wtorek, 27 grudnia 2016

Rozdział 13

Solter

Spędził z dzieciakiem niemal cały dzień, choć nie miał na to najmniejszej ochoty. Nie widział w tym sensu, a to negatywne nastawienie bezpośrednio przełożyło się na budowanie relacji z nowym uczniem, prawie ją uniemożliwiając. Chłopiec od początku był przerażony, a widząc zniecierpliwioną postawę swojego nauczyciela i słysząc jego zgryźliwe uwagi, zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Na każdy gwałtowniejszy ruch, Tommy reagował ucieczką, a w jego oczach natychmiast pojawiały się łzy. Kiedy tylko Solt zbliżał się do niego, chcąc zademonstrować chociażby podstawowe pozycje obronne, Tom wycofywał się, odwracał wzrok i kulił, jakby obawiając się kary cielesnej. Umierał ze strachu i ta panika paraliżowała również Solta. Młody wojownik odczuwał każdą narzuconą mu emocję ze zdwojoną siłą, a uczucia te przypominały mu o czasach, kiedy sam dawał się obezwładniać przerażeniu, a potem przekuwał ją w nienawiść tak silną, że doprowadziła go do obecnej pozycji. Solter się denerwował, ale zdawało się, że tylko dlatego, iż sam doskonale wiedział, jak to jest zaczynać nowe życie zupełnie od zera.
Chłopiec był jednak dużo bardziej uparty od niego. Nie pozwalał do siebie dotrzeć. Tommy nie chciał słuchać żadnych wyjaśnień - żeby ich nie słyszeć, zakrywał dłońmi uszy, po czym nucił durnowate piosenki, które miały wszystko zagłuszyć. Powodował, że Solt kilkukrotnie w czasie trwania tego pseudo treningu musiał opuścić salę i odreagować, wykrzyczeć się na korytarzu lub walnąć w coś mocno, aby nie wyrządzić niechcący krzywdy dziecku. W głębi duszy czuł się bezsilny, mimo to starał się wydobyć z siebie wszelkie pokłady cierpliwości. W kółko powtarzał jedne i te same czynności oraz opowiadał to samo, mając nadzieję, że Tommy w końcu się przełamie i zacznie z nim współpracować. Nieskutecznie.
Nawet Finder znudził się obserwacją nędznych poczynań swojego pana i w końcu odpełzł, sycząc złowrogo od czasu do czasu, jakby krytykując zastosowane w tym pomieszczeniu metody wychowawcze. Węże miały bowiem naturę kota - przychodziły, kiedy chciały i odchodziły, gdy im to odpowiadało. Finder musiał uznać, że to już najwyższa pora na niego.
Solt popatrzył w ślad za oddalającym się zwierzęciem, a potem przeniósł zniechęcone spojrzenie na dzieciaka, który usadowił się na parapecie i przyglądał się powoli zapadającej ciemności za oknem. I to niby on miał być następcą Reeda? Jeżeli już to chyba jego nieudaną, młodszą wersją. Większe przeciwieństwo nie mogło zaistnieć! 
 Idź do szatni.  Rzucił w jego stronę głosem wypranym z emocji.  Spróbujemy jutro od nowa.
Chłopiec po raz pierwszy spełnił jego polecenie bez żadnego komentarza czy próby buntu. Po prostu zeskoczył ze swojego siedziska i pobiegł w kierunku szatni, nawet nie spoglądając na swojego nowego mentora.
Solt westchnął ciężko, odprowadzając Toma spojrzeniem do drzwi, po czym wziął się za uporządkowywanie sali treningowej. Kiedy skończył, narzucił na czarny podkoszulek starą, znoszoną już skórzaną kurtkę i opuścił budynek. Tej nocy miał do wykonania jeszcze jedno zadanie. Musiał zabawić się w donosiciela. W końcu stał się posiadaczem nowych informacji, które mogłyby zaciekawić nowego pana.
Droga do nowego miejsca pracy okazała się zbyt krótka, aby mógł odgonić myśli o nieudanych początkach zadania, które narzucił mu Daskall. Mimo to świeże powietrze nieco go otrzeźwiło. Przemierzając ulice Yelloy pogrążone w mroku mijającej nocy, starał się zebrać siły na starcie z Mistrzem. Dziwne, pomimo zawartej umowy, wciąż nie znał jego imienia. Mężczyzna mocno wyznaczał granice ze swoimi podwładnymi i zaznaczał swoją pozycję. Daskall tak nie robił. I może to był błąd, bo przez to pozwalał, aby uczniowie zaczęli traktować go po ojcowemu, a przecież wcale nie darzył ich takimi uczuciami. Potem ci sami uczniowie brutalnie zderzali się z prawdą, wtedy kiedy najbardziej potrzebowali jego wsparcia.
 Dość  wymamrotał sam do siebie i odsunął wszelkie myśli na bok.
