niedziela, 26 marca 2017

Rozdział 18

Marauder

Nie uwierzyła mu. Dlaczego niby by miała? Nie brzmiał zbyt przekonująco, mimo że mówił prawdę. Prawdę, która wydawała się tak bardzo nierealna, niemożliwa do zaistnienia. Nic dziwnego, że dziewczyna patrzyła na niego z tak olbrzymim zdziwieniem, przez które tylko delikatnie przebijało się przerażenie i nieufność.
 Dlaczego mi to mówisz?  spytała niepewnie i powoli wstała z podłogi. Nie ruszyła się z miejsca, ale też nie spuściła wzroku ze swojego rozmówcy, jakby samym spojrzeniem chcąc zmusić do szczerości.  Czemu znowu kłamiesz?
Zaśmiał się  okrutnie, zupełnie nie czując rozbawienia. Po czym podszedł. Zbliżył się do niej, choć ona wycofała się aż pod samą ścianę, dotykając łopatkami szklanej, zimnej tafli. Bała się go. Obawiała się jego nieprzewidywalności. Widział to.
 Mogę cię złamać na tysiące sposobów - wyszeptał prosto do jej ucha. Jego ciepły oddech owiał kark dziewczyny i wywołał leciutkie dreszcze na całym jej ciele.  Nie muszę silić się na kłamstwo, aby dopiąć swego. Tym razem też mówię prawdę. Twój biedny, żałosny tatuś przyszedł tutaj zaraz po twoim zniknięciu, aby cię odzyskać. Tchórz nie wszedł nawet do środka. Stanął przy wejściu i narobił hałasu. Głośno domagał się zerwania umowy, a Mistrz nie lubi, gdy ktoś go niepokoi zupełnie bez powodu. Kazał go ukarać, Maddie. Zrobiłem to. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak cuchnął tanim piwskiem, gdy go wyprowadzałem. Żałosna podróbka człowieka. Całe życie chowany pod kloszem, najpierw przez swoich rodziców, a potem przez żonę. Kiedy ona zginęła, nie potrafił normalnie funkcjonować. A ty znaczyłaś dla niego tyle co nic. Byłaś ciężarem, który nam dobrowolnie oddał i był szczęśliwy mogąc to zrobić. Tylko że nie przewidział, że wyrzuty sumienia będą go tak dotkliwie kąsać. Chciał cię zabrać, aby je uciszyć. Dureń. Nawet się nie bronił, choć wiedział, co nastąpi.
 Zamknij się!
Posłusznie zamilkł, czując, że dar dziewczyny mocno na niego oddziałuje, po czym cofnął się kilka kroków. Nie był zły, że wykorzystała swoje umiejętności przeciw niemu. Sam nie wiedział, co w niego wstąpiło. Nie powinien przecież tego wszystko mówić, w każdym razie nie w taki sposób. A jednak czuł, że gdyby Maddie go nie powstrzymała, sam wcale by tego nie przerwał. Powiedziałby znacznie więcej, bo to też nie był koniec. Marauder wciąż miał w pamięci lękliwe spojrzenie mężczyzny. W uszach brzmiały mu jego krzyki, gdy wykonywał uderzenia. Jedno po drugim. I nacięcia. Oczyma wyobraźni widział krew. Mnóstwo krwi. Znęcał się nad nim okrutnie, choć nie dostał takich rozkazów. Nie potrafił jednak się opanować. Czuł tak potężną złość. Wściekłość, która nie opuściła go od tamtej chwili, nadal przy nim trwała... Pamiętał ostateczny zamach, który wtedy wykonał i opór, jaki stawiło ostrze wnikające w kolejne tkanki. Krzyk mężczyzny. Jego ostatnie słowo. Maddie, przepraszam...
Nie oczekiwał tak gwałtownego ataku. I to dało jej przewagę. Pozwoliło wyprowadzić cios i niemal skutecznie powalić na ziemię. Prawie, bo jednak zanim upadł, Marauder zdołał pochwycić się manekina stojącego nieopodal i w ten sposób utrzymać równowagę. Nie było dobrze  wyczuł to niemal natychmiast. Uderzenie, które zadała mu Maddie, było znacznie mocniejsze, niż mógł się po niej spodziewać. I celne. Kiedy tylko stanął pewnie na nogach, poczuł gorąco oraz dziwne mrowienie rozchodzące się pod skórą w okolicach nosa i ciecz, która sączyła się z niego ciurkiem. Otarł twarz wierzchem dłoni, rozmazując na niej sporą ilość krwi. Przyjrzał się jej z niedowierzaniem, a potem opuścił rękę i przeniósł wzrok na dziewczynę. Kucała przy lustrze, zwrócona przodem do szklanej tafli. Opierała czoło o lustro, a rude loki zasłaniały jej twarz. Całe jej ciało drżało. Z gniewu? Od płaczu? Nie wiedział. Czuł jedynie, że jej wpływ gaśnie.
 Matt nie jest jednak taki beznadziejny w tych swoich naukach.  Zaśmiał się, gdy już odzyskał kontrolę nad mową. Pokręcił głową z niedowierzaniem.  To niewiarygodne, ale myliłem się. On nie zawinił, to ty jesteś największym problemem. Nic nie warta i taka słaba. Dokładnie jak rodzice.
