poprosił ją o uzdrowienie Reeda z Glejaka zanim ona powiedziała mu o tym "haczyku" :|
    Biedna.
    I teraz Mar i Mads. Mads pewnie ucieszyła się, że w końcu Mar coś o sobie więcej powiedział, ale chyba nie to chciała usłyszeć. Chyba chciała, moim zdaniem jak większość ludzi, usłyszeć coś, po czym mogłaby się zdenerwować i nie czuć współczucia czy żalu. Tak strasznie współczuję Marowi. Wydaję mi się nawet, że, gdzieś w głębi duszy, jest zły na ojca, że nie udało mu się uciec i teraz razem z siostrą muszą siedzieć w tej organizacji i męczyć się, a Mar boi się o siostrę. Pewnie sam by chciał uciec z nią, ale strasznie się boi niepowodzenia. Wybiera mniejsze zło.
    Końcówka (moja reakcja byłaby bardziej emocjonalnie subiektywna, gdyby nie to, że sama sobie spoiler w tedy zrobiłam, eh...).
    Więc jednak moja teoria się sprawdziła, jej ojciec nie żyje, poprawka został zamordowany. Nie spodziewałam się tylko, że to właśnie Mar, go zabił. Może i przeszło mi to, kiedyś przez myśl, ale niezauważalnie.
    Biedna Mads, biedna Navi, Mar, Solt. Wszyscy... współczuję każdej z tych postaci.
    Ciekawa jestem jej reakcji. Pewnie się wkurzy, rzuci się na niego, rozpłacze... Nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie jak można na takie coś zareagować.
    Lecę do następnego ;)

    Pozdrawiam, weny i inspiracji :3
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już niebawem wyjaśnię, jak to jest z tą wiedzą Mara odnośnie daru siostry :D
      Oj, u mnie nic zbyt łatwo być nie może - większość z darów niesie za sobą pewne konsekwencje, a u Nevi są one po prostu bardziej widoczne.
      Mar zdecydowanie jest zły na ojca, ale jakie ma ku temu powody... o tym jeszcze będzie. W każdym razie ta nieudana ucieczka jest tylko szczytem góry lodowej. Chłopak faktycznie boi się o siostrę, ale czy pragnie opuszczenia organizacji?
      Ślicznie dziękuję za komentarz i pozdrawiam! :)

      Usuń
  9. O zesz w morde... Dalas niezle do pieca i coraz bardziej podoba mi sie ten opek *-* Bedziesz mi miala za zle jesli bede uczyla sie pisania na Twoim opku? Bo tak wszystko ladnie opisujesz, zwlaszcza emocje,ze po prostu wow. Tylko brac z Ciebie przyklad. Tez tak chce T.T
    No i masz ode mnie dwa wielgachne, olbrzymie plusy za te dwa newsy o mocy Nevi (tego sie nie spodziewalam dopoki lekko nie podsunela, bo nim powiedziala, to juz sie domyslilam, a to jest swietne posuniecie by ograniczyc jej moce; sama uwielbiam jak kazdy ma swoje ograniczenia w mocy i nie zawsze jest tak pieknie) no i Mar oraz zabicie ojca Mads... Az mi sie ista mimowolnie otworzyly z szoku, ale wyszlo super! Czy Mar to baba w ciazy? Nie, raczej az tak nie. Bardziej bym powiedziala to o Mads, bo ta moim zdaniem ma takie humorko, ze cholera bierze. Nie sadze tez, by Mar sam od siebie zabil ojca Mads. Siedzi w okrutnej organizacji, robi, co mu kaza wiec z cala pewnoscia dostal polecenie zabicia ojca Mads. No coz...tak bywa. Jestem ciekawa czy to przez to poczul wiez z nia czy to co innego. No i jak to teraz miedzy nimi bedzie. Moge strzelac, ze Mads sie wkurwi i znienawidzi Maraudera. Wcale bym sie nie zdziwila. To naturalne. W jeszcze dodam, ze nie kazdy rodzic jest dla swojego dziecka wspanialy i dziecko musi za nim tesknic. Nie. Nikt nie wie jaki rodzic jest dla dziecka. Zapewne to nke wina Mara, ze nie teskni za ojcem. Moze jego ojciec stal sie zlym czlowiekiem i dla niego takze nie wolno tak szybko wysnuwac wnioskow.
    Lece dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boziu, nawet nie wiesz jak mi miło! Tylko nie jestem pewna, czy dobry ze mnie przykład do nauki, ale bardzo mi to schlebia!
      Nie mogłoby być tak łatwo, bo gdyby uzdrawiała ludzi tak bez żadnego problemu, Solt nie miałby skrupułów, aby prosić ją o pomoc w przypadku Reeda :D A tak... No nie będzie z górki :D
      Aj, ale do humorków Mads to myślałam, że już się przyzwyczailiście! A Mar to był dość stabilny, w każdym razie do pewnego momentu :D
      A jak to było ze śmiercią ojca Maddie to niebawem się przekonacie.
      Dziękuję!

      Usuń
  10. "Ale czemu mam trzymać się uparcie rzeczywistości, kiedy nic dobrego z niej nie wynika?" - piękne zdanie <3

    Nie mam żadnych wątpliwości, że Nevi jest chyba jedyną osobą, która mogłaby pomóc Reedowi. I teraz pytanie, czy gdyby wzięła na siebie jego chorobę, to czy potrafiłaby się z niej wyleczyć? I drugie - czy Solt byłby w stanie poprosić ją o taką przysługę? W sumie byłam zaskoczona, że od razu odrzucił taką ewentualność, gdy dowiedział się jakie konsekwencje przyniosłoby to Nevi. No bo jakby nie patrzeć, ona jest dziewczyną, z którą gadał tylko kilka razy, a Reed przyjacielem. Nie zdziwiłabym się, gdyby jego zdrowie przekładał przed zdrowie Nevi. I dziwię się, że tego nie zrobił. Ale to dobrze z jego strony ;-)

    Zdziwił mnie też Marauder. Skąd u niego taka nagła chęć do zwierzeń Maddie? Niby dobrze, bo dzięki temu dowiedzieliśmy się coś o jego przeszłości o ojcu, ale naprawdę nie rozumiem czemu tak nagle zaczął się przed nią otwierać. I jeszcze ta końcówka :O Serio zabił jej tatę? Lecę dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3
      No nie do końca jedyną ;) Ale jej pomoc dużo by ułatwiła - niestety, nie ma tak łatwo. Nie może być. Nawet, gdyby dobrowolnie się na to zgodziła, jakaś ofiara musiałaby być. Pewnych chorób nie da się, ot tak zniknąć.
      A co do Solta to nie powiedziane, że on całkiem wybił sobie z tego blond łba ten pomysł. On ma swoje sumienie i w pierwszym momencie było to dla niego oczywiste, ale jednak w desperacji ludzie robią różne rzeczy... Dobra, zamilknę, bo za bardzo się rozpisuję tutaj :D
      A Marauder... Sama zobaczysz niebawem :D
      Dzięki!

      Usuń

Archiwum bloga