Dotarł na miejsce. Nie do starego magazynu, gdzie spotkali się po raz pierwszy, ale w okolice centrum miasta. Znajdował się tam niewielki park, w którym ktoś przed wieloma latami postawił pałacyk w klasycznym stylu, a nowy właściciel zaczął budować obok hotel. Solt zauważył, że sprawy remontowe są już na wykończeniu. Fasada była prawie skończona, ale liczne okna wciąż pokrywał kurz, zdradzając, że nastąpiło to stosunkowo niedawno.
W budynku było ciemno. Tylko w jednym pokoju wciąż świeciło się światło. Solt westchnął, po czym wbiegł po marmurowych schodach, nie chcąc zbytnio przedłużać tego, co i tak wydawało mu się nieuniknione. Pchnął ciężkie drzwi ozdobione absurdalnymi rzeźbieniami, po czym wszedł do środka. Szybko przemierzył kilka korytarzy, modląc się w duchu, aby trasa, którą obrał okazała się właściwa. Był w tym miejscu już wcześniej, ale tylko jeden raz, co dla jego pamięci mogło okazać się niedostateczne. Minął jeszcze jeden zakręt i zamarł, dostrzegając przed sobą obcą osobę. Kobietę. Właściwie to młodą dziewczynę o długich, sięgających pasa blond lokach i dużych, niebieskich oczach, w których malowało się zaskoczenie pewnie tak samo wielkie, jak i w jego. To tyle, jeżeli chodzi o pozostawanie niezauważalnym. 
 Kim jesteś?  zapytała, zbliżając się niespiesznie. Była nieufna - każdy jej ruch właśnie o tym mu mówił. Każdy drobny kroczek, który czyniła w jego stronę, był dokładnie zaplanowany i napawał go niepokojem. Zatrzymała się, po czym spojrzała mu w oczy tak intensywnie, jak jeszcze nikt nigdy na niego nie patrzył.  Spytałam o coś. Masz jakieś imię czy nie?
 Solter.  Przedstawił się, posyłając jej pewny siebie uśmiech. Wcale się tak nie czuł. Wszystko w nim krzyczało, że nie powinien z nią rozmawiać! Był zbytnio świadomy konsekwencji, jakie by go czekały, gdyby ktoś go przyłapał na beztroskiej konwersacji z kimś z wewnątrz tej organizacji. Przecież miał pozostać niewidzialny...  A ty to...
 Nevi.  Odpowiedziała na jego gest, a niedawny strach jakby nieco wyparował z jej oczu. Teraz w błękitnych tęczówkach zamigotały figlarne ogniki.  Co tu robisz? Jesteś nowy? Chyba nigdy wcześniej cię tu nie widziałam.  
 Powiedzmy, że nowy, ale tylko na chwilę. Właściwie to spotkanie nie powinno mieć miejsca, więc może po prostu udawaj, że mnie nie spotkałaś i idź sobie... tam, gdzie zmierzałaś. — Machnął ręką, wskazując nieokreślony kierunek.
 Jesteś ranny  odezwała się cichutko, wskazując na jego dłoń i całkiem ignorując usłyszane instrukcje.
Zdziwiony podążył za jej spojrzeniem i skrzywił się, ale wcale nie z bólu, raczej ze zmęczenia lub zniechęcenia. Głupia rana znowu się otworzyła i świeża krew ciekła z niej ciurkiem. To powinno go zaniepokoić. W końcu wszystko goiło się na nim w błyskawicznym tempie, jak na psie. Wszystko, tylko nie to jedno rozcięcie, które wyrządził mu nowy pan, gdy składał przysięgę posłuszeństwa. Miał już dość jej opatrywania. 
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie i podeszła jeszcze bliżej, po czym wzięła jego dłoń we własne drobne, wciąż jeszcze nie do końca dorosłe, rączki. Patrzył na nią jak zahipnotyzowany, choć powinien ją odtrącić i ruszyć w swoją stronę. Pozostając biernym, zwiększał szansę, że ktoś go przyłapie. Przestało go to interesować. Całą swoją uwagę skupiał na dziewczynie, która obejmowała jego dłoń. Miała przymknięte powieki i nieco zmarszczone brwi, jakby mocno starała się na czymś mocno skoncentrować. Jej emocje również były stabilne, świeże i klarowne, a przede wszystkim wyciszone. Przyjemnie było nimi oddychać, bo wcale go to nie męczyło, jak to bywało w kontaktach z innymi ludźmi. To go zaskoczyło, ale nie bardziej, niż przedziwne zachowanie nieznajomej. 
 Co ty wyrabiasz?  Nie musiał szeptać, było to już zbędne w zaistniałych okolicznościach, ale jego głos samoistnie się ściszył, jakby nie chcąc przeszkadzać dziewczynie w czymkolwiek, co robiła. Nevi nie odpowiedziała. Otworzyła oczy, posłała mu jeszcze jeden, uroczy uśmiech i w końcu wypuściła dłoń z uścisku. Po ranie nie było nawet śladu.
 Jak?
Dziewczyna mrugnęła łobuzersko, po czym odwróciła się i odeszła zostawiając go osłupiałego. Zniknęła, nie udzielając mu żadnej odpowiedzi. Zniknęła, choć on wciąż czuł jej dotyk na sobie.