Nie zareagowała, czego żałował. Miał ochotę wdać się z nią w dyskusję. Chciał usłyszeć, że jest potworem. Pragnął, żeby wykrzyczała mu to prosto w twarz. Mogłaby znowu go uderzyć. Tym razem by jej oddał. Wściekłość roznosiła go od środka i ponownie domagała się ujścia.
 Nawet teraz nie umiesz się obronić.  Gnębił ją dalej, nie rozumiejąc tej bierności z jej strony.  Biedna sierotka. Sama na złym świecie. Wiem, że nie chcesz tego słuchać, a jednak nie robisz nic, żeby mi ponownie przeszkodzić. Twoja cholerna moc wyczerpała się tak szybko?
Powoli wstała i odwróciła się w jego stronę. W jej dłoni błysnęło ostrze, w które przed każdym treningiem zaopatrywał ją Matt. Nie zaatakowała jednak, puściła je ślizgiem po podłodze tak, że zatrzymało się zaraz przy jego nodze.
 Weź to.
Suchy rozkaz. Dziewczyna nawet na niego nie patrzyła, ale on doskonale widział jej zapłakaną twarz i zdeterminowane spojrzenie utkwione gdzieś w parkiecie. Coś dziwnego błysnęło w jej oczach. To coś sprawiło, że wściekłość, która go pętała, uciekła spłoszona i zostawiła go samego sobie. Prawdziwego siebie, ale na to było za późno. Marauder odetchnął głęboko, doświadczając przedziwnego wrażenia, że właśnie wyrwał się z długiego i okropnego snu. Nie trwało to długo. Niemal natychmiast wpadł w kolejne sidła, tym razem zastawione przez Maddie. Dostał się pod jej wpływ. Nie zdążył nawet zaprotestować.
Niczym kukła pozbawiona własnej woli, schylił się i podniósł broń.
 Przyłóż.
Posłusznie przysunął ostrze do własnej szyi.
 Mocniej.
Posłuchał, a kolejna stróżka krwi popłynęła po jego skórze. Nie powiedział ani słowa. Nie mógł. Nie dostał szansy na wytłumaczenie się. Nie posłuchałaby go. To nie była już Maddie. Widział to i podskórnie czuł, że dziewczyna straciła kontrolę nad swoimi czynami.
 Myślisz, że to wystarczy?
Nie odpowiedział. W zamian poprawił uchwyt na ostrzu, pogłębiając nacięcie.
 To byłoby sprawiedliwe. Śmierć za śmierć.  Zbliżyła się do niego.  Mamy tylko jeden problem. Ty nie zasługujesz na tak łagodny wyrok. On nie cierpiał tak krótko, więc i my trochę jeszcze się pobawimy, co ty na to? Nie ruszaj się.
Zamarł z bezruchu, a ona niespiesznie wyjęła z jego zaciśniętej dłoni ostrze. Nie stawiał oporu. Gdzieś głęboko w podświadomości wiedział, że to było dobre rozwiązanie. Zasłużył na karę. Nawet nie zamknął oczu, gdy uniosła rękę, aby zadać cios. Chciał ją widzieć do ostatniej chwili.
 Maddie, wystarczy!  Matt pojawił się niespodziewanie tuż przy dziewczynie i złapał ją za dłoń, zapobiegając kolejnym wydarzeniom.
Dziewczyna zamrugała powiekami i zmarszczyła brwi, jakby nie do końca świadoma tego, co zrobiła. Co chciała zrobić. Matt ją puścił, a ona zrobiła krok do tyłu, potem kolejny. Pokręciła głową. Dalej niczego nie rozumiała.
 Czemu przerwałaś? Bo on tak ci kazał? Nie bądź śmieszna, dokończ  warknął w jej stronę Marauder, czując, że wściekłość znowu do niego wróciła. Cichsza i mniej nachalna niż poprzednio, ale domagała się sprawiedliwości.  Znowu brakuje ci odwagi? Skończył ci się transfer super zdolności?
 Wyjdź stąd.  Polecił mu Matthew, przeskakując zdeterminowanym wzrokiem z przerażonej dziewczyny na niego.  Ochłoń.
Marauder zacisnął zęby ze złości, ale zwalczył w sobie chęć nieposłuszeństwa i spełnił polecenie chłopaka. Ruszył ku wyjściu, słysząc jednocześnie za plecami cichutki i przepełniony wyrzutami sumienia głos Madeleine.
 Nie chciałam go skrzywdzić. Ja... ja nie wiem, co się stało. To było... to nie ja.
 Cii, spokojnie.  Przerwał jej Matt. Przytulił do siebie dziewczynę i spokojnym gestem gładził jej plecy, starając się ją uspokoić.  Wiem, że to nie twoja wina, mała. Ktoś się wami bawi i to już od jakiegoś czasu. Tak przypuszczałem od naszego pierwszego treningu, ale teraz mam na to dowody.
— Kto? — zapytała drżącym z nadmiaru emocji głosem. 
— Nie wiem, ale się dowiem. — Obiecał Matt.  Nie jesteś jedyną świeżą krwią w organizacji, wiesz? Ktoś spośród nowych posiada dziwne zdolności, a ja to zweryfikuję.
 Tata...
 Przykro mi, Maddie. Na to nie mam już wpływu.  Wyszeptał, a jej puściły wszelkie hamulce. Pozwoliła, aby łzy płynęły, a z ust raz po raz wyrywał się szloch.
Marauder dotarł do wyjścia i zatrzasnął za sobą drzwi. Mocno. Aż zdawało się, że cała ściana zadrżała pod wpływem tej siły. To jednak nie dało mu ukojenia. Nie dostarczyło wyjaśnień ani rozwiązań, których potrzebował.

