wtorek, 11 kwietnia 2017

Rozdział 19

Solt

Zmiął w ustach przekleństwo, patrząc w ślad za oddalającą się dziewczyną. Zdarzało się już w przeszłości, że nie rozumiał swoich uczuć. Bywało, że czuł się rozdarty między tym, co wydawało mu się odpowiednie, a tym, co w rzeczywistości stanowiło coś słusznego. Jednak tym razem było inaczej. Tak jakby w jednej chwili spadło na niego coś bardziej intensywnego i nie dającego się opanować. Walczył z tym, ale przegrywał. Czuł to całym sobą, a przecież wiedział, co powinien zrobić. To było takie proste. Po prostu odejść  dla dobra Nevi, ale przede wszystkim dla siebie samego. On tego nie zrobił. Pozwolił, aby własne słabości go spętały i unieruchomiły. Solt nie ruszył się z miejsca, choć tak nakazywał mu instynkt. Ba! To samo przeczucie krzyczało wręcz, że powinien zostawić tę biedną dziewczynę w spokoju zaraz po ich pierwszym spotkaniu i pod żadnym pozorem nie kontynuować ich znajomości. Nie potrafił tego zrobić  ani za pierwszym razem, ani też teraz. Okazał się na zbyt słaby i to był błąd. Tak, do tej pory popełniał ich już całe mnóstwo, właściwie jeden za drugim i nie wyciągał z nich żadnej nauczki. Tym razem również.
Zamiast odwrócić się i odejść, wrócić do domu, on westchnął ciężko i ruszył w przeciwnym kierunku, jedynie gdzieś na pograniczu podświadomości zastanawiając się, jak wiele czasu upłynie, zanim zacznie żałować podjętej decyzji. Był przekonany, że nie skończy się to dobrze, ale nie chciał zrezygnować. Nevi zniknęła już w budynku, a on poszedł za nią, tłumacząc sobie, że robi to tylko po to, aby upewnić się, że dziewczyna dotrze do własnego pokoju bez żadnych przeszkód i że nic więcej jej się nie stanie. Chciał tylko uspokoić sumienie, po czym się ulotnić.
Zniknąć. Być może skuteczniej niż do tej pory.
Kiedy wszedł do środka, dziewczyna pokonała już schody i skręciła w lewo, w najbliższy korytarz — w przejściu mignął mu tylko kosmyk jasnych włosów. Solt również skierował się w tamtą stronę. Nie chciał, aby go dostrzegła, ale jednocześnie nie miał zamiaru jej zgubić. Wbiegł na piętro, przeskakując po kilka stopni na raz. Wyjrzał zza zakrętu akurat w porę, aby dostrzec moment, w którym Nevi przystaje i chwieje się niebezpiecznie, po czym opiera się dłonią o ścianę, jakby chcąc uchronić się przed upadkiem. To trwało zaledwie kilka sekund, bo po chwili dziewczyna wzięła się w garść i ruszyła do przodu, chcąc kontynuować swoją wędrówkę, ale nieprzyjemne wrażenie pozostało. Solt nie był przekonany, co do tego, czy powinna to robić.
Pieprzyć pozory, przemknęło mu przez myśl, gdy w końcu podjął odpowiednią decyzję i postanowił się ujawnić. Śmiało wystąpił na przód, tak, że nie mogła go nie zauważyć, a mimo to, ona wcale nie zareagowała. 
 Nevi!  zawołał za nią, ale ona udała, że nie słyszy. Nie rozumiał tego.
Chciał do niej podbiec, ale w tej samej chwili z drugiego końca korytarza nadszedł ktoś jeszcze. Młody, ciemnowłosy mężczyzna szedł zdecydowanym krokiem, patrząc jedynie na dziewczynę. Nie zauważył intruza, zbyt zatracony we własnych uczuciach. Przybysz był zdenerwowany. Solt wyczuł to bez problemu. Jego gniew, czysta furia, napłynął do chłopaka, nieco go przy tym otumaniając  spowodował, że Solter sam zaczął trząść się ze złości i musiał wycofać się o krok, aby schować się za rogiem korytarza i uwolnić od niespodziewanego wpływu obcych emocji.
Oparł się plecami o lodowatą, marmurową ścianę i na zmianę zaciskał oraz luzował pięści, żeby pozbyć się z własnego organizmu całego mnóstwa toksyn. Kiedy ochłonął na tyle, że był pewny swoich reakcji, wyjrzał ponownie na korytarz. Zobaczył, że nieznajomy odwrócony jest do niego plecami, a przed nim stoi Nevi, delikatnie dotykając jego twarzy dłońmi. Mogliby z powodzeniem sprawiać wrażenie zakochanej pary, ale Solt znał prawdę i wiedział, na co zwracać uwagę. Miał rację. Obserwował ich tylko przez chwilę, lecz to pozwoliło mu dostrzec, jak paskudna rana powoli otwiera się na szyi dziewczyny. Dokładnie, jakby ktoś raz po raz, z wyrachowaniem i niesłychaną precyzją, przejeżdżał ostrym narzędziem po jej skórze. Widział, jak dziewczyna zachłysnęła się powietrzem, a przez jej twarz przebiegł grymas bólu, który jednak minął, tak samo szybko, jak zbladła rana na szyi. Po chwili nie było śladu krwi, ale mimo to Nevi wyglądała na wykończoną.
To go rozzłościło na tyle, że nie potrafił wytrwać w swojej kryjówce.
 Jak możesz nadal to robić?  krzyknął, zmierzając prosto w stronę skoncentrowanej na sobie pary.  Ledwo stoisz na nogach!
Wiedział, że, gdy się ujawni, nie będzie już odwrotu, a mimo to nie zrezygnował. Nie zatrzymał się. Nie odpuścił nawet, kiedy młody mężczyzna odwrócił się w jego stronę, a po chwili ruszył ku niemu, spoglądając na niego agresywnie. Rozpoznał go. Obaj się poznali. Zbyt wiele razy stawali po przeciwnej stronie barykady, aby o sobie zapomnieć. Dlatego też Solt wcale nie zdziwił się, gdy Marauder rzucił się na niego z chęcią mordu wypisaną na twarzy. Za często wchodził mu w paradę, a teraz jeszcze bezczelnie wtargnął na jego teren. Solter nie oponował  nawet, kiedy dosięgnął go pierwszy cios. Nie reagował: trochę zaskoczony swoim odkryciem, a trochę będąc przeświadczonym o słuszności wymierzonej kary.