Maddie


Obudziła się tuż przed wschodem słońca. Przez chwilę leżała nieruchomo, wsłuchując się w dobiegające ją dźwięki. Najpierw napotkała na ciszę. Wielką i nieznośną, a potem do jej uszu zaczęły docierać kolejne odgłosy. Słyszała wesołe świergoty ptaków tuż za oknem i ich drapanie o parapet, gdy od czasu do czasu przysiadały na nim, aby po chwili znów wzbić się do lotu. Nie poświęciła im zbyt wiele uwagi. Istotniejszy okazał się ciężki, ale miarowy oddech strażnika, który najwyraźniej usnął na swoim stanowisku. To utwierdziło ją w przekonaniu, że nie jest sama. Że koszmar nadal trwa. Otworzyła oczy, ale nie ruszyła się, testując swoją pamięć. Niewiele docierało do niej z tego, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Czuła tylko niewyobrażalny ból głowy, policzka i szarpanie w brzuchu, które z początku słabe oraz lekko odczuwalne, w mig zmieniło się w coś potężnego, co zmusiło ją go zerwania się z łóżka i dobiegnięcia do łazienki. Pochylając się nad muszlą, starała się zwrócić treść żołądka, ale ten już wcześniej był niemalże pusty. Opadła na kolana, krztusząc się śliną i czując, że jej ciałem targają potężne torsje. 
 Ostrzegałem.  Usłyszała za swoimi plecami, ale nawet się na niego nie spojrzała. Nie miała siły.   Mówiłem, że jeżeli przesadzisz, to nie poczujesz się lepiej. Nie słuchałaś. 
 Wyjdź stąd.  Wycharczała, na parę sekund powstrzymując odruch wymiotny. 
 Przeżyjesz  mruknął i zgodnie z jej rozkazem wyszedł, ale po chwili wrócił. Przyszedł z powrotem, niosąc szklankę z herbatą oraz suche herbatniki. Postawił to obok niej na płytkach i usiadł obok, choć w pewnej odległości, opierając się plecami o kafelki. 
 Tak cię bawi patrzenie, gdy ktoś rzyga?  warknęła, łypiąc na niego groźnie znad muszli.  Urządziłeś sobie seans z wyżerką czy co? Zjeżdżaj stąd.
Chłopak wzruszył ramionami i chwycił jedno z ciasteczek, po czym zaczął je niespiesznie chrupać. 
 Ile pamiętasz?
Milczała. Nie miała ochoty odpowiadać mu na to pytanie, ale widząc jego natarczywe spojrzenie, w końcu spasowała.
 Niewiele  przyznała.  Praktycznie nic. 
Pokiwał głową, jakby tylko potwierdziła jego wcześniejsze przypuszczenia. Wydawał się jej nieco bardziej rozluźniony, jakby niewypowiedziany ciężar spadł z jego barków. Jednak wcale nie ruszył się z miejsca. To ją zdenerwowało. 
 Wyjdź stąd!  Powtórzyła bardziej nagląco, ale on pokręcił głową z rozbawieniem.
 Musisz nauczyć się to kontrolować.  Rzucił między jednym herbatnikiem, a kolejnym.  Wczoraj to na mnie działało, ale zobacz, dzisiaj prawie wcale. Kontroluj się i nie wspomagaj, a osiągniesz sukces. Może nawet nie zginiesz, wykonując to idiotyczne zadanie.
 Co ty pieprzysz  wymamrotała i ponownie zwymiotowała. 
Wstał i podszedł do niej, stając tuż za nią, gdy wciąż wypruwała z siebie żołądek. Nawet nie zwracała uwagi na rude loki, które zasłoniły jej połowę twarzy. On jej pomógł. Chwycił za włosy, związując je w luźną kitkę i przytrzymywał, dopóki torsje całkiem nie ustały. Początkowo chciała mu się wyrwać, ale szybko zrezygnowała z wszelkich prób. Już i tak ją upokorzył. Bardziej się nie dało. 
 Oni w ciebie nie wierzą, Maddie  wymamrotał nad jej uchem.  Myślisz, że dlaczego szukają jeszcze kogoś do tego zadania? Dwójka wężoustnych oddelegowanych do tej samej misji to nie przypadek, jak sądzę. Ty musisz im udowodnić, że się mylą. Staraj się i bądź posłuszna, a przeżyjesz. 
 To twoje motto? Wyjątkowo durne.  Warknęła, odtrącając jego rękę. Przysiadła na płytkach, ale na wszelki wypadek nie oddalała się zbyt daleko od toalety. Marauder posłusznie wrócił na swoje miejsce i przesunął w jej stronę szklankę, którą ona ostentacyjnie zignorowała.  Postępujesz w ten sam sposób i dokąd cię to doprowadziło? Siedzisz w kiblu razem z dziewczyną na kacu i pilnujesz jej, żeby nie zachłysnęła się własnymi rzygami, bo wtedy to ty byś oberwał. Robisz to, bo ktoś ci kazał. I jak cię z tym czujesz? Jak tania dziwka czy jeszcze gorzej? Bo ja bym tak właśnie to widziała, gdybym cię posłuchała! Wolę zginąć, niż być na ich usługach! 