Solt

Przekonał ją, że powinni wrócić do hotelu, choć Nevi jeszcze długo nie wyglądała na przekonaną ani zachwyconą tym pomysłem. Jednocześnie nie chciała przyznać się, co się wydarzyło, a przez to on nie potrafił pomóc w żaden sposób. Nie mógł zabrać jej do własnego domu - Daskall sprawował zbyt ścisłą kontrolę, aby taki incydent mógł przejść niezauważony. Nie chciał zostawiać dziewczyny też samej sobie, uznając to za zbyt niebezpieczne. Postanowił ją odprowadzić i przypilnować, aby w spokoju dotarła do własnego pokoju. Jakoś umknęło mu, że było to niedozwolone. Zbyt łatwo zapomniał, że miał pozostać niewidzialny dla innych i nie miał się z nikim spoufalać. W jej towarzystwie szybko się rozkojarzał i rozluźniał. Bo przy niej czuł się normalnie, a rozmowa z nią sprawiała mu przyjemność. Nevi była młoda, ale bystra - odpowiedzi, których udzielała, często go zaskakiwały, a pytania nie raz wprowadzały w zadumę.
 Jak ty się tu w ogóle znalazłaś, co?  spytał, gdy pokonywali drogę powrotną. Tym razem blondynka nie wydawała się niczym zainteresowana. Szła powoli, lekko powłócząc nogami, a ona cała jakby straciła całą energię.  To nie jest dobre miejsce. Wcale nie pasuje do ciebie.
 A ty?  odpowiedziała pytaniem na pytanie.  Co ty tu robisz?
 Mówiłem ci. Ratuję przyjaciela.
 A ja ratowałam rodzinę, a w każdym razie tak mi się wydawało.  Spochmurniała jeszcze bardziej. Resztki jej dobrego humoru uleciały w jednej chwili, a na posiniaczonej twarzy pojawił się wyraz zniechęcenia.  Tylko że nie wszystkich da się uratować, wiesz? Nie wszyscy tego chcą, dla innych jest za późno. Nie zawsze warto się poświęcać dla najbliższych, a pakty potrafią nieść za sobą potworne konsekwencje.  Przemyśl to.
 Ciągle to powtarzasz.  Spojrzał na nią z ukosa, lekko przekrzywiając głowę z zainteresowaniem.  A jednak leczysz ludzi swoim kosztem.
 To co innego.
 Wydawało mi się, że to wszystko ma związek z wiarą w słuszność swoich czynów.
 Wiara?  prychnęła gniewnie i przewróciła oczami w wyrazie zniecierpliwienia.  A co to takiego? Myślisz, że to wszystko pochodzi od Niego? Od dziadka siedzącego na chmurce w otoczeniu ludzikopodobnych istotek ze skrzydełkami? W takim razie staruch musi mieć olbrzymie poczucie humoru i sadyzmu. Znudziła mu się zabawa zwykłymi ludźmi i stworzył takie wynaturzenia?
 Hej, nie myl wiary z religijnością, Nev. To dwie różne rzeczy.
Nie odpowiedziała. Zagryzła nerwowo wargę i spuściła nieco głowę, jakby chcąc uniknąć jego spojrzenia, przeczuwając, że to mogłoby ją złamać.
 Widzę, że coś cię gryzie.  Spróbował z innej strony pociągnąć interesującą go kwestię. Cokolwiek by to nie było... Możesz mówić, nie wydam cię nikomu ani nie będę oceniał. Wiesz przecież, jakie mam zdanie o tym wszystkim.
Wydawało mu się, że się złamie i rzeczywiście wyjawi trapiącą ją tajemnicę, ale ona po chwili wzruszyła beztrosko ramionami i jakby zapomniała o wcześniejszej rozmowie, na nowo ukryła swoje problemy gdzieś na samym dnie podświadomości. A on nie drążył tematu. Uznał, że gdy będzie chciała, sama do tego wróci.
Kilka kolejnych kroków pokonali w ciszy, ale Nevi szybko zmęczyła się przeciągającym się milczeniem. Zanim dotarli do celu, zerknęła na chłopaka i uśmiechnęła się cwaniacko. Zauważył to, ale nie skomentował w żaden sposób, a ona na tym nie poprzestała, bo tuż przed przekroczeniem bramy, która odgradzała hotel od miasta, złapała go za rękę i przytrzymała w miejscu. Sama stanęła tuż przed nim. Było sporo niższa, dlatego lekko zadarła głowę do góry, aby móc spojrzeć mu prosto w oczy. Solt nie protestował, ale jego brwi pomknęły ku górze w wyrazie szczere zdziwienia. Patrzył na swoją towarzyszkę, niczego nie rozumiejąc. Jej zachowanie wymykało się wszelkim schematom, które były mu dobrze znane. Starał się ją zweryfikować swoimi umiejętnościami, lecz umykała mu raz po raz. Emocje Nevi były wyciszone, spokojne, bardzo mylące, a przez to trudne do rozpoznania i wcale nie ułatwiały mu zadania.
 Dziękuję  odezwała się cichutko, uśmiechając się pogodnie. Jej oczy błyszczały wesoło, przynosząc mu na myśl błękitny ocean: rozległy i pokryty bystrymi falami. Po raz kolejny go hipnotyzowały, może nawet silniej niż ostatnio, czego nie do końca potrafił pojąć i uzasadnić.
 Za co? Przecież nic nie zrobiłem  wyszeptał, a jego serce jakby przyspieszyło swój rytm. Nie nawykł do takiej bliskości z człowiekiem. Do tej pory jednymi osobami, którym pozwalał niszczyć swoją przestrzeń osobistą, byli Daskall i Reed. Jednak, w przypadku tego drugiego, nie było to dobre posunięcie i Solt nie potrafił go odżałować.
 Zrobiłeś więcej, niż myślisz  zaprzeczyła i, zanim zdążył zaprotestować, zarzuciła mu ręce na szyję, po czym wtuliła się w niego, jakby to było zupełnie normalne i robili to przy każdej okazji.
Solt zamarł nieruchomo, pozwalając się przytulać, ale nie odwzajemniając tego.
 Nie rozumiem  wymamrotał.
 Jesteś wspaniałym człowiekiem, tylko w to nie wierzysz  wyjaśniła. Nie wypuszczając go z objęć, odsunęła się nieco, aby ponownie móc spojrzeć mu w twarz.  Niewiele osób zdecydowałoby się zająć kimś całkiem nieznajomym, a ty się nawet nie zawahałeś. Poświęciłeś mi czas i obdarowałeś zainteresowaniem. To ważne.
 Nie czuję, żebyś była obca.
Skrzywił się, nie wierząc, że naprawdę to powiedział, ale na jej pełnych, różanych ustach, wciąż nieco opuchniętych i pokrytych śladami krwi, znowu zagrał wesoły uśmiech. Solt nie zaprotestował, gdy po chwili te same usta złożyły nieśmiały, ale pełen podzięki pocałunek na jego skórze w okolicach zarysu szczęki. Zamknął oczy, ale nie wyrwał się ani nie odskoczył od niej niczym oparzony, jak zwykle by postąpił. Nie chciał tego robić, bo po raz pierwszy naprawdę podobały mu się uczucia, które przepływały przez jego organizm, a które nie były związane z emocjami, jakie budziła w nim walka. Stał nieruchomo, nawet kiedy dziewczyna się odsunęła.
 A po naszej poprzedniej rozmowie mogłabym przysiąc, że jesteś gejem  zaśmiała się, kiedy wreszcie odważył się na nią spojrzeć, a potem odeszła. Zostawiła go z łopoczącym sercem i zmieszanego, jak jeszcze nigdy wcześniej.