 Mar, Mar! Spokój!
Nevi próbowała go powstrzymać. Podbiegła do mężczyzny i złapała go za rękę, ale on nie zwrócił na nią większej uwagi. Odepchnął ją od siebie jednym, zniecierpliwionym gestem, w który jednak włożył zdecydowanie za dużo siły. Dziewczyna wylądowała na ścianie i osunęła się po niej, trzymając się kurczowo za ramię i sycząc z bólu.
Solt posłał jej zaniepokojone spojrzenie, a początkowy szok szybko minął. Błyskawicznie zastąpiła go chęć odegrania się, a jednocześnie ochrony niewinnej dziewczyny. Paradoksalnie ogromna agresja, którą odbierał całym sobą od swojego rywala, skutecznie mu w tym pomogła. Bowiem mocno na niego wpłynęła i roztrzaskała na drobne drzazgi wszelki spokój, jaki powstrzymywał go przed odwetem. 
Marauder nie do końca się tego spodziewał. Stracił czujność, a przez to ułatwił mu zadanie. Solt odepchnął go od siebie, po czym rzucił się na niego ze wściekłością, mocno przybierając do ściany. I uderzył. Raz, drugi. Pojawiła się krew. Niedawno uzdrowione przez Nevi rany, zostały zastąpione przez nowe.
 Solt, dość!  Nevi załkała bezradnie, pozostając na swoim miejscu. Kucała skulona pod ścianą, obserwując poczynania chłopaków. Wyglądała, jakby głęboko w duchu modliła się, aby zdarzyło się coś, cokolwiek, co zapobiegłoby dalszemu rozlewowi krwi.  Uspokójcie się! Obaj!
Solter posłuchał. Puścił Maraudera i odskoczył na bok, spodziewając się, że ten jednak tak łatwo nie zrezygnuje. Mając go cały czas na widoku, wycofał się ku Nevi, aby sprawdzić, że nic jej się nie stało. Marauder za to nie ruszył się z miejsca, powoli uświadamiając sobie, co właściwie zrobił.
 Nic ci nie jest?  spytał, przyglądając się jej troskliwie.
 Moja ręka  wyszeptała, tuląc do siebie zranioną część ciała. Pokręciła głową, a w jej oczach na nowo zabłysły łzy.  Nie mogę nawet nią poruszyć.
 Ktoś musi to obejrzeć.  Zadecydował Solt.  To może być złamanie albo inne przemieszczenie. Macie tutaj jakiegoś lekarza?
Po jego ruchach widać było, że nie ma najmniejszego zamiaru pozostawić tego w spokoju. Miał zamiar porwać ją na ręce i zanieść do najbliższego punktu medycznego, ale ona powstrzymała go jednym gestem. Zdrową dłonią przytrzymała go za ramię, zanim podjął jakiekolwiek działanie. Solt zmarszczył brwi, nie rozumiejąc jej zachowania, ale też nie protestował i zatrzymał się na chwilę.
 Solt, to ja jestem Uzdrowicielką.  Przypomniała mu.  Wiem, że jest złamana.
 Ale...
 Poradzę sobie.  Uśmiechnęła się, ucinając tym samym temat, choć Solt nie wyglądał na przekonanego.
W tym samym momencie o swojej obecności postanowił przypomnieć Marauder. Chłopak otrząsnął się z szoku i podszedł do rozmawiającej pary. Nadal wyglądał na wściekłego i całym sobą walczył, aby ponownie nie rzucić się na swojego przeciwnika. Zdawało się, że przed wymierzeniem kolejnego ciosu wstrzymywał go tylko niewiadomy stan dziewczyny, która wciąż siedziała na podłodze. 
 Co on tu robi?  Zażądał wyjaśnień, wskazując na Solta.  To suka Daskalla!
Solter drgnął niespokojnie, chcąc odpowiedzieć na zaczepkę, ale dłoń Nevi spoczywająca na jego ramieniu, skutecznie go uspokajała i powstrzymywała przed nierozważnym działaniem.
 To twój największy problem, braciszku?  Dziewczyna zwróciła się w stronę Maraudera, ostrożnie wstając z ziemi. Solter natychmiast pospieszył jej ze swoją pomocą.
 Nev, to szpieg  warknął Marauder, spoglądając z nienawiścią na młodszego chłopaka, który dotykał jego siostry.  A ty go bronisz? Jak możesz!
 To nie on zrobił mi krzywdę!
W jednej chwili Marauder pobladł, częściowo zdając sobie sprawę, z tego, co zrobił. Nie odezwał się, ale powoli zamrugał powiekami kilkakrotnie i zmarszczył brwi, jakby usilnie poszukując odpowiedniego wytłumaczenia. To zadanie zdecydowanie go przewyższało, bo choć na zmianę otwierał i zamykał usta, nie padło z nich ani jedno słowo. Kiedy zdawało się, że zdołał ułożyć sobie sensowną wypowiedź, przerwało mu coś innego.
Na korytarz wmaszerował starszy człowiek ubrany w szary, dopasowany garnitur. Mężczyzna miał krótkie, brązowe włosy, które miejscami zostały poprzeplatane już siwymi kosmykami, co zdradzało, że najlepsze lata młodości nieznajomy ma już dawno za sobą. Mężczyzna wyraźnie utykał na jedną nogę, przez co przy każdym kroku musiał wspierać się na metalowej lasce, a ta, niczym narzędzie wyszukanych  tortur, przy zetknięciu z drewnianą podłogą wydawała nieprzyjemny odgłos. Odgłos, od którego pojawiały się ciarki na całym ciele.
 Panowie.  Odezwał się spokojnie.   I pani.  Skinął głową w stronę Nevi.
 Theor  syknął Marauder.  Czego tu chcesz?
Mężczyzna przystanął przy grupie i zacmokał z udawanym, nieco przerysowanym zniesmaczeniem.
 Mistrz wykazał się pewnym niepokojem odnośnie waszego zachowania.  Wytłumaczył.  W naszej wielkiej, kochającej się rodzinie takie sytuacje jak ta są niedopuszczalne i zostają srogo ukarane. Zawsze. No, ale dość gadania. Rodzeństwo, do pokoju, doprowadźcie się do porządku. A ty, mój drogi, proszę za mną. Mistrz pragnie porozmawiać z tobą osobiście.