Wzdrygnął się, jakby wymierzyła mu siarczysty policzek, ale niemal natychmiast się opanował. Nie odezwał się, za to spojrzał na nią tymi dziwnymi błękitno-zielonymi ślepiami, jakby mógł prześwietlić jej duszę i ją uleczyć. Gówno prawda! Nikt nie mógł tego zrobić. Za dużo było w niej spustoszenia, aby komukolwiek udało się z tym roztrzaskanych kawałków poskładać coś sensownego. A jednak poczuła się spokojniej. Niedawna furia powoli odchodziła w zapomnienie, niby swoim odejściem zapewniając ukojenie, ale nie do końca. 
 Nie mieszaj mi w głowie! — Wrzasnęła nieco histerycznie.  Wypieprzaj z niej! 
 W kolejnym przypływie gniewu sięgnęła po zaoferowaną szklankę i rzuciła nią prosto w niego. Niecelnie. A może to on, przewidując wcześniej jej zamiary, zrobił błyskawiczny unik. W każdym razie naczynie roztrzaskało się o kafelki, gdzie jeszcze chwilę temu siedział chłopak, rozchlapując gorący napój dookoła. Marauder stał już przy drzwiach i zamierzał zostawić ją samą, aby się uspokoiła i w samotności przetrawiła jego słowa, ale słysząc syk bólu, jaki wydała dziewczyna, natychmiast znalazł się znowu przy niej.
Dziewczyna wstała, a raczej nieporadnie próbowała utrzymać równowagę, ale jednak nie mogła pewnie stanąć na obu nogach. Maddie opierała się plecami o ścianę, a jedną stopę trzymała niewysoko nad ziemią, jakby bojąc się, że kolejny kontakt z zimnymi kafelkami wywoła nowy przypływ bólu. Marauder tego na początku nie dostrzegł. 
— Co zrobiłaś?  spytał, lustrując uważnie całą jej sylwetkę, jakby poszukując możliwych urazów. W końcu zatrzymał wzrok na podkurczonej nodze. 
 Zostaw mnie  zaoponowała słabo, ale wiedziała, że już nic przed nim nie ukryje.
 Pytam, co zrobiłaś? Stanęłaś na szkle? Mów, do cholery, bo zaraz stracę cierpliwość  warknął, a ona się poddała.
Powoli ponownie zniżyła się do siadu i wykrzywiła nieco nogę, aby móc samej móc spojrzeć na stopę, z której wyraźnie promieniował ból. Zamarła, kiedy uświadomiła sobie, co się stało. Marauder przykucnął obok, aby samemu móc ocenić szkody, jakie sama sobie wyrządziła w przypływie agresji. Chłopak bez trudu zlokalizował spory odprysk szkła z rozbitej szklanki, który wbił się we wrażliwą skórę w okolicy śródstopia dziewczyny. Odłamek zagnieździł się zbyt głęboko, aby można było go po prostu wyjąć, nie czyniąc przy tym żadnej poważniejszej szkody.
 To nic  wymruczał uspokajającym tonem i przeniósł wzrok na twarz dziewczyny.  Zaraz się tego pozbędziemy.
Kiwnęła głową na znak zrozumienia, ale wcale nie patrzyła na swojego rozmówcę. Przerażony wzrok miała utkwiony w szkle, a ona cała znieruchomiała, nie licząc dreszczy, przez które jej ciało ledwo zauważalnie, ale nieustannie drżało. Była potwornie blada, mocno zaciśnięte wargi stały się prawie sine. Obserwowała, jak krew powoli wydostaje się spod wbitego szkła, a niedawne mdłości wróciły ze zdwojoną siłą. Powróciło nie tylko nieprzyjemne uczucie w żołądku, ale przede wszystkim wspomnienia. Madeleine od chwili wypadku matki, panicznie bała się widoku krwi, a ta rana zbyt dobitnie przywodziła na myśl obraz rodzicielki leżącej bezwładnie w powiększającej się kałuży czerwieni.
— Hej, spójrz na mnie  zawołał Marauder, ale kiedy dziewczyna go zignorowała, złapał ją za podbródek i siłą przekierował jej wzrok na siebie. Dopiero, gdy załapał z nią kontakt, uśmiechnął się uspokajająco.  To tylko drobna rana, Maddie. Nic groźnego. Za chwilę nie będzie po niej śladu, ale muszę cię zostawić na parę minut samą. Dasz radę i nie zrobisz nic głupiego?
Ponownie pokiwała głową, niezdolna do wypowiedzenia chociażby jednego słowa. 