******
Chętnie posłucham waszych pomysłów na temat tego, co wydarzyło się między M&M.
A Nevi? Jak myślicie, co ona ukrywa? I jak rozwiną się jej kontakty z Soltem?
Piszcie, co wam przyjdzie na myśl!



30 komentarzy:

  1. Wow, pierwsza czesc.... naprawdę dziwna. Zastanawia mnie, ile z tego było rpawdą Wydaje mi się, że to, co powiedział Marauder, było prawdą. Dlatego zastanawia mnie, co takiego zrobił ojciec Mad. Dlaczego "sprzedał" ją mistrzowi? o co w tym chodzi? i dlaczego najpierw to Marauder był pograżony w tych negatywnych emocjach,a pożniej nagle spłynęły one na Maddie? kto jest na tyle silny, by działać w ten sposob na odległość (no bo przecież byli wtedy sami?)? KOjarzy mi się to nieco z umiejętnościami Solta, a podobne ma ten mały chłopiec, którego Solt ma szkolić... Tylko ze przecież to jest w innym miejscu? Hm,,... zastaanwia mnie bardzo, czy mogę mieć rację. Na 100% wiem tylko tyle, że ta moc mnie przeraża. Dobrze, że Matt ich powstrzymał, bo nie wiem, jakby to się skonczyło (to chyba nie jest sprawka Matta)? Do pierwszego fragmentu ma jeszcze jedna uwagę, mianowicie dialog pod koniec - on toczył sie tylko między MAddie a Mattem, tak? z powoddu praktycznie samej rozmowy (bez wstawek/opisów) nie jest to na 100% jasne
    A co do drugiej części coraz bardziej lulbię relację Nevi i Soltra. Mnie się wydaje, że Solt nie jest zakochany w Reedzie, że to znów była czyjaś magia, może tylkoe Reeda, moze kogoś jeszcze. Nie sądze, żeby Solt był zakochany w Nevi, jeszcze nie,ale myslę, że jej ostatia uwaga głupia nie jest. Mam nadzieję, że kiedyś Nevi zaufa mu na tyle, by powiedzieć więcej na temat samej siebie i swoich problemów.
    Co do innych uwag: było sporo powtorzeń "jej"/"ją" oraz "dziewczyny" we fragmencie z Maddie. nie zwracałam uwagi bardzo dokładnie, bo zbyt się wciągnęłam. Czekam na jakieś odpowiedzi na mje pytania, bo mam wrażenie, że tajemnic tylko przybywa, a prawie nic nadal nie wiemy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duziooo pytań i tajemnic :D Ale mogę obiecać, że na wszystkie niebawem pojawią się odpowiedzi. Sprostuję tylko, że dzieciak, którego Solt miał szkolić, dysponuje jednak trochę innymi umiejętnościami - bliźniaczymi do daru Reeda, a niekoniecznie oddziałującymi na sferę emocjonalną, tak jak Solt. Tylko z drugiej strony, kto powiedział, że wszyscy grają w otwarte karty i czegoś przy okazji nie ukrywają? :D Dobra, wiem, że teraz zasieję jeszcze większy mętlik, więc już po prostu zamilknę :D
      Tak, ostatni dialog odbywa się tylko między Mattem a Maddie - zaraz to uściślę. Poprawię też te powtórzenia, bo może faktycznie nagromadziło się ich zbyt wiele. Podobnie jak ty, za bardzo wczułam się w samą akcję, więc stylistycznie mogło coś zgrzytnąć. Dzięki za podpowiedź i ogólnie za budujący komentarz!
      Pozdrawiam :D

      Usuń
    2. no tak, podobnie do Reeda, ale Reed, mam wrażenie, jednak dość mocno wpłynął na uczucia Solta :p więc może dzieciak też. a może chodzi o Reeda. a może jeszcze o kogoś innego :d tak, mętlik w głowie, to własnie mam :D:D
      Zapraszam na nowośc na Niezależność ;)

      Usuń
    3. Reed po prostu czuł, a tracąc na chwilę koncentrację, pozwolił, aby Solt poznał te emocje. One na niego wpłynęły, ale to zasługa tylko i wyłącznie jego własnego daru, który trochę odwrócił się przeciwko niemu :D
      Wpadnę dzisiaj do ciebie, dzięki za info! :D Bo tradycyjnie blogger postanowił to przede mną zataić -.-