Nevi

Malutki pokój we wschodnim skrzydle hotelu wyglądał tak samo, jak poprzedniego wieczora, gdy go opuszczała. Pojedyncze łóżko, które dzieliła z bratem i spora komoda na rzeczy, które pozwolono im zatrzymać, zajmowały całą przestrzeń. W tak małym pomieszczeniu nie zmieściłoby się nic więcej. A jednak wcale jej to nie przeszkadzało. Nie skarżyła się, wręcz cieszyła i była wdzięczna, że znowu jest razem z bratem. Ten malutki pokoik szybko stał się dla niej azylem. A teraz stracił to miano. Nevi nie czuła się w nim już dłużej bezpieczna. Dziwnie było jej przebywać na tak ograniczonej przestrzeni z osobą, do której jeszcze kilka tygodni temu przytulała się z całym zaufaniem i szukała oparcia, a teraz miała ochotę tę samą osobę spoliczkować. Nie rozumiała tego. Nie mogła pojąć, co było przyczyną tak wielkiej przemiany, jaka zaszła w jej bracie na przestrzeni niedługiego okresu czasu. Czuła, że go traci lub już straciła. Bezpowrotnie.
 Nev, odezwij się do mnie.
Nie spojrzała na niego. Obraz przed jej oczami na zmianę nabierał ostrości i ją tracił poprzez nagromadzone przy powiekach łzy, a ona nie chciała mu tego pokazywać. Otarła je zdenerwowanym gestem i wykrzywiła usta w parodię przyjaznego uśmiechu. Wszystko, aby ukryć ten potężny smutek, jaki zawładnął jej sercem i może trochę oszukać samą siebie.
 Co mam ci powiedzieć?  spytała, a w jej głosie pojawiły się drżące nutki. Bynajmniej bólu czy strachu. Złości. Potężnej wściekłości. Głupio się czuła przemawiając do ściany, ale bała się, że gdy na niego spojrzy, nie będzie w stanie pohamować płaczu.
 Cokolwiek. Nawrzeszcz na mnie, wyrzucić z siebie wszystko, ale nie milcz.
Marauder wskazał jej to wszystko, jakby czytając w jej myślach. Tak, właśnie to miała zrobić. Pragnęła wybuchnąć gniewem i postąpić dokładnie tak, jak jej powiedział, ale gdy tylko o tym napomniał, ugryzła się w język. Było to dziecinne, lecz ona nie chciała dać mu satysfakcji.
 Co się z tobą dzieje?  spytała, kiedy tylko poczuła, że głębokie, uspokajające oddechy zaczynają przynosić oczekiwany efekt. Odważyła się nawet odwrócić się w stronę brata.
 Ze mną?
Chłopak sprawiał wrażenie zaskoczonego. Opierał się o ścianę naprzeciwko, krzyżując ręce na piersi, a jego ciemne brwi zniknęły gdzieś pod zbyt długą grzywką, która prosiła się już o przycięcie. Nevi zwalczyła w sobie chęć podejścia do niego i odgarnięcia jej z jego czoła, jak często robiła. Nie mogła pozwolić na tanie sentymenty. Nie, dopóki ta sprawa nie zostanie doprowadzona do końca.
 Tak, z tobą!  Zniecierpliwiła się.  Spotykam cię na korytarzu całego zakrwawionego. Nic nie chcesz mi tłumaczyć, a po chwili rzucasz się na niewinnego człowieka zupełnie bez powodu. To nienormalne, a ty zachowujesz się tak od kilku dni. Przestaję cię poznawać.
 Nev, to nie tak...
 A jak?!  Chciała wiedzieć, lecz on jedynie pokręcił głową, nie potrafiąc lub nie chcąc wytłumaczyć swojego zachowania.  Od pewnego czasu zwyczajnie wariujesz. Nie kontaktujesz, nic nie mówisz, a jak już, to warczysz ze złością. Zrobili ci pranie mózgu? A może to ta dziewczyna tak na ciebie działa?
 Nie.
 Więc co?  Drążyła temat, wstając z łóżka, na którym do tej pory siedziała. Nie zbliżyła się jednak do brata. Wciąż zachowywała bezpieczną odległość, lecz nie spuszczała z niego wzroku.  Bo zachowujesz się, jak pieprzony cyborg! A teraz jeszcze to! Jak mogłeś tak postąpić?
Czuła, że tym oskarżeń namnożyło się zbyt wiele, choć nie wyrzuciła z siebie nawet połowy tego, co chciała powiedzieć. Przez to wszystko straciła tylko pewność siebie i zaczęła się wahać, a on to wyczuł i wykorzystał sytuację.
 Nie wierzę  warknął, podnosząc nieco ton i postępując kilka kroków w jej stronę. Nevi zrobiła dokładnie tyle samo w tył.  Robisz mi wyrzuty z powodu tego nic nie wartego szpicla?
 Solt nic nie zrobił! A ty chciałeś go zatłuc na śmierć!
 Może jeszcze mam go przeprosić z tego tytułu?
 Nawet na to nie liczę z twojej strony. Sama to zrobię przy najbliższej okazji.
Mierzyli się groźnymi spojrzeniami, szukając sposobu na przełamanie ochronnych barier, za którymi się skrywali między wymianą zdań. Tarcze te zdawały się być niezwykle wytrzymałe i szczelne, ale jednak nie były pozbawione uszczerbków. Marauder szybciej znalazł czuły punkt, który mógł zaatakować.
 Rodzina powinna się trzymać razem, Nev, nie sądzisz?  Natychmiast wychwyciła jego intencję. Wiedziała, że z premedytacją zacytował słowa, których używała wobec niego niezliczoną ilość razy, aby przekonać go do zerwania z organizacją. Za każdym bezskutecznie.  Wtedy jest silna i nic jej nie może zaszkodzić, a mimo to ty wybierasz jego zamiast rodziny? Przecież wcale go nie znasz!
 Mylisz się.  Pokręciła głową. Starała się zdusić w sobie poczucie winy, które brat skutecznie u niej wyzwolił. Dobrze wiedział, ile znaczy dla niej rodzina, a mimo to zadał ten cios. Chwyt poniżej pasa. Ona nie pozostała mu dłużna, wypowiadając kolejną kwestię, a w każdym razie liczyła na to, że zrobi na nim wrażenie:  Znam go lepiej, niż ciebie.