****
Miałam opublikować po Nowym Roku, ale jednak doszłam do wniosku, że wolę zakończyć ten nieszczęsny 2016 pechową trzynastką, niż właśnie nią rozpocząć nowy ;) Przy okazji chciałabym Wam życzyć udanego Sylwestra, Kochani, i oby kolejny rok okazał się dużo lepszy od tego mijającego!

Edit. 01.01.17 - Zmieniłam ten ostatni fragment, bo budził jednak zbyt dużo wątpliwości.  Miałam zamiar w niego brnąć i tłumaczyć, że jednak było to możliwe, ale zamiast tego wolałam pójść troszkę na skróty i wykorzystałam rozwiązanie, które podpowiedziała mi Shana - dzięki ci za to! ;) 

18 komentarzy:

  1. Najbardziej podobała mi się końcówka: spotkanie Nevi i Soltera i to,jak dziewczyna mu pomogła. Przedstawiłaś to tak magicznie... jestem niemal pewna,ze dziewczyna wie,ze to ich Mistrz go zranił. W ogole to w jakims sensie odpowiada na moje pytanie: mamy najwyraźniej do czynienia z dwoma rożnymi Mistrzami. W końcu Solter widział ich obu. Ale wlasciwie co to takiego,zmienić wygląd,dla takich potężnych magów? Hmm... No ale,pewnie to są jednak inne osoby. A co do drugiego fragmentu: ta Maddie to niezła furiatka, choc co się dziwić.nie zrozumiałam jedynie wzmianki o tym oparzeniu...przecież ona zostala poranioną szkłem (ktore tez nie wiem,skąd sie wzięło)? Niemniej Zaczynam coraz bardziej lubić te zagmatwana relacje miedzy nią a Marauderem. Mysle,ze kwestia czasu jest,ze staną sie sobie bardzo bliscy...choc trudno powiedzieć,jaki bedzie finał tej relacji. Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię ten fragment ;)
      Co do postaci Mistrza/Mistrzów - tutaj wszystko jest możliwe, ja na ten moment nic nie zdradzam, co by nie psuć zagadki ;)
      Tak, Maddie jest zdecydowanie emocjonalną osobą. Ona tak ma, że najpierw coś powie lub zrobi, a potem zaczyna nad tym myśleć. Marauder jest jej przeciwieństwem, bo choć też jest dość niestabilny emocjonalnie, to jednak stara się te swoje uczucia wyciszać i dużo milczy. U niego te gwałtowne wybuchy zwykle dzieją się wewnątrz - taka z nich dobrana para ;)
      A co do oparzenia i szkła - Mads rzuciła szklanką, a skoro tak bardzo mądrze postanowiła to zrobić w niewielkiej przestrzeni, to sama się przy okazji skaleczyła. O oparzenie spytał ją Marauder, bo z góry przypuścił, że dziewczyna ochlapała się gorącą herbatą i stąd ten syk bólu. Jednak powód był inny - odłamek szła ;) Aż muszę jeszcze raz wrócić do tekstu, czy może coś nie poprzestawiałam w trakcie poprawek, bo u mnie wszystko jest możliwe.
      Dzięki wielkie i również Szczęśliwego Nowego Roku! :)

      Usuń
  2. Przyznam, że lekko się pogubiłam. Do tej pory "Mistrzem" nazywałaś Daskalla, a tutaj w jednym akapicie (gdzie Solter idzie do nowego miejsca "pracy") mamy okreslenie i Daskall i Mistrz i jeśli dobrze rozumiem, to chodzi o dwie różne postacie. I teraz przyszła mi do głowy pewna teoria (mam nadzieję, że nie za późno xD) na temat tego, że utworzyłaś w opowiadaniu coś na kształt dwóch przeciwnych obozów - jeden Daskalla, Soltera Reeda itp, i drugi - tego drugiego Mistrza, Maddie, Maraudera i Nevi. Nie wiem tylko, czy to normalne, że takie spostrzeżenia nachodzą mnie dopiero po 12 rozdziałach. Chyba bylam zbyt przekonana co do tego, że oni wszyscy należą do jednego Mistrza czyli Daskalla, który potrafił być i miły (dla Soltera) i agresywny (dla Maddie). A teraz jestem prawie pewna (prawie, bo nigdy nic nie wiadomo xD), że ich jest dwóch. W takich momentach wychodzi to czytanie po czasie - kilka rozdziałów na miesiąc. Umykają szczegóły.
    Zdradź mi, czy teraz myślę dobrze? :D

    Podoba mi się to jak przedstawiłaś trening Soltera i Tommy'ego. Pokazałaś, że osobiste problemy oddziałują nie tylko na bohatera, który je ma, ale też na całe otoczenie. A najgorsze w tej sytuacji jest to, że Solter w pewnym sensie wyżył się na tym chłopaku, przez co tylko wzmógł jego strach i przerażenie. Miał pomóc, a moim zdaniem zaszkodził. To przykre, ale ludzkie, więc na plus ;)

    Świetne było też to spotkanie Nevi i Soltera. Czyżbyś zaczynała powoli zapoznawać ze sobą bohaterów? ;) Poza tym lubię Nevi, więc każdy fragment z nią przyjmuję bardzo dobrze.

    Co do sceny z Maddie i Marauderem, bardzo pasowało mi do dziewczyny to wybuchnięcie złością. Nie dziwię się, że jest zła, rozżalona, wściekła i chce swoją złość przelać na Maraudra. W końcu tylko on jest obok. Zastanawia mnie tylko jak ona rzuciła tę szklankę, że odłamki ją zraniły... Musiałyby się odbić, a przecież szkło nie jest kauczukiem;D Ciężko mi to sobie wyobrazić.