      Usuń
  2. Hej, dotarłam tu w końcu. Poprzedni rozdział przeczytałam niedługo po publikacji, ale jakoś nie udało mi się skomentować, co jest u mnie jednak dość normalne :P. Dzisiaj także nie popiszę się za bardzo wygadaniem, bo piszę z telefonu, a nie jest to mój ulubiony sposób komentowania.
    Sporo się ostatnio dzieje, zwłaszcza w tym rozdziale. Część Maddie i Maraudera była szczególnie "ciekawa", aż nie wiem, co o niej do końca myśleć. Na pewno wzbudziła sporo emocji, przez chwilę myślałam, że Marauder naprawdę się zabije – to byłby ciekawy zwrot akcji, ale jakoś nie wyobrażałabym sobie, co miałoby się dziać później, już bez niego. No, w każdym razie dobrze, że nic sobie nie zrobił, mimo że nie wątpię, iż zabił ojca Maddie.
    Już coraz bardziej podoba mi się para Solt i Nevi. Widać, że zbliżają się do siebie, jednak z drugiej strony oboje mają swoje problemy, Nevi wydaje się ciągle przed nim zamykać, niechętnie mówi o sobie. Nie wiem, co z tego wyniknie. Nie chcę się za bardzo zastanawiać i wymyślać, tylko spokojnie sobie poczekać, aż to napiszesz ;)
    Jeżeli możesz, informuj mnie o nowych rozdziałach, bo mimo że obserwuję bloga, to powiadomienia mi nie przychodzą. Z góry dzięki. Pozdrawiam cieplutko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Oj, ja też z telefonu nie lubię komentować, więc doskonale cię rozumiem :D
      A co do Maraudera, to chyba za bardzo go lubię, aby się go pozbyć w tej chwili, choć moja sadystyczna część natury oczywiście ci przytakuje, że byłby to genialny zwrot akcji :D No, ale nie. On się jeszcze swoje nie nacierpiał :D
      Jeżeli chodzi o Nevi i Solta to powstrzymam się od komentarza. W każdym razie w tej chwili. Ja pomysł swój mam, a wy niebawe zobaczycie, jak to się rozwinie :D
      Ok, będę informować. Z tym bloggerem, to cyrki się dzieją czasami - mi też na paru blogach nie wyświetla powiadomień i bądź tu mądra :(
      Dziękuję ślicznie i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Aaa kochana nowy rozdział!
    Ciekawe... ciekawe. Jak zwykle kolejny inspirujący rozdział.Widzę, że wszystko coraz bardzije się komplikuje. Mimo wszystko szkoda mi ojca Maddie. Nie zasłużył na taki los. Czy Maddie zdoła wybaczyć Mauruderowi? Mam mieszane uczucia. I jeszcze brakowało mi Solta w tym rozdziale. Uwielbiam go i mam wielką słabość. Podoba mi się też nowa szata bloga. Całkiem ciekawie wyglada i czytelnie się czyta.
    Jak to dalej pokażesz? Nie wiem. Mieszane uczuica. Nie będę komentować za głęboko. Wolę poczekać na kolejny rozdział!
    Wiesz, ze uwielbiam!
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, kwestia przebaczenia będzie się tu przewijać i przewijać... Ale nie zdradzę teraz, czy Maddie się na to zdobędzie.
      Przecież Solciak był :D I to nie w tak małej ilości, no! :D
      Fajnie, że szablon ci się podoba :D Ja uwielbiałam ten poprzedni, ale wygasł, więc musiałam go czymś innym zastąpić :(
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Szkoda mi Maraudera.... to znaczy....nie popieram jego czynów i tego, że zabił ojca Maddie, ale on jest tak rozdarty wewnętrznie
    .. ma się wrażenie że chłopak sam siebie nienawidzi za to kim jest i co robi. Liczy, że gdy Maddie zada mu cierpienie wyrzuty sumSonia mina? ojjj Marauderze...
    Za to Maddie zaczyna mnie niepokoić. No bo rozumiem, że była wściekła. Kto by nie był po takiej wiadomości i do tego przekazanej w taki sposób. Ale to już nie była tylko złość. To zimna chęć zadania cierpienia..cieszę się ze Matthew wszedł w odpowiednim momencie.

    Solt mnie bawi;-) w tych swoich uczuciach on jest tak uroczo nieporadny. Jeszcze przed chwilą ogarnial mieszaninę swoich uczuć z uczuciami zakochanego w nim przyjaciela a tu teraz coś w nim drga do Nevi a ona jeszcze rzuca mu tekstem z byciem gejem:-D Tylko ze mam jakieś takie dziwne niejasne uczucie ze tą ich znajomość predxej czy później nie wyjdzie im na dobre....

    in-love-with-an-angel.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mar się pogubił, to fakt. Uparcie wmawia sobie, że to, co robi jest słuszne, ale czy rzeczywiście tak myśli? No, a Maddie nie do końca panowała nad sobą, tylko że o powodach takiego zachowania już kiedy indziej.
      Tak, mnie też Solt bawi :D Uwzględniając jego dar, powinien być bardziej ogarnięty, jeśli chodzi o uczucia, ale jednak, kiedy sytuacja zaczyna dotykać go bezpośrednio, to traci grunt pod nogami :P
      Dzięki za komentarz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Mroczny rozdział.
    tak myślałam, że ktoś się nimi bawi, kiedyś, chyba, nawet się Ciebie pytałam, albo pisałam moją teorię na ten temat. Ktoś nimi steruje. Chyba obdarzyłam Matta jakąś cząstką sympatii, że chce im pomóc i szuka "lalkarza", że tak nazwę osobę, która się nimi bawi.
    Cóż o reakcji Maddie powiem tylko jedno. Nie dziwię się, że tak zareagowała. Jak już mówiłam trudno mi nawet siebie wyobrazić w takiej sytuacji i reakcji na tę wieść. To, że chciała zabić Mara poprzez samobójstwo xD (kreatywne hehe) już nie było jakby jej decyzją, a Lalkarza, więc szczerze nie wiem, co mam o tym myśleć, ale jest ciekawie. Serio wierzyłam, że ona to zrobi, zmusi go, ale co się okazało,to Lalkarz ich zmuszał.
    Pewnie do wypowiadanych przez Mara słów również, choć nie wiem czy mnie nie zaskoczysz i nie okaże się, że on mówił to z własnej woli.
    Więcej u Ciebie tajemnic i zagwozdek teraz, niż u mnie :o tak nie może być!

    Solt i Nevi. Byliby ładną parą ;)
    Scena końcowa i słowa były piękne, urzekły mnie... Biedny Solt ma chyba kłopot z nieznanym uczuciem, heh. Może mi się wydaję, albo za dużo książek czytałam, ale chyba, może coś z tego będzie.
    Bardzo zainteresowały mnie słowa Nevi:
    "— A ja ratowałam rodzinę, a w każdym razie tak mi się wydawało. — Spochmurniała jeszcze bardziej. Resztki jej dobrego humoru uleciały w jednej chwili, a na posiniaczonej twarzy pojawił się wyraz zniechęcenia. — Tylko że nie wszystkich da się uratować, wiesz? Nie wszyscy tego chcą, dla innych jest za późno. Nie zawsze warto się poświęcać dla najbliższych, a pakty potrafią nieść za sobą potworne konsekwencje. Przemyśl to."
    Jestem prawie pewna, że chciała ratować brata, ale dla niego właśnie jest za późno i on sam tego nie chce, bojąc się, że skończy jak ojciec, a siostra jak on. Mniej więcej coś takiego mi chodzi po głowie.
    Rozdział jak już mówiłam mroczny i dość emocjonalny. I wiesz? Nie wiem komu mam bardziej współczuć. Marowi czy Maddie, albo Nevi. Mar po stracie ojca musi zapuszczać korzenie w tej przeklętej organizacji wraz z siostrą, a Mads została porwana i ciągle miała kontakt z mordercą ojca, i nawet nie wiedziała, że on jest mordercą. I dowiedziała się tego w tak gorzki i brutalny sposób... Wcześniej, przed porwaniem, raczej nie była zbyt dobrą osobą. Nie jakąś suką i w ogóle, ale święta też nie była. Naprawdę nie wiem, co myśleć... jeśli mam być szczera, to umierający przyjaciel Solta przy ich problemach, według, mojej opinii, wydaje się nie aż tak bardzo makabryczne jak to co przytrafiło się właśnie Mads czy Marowi i Nevi. O jej okrutnym darze, który można nazwać przekleństwem już nie wspomnę.
    Naprawdę świetnie napisane i przedstawione!!!
    Nie mogę doczekać się następnego :3