— Tak myślisz?  Uśmiechnął się chytrze. Tak jakby słowa siostry zupełnie na niego nie wpłynęły.  Ile mógł ci o sobie opowiedzieć w ciągu... ilu? Jednej rozmowy? Dwóch? Zapewne streścił ci całe swoje życie i wszystkie poglądy, co?
 To... nieistotne.
Zaśmiał się. Chwilę lustrował siostrę badawczym spojrzeniem, a wyraz jego twarzy zmieniał się z każdą sekundą. Szybko postawił diagnozę. Niedowierzanie na jego twarzy jasno o tym świadczyło. Nevi widziała to i poczuła się nagle strasznie bezbronna. Wiedziała, co się stanie.
 Nie wierzę. Zauroczyłaś się! Widzę to po tobie. Moja mała siostrzyczka wpadła po uszy. Kpił z niej.  Dobra. Nie sądziłem, że będę musiał rozmawiać z tobą na ten temat, ale... Nevi, posłuchaj. Żaden facet w jego wieku nie zwróciłby uwagi na takie dziecko. Myślisz, że co by z tobą robił? Oglądał kreskówki w tv albo czytał ci bajki dla najmłodszych? Siostrzyczko, popatrz, też jestem mężczyzną i gwarantuję ci, że nie wyglądasz, jak wyjęta z jednej z męskich fantazji. Może kiedyś, teraz jeszcze na pewno nie.
 Przestań.  Wymamrotała nieco zawstydzona, ale on śmiał się nadal.  Słyszysz? Przestań!
— Wiesz, że jednym pstryknięciem mogę sprawić, aby cię znienawidził? Albo ty znienawidzisz jego... Mogę namieszać w waszych uczuciach i pozbyć się problemu. Co ty na to?
 Nie ośmieliłbyś się.
 Czy ty mnie podpuszczasz?  Uśmiechnął się kpiarsko, widząc, że dziewczyna zagryza zęby ze złości i obdarowuje go nienawidzącym spojrzeniem.  Nev, Nev... Jestem z tobą po prostu szczery. Nie chcę cię ranić, ale, siostrzyczko, może właśnie wyświadczyłbym ci w ten sposób przysługę? No bo czy tobie się wydaje, że on zaopiekował się tobą zupełnie bezinteresownie? Proszę cię, nie bądź śmieszna. Dorośnij. Jemu zależy tylko na twoich umiejętnościach. Nie widzi w tobie kobiety, bo nią jeszcze nie jesteś.
 Nieprawda...
Przestała w nim widzieć własnego brata. Marauder nigdy nie powiedziałby jej tylu przykrych słów. Zawsze ją chronił. Zmiażdżyłby każdego, kto ośmieliłby się znęcać nad nią w ten sposób. A teraz sam zamienił się w jej prześladowcę? Nie wierzyła w to.
Marauder dostrzegał niedowierzanie na jej twarzy. Uśmiech szybko zniknął z jego ust, a w ciemnych od gniewu oczach zamigotała powaga.
 To idź!  rzucił, machając ręką w stronę drzwi.  Idź do niego i spytaj, czy nie miał nigdy zamiaru prosić cię o przysługę. Jeżeli od razu zaprzeczy, wszystko odszczekam.
Zawahała się. Faktycznie, Solt wypytywał o jej umiejętności i szybko zmienił temat, gdy okazało się, jakie konsekwencje za sobą niosą... Czy to możliwe, aby chciał ją wykorzystać do własnych celów? Potrząsnęła głową. Niemożliwe. To Marauder mieszał.
 A ty co robiłeś?! Przez ten cały czas? Czy chociaż raz spytałeś... Czy... Nie, ty zawsze wymagałeś. Nev, zrób to, zrób tamto. Uzdrów ją, ulecz mnie. Nawet nie spytałeś, ile mnie to kosztuje! Nigdy! Jesteś dokładnie taki sam, jak ojciec. Tak samo arogancki, tak samo zatracony w swojej dumie, nienawiści. Myślałam, że będę mogła ci pomóc, ale dla ciebie jest już za późno. Organizacja cię pochłonęła całkowicie, a ja mogę teraz oczekiwać, aż wypluje twoje truchło.
 Nic mnie nie pochłonęło.  Zaoponował spokojnie. Ten spokój niszczył ją najbardziej, bo jasno wskazywał, że chłopak naprawdę mówi to, co myśli.  Sam do niej wstąpiłem i jest mi w niej dobrze, a ty dobrze o tym wiesz, Nevi. To ciebie i matkę sprzedał ten przekupny sukinsyn. Nie mnie.
 Ty cholerny, dupku! Jak możesz tak kłamać? Przecież wiesz, jak było!
 Nie, Nev.  Zaprzeczył ponownie i wykonał kolejny krok w jej stronę. Nev się odsunęła, potrząsając gwałtownie głową. Jakby to mogło sprawić, że przykre słowa opuszczą jej myśli.  To ty nic nie wiesz. Znasz wersję, którą chciałem, żebyś poznała. Chciałem, żebyś dobrze myślała o rodzicach, choć wcale na to nie zasłużyli. Żadne z nich.
 Nieprawda.  Dopadło ją zwątpienie. Sama słyszała ten brak wiary w swoim głosie. Jak mogła zatem oszukać własnego brata? A jednak próbowała.  To ludzie z organizacji zabili mamę, bo nie chciała nas im oddać, a ojciec pogubił się w swojej żałobie. On też chciał nas chronić, ale chęć zemsty przyćmiła mu zdrowy rozsądek. Pogubił się, ale chciał naprawić wszystko. I zginął. Ale walczył o nas, Mar. Prawie mu się udało, tylko ty wszystko zepsułeś, kiedy dobrowolnie do nich poszedłeś, a ja podążyłam za tobą...
Marauder wyglądał na znudzonego. Przyglądał się siostrze, od czasu do czasu przewracając oczami, gdy powtarzała dobrze znaną mu opowieść. Nie przerwał jej jednak. Poczekał z własną odpowiedzią, aż dziewczyna nie zamilkła.
 Całkiem niezła wyszła mi ta historia, co nie? Żyłaś z nią przez tyle lat, ale trochę mi się znudziła ta twoja naiwność. Pora przestać się oszukiwać, Nevi.
Dziewczyna wycofała się pod komodę. Udała, że bolą go jego słowa, że nie może znieść ich napływu ani widoku bliskiej osoby, która tak bardzo ją raniła. Nabrał się, a w każdym razie na to wyglądało, bo nie ruszył się nawet na krok. Pozwolił jej zyskać przewagę, natomiast ona nie zawahała się tego wykorzystać. Nevi jednym, płynnym ruchem dobyła ostrza, które leżało na wierzchu mebla i odwróciła się, mierząc w postać brata. Trzymała je niepewnie, w lewej ręce, choć większą sprawność posiadała w prawej, która została uszkodzona. Gdyby doszło do walki, niechybnie by przegrała. Liczyła, że sam widok broni nieco otrzeźwi chłopaka.