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejny! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam! Dwa "obozy" istnieją i są ulokowane w innych częściach miasta, ale na ten moment nie zdradzam, kto nimi kieruje. Mistrz czy jednak Mistrzowie? Solt teoretycznie miał do czynienia z dwoma różnymi osobami, ale czy osoba, z którą kontaktował się w tym drugim "obozie" była tą samą, która znęcała się nad Maddie? Tego póki co nie ma jak sprawdzić.
      Tak, chyba to najwyższa pora, aby losy wszystkich bohaterów zaczęły się nieśmiało zazębiać ;)
      Zdecydowanie szkło kauczukiem nie jest :D Ale jednak jak rzucisz szklanką z całą siłą w coś równie hmm... śliskiego jak kafelki, to jednak pewien odprysk jest, a jeżeli dodamy do tego malutkie pomieszczenie i niesamowite "szczęście" Maddie, to myślę, że taki scenariusz nie jest aż tak nieprawdopodobny :D Może przesadziłam z tym, że szkło osadziło się tak głęboko, ale już wiem jak z tego wybrnąć - więcej w kolejnym rozdziale :)
      Ślicznie dziękuję i pozdrawiam! :*

      Usuń
  3. Taka miła niespodzianka na koniec roku!
    I pojawił się Solter, chociaż mnie zaskakuje.
    Lubię tego chłopaka a zarazem mnie drażni. Nie wiem czemu. Jakoś nie umiem tego określić. Jednak przedstawienie walki było ciekawym posunięciem.
    Kolejną osobą jest Maddie... biedna musi ciężko przeżywać swojego kaca i moralnego również.
    Swoją drogą Maruder mnie zadziwia i intryguje.
    Będę czekać na ciąg dalszy i pozdrawiam!

    p.s. Szampańskiej zabawy i szczęśliwego Nowego Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię robić niespodzianki! :D
      Solter i Marauder jeszcze nie raz zaskoczą swoim zachowaniem, mam nadzieję :D
      Maddie i biedna w jednym zdaniu? Toż to nie zdarza się zbyt często!
      Ślicznie dziękuję za komentarz.
      Szczęśliwego Nowego Roku! :)

      Usuń
  4. No proszę.. Maddie ma dar... bardzo ciekawy i sądzę, że niezwykle silny, jeśli się go okiełzna.... Tylko, że tak coś czuję, że ten pocałunek.. to nie była tylko siła perswazji... on sam tego chciał.. w jakimś stopniu...
    Tylko teraz Maddie musi się przełamać. Zaufać Marauderowi... bo on wydaje się być naprawdę po jej stronie.
    No i zostaje kwestia Soltera....
    Dotarł do nich.. tylko co dalej? tyle niebezpiecznych istot na zdecydowanie zbyt małym terenie
    Co zaś się tyczy tego małego chłopaczka...no może nie takiego małego.. ale swoją wystraszoną i zagubioną postawą jakoś tak rozczula.. Solterowi przyda się coś takiego... Bo boje się, że przez ten dziwny układ z Tym Złym on.. coś się w nim zatraci.. do tego jeszcze jego przyjaciel umiera...zaczyna brakować osób, na których naprawdę mu zależy...

    Vicky z swiatlocienn.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli go okiełzna, to będzie silna, ale póki co nawet nie jest jej do tego blisko ;)
      A Solter? On jest prawdziwie zagubioną duszyczką. Masz rację - kruszą się osoby i autorytety, które były dla niego ważne i poniekąd zmuszały go do dobroci.
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  5. Jej, wiesz jakie to dziwne czytać opowiadanie, kiedy masz wrażenie że czytasz o koledze(tylko charakter i trochę wyglądu)?:D Może Solter jest zbyt cierpliwy i od razu chciałby mistrza z małego chłopca? Chociaż myślę, że nikt mu go nie zastąpi, Reeda w sensie. Chociaż nie przekreślajmy go. Jest przecież jeszcze jakaś nadzieja, prawda? Wygląda na to, że Solter teraz służy nieco bardziej dla bezimiennego mistrza. Tylko czy to wyjdzie mu na dobre? Coś sądzę, że nie zdoła dotrzeć do momentu, w którym dostanie swoją zapłatę, a zostanie tylko wykorzystany.
    Ten dotyk Nevi i jeszcze poprzednie sceny Maraudera z Maddie. Wygląda na to, jakby chłopaki poznawać się z taką bliskością, uczuciem do mniej więcej rówieśnika lub kogoś młodszego, co chyba nie było niektórym do końca znane. Nevi chciała pomóc, ale mimo wszystko od razu złapanie kogoś za ręce i stanie tak blisko i trochę długo, może wywołać pewien dyskomfort, ale i takie nieznane uczucie, którego można się bać, ale mimo wszystko jest jakieś takie miłe? Takie moje filozofie :D. Herbata po wódce? No nie wiem. Jakiś kefir czy coś, w sumie to nie jestem kompetentną osobą do leczenia po wypiciu za dużo, bo sama jak już to mało piję. Hm... zdziwiło mnie to szkło, które wbiło się Maddie. Rozumiem gdyby ją tylko zarysowało albo wbiło się w stopę(bo na podłodze kawałki szkła, jak się na nie naciska, to mogą się wbić), ale w nadgarstek ot tak i to głęboko? Nie zdarzyła mi się jeszcze taka sytuacja.
    Nie wiem po której stanąć stronie. Z jednej strony jestem za zdaniem Maddie - Marauderowi chyba nic dobrego nie wyszło z tego posłuszeństwa. Znaczy pewnie mu czegoś złego nie zrobili, ale go wykorzystują - wieczny niewolnik. Myślę, że Maddie najbardziej to by chciała uciec, niż służyć lub umrzeć. Ale czy to by się jej udało czy może zmieni zdanie?

