czwartek, 2 lutego 2017

Rozdział 15





Solt 


Dzieciak się zmęczył. Kiedy zaczął mrużyć i przecierać proszące o sen oczęta, Reed bez chwili wahania odesłał go do pokoju. Chłopak chwilę patrzył w ślad za dzieckiem, gdy to zmierzało do wyjścia, nieco powłócząc nogami. Tom miał do tego prawo — zbyt wiele przeżył tego jednego dnia, zbyt wiele wiedzy do przyswojenia otrzymał i to wszystko wypompowało z niego wszelkie siły. Nie tylko z niego. Reed też nie wyglądał najlepiej, ale gdy tylko wyłapał badawcze spojrzenie Solta, natychmiast zaczął udawać, że czuje się świetnie. Raźno poderwał się z materaca, na którym wcześniej siedział, wyprostował się i przywołał na usta ten zawadiacki uśmieszek. 
— Zupełnie nie rozumiem twojej opinii na temat Toma. — Zagaił, zbliżając się do przyjaciela. — To naprawdę fajny, wartościowy dzieciak. Bardzo kontaktowy i sympatyczny. Przy odrobinie pracy...
— Ja nie rozumiem, co ty tutaj jeszcze robisz. — Wszedł mu w słowo Solt. Niedawna złość wciąż buzowała w jego żyłach, roznosiła go od środka. Chłopak musiał wręcz zacisnąć pięści, aby opanować drżenie rąk. — Postawiłeś na swoim. Teraz chyba już możesz wrócić do łóżka i poddać się opiece Escall? 
Reed westchnął ciężko i zatrzymał się w pewnej odległości. Rozłożył bezradnie ręce, nie mając już siły do nowej kłótni z przyjacielem. 
— Znowu zaczynasz?  zapytał z wyrzutem.
— A co mam robić, skoro mój przyjaciel do reszty zgłupiał i naraża się zupełnie bez potrzeby?
— Możesz przestać traktować mnie w ten sposób? Sprawiasz, że brakuje mi chwil, w których nie żałuję, że dowiedziałeś się prawdy. 
— Wolałbyś mnie okłamywać?  Solt nie dowierzał. Nie przypuszczał, że przyjaciel może żałować, że wyznał mu prawdę. 
— Jeżeli spowodowałoby to, że znowu byłbym dla ciebie kumplem, a nie cholernym pacjentem, to zdecydowanie tak!
Solt się zniecierpliwił. Nie myśląc zbyt wiele, raźnym krokiem zbliżył się do chłopaka, a tym samym przełamał niewidzialną granicę, jaka dzieliła go od przyjaciela. Podszedł tak blisko jak się dało, na ile wystarczyło mu odwagi, a kiedy został tylko ostatni krok, nagle zabrakło mu tchu. Dopadły go emocje, które do tej pory pokrywała mgiełka farmakologicznego otumanienia i skutecznie blokowała. Blokada jednak opadła i nic nie trzymało ich dłużej na uwięzi. Natłok uczuć napłynął ku Solterowi. Sparaliżował go, nie dając mu żadnych szans na ucieczkę. Solt słyszał, że Reed coś do niego mówi, ale sens tych słów gdzieś uciekł. Mógł tylko odczuwać wszystko to, co trapiło przyjaciela. Przerażenie, zwątpienie, gniew  te były stabilne. Mocne, ale stabilne. Jednak tuż pod nimi zalegało całe złoże emocji pomniejszych, lecz znacznie bardziej gwałtownych i niezrozumiałych. To w nich Solt się gubił i nie potrafił ich zrozumieć. Im bardziej się w nie zagłębiał, tym mniejszy kontakt utrzymywał z własnymi uczuciami. Mimo to wcale się nie poddał. Drążył, szukał, rozplątywał każdy supełek nakładających na siebie emocji, aż w końcu dotarł do celu. Myślał, że to wszystko rozwiąże, lecz odkryta prawda nie przyniosła mu jednak wcale ulgi. Bardziej zmroziła go i oszołomiła.
 Ree...
Chciał, żeby to przyjaciel mu wszystko wytłumaczył. Potrzebował jakiegokolwiek wyjaśnienia. Potwierdzenia, że on tak naprawdę wcale nie oszalał, a jego dar dalej funkcjonuje prawidłowo.
Reed nie sprawiał wrażenia, aby zechciał mu w tym pomóc. Chłopak zacisnął usta i pokręcił delikatnie głową. Uciekł przed nim spojrzeniem, jakby obawiając się reakcji Solta.
 Reed, powiedz coś. Cokolwiek  zażądał.
 To nie jest zależne ode mnie, Solt.  Próbował się wytłumaczyć Reed.  Myślisz, że nie starałem się coś z tym zrobić? Chciałem! Chciałem to ograniczyć, skończyć z tym, ale nie mam takiej mocy. Nie panuję nad tym, tak samo jak nie potrafię przezwyciężyć tej cholernej choroby.
 Od zawsze byłeś moim przyjacielem. Najlepszym kumplem... Dlaczego, Ree?
Solt nie chciał go obwiniać, ale nie do końca wyzbył się drżącej i oskarżającej nutki ze swojego głosu. Sam słyszał ją zbyt wyraźnie. Wolał się nie zastanawiać, jak musiał odebrać to Reed, ale nie mógł tego zignorować. Spojrzał w oczy przyjaciela, na pobladłą ze strachu twarz i zaklął. Cofnął się. Jeden krok. Drugi. Tak jakby mogłoby to pomóc mu cofnąć się w przeszłość i zapobiec tak niefortunnemu rozwoju wypadków. Nie pomogło.
 Proszę, nie odsuwaj się ode mnie.
 Reed, to najlepsze rozwiązanie.  Solter pokręcił głową. Starał się podążyć za głosem rozsądku, ale ten odzywał się coraz ciszej i coraz mniej natarczywie. Zostawiał go samego i kazał mu radzić sobie samodzielnie.  To, co czujesz, to nie są uczucia, jakimi darzy się kumpli. Wiesz to tak samo dobrze jak ja. Może, gdybym wychwycił to wcześniej, umiałbym tego zapobiec, a tak...
 Zostań.
 Nie mogę!  krzyknął Solt.  Nie mogę, bo torpedujesz mnie tym wszystkim, a to chore. Przez to wszystko miesza mi się w głowie i sam nie wiem, co należy do mnie, a co jest twoje.
W oczach Reeda zabłysły łzy, a Solt zachłysnął się jego smutkiem  ciężkim i osadzającym się na dnie płuc niczym najgorsza z trucizn. Czuł, że rozpacz zabiera mu oddech i nieuchronnie prowadzi do zguby. Chciał się od tego uwolnić, ale rozwiązaniu, które by mu to umożliwiło, sprzeciwiało się całe jego ciało. Początkowo. W końcu jednak nie wytrzymał i zignorował własny sprzeciw. Niczym topielec desperacko walczący o ostatni oddech, dwoma krokami pokonał odległość, jaka dzieliła go od przyjaciela. Kiedy znalazł się obok niego, smutek nagle zniknął, jakby utwierdzając w słuszności tego czynu. Gęsta maź, która utrudniała mu oddychanie, również poszła jego tropem. Zastąpiło ją coś innego. Solt poczuł, że porywają go inne emocje, nad którymi pieczę sprawowało pożądanie. Nie należały do niego. Były obce, silniejsze. Bez trudu stłamsiły jego własne uczucia, które ostatkiem sił starały się zapobiec dalszym wydarzeniom. W jednej chwili stały się nieistotne i zapomniane.
— Solt?  Reed się zaniepokoił. Patrzył ze strachem na przyjaciela, obserwował jego dziwne zachowanie i widział zamglony wzrok, a to wszystko potęgowało odczuwalny niepokój. — Wszystko dobrze?
Solter nie zareagował na słowa przyjaciela. Jak w transie wykonał jeszcze kilka kroków, zmuszając tym samym Reeda, aby wycofał się aż pod ścianę, a potem niespodziewanie złożył pocałunek na jego ustach. Wtedy nie czuł już nic. Nie był sobą i nie kontrolował swoich czynów. Ogarnął go ogień. Wysoka gorączka pojawiła się nagle, odbierając mu pozostałości wolnej woli, przyćmiła zdrowy rozsądek i podyktowała kolejne, błędne kroki.




Marauder

Odgłos uderzenia rozszedł się po pomieszczeniu, w jednej chwili niszcząc zalegającą tam ciszę. Sala, niegdyś balowa i strojna, a obecnie urządzona w minimalistycznym stylu i stanowiąca miejsce treningów, została wypełniona kakofonią podobnych dźwięków.
Chłopak raz po raz rzucał się na kukłę treningową z ogromną agresją. Bił. Uderzał niemalże na oślep. Oddawał jeden cios, drugi, potem kolejne. Nie myślał nad taktyką czy poprawnością techniczną swoich ruchów, po prostu chciał odreagować. Pot zaczął spływać po jego nagich ramionach i piersi, a oddech stracił swoją regularność. Złość jednak wcale nie mijała. Nie był tym zdziwiony. Ostatnie dni nieźle dały mu w kość i mocno odbiły się na jego psychice. Krótki trening nie mógł tak po prostu przywrócić utraconej równowagi. Marauder do tego wcale nie dążył. Szukał sposobu, aby pozbyć się natłoku emocji, ale tym razem wysiłek fizyczny nie pomógł mu nawet w tym zadaniu.
 Chłopaczysko śmieszne jest. Żałością cuchnie wielką.
Marauder wstrzymał się z kolejnym uderzeniem. Jego pięść zawisła w powietrzu, a potem opadła, posłusznie wracając na neutralną pozycję. Chłopak zamarł na moment, a po chwili odwrócił się i skierował wzrok na ciemnego jak heban węża, który niespiesznie wtaczał się do środka przez otwór wentylacyjny umieszczony w rogu sali.
 Pest, czy ja nie wyraziłem się dostatecznie jasno przy ostatnim spotkaniu?
Westchnął, obserwując, jak wąż, nic nie robiąc sobie z jego słów, wpełza głębiej do pomieszczenia i zatrzymuje się pośrodku, w smudze padającego przez ogromne okno światła. Gad wyprężył się niczym rozleniwiony kot, jedynie łypiąc złym wzrokiem na swojego rozmówcę.
 Pan znalazł. — Obwieścił z niejaką satysfakcją, posykując zarozumiale.
 Kogo?
Głupie pytanie. Chłopak doskonale wiedział, kogo poszukuje jego Mistrz i w jakim celu. Zaskoczenie wywoływał jedynie sam fakt, że mężczyzna dopiął swego w tak krótkim czasie. Marauder poczuł, że stracił czujność i nie doceniał swojego pana. Wąż jednak nie wydał się zdziwiony jego brakiem wiedzy. Natychmiast pospieszył z odpowiedzią.
 Inne chłopaczysko jest — wytłumaczył. — Zdeterminowane i głupie. Głupsze niż on.
 Wężoustny?
Przypuszczał, co usłyszy, bo stale upewniał się w tym przekonaniu, ale jednocześnie wolał mieć całkowitą pewność. Istniało prawdopodobieństwo nieprzewidzianych zmian.
 Nie  zaprzeczył wąż.  Tylko dwóch jest.
To go uspokoiło. Pojawienie się kolejnej osoby obdarzonej niezwykłym darem mogłoby skomplikować wiele planów i stać się realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Madeleine, na którym, chcąc nie chcąc, zaczęło mu nieco zależeć.
 Mistrz o tym wie?
Wąż zamilkł. Wlepił znaczące spojrzenie ciemnych ślepi w swojego rozmówcę, ale nie odezwał się ani słowem. Marauder domyślił się prawdy.
 Skłamałeś?  Udał zdziwionego.  Momentami cię nie rozumiem, Pest. Gnębisz mnie i stawiasz swoje warunki, ale momentami zachowujesz się, jakby ci zależało, aby ta misja skończyła się fiaskiem. Tylko co w ten sposób chcesz ugrać, co?
Ponownie nie doczekał się odpowiedzi. Wąż łypnął na niego groźne, po czym odpełzł w sobie tylko znane strony. Marauder warknął ze złości, a może raczej bezsilności. Znał Pesta od lat i wiedział dobrze, jakie jest z niego wredne zwierzę, a i tak przez moment miał nadzieję, że dowie się czegoś więcej i przestanie być jedynie durnym pionkiem w dziwnej grze, którą wąż zdawał się prowadzić. Nic z tego. To nadal nie on dyktował tu warunki.
Chłopak chciał wznowić przerwany trening, ale w tym samym momencie ktoś otworzył drzwi i wtargnął do środka. Marauder nawet nie musiał spoglądać w tamtym kierunku. Przybyszów rozpoznał jedynie po głosach - tak dobrze je znał.
 Puść mnie.  Zażądała Maddie, próbując się wyrwać wysokiemu, ciemnoskóremu chłopakowi, który prowadził ją za ramię.
 Po co ją tu przyprowadziłeś?  spytał Marauder. Starał się pozostać spokojnym i nie zwracać uwagi na sposób, w jaki Matt trzymał dziewczynę, ale coś się w nim burzyło na ten widok. Nie rozumiał tego. Mam wolne, a wydaje mi się, że to twoja kolej na sprawowanie nad nią straży.
 Mistrz wydał nowe rozporządzanie  odpowiedział chłopak i uśmiechnął się chytrze, wychwytując pojedyncze myśli, które kreowały się w umyśle Maraudera. Matt lepiej niż jego kolega znał się na tajemnicach podświadomości i często korzystał ze swojej wiedzy. Tym razem również.  Jest niezadowolony z braku jakichkolwiek postępów i zadecydował, że najwyższa pora przystąpić do kolejnej fazy działania. Dziewczyna ma dzisiaj rozpocząć trening wstępny. Jeżeli masz jakieś wątpliwości, udaj się ze skargą bezpośrednio do niego.
 Nie mam żadnych obiekcji  zapewnił natychmiast Marauder. — Wykonałeś swoje zadanie, więc możesz już odejść. Zajmę się nią.
 Chyba doszedłeś do błędnych wniosków, mój przyjacielu, że to ty masz ten trening przeprowadzić.  Zaśmiał się Matt i przyciągnął dziewczynę bliżej ku sobie, ignorując jej niezadowolenie.  To zadanie zostało zlecone mi osobiście. Chyba nie będziemy ci za bardzo przeszkadzać?
Marauder zdziwił się nieco, ale nie dał tego po sobie poznać. Pozostał opanowany, a nowe informacje skwitował wzruszeniem ramion.
 Oczywiście, że nie  zapewnił.  Sala jest dostatecznie duża.
Wrócił do swojego stanowiska. Nie chciał dłużej prowadzić tej dyskusji ani zagłębiać się w motywy Mistrza, które z dnia na dzień stawały się dla niego coraz mniej zrozumiałe. Nie mógł protestować, dlatego też nie zareagował na panikę, jaką dostrzegł w oczach Madeleine. Wiedział, że w towarzystwie ciemnoskórego chłopaka nie grozi jej nic złego. Jeżeli musiałby wybrać kogoś z organizacji, kogo obdarzyłby cząstką swojego zaufania, bez dwóch zdań byłby to Matt. Nie przyjaźnili się, ale też nie byli wrogami. To było wystarczające, a w każdym razie musiało się takim stać.



Tym razem króciutko. Wybaczcie, ale nadal walczę z weną, która wzięła sobie krótki urlop i zwleka z powrotem.  Kolejny rozdział będzie dłuższy i zdecydowanie lepszy stylistycznie. To mogę obiecać. Tradycyjnie - piszcie, co myślicie! 

13 komentarzy:

  1. AAAAAAAAA!!!!!!!!!! W KOŃCU SIĘ DOCZEKAŁAM :D
    Anielsko było, zwłaszcza fragment z Soltem <3. Jeśli dobrze rozumiem to on gejem nie jest, a jedynie poczuł emocje i uczucia Reeda. Sam go również kocha, ale jak brata. Troszkę zmartwiła mnie jego reakcja na początku, wyglądało to nieco tak jakby był przerażony i jakby obrzydzony, ale był w szoku, wiele ma na głowie, więc... no każdy zareagowałby inaczej, a oni znają się od dzieciaka.
    Ale to jak "przejął" jego emocje i go pocałował... AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!! Wyglądało to prawie tak jak w serialu, w pierwszej serii Shadowhuntes!!! Alec/Solt taki zdeterminowany idzie na Magnusa/Reeda NA ANIOŁA :D <3
    To. Było. Piękne.
    No i Marauder. Cholernie kojarzący mi się z Jace'em. Solt w sumie trochę też, ale Marauder to taki Jace version2 xD. Mi w sumie wszystko kojarzy się z Darami Anioła xD
    Idealnie wyobraziłam sobie jego mimikę twarzy i wzrok jakim obdarzył Maddie i Matta. I ta pewność, że to on będzie ją trenował i ten zawód, kiedy to jednak zadanie Matta. Biedny :c. Ale jeśli ufa swemu koledze to z pewnością nie ma się czym martwić ;). Chociaż jestem pewna, że jak tylko zobaczy coś niewłaściwego w zachowaniu Matta, to nie będzie stał obojętnie z boku. I jestem prawie na 100% przekonana, że to jakaś zagrywka, czy tez specjalne posunięcie Mistrza. Pamiętam jak w bodajże 12 rozdziale, kiedy oni wpadli do fontanny, a Marauder podał jej różę, którą upuściła, Mistrz przyglądał się im, i cieszył się. Nie wiem jeszcze co on kombinuje, ale niedługo to rozgryzę :P
    PS: Ten rysunek z Marem i Maddie przy fontannie jak trzymają różę się tworzy :D
    Szkoda, że tak krótko, ale nie narzekam, bo długo na to czekałam i zdarzyło się coś czego się nie spodziewałam w obu scenach :D. Zostałam zaspokojona na jakiś tydzień xD
    Stylistycznie źle nie było! Bardzo dobrze się czytało :)
    Czekam na kolejny :D

    Pozdrawiam, weny, inspiracji i duuuuużooooo Reeta <3 (miał wyjść z tego pairing Reed + Solt xD)
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iiiiiii! <3 :D
      Ja się cieszyć nie powinnam, bo wena mi się odblokowała, a tu jeszcze dwa egzaminy przede mną i nie potrafię się skupić na nauce :D Ale co tam! Opko też jest ważne!
      Hmm, masz całkowitą rację - Solt nie podziela uczuć Reeda. Jest całą tą sytuacją przerażony i czuje nieco obrzydzenie, a jego dar, a raczej to, że nad nim nie zapanował, wszystko pokomplikował. Ale co ja będę się rozgadywać, sama zobaczysz niebawem!
      Marauder zadowolony nie jest takim obrotem sytuacji - to fakt :D On dużo udaje, ale pewne sprawy nie są dla niego obojętne. Mam dziką satysfakcję z takiego znęcania się nad nim :D
      Uwielbiam cię za te porównania do Darów, serio :D
      Jeej *.* To ja już się tego rysunku doczekać nie mogę!
      Następny będzie dłuższy i pojawi się znacznie szybciej - obiecuję!
      Bardzo dziękuję za wszystko <3 Dostarczyłaś mi potężnego zastrzyku weny :D Idę sobie pisać dalej!

      Usuń
    2. To się cieszę ^^
      Ach... to znęcanie się nad bohaterami xD Ja w pierwszej wersji mojego opo znęcałam się emocjonalnie nad moim Tristanem ;P
      No to pozostało mi czekać na rozdział <3
      Pozdrawiam i weeeeeeenyyyyyyyyyy

      Usuń
  2. Rozwaliłaś system tym rozdziałem. I ty mówisz, że masz gorsze dni i mniej weny, bo rozdziały wychodzą za krótkie. Nie ważna jest długość tekstu czy ilość literek i spacji, najważniejszy jest sens i to co chcesz opowiedzieć. A w tym rozdziale opowiedziałaś bardzo dużo.

    Skłamałabym mówiąc, że nie domyślałam się, że pomiędzy Reedem a Soltem coś się dzieje, ale ten nagły wybuch emocji i uczuć powalił mnie na kolana, a pocałunek przygwoździł do podłogi twarzą. Nie spodziewałam się aż tak intensywnej reakcji na odkryte w przyjacielu uczucia. Wyglądało zupełnie tak, jakby Solt został zniewolony przez nie i przestał myśleć racjonalnie. Tylko co teraz będzie z nimi? Przecież taki obrót spraw komplikuje ich obecną sytuację jeszcze bardziej. Przecież Reed umiera i nie da się tego uniknąć. Ale wierzę w Solta i jego determinację, która teraz powinna się podwoić.

    Co do Maraudera, czy on czasem nie za bardzo angażuje się znajomość z Maddie? Przecież ona jest więźniem, a on wyłącznie jej strażnikiem. A tymczasem chłopak zaczyna przejawiać uczucia całkowicie odmienne niż powinien posiadać strażnik. Nie żebym chciała zrobić z tego opowiadania jakieś tandetne Love Story, ale czy tylko ja widzę to ocieplenie w stosunkach Maraudera i Madeleine? Nawet miałam wrażenie, że chłopak był zazdrosny n to, że nie on będzie szkolić dziewczynę. No ciekawie tu się dzieje.

    Dziękuję za odwiedziny na moim blogu i bardzo ciekawy komentarz. Zwróciłaś mi uwagę na rzeczy, których sama nie dostrzegłam podczas kilku sprawdzających czytań tekstu. Dziękuję ci za to.

    Pozdrawiam z lenaskołowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Czasami mam tak, że pomimo tego, że wiem, co chcę napisać, to jakoś te słowa i zdania się nie kleją. Tak było w tym przypadku, a raczej na samym początku, bo potem jednak popłynęłam :)
      Dobrze, że tak to wyglądało, bo w zamyśle właśnie tak miało być. A co dalej? Solt jest nieprzewidywalny i mam nadzieję, że tak szybko go nie rozgryziecie ;)
      A Marauder to kolejny przypadek, rzekłabym, beznadziejny. On może tego nie chcieć, ale Maddie ma na niego silny wpływ ;)
      Ależ nie ma za co! Jeżeli mój komentarz okazał się przydatny, to to wielka przyjemność dla mnie :)
      To ja dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  3. o matko... o matko...
    cudowny rozdział. mam słabość do gejów, odkad zaczęłam czytać Twist and Shout.
    Pięknie to opisałaś. co nie zmienia faktu, ze Solt ma przerabane z tą swoją mocą. Najlepiej to od ludzi na odległość kija, żeby czasem nie przejąć uczuć. I teraz pewnie i on się brdzie źle czuł i Ree też,,a chyba nawet zwłasZcza Ree..
    Co do Madie to jakoś tak czuje że te treningi nie będą należały do najprzyjemniejszych
    Vicky
    In-love-with-an-angel.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi! :D
      Oj tak, zdecydowanie nie chciałabym znaleźć się na miejscu Solta, bo jednak to wszystko jest strasznie przytłaczające.
      Dzięki i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ej, ej już kiedyś była taka sytuacja, że myślałam, że oni coś więcej do siebie czują. Także specjalnie mnie to nie zaskoczyło. Jednak mimo wszystko nie spodziewałabym się, że taki masz zamysł i do tego nastąpi. Tylko ciekawe jak to się teraz dalej potoczy.
    No i Reed powinien w końcu posłuchać Solta i ruszyć do łóżka. Nadzieja zawsze jest. A Solt może w ryzykowny sposób, ale próbuje jej pomóc. Także Reed powinien to zrozumieć.
    No też wąż to jest zdecydowanie taki wrzut na dupie. Jeszcze kłamie menda wredna. Pewnie nie ma z kim pogadać, więc woli znaleźć ofiarę do dręczenia. A mi Matt wygląda jakoś nieprzyjaźnie i obawiam się, że jednak zrobi dziewczynie krzywdę. Zwłaszcza, że ona ma dość wybuchowy charakterek. Nieokiełznana dziewczyna jest, a oni chyba za bardzo takich nie lubią. Najmniej dają się stłamsić. Jakoś mi by to nie pasowało, gdyby mieli się jej pozbyć. Przynajmniej nie w opowiadaniu. No bo wprowadzasz bohaterkę, jest stworzona do celu, więc jak to tak ją uśmiercić? No już chamstwo nie na Monikę xD. No zobaczymy co to za trening.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam takiego zamysłu :D Samo tak wyszło :D Planowałam raczej, żeby Reed dusił w sobie te swoje uczucia długo, długo!
      A ja lubię węża :D Irytujący dupek z niego, ale przy tym intrygant niezły, więc łatwo prowadzi mi się z nim akcję :D
      Ja zawsze zostawiam sobie alternatywę! Śmierć Maddie trochę by pokomplikowała, ale nie jest niemożliwe xD Nie no śmieję się, w najbliższej przyszłości RACZEJ tego nie planuję :P
      Dzięki!

      Usuń
  5. Ty.Mnie.Chcesz.Zabic...???
    Bosze, daj mi chwile na opanowanie emocji, bo to bylo takie xkdbhsbskxdnks kurwa, zadne slowa tego nie opisza *-* wczesniej mialam tez wrazenie, ze cos miedzy nimi jest, ale myslalam, ze a tam, jedna scena, zrobilo sie neizrecznie i tyle. A tu Reed rzeczywiscie kocha Solta. Az sama poczulam ten bol, smutek i cierpienie Reeda, gdy Solt tak sie od niego odsunal przerazony jakby brzydzil sie wlasnym przyjacielem. To musialo naprawde bolec Reeda i zrobilo mi sie go szkoda :( naprawde mi bylo przykro...tak przyjaciel nie powinien zareagowac, a czuje, ze milosc Reeda jest bardzo silna. Pewnie wiele lat ukrywal swoje uczucia do Solta. Boziu, jak mi go szkoda T.T i chociaz ten pocalunek nie jest do konca z milosci i wlasnej woli Solta, to mysle, ze dobrze sie stalo. Lepiej taki pocalunek dla Reeda niz do konca dni zalowac i rozmyslac jak by to bylo pieknie. A te uczucia, ktore zawladnely Soltem napisalas genialnie!! *-* Tez bym chciala umiec tak pisac T.T
    I zgadzam sie z Lena. Mar za bardzo zblizyl sie do Mads. Moze dawno zadnej kobitki nie widzial na oczy i dlatego tak nim zawladnela? Meskosc wola o troche kobitki xD troche mnie irytuje to jego podejscie i brak profesjonalizmu. Ttm bardziej majac nad soba takiego Mistrza. No i nie wiem, co on widzi w takiej Mads, ale jak to mowia - serce nie sluga. Mam tylko nadzieje, ze nie zrobisz z tego watku calkiem milosnego i nie przysloni on fabuly. :(
    Lece czytac dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę Cię zabić! Absolutnie! :D
      Tak, tak, biedny Reed źle ulokował swoje uczucia, bo jednak Solciak orientacji zmieniać nie zamierza i tu jest pies pogrzebany - ktoś będzie cierpiał, niezależnie od podjętych decyzji.
      Aj, bo Mar to też ma pomieszane w głowie, a Maddie mu nie pomaga. Do tej pory nie musiał tak bardzo ingerować w psychikę żadnego z więźniów, a i dar żadnego z nich nie oddziaływał na niego w taki sposób.
      No, ale bać się nie musisz, wątki miłosne nie przysłonią fabuły, choć będą się przeplatać tu i ówdzie ;)
      Dzięki!

      Usuń
    2. Zaraz, czyli Reed jest zakochany w Solterze? Nie spodziewałam się tego, choć czuć było od samego początku, że ich relacja jest bardzo silna. Chyba bardziej bym powiedziała, że to Solter czuje coś więcej do Reeda (po tym jak bardzo chciałby mu pomóc, ocalić itp), a nie na odwrót. No, ale muszę przyznać, że bardzo podobało mi się to, że Solter nie bardzo potrafił oddzielić swoje uczucia od Reeda, że był taki rozchwiany i nie wiedział, co robić. Super przekazałaś jego emocje ;-)

      Ciekawa jestem, co ten Mistrzunio kombinuje. Czemu oddalił Maraudera od Maddie? Może on wyczuł, że dziewczyna coraz silniej oddziałuje na chłopaka i chciał to w jakiś sposób przerwać? A może ma w tym jakiś inny cel? Nie wiem, ale czuję, że będę zaskoczona :D

      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Ano tak postanowiłam namieszać troszeczkę :D Mogło się wydawać, że to Solt, bo on to wszystko wychwytuje i rozszyfrowuje lepiej niż własne uczucia. Co oczywiście nie znaczy, że on sam podziela te emocje.
      Mistrzunio swój niecny plan ma i bynajmniej tym planem jest chronienie któregokolwiek ze swoich podwładnych :D
      Dzięki i pozdrawiam!

      Usuń

Archiwum bloga