 Dość. Koniec tego przedstawienia  warknęła, nie opuszczając ostrza. Marauder tylko się uśmiechnął.
 Co ty wyprawiasz?  Zaśmiał się.  Chcesz mnie zabić? Swojego kochanego braciszka? Czy ta przybłęda odebrała ci resztki rozumu?
Nev pokręciła głową i wycofała się jeszcze odrobinę, widząc, że on znowu się przybliża.
 To nie ty, Mar  odezwała się pewnym siebie głosem.  Nie wiem, kim jesteś ani co zrobiłeś z moim bratem, ale nim nie jesteś. On nigdy nie powiedziałby czegoś takiego. Nigdy.
Chłopak przechylił głowę na bok, zastanawiając się nad czymś, a kiedy ruszył ku siostrze, w jego oczach nie migały już wesołe błyski. Zniknęło z nich wszelkie rozbawienie, pozostawiając jedynie chłodne wyrachowanie i determinację.
 Bingo  warknął, zatrzymując się tuż przed nią. Zmarszczył nieco brwi, gdy czubek ostrza trzymanego przez dziewczynę dotknął materiału jego koszulki w okolicy serca. Przeniósł wzrok na siostrę. Ona się nie wycofała.  Co za błyskotliwa dziewczyna! Po czym poznałaś?
 Oczy  wyszeptała.  Masz czarne oczy. Momentami.
 Ah, tak. Mała dysfunkcja, której nie potrafiłem zniwelować. Jednak to nie jest istotne. Dawnego, poczciwego Mara już nie ma. A raczej jest gdzieś głęboko w środku, ale gaśnie szybciej, niż możesz to sobie wyobrazić. Czuję go. Walczy dzielnie i cierpi straszliwie, słysząc prawdę, którą ci przekazuję w jego imieniu, a którą chciał przed tobą ukryć. Mięczak. Jeżeli zrobisz wszystko, co ci każę, może pozwolę ci z nim porozmawiać, zanim go zgaszę i ostatecznie uśmiercę. A teraz odsuń ten śmieszny nożyk. Chyba, że chcesz zniszczyć nie tylko duszę swojego brata, ale też jego żałosne ciało. Mnie tym nie skrzywdzisz. Zapewniam.
 Kim jesteś?
Zawahała się, a on to brutalnie wykorzystał. Wyrwał z jej ręki nóż i odrzucił go za siebie. Ostrze z brzdękiem uderzyło o ziemię. Nevi w jednej chwili stała się bezbronna.
 Nie znasz mnie  oznajmił. Mówił w dziwny sposób: ważąc każde słowo i wypowiadając je powoli, przeciągając sylaby. To dało jej do myślenia.  Za to twój brat znał mnie, aż za dobrze. Tylko nie sądził, że to spiskowanie i pakty odwrócą się przeciw niemu. Chciał dobrze, ale to go przerosło.
 Ty. Ja wiem...  Błysk zrozumienia przemknął po jej twarzy, czego on nie mógł nie zauważyć. Nie zdziwił się. Spodziewał się, że jeżeli ktoś miał odgadnąć tę zagadkę, to tylko ta dziewczyna. Wiem, czym jesteś.
 A więc ci powiedział? Zadziwiające. A może sama do tego doszłaś? Wydajesz się posiadać większą inteligencję niż tą, którą dysponują twoi przyjaciele.
 Pest...
 Naprowadzające imię, nie sądzisz? A jednak nikt nie nabrał podejrzeń. Wy ludzie jesteście tacy ślepi, tacy małostkowi. Nic dziwnego, że plan zakłada waszą eliminację. Dla waszego dobra.
 Ale byłeś wężem!
 To była tylko jedna z moich licznych postaci.  Wytłumaczył cierpliwie, odchodząc od niej. Nie czuł się zagrożony odwracając się do dziewczyny tyłem, wiedząc, że jest ona rozbrojona. Poza tym wątpił, aby zaatakowała własnego brata, nawet jeżeli pozostała po nim tylko ta nędzna skorupa.  Ja nie mam stałej formy, Nev. To wy jesteście na tyle ograniczeniu, że właśnie tak to postrzegacie.
 Więc to opętanie... Ale czemu akurat Mar?  Brzmiała żałośnie. Sama to słyszała i wolała się nie zastanawiać, jak on to musiał odebrać. Nie widziała jednak jego twarzy. Wciąż stał do niej tyłem.
 Testowałem różne ciała, ludzkie i zwierzęce, ale twój brat jest... idealny. Tak bardzo przesiąknięty złem, pełen gniewu i niezrozumienia. Możesz w to nie wierzyć, on zgodził się na ten układ dobrowolnie. Początkowo był nawet zadowolony, bo zdjąłem z niego cały ciężar odpowiedzialności. Wyręczyłem go w kilku przykrych obowiązkach, z których on sam by pewnie się nigdy nie wywiązał. Było nam dobrze. Tylko że potem on zaczął się buntować. Głupiec. Myślał, że to dziecinne sterowanie, które testowała na nim tamta dziewucha to prawdziwe uczucie. Zaczął ze mną walczyć! Bo chciał ją chronić. Tak jak robił to jej ojciec, tak samo jak wasi rodzice chcieli chronić was. Nikt nie podołał zadaniu, bo tak mówiła przepowiednia. Podobno. Ja wiem, że mogli to zrobić, ale byli zbyt słabi. Wypełniało ich zbyt wiele słabości. Przyszłości da się zapobiec i ja to zrobię. Nie dopuszczę, aby Pradawny został uwolniony.
 Czekaj. A więc jesteś po naszej stronie?
 Nie, Nevi.  Spojrzał na nią, a jego wzrok zdradzał, że powoli zaczyna wątpić w jej inteligencję. Zaczął mówił powoli, przeciągając pojedyncze słowa i akcentując je wyraźnie, jakby wątpiąc, że w innym przypadku uda się dziewczynie wszystko zrozumieć. Kiedy nie zareagowała w żaden sposób, na jego twarzy odmalował się wyraz znużenia.  To ja jestem stroną. Jeżeli nie staniesz mi na drodze, nie zostaniesz zniszczona. Co więcej, spotka cię nagroda. Może nawet nie zgładzę twojego brata i zwrócę ci to, co z niego pozostanie, gdy już skończę swoje zadanie. Może doprowadzisz to do porządku. Musisz tylko wykonać jedno, malutkie zadanie. No nie bocz się tak, w obliczu nowych faktów, śmiem twierdzić, że będzie ono dla ciebie pewną przyjemnością. To jak, zgoda?