    Pozdrawiam i również życzę szczęśliwego nowego roku! :)

    PS Jak możesz to podaj mi link lub plik do szablonu. Nie obiecuję, że naprawię, ale chociaż popatrzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz na gadu lub na maila: ola5_96@tlen.pl

      Usuń
    2. Hah, chyba potrafię sobie to wyobrazić, bo tak mimowolnie czasami upodabniam niektórych moich bohaterów do moich znajomych, członków rodziny albo nawet do siebie samej :D
      Soltowi nie do końca chodzi o to, że chłopiec powinien być super, hiper i w ogóle, ale czepia się go, bo jednak ta sprawa Reeda go dręczy. Tom mu w jakimś stopniu przypomina przyjaciela, choć na pierwszy rzut oka tych podobieństw nie widać.
      Hmm... chyba bardziej Solt to poznaje. Z Marauderem sprawa wygląda trochę inaczej, ale o tym kiedy indziej ;) Nevi jest najbardziej otwarta z nich wszystkich i dla niej podejście do nieznanego faceta i złapanie go za rękę, bo przecież krwawi, to nic takiego :D
      Kefir chyba dobra rzecz, znacznie lepsza od herbaty, ale skąd on miałby go jej wynaleźć w takiej chwili, gdy za bardzo nie miał przyzwolenia opuszczać na dłużej stanowiska? Ratował się tym, co miał pod ręką :D
      A to ze szkłem faktycznie zmienię. Chciałam w to brnąć, ale jednak coś bardziej logicznego lepiej pasować ;)
      Co do szablonu to wielkie dzięki za chęć pomocy :* Zaraz ci wyślę na maila, bo gadu to ja nie posiadam na nowym komputerze i dlatego mnie tam nie ma od x czasu :(
      Pozdrawiam i dziękuję jeszcze raz!

      Usuń
    3. Stwierdziłam, że skoro wódkę ma to i może kefir ;D. Nie no żartuję sobie :D.
      To lecę na tego maila, jak coś znajdę to dam znać. A gadu takie łatwe do pobrania!:D

      Usuń
  6. Dobra, zmieniam zdanie. Ten rozdział jest moim ulubionym numer 1 !!!
    Marauder i Solt na równi według mej oceni ;)
    I czyżby moje przypuszczenia się potwierdziły i to Solt miałby stać u boku Navi, a Mar u boku Mads? Intrygujące :3

    Z tego co zdążyłam się domyślić to Mar również jest wężoustnym... I miałam taką teorię, że przez to, że zbuntował się Mistrzowi, ten skrzywdził Navi i jego, ale przypomniałam sobie jego rozmowę z wężem i padły tam słowa, mówiące, że Mistrz nie wie, Marauder rozumie mowę zwierząt. Tak więc ta teoria odpada. Potwierdziły się jednak moje przypuszczenia, że to zły Mistrz (będę go nazywała Lord Vader xD) złożył propozycję Soltowi i teraz to Solcik będzie jego psiakiem. I wywnioskowałam, że on jest drugim wężoustnym, którego poszukuje Vader. Tak więc, przepowiednia, o której mówił Daskall w drugim rozdziale powoli zaczyna się spełniać. Jest okoliczność - Solt spotka na swojej drodze dziewczynę, która ma mu pomóc. Znaczy to ona miała początkowo wypełnić przeznaczenie, a Solt paczeć z boku, ale spotka ją, wiem, czuję to xD i razem spełnią przepowiednię. A kto wie, być może Mar również się do tego dołączy skoro rozumie mowę węży?
    Coraz bardziej wszystko się zagłębia i jednocześnie łączy. Jestem ciekawa jakiejś akcji, którą to czuję w powietrzu, coś koło... 18 rozdziału? ;P
    I bardzo lubię czytać o Maraudzie i Maddie :3 może to przez to, że cały czas wyczekuję, aż w końcu bedom razem xD a może dlatego, że bardzo podoba mi się postać Mara jak i Mad, zimnej i nieco może nie wyrachowanej, ale zbyt pewnej siebie kobietki, która nieco miękkie w dobrym słowa znaczeniu, ale jednocześnie pragnie się uwolnić od tego wszystkiego nadal pokazując "swoją ja", choć tak naprawdę ma inne wnętrze, czuję to :) a Mar skutecznie z niej wydobywa, czy też przez te jego "warki" ona łagodnieje. Choćby ta scena z krwią i szkłem. To było bardzo urocze, kiedy złapał ją za podbródek i uśmiechnął się, patrząc jej w oczy <3

    I ciekawe jak Solt zareaguje na Vadera i przyjmie jego pierwszy rozkaz...
    LECĘ DALEJ :D
    A potem będzie żałoba :"<

    Pozdrawiam i weny
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Mistrz nie ma zielonego pojęcia, że jeszcze ktoś jeszcze zna mową węży, a powody, dla których uwziął się na Maraudera i Nevi są kompletnie inne ;) Hmm... w przypadku Solcika to też nie jest tak do końca. Podpowiedź była w 12 rozdziale, ale taka maleńka :D
      Tak, myślę, że coś koło 18 już wszystko ruszy z kopyta, a może nieco wcześniej ;) Nic więcej nie mówię :D
      Baaaardzo dziękuję!
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Ostatnio nie mam ani trochę na nic czasu, stąd te opóźnienia, ale dzisiaj mam chwilę, to nadrabiam ; )

    A co to za panna przy Solterze? Ciekawam :D
    Chociaż dziwi mnie to, że on ot tak sobie biega po tej organizacji, skoro ma być szpiegiem. Nie powinni spotykać się gdzieś daleko, w kącie albo najlepiej w krzakach? No bo trochę słabo jak się okaże, że ta dziewczyna jest szpiegiem jest mistrza i kwas :D

    Maddie i Marauser to romans :D A jak nie, to robisz specjalnie, żebym myślała, że romans, a nie będzie :D Ale chcę, żeby było. Bo dobry romans nie jest zły, a między nimi jest sporo seksualnego napięcia. chociaż to niesamowite, że oni patrzą na świat z zupełnie dwóch, różnych perspektyw. Ona nie ma siostry, którą musi chronić. Ale też ma nieco bardziej ostry charakter, bezkompromisowy. Nie jest jakaś ultrasilna i zawsze fajna, ale ta mocna osobowość pokazuje się w niuansach. Na początku jej nie lubiłam, ale to już się zmieniło.

    W wolnej chwili pobiegnę czytać następną część, powodzenia w tworzeniu kolejnych ; ))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panna przy Solterze nie jest niespodzianką - to siostra Maraudera. Przedstawiła się przecież ładnie :D
      Chłopak ma dostarczać informacje o postępowaniu Daskalla, ale to ma pozostać tajemnicą w jego "domu" - w obcej organizacji raczej nie ma to większego znaczenia, czy ktoś zobaczy Solta czy nie, choć nowy Mistrz wolałby tę drugą opcję, bo to zrodzi mniej pytań jego podwładnych ;)
      A o Maddie i Marauderze to ja nic nie mówię, nic nie zdradzam - wyjdzie z czasem :P
      Dziękuję ślicznie i równie pozdrawiam!

      Usuń
  8. Współczuję Soltowi. Nie wiem, jak sama bym się zachowywała, jakbym miała jakiegoś wychowanka, a ja nienawidzę dzieci... tym bardziej, jakby był jeszcze taki sam jak Tom to omg... ciekawe kto kogo by pierwszy wykończył XD Ale uważam, że nie każdy nadaje się do bycia przewodnikiem. I Solt zalicza się do takich ludzi. Mam wrażenie, że on ledwo funkcjonuje w społeczeństwie, zgodnie sam ze sobą, a co dopiero ma uczyć takiego malca...
    Aww Solt i Nevi... *-* dobra, im kibicuje! Nevi jest na swój sposób urocza i nawet jeszcze mnie nie wkurzył, więc to dobry krok, bym ją polubiła. Taka dobra niewiasta z niej. Shippuje ich! By byli świetną parą! Mam feelsy T.T może SolNev? Nevolt? NNie umiem wymyślać nazw na parring, ale mam nadzieję, że na tym jednym ich spotkaniu się nie skończy *-* Fighting SOot! Fighting Nevi! Nevi by go pewnie zmieniła i odnalazła drogę do serca Solta! *-* czy ja się nie za bardzo nie napalam? XD
    Czy mogę skrzywdzić Maddie? Proszę. Coraz bardziej działa mi na nerwy! Nie zna przyczyny, dlaczego Marauder jest na usługach, a wyzywa go od dziwek! No kur...de mać. Ta panna zdecydowanie aż się prosi na prawy i lewy sierpowy. A Marauder tylko przy niej skacze... nie, nie podoba mi się to T.T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tom najgrzeczniejszym dzieckiem nie jest ;) Ale on sporo przeszedł, podobnie zresztą jak Solt. Oboje powinni się nawzajem zrozumieć, ale nie w tym wypadku ;)
      Solter faktycznie ledwo sam ze sobą wytrzymuje, a co dopiero z takim kapryśnym dzieciakiem ;)
      Nevolt! Iście genialne :D Kupuję!
      A ja ci mogę pomóc skrzywdzić Maddie :D Ona momentami taaaak mnie irytuje, jak jeszcze żadna z bohaterek!

      Usuń

Archiwum bloga