    Pozdrawiam, weny i inspiracji
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie niewiele brakowało, aby Maddie rzeczywiście przyczyniła się do śmierci Maraudera, ale na szczęście ktoś tam jeszcze nad nimi czuwa :P
      Haha, no musi się trochę tych tajemnic nazbierać, żebym miała, co potem tłumaczyć :D
      Mówisz, że Nev i Solt byliby ładną parą? A nie jest ona dla niego trochę za smarkata? :D Nie no śmieję się, ja już coś tam sobie postanowiłam, a wy niebawem się przekonacie o tych moich zamiarach.
      Chyba nie posądziłabym Mara o tchórzostwo... On nie boi się śmierci, co z resztą wydaje mi się, że udowodnił trochę w tym rozdziale, bo nie starał się walczyć z Maddie o własne życie. No, ale fakt faktem, że siostra znaczy dla niego wiele, tak jak on dla niej.
      Chyba dopiero po twoim komentarzu zobaczyłam w całej rozciągliwości, jak bardzo to wszystko pokomplikowałam :D No, ale niebawem supełek po supełku dojdę do rozwiązania wszelkich tajemnic, a wy ze mną mam nadzieję :D
      Po raz kolejny bardzo dziękuję za wspaniały komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że niebawem ;)
      Nie chodziło generalnie, że Mar boi się śmierci, ale ucieczki skończonej fiaskiem i, o siostrę, która zostałaby sama, albo nawet i zabita.
      Przez głowę, by mi nie przeszło, że Mar byłby zdolny do strachu przed śmiercią :o

      PS: Jak dodasz nowy, to SPAMuj u mnie "3

      Usuń
    3. Ah, i wszystko jasne :D
      Tak, też myślę, że Marauder bardziej obawiałby się o to, co stanie się z jego siostrą, gdyby coś mu się stało, niż własnej śmierci. Taki typ :P
      Oki, dam znać - myślę, że za około dwa tygodnie coś się pojawi!

      Usuń
  6. Akcja pomiędzy Madeleine a Marauderem mocno mnie zaskoczyła. Po co ktoś chciał, aby ta dwójka walczyła pomiędzy sobą i raniła jeden drugiego? Chciałabym to wiedzieć.

    Nevi jest wyjątkowa. Potrafi ukrywać swoje uczucia, a jednocześnie dbać o ludzi z dobroci serca. Tylko co powoduje, że Solt czuje się przy niej bezpiecznie?

    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebawem wszystko się wyjaśni :D
      Taak, Nevi jest wyjątkowa, a w każdym razie ma inny system wartości niż pozostałe postaci w tym opowiadaniu. Myślę, że między innymi to jest powód, czemu Solt czuje się przy niej dobrze ;)
      Dzięki i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Hm, jestem dość skołowana, jeśli chodzi o zachowanie Maraudera. Jak wiesz z moich wcześniejszych komentarzy, wprost uwielbiam tego bohatera, był moim ulubieńcem. I w sumie nadal nim jest, choć zaskoczyło mnie, ile siedzi w nim agresji i gniewu. Nie sądzę jednak, by kierował się zwykłym, egoistycznym pragnieniem dokopania Maddie. Nie chodziło mu o to, żeby napawać się jej cierpieniem. Tylko o co? Co miał na myśli Matt mówiąc, że ktoś się nimi bawi? Bardzo mnie to intryguje
    Co do samej Mads, współczuję jej. Widać, że wiadomość o śmierci ojca niemal dosłownie załamała jej serce. Mimo to podobała mi się scena, w której dała popis swoich umiejętności. Coś mi się wydaje, że to dopiero niewielka namiastka jej talentu i wkrótce zobaczymy jeszcze więcej.
    Jestem absolutnie zauroczona relacją Soltera i Nevi! Początkowo mi się wydawało, że to będzie bardziej znajomość na poziomie brat-siostra, ale coś mi się widzi, że to się może bardziej rozwinąć. Nevi może i jest sporo młodsza, ale to bardzo dojrzała i inteligentna dziewczyna. Solt jak widać czuje się przy niej bardzo swobodnie, obdarzył ją zaufaniem. Ona co prawda nie powierzyła mu swojej tajemnicy, ale myślę, że to nastąpi z czasem. W każdym razie, bardzo mi się podoba to ich wzajemne zrozumienie. Jestem szalenie ciekawa, jak to się dalej rozwinie :)
    Świetny rozdział, czekam na ciąg dalszy <3
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, dużo było tutaj złości i gniewu, a to jeszcze nie koniec. Wiem, że może wydawać się to na ten moment niezrozumiałe, ale niebawem wszystko się wyjaśni. Ja póki co nie będę zbyt wiele zdradzać ;)
      Solt troszeczkę patrzy na Nevi przez ten pryzmat wieku, ale, dajmy spokój, pięć lat różnicy to jednak wcale nie tak dużo ;) Poza tym fakt faktem, że oni po prostu dobrze czują się w swoim towarzystwie. Tylko czy to wystarczające? Czas pokaże :D
      Dziękuję ślicznie za komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Ej, ten rozdział był za krótki. Nawet się porządnie nie rozkręciłam,a tu koniec :<

    No ale nic. Lepszy rydz, nie?
    Ta akcja z Maddie i Marauderem pokazuje mi, jak bardzo, za przeproszeniem, nie pierdzielisz się z tą historią. On nie jest w 100% zły, ale to też nie jest taki schematyczny typ dobrego chłopca, którego życie zmusza do złych rzeczy. W nim faktycznie widać ten brak kręgosłupa moralnego i tutaj nie wiem, czy jestem w stanie uwierzyć w księżniczkę, która go z tego dołka wyciągnie. Jego zachowanie zresztą było irracjonalne, no bo gdyby faktycznie to wszystko tak go nie ruszało, nie reagowałby w ten sposób. Chodzi mi o to, że on mówiąc o tym ojcu trochę próbował pozbawić sam siebie poczucia winy (a sam o nim opowiadał, nie? To ciekawe). To znowu moja interpretacja, pewnie w dużej części błędna, ale podzielę się... wydaje mi się, że Marauder zobaczył w ojcu Maddie trochę własnego opiekuna, którego chciał ukarać za to całe bagno, z którego nie potrafi wyjść. Ale na koniec przekonał się, że jego ojciec i ojciec Maddie to nie są dokładnie te same osoby i teraz nie potrafi o tym zapomnieć. Bo nic nie jest czarne ani białe. Chce pokazać siebie jako potwór, żeby trochę sam siebie przekonać, że to wcale go nie rusza, a jednak poruszyło. Zwłaszcza to "przepraszam".
    Ciekawi mnie, jak bardzo się mylę :D

    Część o Nevi miła. Kurcze, jak ty mieszasz między tymi bohaterami. Zwłaszcza ta końcówka. Tutaj trochę Reed, tutaj ona i jeszcze to ciepło... ona na pewno skrywa tajemnice, ale nie wiem czy to wynika z jej celowego działania, żeby zmylić Solta, czy bardziej hm... tak po prostu jest ostrożna.

    Czas pokaże!
    Pozdrawiam serdecznie ; ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, no nie był taki znowu krótki :D Ale kolejny postaram się dodać dłuższy :)
      Oj, zdecydowanie Marauder nie wpisuje się w taki schemat. Nie jest dobry, wiele rzeczy robi z własnej, nieprzymuszonej woli i poniekąd jest z tego dumny, ale jednocześnie nie jest też AŻ tak zły albo jeszcze nie osiagnął tego poziomu, bo niektóre rzeczy potrafią go poruszyć. Trochę trzeba pogrzebać mu w głowie, aby zrozumieć, co nim rzeczywiście kieruje i obiecuję, że umożliwię wam taką możliwość :D
      Wiem, że mieszam, oj wiem :D A to jeszcze zdecydowanie nie koniec. Mam jeszcze kilka tajemnic do ujawnienia, a całą masę do rozwiązania :D
      W każdym razie bardzo dziękuję za komentarz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Nie mogę uwierzyć w to, że tyle czasu już minęło od publikacji tego rozdziału, a ja dopiero teraz znalazłam chwilę, by do Ciebie wpaść i napisać komentarz. Mam nadzieję, że będzie on w miarę składny, bo rozdział przeczytałam już dość dawno.

    Przyznam się szczerze, że gdy czytałam pierwszą część rozdziału to kompletnie nie mogłam się odnaleźć i nie ogarniałam całej tej sytuacji. Wprost nie mogłam uwierzyć w to, że Maadie mogłaby z premedytacją chcieć zabić Maraudera. Jego zachowanie również wydawało mi się nieprawdopodobne. Dobrze, że Matt pojawił się w odpowiedniej chwili i myślę, że miał sporo racji gdy wysuwał wniosek, że ktoś się tą dwójką bawi. Niestety nie mam pojęcia kto miałby tak duży dar, by niejako przejąć kontrolę nad dwiema osobami na raz. Myślę, że musi być to ktoś silny i doświadczony.

    Co do Solta i Nevi… Lubię ich duet. I mam wrażenie, że chyba Solt powoli zaczyna czuć coś do dziewczyny. Tylko co z Reedem? To wszystko cały czas coraz bardziej się komplikuje i zaczynam się w tym powoli gubić, ale oczywiście w pozytywnym sensie, ponieważ z każdym kolejnym rozdziałem mam ogromną ochotę poznać ciąg dalszy. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że nie będę musiała czekać długo na kolejny rozdział :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, opowiadania powinny być przyjemnością, a nie kolejnym obowiązkiem, więc to jasne, że wpada się, kiedy ma się czas :) Ja to doskonale rozumiem i sama praktykuję taką zasadę :)
      Więcej informacji na temat sytuacji, która wydarzyła się między Marem a Maddie już niebawem. Może tylko uściślę, że ta "kontrola" nie obejmowała ich oboje na raz, a przechodziła z jednej osoby na drugą ;)
      A no właśnie. Co z Reedem? O tym w którymś z kolejnych rozdziałów :)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  10. Chyba faktycznie ktoś musi mieszać w relacjach Maraudera z Maddie. Przecież ostatnio całkiem dobrze się dogadywali. Może właśnie dlatego? No cóż. Teraz uwierzenie w to, że on naprawdę zabił jej ojca, jakoś łatwiej przychodzi. Tylko czy tak sam z siebie czy może znów był pod czyjąś siłą? Niby tutaj Maddie zemściła się na chłopaku, trochę go okaleczając, ale wyglądało to na takie coś, że nawet ma powód, więc zagranie nawet jeżeli nie w pełni jej, to jednak logiczne. Wydawało mi się, że to Matt będzie jakiś taki zły. Chyba że nim też ktoś manipuluje. Co się mogło między nimi wydarzyć? Cóż... gdy człowiek kogoś pilnuje, przebywa wiele czasu to w końcu zwykle zaczyna mówić. Bo jednak człowiek potrzebuję się odezwać. Taką potrzebę rozmowy czasem mamy. Nawet największy samotnik. Mogło przecież wydarzyć się mniej więcej to samo, co kiedyś między nią a Marauderem. A mogło być tylko tyle, że poczuła się samotna, potrzebująca czyjegoś oparcia, a Matt, on po prostu jej to dał.
    Solt chyba po prostu mało doświadczył okazywania uczuć, dlatego wszystko wydaje się takie obce. Kiedy odzwyczaisz się od nich, to nagle zwykle przytulenie jest czymś "wow". A co dopiero buziak w policzek czy gdzieś obok ust. Teoretycznie jest jeszcze możliwość bycia biseksualnym, więc nie tylko homo ;P. Czasem gdy nie masz się do kogo odezwać, to obca osoba staje się być najlepszym słuchaczem. Ja bym stawiała na jakąś przyjaźń. Tak wiem, moje zawsze złudne nadzieje :D. Ale może jednak? W końcu Solt hm bardzo, bardzo lubi Reeda ;P.

    Wiesz, co Ci powiem? Wstyd mi, że mam mniej rozdziałów opowiadania własnego, niż Ty, zaczynając później. Fakt, że poprawiałaś podobno historię czy miałaś zawiechę, jakoś tak to było, no ale jednak.

    Pozdrawiam i dałoby radę jakoś informować o nowych? Szkoda, że nie używasz już gg, bo to był taki fajny powiadamiacz ;p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny rozdział trochę rozjaśni odnośnie tej dziwnej sytuacji między Marauderem, Maddie i trochę Mattem :D Kurczę, muszę ograniczyć imiona zaczynające się na M :D
      Co do Solta masz całkowitą rację. On nie miał zbyt wiele do czynienia z taką bliskością i przez to stanowi ona dla niego coś obcego. Dlatego tak gwałtownie reaguje nawet na zwykłego przytulasa :P Ale co do jego orientacji to ty już nie mieszaj :D Już wystarczy :D
      No właśnie! Powinno ci być wstyd, bo się, moja droga, strasznie opierniczasz :D Mam nadzieję, że coś z tym zrobisz, hej!
      Tak, będę dawać ci znać w spamie, jeżeli ci to odpowiada :) No jakoś tak nie czuję potrzeby powrotu do gg, bo mało osób go używa, a szkoda, bo to był faktycznie fajny powiadamiacz :P
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
    2. Oj tam, oj tam Ty i tak już jesteś mistrz komplikowania :D. Ja go dobrze rozumiem, też dla mnie było za dużo takie zwykłe przytulenie.

      Zakładki spam nie mam, ale pod nowym rozdziałem możesz pisać śmiało ;p

      Usuń
    3. Poczekaj na kolejny rozdział - tam dopiero pokazałam moje zdolności, co do komplikowania xD
      Oki, to będę pisała :D Muszę go skomentować też! Bo przeczytałam już ho, ho, ho daaawno, a zawsze wylatuje mi z głowy, żeby parę słów naskrobać :D

      Usuń
  11. No i jestem teraz w rozterce, bo nie wiem, co napisac. Podobal mi sie ten grozny Marauder, ale z drugiej strony jakby czulam, ze to jakies jego zagranie, by wkurzyc Mads. Tylko co by chcial na tym zyskac? Nie mam pojecia. Pozniej jedna wyszlo, ze ktos miesza im w glowach, jakis nowy obiekt, tak wiec mysle, ze to calkiego sprawke tego nowego. No i ta akcja z zabiciem Mara, wsciekla Maddie. To bylo zajebiste *-* Jestem teraz ciekawa, kim jest ta nowa osoba, bo widac, ze ma naprawde ogromne moce, nad ktorymi nie panuje (albo panuje i sie lubi pobawic zmiszajac ludzi do robienia takich dziwnych rzeczy).
    Chociaz Nevi to mloda dziewczyna to jednak lacze ja z Soltem, a jego lacze z Reedem... I wez tu czlowieku badz madry. Z kim by bylo lepiej... Nie, zebym kreowala trojkat. Nope, nope. No ale inaczej sie nie da. Nie chce by Reed byl poszkodowany i stracil Solta, ale widac, ze miedzy Soltem a Nevi jest co uroczego i Solt sam jest chyba zauroczony chociaz on ma jeden wielki pierdzielnik w glowie z tymi wszystkimi emocjami xD ciekawa jestem jak to sie wszystko potoczy. Dzialasz na emocjach tak, ze czlowiek (a przynajmniej ja) przezywam to wszystko jak jeden z najlepszych i moich ulubionych seriali. *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, jak ja się cieszę, że ci się podobało! :D
      Oj tak, dobrze to ujęłaś - Solt ma ogromny pierdzielnik w tej swojej blond główeczce :D
      Nawet nie wiesz, ile motywacji dostarczasz mi swoimi komentarzami! Aż poczułam potężny zastrzyk weny, który chyba zaraz wykorzystam :D
      Dziękuję!

      Usuń
  12. Powiem Ci, że po przeczytaniu tego rozdziału byłam w ciężkim szoku. Zachowanie Maraudera i to, w jaki sposób odzywał się do Maddie było... powiedziałabym, że szokujące, ale nie chcę się powtarzać, więc powiem - cholernie dla mnie nie zrozumiałe. Najpierw się o nią martwi, broni przed Mattem, a potem wyskakuje z takimi rewelacjami! Zupełnie tego nie rozumiałam, ale potem przeczytałam następny rozdział i mam już spoiler xD Także domysłów już snuć nie będę, bo jakąś część prawdy już znam. W każdym razie na samym początku myślałam, że Marauder ma po prostu zły dzień i gada co mu ślina na język przyniesie. Ale potem gdy zaczął być taki opryskliwy, wredny i do bólu szczery, coś mi zaczęło nie pasować. Pomyślałam, że może ktoś go opętał? Może to ten Mistrz mąci mu w głowie i kieruje jego słowami tak, a nie inaczej? Trochę się pomyliłam, ale w pewnym sensie byłam blisko;D
    Tak czy inaczej, ten rozdział był świetny, a rozmowa Maraudera z Maddie mega ciekawa i intrygująca. Chyba zaczyna się dziać! Już zacieram rączki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie byłaś blisko :D I cieszę się, choć zabrzmi to nieco sadystycznie, że nie przejrzałaś mnie od razu. Mam w rękawie jeszcze kilka asów, więc może uda mi się jeszcze zaskoczyć :D
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń

Archiwum bloga