**********
Ktoś domagał się dłuższego rozdziału? No to łapcie :) Troszkę przegadany, ale mam nadzieję, że nie zanudziliście się w połowie ani że nie pogubiliście się całkiem, bo przyznam, że sama musiałam sobie rozpisać to na kartce, aby połączyć wszystkie elementy :D
Podmieniłam narrację Maraudera na tą Nevi, ale wydaje mi się, że nie będzie to duży problem, a w każdym razie moje zamiary były w miarę jasne. Gdybym dalej zagłębiała się w psychikę Mara, za szybko rozwiązalibyście całą zagadkę :D Cóż, wszystko wskazuje, że przez chwilę będziecie musieli się pomęczyć z tą blondyneczką.

15 komentarzy:

  1. To ja!
    Melduję, że rozdział przeczytany, ale skomentuję jutro, ponieważ wróciłam dopiero ze szkolnej wycieczki i jestem padnięta...
    Ale nie mogłam się doczekać i przeczytałam. I powiem jedno: wow, anielskie zasko "D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luzik! Cieszę się, że się spodobał :D

      Usuń
  2. Wow, świetny rozdział! Sporo wyjaśnił. Czekałam wlasnie na cos takiego. Nie spodziewałam sie, ze Pest zawładnął Marauderem. Z jednej strony to ulga wiedzieć, ze to nie on, z drugiej zastanawia mnie, kiedy ostatecznie Pest nim zawładnął. Mam nadzieje, ze da rade jakoś go zwalczyć. No i ciekawe jest to, ze Solt i Marauder znają sie jako wrogowie. Czy mistrzów jest dwoch w takim razie? Jak dla mnie wciąż jeden, ale zobaczymy... chyba ju niedługo całkiem :) czekam z niecierpliwoscia na ciąg dalszy. Powinno byc napisane "każę", a nie "karzę" pod koniec rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Tak właśnie pomyślałam, że zdecydowanie coś trzeba zacząć tłumaczyć, co oczywiście nie oznacza, że tych tajemnic braknie, bo planuję jeszcze kilka hmm... zwrotów akcji/zaskoczeń :D
      Odnośnie tego "opętania" jeszcze kilka informacji się pojawi, ale chyba nieco później ;) Zresztą tak samo jak rozwiązań pozostałych wątków.
      Ups, wiedziałam, że coś mi tam nie grało - już poprawione!
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ach... czyli jednak to nie Marauder spotkał się z Soltem, tylko Pest? Czy tu jednak chodziło o chłopaków? Bo ten wąż, ta więź by pasowała idealnie. No ale może Maraudera też zna? Ech, po pewnej sytuacji kolegi, ja wierzę w to, że nawet w tak młodym wieku może wystąpić różnica wieku i można się w sobie zakochać. Zwłaszcza że Nevi wydaje się być dojrzała, kiedy coś mówi, kiedy coś robi. A ta atrakcyjność w każdym wieku wygląda trochę inaczej i no niekoniecznie trzeba być kobietą, aby ktoś się w tobie zakochał.
    Mówiąc szczerze po tych wszystkich historiach, to już nie wiem jak było naprawdę z ich rodzicami. Czy jednak walczyli czy oddali dobrowolnie, czy częściowo... Czy nie wykonali zadania i musieli? Rozwiej moje wątpliwości dobra duszyczko ;D.
    Nie spodziewałam się, że to właśnie Pest zajął jego duszę. Tutaj zaskoczenie naprawdę wielkie, ale ciekawy pomysł. Ciekawe czy jego misja się powiedzie. Swoją drogą czy oby na pewno powinien się tak chwalić? I czy oby innymi osobami z tej organizacji też rządzi jakiś wąż?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No po części też Marauder, ale w dużej mierze Pest :D
      Ja osobiście nie twierdzę, że różnica wieku jest jakąś niesamowitą przeszkodą - zresztą w tym przypadku jest znikoma. Marauder/Pest po prostu chciał trochę podręczyć siostrę i już nie miał czego się chwytać :P
      Kwestia rodziców kiedyś tam się wyjaśni, jak to naprawdę było. Obiecuję :D
      A Pest to wielki egocentryk i pyszałek. Pewnie nie powinien się tak chwalić, ale jednak nie sądzi, że cokolwiek mu zaszkodzi w osiągnięciu tego swojego celu.
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Przybywam, aby w końcu skomentować. I po raz trzeci pisze ten komentarz, ponieważ są jakieś głupie skróty klawiszowe i usuwał mi się, a moja "cierpliwość" dobiega końca, he he c:

    Rozdział, jak już mówiłam, był bardzo mocny i zaskakujący. Zwłaszcza fakt, że Mara opętał Pest (przeczuwałam, że z tym gadem jest coś nie tak ~.o). W ogóle się tego nie spodziewałam, ani nie brałam takiej możliwości pod uwagę. BRAVO!!! Mądra i sprytna Nevi. W ogólę lubię tę postać (nie wiem, czy już o tym wspominałam). Wydaje się nieco inna od reszty burzliwych i poważnych postaci. Wnosi taki spokój(?) i inny klimat do opowiadania. I choć sama nie ma lekko, sprawia, że czytelnik, a przynajmniej ja, mogę się uśmiechnąć i jakby odetchnąć z ulga, gdy o niej czytam :) mogłam bym nawać ją "Dorosłym Dzieckiem". Duży plus za przeniesienie narracji na nią, a nie na Mara, ponieważ rzeczywiście nie byłoby takiego zaskoczenia :)
    Reakcja i postanowienie Solta również mnie zaskoczyły. Spodziewałam się, że wróci do Daskalla i porozmawia, chyba z Reed'em, a tu proszę! Pognał za Nevi.
    Fakt, że Solt i Mar znają się jako wrogowie również mnie zaskoczył w pewnym stopniu, choć przyznam, że snułam takową teorię.

    Przez te nerwy związane z ciągłym usuwaniem się komentarza, zapomniałam, co chciałam dalej napisać -.-
    Noż Na Anioła!!! =.='

    Rozdział był anielski!!! I wcale nie przegadany! Bardzo mi się podobał, wyjaśnił wiele, głównie zachowanie Mara, ale nadal pozostaje tajemnicą, kiedy dokładnie Pest go opętał, i które zachowania już należały do tego diabelskiego gada, a które do prawdziwego Mara. Wydaje mi się, że wtedy, gdy wyznał Maddie okrutną prawdę to już był Pest, a Mar próbował się przez niego przebić. Może Matt już mniej więcej wie, o co chodzi z Marem? Hm...
    Chcę więcej!!! :D

    Pozdrawiam, weny i inspiracji :)
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj znam to, znam to!
      Cieszę się, że udało mi się wzbudzić zaskoczenie, bo sporo główkowałam nad możliwymi scenariuszami :D I miło mi, że lubisz tą moją Nevi, bo sama strasznie ją lubię. Tak, zdecydowanie ona jest inna od innych postaci, ale potrzebowałam takiej dobrej duszyczki pośród tych smutasów :D
      Solt odsuwa od siebie te trudne tematy i w efekcie trochę zapomniał o przyjacielu, ale niebawem sobie przypomni. Oj, przypomni :P Nawet Nevi nie zawróci mu tak bardzo w głowie.
      Akcja trochę się rozwinęła, więc uznałam, że i jakieś wyjaśnienia wam się należą :D Chociaż i tak parę asów w rękawie ukryłam, co by za nudno później nie było. Chociażby to odnośnie, co tak naprawdę powiedział Mar, a co już było inwencją Pesta ;)
      A kolejny rozdział pewnie pod koniec maja, chyba, że uda mi się go napisać wcześniej, to wtedy się nie powstrzymam przed opublikowaniem :D
      Dziękuję ślicznie!
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. O rety zaskoczyłaś mnie długością.
    Zdecydowanie.
    I w końcu wyjaśniła się sprawa z Maruderem. Trochę mnie zaskoczyłaś. I ta jego konfrontacja z Nevi.
    Oj sporo się działo. Sporo.
    I jeszcze Solt.
    Komplikujesz mi wszystko. gdy myślałam że coś sobie poukładałam ty piszesz tak, że już nie mam pojęcia o co chodzi. Jesteś geniuszem.Tak zdecydowanie. I na wstępie kochana zdrowych i wesołych świąt. Bo wiadomo że pogoda bywa różna i nie zawsze udana. pozdrawiam serdecznie.
    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta sprawa może jeszcze nie do końca jest wyjaśniona, ale najważniejsze fakty już poznaliście :D
      Ja wiem, ja lubię mieszać, ale niebawem wszystko się ułoży w jedną i mam nadzieję, że logiczną całość.
      Dziękuję! I za komentarz, i za życzenia! Wzajemnie wesołych, spokojnych Świąt! :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Zniszczyłaś mi system tym rozdziałem.
    Już w ogóle sam fakt, że Solt wlazł tam, do środka, z troski o Nevi...szkoda, że prawdopodobnie ich relacja ucierpi, gdy wyjdzie, że przeszło mu przez myśl poproszenie jej o przysługę. ... a w sumie ona nie powinna mieć do niego pretensji...no bo jego przyjaciel umierał.. komu by coś takiego nie przeszło przez myśl? Ale jednak odrzucił taki pomysł, gdy zdał sobie sprawę z konsekwencji jakie się z tym wiążą... i nie poszedł sobie...
    A MArauder... no wow....
    gad go opętał...
    ja czytam i nie wierzę..wiedziałam, że z tym węzem będą problemy ale nie sądziłam, że aż takie.. to kurde wychodzi, że to nie zwykł wąż.. a może sam diabeł... nawet by odniesienie biblijne pasowało...
    TYlko co teraz? Jakie jest to zadanie, które będzie miała wykonać Nevi.. mam wrażenie, że będzie związane z Soltem i to tylko pociągnie za sobą więcej kłopotów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powinna mieć pretensji i pewnie normalnie by nie miała, ale tu Mar, a właściwie to Pest jej miesza w głowie i niszczy pewność siebie. Więc to zainteresowanie ze strony Solta też może wydać jej się nieszczere, ale to się jeszcze okaże :P
      Ano ten wąż-nie wąż zdecydowanie jest problematyczny i będzie utrudniał życie moim postaciom :D
      Co teraz? To jest zdecydowanie dobre pytanie. Niebawem się dowiecie.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Twoje ostatnie rozdziały ciągle przepełnione są akcją. Dlatego wydaje mi się, że opowiadanie właśnie pełną parą wkroczyło do głównej akcji. Odnoszę wrażenie, że Solt jest naprawdę porządnym człowiekiem, albo przynajmniej stara się taki być wobec osób na których mu zależy, a wydaje mi się, że Nevi spokojnie można już zaliczyć do tego grona. Zastanawiam się o czym chce porozmawiać mistrz z Soltem, ale by móc się tego dowiedzieć będę niestety musiała czekać na następny rozdział.

    No to już wiemy co się ostatnio działo z Marem. Przyznam się szczerze, że Pest byłby ostatni w moich podejrzeniach, dlatego zamurowało mnie kiedy okazało się, że ten paskudny wąż jest czymś/kimś więcej niż jedynie podłym zwierzęciem. Mam wrażenie, że cały czas akcja w Tangu się komplikuje. Bardzo intryguje mnie to, czego będzie chciał Pest od Nevi. Matt zauważył, że coś było nie tak pomiędzy Marem a Maddie tylko nie potrafił powiedzieć dokładnie co się dzieje i kto za tym stoi. Nevi zaś szybko rozszyfrowała, że jej brat nie mógłby się zachowywać w tak podły sposób. Przyznam się, że jestem niesamowicie ciekawa co dziewczyna z tym zrobi. Zastanawiam się jeszcze w dalszym ciągu nad rolą Solta i Maddie w tym opowiadaniu.

    Jak na opowiadanie fantastyczne to „Ostatnie Tango” pochłonęło mnie całkowicie. Naprawdę jestem pełna podziwu, że udało Ci się stworzyć coś tak niesamowitego i oryginalnego. Często opowiadania czy nawet książki można do czegoś porównywać, bo mogłoby się wydawać, że w sumie w literaturze to już wszystko było. Ludzie często posługują się łatkami, że coś może być podobne do Wiedźmina, coś innego do Harrego Pottera, albo jeszcze do Gry o Tron. W przypadku Twojego Tanga, nie można tego zrobić. Przynajmniej ja nie potrafiłabym wskazać, do czego może być podobne Twoje opowiadanie. Mogę tylko stwierdzić, że jest ono jedyne w swoim rodzaju i jest perełką wśród blogów. Tak więc bardzo podziwiam Cię i Twój talent. Oczywiście czekam na więcej! :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zdecydowanie pora przytoczyć te najważniejsze wydarzenia :)
      Co do Solta... Raczej to drugie. Nie nazwałabym go może porządnym człowiekiem, ale stara się zachowywać dobrze dla osób, które są dla niego ważne.
      Lubię zaskakiwać! Mam nadzieję, że jeszcze raz mi się uda tego dokonać, a przy okazji nie pokomplikuję wszystkiego tak bardzo, że wszyscy się w tym pogubią, bo tego bym nie chciała jednak :)
      Zarówno to, dlaczego Solt został wezwany na "dywanik" oraz czego Pest chce od Nevi pojawi się w kolejnym rozdziale, więc chwilkę cierpliwości poproszę i wszystko się wyjaśni :)
      I na koniec bardzo mi miło! Te słowa naprawdę wiele dla mnie znaczą!
      Ślicznie dziękuję i pozdrawiam cieplutko! :)

      Usuń
  8. Ja domagałam się dłuższego rozdziału! Niestety dopiero teraz miałam czas na spokojnie przeczytać. Praca i te sprawy :D Ból istnienia spowodowany pogodą (żeby kwiecień tak wyglądał? Tfe!)

    Ale do rzeczy. Zaskoczyłaś mnie! Nie spodziewałam się, że Pest opęta Maraudera i prawdę mówiąc... jak? Wydaje mi się też, że akcja powoli się zawęża (nie wiem, czy rozumiesz, o co mi chodzi, bo ja tak sobie gadam, ale na początku wprowadza się wątki i potem one zaczynają się splatać. Tak jakby po wyłożeniu wszystkich włóczek zacząć robić sweter) - Solt związuje się z Nevi, która jest związana z Marauderem, który jest związany z Maddie. Czyli dwie postacie przedstawione na początku mają już jakieś połączenie. Trochę taki bełkot ci teraz wysunęłam, no ale trudno ;p

    Chcę wiedzieć, co planuje ten Pest i w ogóle "czym" on jest. Bo na początku myślałam, że oni po prostu mają zdolność rozmów ze zwierzętami, potem doszły te uczucia, a teraz straciłam rozeznanie. Zwłaszcza że Nevi i Marauder nie są do końca podobni, jeśli chodzi o umiejętności.

    No to tyle! Czekam na kolejną część <3

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga